Reklama

Nowy Testament

Papież przekazał 100 tys. euro na pierwszy klasztor prawosławny w Austrii

2018-03-01 13:15

ts (KAI) / Sankt Andrä am Zicksee

Grzegorz Gałązka

Papież Franciszek wspiera budowę pierwszego klasztoru prawosławnego w Austrii. Planowany jest on w miejscowości Sankt Andrä am Zicksee w austriackim Burgenlandzie. Czek opiewający na sumę stu tysięcy euro przekazał w ramach uroczystości ekumenicznej 28 lutego w Wiedniu przewodniczący Papieskiej Rady ds. Popierania Jedności Chrześcijan, kard. Kurt Koch.

Papieski dar odebrali honorowy zwierzchnik prawosławia, patriarcha Bartłomiej I oraz prawosławny metropolita Wiednia Arseniusz (Kardamakis). Uroczystość odbyła się w prawosławnej katedrze w Wiedniu w ramach obchodów jubileuszu 50-lecia ustawy o prawosławiu w Austrii.

Kard. Koch określił klasztor jako – być może – „kamień milowy na drodze do jedności Kościołów”. Poinformował też, że papież Franciszek od początku pozytywnie odnosił się do planu budowy pierwszego prawosławnego klasztoru w Austrii.

Reklama

Podziękowanie za wielkoduszne wsparcie przekazał papieżowi patriarcha Bartłomiej. Przypomniał, że wiąże go z papieżem Franciszkiem głęboka przyjaźń i braterstwo.

Prace nad budową klasztoru rozpoczną się niebawem, szczegółowe plany nie są jeszcze znane.

Tagi:
klasztor

Jak biecki zakonnik nie zdążył odprawić Mszy...

2018-08-21 12:27

Arkadiusz Bednarczyk
Edycja rzeszowska 34/2018, str. IV

Klasztor Reformatów w Bieczu posiada ciekawą historię. Ponoć o północy zjawia się tutaj duch jednego ze zmarłych zakonników; podziemia świątyni kryją prochy jednego z najwybitniejszych poetów polskiego baroku; z tym miejscem związał swoje życie br. Alojzy Kosiba, znany z filmu „Braciszek”...

Arkadiusz Bednarczyk
Klasztor bieckich reformatów

Jedną z gałęzi zakonu franciszkańskiego są reformaci. Reformaci przybyli do Biecza w 1624 r. Zakonnicy prowadzili bardzo surowy tryb życia. Trzy razy w tygodniu praktykowali wspólne biczowanie, a w refektarzu zakonnym odbywano wyznawanie win wobec przełożonych. W celach braci, przynajmniej do początków XIX stulecia, nie było pieców, a bracia, nawet zimą, nosili na nogach sandały. W klasztorze przestrzegano także ścisłego milczenia o określonych porach dnia i w określonych miejscach. Niepokornym i gadatliwym nowicjuszom zakładano na usta drewniane wędzidła i zasłaniano oczy chustą...

Co starosta biecki przywiózł z Rzymu

Obecny klasztor Reformatów w Bieczu wzniesiony został w siedemnastym stuleciu na miejscu dawnego zamku starościńskiego podarowanego zakonnikom przez starostę bieckiego Jana Wielopolskiego. Papież Innocenty XI dał Janowi Wielopolskiemu obraz olejny Ukrzyżowanego z błogosławieństwem. Jest to kopia z obrazu znajdującego się w Rzymie poświęconego przez papieża Urbana VIII. Jan Wielopolski umieścił obraz we dworze w Kobylance. Malowidło zasłynęło wkrótce cudami. Za obrazem szło szczęście i błogosławieństwo papieża. Historyk dziewiętnastowieczny Szczęsny Morawski opisywał, że „był to dzień św. Ambrożego 7 grudnia 1655 r. Matka starosty Jana – Barbara Wielopolska – przyjechała wówczas do Kobylanki. Przybyli także Ojcowie Reformaci z Biecza. Nagle nad kaplicą ukazał się jasny blask”. I dalej informował, że „wszyscy myśleli, że to pożar; dopiero ojciec Reklewski wyszedłszy na dach kaplicy dworu, ujrzał, że to cudowna łuna. Innym zaś razem miał ukazać się krwawy chleb, który odstraszył od Kobylanki zbójów...”.

Niebiański biskup reformata

Z klasztorem Reformatów w Bieczu związana jest osoba Franciszka Kwintowicza, bohaterskiego reformaty; gdy w siedemnastym stuleciu miasto nawiedziła zaraza morowa i zabrakło kapłanów przy farze, „nie mając żadnego względu na swoje życie, podjął się zapowietrzonym służyć, spowiedzi słuchając, Najświętszy Sakrament rozdając i do szczęśliwej śmierci ludzi umierających przyprawując”. Obiecał również odprawiać kilkadziesiąt Mszy za spokój dusz zmarłych na zarazę. Zaraził się jednak chorobą i wkrótce zmarł. Pochowany na cmentarzu „u fary pod krzyżem” ukazał się kilka dni po śmierci gwardianowi tutejszych reformatów w szatach biskupich z infułą i pastorałem. Zdumiony ojciec gwardian odrzekł: „Ojcze, wszakżeście na świecie nie byli biskupem?”. Odparł mu Kwintowicz, iż tutaj w niebie dana mu jest chwała świętych biskupów, w nagrodę za to, że tak gorliwie urząd pasterski w Kościele Bożym sprawował... Za ofiarną pracę został więc zaliczony w poczet biskupów i wciąż zjawiał się po śmierci w tutejszym kościele, odprawiając Msze za zmarłych, których za życia nie zdążył odprawić.

Trudny czas konfederacji

W czasie konfederacji barskiej, w kwietniu 1770 r., kiedy to konfederaci wycofywali się po bitwie pod Siepietnicą w kierunku Biecza, w pogoń za konfederackimi wojskami Kozacy otoczyli kościół Reformatów, wdarli się do świątyni, z cel wywlekali zakonników i bili ich, żądając pieniędzy.

Choć kościół Reformatów jak każda świątynia tego zakonu odznacza się skromnością, to jednak kryje w swoim wnętrzu zabytki sztuki sakralnej. W prezbiterium znajduje się obraz namalowany w kręgu uczniów samego El Greca – „Zdjęcie z krzyża”. W świątyni znajduje się figurka Matki Bożej w stroju szlachcianki z XVI wieku. Tutaj także pochowany jest poeta Wacław Potocki, arianin, później katolik, poeta. W 1672 r. został komendantem obrony Biecza przed Tatarami. Zmarł w 1696 r. W Bieczu urodził się i był później prowincjałem zakonu Reformatów Ambroży Stalicki, który polecił spisać kronikę klasztoru bieckiego, sam będąc przez pewien czas jego gwardianem. Z bieckim klasztorem związany jest brat Alojzy (Piotr) Kosiba, którego postać spopularyzowano w filmie pt. „Braciszek”. Urodzony w Libuszy, uczęszczał do szkoły w Bieczu, następnie uczył się zawodu szewskiego. Często po pracy w warsztacie szewskim zaglądał do tutejszej świątyni Reformatów, gdzie przyglądał się życiu i modlitwie tutejszych zakonników. 26 maja 1878 r. Alojzy Kosiba został przyjęty do zakonu reformatów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Franciszek: nie zabijać to pierwszy krok ku miłości

2018-10-17 10:49

st (KAI) / Watykan

O piątym przykazaniu Bożym - „nie zabijaj” jako powołaniu do miłości mówił Ojciec Święty podczas dzisiejszej audiencji ogólnej w Watykanie. Papież kontynuował cykl katechez o Dekalogu. Jego słów na placu św. Piotra wysłuchało dziś około 18 tys. wiernych.

Grzegorz Gałązka

W swojej katechezie Franciszek nawiązał do Jezusowego wykładu piątego przykazania w Mt 5,21-24, gdzie Pan wskazuje, że każdy, kto się gniewa na swego brata, podobnie jak zabójca podlega sądowi. Wskazał, że dlatego właśnie św. Jan napisał: „Każdy, kto nienawidzi swego brata, jest zabójcą” (1 J 3, 15). Papież zaznaczył, że Pan Jezus dodał, iż nawet ci, którzy znieważają i wyszydzają, mogą zabijać, nakazując, byśmy zanim złożymy dar Bogu pojednali się z bratem.

Ojciec Święty stwierdził, że „za każdym razem, gdy wyrażamy brak zainteresowania życiem innych, za każdym razem, gdy nie kochamy, w głębi pogardzamy życiem. Nie kochać to pierwszy krok do zabicia; a nie zabijać to pierwszy krok do miłości”. Przypomniał, że pierwszy zabójca Kain, pytany przez Boga o swego brata Abla, którego zamordował odpowiada „Nie wiem. Czyż jestem stróżem brata mego?” (Rdz 4, 9). Podkreślił, że słowa obojętności charakteryzują mowę zabójcy. Tymczasem my mamy być stróżami jedni drugich.

Franciszek przypomniał, że ludzkie życie potrzebuje miłości wyrażającej się w miłosierdziu i przebaczeniu. „Jeśli zabijanie oznacza zniszczenie, zgładzenie, eliminowanie kogoś, to «nie zabijaj» będzie oznaczało uzdrowienie, dowartościowanie, włączanie i przebaczanie” – powiedział papież.

Ojciec Święty zaznaczył, że od człowieka wymaga się nie tylko, by nie czynił zła, ale także aby czynił przygotowane dla siebie dobro. „«Nie zabijaj» jest wezwaniem do miłości i miłosierdzia, jest wezwaniem do życia zgodnie z Panem Jezusem, który oddał za nas życie i dla nas zmartwychwstał” – stwierdził Franciszek.

„W Nim, w Jego miłości silniejszej niż śmierć i mocą Ducha Świętego, którego daje nam Ojciec, możemy przyjąć słowo „Nie zabijaj” jako najważniejszy i zasadniczy apel: czyli nie zabijaj oznacza powołanie do miłości” – powiedział papież na zakończenie swojej katechezy.



Oto tekst papieskiej katechezy w tłumaczeniu na język polski:

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Dzisiaj chciałbym kontynuować katechezę na temat piątego Słowa Dekalogu: „Nie zabijaj”. Podkreśliliśmy już, że przykazanie to ukazuje, iż w oczach Boga ludzkie życie jest cenne, święte i nienaruszalne. Nikt nie może pogardzać życiem innych czy też swoim własnym. Człowiek nosi bowiem w sobie obraz Boga i jest przedmiotem Jego nieskończonej miłości, niezależnie od tego jakie byłyby warunki, w jakich został powołany do istnienia.

W usłyszanym właśnie fragmencie Ewangelii Jezus objawia nam jeszcze głębszy sens tego przykazania. Stwierdza, że przed trybunałem Boga także gniew przeciwko bratu jest formą zabójstwa. Dlatego właśnie apostoł Jan napisze: „Każdy, kto nienawidzi swego brata, jest zabójcą” (1 J 3, 15). Ale Jezus na tym się nie zatrzymuje, i zgodnie z tą samą logiką dodaje, że nawet ci, którzy znieważają i wyszydzają, mogą zabijać. A my nawykliśmy do znieważania. To prawda znieważanie innych przychodzi nam tak, jakby było oddechem. A Jezus nam mówi: zatrzymaj się, bo zniewaga wyrządza zło, zabija. Pogardzanie. „Ja tymi ludźmi, tym człowiekiem pogardzam”- ależ jest to pewna forma zabijania godności osoby. Wspaniale byłoby, żeby to nauczanie Jezusa weszło do umysłu i serca każdego z nas i abyśmy postanowili, że nigdy nikogo nie będziemy znieważali. Byłoby to piękne postanowienie! Jezus mówi tutaj: uważaj – jeśli gardzisz, jeśli znieważasz, jeśli nienawidzisz - to jest zabójstwo.

Żaden ludzki kodeks nie zrównuje tak różnych czynów przypisując im ten sam stopień osądu. I konsekwentnie Jezus zachęca nas, abyśmy przerywali składanie ofiary w świątyni, jeśli pamiętamy, że brat nosi urazę przeciwko nam, aby pójść i szukać go oraz pojednać się z nim. Także my kiedy idziemy na Mszę św. powinniśmy mieć tę postawę pojednania wobec osób, z którymi mieliśmy problemy, o których źle myśleliśmy, które znieważaliśmy. Ale często kiedy czekamy na przyjście kapłana, aby odprawił Mszę świętą plotkujemy i źle mówimy o innych. Tego nie wolno czynić! Pomyślmy, jak ciężkim przewinieniem jest znieważanie, pogardzanie, nienawiść. Jezus stawia je na linii zabójstwa.

Co Jezus pragnie powiedzieć, rozszerzając aż do tego stopnia zakres Piątego Słowa? Człowiek ma szlachetne, bardzo wrażliwe życie i posiada najskrytsze „ja”, nie mniej ważne niż jego istnienie fizyczne. Istotnie by urazić niewinność dziecka wystarczy niewłaściwe zdanie. Dla zranienia kobiety wystarczy gest oziębłości. By złamać serce młodej osoby wystarczy odmówić jej zaufania. Aby unicestwić człowieka, wystarczy go zignorować. Obojętność zabija. To jakby powiedzieć innej osobie: jesteś dla mnie martwy, bo zabiłeś go w swoim sercu. Nie kochać to pierwszy krok do zabicia; a nie zabijać to pierwszy krok ku miłości.

Na początku Biblii czytamy to straszne zdanie, które wyszło z ust pierwszego zabójcy, Kaina po tym, jak Pan zapytał go, gdzie jest jego brat. Kain odpowiedział: „Nie wiem. Czyż jestem stróżem brata mego?” (Rdz 4, 9) [1]. Tak mówią mordercy: „to mnie nie dotyczy”, „to twoje sprawy” i tym podobne. Spróbujmy odpowiedzieć na to pytanie: czy jesteśmy stróżami naszych braci? Tak, jesteśmy! Jesteśmy stróżami jedni drugich! To jest droga życia, to jest droga, by nie zabijać.

Ludzkie życie potrzebuje miłości. A czym jest prawdziwa miłość? Jest tym właśnie, co ukazał nam Chrystus to znaczy miłosierdziem. Miłość, bez której nie możemy się obyć to ta, która przebacza, która akceptuje tych, którzy nas skrzywdzili. Nikt z nas nie przeżyje bez miłosierdzia, wszyscy potrzebujemy przebaczenia. Tak więc, jeśli zabijanie oznacza zniszczenie, zgładzenie, eliminowanie kogoś, to „nie zabijaj” będzie oznaczało uzdrowienie, dowartościowanie, włączanie a także przebaczanie.

Nikt nie może się łudzić myśląc: „Jestem w porządku, bo nie czynię nic złego”. Taki typ egzystencji jest właściwy dla minerału lub rośliny, tego bruku tutaj na placu św. Piotra, które nie czynią nic złego, ale nie dla człowieka, nie dla kobiety czy mężczyzny. Od człowieka wymaga się więcej. Istnieje dobro, które należy uczynić, przygotowane dla każdego z nas, każdemu sobie właściwe, które nas dogłębnie czyni samymi sobą. „Nie zabijaj” jest wezwaniem do miłości i miłosierdzia, jest wezwaniem do życia zgodnie z Panem Jezusem, który oddał za nas życie i dla nas zmartwychwstał.

Kiedyś my wszyscy zgromadzeni tutaj na placu powtarzaliśmy zdanie pewnego świętego dotyczące tej kwestii. Może nam dopomoże: „Nie czynienie zła jest rzeczą dobrą, ale nie czynienie dobra nie jest dobre”. Zawsze powinniśmy czynić dobro i wychodzić dalej.

On, który przyjmując ludzkie ciało uświęcił naszą egzystencję; On, który swoją krwią uczynił ją bezcenną; On, „Stwórca życia” (Dz 3, 15), dzięki któremu każdy jest darem Ojca. W Nim, w Jego miłości silniejszej niż śmierć i mocą Ducha Świętego, którego daje nam Ojciec, możemy przyjąć słowo „Nie zabijaj” jako najważniejszy i zasadniczy apel: czyli nie zabijaj oznacza powołanie do miłości. Dziękuję.

PRZYPISY:

1.Por. Katechizm Kościoła Katolickiego, 2259: „Pismo święte w opisie zabójstwa Abla przez jego brata Kaina ukazuje od początku historii ludzkości obecność w człowieku gniewu i pożądliwości, skutków grzechu pierworodnego. Człowiek stał się nieprzyjacielem swego bliźniego. Bóg osądza zbrodniczość tego bratobójstwa: «Cóżeś uczynił? Krew brata twego głośno woła ku Mnie... Bądź więc teraz przeklęty na tej roli, która rozwarła swą paszczę, aby wchłonąć krew brata twego, przelaną przez ciebie» (Rdz 4,10-11)”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

90 lat temu urodził się ks. Kotlarz - niezłomny kapłan i męczennik czasów komunizmu

2018-10-17 19:35

rm / Radom (KAI)

90 lat temu urodził ks. Roman Kotlarz - niezłomny kapłan i męczennik czasów komunizmu. Starania o rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego kapłana popierają polscy biskupi, którzy stosowną decyzję podjęli na czerwcowym posiedzeniu Konferencji Episkopatu Polski. O ks. Kotlarzu powstaje także film pt. "Klecha".

Jarosław Kruk / wikipedia.pl
Tablica pamiątkowa poświęcona ks. R. Kotlarzowi umieszczona w centrum Koniemłot

Ks. Roman Kotlarz jest jednym z bohaterów protestu robotniczego w czerwcu 1976 roku. Do dziś pozostaje w pamięci wielu osób symbolem walki robotników o wolność i godność ludzkiego życia. Od wielu lat wierni modlą się o jego rychłą beatyfikację.

Ks. Roman Kotlarz (1928-1976) 25 czerwca 1976 r. znalazł się - jak sam pisał - "świadomie i dobrowolnie" w ogromnej rzeszy strajkujących z Zakładów Metalowych Waltera w Radomiu. Następnie ze schodów kościoła Świętej Trójcy błogosławił protestujących robotników w czasie manifestacji.

Po wydarzeniach Czerwca '76 ks. Kotlarz modlił się w parafii w Pelagowie wraz z wiernymi w intencji pobitych, aresztowanych i usuwanych z pracy robotników. W kazaniach domagał się szacunku dla człowieka i jego pracy, piętnował kłamstwo i brak sprawiedliwości w PRL. Wzywany na przesłuchania, przechodził "ścieżki zdrowia", kilkakrotnie w okrutny sposób został pobity do nieprzytomności przez "nieznanych sprawców".

15 sierpnia 1976 r. ks. Kotlarz odprawiał w parafii w Pelagowie Mszę św. za zamordowanych i pobitych robotników. W jej trakcie zasłabł. Po trzydniowym pobycie w szpitalu zmarł 18 sierpnia. Sekcja zwłok wykazała, że przyczyną zgonu była niewydolność mięśnia sercowego. Mimo wielu świadectw o znęcaniu się nad księdzem, lekarze nie stwierdzili obrażeń mogących powstać po pobiciu.

W 1981 r. po licznych protestach wiernych, władze wszczęły śledztwo w sprawie śmierci kapłana, które po kilku miesiącach dochodzenia zakończyło się umorzeniem. W 1990 r. prokuratura wojewódzka w Radomiu wznowiła śledztwo, ale i ono zostało umorzone, chociaż prokuratorzy przesłuchali prawie wszystkich funkcjonariuszy SB zajmujących się w Radomiu zwalczaniem Kościoła katolickiego.

Ks. Roman Kotlarz został pośmiertnie odznaczony przez Prezydenta RP jednym z najwyższych polskich odznaczeń, Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski, za wybitne zasługi w działalności na rzecz przemian demokratycznych w Polsce.

Obecnie powstaje film o ks. Kotlarzu pt. "Klecha". Obraz dotyczy wydarzeń z protestu radomskich robotników w czerwcu 1976 r. W filmie występuje plejada znakomitych aktorów, m.in. Piotr Fronczewski, Mirosław Baka jako ks. Kotlarz, Artur Żmijewski, Danuta Stenka, Wojciech Pszoniak i Jan Peszek.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem