Reklama

Jezus był ich Wodzem

2017-12-23 17:08

Łukasz Sośniak SJ

YouTube.com

„Życie w wioskach było niezwykle twarde. Brakowało jakichkolwiek wygód. Jedzenie było wstrętne. Stałe towarzystwo każdej nocy stanowiły pchły, komary i pasożyty. Ostry i gęsty dym ledwo pozwalał odmawiać brewiarz. Maniery tubylców były nieokrzesane. Wystarczyło im najmniejsze niezadowolenie, by wziąć do ręki tomahawk i rozbić ci głowę na dwie części.”

Tak relacjonował swoją pracę wśród Huronów jezuicki misjonarz, ojciec Jan de Brebeuf. Pomimo trudnych warunków napisał w indiańskim wigwamie przepiękną, przepełnioną nadzieją kolędę. W te Święta odkurzyli ją młodzi jezuici. Powstał polski tekst, aranżacja i teledysk.

W Cezarówce Dolnej koło Jaworzna Indian znają wszyscy. Każdego lata powstaje tam wioska czerwonoskórych z mnóstwem atrakcji. Dzieciaki i dorośli mają okazję przez chwilę poczuć się jak mieszkańcy Wielkich Równin – można posiedzieć z wodzem przy ognisku w tipi i wraz z przewodnikiem podglądać życie Indian.

Od lat rekonstrukcją życia rdzennych mieszkańców Ameryki Północnej zajmuje się w Jaworznie Marek Ptasiński, miłośnik Indian i kolekcjoner pamiątek po nich. – To, co robi Marek to nie jest tandeta dla turystów, dlatego stroje są tak realistyczne, to prawdziwy pasjonat – mówią o nim inni mieszkańcy. Ptasiński za swoje zasługi w promocji kultury indiańskiej otrzymał m.in. nagrodę od konsula generalnego USA w Polsce Kennetha J. Fairfaxa, a Indianie nazwali go Ambasadorem Kultury Indian w Polsce.

Reklama

– To właśnie dzięki niemu udało się stworzyć ten teledysk. Marek nie tylko wypożyczył stroje, wigwamy i mnóstwo rekwizytów, ale także przyjął nas po bratersku i oddał nam swój dom na czas przygotowań – mówi reżyser, Artur Pruś SJ. – Jesteśmy mu za to bardzo wdzięczni – dodaje.

Dlatego właśnie mieszkańcy Cezarówki mogli być zdziwieni. Nigdy jeszcze Indian nie widziano na tych terenach w grudniu. – O tej porze raczej wioski nie rozstawiamy, ale kiedy usłyszałem, że to będzie indiańska kolęda, nie mogłem się nie zgodzić – mówi Marek Ptasiński.

Podziw budził też wódz Indian. – Wygląda bardzo groźnie, jakby żywcem przeniesiono go z wioski Jana de Brebeuf z XVII wieku – szeptali między sobą aktorzy. W rolę wodza wcielił się genialnie 70-letni Felix Malaga, Peruwiańczyk, od blisko trzydziestu lat mieszkający w Krakowie, prywatnie bardzo przyjacielski i prawie zawsze uśmiechnięty. Felix prowadzi w Krakowie swoją pracownię architektoniczną. Był zaangażowany m.in. w powstanie słynnego Parku Miniatur Sakralnych na Złotej Górze w Częstochowie. Autorzy teledysku poznali Malage przy okazji organizowanych przez niego mszy hiszpańskojęzycznych, które odbywają się w każdą drugą niedzielę miesiąca w kościele franciszkanów w Krakowie. – Poszedłem tam żeby poszukać „indiańskich twarzy”, potrzebowałem aktorów do teledysku. Nie spodziewałem się, że spotkam kogoś takiego jak Felix, wygląda idealnie – mówi Artur Pruś SJ. W innych mieszkańców wioski wcielili się studenci i pracownicy Akademii Ignatianum W Krakowie.

Od strony muzycznej za powstanie utworu odpowiedzialny był Mateusz Franckiewicz, kompozytor, producent muzyczny, basista i raper. Lider i współtwórca takich projektów jak Legend of Kazimierz, Out of the Box, Diri Levsky, Frans Mówi. Członek Kapeli Hanki Wójciak. Pasjonat muzyki Bałkańskiej. – Zrobił coś pięknego, co zapiera dech w piersiach, nie możemy się doczekać żeby podzielić się jego pracą ze słuchaczami – mówi Dominik Dubiel SJ, odpowiedzialny za kierownictwo muzyczne projektu. Tekst kolędy został napisany przez Jana de Brebeuf po hurońsku i fragmenty współczesnej wersji są zaśpiewane właśnie w tym języku, jednak potrzebny był przekład. Tym zajął się Tomasz Grzebyk.

Tło historyczne teledysku przenosi nas do roku 1649. To właśnie wtedy Huroni zostali napadnięci przez Irokezów, którzy wymordowali owieczki de Brebeufa, a jezuitów torturowali ze szczególnych okrucieństwem. Sam de Brebeuf już wtedy stał się legendą wśród Irokezów, którzy po torturach i „ochrzczeniu” jezuity wrzątkiem, obcinali mu części ciała i zjadali na jego oczach. O. Jan modlił się o ich nawrócenie, co wprawiało w zdumienie barbarzyńców. Do tego stopnia, że wyrwali mu serce i zjedli je, wierząc, że w ten sposób posiądą jego odwagę.

Z literatury poświęconej jezuitom możemy dowiedzieć się, że de Brebeuf, który zaimponował Irokezom, był człowiekiem wielkiej postury i równie wielkiej dobroci. Bardzo kochał Huronów, z którymi spędził wiele lat. Niezwykle szanował kulturę Indian i przynosząc im Dobrą Nowinę pragnął zachować tożsamość kulturową autochtonów.

Mimo wielu trudności i nieufności ze strony Indian, de Brebeuf nie poddawał się i już podczas pierwszego pobytu poznał język huroński „lepiej niż ktokolwiek inny”. Z czasem Huroni przekonali się o czystości intencji de Brebeuf’a i zaczęli traktować go jak swojego. Mówili o nim jako o wysłanniku z

nieba: „Echon, twoje słowa dają nam życie. Z Tobą rozmawia Bóg i kieruje do naszych serc to, co wychodzi z twoich ust”. Huroni przyjmowali chrześcijaństwo i z czasem katechizowali sami siebie słowem i przykładem bezinteresownej miłości dla potrzebujących. Ostatecznie większość Huronów przyjęła chrzest.

Czy możemy nauczyć się czegoś od Indian i misjonarza z XVII wieku? – Boże Narodzenie wyzwala nas z niewoli życia tylko dla siebie i uzdalnia nas do miłości. Kiedy przyjmuję Boga, tak jak de Brebeuf, to potrafię zrezygnować z siebie dla drugiego. To chcieliśmy pokazać w tej kolędzie – mówią twórcy.

Tagi:
Boże Narodzenie kolęda jezuici

Madryt: młodzi bez Jezusa nie ma Bożego Narodzenia

2017-12-30 17:01

RV / Madryt (KAI)

„Bez narodzenia Jezusa obecne święta nie mają żadnego znaczenia” – uważa madrycka młodzież. Na znak protestu przeciwko usunięciu elementów chrześcijańskich z dekoracji Madrytu młodzi mieszkańcy hiszpańskiej stolicy zawiesili na słynnej bramie Puerta de Alcalá duży plakat z Dzieciątkiem Jezus i napisem: „Bóg się urodził. Radosnych świąt Bożego Narodzenia”.

TER

Od trzech lat w Madrycie rządzi lewicowa i populistyczna partia Ahora Madrid. Podczas świąt Bożego Narodzenia z wystroju ulic zniknęły wszystkie elementy chrześcijańskie. Szczególnie brak tradycyjnej szopki w bramie Puerta de Alcalá wywołał duży sprzeciw mieszkańców miasta. Goryczy dolał lubiany przez dzieci i rodziców marsz Trzech Króli, w którym zabrakło, ku zaskoczeniu najmłodszych, samych trzech mędrców czy też innych motywów chrześcijańskich. Na znak protestu już rok temu mieszkańcy Madrytu przynieśli dziesiątki małych szopek na plac Puerta de Alcalá. W tym roku było ich jeszcze więcej. Ponadto do zarządu miasta wpłynęła petycja podpisana przez ponad 50 tys. osób z żądaniem przywrócenia chrześcijańskiego wystroju Madrytu oraz ustawienia bożonarodzeniowej szopki w Puerta de Alcalá.

Do akcji włączyła się także młodzież, która zawiesiła duży plakat z Dzieciątkiem Jezus, opłacony z własnych środków. „Wobec antychrześcijańskiego sekularyzmu zarządu miasta chcemy podkreślić prawdziwe znaczenie Bożego Narodzenia, tj. narodzenie Jezua, Syna Bożego, a także przypomnieć o zbrodni aborcji, której bronią wszystkie partie w parlamencie” – mówią młodzi ludzie. Ponadto zwracają uwagę, że decyzja burmistrza, by nie ustawić tradycyjnej szopki, „ukazuje głębokie nastawienie antychrześcijańskie [władz miasta], ponieważ świętuje się nowy rok chiński czy ramadan… Tutaj nie chodzi o wrogość wobec religii [w ogóle]. Jest to wrogość wobec religii chrześcijańskiej” – podkreśla młodzież.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bawaria: od 1 czerwca krzyże we wszystkich urzędach państwowych

2018-04-25 10:25

tom (KAI) / Monachium

Rząd krajowy w Monachium postanowił, aby od 1 czerwca br. we wszystkich budynkach państwowych Bawarii zawisły krzyże. Jak oświadczyła Kancelaria Wolnego Państwa Bawarii w przyszłości w widocznym miejscu w wejściu do urzędu powinien zawisnąć krzyż jako "widoczny znak uznania podstawowych wartości porządku prawnego i społecznego w Bawarii i Niemczech".

B.M. Sztajner

W tym celu Rada Ministrów postanowiła zmienić zasady ogólnego regulaminu działania organów Wolnego Państwa Bawarii. Do jego wprowadzenia zobowiązane są od 1 czerwca urzędy gminne, powiatowe i okręgowe.

- Krzyż jest fundamentalnym symbolem naszej bawarskiej tożsamości i sposobu życia - oświadczył premier Bawarii Markus Söder (CSU) i dodał: "Stoi on za elementarnymi wartościami takimi jak miłość bliźniego, ludzka godność i tolerancja". Po ogłoszeniu decyzji premier Söder zawiesił krzyż w wejściu Kancelarii Wolnego Państwa Bawarii.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Od oceanu do oceanu - 1%

Londyn: Sąd Apelacyjny odrzucił apelację w sprawie Alfiego Evansa

2018-04-25 20:49

abd (KAI) / Londyn

Po trwającej blisko 5 godzin rozprawie, Sąd Apelacyjny w Londynie odrzucił apelację złożoną przez ojca Alfiego Evansa i tym samym odmówił zgody na transport chorego dwulatka do Włoch "gdyż nie jest to w jego najlepszym interesie".

Kaspars Grinvalds/fotolia.com

Po blisko pięciogodzinnej rozprawie Sądu Apelacyjnego w Londynie, zapadł wyrok w sprawie dwuletniego Alfiego Evansa, cierpiącego na niezdiagnozowaną i najprawdopodobniej nieuleczalną chorobę neurologiczną. Sąd odrzucił apelację złożoną przez ojca chłopca. Tym samym choremu dziecku po raz drugi odmówiono zgody na wyjazd do Włoch, w celu kontynuowania leczenia, argumentując to faktem, że "nie jest to w jego najlepszym interesie".

Alfie Evans przebywa obecnie w szpitalu Alder Hey w Liverpoolu. W poniedziałek został odłączony od aparatury podtrzymującej życie, na polecenie sądu i wbrew woli jego rodziców. Po 11 godzinach chłopcu ponownie podano tlen, a władze szpitala poinformowały, że kontynuowane będzie leczenie paliatywne. Rodzice chłopca walczyli o przetransportowanie go do należącego do Watykanu szpitala pediatrycznego Dzieciątka Jezus w Rzymie. Także dyrektor szpitala przybył do Liverpoolu, by osobiście porozmawiać z władzami placówki, w której przebywa chłopiec, jednak nie został wysłuchany.

Apele o ratowanie chłopca ponawia wiele środowisk Kościelnych i świeckich. Kilkukrotnie prosił o to papież Franciszek, wezwanie ponawiał także prezes papieskiej Akademii Życia abp Vicenzo Paglia. Wiele instytucji zbiera podpisy pod petycjami o pomoc dla Alfiego. CitizenGo zebrała ponad 200 tys. podpisów pod apelem skierowanym do władz szpitala Alder Hey. Z kolei ojciec Alfiego Thomas Evans, prowadzi w internecie zbiórkę podpisów pod prośbą do królowej Elżbiety II i brytyjskiego Parlamentu.

Niespełna 2-letnie Alfie Evans cierpi na niezdiagnozowaną i najprawdopodobnie nieuleczalną chorobę neurologiczną. Od grudnia 2016 r. przebywa w szpitalu Alder Hey w Liveropplu, gdzie, wg lekarzy, utrzymywany jest przy życiu jedynie dzięki aparaturze medycznej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem