Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Łączą naukę z gospodarką

2018-02-09 17:49

Łukasz Krzysztofka

Łukasz Krzysztofka

Ćwierć miliarda złotych trafi do 28 polskich uczelni. Narodowe Centrum Badań i Rozwoju ogłosiło właśnie wyniki drugiej ścieżki programu Zintegrowane Programy Uczelni. Spotkanie z wicepremierem, ministrem nauki i szkolnictwa wyższego Jarosławem Gowinem odbyło się na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.

- Nie ma silnej gospodarki bez sprawnego systemu szkolnictwa wyższego – powiedział szef resoru nauki. – Wspieramy uczelnie nie tylko w zakresie podnoszenia kompetencji ich pracowników i studentów, ale także realizowanych przez nie programów, tak aby oferta polskich szkół wyższych mogła stać się odpowiedzią na potrzeby rynku pracy i wyzwania nowoczesnej gospodarki opartej na wiedzy – dodał wicepremier.

Przyznane środki przeznaczone są dla publicznych i niepublicznych szkół wyższych z całej Polski, które kształcą co najmniej 200, ale nie więcej niż 20 tys. studentów. Uczelnie przeznaczą je na realizację projektów dotyczących rozwoju kompetencji kadry naukowej, organizacji praktycznych zajęć i staży dla studentów, umiędzynarodowienia uczelni oraz odniesienia poziomu ich informatyzacji. Ze wsparcia w programie korzysta ponad 39 tys. osób.

Wśród ośrodków, które otrzymają wsparcie znalazły się: Kraków (sześć nagrodzonych uczelni), Warszawa (cztery uczelnie), Katowice, Lublin, Rzeszów, Szczecin (po dwie uczelnie) oraz Białystok, Bydgoszcz, Gdańsk, Gdynia. Gorzów Wielkopolski, Kielce, Koszalin, Łódź, Poznań i Wrocław (po jednej uczelni).

Reklama

Briefing prasowy odbył się w Centrum Laboratoryjnym Nauk Przyrodniczych, będącym symbolem pokazującym kierunek rozwoju UKSW. To tutaj spotykają się nauka, badania i gospodarka.

Minister Gowin przekazał czek na blisko 16 milionów złotych na projekt pn.: „Uniwersytet 2.0. Innowacyjna edukacja. Efektywne zarządzanie”, którą otrzymało UKSW. Wicepremier podkreślił wysoki poziom konkursu, wymieniając projekt UKSW jako wyróżniający się m.in. pomysłem na wdrożenie nowoczesnych technologii w uczelni (m.in.: aplikacja mobilna ulepszająca komunikację studentów z uniwersytetem).

- Pięć lat temu postawiliśmy na związek nauki z otoczeniem społeczno-gospodarczym oraz na jakość nauki. Ten grant pozwoli nam te cele dalej realizować. Chcemy rozwijać umiędzynarodowienie, mamy zaplanowane studia w języku angielskim, m.in. tak ważne społecznie pielęgniarstwo. To co nas interesuje i w co zainwestowaliśmy to podnoszenie kwalifikacji naszych kadr, zarówno naukowo-badawczej, jak i administracyjnej. Już cztery lata temu zdobyliśmy grant na podnoszenie kwalifikacji kadry administracyjnej. Sukcesy w rankingach są efektem restrukturyzacji, którą przeprowadziliśmy – powiedział rektor UKSW ks. prof. Stanisław Dziekoński.

Po briefingu minister Jarosław Gowin i Izabela Żmudka ,wicedyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju w towarzystwie władz uczelni zwiedzili laboratoria UKSW. Są one integralną częścią Mazowieckiego Centrum Laboratoryjnego Nauk Przyrodniczych, który tworzy 45 specjalistycznych jednostek stanowiących zaplecze doświadczalne dla kierunków priorytetowych, realizowanych na Wydziale Biologii i Nauk o Środowisku, Wydziale Filozofii Chrześcijańskiej, Wydziale Matematyczno-Przyrodniczym. Szkoła Nauk Ścisłych, a także Wydziale Nauk Historycznych i Społecznych. Takie zaplecze pozwala na prowadzenie złożonych prac laboratoryjnych oraz na nawiązanie i rozszerzenie współpracy pomiędzy światem nauki, w tym społecznością akademicką UKSW, innymi ośrodkami akademickimi a światem biznesu, tj. podmiotami gospodarczymi i podmiotami komercyjnymi.

Na UKSW już niedługo powstanie także wydział medyczny. Będzie to pierwszy wydział medyczny przy uniwersytecie o takim charakterze w Europie Centralno-Wschodniej. Łączył będzie najwyższy poziom kształcenia i nową jakość w medycynie w oparciu o najlepszą bazę kliniczną w Warszawie z etyką i katolickim charakterem uczelni. Wzorem dla wydziału medycznego na UKSW jest Katolicki Uniwersytet Najświętszego Serca w Mediolanie (Università Cattolica del Sacro Cuore). Wydziałem medycznym na tej uczelni jest Poliklinika Gemelli w Rzymie, która jest oficjalnym szpitalem papieża. W planach jest otwarcie nowego kierunku na UKSW w październiku 2018 r. jako wotum wdzięczności w 100. rocznicę odzyskania niepodległości przez Polskę, hołd dla Patrona uczelni kard. Stefana Wyszyńskiego oraz uczczenie pamięci Jana Pawła II w 40. rocznicę wyboru na Stolicę Piotrową.

Zintegrowane Programy Uczelni to kolejny projekt Narodowego Centrum Badań i Rozwoju – agencji wykonawczej Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego - którego celem jest rozwijanie szkolnictwa wyższego tak, by mogło ono jak najpełniej realizować aktualne potrzeby społeczne i gospodarcze.

Tagi:
Gowin Jarosław uczelnia

Reforma inna niż wszystkie

2018-05-30 09:51

Rozmawiają redaktor naczelna „Niedzieli” Lidia Dudkiewicz, red. Katarzyna Woynarowska i ks. red. Mariusz Frukacz
Niedziela Ogólnopolska 22/2018, str. 18-19

Mamy naprawdę wybitnie zdolne młode pokolenie. Nasze dzieci i wnuki zasługują na to, żeby je kształcić na naprawdę światowym poziomie

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego
Wicepremier Jarosław Gowin, minister nauki i szkolnictwa wyższego, jest przekonany o tym, że Konstytucja dla nauki to wielka szansa dla polskich uczelni wyższych

LIDIA DUDKIEWICZ: Spotykamy się w Częstochowie, na pielgrzymim szlaku, bo do Częstochowy zawsze się pielgrzymuje... Ale tym razem powód wizyty Pana Ministra jest związany z ważnym wydarzeniem dla miasta...

MIN. JAROSŁAW GOWIN: – Akademia im. Jana Długosza w Częstochowie od 1 czerwca 2018 r. będzie uniwersytetem. Stosowny dokument został już przekazany władzom uczelni. Częstochowa staje się więc miastem uniwersyteckim. W ten sposób zostały zwieńczone wieloletnie starania lokalnych środowisk samorządowych i naukowych, a przede wszystkim akademickich. To wielki dzień nie tylko dla uczelni, ale też dla całego miasta.

L. D.: – Z pewnością duchowa stolica Polski zasługuje na uniwersytet.

– Duchowa stolica Polski jest także silnym ośrodkiem akademickim. Działają tu dwie prężnie rozwijające się uczelnie, zwłaszcza Akademia im. Jana Długosza ma dużo osiągnięć naukowych. Stąd moja decyzja o zmianie nazwy i nadaniu uczelni statusu uniwersytetu.

L. D.: – Częstochowski uniwersytet ma charakter przymiotnikowy. Co to znaczy?

– Różnica między klasycznym uniwersytetem a tzw. przymiotnikowym, w tym przypadku uniwersytetem humanistyczno-przyrodniczym, polega na liczbie uprawnień do nadawania habilitacji i doktoratów. Uniwersytety pełne, tzw. bezprzymiotnikowe, muszą mieć większą liczbę uprawnień.

L. D.: – 1 października 2018 r. wejdzie w życie Konstytucja dla nauki – nowa ustawa, która w znaczący sposób zmieni polski system szkolnictwa wyższego...

– Konstytucja dla nauki ma dwa równie ważne cele. Pierwszym z nich jest podniesienie poziomu czołowych polskich uczelni, aby mogły konkurować pod względem jakości kształcenia studentów i badań naukowych z najlepszymi uczelniami w Europie. To jest zadanie bardzo ważne dlatego, że co roku na studia za granicę wyjeżdża spora grupa najzdolniejszych maturzystów, co roku wyjeżdżają też wybitni studenci, a najlepsi młodzi naukowcy wybierają pracę i karierę w najlepszych ośrodkach akademickich poza Polską. A przecież oni wszyscy powinni tworzyć naszą elitę narodową. Dopuszczając do sytuacji, w której przez stosunkowo niski prestiż rodzimych uczelni nasza elita opuszcza ojczyznę, doprowadzamy do katastrofy narodowej. Trzeba to przerwać! Zrobić wszystko, co możliwe, żeby najzdolniejsi chcieli studiować bądź pracować naukowo w Polsce. Drugim celem reformy jest równomierne podnoszenie poziomu we wszystkich uczelniach, także tych średnich i mniejszych. Wynika to z programu naszego rządu i zasady zrównoważonego rozwoju.

L. D.: – Jednak na początku reforma wywoływała trochę obaw wśród uczelni mniejszych i średnich.

– Obecny jej kształt, będący efektem wielu konsultacji z ekspertami, przedstawicielami samych uczelni oraz rozmów wewnątrz koalicji rządowej, wszystkie te obawy ostatecznie rozwiewa.

L. D.: – Jak w tej reformie mieszczą się uczelnie katolickie?

– Uczelnie katolickie pełnią w Polsce szczególną misję. Te placówki nie tylko uczą, ale także formują w duchu wartości chrześcijańskich. Większość z nich kształci niewielką liczbę studentów, nie mają one charakteru masowego, natomiast kładą duży nacisk na wysoką jakość. W poprzednich latach zaniedbano w nich jednak obszar badań. W tej chwili, po moich rozmowach z przedstawicielami Rady Naukowej Konferencji Episkopatu Polski i po spotkaniu z władzami wszystkich uczelni katolickich, następuje wyraźna reorientacja. Polega ona na tym, że uczelnie katolickie dostrzegły dla siebie szansę – również w sensie finansowym – w podnoszeniu poziomu właśnie badań naukowych.

L. D.: – Na czym polega ta szansa?

– Do końca 2016 r. uczelnie były finansowane przede wszystkim ze względu na liczbę studentów. Im więcej studentów, tym więcej pieniędzy. Ale umasowienie kształcenia zaszkodziło jego jakości – w przypadku uczelni katolickich także jakości formacji duchowej. Dlatego zmieniliśmy zasady finansowania na sensowniejsze i sprawiedliwsze. Po pierwsze, liczy się już nie ogólna liczba studentów, lecz proporcje między liczbą studentów a liczbą pracowników naukowych – nie więcej niż 13 studentów na 1 pracownika naukowego. Wprowadziliśmy też drugie, dodatkowe kryterium – jakość badań naukowych mierzoną kategoriami przyznawanymi raz na cztery lata w oparciu o zobiektywizowane kryteria. I tu uczelnie katolickie wypadły bardzo dobrze.

L. D.: – A czy wydziały teologiczne mogą się czuć zagrożone? Jaka jest sytuacja Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie?

– Żaden uniwersytet ani żadna uczelnia publiczna w Polsce nie są i nie będą zagrożone. Przeciwnie – Konstytucja dla nauki stanowi szansę dla wszystkich. Przecież chodzi nie tylko o to, by przetrwać, ale też o to, aby się rozwijać. Teologia w Polsce prezentuje bardzo wysoki poziom, w tej dziedzinie jesteśmy w światowej czołówce. I to przełoży się na konkretne korzyści finansowe. Wielokrotnie spotykałem się z rektorami uczelni katolickich i myślę, że po początkowych obawach wszyscy traktują reformę jako szansę.

KS. MARIUSZ FRUKACZ: – Nostryfikowanie dyplomów, tytułów naukowych zdobytych na zagranicznych uczelniach wiąże się z dużymi kosztami. Dotyczy to zwłaszcza kapłanów wracających po rzymskich studiach do Polski. Poza tym na katolickich uczelniach licencjat jest stopniem poprzedzającym doktorat – na polskich uczelniach licencjat jest niezbędny do uzyskania magisterium. Czy Pan Minister myśli nad zmianami w tych kwestiach?

– Mam świadomość, że system kształcenia w uczelniach kościelnych – trzeba tu odróżnić uczelnie katolickie od kościelnych – jest odmienny. Licencjat w uczelniach kościelnych jest czymś bardzo zbliżonym do doktoratu. Ksiądz Redaktor ma rację, że konieczność nostryfikowania w Polsce dyplomów doktorskich uzyskiwanych w innych krajach, przynajmniej tych należących do UE, powinna odejść w przeszłość. Na ten temat prowadzę rozmowy z przedstawicielami Episkopatu. Przyglądamy się zapisom wynikającym z konkordatu.

KATARZYNA WOYNAROWSKA: – Konstytucja dla nauki ma zwiększyć autonomię uczelni wyższych. Na czym ma to polegać?

– Konstytucja dla nauki zdecydowanie zwiększa autonomię. Proszę zwrócić uwagę, że ta jedna ustawa zastępuje cztery obowiązujące do tej pory. Liczbę przepisów zmniejszamy prawie dwukrotnie, zawężamy zakres ustawy, a wiele regulacji pozostawiamy do rozstrzygnięcia samym uczelniom. To uczelnie będą rozstrzygały, w jaki sposób chcą się rozwijać. Dużo większa będzie też autonomia, jeżeli chodzi o wykorzystanie funduszy pochodzących z budżetu. Dotychczas ministerstwo przyznawało uczelniom dotacje, czyli pieniądze przeznaczone na ściśle określony cel. Teraz uczelnia będzie dostawała subwencje, czyli sama zdecyduje, na co te fundusze wydać.

K. W.: – Swego czasu powiedział Pan Minister, że nowa ustawa czyni z rektora lidera, wodza... Uczelnia potrzebuje takiego mocnego przywódcy?

– Czy Kościół nie potrzebuje przywódcy? Czy państwo nie potrzebuje przywódcy? Przywódców z autorytetem, mądrością, odwagą i wizją potrzebują też uczelnie. Tymczasem obecnie rektorzy w bardzo wielu sprawach mają związane ręce – i dlatego uczelnie są, delikatnie mówiąc, nie najlepiej zarządzane. Uważam, że trzeba się trzymać starej katolickiej zasady: im więcej wolności, tym więcej odpowiedzialności. Więcej wolności dla uczelni oznacza, że dużo więcej będzie zależało od władz uczelni. I dlatego tym władzom, przede wszystkim rektorom, trzeba dać prawo do praktycznego wywiązywania się ze swej odpowiedzialności, czyli do podejmowania decyzji.

K. W.: – Konstytucja dla nauki powołuje rady uczelni. Zakres ich kompetencji budzi niepokój środowisk akademickich...

– Skoro chcemy zwiększyć kompetencje rektora, to jednocześnie trzeba staranniej monitorować jego działania; analizować, czy jego decyzje idą we właściwą stronę. W tym celu ustawa chce powołać tzw. radę uczelni. Wybierana jest w 100 proc. przez wspólnotę akademicką. Jednego przedstawiciela wybierają studenci, wszystkich pozostałych – senat. Ustawa narzuca tylko jedno – ponad połowę członków rady muszą stanowić osoby spoza uczelni. Bo uczelnie nie mogą się zamykać w wieży z kości słoniowej. Dla dobra wspólnego powinny współdziałać ze społecznym otoczeniem. O tym, kto będzie wchodził w skład rady, zdecydują senaty poszczególnych uczelni. To mogą być wybitni wychowankowie, wielkie autorytety moralne czy duchowe.

L. D.: – A jaki wpływ ma mieć rada uczelni na sposób wyboru rektora?

– Do kompetencji rady będzie należało wskazanie kandydatów na rektora. Bo skoro rektorzy będą mieli większe uprawnienia, to muszą być też wybierani w sposób bardziej staranny. Rektor zawsze powinien być naukowcem, bo uczelnie mają swą niepowtarzalną misję, ale musi też mieć umiejętności zarządzania skomplikowanym organizmem, którym jest uczelnia. Dlatego też rada będzie typowała kandydatów, wyboru natomiast, na dotychczasowych zasadach, będzie dokonywała wspólnota akademicka.

K. W.: – Zgodnie z nową ustawą łatwiejsza ma być droga naukowej kariery dla młodych zdolnych ludzi. To część nowej strategii, która ma doprowadzić do zatrzymania najzdolniejszych w kraju?

– W Polsce samodzielność naukową, czyli habilitację, uzyskuje się średnio w wieku 46 lat, natomiast w Europie samodzielność naukową uzyskuje się już po doktoracie, czyli w wieku 30-33 lat. Tam nie ma habilitacji – albo nigdy nie było, albo też dawno została zniesiona. Kiedyś habilitacja była gwarancją wysokiej jakości polskiej nauki, teraz jednak stanowi, niestety, balast utrudniający młodym, wybitnie zdolnym naukowcom prowadzenie samodzielnych badań. Od dawna młodsze pokolenia badaczy skarżą się, że nasze uczelnie są skostniałe, żeby nie powiedzieć – trochę feudalne... Po rozważeniu wszystkich „za” i „przeciw” zdecydowaliśmy jednak, by pozostawić habilitację – bo polskie środowiska akademickie są do niej bardzo przywiązane – ale równocześnie doktorzy będą traktowani już jako samodzielni pracownicy naukowi. Będą mogli prowadzić własne badania, kierować zespołami badawczymi. Jedyna rzecz, która będzie ich różnić od profesorów, to niemożność promowania następnych doktorów.

L. D.: – Czyli możemy się cieszyć z Konstytucji dla nauki...

– Zawsze podkreślam jedną rzecz – nasz rząd kieruje się zasadą zrównoważonego rozwoju, a nie zrównoważonej stagnacji. Mamy naprawdę wybitnie zdolne młode pokolenie. Nasze dzieci i wnuki zasługują na to, żeby je kształcić na naprawdę światowym poziomie. Żeby dać im szansę rozwoju, realizacji ich ambitnych planów i marzeń. A dzięki ich talentom, pasji i zaangażowaniu zbudujemy silniejszą Polskę – dla nas wszystkich.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

W białych rękawiczkach

2018-06-19 11:34

Lidia Dudkiewicz, Redaktor Naczelna „Niedzieli”
Niedziela Ogólnopolska 25/2018, str. 3

Bożena Sztajner/Niedziela

Czy Polakom wystarczy sił, aby iść pod prąd i wobec coraz bardziej zateizowanych, zmaterializowanych i często wynaturzonych społeczności świadczyć o tym, że światem rządzi Bóg... Polska ma wielką rolę do spełnienia w związku z szerzącą się kulturą śmierci. Ostatnio dotarł do nas mocny głos papieża Franciszka, który porównał aborcję eugeniczną, czyli dokonywaną z powodu chorób i wad płodu, do zbrodni nazistów. „W zeszłym stuleciu cały świat był zgorszony tym, co robili naziści, by doprowadzić do czystości rasy. Dzisiaj robimy to samo, ale w białych rękawiczkach” – powiedział Ojciec Święty. Zabijanie chorego dziecka, aby zapewnić sobie spokojne życie, papież Franciszek nazwał dzieciobójstwem.

Zobacz także: W białych rękawiczkach

Przytoczona papieska wypowiedź to bardzo ważny głos skierowany do nas właśnie teraz, gdy polscy politycy mają podjąć decyzję, której ceną jest ludzkie życie. Od kilku miesięcy czeka w sejmowej zamrażarce na rozpatrzenie obywatelski projekt „Zatrzymaj Aborcję”, pod którym swoje podpisy złożyło prawie milion Polaków. Domagają się oni zaprzestania zabijania nienarodzonych dzieci z powodu podejrzenia, że mogą być chore. Stanowisko obrońców życia zostało wzmocnione przez różne gremia, a ostatnio przez Prokuratora Generalnego, który przesłał do Trybunału Konstytucyjnego swoją opinię, jednoznacznie wskazującą, że zabijanie dzieci ze względu na podejrzenie niepełnosprawności jest niezgodne z konstytucją. Większość polskiego społeczeństwa z niecierpliwością oczekuje na przyspieszenie działań Komisji Polityki Społecznej i Rodziny, rozpatrującej obywatelski projekt „Zatrzymaj Aborcję”, aby wreszcie przerwać zabijanie w majestacie prawa chorych dzieci.

Nasza mobilizacja jest konieczna, bo Polska to już ostatni bastion chrześcijaństwa i normalności w Europie, a także ostatnia szansa dla nienarodzonych. Nie można dopuścić do powtórki z Irlandii, w której w ciągu dwóch pokoleń wzorcowe katolickie społeczeństwo przekształciło się w awangardę zeświecczenia i anty-Dekalogu. Efektem jest to, że w chwili próby, którą było powszechne referendum w dniu 23 maja br., jej obywatele wybrali śmierć. Miażdżącą przewagą głosów zdecydowali o uchyleniu konstytucyjnej ochrony życia nienarodzonych. Możemy się spodziewać, że po tym, co wydarzyło się w Irlandii, wzrośnie również presja środowisk proaborcyjnych na katolicką Polskę. W tym przełomowym momencie trzeba usłyszeć wołanie kard. Roberta Saraha, aby iść pod prąd i stawiać opór wszelkiemu prawu przeciwko życiu i przeciwko rodzinie. Ostatnio we Francji powiedział, że społeczeństwo zachodnie postanowiło zorganizować się bez Boga i postawić na konsumpcję, na zysk za wszelką cenę oraz na indywidualizm. Powstały więc przestrzenie ciemności, kłamstwa i egoizmu, karmiące się hałasem tego świata zagłuszającym głos sumienia. „Zachodnie społeczeństwo pozbawione Bożej Światłości już nie umie szanować osób starszych, towarzyszyć chorym na drodze ku śmierci, robić miejsca najuboższym i najsłabszym. Ma do zaoferowania tylko pustkę i nicość. Pozwala się bujnie plenić najbardziej szaleńczym ideologiom. Zachodnie społeczeństwo bez Boga może stać się kolebką terroryzmu etycznego i moralnego, bardziej szkodliwego i niszczącego niż terroryzm islamistów” – przestrzega kard. Sarah. Wzywa, by ratować cywilizację przez zaproszenie Boga do centrum swojego życia. To przesłanie muszą usłyszeć Polacy, na których liczą społeczności próbujące się wyrwać z dekadencji zachodniego świata.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ks. Adama Drwięgi wspomnienie o Janie Pawle II we Wrocławiu

2018-06-21 22:29

Agnieszka Bugała

Arch. Ośrodka Audiowizualnego we Wrocławiu

- Czas drugiej papieskiej pielgrzymki do Ojczyzny był bardzo specyficzny. Ciągle jeszcze trwał stan wojenny, może nie tak rygorystyczny jak zaraz po jego wprowadzeniu, ale ciągle jeszcze wielu ludzi przetrzymywano. Kiedy padła decyzja o wizycie Jana Pawła II, wielką niewiadomą było to, jak zachowa się władza. Dla nas we Wrocławiu pierwszym organizacyjnym problemem okazał się wybór miejsca na spotkanie Papieża z wiernymi. Były brane pod uwagę Pola Marsowe i Partynice. Ostatecznie wybrano Partynice, dlatego że teren był większy i lepiej zlokalizowany. Archidiecezja wrocławska, niepodzielona jeszcze w tym czasie, była ogromna. Spodziewano się zatem wielu pielgrzymów. W niedługim czasie kard. Henryk Gulbinowicz zatwierdził projekt ołtarza. Była to figura Chrystusa Zmartwychwstałego z palcami uniesionymi w kształcie litery V oznaczającej Wiktorię, czyli zwycięstwo. Byłem odpowiedzialny za budowę ołtarza, sektorów, organizację służby porządkowej, dlatego bardzo często musiałem spotykać się z władzami miejskimi i milicją. Z przygotowaniami wiązały się też częste wyjazdy do Warszawy na spotkania z władzami centralnymi. W trakcie przygotowań okazało się, że rządzący byli nam przychylni. Kiedy członkowie partii występowali razem, zachowywali się bardziej urzędowo, ale gdy rozmawiałem z każdym z nich indywidualnie, nie robili żadnych problemów. Był rok 1983, a więc dwa lata po zamachu na Ojca Świętego. Wtedy władza bardzo obawiała się tego, że gdyby Papieżowi stało się coś w Ojczyźnie, to właśnie ona odpowiadałaby za to. W świat poszłoby, że polscy komuniści zabili Papieża. Nie mogli na to pozwolić. Oczywiście nie była to pełna współpraca i pomoc. Zdarzały się też takie sytuacje, że „ktoś” rozpuszczał informację, o tym, że jeśli pielgrzym nie ma biletu, wjazdówki, nie zostanie wpuszczony do Wrocławia. Ludzie bali się sytuacji, że zostaną zatrzymani i nie zobaczą Papieża ani na żywo, ani w telewizji. Wtedy na antenie telewizyjnej poprosiłem, by puścić dodatkowo informację, że na rogatkach miasta będzie można nabyć jeszcze bilety parkingowe. Wielu księży dziękowało mi później, mówiąc, że to rozwiało ich wątpliwości. Do końca bowiem nie wiedzieli, czy wyruszyć.

Aby wizyta przebiegła sprawnie, trzeba było wydrukować bilety i zorganizować parkingi (głównie na autostradzie). W tym czasie nie było żadnych wolontariuszy czy komputerów. Kurialne siostry same rozprowadziły ponad milion biletów. Dzień przed pielgrzymką, 20 czerwca, otworzyliśmy sektory, żeby ludzie mogli się w nich gromadzić. Baliśmy się tego, jak zachowa się milicja przy wpuszczaniu wiernych. Na Partynicach utworzono pięć bram wyjściowych. Mogło się tak zdarzyć, że służby rozpoczną bardzo rygorystyczną kontrolę, przez co ludzie nie zdążyliby uczestniczyć w spotkaniu z Papieżem. Bojąc się tego czarnego scenariusza, tuż przed pielgrzymką poleciłem wszystkim proboszczom, by wraz ze swoimi grupami wyruszyli dwie godziny wcześniej niż to było zaplanowane. W efekcie przed przyjazdem Papieża Partynice były napełnione. Ciekawostką jest to, że służby jednej z uczelni badały wcześniej przepustowość ludzi przy pomocy wojska i powiedziały, że opuszczanie tego terenu zajmie co najmniej 5 godzin. Okazało się, że pielgrzymom wystarczyły dwie godziny. Nikogo nie stratowano i nic złego się nie stało. Kilka dni przed przyjazdem Papieża nastąpiło oberwanie chmury i to akurat w części południowej Wrocławia. Baliśmy się niesprzyjających warunków atmosferycznych, tego, że ludzie ugrzęzną w błocie. Na szczęście w dzień pielgrzymki zaświeciło słońce i była piękna pogoda. Wszystko wyparowało. Atmosfera była wspaniała, a ludzie życzliwi. To była bardzo udana pielgrzymka.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem