Reklama

Dyrektor Ligi Przeciwko Zniesławieniu: ten konflikt trzeba szybko zażegnać

2018-02-10 16:18

Rozmawiał Waldemar Piasecki / Nowy Jork (KAI)

Archiwum ADL
Pierwsze spotkanie Jana Pawła II z Abrahamem Foxmanem, króko po wybraniu go na dyrektora Ligi Przeciw Zniesławianiu w 1987 roku

Na podstawie swego doświadczenia mógłbym powiedzieć, że Polacy to ludzie sprawiedliwi. Tylko co powiedziałby na to ktoś, komu spalono rodzinę w stodole w Jedwabnem? - mówi w wywiadzie dla Katolickiej Agencji Informacyjnej Abraham Foxman, długoletni dyrektor Ligi Przeciwko Zniesławieniu (ADL). Jego zdaniem, konflikt o nowelizację ustawy o IPN, w imię relacji polsko-żydowskich trzeba szybko zażegnać. - W obecnej sytuacji trzeba rozmawiać i tych rozmów nigdy nie będzie za wiele, tylko wtedy można osiągnąć wspólny cel - dodaje.

Publikujemy wywiad z Abrahamem Foxmanem, jaki dla KAI przeprowadził Waldemar Piasecki.

KAI: Jak po błyskawicznej nowelizacji ustawy o IPN czuje się polski Żyd uratowany jako dziecko z Holocaustu przez Polkę, długoletni promotor dialogu polsko-żydowskiego i chrześcijańsko-żydowskiego, wydawca dzieł wszystkich papieża Jana Pawła II o judaizmie, Żydach i relacjach judeochrześcijańskich?

- Nim odpowiem jak się czuję, uzupełnię, że tę ustawę prezydent Polski podpisał, ale wyrażając swoje do niej uwagi, skierował do Trybunału Konstytucyjnego w celach – nazwijmy to - naprawczych. Intencje ustawodawcy powinny być wyrażane precyzyjnym i zrozumiałym językiem, nie pozostawiającym miejsca na domysły i spekulacje. Na całym świecie nie tylko Żydzi i Amerykanie wiążą nadzieje z tą inicjatywą Andrzeja Dudy.

Reklama

Waldemar Piasecki
Abraham Foxman i kardynał Stanisław Dziwisz. Obaj są laureatami nagrody Orła Jana Karskiego

Oczywiście, kiedy w Międzynarodowym Dniu Pamięci o ofiarach Holokaustu dotarła do mnie wiadomość o przejściu ustawy przez Sejm, byłem zszokowany. Przez ponad dwadzieścia ostatnich lat tylu ludzi dobrej woli w Polsce, Izraelu i Ameryce starało się wspólnie naprawiać stosunki polsko-żydowskie, często poprzez niełatwe i bolesne dyskusje. Dominowało jednak przesłanie celu, jakim było doprowadzenie tych relacji do poziomu, jaki wyznaczała historia tysiąceletniej współobecności na tej samej ziemi, zwanej przez Żydów – Polin. Jako zasadniczy motyw sprawczy normalizacji postrzegaliśmy papieża Jana Pawła II, który nie tylko definiował Żydów jako starszych braci w wierze, ale miał również osobiste relacje z Żydami, sięgajace wadowickiego dzieciństwa.

Swoistym pokłonem Janowi Pawłowi II była wydana przez kierowaną przeze mnie Ligę Przeciwko Zniesławieniu (ADL), monografia „The Saint for Shalom”, do której słowo wstępne napisaliśmy wspólnie z moim przyjacielem kard. Stanisławem Dziwiszem, sukcesorem papieskiego dzieła dialogowego. Obaj z kardynałem jesteśmy laureatami Nagrody Orła Jana Karskiego, co też uważam za symbolicznie znamienne. Dobrych faktów zbliżajacych nas ku sobie było oczywiście więcej i było to dostrzegane w całym świecie, w tym przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych. Dlatego nowelizacja ustawy w takim nagłym trybie i w takim kierunku musiała budzić reakcje, jakie wywołała. Była szokująca, zaskakujaca i przykra. Dla mnie szczególnie.

KAI: Słyszy się próby tłumaczenia, że izraelskie i amerykańskie reakcje na ustawę są przesadzone, kiedy postrzega się ją jako próbę penalizacji wolności słowa i wypowiedzi oraz że obawy wynikają z niezrozumienia.

- Język polski nie jest łatwy, ale przecież dający się przekładać na inne. Dotyczy to zarówno „Quo vadis” Henryka Sienkiewicza, jak i dokumentów prawnych. Moim zdaniem, obawy zagrożeń zostały dobrze zidentyfikowane i zrozumiane w Izraelu i Stanach Zjednoczonych, skoro prezydent Andrzej Duda też na nie wskazał i legislację odesłał do Trybunału Konstytucyjnego. W Ameryce wiąże się to dodatkowo z tym, że pierwsza poprawka do Konstytucji, dotycząca wolności słowa i wypowiedzi, traktowana jest jak świętość i fundament demokratycznego ładu cywilizacji, w jakiej żyjemy. Nie tylko jednak to. Legislacja, w jej kontrowersyjnych punktach, zawiera bolesny przekaz polityczny. Taki oto, że nie może być swobodnej wymiany myśli na temat bolesnej historii, która przecież ma wpływ na politykę.

KAI: Czy zatem wolność słowa ma oznaczać wolność zniesławiania? Pytam Pana także jako długoletniego lidera Ligi Przeciwko Zniesławieniu.

- To są dwie zupełnie różne rzeczy. Wolność słowa daje możliwość wyrażania dowolnych treści, ale z pełną świadomościa, że kto inny za te treści może cię pozwać do sądu, czując się zniesławiony. To dotyczy wolności i odpowiedzialności. Wolność daje ci konstytucja, odpowiedzialności wymaga prawo realizowane przez władzę sądowniczą.

Przywołana ADL powstała w 1913 roku w Chicago jako reakcja na falę dzikiego antysemityzmu, wyrażającego się m.in. napisami na lokalach publicznych, iż nie mają tam wejścia psy i Żydzi. Takie treści zaczęły być zaskarżane. Podobnie jak inne formy zniesławiania. Równocześnie prowadzona była działalność edukacyjna, ale także dialogowa, uwrażliwiająca na streotypy i mająca zmieniać świadomość.

Myślę, że najwybitniejeszym przykładem takie dobrej zmiany była adhortacja papieska „Nostra Aetate”, zdejmujaca z Żydów odium bogobójstwa i wiecznej odpowiedzialności narodu za śmierć Jezusa Chrystusa. Kościół jasno to wyraził i nikt nie domaga się, aby w kodeksach karnych znalazł się paragraf, że za głoszenie, iż Żydzi zabili Chrystusa, grozi na przykład kara grzywny lub pozbawienia wolności do lat trzech. Poziom relacji Stolicy Apostolskiej z narodem żydowskim i Izraelem może tylko cieszyć, bowiem podnoszony jest na coraz wyższy poziom.

KAI: Jak zatem odniósłby się Pan do sforomułowania: „Polacy zabijali Żydów w czasie Holokaustu”?

- Uznałbym to za uproszczenie na granicy prowokacji. Bowiem mogące sugerować, że chodzi o wszystkich Polaków. Dlatego bezwarunkowo dodałbym słowo „niektórzy”. I nie tylko ze strachu przed znowelizowaną ustawą o IPN, ale z potrzeby prawdy, czystego sumienia i przyzwoitości. Z tych samych powodów, kierowana przeze mnie ADL od początku popierała akcję zorganizowanego protestu przeciwko kłamliwemu i zniesławiającemu określeniu „polskie obozy śmierci”. Czyniliśmy to nawet jeszcze wcześniej. Uważam, że używanie takiego zwrotu powinno być wprost spenalizowane.

KAI: Bliski Panu Jan Karski mówił, że Żydzi w okupowanej Polsce znaleźli się pomiędzy ludźmi sprawiedliwymi (gotowymi do ratunku), mordercami (gotowymi do własnoręcznego zabijania), szmalcownikami (gotowymi do wydawania) i ludźmi obojętnymi. Żydowski los zależał od tego, na których trafią. Postrzeganie proporcji między tymi grupami Profesor uważał za kluczowe dla opisu sytuacji tego, co się pod okupacją działo. I tak zindywidualizowane, że niemal niemożliwe do wspólnego i jednoznacznego uzgodnienia.

- Miał absolutną rację! Indywidualna pamięć Holokaustu determinuje postrzeganie całości zjawiska i odpowiedzialności za to, co się w jego ramach działo. Najlepiej mówić o sobie. Mnie uratowała moja polska niania pani Bronisława Kurpi. Byłem ochrzczony jako Henio Kurpi, nie znałem innego języka niż polski. Kiedy po wojnie okazało się, że moi rodzice przeżyli, z bólem serca oddała mnie im. Kobieta święta. Na podstawie swego doświadczenia mógłbym powiedzieć, że Polacy to ludzie sprawiedliwi. Tylko co powiedziałby na to ktoś, komu spalono rodzinę w stodole w Jedwabnem? Nieżyjący już Eli Zborowski z Żarek pod Częstochową, założyciel International Society for Yad Vashem, którego z matką, bratem i siostrą uratowali Polacy, ale inni Polacy zabili jego ojca, mówił: „nie wolno uogólniać”. Wszystko jest kwestią ważenia proporcji. Zaś momentem najbardziej wrażliwym - publiczne komunikowanie swoich wyników tego ważenia. To zwykle wywołuje wiele emocji i często rani innych. Powiedzmy zatem, że w mojej ocenie najwięcej było ludzi obojętnych. I na tym poprzestańmy.

KAI: Kto spośród sprawiedliwych wśród narodów świata zajmuje w Pańskim sercu miejsce szczególne?

- W moim planie osobistym - Bronisława Kurpi, czego nie musze uzasadniać. W planie postaci indywidualnej – Jan Karski, bowiem chciał uratować nie jakiegoś konkretnego Żyda, a wszystkich wciąż jeszcze żyjących. W planie zbiorowości – naród Danii, jako jedyny grupowo uhonorowany tytułem sprawiedliwych. Kiedy Niemcy zażądali wydania im wszystkich Żydów, Duńczycy wywieźli ich statkami, kutrami i łodziami do Szwecji. Cały naród ratował inny cały naród żyjący na tej samej ziemi.

KAI: Nie brakuje opinii, że nowelizacja ustawy ma służyć pisaniu historii na nowo.

- Rozumiem takie obawy. Są tu dwa aspekty. Po pierwsze, wszelkie ograniczenia wolności słowa mogą mieć wpływ na badania naukowe, akademicką debatę i edukację. Po drugie, mogą sprzyjać prezentacji pozytywnych czy chwalebnych faktów historii oraz pomijaniu tych mniej strzelistych czy niekiedy podłych. Pamiętajmy, że do czasu transformacji politycznej, która przyniosła Polsce niepodległość w 1990 roku, historia Polski była wpisana jeżeli nie pod dyktando Moskwy, to w każdym razie musiała uwzględniać i adaptować jej punkt widzenia. Przytoczę przykład sowieckiej zbrodni w Katyniu. W latach 90. sytuacja się zmieniła. Polska pisała swoją własną historię, sięgając odważnie także do ujawniania jej kart mniej chwalebnych czy zawstydzajacych. Stałoby się bardzo źle, gdyby zdolność do pełni historyczych badań została ograniczona przez literę prawa, czy tylko autocenzurę badaczy obawiających się ewentualnych konsekwencji.

KAI: W Polsce mówi się o „pedagogice wstydu” na określenie prezentacji tej mniej chwalebnej historii.

- Równocześnie powtarza się jednak za Janem Pawłem II o potrzebie „stawania w prawdzie”. Czy owo stawanie ma się stawać wstydem? Każdy, kto oczekuje stawania w prawdzie od innych, sam powinien być na to gotowy.

KAI: Czy Stany Zjednoczone i Izrael mają prawo wpływania na stanowienie prawa w Polsce czy wręcz pisania go?

- Czym innym jest wpływanie na coś poprzez wyrażanie opinii, a czym innym dyktowanie czegoś. Kiedy Polska zabiegała o przyjęcie do NATO, zależało to od przyjęcie przez Senat Stanów Zjednoczonych legislacji to aprobującej. Polska i amerykańska Polonia rozpoczęły wówczas bezprecedensowo energiczną kampanię lobbingową mającą wpłynąć na senatorów, by wsparli aspiracje Polski. Nikomu nawet nie przyszłoby do głowy, aby zarzucać Polsce, że miesza się w amerykański proces legislacyjny. Po prostu, demokratycznie wyrażała swoje oczekiwania i argumentowała, dlaczego jest to dla niej ważne. Tak samo dzieje się obecnie. Stany Zjednoczone i Izrael otwarcie wyrażają swoją opinię, zaniepokojenie i oczekiwania związane wolnością słowa i wypowiedzi na temat zagłady Żydów. Robią to w sposób demokratyczny i w trosce o demokratyczne standardy współczesnego świata.

KAI: Jest Pan postacią o międzynarodowym autorytecie. W ostatnim 30-leciu miał Pan bezpośredni kontakt z prezydentami i premierami Izraela, prezydentami Stanów Zjednoczonych, prezydentami demokratycznej Polski, także kolejnym następcami Świętego Piotra na Stolicy Apostolskiej i sekretarzami generalnymi ONZ. Wielu mężów stanu, hierarchów Kościoła, polityków darzy Pana zaufaniem, uważając za człowieka dobrej woli i dialogu. Zawsze był Pan uważnie słuchany, wielokrotnie doprowadzał do lepszego wzajemnego zrozumienia i łagodzenia konfliktów. Czy w obliczu obecnego, którego dotyczy nasza rozmowa oraz zbliżajacych się rocznic 75-lecia Powstania w Getcie Warszawskim i 50-lecia wydarzeń Marca ’68, dostrzegałby Pan swoją rolę w budowaniu mostów porozumienia i łagodzenia napięć?

- Zawsze byłem gotów angażować się w działania mające czynić polsko-żydowskie i polsko-izraelskie relacje możliwie jak najlepszymi, opartymi na dobrej woli i szacunku. To się nie zmieniło. Jest oczywiste, że w obecnej sytuacji trzeba rozmawiać i tych rozmów nigdy nie będzie za wiele. Tylko wtedy można osiągnąć wspólny cel.

Tagi:
Żydzi

Tel Awiw: kadisz za polską dominikankę

2018-11-23 10:57

st, md (KAI) / Tel Awiw

W synagodze "Bet Daniel" w Tel Awiwie odbędzie się specjalna modlitwa - kadisz - ku pamięci siostry Cecylii Marii Roszak, 110-letniej mniszki - dominikanki, która została uznana za Sprawiedliwą wśród Narodów Świata za ukrywanie sławnych żydowskich bojowników syjonistów.

Piotr Jantos/www.flickr.com/photos/archidiecezjakrakow

Kadisz jest jedną z najważniejszych modlitw w judaizmie, będąca składnikiem wszelkich żydowskich modłów zbiorowych. Jest to doksologia w języku aramejskim, wysławiająca Imię Boga, wyrażająca poddanie się Jego woli oraz wzywająca rychłego nadejścia królestwa Bożego. Jest odmawiana przez żałobników. Z zasady poza żałobnikiem kadisz odmawia kantor.

Zmarła 16 listopada w wieku 110 lat siostra Cecylia Maria Roszak od 1938 r. przebywał w Wilnie, gdzie dominikanki chciały założyć nowy klasztor w Kolonii Wileńskiej. Siostry pracowały na pięciohektarowym gospodarstwie, oddalonym od miasta. Mieszkały w drewnianym domu z niewielką kaplicą. Tam zastała je wojna.

W trakcie okupacji niemieckiej siostry pomagały okolicznej ludności, a także ukrywały kilkunastoosobową grupę Żydów. Wśród ukrywanych byli m.in.: Aba Kowner, Arie Wilner, Chaja Grosman, Edek Boraks, Chuma Godot i Izrael Nagel, późniejsi działacze ruchu oporu w getcie wileńskim i warszawskim. W 1943 r. Niemcy aresztowali przełożoną, a klasztor zamknęli. W 1944 r. s. Cecylia została przeoryszą, a po wojnie, w ramach ekspatriacji, przyjechała wraz z dwiema siostrami do Krakowa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ks. Ślusarczyk: przepraszam i proszę o modlitwę

2018-12-12 17:29

md / Kraków (KAI)

Dziękuję za wyrazy solidarności i przepraszam wszystkich, którzy poczuli się zawiedzeni – napisał ks. Franciszek Ślusarczyk w przekazanym oświadczeniu. Rektor Sanktuarium Bożego Miłosierdzia zdecydował o nieprzyjmowaniu święceń biskupich.

diecezja.pl
ks. Franciszek Ślusarczyk

„Bóg jest Miłością! On jest niezawodnym źródłem nadziei, dlatego wyrażam wdzięczność dla Ojca Świętego Franciszka, który przyjął moją pokorną prośbę o zwolnienie mnie z urzędu biskupa pomocniczego Archidiecezji Krakowskiej” – napisał duchowny.

Kustosz łagiewnickiego sanktuarium podziękował także za liczne wyrazy solidarności i życzeń oraz przeprosił wszystkich, którzy poczuli się zawiedzeni jego rezygnacją. „Pragnę na miarę moich sił nadal służyć mojej diecezji i Kościołowi pod opieką Jezusa Miłosiernego, dlatego serdecznie proszę o modlitewne wsparcie. Niech imię Pana będzie błogosławione!” – napisał.

Ks. prałat Franciszek Ślusarczyk został mianowany biskupem pomocniczym Archidiecezji Krakowskiej 3 grudnia br. W środę 12 grudnia abp Marek Jędraszewski ogłosił komunikat, w którym poinformował, że kapłan zdecydował o nieprzyjmowaniu święceń biskupich.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Rekolekcje w mocy Ducha

2018-12-12 22:32

Agata Pieszko

W Duszpasterstwie Akademickim Wawrzyny zakończyły się właśnie rekolekcje adwentowe głoszone przez księdza Jakuba Bartczaka – rapera, pielgrzyma i szalonego duchownego z darem słowa Bożego! Ksiądz Kuba mimo złamanej nogi wygłosił rekolekcje śpiewająco.

Krzysztof Wowk

„Wszystko zaczyna się od tej dziecięcej wiary – mówił w trakcie swojego rekolekcyjnego nauczania w DA Wawrzyny ks. Kuba Bartczak – a to miejsce jest dla mnie szczególne właśnie ze względu na tę dziecięcą wiarę, bo ja się tu w duszpasterstwie wychowywałem. Moja mama pod koniec lat 80. woziła księdza Orzechowskiego samochodem no i my z moim bratem mega się cieszyliśmy, że ksiądz z nami jedzie, bo dawał nam czekoladę. Zawsze opowiadał jakieś śmieszne rzeczy, a w duszpasterstwie było pełno studentów, którzy zawsze byli weseli i robili coś ciekawego. Mój Kościół z dzieciństwa, to jest właśnie ten tu”.

Od lat 80. niewiele się zmieniło! W DA Wawrzyny nadal jest pełno wesołych studentów spotykających się po to, by wspólnie działać. Nie chodzi tu jednak tylko o spotkanie, a o wzajemne budowanie się w wierze. Szczególnym czasem, który sprzyja temu procesowi jest adwent i odbywające się wtedy rekolekcje. Pomagają one dobrze przygotować się na przyjście Pana Jezusa. Ksiądz Kuba przez wszystkie dni nauczania (od 09.12 do 12.12) mówił o tym, jak można to zrobić: „Prawdziwa wiara i Słowo Boże rodzi się tam, gdzie jest zupełnie cicho. By usłyszeć Boga, trzeba najpierw wyjść na pustynię. Bóg domaga się od nas tego, żebyśmy uspokoili swoje serce”. – uświadamiał rekolekcjonista. Bóg się nie będzie przekrzykiwał przez telewizor, telefony i seriale. Sami musimy chcieć odłożyć to na bok i wsłuchać się w Jego głos. „Bóg domaga się tego, byśmy ze swojego serca uczyli sanktuarium – to takie miejsce, w którym jest prawdziwa cisza”. – tłumaczył kapłan.

W tym treningu duchowym pomaga oczywiście Duch Święty, w którego mocy i my jesteśmy silni. To dzięki niemu możemy rozeznawać swoje powołanie, walczyć o wiarę i poszukiwać miłości.

Zwieńczeniem tegorocznych rekolekcji duszpasterskich „W mocy Ducha” była wspólna adoracja i uwielbienie Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie, po którym ksiądz Bartczak zaśpiewał kilka rapowych kawałków na chwałę Bożą. Te rekolekcje na pewno zostaną w pamięci na długo!

Podczas tego czterodniowego spotkania młodzież z duszpasterstwa korzystała zarówno z nauki jak i ze wspólnie spędzanego czasu. Po konferencji brać studentka spotykała się w holu duszpasterstwa przy kominku, by razem jeść, rozmawiać i dzielić się refleksjami.

Oby te rekolekcje wydały owoce i obyśmy umieli z nich korzystać!

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem