Reklama

Biskupi o Marcu 1968

2018-03-05 10:52

Tomasz Wiścicki / Warszawa (KAI)

marzec1968.pl/IPN

Przedstawiając reakcję polskich biskupów na Marzec 1968 trzeba pamiętać, że pod tym określeniem kryła się bardzo złożona rzeczywistość – pisze Tomasz Wiścicki w swej analizie dotyczącej stosunku kard. Stefana Wyszyńskiego i polskiego Episkopatu w związku z wydarzeniami Marca 1968 r.

Po pierwsze, były więc wówczas protesty studentów, zapoczątkowane fermentem w środowisku nazwanym później „komandosami”, które przerodziły się w manifestacje po zdjęciu przez władze z afisza „Dziadów” w reżyserii Kazimierza Dejmka w warszawskim Teatrze Narodowym. 8 marca odbył się wiec na UW z hasłami powrotu spektaklu oraz przywrócenia relegowanych studentów Adama Michnika i Henryka Szlajfera, a brutalne rozpędzenie zgromadzenia rozszerzyło zajścia na cały kraj, powodując wybuch studenckiego buntu z hasłami wolnościowymi. Władza zareagowała brutalnymi represjami.

Po drugie, w aparacie partyjnym trwała walka o władzę, o podłożu głównie pokoleniowym, która spowodowała krótkotrwały, jak się okazało, triumf związanej z ministrem spraw wewnętrznych Mieczysławem Moczarem frakcji zwanej „partyzantami”, posługującej się hasłami z jednej strony – patriotycznymi, z drugiej – antysemickimi. Marzec znacząco osłabił pozycję rządzącego od 1956 Władysława Gomułki i wzmocnił ówczesnego I sekretarza Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Katowicach Edwarda Gierka, co dwa lata później spowodowało zmianę na stanowisku I sekretarza Komitetu Centralnego i wielkorządcy PRL.

Po trzecie wreszcie, skutkiem antysemickiej czystki była masowa emigracja osób pochodzenia żydowskiego. Czystka ta przez jej sprawców przedstawiana była jako pozbycie się dawnych stalinistów, jednak argumentem tym posługiwano się instrumentalnie, skoro najważniejszych stalinistów odsunięto od władzy już w 1956, a na epitet ten zasługiwali też z pewnością „moczarowcy”, ponadto do emigracji zmuszano także ludzi, którzy ze stalinizmem nie mieli nic wspólnego.

Reklama

Wszystko to działo się w warunkach komunistycznego monopolu na informację, tajemnicy otaczającej działanie partyjnego aparatu i wszechobecnej, nachalnej propagandy, co utrudniało odczytanie sensu dziejących się wydarzeń.

Studenci mają rację

Pierwsza reakcja prymasa Wyszyńskiego na wieść o zakazie dalszego wystawiania „Dziadów”, jaką odnotował w swych „Zapiskach”, była druzgocąca. Po spotkaniu z posłem koła „Znak” Jerzym Zawieyskim 29 lutego zapisał: „Po śniadaniu rozmowa o sytuacji, wytworzonej decyzją Rządu o . Cały Rząd , zrobił sobie niepotrzebnie zatarg ze światem literackim, który właśnie dziś ma zebranie w ZLP”.

Nie brak indywidualnych opinii biskupów traktujących studenckie wystąpienia z sympatią i zrozumieniem. Komentując wydarzenia na posiedzeniu Komisji Głównej Episkopatu 19 kwietnia bp Franciszek Jop stwierdził: ,,Odnosi się wrażenie, że jest to gra partyjna, za wyjątkiem oczywiście wystąpień studentów”. Jednak na pierwszą publiczną wypowiedź trzeba było poczekać. Wprawdzie już 11 marca prymas miał wygłosić kazanie w warszawskim akademickim kościele św. Anny, jednak odwołał swoje wystąpienie. W pobliżu kościoła trwały zamieszki i mógłby tam dotrzeć tylko pod milicyjną eskortą, a w takim przypadku – jak odnotował – „straci twarz”.

Prymas Wyszyński chciał zrozumieć, co właściwie się dzieje i dlaczego władza zareagowała tak brutalnie. 14 marca mówił do warszawskich księży dziekanów, że jeszcze nie wiadomo, czy bunt młodzieży jest spontaniczny, czy też wynika z rozgrywek we władzy. „Młodzieży naszej okażemy jak najwięcej zrozumienia. Nie będziemy jej potępiali, ale jednocześnie po bratersku, życzliwie, będziemy ją zachęcali do roztropności, pokoju i umiaru” – podsumował prymas. Cztery dni później, 18 marca, po konsultacjach ze Stanisławem Stommą i Antonim Marylskim, uznał, że represje są wynikiem walk wewnętrznych w partii.

Ostatecznie tego samego 18 marca prymas po raz pierwszy wypowiedział się publicznie – u św. Anny wygłosił modlitwę za młodzież „cierpiącą w szpitalach i więzieniach” oraz o to, by rządzący nie zapomnieli, że „sprawować władzę to znaczy z pokorą służyć człowiekowi”.

Dzień później, 19 marca, prymas na posiedzeniu Komisji Głównej Episkopatu, stwierdził, że – mimo zalet niezaangażowania Kościoła – „absolutnie trzymanie się na boku w wymiarze historycznym jest niecelowe” wobec konieczności oceny wydarzeń z punktu widzenia moralnego i doktrynalnego, w perspektywie przyszłości. Zgodnie z tą opinią prymasa, 21 marca episkopat wystosował dwa listy – do premiera Cyrankiewicza i do wiernych.

Pismo do władzy utrzymane było w tonie kategorycznym. Biskupi pisali, że budząca jak najgorsze skojarzenia pałka gumowa nie może jako narzędzie władzy zastąpić rozsądku i sprawiedliwości społecznej. Wezwali, by rządzący uwolnili uwięzionych, zrezygnowali z drastycznych metod karania i śledztw, obiektywnie informowali społeczeństwo oraz wpłynęli na „władze bezpieczeństwa, by nie stosowały anachronicznych środków represji, tak bardzo skompromitowanych we wspomnieniach naszego narodu”, co było czytelną aluzją do stalinizmu.

Łagodniejszych, ale też jednoznacznych słów użyli biskupi w liście pasterskim. Przez cały czas istnienia PRL wierni byli zasadzie, by ich słowa nie sprowokowały publicznych wystąpień – a wtedy takie wystąpienia już trwały. Biskupi bronili więc praw do prawdy, wolności, sprawiedliwości i miłości – należnych zarówno każdej osobie, jak i społeczeństwu. Zapewnili, że modlą się z młodzieżą i za nią, nie pozostawiając wątpliwości, jaka była przyczyna wydania listu. Wzywali, by dzielące ludzi kwestie rozstrzygać w dialogu, a nie siłą. „Tylko taka metoda może prowadzić do unikania dyskryminacji, a nade wszystko do znajdowania prawdy i sprawiedliwości w stosunkach pomiędzy ludźmi. Tylko ta metoda odpowiada godności człowieka, w niej bowiem dochodzi do głosu jego siłą moralna. (…) Brutalne użycie siły uwłacza godności ludzkiej i zamiast służyć utrzymaniu pokoju rozjątrza tylko bolesne rany” – podsumowywali biskupi.

Sam prymas kilkakrotnie publicznie chwalił protestującą młodzież za jej dojrzałość, wyrażającą się zarówno w świadomości należnych jej praw, jak i w umiarze i realizmie, z jakim się o nie upomniała. Przemawiając 18 kwietnia do grupy maturzystów, jednoznacznie uznał postulaty młodzież za uzasadnione. „Pokładamy w was wielką nadzieję! (…) Można wam ufać i na przyszłość” – zapewniał prymas maturzystów. Trafna wydaje się opinia prof. Jana Żaryna, który uznał, że w protestującej w Marcu 1968 młodzieży prymas Wyszyński dostrzegł „nowych ludzi plemię”, o które modlił się w czasie Milenium dwa lata wcześniej.

Pomarcowe uderzenie władzy wymierzone było w wolność nauki, głównie filozofii i nauk społecznych. 19 kwietnia, na posiedzeniu Komisji Głównej Episkopatu, prymas mówił kategorycznie: „Muszą nas obchodzić dzieje wydziałów filozoficznych na uczelniach. Wchodzi w grę zagadnienie wolności myślenia. Brak wolności filozoficznej wpływa na zniekształcenie kultury narodowej. Filozofowanie wyzwala i doprowadza do osiągnięć humanistycznych. Obrona wolności myślenia jest postulatem doktrynalnym” – stanowczo podsumował prymas Wyszyński.

Posłowie koła „Znak” już 11 marca złożyli interpelację do premiera Józefa Cyrankiewicza pytając go, co zamierza zrobić dla ustalenia winnych brutalności milicji i powściągnięcia represji oraz jak zamierza odpowiedzieć na postulaty protestujących dotyczące demokratyzacji i zmiany polityki kulturalnej. Jedyną odpowiedzią był brutalny atak na posłów katolickich podczas posiedzenia sejmu miesiąc później.

Prymas jednoznacznie poparł zaatakowanych, mimo że do koła „Znak” odnosił się z (odwzajemnianą) rezerwą. Do Jerzego Zawieyskiego napisał w liście: „Twoje wystąpienie w Sejmie było czynem niemal Reytanowskim na tle obłędnego tańca . Śmiech pierwszego sekretarza w momencie Twojej Obrony Człowieka był wyrazem tragizmu człowieczeństwa w Polsce… Mówiłeś nie tylko Ty sam – mówił naród, który chce być wolnym…”. Prymas Wyszyński wsparł też listem Stefana Kisielewskiego, który za użycie na zebraniu Związku Literatów Polskich określenia „dyktatura ciemniaków” został pobity przez tzw. nieznanych sprawców, czyli po prostu SB.

Nie wyręczać polityków

Biskupom bardzo zależało na tym, by nie dać się wykorzystać w wewnętrznej rozgrywce w aparacie władzy. Prymas i pozostali biskupi bardzo starannie ważyli słowa ( i gesty), by ich głos nie mógł być odebrany jako wsparcie którejkolwiek z walczących stron. „Musimy mieć dużo spokoju, by utrzymać się w równowadze. Nie możemy działać pod wpływem gorączkowych sugestii, nie możemy opowiadać się za tą czy inną frakcją Spieszyć się z jakimś znakiem zaufania wobec X+Y nieznanych byłoby rzeczą ryzykowną. Episkopat musi być wolny w podejmowaniu decyzji od subiektywizmu i namiętności doradców” – mówił jednoznacznie prymas 19 kwietnia, na posiedzeniu Komisji Głównej Episkopatu. Inni biskupi byli zresztą tego samego zdania.

Najwyraźniej nie zrozumiał tego Jerzy Zawieyski, który na początku kwietnia, jeszcze nie wiedząc, co władze szykują posłom „Znaku”, prosił prymasa, by ten wsparł Gomułkę, ni mniej ni więcej, tylko zapraszając do Polski Pawła VI! Gdy spotkał się z odmową, zaproponował prymasowi spotkanie z I sekretarzem. Kardynał, który ostatni raz rozmawiał z nim w 1963 r., uznał, że wobec walk wewnętrznych w partii takie spotkanie oznaczałoby wsparcie Gomułki w bieżącej walce, czego czynić nie zamierzał. Z tych samych powodów równie krytycznie potraktował prymas pomysł byłego działacza Stronnictwa Pracy Kazimierza Studentowicza, apelującego, by bardziej zaangażował się w życie polityczne. Prymas stwierdził, że nie zamierza wyręczać polityków – ani komunistycznych, ani katolickich, a Ojczyźnie najlepiej służy jako kapłan i biskup.

Antysemityzm sprawą PZPR, ale…

Prymas Wyszyński i pozostali biskupi zgodnie uważali antysemicką nagonkę za element wewnątrzpartyjnej rozgrywki. Wiadomo było też, że wśród atakowanych osób pochodzenia żydowskiego byli także działacze, którzy jak najgorzej zapisali się w pamięci Polaków w okresie stalinizmu, także zwalczając Kościół. Biskupi obawiali się też, że ich ewentualne wystąpienie przeciwko antysemityzmowi może zostać zmanipulowane przez władze.

Początek kampanii antysemickiej nastąpił w czasie Wojny Sześciodniowej w czerwcu 1967, gdy Izrael pokonał wspierane przez ZSRS państwa arabskie. Wtedy cały blok sowiecki gwałtownie zaatakował Izrael. I choć – jak dziś wiemy, a co wcale nie było wtedy oczywiste – kampania antysemicka była pomysłem komunistów polskich, to jednak sygnał do krytyki Izraela wyszedł z Moskwy, wcześniej popierającej państwo żydowskie. To także z pewnością powstrzymywało biskupów przed wypowiadaniem się na tematy żydowskie. Sam prymas wielokrotnie wyrażał poparcie dla państwa Izrael.

Na decyzję o tym, by w oficjalnych dokumentach pominąć milczeniem kwestię marcowego antysemityzmu, wpłynęło też przekonanie, że nie byłoby to dobrze przyjęte przez wiernych. „Społeczeństwo polskie na ogół jest przeciwko Żydom i to trzeba mieć przed oczyma” – stwierdził prymas Wyszyński podczas posiedzenia Komisji Głównej 27 czerwca.

W maju biskupi przyjęli komunikat dotyczący antysemityzmu, nie zdecydowali się jednak na jego publikację. Jeszcze 27 czerwca Komisja Główna zastanawiała się nad tym tekstem. Po dyskusji większością głosów (6 wobec 3 za publikacją) przyjęto wniosek kard. Wojtyły, że wobec zmieniającej się sytuacji komunikat powinien zostać przeredagowany. Ostatecznie nigdy nie ujrzał światła dziennego.

Jedynym – ale wielce znaczącym – publicznym wystąpieniem prymasa potępiającym antysemicką nagonkę było kazanie w warszawskiej katedrze w Wielki Czwartek 11 kwietnia. Poświęcił je miłości Boga i bliźniego, uznając jej brak za przyczynę ostatnich wydarzeń, w tym napaści na posłów „Znaku”. Prymas stwierdził dramatycznie: „w tej chwili jesteśmy świadkami tak bolesnych przeżyć i widowiska, że serce wprost kurczy się z bólu, gdy na to wszystko patrzy i gdy się tego słucha… Wydaje się, jak gdyby dla pewnej kategorii ludzi zabrakło w Polsce miłości i prawa do serca”. Wzywając wiernych, by obronili swe serca przed kłamstwem i nienawiścią oraz bronili prawa do prawdy, miłości, szacunku, sprawiedliwości, jedności i pokoju, stwierdził kategorycznie: „Tylko to nas uratuje! Nic innego nie da nam ratunku, tylko rzetelne uznanie prawa miłości dla wszystkich w naszej Ojczyźnie”.

„To może ja jestem winien, biskup Warszawy – mówił dramatycznie prymas – bom niedostatecznie mówił o obowiązku miłości i miłowaniu – i to wszystkich, bez względu na mowę, język i rasę, aby na nas nie padł potworny cień jakiegoś odnowionego rasizmu, w imię którego bronimy naszej kultury. Kulturę naszą obronimy tylko przez prawo miłości”.

Słowa o „rasie” i „rasizmie”, odnoszące się wprost do antysemickiej nagonki, zniknęły z publikowanego (już w wolnej Polsce) tekstu. Autentyczny tekst niedawno odkryła biografka prymasa, dr Ewa Czaczkowska, jednoznacznie rozstrzygając, która z kilku krążących wersji tej wypowiedzi jest prawdziwa – okazało się, że ta najmocniej brzmiąca.

Pokłosie bliższe i dalsze

Generalną odpowiedzią na wydarzenia Marca 1968 stał się list episkopatu z 3 maja. Biskupi wystąpili w nim w obronie pluralizmu. Jednoznacznie zażądali „dopuszczenia wszystkich członków narodu i obywateli państwa do kształcenia wspólnego dobra wedle uzasadnionych przekonań i w oparciu o własne sumienie”. Nikt nie może być zniesławiany ze względu na odmienność przekonań. „Doszukiwanie się wrogów w ludziach dlatego tylko, że dobra narodu pragną wedle swoich odmiennych przekonań, nie służy moralności społecznej” – stwierdzili kategorycznie. Odnosząc się do napaści na posłów „Znaku” stwierdzili, że przedstawicielstwo narodu podporządkowane jednej grupie traci swój sens, a społeczeństwo nie ma wówczas możliwości kształtowania życia zbiorowego. Nie pominęli też apelu o wolność nauki i mediów. Wystąpili w obronie dialogu, także wierzących i niewierzących. „Tylko taki wnikliwy dialog służy prawdziwemu postępowi w duchu poszanowania dla prawdy, a równocześni dla osoby ludzkiej, której godność wyraża się stosunkiem do wolności i prawdy” – przypomnieli biskupi nauczanie Kościoła. Jak „dialog” wyobrażała sobie komunistyczna władza – dobitnie świadczą losy wszystkich, których uznała wówczas za wrogów.

W tekście znalazło się stanowcze odrzucenie pojawiających się na Zachodzie oskarżeń Polaków o antysemityzm, a zwłaszcza o przypisywanie winy za Zagładę. „Jest to straszliwa krzywda moralna – pisali z widocznym oburzeniem biskupi – jeśli się zważy, że w obozach tych poniosły śmierć miliony Polaków. Przez pamięć o tych naszych rodakach, a także w oparciu o wszystkie dowody miłości bliźniego, jakie w okresie okupacji Polacy wyświadczyli prześladowanym Żydom, domagamy się zaprzestania tej kłamliwej i krzywdzącej propagandy oraz jej prowokowania”.

W dalszej perspektywie odpowiedzią na Marzec stał się ogłoszony 15 września list episkopatu w związku z przypadającą 11 listopada pięćdziesiątą rocznicą odzyskania niepodległości. Jego pierwszy projekt, nad którym biskupi dyskutowali w maju, został przez nich skrytykowany za to, że „zawiera mało elementów duchowo-moralnych. Nie uwydatnia pogwałconego moralnego prawa do wolności”. W wersji ostatecznej biskupi stwierdzili, że „wolność jest podstawowym darem Bożym dla każdego człowieka”, a także „niezbędnym warunkiem rozwoju narodu, zarówno pod względem duchowym jak i materialnym”. Trudno nie widzieć w tym jednoznacznego odniesienia do wolnościowych postulatów Marca, podjętych jednak we właściwej Kościołowi dalekosiężnej, przekraczającej bieżący kontekst perspektywie.

Jak zauważa dr Rafał Łatka, długofalowym pokłosiem Marca była decyzja Episkopatu o wzmożeniu pracy z młodzieżą, co zaowocowało rozwojem duszpasterstw akademickich, które odegrały tak ogromną rolę w formacji młodej inteligencji i stały się nieodłącznym elementem pejzażu Kościoła w Polsce.

Tagi:
historia

Ocalić od zapomnienia

2018-09-19 10:33

Piotr Lorenc
Edycja sosnowiecka 38/2018, str. III

Od odśpiewania hymnu państwowego rozpoczęła się gala wręczenia nagród i wyróżnień w diecezjalnym konkursie literacko-historycznym pt.: „Szkice pamięci. Ocalić od zapomnienia. Rodzinne wspomnienia historyczno-patriotyczne”

Piotr Lorenc
Laureaci i patroni konkursu

Uroczystości odbyły się 11 września w bazylice katedralnej pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Sosnowcu. Nagrody ufundowane przez mecenasa konkursu firmę Tauron Polska Energia S.A. wręczyli biskup diecezji sosnowieckiej Grzegorz Kaszak oraz prezes firmy Filip Grzegorczyk. Galę poprowadził ks. Michał Borda, dyrektor Wydziału Katechetycznego Kurii Diecezjalnej w Sosnowcu. A o podniosłą, patriotyczną oprawę muzyczną zadbali Młodzieżowy Chór Jubileuszowy Wydziału Katechetycznego Sosnowieckiej Kurii Diecezjalnej, Silesian Brass Artists – Śląski Kwintet Dęty oraz ks. prof. Paweł Sobierajski – kantor.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kard. Krajewski: kiedy zaczynam czytać Pismo święte, ono czyta moje życie

2018-09-22 17:42

xpk / Łódź (KAI)

- Kiedy zaczynam czytać Pismo święte, ono mnie czyta, ono czyta moje życie, a ja zaczynam widzieć świat, tak jak widzi je Bóg. Słowo Boże jest dobre wtedy, gdy ktoś się rodzi i umiera, kiedy ktoś jest zakochany i jest po uszy w grzechu i wyjść nie może, ono jest dobre na każde cierpienie – mówił kardynał Krajewski podczas swojej kardynalskiej Mszy prymicyjnej w łódzkiej katedrze.

Grzegorz Gałązka

W łódzkiej bazylice archikatedralnej św. Stanisława Kostki w trzy miesiące od nominacji kardynalskiej odbyła się Msza święta prymicyjna kardynała Konrada Krajewskiego, który w tej samej katedrze 30 lat temu z rąk abp. Władysława Ziółka przyjął święcenia kapłańskie.

W liturgii obok abp. Grzegorza Rysia i abp. seniora Władysława Ziółka uczestniczyli biskupi pomocniczy bp Ireneusz Pękalski i bp Marek Marczak, kapłani, siostry zakonne i licznie zgromadzeni wierni z całej archidiecezji.

Kardynał, przywołując przypowieści o ziarnie i siewcy z dzisiejszej ewangelii, odniósł się do swojego życia - Doskonale pamiętam, kiedy byłem nieurodzajną glebą, kiedy nie chciałem słuchać tego, co mówi Bóg. Kiedy ono padało, nawet mnie porywało, ale potem piękno tego świata, wszystko co jest związane z moim ciałem, zabierało ten głos, niszczyło, nie było żadnego wzrostu. Ale Jezus mówi, że jest jeszcze diabeł, a papież Franciszek dopowiada – on tańczy najpierw wobec niego, potem wobec kardynałów, metropolitów, arcybiskupów i zabiera wszystko, żeby się nie urodziło, by zniknęło. Ziarnem, które Jezus rzuca nawet wtedy, kiedy nie jesteśmy w stanie tego przyjąć, jest słowo Boże – zaznaczył kardynał.

Kaznodzieja zwrócił uwagę na znaczenie i rolę słowa Bożego w codzienności, w domu, w życiu. - Wszystkie książki, jakie mamy w swojej bibliotece, to jest słowo ludzkie, ale jest jedna księga, która jest słowem Boga. Dlaczego jest gdzieś w biblioteczce, skoro po czytaniu jej mówimy: oto słowo Boże, oto słowo Pańskie? Podnosimy je, okadzamy, uroczyście wnosimy. Gdzie w twoim domu jest Pismo święte? A może warto je wyjąć, by poznać Boga, by dowiedzieć się czego On ode mnie chce? – pytał.

Kardynał podzielił się także swoim doświadczeniem codziennego czytania ewangelii i wielkiego szacunku do słowa Bożego. – Czytam codziennie Pismo święte, ono we mnie wzrasta, ono jest we mnie. Zacznijmy i my dzisiaj czytać słowo Boże. Nie patrzmy na innych, na całą archidiecezję, ale na siebie. Wyjmijmy dzisiaj Pismo Święte – apelował do zebranych. – Codziennie czytam ewangelię na następny dzień i staram się tą ewangelią żyć. Przypominam sobie ją wieczorem, w południe i przed zaśnięciem. Nieraz nie pamiętam, zapomniałem i wtedy idę i czytam na nowo – dzielił się swoim doświadczeniem kardynał.

Po komunii świętej wszyscy zebrani w katedrze odśpiewali hymn Te Deum Laudamus, dziękując za pierwszego kardynała, który pochodzi z archidiecezji łódzkiej.

Z życzeniami zwrócił się do kardynała prymicjanta arcybiskup łódzki, który przypomniał, że "choć przez swoją posługę kardynalską należysz do kleru rzymskiego, to wiedz, że ta katedra jest nadal twoim domem. To jest dom twojego powołania. Wracaj do tego domu, odkrywaj swoje powołanie, żyj nim, wypełnij je i osiągnij świętość, tego wszyscy ci życzymy" - mówił abp Ryś.

Po zakończonej liturgii w domu biskupim każdy mógł osobiście złożyć życzenia kardynałowi prymicjantowi.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Franciszek podsumował pielgrzymkę do krajów bałtyckich

2018-09-26 12:18

tłum. st (KAI) / Watykan

Chrześcijanie Litwy. Łotwy i Estonii ponowili swoje wyznanie wiary – powiedział Ojciec Święty podczas dzisiejszej audiencji ogólnej – podsumowując swoją 25 podróż zagraniczną, podczas której odwiedził obchodzące stu lecie swej niepodległości kraje bałtyckie. Słów papieża na placu św. Piotra wysłuchało około 15 tys. wiernych.

Grzegorz Gałązka

Oto tekst papieskiej katechezy w tłumaczeniu na język polski:

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

W minionych dniach odbyłem podróż apostolską na Litwę, Łotwę i do Estonii, z okazji stulecia niepodległości tych tak zwanych krajów bałtyckich. W ciągu tych stu lat kraje te przeżyły pół wieku pod jarzmem okupacji, najpierw nazistowskiej a następnie sowieckiej. Narody te wiele wycierpiały i dlatego Pan spojrzał na nie z upodobaniem – jestem tego pewien. Dziękuję prezydentom tych trzech republik oraz przedstawicielom władz cywilnych za zgotowane mi wspaniałe przyjęcie. Dziękuję biskupom i wszystkim, którzy współpracowali w przygotowaniu i przeprowadzeniu tego wydarzenia kościelnego.

Moja wizyta miała miejsce w bardzo odmiennej sytuacji w porównaniu z tą, jaką napotkał święty Jan Paweł II. Dlatego moją misją było głoszenie tym narodom radości Ewangelii i rewolucji miłosierdzia, czułości, ponieważ wolność nie wystarcza, by nadać sens i pełnię życiu bez miłości, bez miłości pochodzącej od Boga. Ewangelia która w czasie próby daje siłę i animuje walkę o wyzwolenie, w czasach wolności jest światłem dla codziennej drogi osób, rodzin, społeczeństw i jest solą, która nadaje smak zwyczajnemu życiu, chroniąc je przed zepsuciem przeciętności i samolubstwa.

Na Litwie katolicy stanowią większość, podczas gdy na Łotwie i w Estonii przeważają luteranie i prawosławni, lecz wielu odeszło od życia religijnego. Tak więc wyzwaniem jest umocnienie komunii między wszystkimi chrześcijanami, która rozwinęła się już w czasie trudnego okresu prześladowań. Rzeczywiście nieodłączną częścią tej podróży był wymiar ekumeniczny i znalazł on wyraz w chwili modlitwy w katedrze w Rydze oraz podczas spotkania z młodzieżą w Tallinie.

Zwracając się do odpowiednich władz trzech krajów podkreśliłem wkład, jaki wnoszą one do wspólnoty narodów, a zwłaszcza do Europy: jest to wkład wartości humanistycznych i społecznych przekazywanych poprzez tygiel próby. Zachęcałem do dialogu między pokoleniami ludzi starszych a młodymi, aby kontakt z „korzeniami” mógł nadal przynosić owoce w teraźniejszości i przyszłości. Zachęcałem, aby zawsze łączyć wolność z solidarnością i gościnnością, zgodnie z tradycją tych ziem.

Młodzieży i osobom starszym poświęcone były dwa spotkania specjalne: z młodzieżą w Wilnie, a z osobami starszymi w Rydze. Na placu w Wilnie, wypełnionym chłopcami i dziewczętami wyczuwalne było motto wizyty na Litwie: „Jezus Chrystus naszą nadzieją”. Świadectwa ukazały piękno modlitwy i śpiewu, w których dusza otwiera się na Boga; radość służenia innym, porzucając ograniczenia swego „ja”, aby być w drodze, zdolnymi do powstania po upadkach. Spotykając się z osobami starszymi na Łotwie podkreśliłem ścisły związek między cierpliwością a nadzieją. Ci, którzy przeszli poprzez ciężkie próby są korzeniami ludu, których należy strzec z Bożą łaską, aby nowe pędy mogły z nich czerpać, rozkwitać i przynosić owoce. Wyzwaniem dla tych, którzy się starzeją, jest nie zamykanie się w sobie, ale pozostawanie otwartymi i łagodnymi na duchu i sercu. Jest to możliwe dzięki mocy Ducha Świętego, w modlitwie i słuchaniu Słowa.

Także podczas spotkania z kapłanami, osobami konsekrowanymi i seminarzystami na Litwie wyraźnie ukazał się istotny dla nadziei wymiar stałości: być skoncentrowanym na Bogu, mocno zakorzenionymi w Jego miłości. Jakże wspaniałe świadectwo dali w tej dziedzinie i nadal daje wielu starszych kapłanów, zakonników i zakonnic! Znosili oszczerstwa, więzienia, deportacje ... ale trwali niezłomni w wierze. Zachęciłem, aby nie zapominać, aby strzec pamięć o męczennikach, aby podążać za ich przykładem.

Jeśli idzie o pamięć, w Wilnie oddałem hołd ofiarom ludobójstwa Żydów na Litwie, dokładnie w 75 rocznicę likwidacji wielkiego getta, które było przedsionkiem śmierci dla dziesiątków tysięcy Żydów. Jednocześnie odwiedziłem Muzeum Walki z Okupacją i o Wolność: zatrzymałem się na modlitwie w celach, w których byli przetrzymywani, torturowani i zabijani opozycjoniści wobec reżimu. Zbijano około 40 osób każdej nocy. Poruszające jest to, jak daleko może się posunąć ludzkie okrucieństwo. Pomyślmy o tym!

Lata mijają, reżimy mijają, lecz nad wileńską Ostrą Bramą stale czuwa nad swoim ludem Maryja, Matka Miłosierdzia, jako znak niezawodnej nadziei i pociechy (por. SOBÓR WATYKAŃSKI II, Konst. dogmat. Lumen gentium, 68).

Żywym znakiem Ewangelii jest zawsze konkretna miłość. Także tam, gdzie silniejsza jest sekularyzacja Bóg przemawia językiem miłości, troski, bezinteresownej służby potrzebującym. A wówczas otwierają się serca i dzieją się cuda: na pustyniach rodzi się nowe życie.

Podczas trzech celebracji eucharystycznych - w Kownie, na Litwie, w Agłonie na Łotwie i w Tallinie w Estonii - święty wierny lud Boży, pielgrzymujący po tych ziemiach ponowił swoje „tak” dla Chrystusa, naszej nadziei; ponowił je wraz z Maryją, która zawsze okazuje się Matką swoich dzieci, zwłaszcza najbardziej cierpiących; ponowił je jako lud wybrany, kapłański i święty, w którego sercu Bóg rozbudza łaskę chrztu świętego.

Módlmy się za naszych braci i siostry na Litwie, Łotwie i w Estonii. Dziękuję.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem