Reklama

Abp Ryś: wyruszamy we wspólną drogę

2018-01-27 14:10

xpk / Łódź (KAI)

Archidiecezja.lodz.pl

- Wszyscy jesteśmy na początku wydarzenia, które będzie się przed nami odsłaniać, jego ważność, jego wielkość. To, co pozwala nam mieć pokój, to doświadczenie wspólnoty. Synod znaczy tyle co wspólna droga. To wiemy na pewno, że wyruszamy we wspólną drogę. Dziękuję za to, że wyruszamy we wspólną drogę razem – mówił abp Grzegorz Ryś.

Mszą świętą sprawowana w sobotę 27 stycznia pod przewodnictwem abp. Grzegorza Rysia w katedrze p.w. św. Stanisława Kostki w Łodzi, rozpoczęła się liturgiczna inauguracja IV Synodu Archidiecezji Łódzkiej. Prace nad rozpoczęciem uroczystego zgromadzenia Kościoła łódzkiego trwały przez ostatnie dwa lata, a rozpoczął je abp Marek Jędraszewski, ówczesny metropolita łódzki.

Podczas homilii abp Ryś mówił o trzech powodach, dla których należy się wybrać i pójść do współczesnego świata pogańskiego. - Po pierwsze: Kościół nie jest dla siebie. Ten synod nie jest po to, byśmy sobie siedli i pomyśleli, by było nam jeszcze lepiej. Kościół jest w misji. Kościół jest dla świata. Kościół jest Sakramentem Zbawienia. Kościół ma sens poza sobą, w świecie, w świecie pogańskim. Tam jest nasz sens – tłumaczył kaznodzieja.

- Idziemy do świata, którego się trochę boimy, idziemy w tym wyjściu, które nas trochę przeraża, ale idziemy w postawie miłosiernego samarytanina. To nie jest wyjście naiwne. To jest wyjście, które ma w sobie zakorzenienie w miłosierdziu. To nie jest żadna naiwność. To nie są różowe okulary. (...) Zakorzeniony w miłosierdziu jest ten, który sam go wpierw doświadczył – podkreślił arcybiskup.

Reklama

Metropolita łódzki podkreślił, że najważniejszym powodem dla którego powinniśmy się wybrać w drogę poza siebie jest pytanie: kim jest Jezus?. - To nie jest pytanie: jakie bałwochwalstwo jest po drugiej stronie? Nie jest najważniejsze jak wysokie są fale.(…) Pytasz o Jezusa i płyniesz na drugą stronę. Patrzysz w Niego i widzisz jak się jezioro ucisza! Kim On jest? To najważniejsze pytanie synodu na trzy lata! Najważniejsze pytanie na zawsze - zaznaczył metropolita.

Przed błogosławieństwem kanclerz kurii odczytał list skierowany do Ojca Świętego Franciszka, który po zakończeniu liturgii podpisali wszyscy uczestniczący we Mszy św. List informujący papieża o rozpoczynającym się synodzie połączony z prośbą o błogosławieństwo zostanie w najbliższych dniach wysłany do Stolicy Apostolskiej.

Tagi:
synod

Kard. Baldisseri – Amazonia potrzebuje nowych rozwiązań

2018-12-31 18:34

vaticannews.va / Watykan (KAI)

Synod Biskupów poświęcony młodym oraz specjalny Synod Biskupów dotyczący Amazonii – to dwa wydarzenia, na które zwrócił uwagę kard. Lorenzo Baldisseri, podsumowując rok 2018.

leondeniscf/pixabay.com

Sekretarz generalny Synodu podkreślił, że październikowe spotkanie biskupów poświęcone młodzieży było wydarzeniem bez precedensu. Pozwoliło ono bowiem na wymianę myśli, opinii, planów pomiędzy pasterzami Kościoła i papieżem, ale także młodymi, którzy chcą być brani pod uwagę i słuchani. „Kościół zachęcił młodych do odkrycia Chrystusa – powiedział kardynał – i do misji, aby stawali się protagonistami ewangelizacji wybierając życie kapłańskie, zakonne lub małżeńskie”.

W wywiadzie dla Radia Watykańskiego watykański hierarcha odniósł się także do planowanego na październik przyszłego roku Specjalnego Synodu Biskupów dla Amazonii.

„Wydarzenie to przygotowujemy już od roku. Chodzi o Synod specjalny, a więc taki, w czasie którego porusza się problemy odnoszące się do konkretnego terenu lub regionu. W tym przypadku chodzi o Amazonię - przypomniał kard. Bardisseri. - Pragnieniem papieża jest, aby skupić się na problemach tego regionu, dlatego wyznaczył szczególny temat: «Amazonia, nowe drogi dla Kościoła i integralnej ekologii». Nie chcemy jednak patrzeć na problem z punktu widzenia politycznego, ale kościelnego”.

Odnosząc się do tematu tego synodu kard. Baldisseri dodał, że po pierwsze będzie to okazja do zwrócenia uwagi na misję Kościoła w tym regionie, a więc problemy dotyczące katechezy i formacji chrześcijańskiej, życia sakramentalnego i liturgicznego, a także życia kapłańskiego, zakonnego oraz inkulturacji religijnej. Zostanie podjęty również problem ekologii integralnej. Jest on konkretną alternatywą dla zagrożonej degradacją i zniszczeniem Puszczy Amazońskiej, płuc naszej planety oraz obrona ludów tubylczych, które zamieszkują tamte tereny.

Sekretarz generalny Synodu Biskupów zaznaczył także, że nie można zapominać, że na region ten ogromną presję wywierają wielkie interesy ekonomiczne i polityczne. Jest też presja ruchów, które za wszelką cenę chcą chronić przyrodę bez oglądania się na potrzeby tamtejszych ludzi. Kościół więc – zaznaczył sekretarz generalny Synodu – chce zwrócić się do całego świata chrześcijańskiego i wszystkich grup powołanych do ochrony stworzenia, aby ukazać ten problem.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zmarł 21 lat po swojej aborcji

2019-01-12 18:58

Artur Stelmasiak

Twitter.com

Kilka dni temu, po krótkiej i niespodziewanej chorobie płuc, zmarł Tim Guido. Znany był jako „Baby z Oldenburga”. O dziecku z Zespołem Downa zrobiło się głośno w 1997 roku, gdy przeżył swoją aborcję.

Chłopiec "urodził się" 6 lipca 1997 roku w wyniku wywołania poronienia. Była to późna aborcja po 6 miesiącu życia, czyli taka, którą stosuje się obecnie także w Polsce. Powodem zabicia dziecka było wykrycie choroby Zespołu Downa, którą zdiagnozowano w 25 tygodniu prenatalnego życia. Okazało się jednak, że wbrew woli rodziców i lekarzy dziecko po poronieniu nie chciało umrzeć. - Takie same historie znamy z polskich szpitali. Do naszej fundacji docierają pojedyncze przypadki, ale nie wiemy jaka skala żywych urodzeń po aborcji jest w naszym kraju - mówi "Niedzieli" Kaja Godek z fundacji Życie i Rodzina. - Statystyki z innych krajów pokazują, że żywych urodzeń w wyniku aborcji eugenicznych jest od kilkunastu do kilkudziesięciu procent. Przecież polskie dzieci nie różnią się od zagranicznych, czyli mamy prawo twierdzić, że u nas skala żywych urodzeń jest podobna.

Tim Ważył 690 gramów i miał 32 cm długości. Przez pierwsze dziewięć godzin leżał zawinięty w ręcznik bez żadnej opieki medycznej. Temperatura jego ciała spadła do 28 stopni Celsjusza. Pozostawiony sam sobie, walczył o życie. Dopiero po dziewięciu godzinach personel medyczny szpitala zaczął udzielać mu pomocy.

Lekarze nie dawali mu szans. Mówili, że jego śmierć jest kwestią miesięcy. Jego organizm był wycieńczony przez proces aborcyjny, nie wykształciły się w pełni jego płuca, miał zniekształcone stopy. Lekarze z kliniki, do której został przetransportowany po nieudanej aborcji, wymienili kilkanaście poważnych uszkodzeń ciała niemowlęcia.

Tim bardzo szybko został adoptowany przez małżeństwo Bernarda i Simone Guido, które miało dwóch biologicznych synów, a potem - prócz Tima - przygarnęło jeszcze dwie dziewczynki z zespołem Downa. Troskliwie opiekowali się chłopcem i bardzo dbali o jego terapię, bo dzięki "nie udanej" aborcji Tim oprócz Zespołu Downa miał autyzm, uszkodzony wzrok i bardzo słabe płuca. I właśnie ta ostatnia dolegliwość okazała się dla niego śmiertelna 4 stycznia 2019 r. - Można powiedzieć, że była to aborcja z opóźnionym zapłonem. Gdyby Tim urodził się naturalnie w 9 miesiącu to dziś pewnie by żył i cieszył się o wiele lepszym zdrowiem - podkreśla Kaja Godek, która również wychowuje synka z Zespołem Downa.

Po latach terapii, licznych operacji i zabiegów Tim zaczął chodzić, grać w piłkę i wygłupiać się ze swoim rodzeństwem. Jego sprawność była już na tyle duża, że coraz częściej rodzina myślała o znalezieniu dla Tima pracy. - Gdy podejmowano decyzję o zabiciu dziecka nikt nie przepuszczał, że tak szybko znajdzie sie rodzina, która otoczy go miłością. Jego przykład dobitnie pokazuje, że nie ma sytuacji, które są beznadziejne. Tim był szczęśliwym i uśmiechniętym człowiekiem, którego miłością otoczyła rodzina. A nam wmawia się, że takie dzieci trzeba zabić - mówi Kaja Godek.

Tim świętował z rodziną Boże Narodzenie i Sylwestra bez znaku na zbliżającą się śmierć. - Mieliśmy bardzo miłe święta - mówi Simone Guido w rozmowie z portalem www.ndr.de. Przybrana matka tłumaczy, że płuca chłopca zostały uszkodzone z powodu wczesnego porodu. Dlatego w miesiącach zimowych często miał infekcje. Tegoroczna infekcja okazała się śmiertelna.  - Jesteśmy bardzo smutni i jeszcze nie wiemy, jak poradzić sobie z utratą naszego wyjątkowego radosnego syna - dodaje Bernard Guido. 

O sprawie Tima w niemieckich i światowych mediach zrobiło się głośno nie dlatego, że przeżył aborcję i lekarze nie pomagali mu w pierwszych godzinach życia, ale z zupełnie innego powodu. Kilka miesięcy później biologiczni rodzice Tima postanowili oskarżyć szpital o to, że ich syn przeżył aborcje. Domagali się wysokiego odszkodowania.

Według prezesa niemieckiego Towarzystwa Ginekologicznego i Położniczego, profesora Dietricha Berga, każdego roku ponad 100 dzieci w Niemczech przeżywa aborcję. W 2003 roku lekarz, który nie pomógł Timowi, został ukarany grzywną w wysokości 13 000 euro, ale nie za dokonanie późnej aborcji, a za brak opieki nad żywym noworodkiem. Tragedia syndromu postaborcyjnego dotknęła również biologiczną matkę Tima. Kobieta po nieudanej psychoterapii popełniła samobójstwo.

Przybrani rodzice Tima na jego 18. urodziny napisali książkę „Tim żyje!”, zabierając głos w kampanii przeciwko aborcji. Książka ta jest dostępna także w języku polskim, bo została wydana nakładem Edycji Świętego Pawła. - Ta Historia pokazuje, jaka jest okrutna prawda o aborcji. Aborcja nie jest żadnym dobrodziejstwem dla dzieci i kobiet. Nigdy nie znamy przyszłości i nie możemy wyrokować, czy dziecko będzie szczęśliwe, czy nie - podkreśla Kaja Godek, pełnomocnik inicjatywy ustawodawczej Zatrzymaj Aborcję.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Koncert kolęd 2019

Strasburg: europosłowie modlili się w intencji Pawła Adamowicza

2019-01-16 09:52

iw (KAI) / Strasburg

W Parlamencie Europejskim w Strasburgu odprawiona została we wtorek Msza święta w intencji tragicznie zmarłego prezydenta Gdańska śp. Pawła Adamowicza. Msza święta została zorganizowana dla polskich europosłów i pracowników Parlamentu Europejskiego ponad podziałami politycznymi.

Monika Książek

W Mszy świętej wzięło udział około 60 osób, eurodeputowanych i asystentów Z Polski i Włoch. W homilii celebrans ks. Ireneusz Wołoszczuk, duszpasterz w Parlamencie Europejskim w Strasburgu, zwrócił uwagę zebranym, że każdy z obecnych polityków mógł stać się ofiarą takiej napaści.

Przypomniał też, że polityka jest walką na idee i programy, a nie na ton. Nie chodzi w niej o to, kto bardziej rozbudzi emocje. Podkreślił także, że Polaków więcej łączy, niż dzieli.

"Łączy nas chrześcijaństwo, człowieczeństwo, polskość i bardzo często chrześcijaństwo, a dzieli nas najczęściej polityka, która nie będzie miała żadnego znaczenia wieczności" - zaznaczył ks. Wołoszczuk.

Mocnym akcentem w czasie Mszy świętej było przekazanie sobie znaku pokoju pomiędzy członkami różnych partii i ugrupowań politycznych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem