Reklama

Kard. Collins: katolicy w Kanadzie jak Tomasz Morus

2018-02-27 20:47

RV / Toronto (KAI)

blvdone/pl.fotolia.com

Katolicy w Kandzie czują się jak św. Tomasz Morus. Nie chcą wypowiadać wojny prawowitej władzy, ale zarazem nie mogą podpisać się pod czymś, co jest sprzeczne z ich wiarą – zauważa kard. Thomas Collins z Toronto. Odniósł się on do kontrowersji związanych z nową formą aplikacji na letnie programy stypendialne.

Od lat korzysta z nich wiele katolickich organizacji charytatywnych. Dzięki państwowym grantom mogą one zatrudniać studentów na okres letnich wakacji. W tym roku jednak pod wnioskiem o przyznanie stypendium trzeba było zadeklarować poparcie dla praw indywidualnych, w tym do tak zwanego zdrowia reprodukcyjnego, czyli dla aborcji.

Jak powiedział Radiu Watykańskiemu kard. Collins, katolickie organizacje wysłały wnioski bez tej deklaracji. Oznacza to, że najprawdopodobniej nie otrzymają grantów. Metropolita Toronto liczy jednak, że na tym sprawa się nie skończy. Wielu Kanadyjczyków jest bowiem świadomych, że ten kwestionariusz jest precedensem, który narusza konstytucyjną wolność sumienia.

Reklama

„Domagają się, abyśmy oświadczyli, że popieramy coś, co jest sprzeczne z naszą wiarą. Tu nie chodzi o deklarację, że przestrzegamy prawo, ale o zadeklarowanie własnych przekonań. Musisz potwierdzić, że zgadzasz się na aborcję i wiele innych rzeczy, które dla chrześcijan są problematyczne. Jest to test ideologiczny. Nie masz zadeklarować, że na przykład nie wykorzystasz tych pieniędzy w sposób nielegalny. To bym rozumiał. Masz zadeklarować swe poparcie. Żadna władza nie jest uprawniona do przeprowadzania takich ideologicznych testów. Nigdy się na to nie zgodzimy. To nie jest w porządku. I przyznają to nawet niektóre proaborcyjne ugrupowania. Mówią: «nie zgadzamy się z nimi, ale nie chcemy, by ich przekonania były traktowane jako kryterium». Wielu Kanadyjczyków, w tym wielu niewierzących jest zdumionych tą brutalną ingerencją, tą dyktatorska postawą rządu. I to bez powodu. Dlaczego to robią? Jestem tym zaskoczony” – powiedział Radiu Watykańskiemu kard. Collins.

Zapewnił, że Kościół katolicki nie ulegnie finansowej presji rządu. Dzięki publicznym stypendiom można było realizować podczas letnich wakacji wiele wspaniałych projektów, których wartości nikt nie kwestionuje. Kościół nie będzie tego jednak czynił kosztem własnych przekonań. „Poszukamy raczej innych źródeł finansowania” – dodał arcybiskup Toronto.

Tagi:
katolicy

Reklama

Mowa nienawiści – katolicy wykluczeni z ochrony

2019-01-30 18:56

Alina Petrowa-Wasilewicz / Warszawa (KAI)

Po zabójstwie prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza do debaty publicznej powrócił temat mowy nienawiści. Szok po dokonanej zbrodni sprowokował też pytania o jej przyczyny. Wiele osób wskazywało, że mord jest pochodną atmosfery wzajemnej wrogości i oskarżeń, które opanowały przestrzeń publiczną i mowy nienawiści, która jest codziennością. Zwalczając zjawisko hejtu i wymieniając grupy jego ofiar badacze w niezrozumiały sposób wykluczają chrześcijan, szczególnie katolików oraz księży katolickich.

Lekcje przeciw nienawiści

„Nienawiść ma niszczycielskie skutki. A wszystko zaczyna się od słów” – stwierdził Rafał Trzaskowski, prezydent Warszawy, który polecił, aby w warszawskich szkołach jeszcze przed feriami zostały przeprowadzone lekcje na temat mowy nienawiści, jej istoty, jak na nią reagować oraz jak jej przeciwdziałać.

Na stronach Urzędu Miasta dostępne są materiały, które mogą być pomocne w przeprowadzeniu takich lekcji. Jest to podręcznik Rady Europy „Bez nienawiści”, a w Zakładkach są informacje nt. przeciwdziałania mowie nienawiści w sieci poprzez edukację. Zawiera dwadzieścia dwa scenariusze „zajęć i działań z dziećmi, młodzieżą i dorosłymi, wiedzę o prawach człowieka oraz możliwe sposoby przeciwdziałania mowie nienawiści”.

Do materiałów pomocniczych dołączona jest też infografika, firmowana przez Centrum Wielokulturowe, która przedstawia grupy szczególnie narażone na hejt w internecie. Przedstawiony jest na niej uchodźca, gej, wyznawca islamu, Rom, czarnoskóry, feministka i osoba starsza. (Warto zauważyć, że zamordowanego prezydenta Gdańska nie można zaliczyć do żadnej z wymienionych grup).

Na wyodrębnionym pasku pod grafiką wydrukowano informację, która tłumaczy celowość organizowania podobnych akcji. „Prawie połowa Polek i Polaków zetknęło się z mową nienawiści w telewizji. 75 proc. młodzieży deklaruje, że widziało w internecie wypowiedzi antysemickie, 80 proc. islamofobiczne, a 71 proc. antyukraińskie. Dziś połowa młodych Polaków przyznaje się do używania mowy nienawiści wobec gejów, Romów, imigrantów czy muzułmanów. 30 proc. młodych Polaków przyznaje się do wypowiedzi antysemickich, skierowanych przeciw lesbijkom czy feministkom.

Podane jest też źródło, w oparciu o które owa infografika została opracowana - „Mowa nienawiści. Mowa pogardy. Raport z badania przemocy werbalnej wobec grup mniejszościowych. 2016 M. Wiśniewski, K. Hansen, M. Bilewicz, W. Soral, A. Świderska, D. Bulska”. Zakres badań zamierzono więc więc wedle z góry ustalonego klucza nie pytając, czy przedstawiciele innych grup nie są równie często ofiarą mowy nienawiści. Wątpliwości jest więcej, np. za „mowę nienawiści” uznano m.in. krytykę projektu proaborcyjnego z 2016 r., itd.

Tymczasem wystarczy pobieżnie przejrzeć portale internetowe i zajrzeć do mediów społecznościowych, by stwierdzić, że w sieci jedną z najbardziej „hejtowanych” dziś grup w Polsce są katolicy, w szczególności księża katoliccy.

Planowana akcja w szkołach wzbudziła wątpliwości Instytutu na Rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris. Na stronach Instytutu czytamy, że „Sugerowane podręczniki w wybiórczy sposób określają grupy ludzi, które miałyby być najbardziej narażone na ‘mowę nienawiści’, wymieniając wśród nich m.in. feministki czy osoby prowadzące homoseksualny tryb życia. Zmarginalizowano jednocześnie grupy takie jak chrześcijanie, rodziny wielodzietne, czy osoby ubogie, których dyskryminacja została dowiedziona ponad wszelką wątpliwość”.

„Program ten służy wprowadzeniu do edukacji treści skrajnie zideologizowanych. Sprzeciwia się on, choć pośrednio, wychowaniu dzieci i młodzieży w duchu wartości takich jak tożsamość małżeństwa i rodziny, tożsamość narodowa, zasad etyki chrześcijańskiej, itd. Założenia programu sprzeciwiają się poglądom wielu rodziców, dlatego powinni mieć oni możliwość wyboru, czy ich dzieci będą uczestniczyły w tych zajęciach” – skomentował projekt dr Tymoteusz Zych z Zarządu Ordo Iuris.

Na stronach Instytutu została również zamieszczona petycja do podpisania przez rodziców z apelem o zaniechanie zajęć „antydyskryminacyjnych” oraz „rozpoczęcia szerokiej, autentycznej debaty publicznej na temat zwalczania nienawiści, do której zaproszeni zostaną rodzice”.

Mowa nienawiści – czym jest?

Rada Europy definiuje mowę nienawiści (w języku potocznym hejt od angielskiego ‘hate’, który powszechnie funkcjonuje już w polszczyźnie) to "wypowiedzi, które szerzą, propagują i usprawiedliwiają nienawiść rasową, ksenofobię, antysemityzm oraz inne formy nietolerancji, podważające bezpieczeństwo demokratyczne, spoistość kulturową i pluralizm". Zdaniem licznych badaczy tzw. hate speech można odnieść do grup mniejszości.

Prof. Michał Bilewicz, dyrektor Centrum Badań nad Uprzedzeniami UW, którego zespół opracował raport o przemocy werbalnej wobec grup mniejszościowych, uzasadniał w 2015 r. w rozmowie z KAI, że są one objęte szczególną ochroną, gdyż nie potrafią się bronić. Zapytany obecnie o ocenę tego faktu stwierdził, że „sytuacja uchodźcy muzułmańskiego jest gorsza niż sytuacja celebryty czy osoby publicznie rozpoznawalnej.

Podobna jest sytuacja księdza katolickiego, który ma wsparcie środowiskowe i cieszy się wysokim wsparciem społecznym oraz instytucji, która cieszy się wysokim prestiżem społecznym. Sytuacja uchodźcy muzułmańskiego jest znacząco gorsza, dlatego określamy ją jako mowę nienawiści” – konkluduje profesor.

Katolicy i księża – wielcy nieobecni

Dlaczego katolicy nie zostali uwzględnieni na infografice, opracowanej przez Centrum Wielokulturowe? Co prawda chrystianofobia została wymieniona wśród źródeł mowy nienawiści, ale zabrakło tu spójności przekazu, gdyż choć przyznano, że takie zjawisko istnieje, ale paradoksalnie, nie powoduje ofiar.

Jaka jest sytuacja owych osób, o których wspomina prof. Bilewicz, które „mają wsparcie w środowisku, poparcie społeczne oraz instytucji, która cieszy się wysokim prestiżem”, czyli katolików, szczególnie duchownych? – Praktycznie nie ma dnia, w którym Kościół, katolicy, księża nie zostaliby zaatakowani w internecie.

Ks. Janusz Chyła, proboszcz parafii pw. Matki Boskiej Królowej Polski w Chojnicach, aktywny na twiterze stwierdza w rozmowie z KAI, że codziennie odbiera wpisy, które obrażają księży, katolików, Kościół. „My wolimy krzyż w czole. To jedna z tortur u nas w firmie. Tobie też taką sprawimy, Januszu katolicyzmu” – pisze internauta podpisujący się nickiem Michael The Devil.

Nawet twity, które na pozór wydają się całkowicie neutralne, prowokują gwałtowne ataki, wręcz furię. Kiedyś ks. Chyła umieścił wpis, w którym zachwycił się reakcją dziecka na widok księdza, idącego do chorego z Komunią święta. Dziecko powiedziało: „O, Król idzie”, duszpasterz w twicie opisał sytuację, po czym nastąpił zmasowany atak skrajnie chamskich i agresywnych komentarzy, spośród których „Trzymaj się z daleka od dzieci, klecho” – był jednym z łagodniejszych.

– Zwłaszcza wspomnienie o dzieciach jest zapalnikiem, wzbudzającym wyjątkową agresję – wyjaśnia duchowny. Stereotyp księdza, chciwego pasibrzucha i pedofila, opanował wiele umysłów, więc takich „uczestników w dyskusji” trzeba wyciszyć lub zbanować – mówi ks. Chyła.

Proboszcz parafii w Leśnej na Żywiecczyźnie, ks. Piotr Sadkiewicz zwraca uwagę, że nawet neutralne tematy, np. artykuł o dorobku naukowym ks. prof. Michała Hellera kończy się wulgarnym hejtem i wyzwiskami.

Doktor Zych zwraca uwagę, że niekoniecznie trzeba być księdzem, by doświadczyć mowy nienawiści. Wystarczy zająć stanowisko, zbieżne z nauczaniem Kościoła, bronić życia – nawet nie powołując się na argumenty religijne – żeby zostać nazwanym co najmniej fundamentalistą religijnym. Członkom Instytutu grożono ukrzyżowaniem, koleżankom z zespołu – gwałtami. – To chleb powszedni w internecie – stwierdza prawnik.

Wszystko, co dzieje się w świecie wirtualnym jest zaś częścią większej całości, gdyż z danych, udostępnionych KAI przez Komendę Główną Policji wynika, że „w realu” odnotowuje się wzrost przestępstw wobec wspólnoty wiernych.

Wzrastają incydenty polegające na przeszkadzaniu w wykonywaniu kultu religijnego - art. 195 KK (w 2014 – 8, tyle samo rok później, w 2016 - 13, 2017 – 14, 2018 – 12). Natomiast statystyki dotyczące obrazy uczuć religijnych innych osób, publicznego znieważania przedmiotu czci religijnej lub miejsca przeznaczonego do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, o których stanowi art. 196 także pokazują wzrost liczby tych przestępstw. W 2014 było ich 40, w 2015 – 35, w 2016 – 50, w 2017 aż 101, w 2018 – 56.

Zdarza się, że jedynym celem włamania się do kościoła nie jest już grabież, a dokonanie profanacji. Taki był cel włamywaczy, którzy sprofanowali kościół Matki Bożej w Iłży w czerwcu 2015 r. malując na ścianach świątyni satanistyczne odwrócone krzyże; św. Wojciecha w Kawicach, gdy w listopadzie tego samego roku po wtargnięciu wynieśli tabernakulum z Najświętszym Sakramentem; kradzież i profanacja Najświętszego Sakramentu w sierpniu 2017 w kościele pw. św. Antoniego w Lasówce koło Duszników-Zdroju. Tych przestępstw jest bardzo wiele, media praktycznie co kilka, kilkanaście dni, informują o kolejnych profanacjach i dewastacjach w kościołach i niszczenie pomników jak zdarzyło się ostatnio w Starogardzie Gdańskim, gdy antyrządowy aktywista w sylwestra pomazał farbami pomnik Jana Pawła II i umieścił w jego pobliżu plansze krytykujące papieża Wojtyłę. Kroniki policyjne coraz częściej odnotowują tego rodzaje przestępstwa.

Do tego rodzaju czynów dochodzi agresja wobec księży, która staje się zjawiskiem na tyle widocznym i częstym, że Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego w 2014 i 2015 roku skierował pytanie do duchownych, czy spotkali się z przypadkami dyskryminacji i nierównego traktowania jako księża i 10-12 proc. z nich potwierdziło, że byli obiektem agresji.

Dr Zych zwraca uwagę, że kroniki policyjne nie odzwierciedlają w pełni rzeczywistości – przecież nie wszystkie akty agresji i obrazy religijnej są zgłaszane policji.

Fakty potwierdzają przypuszczenie, że nienawiść wobec katolików, zwłaszcza księży, która wyraża się w czynach, atakach na ich świętości oraz w słowach, jest faktem. Te zdarzenia są coraz częstsze, a jednak pozostają poza zainteresowaniem badaczy, moralizatorów, działaczy społecznych, którzy tłumaczą, że katolicka większość nie musi podlegać ochronie, a kierowany w jej stronę hejt nie jest tym samym mową nienawiści, a tylko „nienawiścią w internecie”.

„Raport OBWE jednoznacznie wskazuje, że chrześcijanie w naszym kraju są jedną z najliczniejszych grup ofiar nienawiści” – mówi dr Zych. Przypomina, że cztery lata temu Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy przyjęło nawet rezolucje potępiającą akty nienawiści przeciwko chrześcijanom na naszym kontynencie. Chrześcijanie są ofiarami nienawiści nie tylko na Bliskim Wschodzie. I dodaje, że to nie ma to nic wspólnego z tym, czy chrześcijanie są mniejszością, czy większością w danym kraju. Ordo Iuris co roku opracowuje raport na temat tego zjawiska, które jest w niewystarczającym stopniu opisane. W tym roku Instytut przygotowuje obszerny raport na ten temat. Uruchomiło też Centrum Wolności Religijnej, do którego można zgłaszać akty nienawiści na tle religijnym, a do współpracy zaprosiło także członków innych Kościołów.

„Prześladowanie chrześcijan stało się niezaprzeczalnym faktem” – czytamy w broszurze, opracowanej przez Instytut.

Zaniechania katolików

Podział na mowę nienawiści, która odnosi się tylko do wyodrębnionych mniejszości a nie całej całej reszty społeczeństwa nie wytrzymuje próby, gdyż nienawiść, poniżanie rozmaitych osób, niszczy atmosferę życia społecznego, ale także samego nienawistnika. Jednak nieobecność katolików i księży w badaniach nad hejtem (nielicznej przecież, ok. 30-tysięcznej „grupy zawodowej”) jest po części zaniechaniem i zaniedbaniem samych katolików. To oni powinni upominać się o uwzględnianie ich w badaniach, ale powinni też przedstawić konkretne opracowania i statystyki, dokładnie dokumentujące to zjawisko.

Prof. Monika Przybysz, medioznawca z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego potwierdza, że zjawisko mowy nienawiści przeciwko katolikom nigdzie nie zostało kompleksowo zbadane statystycznie, a także jakościowo – ani w Polsce, ani na świecie. A przecież zwłaszcza księża powinni być zaliczeni do grupy mniejszości.

"Pomijanie grupy kapłanów wśród osób prześladowanych w internecie i mocno hejtowanych wskazuje na mocną ideologizację materiałów przygotowanych do edukacji. Tymczasem mowa nienawiści jest skierowana wobec tej niewielkiej grupy osób w Polsce w sposób masowy, uwłaczający nie tylko godności ich stanu, ale i niemal wszystkim działaniom tej grupy społecznej, ponadto często poniżający wiarę w Jezusa Chrystusa oraz wartości chrześcijańskie i same osoby wierzące. Jeśli na etapie przygotowania materiałów zabrakło wszystkich grup prześladowanych w internecie, to twórcy materiałów stają po stronie prześladowców kapłanów" – uważa prof. Przybysz.

Ks. Sadkiewicz zwraca uwagę na istotny aspekt nieobecności katolików w głównym nurcie dyskursu publicznego – Kościół jest przecież ważnym wychowawcą, który powinien włączyć się w akcję kształtowania pokojowej atmosfery w mediach społecznościowych i debacie publicznej. Z jego obserwacji wynika, że wierni wciąż nie są uczulani na grzechy z rodzaju „zgrzeszyłem mową”. Wielką rzadkością są spowiedzi, w których penitenci wyznają grzechy nienawiści, popełnione w internecie.

Ludzie Kościoła powinni więc z jednej strony domagać się ochrony, tak jak wszystkie inne dyskryminowane grupy, z drugiej – wpływać na ograniczenie agresji. W ograniczeniu hejtu Kościół powinien być sprzymierzeńcem, a nie wykluczonym z grupy społeczników i działaczy NGO.

Prof. Bilewicz, który sceptycznie odnosi się do efektów pojedynczych lekcji dotyczących hejtu, uważa jednak, że każda próba zmiany stosunku do jakiejś grupy, która podlega dyskryminacji, jest warta wsparcia. „Każda poprawa jakości naszego życia, o ile będzie skuteczna, jest” - stwierdza. Jednak zdaniem badacza najlepsze efekty przyniesie kształtowanie bardziej świadomych użytkowników internetu, którzy będą reagować z równą wrażliwością, gdy ktoś będzie poniżany.

Dr Piotr Wajs z Uniwersytetu Opolskiego, który badał zjawisko hejtu radzi: „Dziś parafrazując należałoby ostrzec katolików: Usuńcie swój hejt z klawiatury, bo ci, którzy hejtują sami będą hejtowani. Lekarstwem na hejt jest szacunek dla drugiego człowieka. W każdym człowieku winniśmy dostrzec bliźniego, a co za tym idzie należy tak tworzyć treści w internecie, aby spełniły się słowa Jana Pawła II, który dał zadanie Kościołowi, aby na milionach monitorów, w pojawiających się miliardach obrazów ukazała się twarz Chrystusa”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dlaczego data Wielkanocy jest zmienna

Ks. Józef Dębiński
Edycja włocławska 16/2003

Sashkin/pl.fotolia.com

Wielkanoc jest świętem ruchomym, którego data wielokrotnie była przedmiotem sporu. Obecnie przyjmuje się, że to święto przypada w niedzielę po pierwszej wiosennej pełni księżyca, tj. po 21 marca.
Niejakim problemem przy ustaleniu daty Wielkanocy jest różnica w dacie ukrzyżowania Chrystusa podana w Ewangeliach synoptycznych (św. Marka, św. Mateusza i św. Łukasza) i w Ewangelii św. Jana. Różnica ta spowodowana jest żydowskim systemem liczenia dnia, czyli od zachodu do zachodu słońca. Stąd pytanie, jak powinien być zaliczony wieczór 14. nizan. Obydwa ujęcia miały swoich zwolenników. Kościoły wschodnie opowiadały się za dniem 14., a zachodnie - za 15. Kwestia ta została w końcu rozstrzygnięta na pierwszym soborze ekumenicznym w Nicei (Turcja) w 325 r., gdzie przyjęto oficjalnie datę 15.
Zgodnie z kalendarzem żydowskim i przekazami Ewangelii, Chrystus został ukrzyżowany 14. nizan, a zmartwychwstał w niedzielę po 14. nizan. Tę praktykę za św. Janem Apostołem przyjął Kościół w Małej Azji i obchodził uroczystości wielkanocne w dwa dni po 14. nizan. Zwolenników takiego terminu Świąt Wielkanocnych nazywano kwartodecymanami.
Praktyka Kościoła na Zachodzie była inna. Uroczystości wielkanocne obchodzono w niedzielę po 14. nizan, natomiast pamiątkę śmierci Chrystusa czczono w piątek przed niedzielą. Należy zauważyć, iż Kościoły małoazjatyckie, podkreślając dogmatyczny punkt widzenia, obchodziły dzień śmierci Chrystusa jako dzień radości - odkupienia. Zachód zaś akcentował mocniej punkt widzenia historyczny i obchodził dzień śmierci Chrystusa jako dzień żałoby, smutku, postu.
Nie można nie wspomnieć o trzeciej grupie chrześcijan, o tzw. protopaschistach, którzy po zburzeniu Jerozolimy nie trzymali się ściśle kalendarza żydowskiego i często obchodzili uroczystości wielkanocne przed 14. nizan.
Biskup Smyrny Polikarp w 155 r. udał się do Rzymu, do papieża Aniceta, w celu ustalenia jednego terminu Świąt Wielkanocnych dla całego Kościoła. Do porozumienia jednakże nie doszło. Sprawa odżyła w 180 r., za papieża Wiktora, kiedy opowiedziano się za niedzielnym terminem Wielkanocy. Papież polecił - pod karą ekskomuniki - przestrzegać nowo ustalonego terminu święcenia Wielkanocy. Mimo tego polecenia, metropolia efezka z biskupem Polikarpem na czele trzymała się nadal praktyki 14. nizan. Zanosiło się nawet na schizmę, ale nie doszło do niej dzięki zabiegom św. Ireneusza, biskupa Lyonu.
Dopiero na I soborze powszechnym w Nicei (325 r.) przyjęto dla całego Kościoła praktykę rzymską. Uchwały Soboru nie zlikwidowały jednak różnic pomiędzy Kościołami wschodnimi i zachodnimi. Należy pamiętać, że Rzym i Aleksandria używały odmiennych metod obliczania daty. Metoda aprobowana przez Rzym zakładała zbyt wczesną datę równonocy - 18 marca, gdy tymczasem Aleksandryjczycy ustalili ją poprawnie.
By położyć kres tej dwoistości, Synod Sardycki (343 r.) podniósł na nowo kwestię dnia wielkanocnego, ustalając wspólną datę na 50 lat. Inicjatywa przetrwała jednak zaledwie kilka lat. Po raz kolejny spór próbował zażegnać cesarz Teodozjusz (346--395). Prosił biskupa aleksandryjskiego Teofilosa o wyjaśnienie różnic. W odpowiedzi biskup, opierając się na metodzie aleksandryjskiej, sporządził tabelę chronologiczną świąt Wielkanocy. Jego zaś kuzyn, św. Cyryl, kontynuując dzieło wuja, wskazał przy okazji, na czym polegał błąd metody rzymskiej. Metoda aleksandryjska uzyskała pierwszeństwo i została zaakceptowana dopiero w połowie V w.
Z polecenia archidiakona Hilarego, Wiktor z Akwitanii w 457 r. rozpoczął pracę nad pogodzeniem metody rzymskiej i aleksandryjskiej. Hilary, już jako papież, zatwierdził obliczenia Wiktora z Akwitanii i uznał je za obowiązujące w Kościele. Od tego czasu obydwa Kościoły obchodziły Wielkanoc w tym samym czasie.
Największego przełomu w zakresie ustalenia daty Wielkanocy dokonał żyjący w VI w. scytyjski mnich, Dionysius Exiguus (Mały). Stworzył on chrześcijański kalendarz, rozpoczynając rachubę lat od narodzenia Chrystusa. To nowe ujecie chronologii zapanowało w Europie na dobre w XI w., a w świecie greckim dopiero w XV w. Chcąc uzyskać datę Wielkanocy, średniowieczny chronolog znalazł tzw. złotą liczbę danego roku (tj. kolejny numer roku w 19-letnim cyklu lunarnym), a potem sprawdzał w tabelach datę pełni księżyca. Znalazłszy ją, szukał pierwszej pełni po równonocy, czyli po 21 marca. Potem sprawdzał tabelę tzw. liter niedziel, która podawała datę Niedzieli Wielkanocnej.
Również Mikołaj Kopernik, na zamku w Olsztynie, gdzie przebywał przez pięć lat, własnoręcznie wykonał tablicę astronomiczną, na której wykreślił równonoc wiosenną. Było to ważne m.in. przy ustalaniu Wielkanocy.
Po XVI-wiecznej reformie kalendarza i wprowadzeniu w 1582 r. kalendarza gregoriańskiego po raz kolejny rozeszły się drogi Wschodu i Zachodu. Niedokładność kalendarza juliańskiego spowodowała przesunięcie względem rzeczywistej daty wiosennej równonocy, dziś wynoszące 13 dni.
Pod koniec XX i na początku XXI w. można zauważyć tendencje do wprowadzenia stałej daty Wielkanocy. Takie propozycje przedstawiano już na forum Ligi Narodów i Organizacji Narodów Zjednoczonych. Dał temu też wyraz w Konstytucji o liturgii II Sobór Watykański oraz patriarcha Konstantynopola Atenagora I w wielkanocnym orędziu z 1969 r., wzywając do usuwania różnic pomiędzy Kościołami i ustalenia wspólnej daty Wielkanocy.
Spośród proponowanych stałych dat sugerowana jest najczęściej druga niedziela Wielkanocy, co pokrywałoby się z ogólnym trendem ustaleń daty śmierci Chrystusa na dzień 3 kwietnia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kraków: 150. urodziny Józefa Mehoffera

2019-03-22 11:58

Maria Fortuna-Sudor

We wspomnienie św. Józefa w Domu Mehoffera, przy ul. Krupniczej (oddz. MNK) zostały zorganizowane 150. urodziny wszechstronnego twórcy; malarza, grafika, projektanta witraży. Był urodzinowy tort, były prezenty.

Maria Fortuna-Sudor
Wiesław Zadęcki opowiadał o swym ojcu chrzestnym Józefie Mehofferze.

Na urodziny przybył z Zabrza chrześniak artysty, Wiesław Zadęcki, który przekazał w darze Muzeum Narodowemu w Krakowie dziewięć prac swego ojca chrzestnego. Pochodzą one z kolekcji rodziców ofiarodawcy – Haliny i Stanisława Zadęckich, przyjaciół Józefa Mehoffera. Jak podkreślano, są to dzieła różnorodne; studia portretów i szkice do witraży fryburskich. Już za kilka miesięcy będzie można je oglądać w Domu Mehoffera, w ramach czasowej ekspozycji.

Chrześniak Józef Mehoffera wspominał czasy, kiedy w ich domu bywał malarz, także w okresie II wojny światowej. Opowiadał, że świętował on imieniny i z tej okazji w tym trudnym i tragicznym czasie mama p. Wiesława cudem zdobywała potrzebne składniki i piekła z nich pachnącą babkę, którą chłopiec zanosił do domu przy Krupniczej, gdzie był częstym gościem, a w ogrodzie chętnie bawił się z psem Mehofferów.

Prezentem urodzinowym była okolicznościowa kartka pocztowa, na której znajduje się reprodukcja „Czerwonej parasolki” (jednego z najważniejszych dzieł Mehoffera, które ukazuje widok sprzed dworku Mehofferów w Jankówce koło Wieliczki), a w miejscu na znaczek umieszczono reprodukcję autoportretu artysty. Uczestniczący w spotkaniu mogli obydwa oryginalne dzieła podziwiać w salonie, gdzie zorganizowano urodziny. Odnosząc się do prezentowanej karty, Andrzej Bodziony, szef Poczty Polskiej w Krakowie, podkreślił: – Do obiegu trafia niezwykłe dzieło sztuki. I zaznaczył: – Emitowane przez nas znaczki i karty doceniają kolekcjonerzy na całym świecie. Dzięki temu są one niezwykłymi ambasadorami naszej historii i kultury.

Józef Mehoffer był twórcą uprawiającym różne gatunki sztuki, m.in. grafikę artystyczną, malarstwo sztalugowe. Projektował afisze, malował portrety. W jego twórczości poczesne miejsce zajmowały także dzieła o tematyce sakralnej. W krakowskim kościele mariackim i w katedrze wawelskiej można podziwiać witraże zaprojektowane przez Mehoffera, a w kościele franciszkanów, w kaplicy Męki Pańskiej warto się pomodlić przy stacjach Drogi Krzyżowej namalowanych przez twórcę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem