Reklama

Kard. Wyszyński: Marzec ‘68 to rozgrywki wewnętrzne w PZPR

2018-03-07 10:50

BP KEP

BP KEP

Wobec pojawiających się zarzutów, m.in. redaktora naczelnego GW Adama Michnika, że kard. Wyszyński w marcu'68 zachował się wstrzemięźliwie wobec antysemickiej propagandy, publikujemy osobiste notatki Prymasa wyjaśniające jego stanowisko.

„Raczej wszystko trzeba brać na rachunek rozgrywek wewnętrznych w PZPR. Władze polityczne w obecnej chwili chcą ograniczyć się do rozprawy z ‘syjonizmem’ i ‘podżegaczami’. Chcą wymanewrować młodzież akademicką, robotników i Kościół” – zapisał kard. Stefan Wyszyński w osobistych notatkach komentując wydarzenia z marca 1968 r. Prymas Polski stanął wówczas w obronie studentów i potępił antysemityzm, za co dziękował mu w 1968 i 1971 roku rabin Zew Wawa Morejno, były Naczelny Rabin Polski.

W dniu 8 marca 1968 r. w godzinach popołudniowych kard. Stefan Wyszyński otrzymał wiadomość o zamieszkach na terenie Uniwersytetu Warszawskiego i przyległych ulicach. Ich powodem było zwołanie wiecu w obronie dwóch studentów relegowanych z uczelni. Na teren uczelni wtargnęły oddziały ORMO, funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa i Milicji, którzy dotkliwie i bez opamiętania bili uciekających studentów. Schronieniem były świątynie: pobliski kościół Świętego Krzyża przy Krakowskim Przedmieściu, kościół akademicki św. Anny i kościół kapucynów na ul. Miodowej.

Wkrótce zamieszki ogarnęły większość miast akademickich w Polsce. Niepokoje studenckie były pretekstem do wszczęcia rozgrywek wewnątrz partii komunistycznej i do usunięcia od władzy Władysława Gomułki, ówczesnego I sekretarza KC PZPR.

Reklama

„Kard. Wyszyński stanął zdecydowanie po stronie bitych i prześladowanych. Dnia 10 marca 1968 r. w kościele św. Augustyna w Warszawie podczas nabożeństwa „Gorzkie żale” wygłosił kazanie pasyjne, które przeszło do historii pod nazwą „Na krzyżowej drodze stolicy”. W tej homilii nawiązał do wydarzeń ostatnich dni” – mówi Marian P. Romaniuk, znawca życia kard. Wyszyńskiego i autor wielu książek o życiu i posłudze Prymasa Tysiąclecia.

Przez kolejne kilka dni Prymas Wyszyński pozostał powściągliwy w swojej ocenie sytuacji, ale podczas okresowej kongregacji księży dziekanów, które miało miejsce 13 marca 1968 r., w drugim dniu obrad, powiedział m.in.: „Napięta sytuacja stolicy wymaga od nas specjalnej dojrzałości społecznej. (…) Młodzieży naszej okażemy jak najwięcej zrozumienia. Nie będziemy jej potępiali, ale jednocześnie po bratersku, życzliwie, będziemy ją zachęcali do roztropności, pokoju i umiaru (…)” (Archiwum Sekretariatu Prymasa Polski, maszynopis).

Kard. Stefan Wyszyński zawarł bardzo ważny komentarz do wydarzeń z marca 1968 r. w osobistych notatkach pod datą 18 marca: „Raczej wszystko trzeba brać na rachunek rozgrywek wewnętrznych w PZPR. Jest to bodaj etap wstępny dla tego periodu przemian. Zdaje się, że władze polityczne w obecnej chwili chcą ograniczyć się do rozprawy z „syjonizmem” i „podżegaczami”. Chcą wymanewrować młodzież akademicką, robotników i Kościół. Bodaj najłatwiej byłoby uspokoić młodzież, gdyby zwolniono aresztowanych z więzień i poskromiono oszczerstwa prasy. Obecna sytuacja wygląda inaczej od strony społecznej niż dawniej. Dotychczas jedynym „oponentem” było niezadowolnictwo. Bo tylko Episkopat mówi rządowi i partii prawdę. Wszyscy inni ich oszczędzali. Później przyszło „33”. Później literaci. A obecnie młodzież. Może władze partyjne zrozumieją, że trzeba wczuć się w to, co myśli społeczeństwo, i to nie przez własne kanały informacyjne, bo to jest biurokracja „pałacowa”. Trzeba uwierzyć społeczeństwu. Ważną rzeczą dla władców jest prawda i odwaga obywateli. Gdy tych cnót zabraknie, rząd pozostaje w otoce błędu. Obywatele muszą odważnie mówić prawdę i to zarówno dla własnego, jak i władzy publicznej dobra” (Archiwum Sekretariatu Prymasa Polski, maszynopis).

Z zachowanych dokumentów wynika, że w marcu 1968 r. Prymas Stefan Wyszyński stanął w obronie studentów i potępił antysemityzm, za co dziękował mu były Naczelny Rabin Polski Zew Wawa Morejno w 1968 i 1971 roku.

Tagi:
kard. Stefan Wyszyński

Wyszyński był proliferem

2019-03-20 09:26

Artur Stelmasiak
Edycja warszawska 12/2019, str. V

Z okazji Narodowego Dnia Życia warto przypomnieć trochę zapomniany wymiar nauczania Prymasa Polski kard. Stefana Wyszyńskiego nt. ochrony życia ludzkiego

Papieski Instytut Studiów Kościelnych
Kard. Stefan Wyszyński sprzeciwiał się ustawie aborcyjnej z 1956 r., która doprowadziła do zabicia ok. 20 mln Polaków

Szybkimi krokami zbliża się beatyfikacja kard. Stefana Wyszyńskiego. W tym kontekście bardzo często przypominane są historyczne zasługi Prymasa Polski. W Narodowy Dzień Życia szczególnie ważne są jego słowa nt. aborcji. Dziś powiedzielibyśmy, że kard. Wyszyński był proliferem. – Pasterz Stolicy woła dziś do Was, woła do całej Stolicy i Diecezji, woła do Narodu: Obudźcie się! Ratujcie życie! Wszak chodzi tu o życie narodu! Zginajcie kolana przed każdym rodzącym się życiem, przed każdym dziecięciem – mówił w 1959 r. Prymas Polski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ojciec dziecka z Zespołem Downa: życie z takim dzieckiem może być piękniejsze

2018-03-21 18:23

Rozmawiał Dawid Gospodarek / Warszawa (KAI)

Dziecko z zespołem Downa to nie tragedia i koniec świata, a przeciwnie, daje ogrom radości i miłości, a życie z takim dzieckiem może być piękniejsze – mówi w rozmowie z KAI Krzysztof Bilinski, ojciec 2,5-rocznego Stasia. Dziś przypada Światowy Dzień Osób z Zespołem Downa.

Joni Hofmann/pl.fotolia.com

Publikujemy treść rozmowy:

Dawid Gospodarek (KAI): Jak przyjął Pan wiadomość o tym, że Pańskie dziecko ma zespół Downa?

Krzysztof Biliński: Dowiedzieliśmy się z żoną o tym, że dziecko będzie niepełnosprawne dopiero tuż po porodzie. W pierwszym momencie był na pewno szok i pewnego rodzaju strach, ponieważ do tej pory w ogóle nie wiedziałem, co to znaczy dziecko z zespołem Downa, jak może wyglądać wychowanie i przyszłość takiego dziecka.

– Otrzymaliście jakąś pomoc?

– Mogę powiedzieć, że na szczęście w szpitalu otrzymaliśmy dobrą pomoc od personelu medycznego, duże wsparcie od lekarzy i szereg konkretnych informacji, jak dalej postępować. Jednak był to zdecydowanie ciężki czas. W szpitalu ze względu na różne problemy dziecka spędziliśmy znacznie więcej czasu niż planowaliśmy. Pojawiła się wada serca i problemy z odpornością, z układem immunologicznym. Ten czas przedłużającego się pobytu w szpitalu był trudny. Szczególnie dla mojej żony, która była cały czas w szpitalu na tym oddziale. Dla niej atmosfera na porodówce, gdzie ciągle rodzą się zdrowe dzieci, a ona swojego dziecka nawet nie mogła za bardzo widzieć, bo cały czas było na oddziale neonatologii w inkubatorze, była raczej depresyjna. Wiadomo, jak to też wygląda w naszych szpitalach. Można się naprawdę nabawić depresji.

– A po tych dwóch tygodniach w szpitalu?

– Było już dużo łatwiej. Jak już byliśmy nakierowani, wiedzieliśmy, co nas czeka, zaczęliśmy z pełnym zapałem i energią szukać pomocy u wielu różnych specjalistów, których musieliśmy odwiedzić, oraz szukać dla dziecka rehabilitacji. Tu znów pojawił się problem, taka ściana niemal nie do przejścia. Dostać się do specjalisty – okazuje się to niemożliwe. Dostać się na rehabilitację – za dwa lata. Jedynym wyjściem jest załatwiać wszystko prywatnie.

– Czy jeśli prywatnie się załatwia takie rzeczy, są możliwości jakichś dofinansowań?

– Niestety nie, jedyną możliwością jest to założenie subkonta 1% i poszukiwanie osób, które zechciałyby nas wesprzeć tym swoim procentem od podatku. Jednak powiem szczerze, że mimo iż odzew mieliśmy ogromny, to pieniądze z 1% wystarczają na jakieś 3 miesiące w roku rehabilitacji naszego dziecka.

– Państwo nie pomaga?

– Ja nie oczekiwałbym żadnej pomocy od państwa, oczekiwałbym tylko tego, żeby państwo nie przeszkadzało. Wspomniałem, że problemem jest dostać się do lekarzy specjalistów, i to jest naprawdę mordęga. Trzeba prywatnie. Kardiolog to wydatek rzędu 300 zł, a my co miesiąc musimy być u kardiologa. Rehabilitacja – godzina to od 80 do 100 zł. Rehabilitacja w ramach NFZ to jedne zajęcia tygodniowo, a tych zajęć musi być codziennie kilka, żeby były dla dziecka rozwojowe, owocujące samodzielnym funkcjonowaniem. A do tego właśnie przecież dążymy, żeby dziecko mogło samodzielnie funkcjonować. I takie problemy są, że na rehabilitację się czeka 2 lata, a jak się już ją dostanie, to tylko raz w tygodniu.

– Z jakimi kosztami się to wiąże?

– W naszym przypadku jest to ok. 2-3 tys. zł miesięcznie na rehabilitację. My z żoną na szczęście mamy ten komfort, że oboje pracujemy i możemy sobie na to pozwolić. Ale z drugiej strony czujemy się źle, kiedy wiemy, że można dostać dofinansowanie np. z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, a okazuje się, że ponieważ oboje pracujemy, dofinansowanie nam się nie należy. To jest frustrujące, że nie promuje się w naszym kraju pracowitości, tego, że ludzie chcą normalnie funkcjonować... Pomocy od państwa nigdy nie otrzymaliśmy, ani grosza. Ale powtórzę – nie oczekuję grosza, oczekuję tego, że będę mógł pójść np. do lekarza w ramach NFZ, za płacone na to podatki. Tymczasem nie mam takiej możliwości, poza podstawową opieką pediatryczną.

– Czy poza kwestiami medycznymi spotkali się Państwo z jakimiś problemami, np. w reakcjach społeczeństwa?

– Nie, odbiór społeczny, jeśli chodzi o moje środowisko, był bardzo pozytywny. Ludzie, wiadomo, czasem nie wiedzą, jak się zachować na wiadomość o tym, że dziecko urodziło się z zespołem Downa. Taką przykrą sytuację mieliśmy już na początku, w szpitalu, kiedy w czasie obchodu przyszedł znajomy kapłan. Mówiąc szczerze, byliśmy bardzo rozczarowani jego postawą, bo kompletnie nie wiedział, jak się zachować i w zasadzie uciekł z oddziału, nie udzielając żadnej pomocy, żadnego wsparcia. A był to dla nas okres bardzo depresyjny, kiedy tego wsparcia potrzebowaliśmy. Natomiast co do reakcji innych ludzi, mam pozytywne odczucia. Raczej chcą wesprzeć, dopytują jak mogą pomóc. Jednak wiem od rodziców starszych dzieci, że problem zaczyna się w szkole. Środowisko dzieci jest bardzo różne, czasem ma miejsce po prostu prześladowanie, dzieci są gnębione. Nad tym wszyscy musimy pracować, żeby dzieci lepiej odbierały inność.

– Czy szkoły integracyjne spełniają dobrze swoją rolę?

– Uważam, że szkoły integracyjne są bardzo dobrym pomysłem. Nasz Staś chodzi do przedszkola integracyjnego. To wszystko oczywiście pod warunkiem, że kadra pedagogiczna potrafi odpowiednio dzieci przygotować. Wiem, że zdarzają się w różnych miejscach w Polsce – nieliczne oczywiście – przykłady, że nauczyciele o takich dzieciach potrafią wypowiadać się z pogardą, więc tym bardziej inni uczniowie. Doświadczamy tego, że kontakt ze zdrowymi dziećmi jest bardzo istotny dla dzieci z zespołem Downa. One dzięki temu mogą się znacznie szybciej rozwijać niż będąc tylko we własnym, zamkniętym środowisku. My widzimy u naszego dziecka, że kiedy trafił do przedszkola i miał kontakt ze zdrowymi dziećmi, wykonał dostrzegalny skok rozwojowy.

– A jak dzieci w przedszkolu? One są przygotowane do kontaktu z rówieśnikami z zespołem Downa?

– Nasze przedszkole, do którego chodzi Staś, jest przedszkolem prywatnym. Są tam różne dzieci, też z różnymi schorzeniami, z autyzmem, zespołem Downa, dzieci zdrowe. Tam dzieci nie są po prostu w żaden sposób rozróżniane, wzajemnie się pozytywnie odbierają.

– Wspomniał Pan o przykrym doświadczeniu z kapelanem szpitalnym. Czy widzi Pan jakieś większe możliwości zaangażowania Kościoła w pomoc rodzinom z niepełnosprawnymi dziećmi?

– Wydaje mi się, że najbardziej potrzebna jest pomoc duchowa. Mam wielu przyjaciół kapłanów i wiem, że często się skarżą na braki w formacji. Brakuje przekazu, jak rozmawiać z takimi ludźmi. Kapłan jest osobą zaufania i często poszukuje się u niego wsparcia. Ja sam u księży takiego wsparcia szukałem i niestety wielu z nich nie wie, co powiedzieć, jak wesprzeć. Wydaje mi się, że zdecydowanie brakuje przygotowania księży.

– A przekaz Kościoła w kazaniach, oddziaływanie na społeczeństwo?

– Wydaje mi się, że pozytywny przekaz jest obecny, zauważam mocny głos i to mi się podoba.

– Jak ocenia Pan aktualne dyskusje wokół problemu aborcji?

– To co mi się nie podoba i co bardzo chciałbym zaznaczyć, a wiem, że wielu kapłanów, nawet hierarchów pod tym się podpisuje, to mianowicie to, że w Polsce w tej dyskusji o aborcji są wykorzystywane przez obydwie strony sporu głównie dzieci z zespołem Downa. Ja oczywiście jestem gorącym przeciwnikiem aborcji i jak najbardziej jednoznacznie opowiadam się za życiem, jednak to, co radykalnie mi się nie podoba, wręcz napawa mnie ohydą, to kiedy niektóre z organizacji pro life wykorzystują zdjęcia martwych płodów. To jest dla mnie paskudne i jak pan słyszy, jestem roztrzęsiony jak o tym mówię. To jest dla mnie skandaliczne i Kościół powinien się całkowicie odciąć od tego typu działań, bardzo bym tego oczekiwał. Naprawdę, te kampanie są dla mnie przykre. Przypomnę katolicką zasadę, że cel nie uświęca środków. Mnie jako rodzica dziecka z zespołem Downa, kiedy widzę martwe dziecko z zespołem Downa, bardzo to boli i jest okropne.

– Jak już po tych ponad dwóch latach ze Stasiem widzi Pan siebie? Czy bycie ojcem dziecka z zespołem Downa zmienia?

– Z pewnością rodzi się inna skala problemów. Człowiek przestaje się martwić pewnymi drobnostkami, które mu zaprzątały głowę do tej pory. Stałem się przed wszystkim człowiekiem bardziej empatycznym, lepiej rozumiem różne ludzkie problemy. Wydaje mi się, że do tej pory byłem bardziej obojętny, ale kiedy sam doświadczyłem w życiu tego, że musiałem się zaopiekować dzieckiem niepełnosprawnym, wzrósł we mnie poziom empatii, zmalał egoizmu. To otwiera na innych ludzi i ludzkie problemy.

– Co by powiedział Pan rodzicom, którzy dowiedzieli się, że spodziewają się dziecka z zespołem Downa, mają dużo lęku...

– Przede wszystkim bym zachęcał, żeby się mimo wszystko nie bali. Paradoksalnie trochę się cieszę, że mieliśmy taki komfort, iż nie wiedzieliśmy, że Stasiu będzie dzieckiem z zespołem Downa. Mam wrażenie, że rodzicom w ciąży się nie pomaga. Jedyny przekaz, z jakim się spotykają, to aborcja. On płynie zewsząd. Rozmawialiśmy o roli Kościoła – można dodać, że poradnie rodzinne przy parafiach mogłyby prowadzić też dla takich osób punkty z pomocą np. psychologa. Bo strach towarzyszący takiemu problemowi rodzi często nie do końca racjonalne decyzje. Takim rodzicom radziłbym poszukania pomocy, porozmawiania z kimś, kto ma dziecko z zespołem Downa, spotkania się z taką rodziną. To pozwoli się przekonać, że to nie tragedia i koniec świata, a przeciwnie – że takie dziecko daje ogrom radości i miłości, a życie z takim dzieckiem może być piękniejsze.

***

Krzysztof Biliński, ojciec 2.5 rocznego Stasia z Zespołem Downa. Tych, którzy chcą lepiej poznać życie dziecka z ZD zapraszamy na facebookowy profil Stasiowy Świat.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Franciszek jedzie z wizytą do Maroka

2019-03-22 12:40

Krzysztof Tomasik / Warszawa (KAI)

W dniach 30-31 marca Franciszek odwiedzi Królestwo Maroka. Podczas dwudniowego pobytu w Rabacie i Casablance odwiedzi między innymi islamską szkołę dla kaznodziejów, spotka się z migrantami i odprawi publiczną Mszę św. na stadionie. W Maroku z ponad 36 mln mieszkańców, z których 99 proc. to muzułmanie, żyje tylko ponad 36 tys. chrześcijan, głównie z zagranicy, wśród nich ok. 30 tys. wiernych z przeszło 100 narodowości. Hasłem tej 28. zagranicznej podróży papieskiej są słowa: "Sługa nadziei”.

Grzegorz Gałązka

Podróż ta będzie pierwszym pobytem papieża w Maroku od 34 lat. 19 sierpnia 1985 jednodniową wizytę złożył tam św. Jan Paweł II (1978-2005) na zaproszenie króla Hassana II (1961-99). Najważniejszym momentem tamtego wydarzenia było spotkanie Ojca Świętego z 50 tysiącami młodych muzułmanów z Maroka i innych krajów na stadionie w Casablance. Było to pierwsze w historii przemówienie głowy Kościoła katolickiego do tak licznej grupy wyznawców islamu. W entuzjastycznie przyjętym przemówieniu papież mówił o uniwersalnych wartościach: prawdzie, pokoju, braterstwie i sprawiedliwości. Wskazywał na łączące obie religie wspólne elementy i przekonywał o potrzebie dialogu międzyreligijnego.

Logo obecnej wizyty przedstawia żółto-zielony krzyż okolony czerwonym półksiężycem. Zestawienie symboli chrześcijaństwa i islamu wyraża międzyreligijny wymiar spotkania wyznawców obu religii oraz papieża i „Przywódcy Wierzących” (taki tytuł przysługuje królowi Maroka) w Rabacie, 800 lat po spotkaniu św. Franciszka z Asyżu z sułtanem Malikiem al-Kamilem w Egipcie. Kolory wykorzystane w logo są barwami Maroka - zielony i czerwony oraz Watykanu - żółty i biały (tło). Pod znakiem graficznym znajduje się hasło wizyty: „Sługa nadziei".

Program

Samolot z Franciszkiem na pokładzie przyleci na lotnisko Rabat-Salé w sobotę 30 marca o godz. 14.00 czasu miejscowego. Przed pałacem królewskim w Rabacie odbędzie się oficjalne powitanie, po czym papież złoży kurtuazyjną wizytę królowi Mohamedowi VI - od 1999 r. głowie państwa i przywódcy religijnemu.

Następnie przemówi do przedstawicieli narodu marokańskiego, władz, społeczeństwa obywatelskiego i korpusu dyplomatycznego na dziedzińcu przed meczetem Hasana, gigantycznej świątyni ukończonej w 1993 roku, która wznosi się bezpośrednio nad Atlantykiem i ma 210-metrowy minaret - najwyższy na świecie.

Ojciec Święty odwiedzi również mauzoleum króla Mohameda V a następnie Instytut Mohameda VI, kształcący imamów i kaznodziejów muzułmańskich. Będzie to z pewnością kolejna okazja do pogłębienia dialogu międzyreligijnego. Instytucja nosząca imię obecnego władcy kosztowała 22 mln euro. Szkoli ok. 800 imamów - religijnych uczonych islamu - z Maroka, Mali, Francji, Libii, Nigerii, Tunezji i Wybrzeża Kości Słoniowej, zarówno mężczyzn, jak i kobiety. Papieżowi towarzyszyć będą słuchacze ekumenicznego Instytutu Teologicznego „Al Mowafaqa” założonego w Rabacie w 2012 r. przez Kościoły: katolicki i protestanckie oraz kilku wydziałów teologicznych we Francji.

Dzień ten zakończy spotkanie z imigrantami w siedzibie diecezjalnej Caritas. Kościół tutejszy tworzą migranci, a Maroko jest dla nich zarówno miejscem docelowym, tranzytem, jak i krajem pochodzenia.

W niedzielę 31 maca Franciszek odwiedzi najpierw Wiejski Ośrodek Pomocy Społecznej (Centre Rural des Services Sociaux) w sąsiedniej miejscowości Temara, po czym spotka się w katedrze w Rabacie z kapłanami, osobami konsekrowanymi i członkami miejscowej Ekumenicznej Rady Kościołów, w południe zaś odmówi modlitwę „Anioł Pański".

Po południu przewidziano Mszę św. na stadionie "Prince-Moulay-Abdellah", na której oczekuje się ok. 10 tys. wiernych. Uświetni ją śpiew chóru złożonego z 500 młodych ludzi, pochodzących niemal w całości z regionu subsaharyjskiego.

Na zakończenie tego dnia odjedzie na lotnisko Rabat-Salé, skąd po ceremonii pożegnalnej odleci samolotem do Rzymu.

Dialog z islamem

Papież przybędzie do Maroka w dwa miesiące po wizycie w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, co świadczy, że dialog ze światem islamskim jest jednym z priorytetów obecnego pontyfikatu. Już przy okazji wizyty w ZEA Watykan podkreślał, że obie papieskie podróże nawiązują do spotkania św. Franciszka z sułtanem Al-Kamilem 800 lat temu w egipskiej Damietcie - jednego z najbardziej niezwykłych spotkań międzywyznaniowych w okresie wypraw krzyżowych. Papieska wizyta pokazuje, że dzisiaj stosunki między Kościołem katolickim a islamem są ważniejsze niż kiedykolwiek przedtem, a zwłaszcza na najwyższym szczeblu.

Gdy chodzi o dialog z islamem Franciszek nie odziedziczył łatwego spadku po swoim poprzedniku Benedykcie XVI (2005-13). Jego przemówienie podczas wizyty w Bawarii na Uniwersytecie w Ratyzbonie w 2006 r., w którym posłużył się krytycznym dla islamu wspomnieniem z XIII wieku, zostało opacznie zinterpretowane i wywołało ogromne oburzenie wśród muzułmanów na całym świecie, łącznie z rozruchami. Pięć lat później znany Uniwersytet Al-Azhar w Kairze zerwał dialog z Watykanem, gdy papież Ratzinger po morderczym ataku na kościół koptyjski pod koniec grudnia 2012 domagał się większej ochrony chrześcijan w Egipcie.

Dotychczas Franciszek unikał wszelkich zatargów ze światem islamu, nawet w czasie, kiedy chrześcijanie na Bliskim Wschodzie stoją w obliczu "być albo nie być" wobec islamskiego fundamentalizmu. Z wielką pokorą papież napisał w adhortacji apostolskiej "Evangelii gaudium": "Proszę, pokornie błagam te kraje, aby zapewniły wolność chrześcijanom, by mogli sprawować swój kult i żyć swoją wiarą, uwzględniając wolność, jaką wyznawcy islamu cieszą się w krajach zachodnich!”.

Papież z Argentyny stara się od początku przełamywać lody w we wzajemnych stosunkach. Jego umycie stóp muzułmańskiemu więźniowi w Wielki Czwartek lub jego zaangażowanie na rzecz syryjskich uchodźców wywołało entuzjastyczne komentarze w najważniejszych islamskich mediach. Niedługo po jego wyborze Uniwersytet Al-Azhar wznowił kontakty z Watykanem, a od 2017 r. ponownie odbywają się regularne spotkania z przedstawicielami Papieskiej Rady ds. Dialogu Międzyreligijnego.

"Obie instytucje chcą współpracować na rzecz pokoju i bardziej sprawiedliwego społecznie świata, przeciwko przemocy i fanatyzmowi w imię religii" - napisano we wspólnym oświadczeniu po wznowieniu stosunków. Wkrótce potem sam papież udał się do Egiptu po wizycie w Jordanii i Turcji w 2014 roku. Można wręcz powiedzieć, że Franciszka łączy duchowa przyjaźń z Ahmadem al-Tayyebem, rektorem tej wiodącej sunnickiej uczelni.

W Abu Zabi w tym roku obaj podpisali deklarację braterstwa między obu religiami. Wizytę i dokument uznano za historyczny, ponieważ Franciszek był pierwszym papieżem, który odwiedził Półwysep Arabski, miejsce narodzin islamu. Deklaracja potępiła ekstremizm w imię Boga, promując jednocześnie pełne prawa człowieka, w tym przede wszystkim prawo do wolności religijnej.

W swoich wysiłkach na rzecz dialogu katolicko-islamskiego Franciszek mniej troszczy się o rozważania teologiczne niż jego poprzednik. Jego zdaniem w tej dziedzinie „cierpliwość i skromność” jest konieczna, aby uniknąć „kłopotliwych sytuacji”, skupia się więc na praktycznych działaniach w rozwiązywaniu konfliktów, troski o poszanowanie zasady wolności religijnej, ochronie środowiska lub sprawiedliwości społecznej.

Wolność wyznania jest dziś największą przeszkodą w stosunkach katolicyzmu ze światem islamskim. Kard. Jean-Louis Tauran, zmarły w zeszłym roku wieloletni przewodniczący Papieskiej Rady ds. Dialogu Międzyreligijnego, wielokrotnie podkreślał, że sprawa wolności religijnej jest probierzem w stosunkach wzajemnych. Krytykował pewną powierzchowność dialogu chrześcijańsko-islamskiego, który często ogranicza się do zgody co do pewnych kwestii etycznych i frazesach o dobrej woli.

Marokański arcybiskup Rabatu Cristóbal López Romero wskazuje na cztery poziomy dialogu z islamem. „Pierwszym szczeblem, który uważa się za najważniejszy, bo angażuje wszystkich, jest to, co nazywa się «dialogiem życia», a co dotyczy codziennego życia chrześcijan i muzułmanów. Potem są szkoły. Dyrektorzy, chrześcijanie i muzułmanie w Maroku, opracowali wspólnie program edukacyjny oparty na wspólnych wartościach. Trzeci poziom jest reprezentowany przez małe grupy wiernych, którzy okresowo spotykają się, aby się lepiej poznać, dzielić doświadczeniem związanym ze swymi drogami wiary oraz zgłębić chrześcijańską i muzułmańską koncepcję życia. I wreszcie zdarza się czasem, że w niektórych miejscach chrześcijanie i muzułmanie gromadzą się na wspólnej modlitwie. I to jest czwarty poziom, który obejmuje stosunkowo niewielką ilość osób” - zaznacza pochodzący z Hiszpanii hierarcha.

Daleko do wolności religijnej

Król Maroka rządzi jako tradycyjny absolutny władca, ale przywiązuje też dużą wagę do wizerunku nowoczesnego męża stanu. Mohammed VI stara się reformować islam w imię oświecenia i tolerancji. W 2016 roku wezwał setki muzułmańskich uczonych z całego świata do Marakeszu, aby zastanowi się wspólnie, jakie stanowisko należy zająć wobec mniejszości religijnych. Ale jego krajowi wciąż jest daleko do prawdziwej wolności religijnej.

Najgorzej wygląda sytuacja marokańskich konwertytów z islamu, których jest co najmniej kilka tysięcy. Chociaż zmiana wiary od 2016 r. formalnie nie jest już karalna, ale podobnie jak wszędzie w świecie islamskim, jest uważana za poważne naruszenie norm społecznych i jako taka jest zagrożona stygmatyzacją społeczną lub utratą pracy. W końcu islam jest religią państwową. Ci, którzy odwracają się od niego plecami, również ryzykują, że rodzina i miejscowa społeczność się ich wyrzeknie.

Wielu konwertytów woli zachować w tajemnicy zmianę wiary, aby nie być nękanymi przez władze. Zwraca się uwagę, że policja nie raz już powstrzymała marokańskich chrześcijan przed wejściem do kościołów a chrześcijański chrzest jest tu zupełnie nieakceptowany. Tak samo niedozwolone są małżeństwa między chrześcijanami a muzułmanami lub pochówki na kościelnych cmentarzach. Parafie są stale pouczane, aby nie przyjmować do swoich wspólnot Marokańczyków. Aktywne misje wśród muzułmanów są oficjalnie zakazane i grozi za nie kara do trzech lat więzienia. Jak dotychczas z tego powodu od dawna nie było żadnych procesów, choć rząd w ostatnich latach kilkakrotnie wydalał z kraju misjonarzy ze wspólnot ewangelikalnych.

Podobnie jak w innych krajach islamskich, Kościół katolicki powstrzymuje się od aktywnego propagowania swojej wiary. W przeciwnym razie nie byłby w stanie zabezpieczyć swojego istnienia po zakończeniu francuskich i hiszpańskich rządów kolonialnych. W tym czasie w Maroku mieszkało około pół miliona katolików, osadników i tubylców. Po odzyskaniu niepodległości przez Maroko w 1956 r. większość z nich opuściła ten kraj.

Mówiąc o chrześcijanach marokańskich arcybiskup Rabatu przypomniał, że prawo marokańskie zabrania nawróceń i jest to sprawa wewnętrzna tego kraju. Zauważył, że dwóch ostatnich papieży jasno dało do zrozumienia, że „chrześcijaństwo rozprzestrzenia się siłą przyciągania, a nie prozelityzmem". „Jestem zadowolony, że my, chrześcijanie w Maroku, żyjemy w pokoju i spokoju i możemy praktykować swoją wiarę w całkowitej wolności” - zaznaczył hierarcha.

Dla państwa marokańskiego ważne jest zaangażowanie w walkę z islamskim ekstremizmem. Król Mohammed VI, noszący tytuł „Przywódcy Wierzących” i ma być czczony jako potomek proroka Mahometa a ci, którzy chcą konkurować z jego władzą religijną, szybko trafiają do więzień. Władze kraju objęły kontrolą meczety i nauki wygłaszane w nich przez imamów, by zapobiegać propagowaniu radykalnych treści. Ze względów bezpieczeństwa marokańskie władze zakazały też produkcji, importu i sprzedaży burek, pod którymi zbyt często kobiety samobójczynie ukrywają ładunki wybuchowe. Król jednoznacznie odcina się od działań terrorystów, podkreślając, że „ci, którzy uciekają się do przemocy w imię islamu, nie są muzułmanami".

Niemniej jednak monarcha nie jest całkowicie wolny w swoich decyzjach. Jego gotowość do reform islamu w duchu tolerancji jest ograniczana przez tradycyjną malikicką szkołę prawną islamu sunnickiego. Z drugiej strony dążenie do większej wolności religii i dialogu jest bardzo wyraźne, tym bardziej że wzrastają tendencje konserwatywne w społeczeństwie marokańskim. Niestety daleko jeszcze do ideału wolności dla ludzi innych wyznań, zwłaszcza nawróconych z islamu.

Migranci

Dla papieża sprawą najważniejszą są migranci, dlatego z taką mocą udzielił poparcia dla ONZ-owskiego paktu w sprawie migracji przyjętego na konferencji w Marakeszu w grudniu ub.r. Według źródeł kościelnych marokańska Caritas, wspierana przez partnerów międzynarodowych, udziela pomocy w trzech ośrodkach dla uchodźców w Rabacie, Casablance i Tangerze. W ubiegłym roku skorzystało z niej prawie 10 tys. osób. Oprócz doradztwa najbardziej potrzebującym udziela pomocy medycznej, dostarcza żywność, leki, ubrania. Zapewnia również zakwaterowanie. Skupia się zwłaszcza na kobietach w ciąży i małoletnich bez opieki.

W sumie ten mały Kościół opiekuje się 80 tys. osób z Afryki Subsaharyjskiej, które obecnie przebywają na ziemi marokańskiej, aby znaleźć pracę, możliwość edukacji w Maroku lub wyjechać do Europy. Wśród nich coraz więcej jest dzieci w wieku 10, 12 i 13 lat oraz wiele kobiet, często w ciąży lub z niemowlętami.

Kościół raz za razem krytykuje fakt, że państwo prawie nie dba o integrację ludzi z innych krajów afrykańskich i zamiast tego stosuje represje. Migranci nie mają dokumentów, dostępu do opieki zdrowotnej i usług publicznych, są ofiarami przemocy i częstych ataków, wyzysku i handlu, nie mają przyzwoitych warunków mieszkaniowych ani możliwości pracy.

Franciszek celowo odwiedza miejsca graniczne i "tranzytu” - mówi arcybiskup Rabatu, Także jego współbrat z Tangeru abp Santiago Agrelo Martínez wyraził nadzieję, że wizyta papieża przyniesie postęp w radzeniu sobie z migrantami. Bo, jak mówi arcybiskup: „Czasami tracimy nadzieję”.

W archidiecezji Tangeru znajdują się dwie hiszpańskie enklawy: Ceuta i Melilla, z których uchodźcy wciąż próbują przedostać się przez sześciometrowe ogrodzenia graniczne z drutu kolczastego. Z kolei z północy Maroka dziesiątki tysięcy ludzi stale ryzykują życiem, by przepłynąć Cieśninę Gibraltarską.

„Opiekujemy się nimi w duchu Samarytanina, który bez pytania, skąd pochodzi lub dokąd zmierza, wita rannych i odrzuconych ludzi” - powiedział abp López. Nie zgadza się on z tezą, jakoby Kościół w Afryce Północnej w jakiś sposób wspierał emigrację: „Nie chcemy zachęcać do emigracji do Europy ani jej zapobiegać, nie współpracujemy z tymi, którzy chcą dotrzeć do Europy, ale nie będziemy dla nich przeszkodą" - zapewnił i dodał: "Kościół marokański podąża za czterema wskazówkami, których papież domagał się dla migrantów: zająć się nimi, chronić, promować i integrować ze społeczeństwem".

Pod naciskiem Europy Maroko pełni bowiem funkcję policji migracyjnej. Stąd masowe przesiedlenia migrantów znad wybrzeża w głąb kraju. Na ich dramat Franciszek na pewno zwróci uwagę. Zaapeluje do wspólnoty międzynarodowej o odpowiedzialność, solidarność i współczucie względem migrantów – przewiduje arcybiskup Rabatu.

Umocnić Kościół

Jeszcze w czasach przedislamskich wyznawcy Chrystusa żyli na terenie dzisiejszego Maroka i Afryki Północnej przez kilka stuleci. Świadectwem ich obecności mogą być choćby postaci świętych męczenników wczesnochrześcijańskich pochodzących z Tangeru: Marcelego i Kasjana. W wyniku podboju muzułmańskiego pod koniec VIII w. hierarchia kościelna stopniowo zanikała, jednakże niewielkie wspólnoty chrześcijan nadal istniały na tych ziemiach.

W wieku XIII Maroko stało się obszarem pierwszej misji prowadzonej przez franciszkanów, którzy odegrali znaczącą rolę, pracując również na rzecz sułtana. Znając jednocześnie języki arabski i europejskie, byli jego ambasadorami na dworach europejskich, uczestniczyli w wymianie jeńców między Europą a Marokiem, sprawowali posługi wobec więźniów i chorych, mogli nosić swoje habity. Do dzisiaj franciszkanie stanowią większość katolickiego duchowieństwa w tym kraju. W okresie protektoratów, francuskiego i hiszpańskiego, dzięki kupcom i osadnikom z Europy, chrześcijaństwo rozprzestrzeniało się na terenie całego kraju.

Zdecydowaną zmianę w sytuacji wspólnot chrześcijańskich na tym terenie przyniósł rok 1956, gdy Maroko ogłosiło niepodległość. Od tego czasu wspólnoty chrześcijańskie musiały odnaleźć się w rzeczywistości postkolonialnej. Dzisiaj Europejczycy stanowią niewielką część miejscowego Kościoła.

Kościół marokański składa się z „większej liczby mężczyzn niż kobiet, a zwłaszcza ludzi młodszych niż osób starszych oraz czarnoskórych niż białych” - powiedział abp López w wywiadzie dla hiszpańskiej agencji prasowej EFE. Zwrócił uwagę, że średni wiek miejscowych katolików wynosi 35 lat, wskazując przy tym na wielu migrantów z Afryki subsaharyjskiej. „To jest twarz kościoła w Maroku” - zaznaczył arcybiskup-salezjanin. Nie mogąc prowadzić otwartej działalności misyjnej Kościół katolicki jest aktywny w sferze społecznej, oświatowej i socjalnej. W całym kraju istnieje 15 szkół katolickich, z 800 nauczycielami i ponad 12 tys. uczniów, z których znakomita większość to muzułmanie. Kościół wychodzi też naprzeciw prawdziwym problemom społecznym, które są w tym kraju stale ukrywane. Obok opieki nad migrantami, Caritas zajmuje się kobietami z dziećmi pozamałżeńskimi oraz dziećmi ulicy. Na przykład siostry szarytki i służebniczki Maryi opiekują się niepełnosprawnymi, dziewczętami, które nie chodzą do szkoły i ubogimi rodzinami. Działa też franciszkańska szkoła zawodowa dla muzułmanów, prowadzone są kursy komputerowe i językowe. Caritas wspiera nie tylko potrzebujących katolików, ale również ubogich muzułmanów.

Oczekiwania

"Franciszek przyniesie Marokańczykom nadzieję, miłość i błogosławieństwo” – podkreśla arcybiskup Rabatu. Dodaje, że papież przyjedzie odwiedzić cały naród marokański. Pragnie także pamiętać o ludziach, dla których Maroko jest jedynie przystankiem w ich uchodźczej drodze ku lepszemu życiu w Europie. Abp López przypomina o tym w liście do wiernych z okazji papieskiej wizyty. Podkreśla zarazem, że pielgrzymka ta odbędzie się w duchu dialogu chrześcijaństwa z islamem, który promuje także król Muhammad VI. Arcybiskup Rabatu wskazuje zarazem, że najlepszym przygotowaniem do spotkania z Franciszkiem będzie ożywienie wiary i miłości oraz przełożenie ich na konkret życia chrześcijańskiego.

Hierarcha ma nadzieję, że papież przede wszystkim umocni w wierze mniejszość katolików w kraju. „Dla Marokańczyków ta podróż jest bardzo ważna, ponieważ jest to w pewnym sensie uznanie dążenia kraju do umiarkowanego islamu, dialogu i tolerancji” - powiedział włoskiej agencji prasowej SIR.

-------- Kościół w Maroku podzielony jest na dwie archidiecezje, podlegające bezpośrednio Stolicy Apostolskiej: Rabat i Tanger. Liczy w sumie 35 parafii i ma 23 kapłanów diecezjalnych i czterech zakonników. Ponadto w Maroku pracują 142 zakonnice z 32 zgromadzeń. Archidiecezja Rabat zajmuje powierzchnię ponad 400 tys. km kw. z północy na południe Maroka i obejmuje również Casablankę. Od 10 marca 2018 na jej czele stoi niespełna 67-letni Hiszpan abp Cristóbal López Romero, salezjanin. Archidiecezja liczy ok. 20 tys. katolików skupionych w 28 parafiach. Na wschodzie kraju leży archidiecezja Tanger o powierzchni ponad 20 tys. km kw., licząca ok. 3 tys. katolików w 7 parafiach, obsługiwanych przez 14 kapłanów zakonnych. Na czele tej jednostki kościelnej stoi od 17 czerwca 2007 hiszpański franciszkanin, prawie 77-letni Santiago Agrelo Martinez. Nuncjuszem apostolskim w Maroku od 2015 jest Włoch abp Vito Rallo.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem