Reklama

Gdańsk: jutro rozpoczyna się Festiwal Actus Humanus Resurrectio

2018-03-27 13:45

tk / Gdańsk (KAI)

Starscream/pl.wikipedia.org
Wejście do Ratusza. Nad nim znajduje się znana płaskorzeźba przedstawiająca lwy chroniące herb miasta, z których jeden ma odwróconą głowę w stronę Złotej Bramy

Najwybitniejsi na świecie przedstawiciele wykonawstwa historycznego i najciekawsi polscy artyści wystąpią na rozpoczynającym się jutro w Gdańsku Festiwalu Actus Humanus Resurrectio. W programie największego w naszym kraju festiwalu muzyki dawnej znalazło się dziesięć koncertów z arcydziełami muzyki od średniowiecza po późny barok. Festiwal będzie pięknym i głęboko poruszającym wprowadzeniem w czas zadumy Wielkiego Tygodnia i radości świąt Wielkiej Nocy – zapowiadają organizatorzy.

Magnesem, który przyciągnie do Gdańska wielbicieli muzyki barokowej będzie wykonanie Mszy h-moll Johanna Sebastiana Bacha przez zespół Gabrieli Consort & Players i charyzmatycznego angielskiego dyrygenta Paula McCreesha (28 marca).

Wydarzeniem może okazać się także występ włoskiej śpiewaczki Sonii Priny i Akademie für Alte Musik Berlin z programem Il pianto di Maria, czyli maryjnym repertuarem na Wielki Tydzień (29 marca). W programie zatytułowanym Il pianto di Maria znalazły się dzieła Ferrandiniego, Bacha, Handla, Vivaldiego i Locatellego.

Trzeci wieczór festiwalowy (30 marca) przerodzi się w prawdziwe wczesnochrześcijańskie misterium dzięki Marcelowi Pérèsowi i jego Ensemble Organum. Francuscy artyści w programie Adoratio Sanctae Crucis przedstawią śpiewy liturgiczne późnego antyku i wczesnego średniowiecza, pochodzące z manuskryptu benewentyńskiego. Ten grecko-łaciński repertuar jest świadectwem pierwszych liturgii celebrowanych na ziemiach basenu Morza Śródziemnego.

Reklama

Podczas sobotniego koncertu (31 marca) włoska grupa Odhecaton pod kierunkiem Paola Da Col przedstawi trzy niemal nieznane dzieła liturgiczne Alessandra Scarlattiego, w tym Missa defunctorum (31 marca). To wyjątkowe, niemal nieznane dzieło mistrza opery neapolitańskiej zabrzmi w Polsce po raz pierwszy.

Finałowy, wielkanocny wieczór (1 kwietnia) należeć będzie do Ottavia Dantone i jego Accademia Bizantina. Wraz z międzynarodową plejadą solistów wykonają oni oratorium Il trionfo del Tempo e del Disinganno Georga Friderica Handla. Dantone to jeden z najwybitniejszych klawesynistów, dyrygentów i badaczy muzyki barokowej naszych czasów.

Serię recitali polskich muzyków (28 marca) rozpocznie wiolonczelista Tomasz Pokrzywiński, który zagra trzy Suity na wiolonczelę solo Johanna Sebastiana Bacha. Interesującym zestawieniem będzie dwanaście Fantazji na skrzypce solo Georga Philippa Telemanna, które następnego dnia (29 marca) zabrzmią w interpretacji Stefana Plewniaka.

Do skarbca polskiej muzyki barokowej sięgnie zaś Octava Ensemble pod kierunkiem Zygmunta Magiery (30 marca) – przedstawi msze i motety Bartłomieja Pękiela, kapelmistrza dworu królewskiego w Warszawie i kapeli katedralnej na Wawelu. Zabrzmią m.in. wielkanocna Missa Paschalis oraz ostatnia, uznawana za najwybitniejsze dzieło Pękiela Missa Pulcherrima.

Podczas festiwalu nie zabraknie brzmienia najbardziej charakterystycznego dla Gdańska instrumentu – carillonu. Małgorzata Fiebig wykona na nim trzy Sonaty biblijne Johanna Kuhnaua. Popołudniowy cykl koncertów zamkną skrzypaczka Katarzyna Anna Olszewska i altowiolista Dymitr Olszewski (1 kwietnia), którzy odkryją zapomniany dziś repertuar – Sześć duetów koncertowych op. 4 Antonia Bartolomea Bruniego, włoskiego skrzypka działającego w czasach Mozarta i Beethovena w Paryżu

Organizatorzy podkreślają, że Actus Humanus to jedyna w Polsce szansa usłyszenia w jednym miejscu i czasie tylu światowych gwiazd wykonawstwa historycznego, wywodzących się z różnych pokoleń, szkół i tradycji wykonawczych; to także okazja do spotkania się z czołówką wykonawców polskich – zarówno wytrawnych mistrzów, jak i debiutantów. Nade wszystko zaś wiosenna edycja gdańskiego festiwalu będzie po prostu pięknym i głęboko poruszającym wprowadzeniem w czas zadumy Wielkiego Tygodnia i radości świąt Wielkiej Nocy.

Koncerty odbędą się w Centrum św. Jana, kościele św. Bartłomieja, w Ratuszu Głównego Miasta i Ratuszu Staromiejskim.

Dyrektorem artystycznym Festiwalu jest Filip Berkowicz.

Transmisje szczęściu festiwalowych koncertów przeprowadzi Program 2 Polskiego Radia.

Tagi:
festiwal

Reklama

Uczta melomanów

2019-02-06 11:52

Maja Piórska
Edycja szczecińsko-kamieńska 6/2019, str. VI

Międzynarodowy Festiwal Muzyczny Świnoujskie Wieczory Organowe, odbywający się w parafii Chrystusa Króla, ma 20 lat. Przez ten czas świnoujscy melomani mogli usłyszeć wybitnych organistów i artystów z prawie całej Europy, Argentyny i USA

archiwum TPŚ
Georgij Agratina

Szybko minęło 20 lat koncertów organowych w Świnoujściu i gdyby nie było archiwum późniejszego Festiwalu Świnoujskie Wieczory Organowe, zapewne niewielu pamięta, jak to było dwadzieścia lat temu, kiedy wszystko się zaczęło.

W archiwum Towarzystwa Przyjaciół Świnoujścia – organizatora tych organowych koncertów – nie ma żadnych zapisków z pierwszych koncertów..., a dopiero od roku 1999.

Pierwszy gazetowy znajdziemy w „Kurierze Szczecińskim” z 20 maja 1999 r. Niewiele osób wie, że w kościele pw. Chrystusa Króla znajdują się oryginalne organy, z pneumatyczną trakturą o romantycznym brzmieniu. Tej klasy instrument, o ponad 1800 piszczałkach, jest jedynym w naszym województwie i pozwala wykonywać utwory od renesansowych, przez barokowe, do współczesnych. Przez osiem lat zrujnowane wręcz organy, które przetrwały wojnę, remontował bez nakładów finansowych organista kościelny Wiesław Worach.

O ich przypadkowym odkryciu w 1997 r. przez prezesa Towarzystwa Miłośników Muzyki Organowej w Szczecinie dr. Leszka Podzierskiego i prof. Andrzeja Chorosińskiego, który pierwszy zagrał na świnoujskich organach oraz Floriana Wilkesa z Berlina, wiedzą stali bywalcy festiwalowych koncertów. W 1998 r., 29 maja, zagrał prof. A. Chorosiński i 7 czerwca „Kurier Szczeciński” napisał: „Świnoujście ma swój festiwal – Świnoujskie Wieczory Organowe (...), koncertom sprzyja proboszcz ks. Kazimierz Sasadeusz. (...) koncertowali już tacy wirtuozi, jak Roman Perucki (...) Marek Toporowski i Andrzej Chorosiński”. Od 19 czerwca, jako Letni Festiwal Muzyczny, koncerty odbywały się co dwa tygodnie przez cały sezon do 23 października.

Ponownie zagrał Florian Wilkes z Berlina, który na afiszu, wklejonym do kroniki TPŚ, napisał: „Drodzy przyjaciele ze Świnoujścia. Po raz drugi gram dla Was koncert organowy na organach Steinmeyera. Są to organy z blaskiem i romantycznym sercem. Dzięki, że ten cenny instrument pielęgnujecie i utrzymujecie. Następne generacje organistów będą cieszyć się mistrzowskim instrumentem”.

W 1999 r. zagrali Matteo Messori (Włochy), Christian Praestholm (Dania), 18-letni Gedymin Grubba, Andrzej Szadejko ze Szwajcarii, Tomasz A. Nowak (Niemcy), Tomas Thon (Czechy), Robert Grudzień i prof. Georgij Agratina – fletnia Pana (Kijów), Stefan Goettelman (Niemcy), świnoujścianka Barbara Abramowicz (sopran), solistka – w tamtym czasie najciekawszej w Polsce sceny muzycznej – Warszawskiej Opery Kameralnej („Kurier Szczeciński” z 2 sierpnia 1999 r.). Letnie koncerty kończył, goszczący w Świnoujściu po raz trzeci, Florian Wilkes. I co tym razem w kronice napisał?”Drodzy Przyjaciele muzyki i organizatorzy koncertów organowych w Świnoujściu. Chętnie, z wielką radością i wewnętrznym zaangażowaniem grałem dla Was na tych organach. Wewnętrznie odczułem; «Bądź ozdobiona duszo moja». Ogromnie bogata polifonia organów, wyjątkowy czar dźwięków i możliwości impresji, a na zakończenie ten szmer dzwonów Westminster Vierna”.

W jedynym wrześniowym koncercie wystąpił Mariusz Filończuk, a 23 października dyrektor kamieńskiego Festiwalu Organowego prof. Józef Serafin.

Organizatorami byli wtedy: MDK, Towarzystwo Miłośników Muzyki Organowej – Szczecin, Towarzystwo Przyjaciół Świnoujścia i parafia pw. Chrystusa Króla.

Od 2000 r. kierownikiem artystycznym Festiwalu jest Małgorzata Klorek – szczecińska organistka, pedagog klasy organów w Zespole Szkół Muzycznych im. F. Nowowiejskiego w Szczecinie.

W następnych latach było wiele koncertów, nie wszystkie zapadły w pamięć. Były jednak takie, o których się pamięta bez zaglądania do kronik, a 10 ksiąg to spora dokumentacja.

Ot chociażby taki przykład – w jednym roku grał holenderski organista, a po koncercie zaprosił na chór grupę kolonistów (chyba ze szkoły muzycznej z południa Polski) i tłumaczył im sposób gry na tym królu instrumentów, jakim są organy.

Inny przykład? Do dziś pamiętam wyjątkowy koncert „Konfrontacje” Europejskiej Akademii Macklemburg-Vorpommern – zespołu Het Collectief, bo muzycy – flecista, wiolonczelista, skrzypek, klarnecista grał w innym miejscu kościoła, a odbiór muzyki nadzwyczajny, to była nowoczesna interpretacja muzyki klasycznych kompozytorów, m.in. Bramsa.

Skoro wspominam instrumenty, to było kilka, a może kilkanaście koncertów z bardzo ciekawymi instrumentami: szklana harfa, dudy szkockie i harfa celtycka, lira korbowa, róg alpejski, piła śpiewająca, cymbały, harmonijki ustne, i lutnia barokowa oraz gitara klasyczna.

Było sporo koncertów, które publiczność szczególnie lubi – organy plus inny instrument: trąbka, flugenhorn, saksofon, flet, klarnet, oczywiście skrzypce, wiolonczela, akordeon lub śpiew; sopran, mezzosopran, baryton, tenor, kontratenor. I tu przypominają się gwiazdy, które wystąpiły w Świnoujskich Wieczorach Organowych: Wiesław Ochman, Konstanty Andrzej Kulka, Barbara Abramowicz, Anna Maria Jopek, Łukasz Długosz oraz wielu wybitnych organistów wirtuozów.

Jest kilka utworów, które do dziś tkwią w pamięci, m.in. „Medytacja” Masseneta, w wykonaniu Marii Peruckiej – skrzypce z organowym akompaniamentem Romana Peruckiego. Improwizacja na temat „Legendy Bałtyku” F. Nowowiejskiego, którą wykonał mistrz improwizacji T. A. Nowak. Innym razem też w jego wykonaniu „Ricecare” J. S.

Bacha i w XX festiwalowym koncercie fantastycznie zagrany „Walse mignonne” S. Karg-Elerrta – miało się wrażenie, że tego walca gra orkiestra rozrywkowa. Zapewne nie tylko mnie głęboko zapadła w pamięć „Wiosna” z koncertu A. Vivaldiego „Cztery Pory Roku”, w transkrypcji i wykonaniu A. Chorosińskiego – szczęśliwie nagrana na płycie na 10-lecie festiwalu – a dwa lata później „Jesień” z tegoż koncertu, także w transkrypcji profesora oraz piękny, melodyjny koncert „fletowy” – choć to utwór organowy J. Rincka.

Czy jazz można grać w kościele i na organach? Można i zapada w pamięć. Taki koncert zagrał Ulf Lauenroth z Niemiec. Zupełnie inny koncert zagrał argentyński organista German Torre i oprócz klasyki organowej oczywiście były tanga, nie tylko Piazzolli.

Nie zabrakło naszych świnoujskich świetnych muzyków. Wystąpiła muzykująca rodzina Kosętków, był rodzinny koncert państwa Naklickich, chóru Logos i Krzysztofa Naklickiego. Śpiewała Marina Nikoriuk, której akompaniowała mama Irena.

Były koncerty promujące młodych, wybitnie zdolnych organistów – laureatów konkursów. Pamiętam pełen młodzieńczego polotu koncert 18-letniego wtedy Karola Mossakowskiego, dziś zapewne kończy studia w paryskim Konserwatorium. Ciekawe jak teraz gra. Oczywiście na długo zostanie w pamięci pełen wzruszeń finałowy koncert XX Festiwalu – gra prof. Chorosińskiego i „Va pensiero” – pieśń niewolników z „Nabucco” w wykonaniu Servi Domini Cantores.

Kiedy proboszcz parafii ks. Kazimierz Sasadeusz przeszedł na emeryturę, jego następca ks. Bogusław Gurgul z dużym zaangażowaniem kontynuuje festiwalową tradycję, za co organizator tych festiwalowych koncertów – Towarzystwo Przyjaciół Świnoujścia – bardzo dziękuje.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Szata Pana w Rzymie Północy

2014-08-05 15:18

Ks. Jacek Molka
Niedziela Ogólnopolska 32/2014, str. 14-15

Wakacyjny cykl „Niedzieli” nosi tytuł: „Dotykamy śladów Boga”. Inspiracją w naszej wędrówce jest hasło przyświecające pracy duszpasterskiej w bieżącym roku: „Wierzę w Syna Bożego”. Czteroletni cykl duszpasterski: „Przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie. Przez wiarę i chrzest do świadectwa” nawiązuje do 1050. rocznicy chrztu Polski, którą będziemy obchodzić w 2016 r. Naszą wiarę chcemy umacniać, dotykając relikwii Chrystusa. Wyjątkowym przewodnikiem jest tu książka Grzegorza Górnego i Janusza Rosikonia pt. „Świadkowie Tajemnicy. Śledztwo w sprawie relikwii Chrystusowych”. W tym tygodniu dziennikarz „Niedzieli” zabiera nas do Trewiru w Niemczech

Janusz Rosikoń/Rosikon Press

Eksponowana Święta Szata to tunika z dosyć długimi rękawami. Jej długość z przodu wynosi 1,48 m, a z tyłu – 1,57 m. Na dole zaś ma 1,09 m szerokości. Człowiek, który ją nosił, był wysoki. Obliczono, że mógł mieć mniej więcej 180 cm wzrostu. Ciekawa rzecz, że postać widoczna na Całunie Turyńskim również dokładnie odpowiada tym rozmiarom.

Wystawienie relikwii odbyło się w 500. rocznicę pierwszego jej publicznego pokazania w 1512 r. Nie wiemy, ilu ludzi ją wtedy nawiedziło. Na pewno rzesze wiernych. W 2012 r. było ich ok. 600 tys. Wcześniej, w 1996 r., ekspozycja Szaty Pańskiej odbyła się z udziałem ok. 700 tys. ludzi. Przy podobnej okazji w 1959 r. było ich ponad 1,7 mln, a w 1844 r. ponad milion.

Według tradycji, tę suknię miała utkać sama Matka Boża – Maryja. W 2012 r. tunikę można było zobaczyć tuż przed głównym ołtarzem katedry w przeszklonej skrzyni z cedrowego drzewa. Uroczystościom jej odsłonięcia przewodniczył specjalny wysłannik ówczesnego papieża Benedykta XVI – kard. Marc Ouellet, prefekt watykańskiej Kongregacji ds. Biskupów.

Badania

Prezentowana relikwia, niestety, nie została poddana tak szczegółowym i kompleksowym badaniom naukowym, jak np. Całun Turyński czy Chusta z Manoppello. Wielu zatem wątpi w jej autentyczność. Na pewno badano ją w 1890 r. W latach zaś 1973-74 Świętą Szatę poddała ekspertyzom szwajcarska grupa naukowców pod przewodnictwem dr Mechthild Flury-Lemberg, uznanej i renomowanej konserwator tkanin.

Skupiła się ona wyłącznie na analizie techniczno-tekstylnej samego materiału, z którego wykonano tunikę. Nie szukała ona na niej śladów krwi ani też np. roślinnych pyłków. Niemniej jednak dokonała bardzo ciekawych odkryć. Otóż okazało się, że owo odzienie składa się z siedmiu nałożonych na siebie warstw różnych tkanin. Zostały one sklejone w 1891 r. roślinną gumą. Warstwy te to: jedwabna satyna z 1891 r. koloru czerwonobrunatnego, brązowy tiul z roku 1890, bardzo delikatna jedwabna gaza z 1512 r., sfilcowane wełniane włókna, jedwabna tafta koloru zielonkawego również z 1512 r., po raz kolejny owe sfilcowane włókna wełniane, a także jedwabna gaza – też z roku 1512.

Zdaniem szwajcarskiej znawczyni materiałów, fragmentami pierwotnej relikwii mogą być tylko owe sfilcowane wełniane włókna. Te w rzeczywistości ulotne strzępki, rozpadające się praktycznie w pył przy najmniejszym dotknięciu, datowane są na wczesny okres cesarstwa rzymskiego (I-IV wiek po Chr.). W bardzo wilgotnym klimacie Trewiru przetrwały tylko dzięki temu, że właśnie na początku XVI stulecia naszyto na nie inne tkaniny, a potem pod koniec XIX wieku posklejano je. Gdyby tego nie zrobiono, po Świętej Szacie po prostu nie byłoby już dawno śladu.

Uczona stwierdziła zatem, że jądro tkaniny pochodzi z czasów antycznych. Nie jest to jednak dowód na absolutną autentyczność tej relikwii. „W świetle dotychczasowych badań sprawa pozostaje otwarta (…). Tym bardziej że to nie koniec zagadek. Doktor Flury-Lemberg odkryła bowiem na sukni resztki złotych i zielonych nitek jedwabnych, pochodzących ze Środkowego Wschodu, najprawdopodobniej z Syrii. Jedne z nich pochodzą z VI, inne zaś z przełomu VIII i IX wieku. To poszlaka wskazująca, iż szata mogła być czczona we wczesnym średniowieczu na wschodzie imperium rzymskiego” (Grzegorz Górny, Janusz Rosikoń, „Świadkowie Tajemnicy. Śledztwo w sprawie relikwii Chrystusowych”, Rosikon Press 2012, str. 215).

Historia

Katedra, w której przechowywana jest Święta Szata, jest najstarszym kościołem w Niemczech. Została zbudowana na polecenie samego Konstantyna Wielkiego, syna cesarzowej Heleny. Postanowił on na początku IV wieku uczcić dwudziestolecie swojego panowania wzniesieniem czterech potężnych świątyń: Bazyliki Grobu Pańskiego w Jerozolimie, kościoła Narodzenia Chrystusa w Betlejem, Bazyliki św. Piotra w Rzymie i właśnie katedry pod tym samym wezwaniem w Trewirze. Taka, a nie inna decyzja świadczy o tym, że miasto nad Mozelą odgrywało niezwykle ważną rolę w rzymskim imperium. Było ono w tym czasie wręcz nieformalną stolicą Europy Zachodniej i dlatego nazywano je często Rzymem Północy.

Nie dziwi więc fakt, że w Trewirze mogła zostać zdeponowana tak ważna relikwia. Co prawda pierwsza wzmianka o niej pojawia się dosyć późno, bo dopiero w XI wieku. Anonimowy autor, który spisał biografię jednego z trewirskich biskupów, wspomina w niej o tym, że cesarzowa Helena przywiozła ze swej pielgrzymki do Ziemi Świętej wiele relikwii i podarowała je owemu biskupowi o imieniu Agritiusz. I tak w Trewirze znalazły się np.: gwóźdź z krzyża Chrystusa, nóż, którego miał używać Pan Jezus podczas Ostatniej Wieczerzy, i wreszcie Jego szata.

Historycy zastanawiali się, dlaczego wcześniejsze źródła nic nie wspominały o Jezusowym odzieniu. Otóż trzeba pamiętać, że Trewir był najczęściej nękanym przez barbarzyńców miastem w Niemczech. Tylko w V i VI stuleciu był sześciokrotnie wręcz doszczętnie obrabowywany. Masowo mordowano ludność. Jak podaje anonimowy mnich w dziele „Gesta Treverorum” z 1105 r., tutejsi duchowni zakopywali relikwie i to, co było święte, w ziemi, by nie zostały zbezczeszczone przez hordy najeźdźców. Być może zatem i Święta Szata została w taki sposób ukryta, a ci, którzy to zrobili, po prostu zginęli z rąk oprawców. To tłumaczyłby brak pisanych wzmianek o niej.

Jawna historia tej relikwii zaczyna się dopiero w 1512 r., kiedy to cesarz Maksymilian I zażądał pokazania mu jej przez ówczesnego biskupa Trewiru Richarda von Greiffenklaua. Od tego czasu można dość szczegółowo prześledzić jej dzieje, sięgając choćby do cytowanej wyżej książki „Świadkowie Tajemnicy...”. W każdym razie jej historia zarówno przed, jak po 1512 r. jest bardzo burzliwa, jak dzieje całej Europy.

Głos Kościoła

W 1996 r. ówczesny biskup Trewiru Hermann J. Spital nazwał Jezusową tunikę „relikwią dotykową drugiego stopnia”. Innymi słowy, zasugerował, że nie jest ona bezpośrednim odzieniem Pana Jezusa, ale że owego odzienia niejako „dotykała”. Historycy są jednak zgodni co do tego, że zwyczaj tworzenia relikwii przez dotyk pojawił się dopiero w średniowieczu. Jeśli zaś przyjmiemy, że Suknia z Trewiru pochodzi z okresu antycznego, a przynajmniej jakaś jej część, to kwestia jej autentyczności jest nadal nierozstrzygnięta.

Swego czasu Kuria Diecezjalna w Trewirze wydała specjalny komunikat, w którym przestrzegała przed traktowaniem tej relikwii na zasadach talizmanu. Innymi słowy, adorując ją jako obraz i znak samego Pana Jezusa Chrystusa, wyznajemy wiarę w duchu i prawdzie Nowego Testamentu. Choć historia i pochodzenie szaty z Trewiru dla wielu wydaje się tylko kompilacją legend i przekazów, a naukowo na chwilę obecną nie jesteśmy w stanie stwierdzić, że rzeczywiście należała ona do Jezusa, to jednak nie ma to w gruncie rzeczy tak wielkiego znaczenia. Rzesze pielgrzymów udają się bowiem do Rzymu Północy, by dzięki Świętej Szacie doświadczyć ożywiającej obecności zmartwychwstałego Pana. A to przecież jest dla człowieka wierzącego najważniejsze.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kraków: wręczenie Medali św. Brata Alberta

2019-03-18 17:24

md / Kraków (KAI)

Jan Kanty Pawluśkiewicz, Krystyna Mrugalska, ks. Stanisław Łada oraz Diana i Wojciech Bonowiczowie odebrali 18 marca w Teatrze im. Słowackiego w Krakowie Medale św. Brata Alberta. Wyróżnienie przyznawane jest od 1997 r. za działalność na rzecz osób z niepełnosprawnościami. Uroczyste wręczenie odznaczeń odbyło się podczas XIX Festiwalu Twórczości Osób Niepełnosprawnych „Albertiana”.

YouTube.com
Jan Kanty Pawluśkiewicz

Jan Kanty Pawluśkiewicz, kompozytor i malarz, od lat wspiera Fundację Anny Dymnej „Mimo wszystko”. Artysta od samego początku zasiada w jury Festiwalu Zaczarowanej Piosenki, wspiera także osoby z niepełnosprawnościami, które marzą o karierze artystycznej.

Odbierając wyróżnienie, kompozytor podkreślał, że od osób z niepełnosprawnościami więcej otrzymuje niż sam daje. „Jeśli dają mi medal, to kocham ich i deklaruję, że do końca moich dni będę ich wspominał” – dodał.

„Życie z osobami niepełnosprawnymi intelektualnie jest wielkim przywilejem i zaszczytem” - mówił na scenie teatru Wojciech Bonowicz. On i jego żona Diana zaangażowali się w pomoc osobom z niepełnosprawnością intelektualną już jako studenci. W latach 80., w ramach Ruchu Wiara i Światło prowadzili wspólnotę dla małych dzieci, zwaną „małymi Muminkami” i choć potem założyli rodzinę, wciąż prowadzą tę wspólnotę.

„Mówi się o mowie nienawiści, o mowie, która dzieli. Moi przyjaciele nigdy tak nie mówią” – podkreślał Bonowicz. Jego zdaniem, osoby z niepełnosprawnością intelektualną są "wielkimi akumulatorami wybaczania". „Jeśli nasze społeczeństwo w ogóle się jeszcze trzyma, to tylko dzięki nim” - zaznaczył.

Krystyna Mrugalska została wyróżniona za działalność społeczną na rzecz osób niepełnosprawnych intelektualnie i ich rodzin. „To legenda w tym środowisku. Jej syn, nieżyjący już Grzegorz, był osobą niepełnosprawną. Gdy się narodził, całkowicie poświęciła się wspieraniu innych rodzin” – podkreślał ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski.

Laureatka działała w trudnych czasach komunizmu, kiedy to istnienie osób z niepełnosprawnościami było tematem tabu, a jednak udało się jej stworzyć specjalny dział w ramach Towarzystwa Przyjaciół Dzieci. Podobne koła powstały w całej Polsce.

Ks. prałat Stanisław Łada jest kapłanem archidiecezji gdańskiej, pracuje w Pruszczu Gdańskim. Został doceniony za to, że od lat 80. otacza opieką duszpasterską i pomocą charytatywną osoby niepełnosprawne i potrzebujące. „Początkowo wspierał swoich parafian, dziś jego działalność obejmuje już całą archidiecezję” – mówił ks. Isakowicz-Zaleski.

Medal św. Brata Alberta, ustanowiony w 1997 r., przyznawany jest za niesienie pomocy osobom niepełnosprawnym. Jego pierwszym laureatem był kard. Franciszek Macharski. Wśród laureatów są również m.in. premier Jerzy Buzek, prof. Zbigniew Brzeziński, bp Jan Chrapek, Anna Dymna, kard. Stanisław Dziwisz, prof. Andrzej Zoll, Agata Kornhauser-Duda czy Jakub Błaszczykowski.

Medal przedstawiający św. Brata Alberta przytulającego dzieci zaprojektował Krzysztof Sieprawski, podopieczny Schroniska dla Niepełnosprawnych w Radwanowicach.

Wyróżnienie tradycyjnie wręczane jest podczas Ogólnopolskiego Festiwalu Twórczości Teatralno-Muzycznej Osób Niepełnosprawnych Intelektualnie „Albertiana”. W tym roku odbył się on po raz 19.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem