Reklama

Nowy Testament

Biskupi o Marcu 1968

2018-03-05 10:52

Tomasz Wiścicki / Warszawa (KAI)

marzec1968.pl/IPN

Przedstawiając reakcję polskich biskupów na Marzec 1968 trzeba pamiętać, że pod tym określeniem kryła się bardzo złożona rzeczywistość – pisze Tomasz Wiścicki w swej analizie dotyczącej stosunku kard. Stefana Wyszyńskiego i polskiego Episkopatu w związku z wydarzeniami Marca 1968 r.

Po pierwsze, były więc wówczas protesty studentów, zapoczątkowane fermentem w środowisku nazwanym później „komandosami”, które przerodziły się w manifestacje po zdjęciu przez władze z afisza „Dziadów” w reżyserii Kazimierza Dejmka w warszawskim Teatrze Narodowym. 8 marca odbył się wiec na UW z hasłami powrotu spektaklu oraz przywrócenia relegowanych studentów Adama Michnika i Henryka Szlajfera, a brutalne rozpędzenie zgromadzenia rozszerzyło zajścia na cały kraj, powodując wybuch studenckiego buntu z hasłami wolnościowymi. Władza zareagowała brutalnymi represjami.

Po drugie, w aparacie partyjnym trwała walka o władzę, o podłożu głównie pokoleniowym, która spowodowała krótkotrwały, jak się okazało, triumf związanej z ministrem spraw wewnętrznych Mieczysławem Moczarem frakcji zwanej „partyzantami”, posługującej się hasłami z jednej strony – patriotycznymi, z drugiej – antysemickimi. Marzec znacząco osłabił pozycję rządzącego od 1956 Władysława Gomułki i wzmocnił ówczesnego I sekretarza Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Katowicach Edwarda Gierka, co dwa lata później spowodowało zmianę na stanowisku I sekretarza Komitetu Centralnego i wielkorządcy PRL.

Po trzecie wreszcie, skutkiem antysemickiej czystki była masowa emigracja osób pochodzenia żydowskiego. Czystka ta przez jej sprawców przedstawiana była jako pozbycie się dawnych stalinistów, jednak argumentem tym posługiwano się instrumentalnie, skoro najważniejszych stalinistów odsunięto od władzy już w 1956, a na epitet ten zasługiwali też z pewnością „moczarowcy”, ponadto do emigracji zmuszano także ludzi, którzy ze stalinizmem nie mieli nic wspólnego.

Reklama

Wszystko to działo się w warunkach komunistycznego monopolu na informację, tajemnicy otaczającej działanie partyjnego aparatu i wszechobecnej, nachalnej propagandy, co utrudniało odczytanie sensu dziejących się wydarzeń.

Studenci mają rację

Pierwsza reakcja prymasa Wyszyńskiego na wieść o zakazie dalszego wystawiania „Dziadów”, jaką odnotował w swych „Zapiskach”, była druzgocąca. Po spotkaniu z posłem koła „Znak” Jerzym Zawieyskim 29 lutego zapisał: „Po śniadaniu rozmowa o sytuacji, wytworzonej decyzją Rządu o . Cały Rząd , zrobił sobie niepotrzebnie zatarg ze światem literackim, który właśnie dziś ma zebranie w ZLP”.

Nie brak indywidualnych opinii biskupów traktujących studenckie wystąpienia z sympatią i zrozumieniem. Komentując wydarzenia na posiedzeniu Komisji Głównej Episkopatu 19 kwietnia bp Franciszek Jop stwierdził: ,,Odnosi się wrażenie, że jest to gra partyjna, za wyjątkiem oczywiście wystąpień studentów”. Jednak na pierwszą publiczną wypowiedź trzeba było poczekać. Wprawdzie już 11 marca prymas miał wygłosić kazanie w warszawskim akademickim kościele św. Anny, jednak odwołał swoje wystąpienie. W pobliżu kościoła trwały zamieszki i mógłby tam dotrzeć tylko pod milicyjną eskortą, a w takim przypadku – jak odnotował – „straci twarz”.

Prymas Wyszyński chciał zrozumieć, co właściwie się dzieje i dlaczego władza zareagowała tak brutalnie. 14 marca mówił do warszawskich księży dziekanów, że jeszcze nie wiadomo, czy bunt młodzieży jest spontaniczny, czy też wynika z rozgrywek we władzy. „Młodzieży naszej okażemy jak najwięcej zrozumienia. Nie będziemy jej potępiali, ale jednocześnie po bratersku, życzliwie, będziemy ją zachęcali do roztropności, pokoju i umiaru” – podsumował prymas. Cztery dni później, 18 marca, po konsultacjach ze Stanisławem Stommą i Antonim Marylskim, uznał, że represje są wynikiem walk wewnętrznych w partii.

Ostatecznie tego samego 18 marca prymas po raz pierwszy wypowiedział się publicznie – u św. Anny wygłosił modlitwę za młodzież „cierpiącą w szpitalach i więzieniach” oraz o to, by rządzący nie zapomnieli, że „sprawować władzę to znaczy z pokorą służyć człowiekowi”.

Dzień później, 19 marca, prymas na posiedzeniu Komisji Głównej Episkopatu, stwierdził, że – mimo zalet niezaangażowania Kościoła – „absolutnie trzymanie się na boku w wymiarze historycznym jest niecelowe” wobec konieczności oceny wydarzeń z punktu widzenia moralnego i doktrynalnego, w perspektywie przyszłości. Zgodnie z tą opinią prymasa, 21 marca episkopat wystosował dwa listy – do premiera Cyrankiewicza i do wiernych.

Pismo do władzy utrzymane było w tonie kategorycznym. Biskupi pisali, że budząca jak najgorsze skojarzenia pałka gumowa nie może jako narzędzie władzy zastąpić rozsądku i sprawiedliwości społecznej. Wezwali, by rządzący uwolnili uwięzionych, zrezygnowali z drastycznych metod karania i śledztw, obiektywnie informowali społeczeństwo oraz wpłynęli na „władze bezpieczeństwa, by nie stosowały anachronicznych środków represji, tak bardzo skompromitowanych we wspomnieniach naszego narodu”, co było czytelną aluzją do stalinizmu.

Łagodniejszych, ale też jednoznacznych słów użyli biskupi w liście pasterskim. Przez cały czas istnienia PRL wierni byli zasadzie, by ich słowa nie sprowokowały publicznych wystąpień – a wtedy takie wystąpienia już trwały. Biskupi bronili więc praw do prawdy, wolności, sprawiedliwości i miłości – należnych zarówno każdej osobie, jak i społeczeństwu. Zapewnili, że modlą się z młodzieżą i za nią, nie pozostawiając wątpliwości, jaka była przyczyna wydania listu. Wzywali, by dzielące ludzi kwestie rozstrzygać w dialogu, a nie siłą. „Tylko taka metoda może prowadzić do unikania dyskryminacji, a nade wszystko do znajdowania prawdy i sprawiedliwości w stosunkach pomiędzy ludźmi. Tylko ta metoda odpowiada godności człowieka, w niej bowiem dochodzi do głosu jego siłą moralna. (…) Brutalne użycie siły uwłacza godności ludzkiej i zamiast służyć utrzymaniu pokoju rozjątrza tylko bolesne rany” – podsumowywali biskupi.

Sam prymas kilkakrotnie publicznie chwalił protestującą młodzież za jej dojrzałość, wyrażającą się zarówno w świadomości należnych jej praw, jak i w umiarze i realizmie, z jakim się o nie upomniała. Przemawiając 18 kwietnia do grupy maturzystów, jednoznacznie uznał postulaty młodzież za uzasadnione. „Pokładamy w was wielką nadzieję! (…) Można wam ufać i na przyszłość” – zapewniał prymas maturzystów. Trafna wydaje się opinia prof. Jana Żaryna, który uznał, że w protestującej w Marcu 1968 młodzieży prymas Wyszyński dostrzegł „nowych ludzi plemię”, o które modlił się w czasie Milenium dwa lata wcześniej.

Pomarcowe uderzenie władzy wymierzone było w wolność nauki, głównie filozofii i nauk społecznych. 19 kwietnia, na posiedzeniu Komisji Głównej Episkopatu, prymas mówił kategorycznie: „Muszą nas obchodzić dzieje wydziałów filozoficznych na uczelniach. Wchodzi w grę zagadnienie wolności myślenia. Brak wolności filozoficznej wpływa na zniekształcenie kultury narodowej. Filozofowanie wyzwala i doprowadza do osiągnięć humanistycznych. Obrona wolności myślenia jest postulatem doktrynalnym” – stanowczo podsumował prymas Wyszyński.

Posłowie koła „Znak” już 11 marca złożyli interpelację do premiera Józefa Cyrankiewicza pytając go, co zamierza zrobić dla ustalenia winnych brutalności milicji i powściągnięcia represji oraz jak zamierza odpowiedzieć na postulaty protestujących dotyczące demokratyzacji i zmiany polityki kulturalnej. Jedyną odpowiedzią był brutalny atak na posłów katolickich podczas posiedzenia sejmu miesiąc później.

Prymas jednoznacznie poparł zaatakowanych, mimo że do koła „Znak” odnosił się z (odwzajemnianą) rezerwą. Do Jerzego Zawieyskiego napisał w liście: „Twoje wystąpienie w Sejmie było czynem niemal Reytanowskim na tle obłędnego tańca . Śmiech pierwszego sekretarza w momencie Twojej Obrony Człowieka był wyrazem tragizmu człowieczeństwa w Polsce… Mówiłeś nie tylko Ty sam – mówił naród, który chce być wolnym…”. Prymas Wyszyński wsparł też listem Stefana Kisielewskiego, który za użycie na zebraniu Związku Literatów Polskich określenia „dyktatura ciemniaków” został pobity przez tzw. nieznanych sprawców, czyli po prostu SB.

Nie wyręczać polityków

Biskupom bardzo zależało na tym, by nie dać się wykorzystać w wewnętrznej rozgrywce w aparacie władzy. Prymas i pozostali biskupi bardzo starannie ważyli słowa ( i gesty), by ich głos nie mógł być odebrany jako wsparcie którejkolwiek z walczących stron. „Musimy mieć dużo spokoju, by utrzymać się w równowadze. Nie możemy działać pod wpływem gorączkowych sugestii, nie możemy opowiadać się za tą czy inną frakcją Spieszyć się z jakimś znakiem zaufania wobec X+Y nieznanych byłoby rzeczą ryzykowną. Episkopat musi być wolny w podejmowaniu decyzji od subiektywizmu i namiętności doradców” – mówił jednoznacznie prymas 19 kwietnia, na posiedzeniu Komisji Głównej Episkopatu. Inni biskupi byli zresztą tego samego zdania.

Najwyraźniej nie zrozumiał tego Jerzy Zawieyski, który na początku kwietnia, jeszcze nie wiedząc, co władze szykują posłom „Znaku”, prosił prymasa, by ten wsparł Gomułkę, ni mniej ni więcej, tylko zapraszając do Polski Pawła VI! Gdy spotkał się z odmową, zaproponował prymasowi spotkanie z I sekretarzem. Kardynał, który ostatni raz rozmawiał z nim w 1963 r., uznał, że wobec walk wewnętrznych w partii takie spotkanie oznaczałoby wsparcie Gomułki w bieżącej walce, czego czynić nie zamierzał. Z tych samych powodów równie krytycznie potraktował prymas pomysł byłego działacza Stronnictwa Pracy Kazimierza Studentowicza, apelującego, by bardziej zaangażował się w życie polityczne. Prymas stwierdził, że nie zamierza wyręczać polityków – ani komunistycznych, ani katolickich, a Ojczyźnie najlepiej służy jako kapłan i biskup.

Antysemityzm sprawą PZPR, ale…

Prymas Wyszyński i pozostali biskupi zgodnie uważali antysemicką nagonkę za element wewnątrzpartyjnej rozgrywki. Wiadomo było też, że wśród atakowanych osób pochodzenia żydowskiego byli także działacze, którzy jak najgorzej zapisali się w pamięci Polaków w okresie stalinizmu, także zwalczając Kościół. Biskupi obawiali się też, że ich ewentualne wystąpienie przeciwko antysemityzmowi może zostać zmanipulowane przez władze.

Początek kampanii antysemickiej nastąpił w czasie Wojny Sześciodniowej w czerwcu 1967, gdy Izrael pokonał wspierane przez ZSRS państwa arabskie. Wtedy cały blok sowiecki gwałtownie zaatakował Izrael. I choć – jak dziś wiemy, a co wcale nie było wtedy oczywiste – kampania antysemicka była pomysłem komunistów polskich, to jednak sygnał do krytyki Izraela wyszedł z Moskwy, wcześniej popierającej państwo żydowskie. To także z pewnością powstrzymywało biskupów przed wypowiadaniem się na tematy żydowskie. Sam prymas wielokrotnie wyrażał poparcie dla państwa Izrael.

Na decyzję o tym, by w oficjalnych dokumentach pominąć milczeniem kwestię marcowego antysemityzmu, wpłynęło też przekonanie, że nie byłoby to dobrze przyjęte przez wiernych. „Społeczeństwo polskie na ogół jest przeciwko Żydom i to trzeba mieć przed oczyma” – stwierdził prymas Wyszyński podczas posiedzenia Komisji Głównej 27 czerwca.

W maju biskupi przyjęli komunikat dotyczący antysemityzmu, nie zdecydowali się jednak na jego publikację. Jeszcze 27 czerwca Komisja Główna zastanawiała się nad tym tekstem. Po dyskusji większością głosów (6 wobec 3 za publikacją) przyjęto wniosek kard. Wojtyły, że wobec zmieniającej się sytuacji komunikat powinien zostać przeredagowany. Ostatecznie nigdy nie ujrzał światła dziennego.

Jedynym – ale wielce znaczącym – publicznym wystąpieniem prymasa potępiającym antysemicką nagonkę było kazanie w warszawskiej katedrze w Wielki Czwartek 11 kwietnia. Poświęcił je miłości Boga i bliźniego, uznając jej brak za przyczynę ostatnich wydarzeń, w tym napaści na posłów „Znaku”. Prymas stwierdził dramatycznie: „w tej chwili jesteśmy świadkami tak bolesnych przeżyć i widowiska, że serce wprost kurczy się z bólu, gdy na to wszystko patrzy i gdy się tego słucha… Wydaje się, jak gdyby dla pewnej kategorii ludzi zabrakło w Polsce miłości i prawa do serca”. Wzywając wiernych, by obronili swe serca przed kłamstwem i nienawiścią oraz bronili prawa do prawdy, miłości, szacunku, sprawiedliwości, jedności i pokoju, stwierdził kategorycznie: „Tylko to nas uratuje! Nic innego nie da nam ratunku, tylko rzetelne uznanie prawa miłości dla wszystkich w naszej Ojczyźnie”.

„To może ja jestem winien, biskup Warszawy – mówił dramatycznie prymas – bom niedostatecznie mówił o obowiązku miłości i miłowaniu – i to wszystkich, bez względu na mowę, język i rasę, aby na nas nie padł potworny cień jakiegoś odnowionego rasizmu, w imię którego bronimy naszej kultury. Kulturę naszą obronimy tylko przez prawo miłości”.

Słowa o „rasie” i „rasizmie”, odnoszące się wprost do antysemickiej nagonki, zniknęły z publikowanego (już w wolnej Polsce) tekstu. Autentyczny tekst niedawno odkryła biografka prymasa, dr Ewa Czaczkowska, jednoznacznie rozstrzygając, która z kilku krążących wersji tej wypowiedzi jest prawdziwa – okazało się, że ta najmocniej brzmiąca.

Pokłosie bliższe i dalsze

Generalną odpowiedzią na wydarzenia Marca 1968 stał się list episkopatu z 3 maja. Biskupi wystąpili w nim w obronie pluralizmu. Jednoznacznie zażądali „dopuszczenia wszystkich członków narodu i obywateli państwa do kształcenia wspólnego dobra wedle uzasadnionych przekonań i w oparciu o własne sumienie”. Nikt nie może być zniesławiany ze względu na odmienność przekonań. „Doszukiwanie się wrogów w ludziach dlatego tylko, że dobra narodu pragną wedle swoich odmiennych przekonań, nie służy moralności społecznej” – stwierdzili kategorycznie. Odnosząc się do napaści na posłów „Znaku” stwierdzili, że przedstawicielstwo narodu podporządkowane jednej grupie traci swój sens, a społeczeństwo nie ma wówczas możliwości kształtowania życia zbiorowego. Nie pominęli też apelu o wolność nauki i mediów. Wystąpili w obronie dialogu, także wierzących i niewierzących. „Tylko taki wnikliwy dialog służy prawdziwemu postępowi w duchu poszanowania dla prawdy, a równocześni dla osoby ludzkiej, której godność wyraża się stosunkiem do wolności i prawdy” – przypomnieli biskupi nauczanie Kościoła. Jak „dialog” wyobrażała sobie komunistyczna władza – dobitnie świadczą losy wszystkich, których uznała wówczas za wrogów.

W tekście znalazło się stanowcze odrzucenie pojawiających się na Zachodzie oskarżeń Polaków o antysemityzm, a zwłaszcza o przypisywanie winy za Zagładę. „Jest to straszliwa krzywda moralna – pisali z widocznym oburzeniem biskupi – jeśli się zważy, że w obozach tych poniosły śmierć miliony Polaków. Przez pamięć o tych naszych rodakach, a także w oparciu o wszystkie dowody miłości bliźniego, jakie w okresie okupacji Polacy wyświadczyli prześladowanym Żydom, domagamy się zaprzestania tej kłamliwej i krzywdzącej propagandy oraz jej prowokowania”.

W dalszej perspektywie odpowiedzią na Marzec stał się ogłoszony 15 września list episkopatu w związku z przypadającą 11 listopada pięćdziesiątą rocznicą odzyskania niepodległości. Jego pierwszy projekt, nad którym biskupi dyskutowali w maju, został przez nich skrytykowany za to, że „zawiera mało elementów duchowo-moralnych. Nie uwydatnia pogwałconego moralnego prawa do wolności”. W wersji ostatecznej biskupi stwierdzili, że „wolność jest podstawowym darem Bożym dla każdego człowieka”, a także „niezbędnym warunkiem rozwoju narodu, zarówno pod względem duchowym jak i materialnym”. Trudno nie widzieć w tym jednoznacznego odniesienia do wolnościowych postulatów Marca, podjętych jednak we właściwej Kościołowi dalekosiężnej, przekraczającej bieżący kontekst perspektywie.

Jak zauważa dr Rafał Łatka, długofalowym pokłosiem Marca była decyzja Episkopatu o wzmożeniu pracy z młodzieżą, co zaowocowało rozwojem duszpasterstw akademickich, które odegrały tak ogromną rolę w formacji młodej inteligencji i stały się nieodłącznym elementem pejzażu Kościoła w Polsce.

Tagi:
historia

Katolicy na Zawarciu

2018-05-30 11:29

Agata Zawadzka
Edycja zielonogórsko-gorzowska 22/2018, str. IV

W „Przystani za Wartą” w Gorzowie odbył się wykład Pawła Krawczyka na temat zarysu historii katolickiej placówki duszpasterskiej na Zawarciu w latach 1925-45

archiwum autora
Swoimi badaniami podzielił się Paweł Krawczyk z Gorzowa

Historią interesowałem się chyba od zawsze. Z czasem skupiłem się na historii regionu ze szczególnym uwzględnieniem Gorzowa i okolic. Przy okazji przygotowań do obchodów rocznicy 50-lecia parafii (2001 r.) zostałem poproszony o napisanie serii artykułów o jej historii do parafialnego czasopisma. Okazało się wówczas, że tego zagadnienia nikt nigdy nie próbował opracowywać! Wiedza na ten temat była znikoma. Wiele spraw wymagało wyjaśnienia i opisania. Historia konkretnej parafii to też jest istotny element naszej historii (naszego miasta, dzielnicy etc.). W związku z tym postanowiłem się tym zająć – tłumaczy swoje działania Krawczyk.

Początki

Historia parafii pw. św. Józefa w Gorzowie, bo o niej tu mowa, sięga sierpnia 1924 r. Wtedy to z inicjatywy ks. Paula Rodzisa zaczęto starania o powstanie tam placówki duszpasterskiej. W tym czasie w naszym mieście było ok. 4500 katolików, w tym 1500 osób mieszkało na Zawarciu. Z początkiem marca 1925 r. podpisano umowę kupna działki pod budowę z firmą MAX BAHR A.G. Była to działka w kształcie prostokąta, a jej cena opiewała na 1000 Reichsmark. Gdy było już miejsce pod kaplicę, zakupiono dwa drewniane baraki. Były to konstrukcje pochodzące z byłego obozu jenieckiego Hammerstein. Zostały one rozebrane i drogą kolejową przywiezione do Landsberga. Wstępny projekt budowy kaplicy wykonał mistrz murarski Leo Selig. Projekt przewidywał umieszczenie baraków na podmurówce, a dodatkowym elementem było zbudowanie wieży, w której miał zawisnąć dzwon. W kaplicy znajdowały się zachowane do dziś tabernakulum, krzyż i lichtarze. Były tam także figury: św. Agnieszki, św. Stanisława Kostki, św. Anny z Maryją, św. Antoniego Padewskiego, św. Cecylii i św. Jadwigi Śląskiej. Figury te od 1986 r. są w kościele w Bukowcu. Na miejscu pozostały figury z ołtarzy bocznych – Maryi oraz Najświętszego Serca Pana Jezusa. Poświęcenia kaplicy dokonał ks. Maksymilian Hasse 25 października 1925 r.

Od początku działalności parafii posługę w niej pełnili Misjonarze Najświętszego Serca Jezusowego. Na początku roku 1927 podpisano porozumienie między Biskupstwem w Breslau (Wrocław), Prowincją Misjonarzy NSJ oraz parafią katolicką w Landsbergu. Umowa ta obowiązywała od marca 1927 r., a na jej mocy powstała w Landsbergu samodzielna placówka duszpasterska pod opieką Sercanów.

Pasja

Zgromadzenie pozostało tam do stycznia 1945 r. Gdy pojawili się duszpasterze, naturalną potrzebą było miejsce ich zamieszkania. Początkowo zajmowali oni jedno z mieszkań przy dzisiejszej ul. Spokojnej. Dlatego oprócz kaplicy postanowiono wybudować klasztor. Pierwszy projekt budynku datowany jest na 4 sierpnia 1926 r. Jednak został on odrzucony przez inwestora. Ostateczny projekt wykonał Felix Halbach z Berlina. Budynek powstał w latach 1927-28 i pełnił też funkcję Domu Parafialnego. Prawdopodobnym budowniczym obiektu był wspomniany Leo Selig.

Ta historia to jedynie urywek pracy duszpasterskiej na Zawarciu. Prelegent, Paweł Krawczyk nadal prowadzi analizę dostępnej dokumentacji. – Materiały źródłowe staram się pozyskiwać skąd jest to tylko możliwe! Bazuję na tym, co jest w dokumentach parafialnych i klasztornych. Szukam w zasobach archiwów, urzędów i instytucji. Ogromna pomoc w tym zakresie płynie ze strony ludzi. Przekazują swoje fotografie oraz dzielą się wiedzą i wspomnieniami – opowiada o swojej pasji. Jak twierdzi badacz historii, w tych zbiorach nie ma jednej „perełki”. Każdy fragment rzeczywistości jest godny zauważenia i analizy. – Każdy szeroko rozumiany dokument zasługuje na szczególną uwagę, bo świadczy o konkretnym elemencie historii parafii. Są natomiast w tym zbiorze dokumenty, które są bardzo ciekawe. Mam na myśli zasoby z lat 1925-45. Wartościowe są też wspomnienia Oblatów z początków ich obecności w Gorzowie – tłumaczy.

Zbiory

Wszystkie zgromadzone dokumenty znajdują się w parafii. Są to księgi parafialne, mapy, zdjęcia. – Pojęcie archiwum parafialnego jest w tym przypadku trochę umowne. Nie jest to niestety zbiór uporządkowany i w całości przechowywany w jednym miejscu. W rzeczywistości ten zasób ciągle się powiększa! Aktualnie obejmuje dokumenty: katolickiej placówki duszpasterskiej z lat 1925-45, klasztoru Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej od roku 1945, parafii od roku 1951. Są to naprawdę rozmaite rzeczy: kroniki, dokumenty urzędowe, spisane wspomnienia, fotografie, czasopisma etc. Od pewnego czasu część tego zbioru ma charakter cyfrowy. Są to głównie skany zdjęć – opisuje zbiory Krawczyk. Jak twierdzi pasjonat, w tej historii jest jeszcze wiele nieodkrytych kart. Nieustannie można z niej wydobywać coś nowego, wartego uporządkowania i pokazania. Zainteresowania te są tym, co zajmuje go po pracy zawodowej, stąd nie ukrywa, że często brakuje czasu. Jednak zacięcie historyczne jest silniejsze od trudów rzeczywistości i Paweł Krawczyk ma ciągle nowe pomysły i wizje tego, jak propagować historię swojej małej ojczyzny. – Chciałbym ukończyć wreszcie, a następnie wydać „Zarys historii parafii św. Józefa w Gorzowie”. W dalszej perspektywie liczę na to, że znajdą się osoby o podobnych zainteresowaniach, gotowe do współpracy. Materiału do wnikliwego opracowania jest bardzo dużo. A w grupie pracuje się wydajniej i szybciej – mówi o swoich planach.

***

Działania podejmowane przez Pawła Krawczyka są działaniami wartościowymi. W nikim bowiem nie budzi wątpliwości teza, że należy znać swoją historię, nie tylko tę ogólną, ale przede wszystkim własnego podwórka.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

1050-lecie pierwszego biskupstwa w Polsce z udziałem Metropolity Krakowskiego

2018-06-24 09:53

Justyna Walicka | Archidiecezja Krakowska

Abp Marek Jędraszewski uczestniczył w uroczystych obchodach 1050-lecia archidiecezji poznańskiej. Mszy św., sprawowanej z tej okazji na placu przed bazyliką archikatedralną pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Poznaniu, przewodniczył i homilię wygłosił Legat Papieski kard. Dominik Duka OP, metropolita praski. Liturgię poprzedziła procesja ulicami miasta z wizerunkiem Matki Bożej w Cudy Wielmożnej Pani Poznania z kościoła farnego do katedry.

Joanna Adamik | Archidiecezja Krakowska
Joanna Adamik | Archidiecezja Krakowska

W skierowanym do zebranych słowie kard. Dominik Duka zwrócił uwagę na fakt, iż zarówno w języku polskim jak i czeskim słowo „chrześcijanin" pochodzi od słowa „chrzest", a nie jak w innych językach europejskich od słowa „Chrystus". Podkreślił jednak, że wyraz „chrześcijanin" nie jest utworzony od chrztu oznaczającego zanurzenie w wodzie, ale od krzyża („crux").

- Dla naszych przodków symbolem Kościoła i cywilizacji chrześcijańskiej był krzyż. (...) Dlatego krzyż jest naszym znakiem! To jest symbol, i to jest więcej niż logo, to jest symbol miłości, wolności, życia i sprawiedliwości. Sprawiedliwości, która chociaż była w Chrystusie podeptana, pokonała wszystkie przeszkody i śmierć w Jego Zmartwychwstaniu.

Joanna Adamik | Archidiecezja Krakowska

Metropolita praski zaznaczył zarazem, że nasz Bóg, będący źródłem wszelkiego bytu jest także miłością. I to nie rozumianą na sposób współczesny jako uczucie, emocje czy instynkt. Boża miłość jest o wiele głębsza.

- Miłość wychodząca z esencjonalnej płaszczyzny Bożej istoty, jest nie tylko przyczyną naszego istnienia, ale jest bezwarunkową istotą naszego życia.

W dalszych słowach kardynał podkreślił znaczenie rodziny i konieczność jej obrony.

- Bez rodziny nie ma ani rodu, ani narodu, nie ma życia, dlatego nasz kontynent to jest wiara i życie! Tu jest jasny dowód, że współczesne ideologie, które zaprzeczają jedynemu w swoim rodzaju rozumieniu człowieka jako mężczyzny i kobiety, nie są przyszłością, ale są w zaniku.

Legat papieski przypomniał także, że pierwsi chrześcijanie przyjmując chrzest, otrzymywali zarazem sakramenty bierzmowania i Eucharystii.

- I to właśnie te trzy sakramenty i ich przyjęcie w pełnej świadomości i dyspozycji, oznaczają przyszłość Kościoła nie tylko w Poznaniu, nie tylko w Polsce, nie tylko w krajach Wyszehradu, ale i w całej Europie. To jest wielkie zadanie dla Kościoła w XXI wieku, zwrócić tym sakramentom ich miejsce, nie tylko w życiu jednostki, parafii, czy diecezji, ale w ramach całej naszej kultury i cywilizacji.

Joanna Adamik | Archidiecezja Krakowska

Metropolita praski wspomniał także wielkie postaci ludzi, którzy od początków państwa polskiego odegrali ogromną rolę, w kształtowaniu się polskiej wiary katolickiej: biskupa Jordana, św. Wojciecha, św. Stanisława, Prymasa Tysiąclecia kard. Stefana Wyszyńskiego oraz św. Jana Pawła II.

Podczas uroczystości odczytane zostało także przesłanie papieża Franciszka, w którym Ojciec św. przypomniał początki państwa polskiego, chrzest w 966 roku oraz ustanowienie pierwszej diecezji w Poznaniu, której biskupem został Jordan. Papież wspomniał także Dobrawę, która sprowadziła ze sobą kapłanów i własnym przykładem chrześcijańskiego życia sprawiała, że Mieszko, jej „co dopiero ochrzczony małżonek uświęcał się przez niewiastę".

Następnie w liście Ojciec św. wyjaśnił, że mianował metropolitę praskiego jako swojego wysłannika na tę uroczystość, ponieważ to właśnie Czechy odegrały kluczową rolę u początków ewangelizacji narodu polskiego.

W krótkiej rozmowie z biurem prasowym archidiecezji krakowskiej abp Marek Jędraszewski podkreślił wagę dzisiejszej uroczystości.

- Dzisiejsza uroczystość 1050-lecia diecezji poznańskiej stawia nas u samych źródeł hierarchii Kościoła katolickiego w Polsce. Jordan to był pierwszy biskup, który przyszedł na polskie ziemie zaledwie dwa lata po przycięciu chrztu. To było sprawą wyjątkową, zwykle trzeba było czekać wiele lat, czasem dziesięciolecia, żeby na ziemiach, które już przyjęły chrzest pojawił się biskup.

Metropolita krakowski wyjaśnił, że oznaczało to silną pozycję Mieszka I oraz dynamicznie rozwijające się chrześcijaństwo w Polsce skoro Stolica Apostolska skierowała do Polski bpa Jordana. Do Czech bowiem, które jak wiemy przyjęły chrzest dużo wcześniej niż Polska biskup przybył znacznie później.

- Tutaj zaczynało się chrześcijaństwo i tutaj także zaczęły się dzieje, jak to wielokrotnie podkreślał Jan Paweł II, polskiego narodu i polskiej państwowości. Stąd szczególna waga tych dzisiejszych uroczystości, a także liczna obecność polskich biskupów, którzy czują się spadkobiercami tego co się tutaj 1050 lat temu zaczęło.

Następnie abp Jędraszewski wspomniał odbywające się 50 lat temu obchody 1000-lecia diecezji poznańskiej, w których uczestniczył jako kleryk pierwszego roku, a także koronację papieskimi koronami Obrazu Matki Bożej w Cudy Wielmożnej Pani Poznania.

- Trudno było wyobrazić sobie wtedy, że minie 50 lat, a będę tutaj mógł świętować kolejny jubileusz i to jako arcybiskup metropolita krakowski, chociaż moje korzenie są tutaj, urodziłem się w Poznaniu i święcenia przyjmowałem w tej katedrze. I niższe święcenia, subdiakonat, diakonat, prezbiterat i na koniec sakrę biskupią. Stąd wywodzą się moje korzenie także jeśli chodzi o posługę kapłańską i biskupią, korzenie, które sprawiły, że z woli Stolicy Apostolskiej teraz niejako przedłużam misję biskupów krakowskich, misję, która zaczynała się od biskupów pracujących tutaj w Polsce w Poznaniu. Dlatego tutaj jestem i stąd moja wielka radość, że mogę brać udział w tych uroczystościach jubileuszowych.

Metropolita krakowski wyznał także, że najbliższe jego sercu miejsca w katedrze to Kaplica Najświętszego Sakramentu oraz krzyż, który w Poznaniu jest bardzo czczony, a który kiedyś znajdował się na jednej z bram miasta. Arcybiskup wspomniał także miecz, który Mieszko I otrzymał od Ojca św. i według tradycji jest to miecz, którym posługiwał się św. Piotr kiedy chciał bronić Pana Jezusa w Ogrójcu. Nie ma pewności że to ten miecz, ale na podstawie ekspertyz wiemy na pewno, że takich właśnie używali rybacy nad Jeziorem Galilejskim w czasach Chrystusa.

Arcybiskup potwierdził wreszcie, że rzeczywiście w ostatnim czasie pojawia się w miejscach, w których bywał Jan Paweł II podczas swoich pielgrzymek i w tym szczególnym roku 40. rocznicy wyboru kard. Wojtyły na Stolicę Piotrową przypomina jego słowa wypowiedziane przed laty w tych miejscach. A są to: Siedlce, Sandomierz , Święta Góra Gostyńska, Wrocław, a teraz Poznań.

- Tak się składa, że podążam śladami kard. Karola Wojtyły i Jana Pawła II. Myślę, że to jest wspaniałe przygotowanie do uroczystości, jakie będziemy przeżywać 16 października tego roku.

Hierarcha zaznaczył jednak, że do myśli Karola Wojtyły i Jana Pawła II nawiązuje nie tylko w tym roku, ale od lat, co potwierdzić mogą choćby jego dawni studenci.

Metropolita krakowski przypomniał na koniec, że Karol Wojtyła w Poznaniu oficjalnie był 10 razy. Jako papież raz, w 1983 roku, kiedy wspominał początki chrześcijaństwa w Polsce, bpa Jordana, a także abpa Antoniego Baraniaka, którego relikwie znajdują się w podziemiach katedry.

Bazylika archikatedralna Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Poznaniu to najstarsza polska katedra (od 968 roku). Prawdopodobnie to tutaj Mieszko I przyjął chrzest. Obecna budowla pochodzi z XIV/XV wieku, choć częściowo została zrekonstruowana po zniszczeniach II wojny światowej. Katedra w Poznaniu jest miejscem pochówku pierwszych władców Polski, m.in. Mieszka I, Bolesława Chrobrego, Mieszka II i Kazimierza Odnowiciela. W 1962 roku papież Jan XXIII nadał jej tytuł bazyliki mniejszej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Poznań: festyn rodzinny na zakończenie obchodów jubileuszu 1050-lecia biskupstwa

2018-06-24 21:07

msz / Poznań (KAI)

Kilka tysięcy osób uczestniczyło w festynie rodzinnym pod hasłem „Poznań dla zdrowia i rodziny – Bądźmy razem”, który zwieńczył centralne obchody jubileuszu 1050-lecia powstania pierwszego biskupstwa na ziemiach polskich. Ostatni dzień wielkiego świętowania przebiegał pod hasłem „Jesteśmy w rodzinie”.

Monika Mężyńska / pl.wikipedia.org

„Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że od rodzin zależy ład całego społeczeństwa i jego przyszłość. Rodzinność służy temu, żebyśmy mogli się swobodnie rozwijać i dojrzewać” – powiedział abp Stanisław Gądecki na początku festynu.

Rodzinne świętowanie na placu przed katedrą zainaugurowała salwa honorowa Bractwa Kurkowego. Mimo padającego deszczu wiele rodzin zgromadziło się, by obejrzeć widowisko teatralne pt. „Madagaskar – musicalowa przygoda” w wykonaniu artystów Teatru Muzycznego. Spektakl powstał na podstawie pełnometrażowego filmu animowanego z 2005 roku – wielkiego hitu wytwórni DreamWorks.

Na scenie wystąpiła też grupa muzyczna Małe TGD, a w koncercie finałowym zagrał zespół Punto Latino. Najmłodsi chętnie brali udział w grach i zabawach o charakterze edukacyjnym, korzystali z dmuchanych zamków i trampolin, uczestniczyli w warsztaty dla młodego technika w ramach pokazów Grupy Mały Inżynier. Tradycyjnie też dużym zainteresowaniem cieszyły się wozy strażackie i jednostki ratownicze prezentowane na terenach nadwarciańskich przez Komendę Straży Pożarnej i Policję oraz pokazy pierwszej pomocy. W rozmowie z KAI bp Damian Bryl zaznaczył, że trzeci dzień jubileuszowych obchodów miał na celu podkreślenie wartości rodziny. „Pragniemy wspierać rodziny i stwarzać przestrzeń do wspólnego świętowania. Chcemy, żeby Kościół, który budujemy w naszej diecezji, miał wymiar rodzinny” – powiedział KAI.

Biskup pomocniczy archidiecezji poznańskiej podkreślił, że jubileuszowe obchody miały być nie tylko okazją do wspólnego spotkania i świętowania, ale też impulsem do refleksji nad wielowiekowym dziedzictwem i tym, jak je dalej podejmować.

„Ten czas miał pogłębić naszą identyfikację z Kościołem i twórczo nas poruszyć, żebyśmy chcieli się coraz lepiej i pełniej angażować w Kościół, który tworzymy w diecezji” – zaznaczył bp Bryl. Dyrektor Caritas Archidiecezji Poznańskiej zaznaczył, że tegoroczny festyn rodzinny wpisał się w obchody jubileuszu archidiecezji. „Festyn rodzinny Caritas organizowany z Urzędem Miasta ukazuje wartość rodziny, opartej o małżeństwo kobiety i mężczyzny, jako wspólnoty sobie bliskiej, którą Pan Bóg obdarzył szczególnym zaufaniem” – powiedział KAI ks. Marcin Janecki.

Jubileuszowe rodzinne świętowanie zakończył finał loterii charytatywnej, w której można było wygrać bardzo atrakcyjne nagrody. Dochód z loterii zostanie przeznaczony na organizację letniego wypoczynku dla dzieci i młodzieży. 

Każde dziecko na zakończenie rodzinnego świętowania otrzymało słodki upominek. W ramach „Miasteczka prozdrowotnego”, umiejscowionego wzdłuż ul. Lubrańskiego, prowadzącej w stronę Muzeum Archidiecezjalnego, można było skorzystać z bezpłatnych porad lekarzy, badań profilaktycznych oraz badania videodermatoskopem.

Podobnie jak w ubiegłych latach nie zabrakło mobilnej stacji krwiodawstwa i mammobusu. Na dziedzińcu Pałacu Arcybiskupiego można było obejrzeć zabytkowe samochody. Festyn został zorganizowany we współpracy z Wydziałem Zdrowia Spraw Społecznych Urzędu Miasta Poznania. Obchody jubileuszowe odbywały się pod hasłem „Poznań. Chrystus i my”. Ich celem było ukazanie natury i misji Kościoła, lepsze poznanie jego historii i zaangażowanie wiernych w działalność ewangelizacyjną. 

Biskupstwo poznańskie powstało w 968 r. i do roku 1000 obejmowało całe państwo polskie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem