Reklama

Dla 70 proc. Polaków rozwód to życiowa porażka

2017-12-19 14:06

lk, jw / Warszawa (KAI)

rodjulian / fotolia.com

Dla 71% Polaków rozwód jest życiową porażką, choć aż 88% uważa, że miłość na całe życie jest możliwa. Rozstanie nie jest zatem obojętne dla małżonków, a aż jedna trzecia dopiero co rozwiedzionych uważa, że rozwodu można było uniknąć – wynika z badania społecznego przeprowadzonego na zlecenie Fundacji Mamy i Taty. O społecznych wnioskach z sondażu dyskutowano podczas prezentacji raportu na temat przyczyn i konsekwencji rozwodów.

Autorką raportu jest prof. Dominika Maison, dziekana Wydziału Psychologii UW.

Zdaniem 71% Polaków, rozwód to porażka, a dla 70% to nawet „wirus trawiący polskie społeczeństwo”. Jednocześnie aż 88% z nas uważa, że miłość na całe życie jest możliwa.

Jakie emocje towarzyszą rozwodowi? Najczęściej złość, gniew i stres (37%), poczucie porażki (30%), nienawiść (29%) i smutek (23%) oraz bezradność (21%), ale także np. samotność (16%) czy wstyd (10%). Radość pojawia się rzadko (2%).

Reklama

Rozwód nie jest zatem obojętny dla samych małżonków. Przeciwnie, jest wyraźnym przejawem braku sukcesu w tak ważnej sprawie, w którą zainwestowali część swojego życia, a potwierdzili słowem i przyrzeczeniem. Rozwód oznacza nie tylko poczucie klęski, ale też trwałe konsekwencje w sferze psychologicznej i zdrowotnej.

Każdą rodzinę otacza krąg ludzi – krewnych, znajomych, przyjaciół – z którymi utrzymuje ona relacje społeczne. Rozwód nie tylko kończy relację między dwojgiem ludzi, ale często zrywa także wieloletnie więzi w ich gronie bliskich.

Rozwód ma także wielorakie konsekwencje dla dzieci i to na kilku poziomach: emocjonalnym (poczucie bezradności, lęk o przyszłość, wstyd przed rówieśnikami), społecznym (osamotnienie i izolacja), psychologicznym (poczucie odrzucenia, obniżenie poczucia własnej wartości, problemy z nawiązywaniem relacji).

Zdaniem Marcina Perfuńskiego, twórcy bloga supertata.tv (choć jak sam zastrzega, nie czuje się superojcem, raczej chciałby takim być), z badań wynika, że wśród Polaków jest bardzo mała świadomość tego, co robić, gdy małżeństwo wchodzi na drogę kryzysu oraz co powinno się robić, by rozwodów było mniej. Zwycięża strategia uciekania od problemu, a nie szukania rozwiązania.

Według niego, kluczowym problemem jest brak odpowiedniej komunikacji międzymałżeńskiej i wewnątrzrodzinnej. Podstaw takich zachowań powinno się uczyć już dzieci w szkole po to by te, gdy dorosną, umiały właściwie dochodzić do rozwiązania ewentualnych sytuacji kryzysowych.

Aż jedna trzecia rozwiedzionych par przyznaje, że ich małżeństwo można było uratować. Mamy więc do czynienia z dość powszechnym zjawiskiem pochopnych rozwodów.

„Większość rozpraw rozwodowych w Polsce trwa ok. 20 minut. Adwokaci męża i żony odczytują oświadczenia obydwu stron, sędzia zatwierdza i do widzenia. Dwadzieścia minut na to, by zerwać relację, która trwała być może 20 lat” – powiedział Marek Grabowski, prezes Fundacji Mamy i Taty.

Rozwodzący się uważają, że rozwód to prawdziwy koniec relacji między nimi, tymczasem nic bardziej mylnego. Pozostają do rozwiązania takie sprawy jak alimenty, opieka nad dziećmi i sposoby spędzania z nimi czasu (wakacje, święta), ich akceptacji „nowego” partnera byłego współmałżonka itd. Takie sprawy mogą się ciągnąć latami i zwykle nie pozostają bez wpływu na stan emocjonalny dzieci.

Fundacja Taty i Mamy uważa, że wprawdzie rozwód nie jest w Polsce tematem tabu, ale kłopoty małżeńskie już tak. Dlatego kilka miesięcy temu rozpoczęła kampanię dotyczącą „strategii odbudowy rodziny”. Na czym ona polega?

Zdaniem Fundacji, potrzebne są systemowe rozwiązania wspierające trwałość rodzin. „Twarde” metody to zmiany prawne, np. zmiana zasad separacji, która w tej odgrywa marginalną rolę i jest rzadko stosowana; wprowadzenie bezpłatnych mediacji i terapii dla małżonków przeżywających kryzysy w związku; rozpatrywanie projektów prawnych pod względem ich wpływu na rodzinę; zmiany w systemie orzekania rozwodów i ulgi podatkowe za staż małżeński.

Natomiast „miękkie” metody to m.in.: świeckie kursy przedmałżeńskie, kursy komunikacji interpersonalnej w szkołach, wsparcie dla organizacji pozarządowych kształtujących młodych mężczyzn (harcerstwo, organizacje sportowe, duszpasterstwa młodzieży) i organizacji prorodzinnych oraz szeroko pojęta promocja małżeństwa i rodziny.

Według danych GUS (Rocznik Demograficzny 2016), liczba rozwodów w Polsce od 1980 r. systematycznie wzrasta. W tymże roku było ich 39 tys. 833, w 1990 – 42 tys. 436, w 2000 – 42 tys. 770, w 2010 – 61 tys. 300, a w 2015 – już 67 tys. 296.

Z tej ostatniej liczby rozwodów, 28 tys. 152 dotyczyło par bezdzietnych, 24 tys. 581 małżeństwa z 1 dzieckiem, 12 tys. 149 – z 2 dzieci, 1914 – z 3 dzieci, a 500 z czworgiem lub więcej potomstwa. Przeciętna liczba dzieci z rozwiedzionych małżeństw wyniosła 1,45.

Na tysiąc nowo zawartych małżeństw przypada 356 rozwodów. Trzykrotnie więcej Polaków rozwodzi się w miastach (48 tys. 896) niż na wsi (17 tys. 587).

Spośród ogólnej liczby rozwodów, 49 tys. 847 nastąpiło bez orzeczenia o winie, 11 tys. 643 z winy męża, 2413 z winy żony, a 3393 z winy obu stron.

Rozwód najczęściej dotyka małżeństwa ze stażem 5-9 lat (16 tys. 526) oraz do 4 lat (13 tys. 868), a także 10-14 lat (10 tys. 371). Następnie liczba rozwodów spada wraz z postępującym stażem, ale np. małżeństw rozwodzących się po 30 latach pożycia jest więcej niż w przedziale 25-29 lat (odpowiednio 6023 i 4739).

Badanie powstało w dniach 10-15 marca 2017 na 1000-osobowej grupie respondentów.

Fundacja Mamy i Taty powstała w 2010 r. Skupia się na prowadzeniu kampanii uświadamiających potrzebę troski o odpowiedzialną budowę rodziny. Apelowała już m.in. o wzmocnienie pozytywnych wzorców ojcostwa ("Fajnie być Tatą!), ochronę dzieci przed pornografią, kierowała też swój przekaz do małżeństw z jednym dzieckiem o to, by nie bały się powiększenia rodziny. Fundacja protestowała też przeciwko projektowi legalizacji homoseksualnych związków partnerskich, wprowadzaniu do edukacji wczesnoszkolnej elementów ideologii LGBT i gender czy działalności tzw. seksedukatorów.

Najnowszym dziełem Fundacji ma być portal Ratujrodzine.pl, który ruszy na początku stycznia przyszłego roku. W zamierzeniu ma być to przejrzyste i czytelne źródło informacji o tym, jak przeciwdziałać coraz bardziej złożonym zjawiskom rozpadu rodziny.

Portal ma zawierać m.in. bazę danych i mapę dostępności psychologów, do których można się zwrócić o pomoc w rozwiązywaniu problemów rodzinnych. Będą też w nim informacje o ciekawych rozwiązaniach systemowych i edukacyjnych z innych krajów na ten temat.

Tagi:
rozwód

Reklama

CBOS: Polacy coraz bardziej akceptują rozwody

2019-01-31 11:49

CBOS, dg / Warszawa (KAI)

W ogólnych deklaracjach Polaków stosunek do rozwodów ewoluuje w kierunku coraz większej ich akceptacji, jednak akceptacja ta – jak wynika z badań CBOS – w większości przypadków nie jest bezwarunkowa, a samo zjawisko niezmiennie budzi w społeczeństwie wiele kontrowersji. Dwie trzecie badanych ma w swoim otoczeniu przynajmniej jedną rozwiedzioną osobę, a co dwunasty sam jest po rozwodzie. Odsetek osób, które zetknęły się z rozwodem w swoim najbliższym kręgu, maleje wraz ze wzrostem religijności.

aytuncoylum/fotolia.com

Zjawisko rozpadu małżeństw od wielu lat utrzymuje się w Polsce na stabilnym, aczkolwiek relatywnie wysokim poziomie, co przy spadku liczby zawieranych związków małżeńskich sprawia, że współczynnik liczby małżeństw zawartych do liczby rozwodów jest w ostatnich latach najmniej korzystny w historii. Średnio na trzy zawierane związki małżeńskie przypada jeden rozwód. Sytuacja ta powoduje, że zjawisko rozwodu nie jest obce większości Polaków.

Stosunek do rozwodów ewoluuje w kierunku coraz większej ich akceptacji. Osoby mające rozwodników w swoim najbliższym otoczeniu, a tym bardziej rozwiedzione, częściej niż ogół badanych przyzwalają na rozwiązanie małżeństwa bez względu na okoliczności i niemal powszechnie wyrażają przekonanie, zgodnie z którym liczy się przede wszystkim osobiste szczęście człowieka i jeśli małżeństwo nie jest szczęśliwe, powinno się rozwieść i próbować ułożyć sobie życie na nowo – podaje Centrum Badania Opinii Społecznej (CBOS).

Okazuje się, że zdecydowana większość dorosłych Polaków (67%) ma w swoim otoczeniu przynajmniej jedną osobę, która jest rozwiedziona. Znajomość takich osób jest tym częstsza, im wyższy poziom wykształcenia badanych, większa miejscowość zamieszkania i rzadsze uczestnictwo w praktykach religijnych. Relatywnie częściej niż inni znajomość osób rozwiedzionych deklarują także osoby o najwyższych dochodach per capita, badani w wieku od 35 do 44 lat, a w grupach społeczno-zawodowych – kadra kierownicza oraz specjaliści wyższego i średniego szczebla.

Ci, którzy mają w swoim otoczeniu osoby rozwiedzione, w większości twierdzą, że po rozwodzie jest ktoś z ich dalszych znajomych lub sąsiadów (64%). Niemal trzy piąte ma takie osoby wśród dalszych krewnych (58%) oraz w gronie najbliższych przyjaciół lub znajomych (57%). Z kolei dwie piąte (40%) deklaruje, że po rozwodzie jest ktoś z ich najbliższej rodziny (rodzice, rodzeństwo, dzieci) lub ktoś z rodziny męża/żony czy partnera/partnerki (37%). Co dziewiąty z tej grupy badanych sam jest rozwiedziony (11%), a co czternasty żyje aktualnie w związku z osobą rozwiedzioną (7%).

Odnosząc powyższe dane do ogółu badanych można stwierdzić, że ponad dwie piąte dorosłych Polaków zetknęło się z rozwodem wśród swoich dalszych znajomych lub sąsiadów (42%), a niewiele mniej do grona osób rozwiedzionych może zaliczyć kogoś spośród swojej dalszej rodziny (38%) lub najbliższych przyjaciół i znajomych (38%). Mniej więcej jedna czwarta osoby rozwiedzione ma wśród członków najbliższej rodziny (27%) lub w rodzinie swojego męża/żony czy partnera/partnerki (24%). Co dwunasty dorosły Polak deklaruje, że sam jest rozwiedziony (8%), a 4% stanowią ci, których obecny mąż/żona lub partner/partnerka są po rozwodzie.

Łącznie ponad połowę badanych (52%) stanowią osoby, które zetknęły się z rozwodem w swoim najbliższym kręgu – same są po rozwodzie albo rozwiódł się ktoś z ich najbliższej rodziny lub przyjaciół. Odsetek tych osób jest tym wyższy im wyższe ich wykształcenie, dochód per capita, pozycja zawodowa i wielkość miejscowości zamieszkania, natomiast maleje wraz ze wzrostem religijności. Z kolei nieposiadanie osób rozwiedzionych w najbliższym gronie rodzinno-przyjacielskim najczęściej deklarują osoby najmłodsze – mające nie więcej niż 24 lata (73%), o najniższym poziomie wykształcenia (67%), najbardziej zaangażowane w praktyki religijne (64%) oraz badani mieszkający na wsi (60%). W grupach społeczno-zawodowych są to głównie uczniowie i studenci (74%) oraz rolnicy (63%).

Osoby, które same się rozwiodły lub mają rozwodników w gronie swojej najbliższej rodziny i/lub przyjaciół, CBOS zapytał o ich obserwacje i doświadczenia związane z przebiegiem rozwodów osób z ich najbliższego otoczenia. Większość z nich nie ma wątpliwości co do tego, że decyzja o rozwodzie najczęściej była słuszna (63% wskazań). Rozwody – w ocenie badanych – zazwyczaj przebiegały sprawnie i bez większych trudności (61%), najczęściej też udawało się uniknąć poważnych konfliktów związanych z podziałem majątku, opieką nad dziećmi itp. (56%).

Wyraźnie mniej jednoznacznie wypada jedynie akceptacja stwierdzenia, że w większości przypadków byli małżonkowie utrzymują ze sobą poprawne relacje. Zgadza się z nią 42% badanych, a 45% wyraża opinię przeciwną. Co czwarta osoba przyznaje, że rozwodom, które są jej znane, zazwyczaj towarzyszyły poważne konflikty na tle majątkowym lub związane z podziałem opieki nad dziećmi (26%), a co piąta nie może przyznać na podstawie własnych doświadczeń i obserwacji, że rozwody zazwyczaj przebiegały sprawnie i bez większych trudności (20%). Niemal taki sam odsetek stanowią ci, którzy w ogóle kwestionują zasadność rozwodów w większości znanych im przypadków (19%).

Osoby mające w swoim najbliższym otoczeniu rozwodników oraz będące po rozwodzie istotnie częściej niż ogół badanych, a tym bardziej niż ci, którzy deklarują, że nie znają osób rozwiedzionych, podzielają stwierdzenie, że jeśli w małżeństwie nie ma dzieci, to lepiej się rozwieść, niż żyć w nieudanym związku, oraz że jeśli człowiek nie jest szczęśliwy w danym związku, to powinien się rozwieść i próbować ułożyć sobie życie na nowo. Rzadziej z kolei wyrażają przeświadczenie, że rozwody są złe i zawsze należy walczyć o związek małżeński, rozwody są grzechem i należy trwać w związku pomimo występujących problemów oraz że rozwody czynią spustoszenie w życiu dzieci, dlatego nawet jeśli rodzice nie potrafią się porozumieć, powinni pozostać w związku dla dobra dzieci.

Również deklarowane przyzwolenie na rozwód jest różne w zależności od osobistych doświadczeń w tym względzie. Ogólny wskaźnik przyzwolenia na rozwody mierzony na skali od 0 do 9, gdzie 0 oznacza brak przyzwolenia na rozwody w każdej z dziewięciu przedstawionych sytuacji, a 9 – zgodę na rozwód we wszystkich zaprezentowanych okolicznościach, najwyższą wartość przyjmuje dla respondentów rozwiedzionych (5,77), następnie dla mających w swoim bliskim gronie osoby po rozwodzie (5,37), a najniższą dla badanych, którzy deklarują brak takich osób w swoim otoczeniu (4,69).

Rozwiedzeni zdecydowanie częściej niż ogół badanych wyrażają przyzwolenie na rozwody w sytuacji choroby wenerycznej jednego z małżonków (52% wobec 35%), niezgodności charakterów (65% wobec 49%), niedobrania seksualnego (62% wobec 47%) oraz opuszczenia rodziny przez jednego z małżonków (92% wobec 81%).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Czy naród żydowski współpracował z nazistami?

2019-02-15 18:37

Artur Stelmasiak

Przykład Hotelu Polskiego bardzo dobitnie ukazuje niezwykłą historię, jak polska Armia Krajowa wkracza do akcji, aby bronić Żydów przed Żydami. W tym miejscu kolaborujący z Gestapo Żydzi sprzedawali za grube pieniądze swoich rodaków.

Archiwum

Tak się składa, że warszawska redakcja tygodnika "Niedziela", w której pracuje, mieści się w dawnym budynku Hotelu Polskiego. Podczas II wojny światowej wydarzyła sie tu straszna i bolesna historia dla narodu Żydowskiego, bo w aferę Hotelu Polskiego zamieszani byli dwaj żydowscy kolaboranci Gestapo – Leon „Lolek” Skosowski i Adam Żurawin.

Zgodnie z zabiegami dyplomatów ze Szwajcarii i USA, części Żydów z getta warszawskiego zezwolono wydać paszporty, żeby mogli wyemigrować do Ameryki Południowej. Przesłane na przełomie 1942 i 1943 roku dokumenty nie trafiły jednak do ich właścicieli, a do rąk Skosowskiego i Żurawina. Sprzedawali ukrywającym się Żydom paszporty, których cena dochodziła nawet kilkuset tysięcy złotych za sztukę. Chętnych nie brakowało. Żydzi, którym udało się zakupić paszport, zostali internowani w Hotelu Polskim przy ulicy Długiej 29 w Warszawie. Oczywiście wszystko odbywało się pod bacznym okiem Niemców, którzy pewnie także czerpali profity z tego zyskownego procederu. Wiosną 1943 r. urządzili nalot na Hotel Polski i prawie wszystkich rozstrzelano. Później to miejsce traktowano jako pułapkę warszawskiego gestapo, które w ten sposób wywabiało Żydów z kryjówek po aryjskiej stronie, by ich zamordować w obozach zagłady.

Według Żydowskiego Instytutu Historycznego spośród ponad 2500 Żydów, którzy zgłosili się na Długą, przeżyło zaledwie 260 osób. "Lolkiem" i jego zbrodniczą działalnością zajęła się Armia Krajowa. Leon Skosowski został zabity 1 listopada 1943 roku przez żołnierzy kontrwywiadu Okręgu Warszawskiego AK. Tego dnia do Gospody Warszawskiej przy Nowogrodzkiej o godzinie 17-tej wkroczyło czterech żołnierzy polskiego podziemia uzbrojonych w pistolety i granaty. Zebranym kazano podnieść ręce do góry, a Lolka Skosowskiego zastrzelił podchorąży „Janusz”. Strzelał z bliska – AK chciało mieć pewność, że zlikwidowano tego groźnego agenta Gestapo.

Takich historii, gdy Żydzi współpracowali ze swoimi oprawcami można znaleźć więcej. Parafrazując skandaliczne słowa premiera Izraela Benjamina Netanjahu wypadałoby zapytać: Czy naród żydowski współpracował z nazistami? Odpowiedź jest oczywista. Naród Żydowski był ofiarą, a nie oprawcą, choć tak jak w każdym narodzie zdarzały się czarne charaktery. To nie Polacy, ani nie Żydzi byli oprawcami i zbrodniarzami w czasie II wojny świtowej. Oba narody były ofiarami zbrodniczego niemieckiego nazizmu. Oczywiście Żydzi byli brutalniej traktowani przez Niemców, ale nie jest to w żadnym wypadku wina narodu polskiego.

Przykład Hotelu Polskiego bardzo dobitnie ukazuje sytuację, jak polska Armia Krajowa wkracza do akcji, aby bronić Żydów przed Żydami. "W związku z ustaleniem tego ohydnego zbrodniczego procederu [afera hotelu Polskiego], szef kontrwywiadu AK Okręgu Warszawa, kpt. Bolesław Kozubowski, uzyskał od płk. Chruściela, późniejszego dowódcy Powstania Warszawskiego, zgodę na natychmiastowe zlikwidowanie całej szajki bez oczekiwania na wyrok sądowy, aby ratować jak największą liczbę kandydatów na tak organizowany przez Skosowskiego wyjazd do obozów zagłady" - czytamy we wspomnieniach podporucznika AK Janusza Cywińskiego ps. "Janusz", który wykonał wyrok na Skosowskim.

Kilkadziesiąt metrów od Hotelu Polskiego jest maleńka uliczka im. Bohaterów Getta. Często widzę tam kręcące się wycieczki z Izraela. Dlaczego nie widzę takich wycieczek stojących przed Hotelem Polskim? Przecież to miejsce mogłoby być ważną dla narodu Żydowskiego lekcją historii. Pewne jest także, że taka lekcja bardzo przydałby się premierowi Izraela.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Trzech mężczyzn przewróciło pomnik ks. Henryka Jankowskiego w Gdańsku

2019-02-21 08:05

wpolityce.pl

Toamsz Sekielski/Twitter.com

W nocy ze środy na czwartek przewrócono pomnik ks. Henryka Jankowskiego w Gdańsku. Akt wandalizmu zrelacjonował na Twitterze dziennikarz Tomasz Sekielski. Sprawcy zostali zatrzymani przez policję, ale wcześniej wysłali swój „manifest” do Oko.press.

Trzech mężczyzn użyło liny, by przewrócić na ziemię gdański pomnik ks. prałata Henryka Jankowskiego. Obecny na miejscu był dziennikarz Tomasz Sekielski. Zrelacjonował akt wandalizmu na Twitterze.

Na zdjęciach widzimy, że w dłoń ks. Jankowskiego włożono… dziecięcą bieliznę, a obok położono małe buty oraz komżę - strój ministrancki.

Sprawców ujęła policja.

Wcześniej wysłali swój „manifest” do Oko.press.

Podejmujemy działanie, którego celem jest symboliczne strącenie ze wspólnotowego piedestału fałszywej pamięci i czci osoby Henryka Jankowskiego— napisali.

Oskarżamy instytucję kościoła katolickiego i jej przedstawicieli, którzy z pełną świadomością zła czynionego przez Henryka Jankowskiego nie zareagowali, aby złu położyć kres, milczeli lub wręcz – jak Sławoj Leszek Głódź – tolerowali ryzyko pojawienia się kolejnych ofiar— cytuje „manifest” portal Oko.press.

Dowiadujemy się również, że trzej mężczyźni do aktywiści Obywateli RP, bądź uczestnicy protestów przeciwko reformie sądownictwa, czy ekshumacjom ofiar katastrofy smoleńskiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem