Reklama

Po drugiej stronie brzegu

Z ks. prof. Józefem Naumowiczem rozmawiała Milena Kindziuk
Edycja warszawska (st.) 44/2004

Wiara podpowiada, by w tych dniach myśleć o życiu. O tym, że ci, co odeszli, wciąż nas kochają i są obecni. I że czekają na naszą modlitwę. To za mało samo odwiedzenie cmentarza, bez ofiarowania spowiedzi i Komunii św. za bliską osobę.

Z ks. prof. Józefem Naumowiczem, wykładowcą Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, rozmawia Milena Kindziuk

Milena Kindziuk: - „Śmierć to nieznany kraj, z którego nikt już nie wrócił” - mówił Hamlet. Zmarli jednak często powracają do nas w snach. Co zrobić, gdy się nam śnią?

Ks. prof. Józef Naumanowicz: - Nikt ze zwykłych ludzi nie wrócił z tamtego świata, ale wrócił Pan Jezus. Przez swój powrót ze śmierci, czyli zmartwychwstanie, pokazuje nam także naszą drogę, przede wszystkim, że śmierć przestała być końcem wszystkiego, a stała się przejściem do innego życia. A co zrobić, gdy w snach przychodzą do nas zmarli? Pomodlić się za nich! To jedyne, co możemy zrobić.

- Czy oni zdają sobie sprawę, że się śnią, czy dzieje się to poza ich wiedzą?

- Tu wchodzimy w sferę spraw nam niedostępnych. Mówiąc bowiem o wiedzy i poznaniu, myślimy o umiejętności zmysłowego widzenia, słyszenia czy dotykania, jakie mamy dzięki naszemu ciału. Zmarli do momentu zmartwychwstania żyją jako oddzieleni od ciała i nie mają takich zdolności poznawczych. Mają jednak możliwość innego poznania - duchowego, a więc duchowego „widzenia” i „słyszenia”. Tego świata po drugiej stronie brzegu nie możemy opisać ani sobie wyobrazić, bo wchodzimy w rzeczywistość poza czasem i przestrzenią. Pismo Święte też nie usiłuje zaspokoić naszej ciekawości na ten temat, bo ma inny cel. Ono nam przypomina jedynie, że istnieje życie po śmierci, a więc że nasi bliscy zmarli nadal żyją, tyle że w innym świecie.

- Co daje zmarłym nasza modlitwa?

- Modlimy się za tych, którzy wypełniali w życiu wolę Boga w sposób niedoskonały i nie zdołali naprawić za życia wszystkich swoich przewinień i braków. Samo Pismo Święte mówi, że „święta i zbawienna jest myśl” modlić się za umarłych, „aby byli od grzechów uwolnieni”. Modlitwa jest więc wyrazem naszej miłości, szacunku i wdzięczności wobec tych, co odeszli, ale przede wszystkim stanowi pomoc dla dusz w czyśćcu.

- Na czym polega czyśćcowe cierpienie i o jaką ulgę chodzi?

- Człowiek po śmierci ma bardzo jasną świadomość, jak cenna jest jedność z Bogiem. Odczuwa zatem ogromny ból z tego powodu, że nie może jeszcze widzieć Boga twarzą w twarz, całkowicie Go kochać i być z Nim całkowicie zjednoczonym. Nikt mu tego bólu nie zadaje, bierze się on z miłości. Ten ból jest jak ogień, który oczyszcza. Nasza modlitwa pomaga zmarłym w ich oczyszczeniu, by mogli cieszyć się widzeniem Boga.

- Katechizm Kościoła Katolickiego wspomina też o „wieczności” kar. Nasza modlitwa nie może więc uratować nikogo, jeśli ktoś już został potępiony?

- Nigdy nie wiemy, kto się potępia. Kościół o nikim takiego sądu nie wydaje. Co najwyżej, wskazuje na ludzi, którzy zostali zbawieni, gdy wynosi ich na ołtarze. Trzeba się więc modlić za zmarłych i żywić nadzieję na ich zbawienie. W tych dniach Kościół chętnie czyta słowa z Apokalipsy św. Jana, które mówią, że rzesza zbawionych jest nieprzeliczona, i to ze wszystkich pokoleń i narodów. Zarazem każe modlić się za wszystkich zmarłych. Warto zwrócić uwagę, że św. Augustyn, który miał niezwykle dobrą, pobożną i świętą matkę, jednak po jej śmierci widział potrzebę modlitwy za nią. Głosił też, że „dusze zmarłych doznają ulgi dzięki pobożności swoich żyjących bliskich”.

- Zbawienie człowieka zależy zatem od tego, czy ktoś się za niego modli?

- Dusze przebywające w czyśćcu należą już do zbawionych, ale nie mogą jeszcze korzystać ze zbawienia, bo przez oczyszczenie dopiero osiągają zjednoczenie z Bogiem. Czyściec jest więc po stronie zbawienia. Stąd z niego jest tylko jedna droga: do nieba, gdzie zmarli cieszą już jednością ze swym Stwórcą.

- W listopadzie ludzie masowo dają na tzw. wypominki, czyli składają w kościołach kartki z imionami i nazwiskami zmarłych. Czy mają one większą wartość niż modlitwa osobista?

- Każda modlitwa jest cenna, zarówno osobista, jak też wspólnotowa. Wypominki mają tę wartość, że jest to modlitwa zanoszona przez wspólnotę Kościoła. A Pan Jezus powiedział: „Gdzie dwóch albo trzech zgromadzonych w Imię Moje, tam Ja jestem…”. Specjalną wartość ma też Msza św. ofiarowana w intencji zmarłego, bo przecież Msza jest „źródłem i szczytem” całego kultu chrześcijańskiego.

- Od wieków utrzymuje się też tradycja Mszy gregoriańskiej za zmarłych. Co ona oznacza?

- Sama nazwa „gregorianka” pochodzi od imienia papieża Grzegorza Wielkiego (VII w.), który mówił o uwolnieniu zmarłego od cierpień po odprawieniu trzydziestu kolejnych Mszy św. Z biegiem czasu powstało szczególne zaufanie do tych Mszy św., że stanowią one skuteczną pomoc dla oczyszczających się w czyśćcu, że są pewnym biletem do nieba. Ale nie należy Mszy św. gregoriańskich traktować w sposób wyłącznie ilościowy, bo liczba trzydzieści stanowi jedynie symbol pewnej całości. Msze św. gregoriańskie wyrażały jakąś pełnię modlitwy za zmarłego. Jeżeli więc ofiarujemy taką pełnię modlitwy, możemy zarazem ufać w jej skuteczność przed Bogiem.

- Czy trzeba uczestniczyć w Mszach, które zamawiamy za zmarłych?

- Najlepiej, jeżeli tak jest. Dobrze też, jeśli przyjmujemy Komunię św. w intencji zmarłego. Najlepiej modlimy się czystym sercem. Ludzie doskonale to czują, gdy zazwyczaj przed Mszą pogrzebową stają przed konfesjonałem, by móc za zmarłego ofiarować spowiedź i czystą modlitwę.

- A co z ludźmi, za których nie ma się kto modlić? Są skazani na gorszy stan po śmierci?

- Nie ma ludzi, za których się nikt nie modli. Z pewnością bolesne jest, gdy za zmarłego nie modlą się jego najbliżsi. Jednak w każdej Mszy św. polecamy miłosierdziu Bożemu nie tylko tych, którzy są wymienieni w intencji mszalnej, ale też zmarłych, których wiarę znał jedynie Bóg i wszystkich, którzy odeszli z tego świata. Kościół modli się więc za wszystkich, choć kapłan stojący przy ołtarzu nie zna ich imion, zna je Bóg.

- W Kościele prawosławnym czasem intensywnej modlitwy za zmarłych jest 40 dni od daty śmierci, bo dusza wędruje jeszcze wtedy po ziemi. Skąd takie przekonanie?

- Zapewne wypływa ono z faktu, że Pan Jezus po zmartwychwstaniu przez 40 dni przebywał na ziemi, a dopiero po upływie tego okresu wstąpił do nieba. Chodzi jednak raczej o czterdzieści dni żałoby, szczególnej pamięci i modlitwy za zmarłych, a nie o wędrowanie dusz po ziemi. To Platon i inni autorzy antyczni mówili, że dusze po śmierci przez pewien okres błąkają się po tym świecie. Ale z pewnością, nasza pamięć o zmarłych jest zawsze bardziej żywa bezpośrednio po ich śmierci.

- Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny to święta, które przypominają o bliskości dwóch światów: żywych i umarłych. Czy zmarli mogą się modlić za nas, czy ta modlitwa jest dwukierunkowa?

- Przypomnę wzruszającą pieśń jedenastą z Boskiej komedii, zatytułowaną Oczyszczenie gór, w której dusze czyśćcowe wyciągają ręce ku Bogu i odmawiają Ojcze nasz. Modlą się za tych, którzy pozostali na ziemi. Same nie mogą sobie pomóc, minął już dla nich czas wybierania między dobrem i złem oraz zasługiwania na ostateczną nagrodę lub karę, ale modlą się za żyjących. O tym wstawiennictwie zmarłych za nami zdaje się wspominać Katechizm Kościoła Katolickiego, który mówi: „Modlitwa za zmarłych nie tylko może im pomóc, lecz także sprawia, że staje się skuteczne ich wstawiennictwo za nami”.

- I na tym polega świętych obcowanie?

- Tak, jest to łączność między żyjącymi na ziemi, oczyszczającymi się w czyśćcu i przebywającymi już w niebie. Żywi i zmarli stanowią więc jedną wspólnotę Kościoła pielgrzymującego, oczyszczającego się i uwielbionego.

- Po co zatem odwiedzać groby zmarłych, skoro ich tam nie ma? Ciało ulega rozkładowi a dusza jest gdzie indziej.

- Ale zauważmy, że w czasie pogrzebu Mszę św. za zmarłego odprawia się przy jego trumnie, przy niej zapala się paschał na pamiątkę Zmartwychwstania, kropi się wodą święconą ciało zmarłego, okadza się je, by oddać mu cześć i polecić go Bogu w modlitwie. Szacunek dla ciała zmarłego i jego grobu jest szacunkiem dla samego człowieka. Grób jest też nazywany „domem zmarłego”. Stąd widzimy wspólne groby małżonków, którzy chcą być pochowani razem, blisko siebie. Cmentarz jest więc przestrzenią szczególnie intymną, miejscem odnawiania kontaktów. Nie idziemy do pustych grobów, ale by spotkać się: nawet nie z duszą, ale z człowiekiem. Przychodzimy jak do żywych.

- Groby były otaczane czcią we wszystkich antycznych kulturach.

- Oczywiście, że tak. Wystarczy tu wspomnieć starożytną Grecję. Iliada Homera czy Antygona Sofoklesa wyraźnie pokazują, jak ważną rzeczą był grób i pochowanie zmarłego. Niepochowanie kogoś było największą karą. Podobnie w Rzymie zniszczenie grobów należało do największych zniewag i zbrodni. Z drugiej strony dbano o piękno grobów i cmentarzy - z szacunku dla samych zmarłych.

- Odnajdujemy więc wspólne korzenie?

- Inne jest jednak traktowanie śmierci. W świecie pogańskim miejsce chowania zmarłych nazywano „nekropolią”, miastem zmarłych. Chrześcijanie nazwali to miejsce „cmentarzem”. To greckie słowo „koimeterion”, które znaczy miejsce tych, którzy „zasnęli” i czekają na powstanie z martwych. Biblia podaje, że w dniu zmartwychwstania umarli wyjdą ze swych grobów.

- Przychodzimy zatem na cmentarz, by wyrazić szacunek i pamięć o zmarłych?

- Jak najbardziej. Ale też, by się za nich modlić. Wydaje się jednak, że coraz mniej modlimy się na cmentarzach. A szkoda. Gdyby tak było, byłaby to pomyłka! Przecież po to obchodzimy te święta, by pomóc zmarłym. Samo nawiedzenie cmentarza czy zapalenie znicza, złożenie kwiatów, jest ważne, ale nie zastąpi modlitwy, ofiarowania spowiedzi i Komunii za bliską osobę albo uczestnictwa w tych dniach we Mszy św.

- Czy zmarli wiedzą, że do nich przychodzimy?

- Jestem przekonany, że tak. Wierzę, że to jest spotkanie świata widzialnego i niewidzialnego.

- Od kiedy jest zwyczaj odwiedzania grobów?

- Od pierwszych wieków Kościoła. Wtedy odwiedzano groby zwłaszcza w rocznicę śmierci zmarłego. Także starożytni Grecy czy Rzymianie przychodzili do grobów swych bliskich zmarłych, ale w dniu ich urodzin. Chrześcijanie gromadzili się w dniu ich śmierci, którą określali dniem narodzin dla nieba. Stąd do dziś w kalendarzu liturgicznym wspominamy świętych w dniu ich śmierci. Gdy pierwsi chrześcijanie gromadzili się na grobach tych, którzy odeszli, nie tylko modlili się za nich, ale też spożywali braterski posiłek.

- Jak w tradycji „dziadów”, opiewanych przez Adama Mickiewicza?

- Nie do końca, bo „dziady” mickiewiczowskie, odprawiane przez lud w tajemnicy i ukryciu, były pozostałością tradycji pogańskiej. Wiązały się one z przygotowywaniem posiłków dla zmarłych. Dziady Mickiewicza wyraźnie wspominają owo „karmienie zmarłych”. Jeszcze bardziej niebezpieczne było wywoływanie duchów tych, którzy odeszli. Jeżeli natomiast pierwsi chrześcijanie urządzali posiłek przy grobie, czynili to po to, by wspólnie, w gronie najbliższych wspominać zmarłych i wspólnie za nich się modlić. Najważniejsza zatem pozostaje modlitwa za zmarłych oraz możliwość refleksji nad własnym życiem.

- Od kiedy znane jest święto zmarłych?

- Specjalne święto, a więc nie tylko nawiedzanie poszczególnych grobów w rocznicę śmierci zmarłego, istnieje od VII w. Obchodzono je jednak w różnych datach. Dopiero gdy w IX w. powstała uroczystość Wszystkich Świętych 1 listopada, dzień modlitw za zmarłych przeniesiono na dzień następny, to jest 2 listopada. Zwany jest on popularnie Dniem Zadusznym, a oficjalnie Wspomnieniem wszystkich wiernych zmarłych.

- Niektórzy teologowie twierdzą, że 1 i 2 listopada to święta radosne. Czy można się zgodzić z tą opinią?

- Bez wątpienia jest to czas refleksji, zadumy nad życiem i śmiercią, nad ludzkim losem. Wiara pozwala nam myśleć o śmierci nie z lękiem i trwogą, ale z nadzieją. Gdy bowiem stajemy nad grobami krewnych, bliskich, znajomych, i zapalamy na nich znicze, przypominamy sobie słowa z liturgii: „Dla wiernych Twoich Panie, życie zmienia się, ale nie kończy”.

- Czy należy modlić się o szczęśliwą śmierć dla siebie?

- Tak, bo śmierć to dla nas decydujący moment. Winniśmy więc prosić o łaskę, byśmy mogli umierać pojednani z Bogiem, z żalem i skruchą za swe przewinienia. By śmierć była dla nas - jak mówiła św. Teresa z Lisieux - pogodnym przejściem jakby z jednego pokoju do drugiego, z pokoju ciemnego do pokoju jasnego, napełnionego radosnym i ciepłym światłem, w którym zobaczymy upragnione oblicze miłosiernego Ojca.

Watykan: papież poszerzył możliwość wydalenia z zakonu

2019-03-26 13:57

st (KAI), vaticannews / Watykan

Sam fakt bezprawnej stałej nieobecność zakonnika przez 12 miesięcy jest powodem do wydalenia go z instytutu – postanowił Ojciec Święty modyfikując kanony 694 oraz 729 Kodeksu Prawa Kanonicznego. Stolica Apostolska opublikowała List Apostolski w formie motu proprio „Communis vita”, w którym zawarte są wspomniane zmiany Kodeksu Prawa Kanonicznego.

ACKI/pixabay.com

W dokumencie przypomniano, że życie wspólnotowe jest istotnym elementem życia zakonnego, a „zakonnicy powinni mieszkać we własnym domu zakonnym zachowując życie wspólne i nie opuszczać go bez zezwolenia swego przełożonego” (kan. 665 § 1 KKK). Doświadczenie ostatnich kilku lat pokazało jednak, że występują sytuacje związane z bezprawną nieobecnością w domu zakonnym, podczas których zakonnicy uchylają się od władzy prawowitego przełożonego, a czasami nie można ich odnaleźć.

Kodeks Prawa Kanonicznego nakłada na przełożonego obowiązek poszukiwania zakonnika bezprawnie nieobecnego, aby pomóc jemu powrócić i wytrwać w powołaniu (por. kan. 665 § 2 KKK). Często jednak się zdarza, że przełożony nie jest w stanie odnaleźć nieobecnego zakonnika. Zgodnie z Kodeksem Prawa Kanonicznego, po co najmniej sześciu miesiącach bezprawnej nieobecności (por. kan. 696 KPK), możliwe jest rozpoczęcie procesu wydalenia z instytutu, zgodnie z ustaloną procedurą (por. kan. 697 KPK). Jednak kiedy nie jest znane miejsce, w którym przebywa zakonnik trudno jest zagwarantować pewność prawną sytuacji rzeczywistej.

„Dlatego też nie naruszając przepisów prawa o wydaleniu po sześciu miesiącach bezprawnej nieobecności, mając na celu pomoc instytutom w przestrzeganiu niezbędnej dyscypliny i umożliwienie wydalenia zakonnika bezprawnie nieobecnego, zwłaszcza w przypadkach nieodwracalnych, postanowiłem dodać do kanonu 694 § 1 KPK wśród przyczyn wydalenia ipso facto z instytutu również długotrwałą bezprawną nieobecność w domu zakonnym, trwającą o co najmniej dwanaście miesięcy bez przerwy, przy zastosowaniu tej samej procedury jaka opisana jest w kan. 694 § 2 KPK. Stwierdzenie faktu ze strony przełożonego wyższego dla wywołania skutków prawnych musi zostać potwierdzone przez Stolicę Apostolską. W przypadku instytutów prawa diecezjalnego potwierdzenie należy do biskupa głównej siedziby tego instytutu” – czytamy w papieskim dokumencie.

Ojciec Święty postanowił, że wprowadzenie tego nowego numeru do § 1 kanonu 694 wymaga również zmiany na kanonu 729 w odniesieniu do instytutów świeckich, dla których nie przewiduje się złożenia wydalenia fakultatywnego z powodu bezprawnej nieobecności.

Biorąc to wszystko pod uwagę, nowe brzmienie wspomnianym kanonów jest następujące:

Art. 1. Kanon 694 KPK zostaje w pełni zastąpiony następującym tekstem:

§ 1. Na mocy samego prawa jest wydalony z instytutu członek, który:

1) notorycznie odstąpił od wiary katolickiej;

2) zawarł małżeństwo lub usiłował je zawrzeć, nawet tylko cywilne.

3) bezprawnie opuścił dom zakonny, zgodnie z kan. 665 § 2, przez dwanaście miesięcy bez przerwy, biorąc pod uwagę niemożność stwierdzania miejscq, w którym przebywa dany zakonnik.

§ 2. W tych przypadkach przełożony wyższy wraz ze swoją radą powinien, po zebraniu dowodów, bezzwłocznie wydać stwierdzenie faktu, ażeby prawnie stało się wiadome wydalenie.

§3. W przypadku przewidzianym w § 1 ust. 3, ta deklaracja, która ma być prawnie ustanowiona, musi zostać potwierdzona przez Stolicę Apostolską; dla instytutów prawa diecezjalnego potwierdzenie należy do biskupa głównego ośrodka.

Art. 2. Kanon 729 KPK zostaje w pełni zastąpiony następującym tekstem:

Wydalenie członka z instytutu dokonuje się zgodnie z postanowieniami przepisów z kan. 694 § 1, 1 i 2 i 695. Konstytucje powinny określić inne przyczyny wydalenia, byleby były proporcjonalnie ważne, zewnętrzne, poczytalne i prawnie udowodnione. Należy zachować sposób postępowania przepisany w kan. 697-700. Do członka wydalonego ma zastosowanie przepis kan. 701. Nowe normy na mocy decyzji papieża wchodzą w życie 10 kwietnia 2019 roku.

Jak informuje sekretarz Kongregacji ds. Instytutów Życia Konsekrowanego i Wspólnot Życia Apostolskiego przypadki te dotyczą osób zakonnych, które bez pozwolenia kompetentnych władz nieprawnie opuściły dom zakonny i przez okres co najmniej 12 miesięcy do niego nie wróciły. W tym czasie przełożeni mają obowiązek poszukiwania takiej osoby i udzielenia jej wsparcia tak, aby powróciła do wspólnoty. Niejednokrotnie jest to jednak niemożliwe z powodu nieznajomości miejsca pobytu poszukiwanej osoby. Wtedy przez sam zaistniały fakt przebywania poza domem zakonnym na mocy prawa zakonnik lub zakonnica są dymisjonowani. Aby taki wyrok został usankcjonowany, musi go zatwierdzić Stolica Apostolska, w przypadku, gdy dana osoba należy do zgromadzenia powstałego na prawie papieskim, lub biskup, gdy zgromadzenie zostało powołane do życia na prawie diecezjalnym.

Abp José Rodríguez Carballo podkreślił, że to nowe prawo dotyczy osób, które nie prosiły o dyspensę ze złożonych ślubów zakonnych, a więc formalnie nadal należą do danej wspólnoty. Tymczasem prowadzone przez nich życie nie odpowiada ich powołaniu, a często jest z nim sprzeczne. Niekiedy są z tym związane trudne sprawy o charakterze ekonomiczny, które mogą obciążać także sam instytut zakonny.

Dodajmy, że dwa inne przypadki dymisji ipso facto ze zgromadzenia zakonnego, o których mówi kanon 694 Kodeksu Prawa Kanonicznego, a więc dotyczące osób, które notorycznie odstąpiły od wiary katolickiej bądź zawarły lub usiłowały zawrzeć małżeństwo, choćby tylko cywilne, nadal pozostają w mocy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Katedra polowa: uczczono pamięć uczestników akcji pod Arsenałem

2019-03-26 20:43

kos / Warszawa (KAI)

W Warszawie odbyły się dziś obchody 76 rocznicy akcji pod Arsenałem, jednej z najbardziej brawurowych operacji wojskowych przeprowadzonych w stolicy przez Grupy Szturmowe Szarych Szeregów w okresie II wojny światowej. Dzięki niej z rąk Niemców udało się odbić 21 zakładników, m.in. Jana Bytnara ps. „Rudy”. W intencji uczestników akcji odprawiona została w katedrze polowej Wojska Polskiego Msza św., której przewodniczył ks. Jan Dohnalik, kanclerz Kurii Ordynariatu Polowego. Po zakończonej Eucharystii u zbiegu ul. Bielańskiej i Długiej w historycznym miejscu przeprowadzenia akcji odbył się apel pamięci.

Cezary Piwowarski/ pl.wikipedia.org

Homilię wygłosił ks. ppłk Robert Krzysztofiak, kapelan Jednostki Wojskowej Komandosów z Lublińca, dziedziczącej tradycje jednostek AK, który przypomniał okoliczności i przebieg akcji pod Aresnałem. Podkreślił, że jej uczestnicy powinni być dla współczesnych wzorem do naśladowania. – Jesteśmy w katedrze polowej nie tylko po to, aby się modlić za uczestników akcji, ale również po to, by oddać im hołd i czerpać od nich wzorce do naśladowania, do życia zgodnie z wartościami, które przyświecały ich harcerskiemu życiu, zgodnie z dewizą Bóg-Honor-Ojczyzna – powiedział.

Wyraził wdzięczność obecnym na Mszy św. kombatantom i uczestnikom II wojny światowej za świadectwo ich życia, które przekazują kolejnym pokoleniom. – Oni nadal pokazują, że warto dla wolności Ojczyzny poświęcić wszystko. Niech przesłanie „Rudego”, „Alka” i „Zośki” będzie dla nas przykładem jak postępować w życiu codziennym i świadczyć o wielkiej miłości do Boga, człowieka i Ojczyzny – zachęcał.

Eucharystię z ks. Dohnalikiem i ks. Krzysztofiakiem koncelebrował ks. Jerzego Błaszczaka, kapelan Szarych Szeregów. Uczestniczyli w niej kombatanci Armii Krajowej z prezesem Światowego Związku Żołnierzy AK prof. Leszkiem Żukowskim, generałowie WP gen. dyw. Wiesław Kukuła, gen. bryg. Ryszard Pietras, dowódca 21. Brygady Strzelców Podhalańskich, poczty sztandarowe wojskowe oraz szkolne, harcerze, a także członkowie grup rekonstrukcyjnych.

W trakcie Mszy św. poświęcona została tablica kpt. hm. Eugeniusza Stasieckiego, ps. „Piotr Pomian”, oficera 74. Górnośląskiego Pułku Piechoty w Lublińcu, zastępcy naczelnika „Szarych Szeregów”, zastępcy dowódcy Batalionu „Zośka”, poległego w Powstaniu Warszawskim, która zawiśnie w kościele garnizonowym w Lublińcu.

Po Mszy św. zebrani udali się pod budynek Arsenału, gdzie odbył się apel pamięci i ceremonia złożenia kwiatów przy głazie upamiętniającym akcję.

***

W nocy z 18 na 19 marca 1943 r. Gestapo zaaresztowało Henryka Ostrowskiego ps. „Heniek”, komendanta hufca-plutonu Praga Grup Szturmowych Szarych Szeregów. „Heniek” został poddany brutalnemu śledztwu w celu pozyskania informacji o siatce, do której należał. Kilka dni później ta sama grupa Gestapo dokonała aresztowania Jana Bytnara, komendanta hufca-plutonu „Południe”.

W znanej książce Aleksandra Kamińskiego „Kamieniach na szaniec” Ostrowski został przedstawiony jako ten, który załamał się w śledztwie i zdradził Jana Bytnara „Rudego”. Aleksander Kamiński nie dysponował jednak informacjami, że „Heniek” niczego nie zdradził Niemcom, w rzeczywistości wszystkie materiały gestapowcy wydobyli ze znalezionych w jego mieszkaniu notatek. Wmawianie „Rudemu”, że Ostrowski załamał się w śledztwie, było celowe dla wydobycia zeznań od Bytnara.

Akcją odbicia „Rudego” dowodzili Stanisław Broniewski „Orsza”, a bezpośrednio Tadeusz Zawadzki „Zośka”. Wcześniej musiało się na nią zgodzić kierownictwo Szarych Szeregów.

Do ataku na więźniarkę doszło u zbiegu ulic Długiej i Bielańskiej w Warszawie w pobliżu budynku Arsenału. Samochód wiozący „Rudego” został obrzucony butelkami z benzyną i zatrzymany. W wyniku ostrzału dwóch żołnierzy podziemia zostało śmiertelnie rannych, a jeden schwytany i później rozstrzelany. Niemcy stracili 4 zabitych (załoga spalonej więźniarki Gestapo i policjant). Rannych zostało też 9 żołnierzy. „Rudego” przeniesiono do oczekującego nieopodal samochodu i wywieziono z miejsca akcji.

W akcji pod Arsenałem uwolniono 21 więźniów, wśród nich obok „Rudego” także Henryka Ostrowskiego „Heńka”. W sumie wzięło w niej udział 28 członków Szarych Szeregów. Następnego dnia w odwecie Niemcy rozstrzelali na dziedzińcu Pawiaka 140 Polaków i Żydów.

Tylko jedenastu uczestników akcji dożyło końca wojny. Dowódca grupy Tadeusz Zawadzki ps. „Zośka”, zginął 20 sierpnia 1943 r. w czasie rozbicia strażnicy granicznej w miejscowości Sieczychy. Odbity „Rudy” zmarł 30 marca 1943 r. na skutek obrażeń zadanych przez gestapowców w czasie przesłuchania. Tego samego dnia zmarł także Aleksy Dawidowski „Alek”, ranny podczas ewakuacji spod Arsenału.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem