Reklama

Ukraina: abp S. Szewczuk wezwał księży do „ożywienia daru powołania”

2018-04-04 18:35

kg (KAI/RISU) / Kijów

pl.wikipedia.org

Wzywam wszystkich kapłanów do „ożywienia daru powołania”, jaki otrzymali od Pana oraz do gorliwego służenia Mu, aby nie było w naszych parafiach osób nieznających Zbawiciela i Jego nauki. Z takim apelem zwrócił się do duchowieństwa Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego (UKGK) jego zwierzchnik, arcybiskup większy kijowsko-halicki Swiatosław Szewczuk w tradycyjnym orędziu z okazji Wielkiego Czwartku, który w chrześcijaństwie wschodnim wypada w tym roku 5 kwietnia.

W tym dniu „wspominamy, jak nasz Pan Jezus Chrystus służy swym uczniom, przemawia do nich i pozostawia im największy dar dla ludzkości – samego Siebie w Najświętszej Eucharystii a dla stałego sprawowania jej ustanawia święty sakrament kapłaństwa” – napisał abp Szewczuk. Zaznaczył, że Zbawiciel zaprasza księży, „aby szli za Nim, upodabniali się do Niego, byli Jego sługami i szczodrze dawali Go innym”.

Powołanie kapłańskie zawiera w sobie odpowiedzialne posłannictwo: nauczanie powierzonego duchownym ludu Bożego i wychowywanie go w wierze. „Mamy przekazywać ludziom zbawczą naukę, robić uczniami Chrystusa tych wszystkich, do których Kościół święty nas posyła, głosić im Słowo Boże, ucząc ich prawd wiary i towarzysząc wiernym wszystkich kategorii w ich wzrastaniu duchowym” – podkreślił zwierzchnik UKGK. Zauważył przy tym, że dziś nie wszyscy kapłani uświadamiają sobie w pełni osobistą odpowiedzialność za posługę katechetyczną, a to właśnie duszpasterz jako ten, któremu Chrystus polecił być widzialnym i czynnym obrazem Jego Samego – Dobrego Pasterza, winien troszczyć się o wzrost i dojrzewanie w wierze każdej osoby, którą On powierzył jego opiece.

„Z wielkim niepokojem widzimy obecnie, że nawet ci ludzie, którzy często przychodzą do naszych świątyń, bardzo mało znają tego Boga, w którego wierzą” – głosi orędzie głowy UKGK. Przypomina, że duchowni są wezwani do odkrywania Słowa Bożej Ewangelii i pomagania wiernym w jego zrozumieniu, aby poznali oni Jezusa, uwierzyli w Niego i stali się prawdziwymi i przekonanymi Jego wyznawcami. „Dlatego nauczanie wiary jest rdzeniem posługi kapłańskiej” – podkreślił autor Przesłania do duchowieństwa UKGK.

Reklama

Zwrócił uwagę, że katechizować trzeba nie tylko dzieci, przygotowujące się do I komunii św., ale w nie mniejszym stopniu również młodzież i dorośli, ci wszyscy, którym grozi utrata wiary i ci, którzy szukają odpowiedzi na złożone zagadnienia swego życia.

Zdaniem abp. Szewczuka w Kościele greckokatolickim jest wielu przygotowanych i gorliwych katechetów – świeckich i sióstr zakonnych i księża powinni zapraszać ich do posługi w parafiach. Jednocześnie podkreślił, że „katecheci świeccy są tylko pomocnikami kapłanów i nie mogą być ich pełnoprawnymi zastępcami”.

„Musimy zapytać samych siebie, dlaczego dzisiaj, gdy minęły już dziesięciolecia od odzyskania przez nasz Kościół daru wolności i nasze wspólnoty w terenie mogą się swobodnie rozwijać, mamy parafie, w których katechizacji jako takiej nie ma” – ubolewał zwierzchnik UKGK. Zapytał retorycznie, „jak może być żywą parafia bez dobrze przygotowanej stałej i wysokiej jakościowo katechizacji czy szkoły wiary?”. Zapewnił, że „Kościół wzywa nas do przemyślenia na nowo naszych sposobów posługi katechetycznej i ewangelizacji”.

Tagi:
ksiądz Ukraina grekokatolicy

Prawosławna Metropolia Kijowska (988-1686) - pomiędzy Konstantynopolem, Rzymem a Moskwą

2019-01-26 20:49

Paweł Przeciszewski / Kijów (KAI)

Nowo powstały, zjednoczony Prawosławny Kościół Ukrainy, który 6 stycznia br. uzyskał tomos o autokefalii od ekumenicznego patriarchy Bartłomieja, nawiązywać będzie silnie – jak deklaruje jego zwierzchnik metropolita Epifaniusz - do dziedzictwa sprzed 300 lat, czyli okresu poprzedzającego podporządkowanie jej Moskwie. Publikujemy dossier, w sposób szczegółowy prezentujący dzieje Metropolii Kijowskiej od czasu chrztu, do 1686 r., ukazując także jej działania mające na celu zjednoczenie ówczesnego Kościoła wschodniego i zachodniego.

wikipedia.org

Chrzest Rusi i założenie Metropolii Kijowskiej

Metropolia Kijowska została utworzona bezpośrednio po oficjalnym chrzcie Rusi. Chrztem Rusi tradycyjnie nazywa się, wielką masową uroczystość udzielenia sakramentu chrztu mieszkańcom Kijowa i okolic w wodach Dniepru. Przeprowadzenie jej było nakazane przez księcia Włodzimierza Wielkiego. Jako datę tego wydarzenia, nazwanego dnieprową kąpielą chrzestną, przyjęto dzień 27 lipca 988 r. która jest uroczyście świętowana zarówno na Ukrainie, jak i na Białorusi i w Rosji.

Chrześcijaństwo, nie tylko zresztą w wersji greckiej, ale również łacińskiej, było wtedy już w miarę dobrze znane na Rusi. Jednak o ile pobyt św. Andrzeja Apostoła, założyciela szeregu gmin chrześcijańskich, na północnych wybrzeżach morza Czarnego, traktowany jest jako sprawa pewna, to jego pobytu nad środkowym Dnieprem, w miejscu gdzie później powstał Kijów, nie da się ani udowodnić, ani zaprzeczyć. Niewykluczone jednak, że „kijowska kąpiel chrzestna” odbyła się o rok później, a latem 988 r. ochrzcił się jedynie książę Włodzimierz wraz ze swoim otoczeniem, w greckim mieście Chersonez Taurydzki (pol. Korsuń u nasady Krymu). Oczekiwał on tam na obiecaną mu za żonę cesarzównę Annę, siostrę cesarza bizantyjskiego Bazylego II. Nestor, pierwszy z ruskich kronikarzy opowiada się za Chersonezem: „Ochrzcił się w cerkwi świętego Bazylego, a znajduje się ta cerkiew w Korsuniu. (...) Nie znający zaś prawdy mówią, jakoby ochrzcił się w Kijowie, inni zaś mówią o Wasylewie".

Masowy chrzest ludności, według wszelkiego prawdopodobieństwa, odbył się latem roku 989, kiedy do Kijowa przybyli misjonarze greccy i posługujący się językiem cerkiewnosłowiańskim mnisi bułgarscy, wyprawieni na Ruś przez patriarchę ekumenicznego Mikołaja II Chryzobergesa. Według wszelkiego prawdopodobieństwa, ten sam patriarcha udzielił błogosławieństwa swojemu egzarsze (legatowi), zwierzchnikowi misji na założenie w Kijowie Kościoła Lokalnego w randze metropolii. Pierwszym metropolitą kijowskim, którego imię pojawia się w dokumentach, był Grek Teopempt, który swój urząd sprawował w latach 1037-48.

Misja Bizantyjska. Kościół Lokalny pod władzą Konstantynopola

Okres pierwszy: czasy świetności Kijowa

Metropolia kijowska utrzymywała do roku 1054 kontakty z Rzymem. Świadczy o tym poselstwo z Rzymu w 988, które przywiozło relikwie świętych Klemensa i Tytusa do Chersonia. W 991 przybyło do Kijowa poselstwo od papieża Jana XV. W 1000 r. posłowie papieża Sylwestra II przywieźli. relikwie świętych: Wita, Apolinarego, Benedykta oraz innych dla cerkwi, które masowo wznoszono na Rusi Chrześcijaństwo wzmacniało władzę księcia, przemieniając Ruś w silne państwo europejskie. Kijów podtrzymywał bliskie kontakty nie tylko z Bizancjum, ale i z Europą Zachodnią. W Kijowie czczono wielu zachodnich świętych, których imiona nie pojawiają się kalendarium bizantyńskim, a ułożona na Rusi w XI wieku modlitwa do Trójcy Świętej wymienia nawet świętych angielskich, Albana i Botolfa, jak również francuskiego świętego, Marcina z Tours.

Jurysdykcyjnie Kościół na Rusi, a po upływie sześciu wieków w czasach Rzeczypospolitej w jej województwach zamieszkałych w większości przez Rusinów, był Kościołem greckim. Sześćdziesiątą, później siedemdziesiątą drugą metropolią Patriarchatu Ekumenicznego, obdarzoną pełnym immunitetem przez państwo będące terenem jego misji. Metropolici kijowscy mianowani, bądź co najmniej zatwierdzani, przez patriarchów konstantynopolitańskich, posiadali ogromny autorytet. Pozwalał on im na to, aby znajdować się poza miejscową polityką. Funkcjonowali w charakterze arbitrów mediujących w sporach, a nierzadko krwawych wojnach między skłóconymi książętami i miastami. Byli przede wszystkim politykami i dyplomatami. Duszpasterstwo traktowali za mniej ważny cel misji.

Zrozumiałe, że książęta kijowscy, nieomal od zarania chrześcijaństwa na Rusi a później również książęta haliccy, władcy Moskwy, Litwy i Polski, podejmowali, próby wpływania na obsadę katedry metropolitów kijowskich. Pierwszym przypadkiem był dokonany w roku 1051, wybór na metropolitę mnicha Hilariona, jednego z najbliższych współpracowników wielkiego księcia. Wybrał go sobór lokalny episkopatu ruskiego, jak się można domyśleć pod naciskiem księcia, ignorując kandydata patriarchy, a do tego ostatniego zwrócił się jedynie o zatwierdzenie wyboru. Patriarcha odmówił i nie uznał Hilariona. Władza patriarchy ekumenicznego okazała się silniejsza od władzy wielkich książąt kijowskich. Pierwszeństwo udało się utrzymać patriarchom nieomal do upadku Konstantynopola.

W pracy misyjnej Kościół ruski kładł nacisk na monastery i ewangelizację ludu przez liturgizację. Nie wymagało to inwestowania w teologiczne kształcenie przyszłych kapłanów. Wskutek tego, przepaść między wyższym duchowieństwem, a zwykłym klerem parafialnym, pochodzącym z miejscowego ludu, musiała być większa niż w katolickiej Europie.

Okres drugi: Przeniesienie centrum Kościoła, rezydencji metropolitów, do Włodzimierza nad Klaźmą i moskiewskie pretensje do podporządkowania sobie całej Rusi

W marcu 1169 r., rozwój Kijowa został zahamowany przez barbarzyński najazd wojsk peryferyjnego księstwa włodzimiersko-suzdalskiego pod dowództwem księcia Andrzeja Bogolubskiego. Księstwo to, po przeniesieniu stolicy w latach 30. XIV w., nazwało się Wielkim Księstwem Moskiewskim. Po raz pierwszy w swojej historii główny gród Rusi został całkowicie spalony i obrabowany, a większość jego ludności została potraktowana jako wojenna zdobycz. Kijowianie zostali popędzeni przez napastników na północny wschód, gdzie ich kwalifikacje zostały wykorzystane przy odbudowie po pożarze, a właściwie budowie na nowo wspaniałego soboru Zaśnięcia Matki Bożej we Włodzimierzu nad Klaźmą (ok. 300 km na wschód od Moskwy, będącej wtedy jeszcze drugorzędnym grodem). Sobór ten to ostatnia ze zbudowanych i najlepiej zachowana do dziś, wielka katedra bizantyjska, dla której wzorem była konstantynopolitańska Hagia Sophia. Innych wykształconych kijowian książę Andrzej Bogolubski wykorzystał dla stworzenia na owe czasy nowoczesnej administracji księstwa. Poszczególne etapy budowy Rosji, z tym co stworzono w czasach Piotra I, nigdy nie zostałyby by zrealizowane bez, nie zawsze dobrowolnego, wykorzystania pracy i fachowości Rusinów-Ukraińców.

Znaczenie symboliczne miał dokonany przez księcia Andrzeja Bogolubskiego rabunek Wyszgorodzkiej Ikony Matki Bożej - najświętszej ikony Rusi-Ukrainy - i umieszczenie jej w jego rezydencji w Bogolubowie, a potem przeniesionej do nowego wielkiego soboru we Włodzimierza. Ranga tej ikony – której imię przemianowano wkrótce na Matkę Bożą Włodzimierską - dla Rosjan jest porównywalne ze znaczeniem Ikony Częstochowskiej – notabene również pochodzącej z Rusi-Ukrainy – dla Polaków.

W roku 1236 na Kijów, który nie zdążył się jeszcze odbudować po najeździe Andrzeja Bogolubskiego, spada kolejne straszne nieszczęście – najazd tatarski, który przyniósł miastu kolejną pożogę, a jego okolicom wyludnienie. Rezultatem dwóch najazdów był upadek Kijowa, który spadł do roli miasteczka z przypominającymi niedawną świetność ruinami soboru św. Zofii (Mądrości Bożej) i innych świątyń wzniesionych pod kierunkiem greckich mistrzów. Obniżenie rangi Matki Ziem Ruskich – Kijowa - spowodowało powstanie nowych centrów życia Rusi. Na południowym-zachodzie tworzyły je grody: Halicz, Chełm, Włodzimierz Wołyński i założony w roku 1250 Lwów, powoli przejmujący ich rolę. Na północnym centrami były: Włodzimierz nad Klaźmą, Suzdal, Rostów Wielki, Perejasław Zaleski, Murom, i zaczynająca swoje dzieje Moskwa. Wszystkie te grody te znacznie mniej ucierpiały od najazdu Tatarów, niż stołeczny Kijów, choć również były zmuszone do wejścia w skład imperium tatarskiego, zwanego Złotą Ordą i płacenia haraczu jego chanom.

Metropolita kijowski Cyryl II, (ok.1240 - 1281 r.), halicki Rusin, większość długiego, czterdziestoletniego okresu urzędowania, spędził w dwóch nowych centrach Rusi. Odegrał on wybitną rolę na niwie dyplomacji. W imieniu cesarza prowadził negocjacje z Tatarami, których celem było ustanowienie przyjaznych stosunków między Konstantynopolem a chanami Złotej Ordy. Ich wymiernym rezultatem było udzielenie przez Tatarów pełnego immunitetu Kościołowi na Rusi, którego chanowie rzeczywiście dotrzymywali aż do końca ich panowania. Ceną tego osiągnięcia, bez którego przetrwanie Rusi byłoby problematyczne, było faktyczne uznanie przez Bizancjum legalności tatarskiego władztwa.

Następca Cyryla II, Grek Maksym, pozostając nadal formalnie metropolitą kijowskim, w roku 1299 opuścił Kijów, przeniósł swoją rezydencję do Włodzimierza nad Klaźmą. Dzięki posiadaniu metropolity, jak również pójściu na pełną ugodę z Tatarami, niemu gród ten i jego książęta, a następnie jego kontynuatorka Moskwa, mogły pretendować do stania się jedynym centrum Rusi. Metropolita Maksym, swoją decyzją ogromnie umocnił pozycję wielkiego księcia włodzimierskiego Daniela, syna słynnego Aleksandra Newskiego, i jego potomków. W ten sposób, ten wielki książę z nominacji władz tatarskich, które powierzyły mu ściąganie jarłyku (daniny) z innych książąt ruskich, otrzymał jakby w podarunku od niebios, sojusz z konstantynopolitańskim metropolitą. Metropolita Maksym i jego bezpośredni następcy nie tylko przebywali na jego terytorium, ale i popierali jego awanturniczą politykę wobec innych książąt. Polityka ta została nazwana oficjalnie „zbieraniem ziem ruskich”. Polski Historyk Kościoła na Rusi, Kazimierz Chodynicki, napisał: „bizantyjski Kościół ruski, a szczególnie jego metropolici, stali się głównym – obok wielkich książąt – czynnikiem zjednoczenia Rusi”.

Metropolita jako przedstawiciel cesarza bizantyjskiego, miał w negocjacjach z Tatarami, pod których bezwzględną kontrolą znajdowała się cała Ruś, pozycję silniejszą niż wszyscy miejscowi książęta razem wzięci. Niezwykle istotne było również to, że metropolici umożliwili Moskwie stanie się stopniowo najważniejszym centrum duchowym prawosławnego chrześcijaństwa na Rusi. Jako podarunek od niebios można również traktować postać św. Sergiusza z Radonieża, który opierając się na regule studyckiej przeprowadził wielką odnowę monastyczną na Rusi, w skali porównywalnej do odnowy cysterskiej na Zachodzie.

Potomkowie księcia Daniela, umieli znakomicie wykorzystać te atuty, stawiając sobie za cel zdobycie władzy nad całą Rusią. W roku 1325, na rok przed swoją śmiercią, kolejny metropolita kijowski, Piotr II (Racki), na stałe już przeniósł rezydencję metropolitów do Moskwy.

Tymczasem władcy Rusi Halickiej, ośrodka jednoczącego południowo-zachodnią Ruś, otwartą na Europę, szukali oparcia przede wszystkim w świecie katolickim: u władców Węgier i Polski. Znalazło to spektakularny wyraz w królewskiej koronacji księcia Daniela Romanowicza, dokonanej w Drohiczynie w roku 1253, przez Opizona, legata papieża Innocentego IV. Ich prokatolicka orientacja nie budziła jednak zaufania w cesarstwie bizantyjskim, którego stolica w latach 1204-61 znajdowała się pod okupacją katolickich krzyżowców. Antyrzymskie nastroje Greków zaostrzyła ponadto klęska unii kościelnej Konstantynopola z Rzymem, zawartej, ze względów stricte politycznych, przez cesarza Michała VIII Paleologa w Lyonie w roku 1274.

Prawosławne prowincje kościelne Małej Rusi i Litwy

Haliczanom udało się w roku 1303 przekonać patriarchę ekumenicznego Atanazego (1289-1309) do przeprowadzenia podziału metropolii kijowskiej, której centrum zostało przeniesione na północno-wschodnie peryferie Rusi, na dwie części. Wydany przez patriarchę dekret o utworzeniu Metropolii halickiej, z rezydencjami metropolitów w Haliczu i Chełmie, podpisał cesarz bizantyjski Andronik II Paleolog. Pierwszym metropolitą został dotychczasowy biskup halicki, Grek Nifont. Od razu po jego śmierci, przed nową prowincją kościelną, zaczęły się piętrzyć trudności.

Wspomniany wcześniej archimandryta Piotr Racki, który na stałe przeniósł rezydencję metropolitów kijowskich do Moskwy, swoją wielką karierę duchowną rozpoczął jako kandydat, wysunięty przez miejscowego księcia Juryja Lwowycza, na metropolię halicką. Książę wyprawił go do Konstantynopola, z prośbą do patriarchy Atanazego, aby jego świątobliwość zechciał go wyświęcić na metropolitę halickiego. Zanim Piotr został przyjęty na audiencji przez patriarchę ekumenicznego, do Konstantynopola dotarła wiadomość o śmierci metropolity kijowskiego Maksyma, rezydującego we Włodzimierzu nad Klaźmą. Patriarcha Atanazy, nie mając widocznie w swoim otoczeniu żadnego Greka, który spełniałby jego wymagania, zaproponował Piotrowi katedrę kijowską z siedzibą we Włodzimierzu. Piotr uległ patriarsze, co z ludzkiego punktu widzenia jest zrozumiałe. Rangi i znaczenia nowo erygowanej metropolii halickiej, w żaden sposób, nie dało się porównać z rangą, prestiżem i znaczeniem ponad trzystuletniej metropolii kijowskiej z siedzibą, jak na razie, we Włodzimierzu.

W połowie wieku XIII, żywiołowo rozwijająca się Litwa zaczęła nieprzerwaną walkę z Moskwą o dominację nad całą Rusią. Wzrost terytorialny Wielkiego Księstwa, spowodował, że około 80% jego mieszkańców stanowili prawosławni Rusini. W sposób naturalny następowała również asymilacja etnicznych Litwinów, przedstawicieli wyższych warstw społeczeństwa do stojącej kulturowo nieporównywalnie wyżej prawosławnej ruskości. Aby w takich warunkach maksymalnie ograniczyć wpływy Moskwy, pogański wielki książę Witenes (1295-1316) zwrócił się do patriarchy ekumenicznego z prośbą o utworzenie dla ziem ruskich, znajdujących się pod berłem wielkich książąt litewskich, odrębnej metropolii, niezależnej od Moskwy. Wielki książę Witenes znany był jako zacięty wróg Krzyżaków i katolicyzmu szerzonego przez nich za pomocą miecza, czym zaskarbił sobie sympatię w Konstantynopolu, Kandydatom na metropolitów, wskazanym przez wielkich książąt litewskich, chirotonii (święceń) arcybiskupiej mieli udzielać patriarchowie ekumeniczni, analogicznie jak kijowskim z siedzibą w Moskwie. Metropolia litewska została erygowana w 1317 r., a pierwszym metropolitą litewskim został mianowany Grek Teofil, ten sam, który przez prawie dwa dziesięciolecia sprawował również funkcję administratora metropolii halickiej.

Moskwa jako faworyt dyplomacji bizantyjskiej

W pierwotnym projekcie patriarchów ekumenicznych i cesarzy bizantyjskich, przeprowadzony w taki sposób podział Kościoła ruskiego miał być jedynie podziałem organizacyjnym nie powodującym rozpadu jedności tego Kościoła. Jego bezpośrednim celem miało być niedopuszczenie do zaniedbywania eparchii na Rusi południowej i zachodniej przez metropolitów rezydujących w Moskwie. Zachodnia Ruś wraz z ruskimi ziemiami Wielkiego Księstwa Litewskiego, została nazwana w języku greckiej dyplomacji świeckiej i kościelnej, Małą Rusią.

W zasadzie wszyscy metropolici kijowscy, niezależnie od tego, czy należeli do narodowości greckiej, czy i ruskiej, swą karierę w Kościele ruskim, utożsamiali ze zdobyciem rezydencji na moskiewskim Kremlu. Nie zatrzymało to tendencji odśrodkowych, spowodowanych umocnieniem się Rusi Halickiej, a następnie włączeniem jej do Polski i równoległym osiągnięciem przez Wielkie Księstwo Litewskie pozycji regionalnego mocarstwa.

Dla Konstantynopola obecność jego kościelnego przedstawiciela w Moskwie, była ważniejsza niż w Nowogródku albo w Haliczu. Stało się przyczyną likwidacji obu metropolii: halickiej i litewskiej w roku 1330 przez patriarchę ekumenicznego Izydora I i cesarza Jana VI Kantakuzena. Likwidacja została dokonana po śmierci władyki halickiego Gabriela i litewskiego Teofila, a niewątpliwie do podjęcia takiej decyzji przyczyniły się usilne starania Greka Teognosta, metropolity kijowskiego z siedzibą w Moskwie w latach 1328-1353. Likwidację metropolii Litwy i Małej Rusi potraktowano w Konstantynopolu jako gwarancję nierozdzielności ruskiego Kościoła. Patriarchat ekumeniczny w nieco zawoalowanej formie, powrócił znowu do realizacji koncepcji jednej, niepodzielnej, centralnie kierowanej metropolii Kijowskiej.

Gdy jednak, za rządów wielkiego księcia Olgierda, ojca Jagiełły, formalnie pogańska Litwa doszła do szczytu potęgi, jej notowania w Konstantynopolu poszły w górę. Patriarchat taktycznie odstąpił od swojej praktyki. Starania wielkiego księcia Olgierda, w sprawie odnowienia metropolii litewskiej zakończyły się sukcesem. Patriarcha ekumeniczny Filoteusz Kokkinos (1353-54 i 1364-76) wyraził zgodę na przywrócenie metropolii litewskiej.

Prestiż Olgierda jeszcze bardziej wzrósł, po odniesieniu przez niego, w roku 1362, największego, w dotychczasowej historii, zwycięstwa nad Tatarami w wielkiej bitwie u Sinych Wód. Po zadanej jej druzgocącej klęsce, osłabiona Złota Orda nie zdołała już utrzymać dotychczasowej jedności> Dzięki temu Litwini wyzwolili Kijów wraz z całą Rusią-Ukrainą. W rezultacie patriarcha ekumeniczny Kalikstos I (1355-1363) zgodził się mianować na metropolię litewską kolejnego kandydata Olgierda, mnicha Romana, ale nie bez zastrzeżeń. Jednak, gdy metropolita Roman przeniósł swą rezydencję z Nowogródka do Kijowa, synod Kościoła greckiego ostro sprzeciwił się objęciu przez niego katedry Kijowskiej. Ściśle wyznaczył mu „czerwoną linię” w postaci granicy metropolii litewskiej, na północy pokrywającą się z granicą litewsko-moskiewską, ale na południu przebiegającą przez tereny włączone do Litwy po jej zwycięstwie u Sinych Wód, czyli daleko na zachód od Kijowa.

Okres trzeci: Konstantynopol, za wszelką cenę chce utrzymać jedność Kościoła na Rusi, mimo rozczarowania Moskwą

Agresywna ekspansywność Moskwy zaczęła stopniowo budzić coraz większe obawy wśród samych Greków. Ich wyrazem była decyzja synodu konstantynopolitańskiego z roku 1351, aby na metropolitów kijowskich z siedzibą w Moskwie, mianować wyłącznie Greków. Synod ten uznał „mianowanie kandydatów z miejscowej ludności za rzecz nieprzyzwoitą a nawet niebezpieczną”. Zastrzeżenie to zostało wypowiedziane głośno przez patriarchę-hezychastę Filoteusza Kokkinosa (1354-1355 i 1364-1376) w roku 1354, w trakcie udzielania moskiewskiemu kandydatowi, Aleksemu Biakontowi święceń arcybiskupich w Konstantynopolu. Jego mianowanie spowodowane pragnieniem wciągnięcia Moskwy do koalicji antytureckiej, miało pozostać wyjątkiem. Życie działało jednak w przeciwnym kierunku. Patriarchom ekumenicznym nie udało się ani utrzymać wyłącznie Greków na stolicy metropolitalnej, ani zachować jedności hierarchicznej greckiego Kościoła na Rusi.

Na metropolię litewską patriarcha Filoteusz mianował jednego z luminarzy bizantyjskiego renesansu czasu Paleologów, bułgarskiego arystokratę z „najwyższej półki”, archimandrytę Cypriana Camblaka, promotora hezychastycznej metody kontemplacji i Modlitwy Jezusowej. Co zdarza się rzadko, ten człowiek modlitwy, uchodził również za wybitnego humanistę, był profesorem słynnej bułgarskiej Akademii w Tyrnowie i pozostawił po sobie ogromną spuściznę naukową. Metropolia halicką została odnowiona w 1371 r. – pod presją króla polskiego Kazimierza Wielkiego, po zajęciu Lwowa przez Polaków, jako również podlegająca Cyprianowi. Po śmierci urzędującego w Moskwie metropolity Aleksego Biakonta, zwanego w tam Aleksym Moskiewskim, główną katedrę Kościoła na Rusi miał objąć Cyprian.

Aleksy, wyświęcony wcześniej przez tego samego patriarchę, został oskarżony przez Olgierda o zaniedbywanie swych litewskich i halickich prowincji kościelnych. Ten zarzut był stawiany przez władców Rusi Halickiej, Litwy i Polski każdemu z metropolitów rezydujących w Moskwie. Na Aleksym ciążył zarzut poważniejszy. Wielki Książę Olgierd oskarżył go o bezprecedensową grabież świętości i kosztowności z ruskich świątyń i monasterów na terenie podległym jego władzy. Aleksemu jednak udało się udowodnić, że wszystko co się tylko udało mu zabrać w trakcie jego apostolskich wizyt w monasterach i parafiach Litwy i Małej Rusi, wywoził do Moskwy. Cesarz jednak, ze względów politycznych nie pozwolił wyrządzić mu krzywdy. Pozwolono mu pozostać w Moskwie i piastować urząd metropolity aż do śmierci. Aleksy umarł on w roku 1378, wtedy Cyprian, przezwyciężając ogromne trudności objął katedrę kijowską z siedzibą w Moskwie po czym w roku 1389 zjednoczył wszystkie trzy ruskie metropolie.

Okres czwarty: Ku unii florenckiej. Wykład metropolity Grzegorza Camblaka na soborze w Konstancji

Po śmierci Cypriana w 1406 r., wbrew narastającym wśród fanariotów (ścisła arystokratyczna elita Konstantynopola) nastrojom prokatolickim, które po 30 latach doprowadziły do podpisania unii florenckiej - patriarcha ekumeniczny Mateusz wyświęcił na katedrę kijowską - stanowiącą znowu jedność z metropolią litewską i halicką - mnicha Focjusza - przedstawiciela zdecydowanie antykatolickich i nastawionych promoskiewsko kręgów duchowieństwa monastycznego . Powierzył mu misję zapobieżenia podziałowi metropolii kijowskiej.

Tym razem obawy Greków wywołał katolicki chrzest Litwy, dotyczący jej formalnie pogańskich elit. Wyraźnie przeważyły one nad nieufnością wobec władców Moskwy. Dla patriarchy-hezychasty Filoteusza priorytetem stało się niedopuszczenie do ponownego wyjścia metropolii litewskiej, ze składu metropolii kijowskiej z rezydencją w Moskwie. Mianowanie Focjusza, świadczyło pośrednio o tym, jak bardzo w Konstantynopolu obawiano się posiadania własnej struktury kościelnej, w kraju rządzonym przez katolickich monarchów.

Dla Polski, rządzonej przez króla Władysława Jagiełłę, potencjalnego konfliktu z rezydującym w Moskwie metropolitą kijowskim nie traktowano za poważniejsze zagrożenie. Po pierwsze, Moskwa jeszcze nie zaistniała w świadomości Polaków, czekała dopiero na jej odkrycie przez nas. Po drugie Ruś Halicka stanowiła mniej niż 1/3 obszaru Korony Polskiego. Jagiełło wobec tego nie widział przeszkód dla uznania władzy metropolity Focjusza nad Kościołem prawosławnym na terenach włączonych do Polski. Przez następne 50 lat, metropolici rezydujący w Moskwie nie przeszkadzali ani jemu samemu, ani obu jego synom: Władysławowi i Kazimierzowi. Pierwsi Jagiellonowie nie podejmowali, wobec tego żadnych działań, których celem byłoby przywrócenie odrębności metropolii halickiej.

Dla Litwy, której terytorium składało się w większości z ziem ruskich, promoskiewska polityka greckiego metropolity była nie do przyjęcia. Witold wygnawszy z Litwy w 1415 r., metropolitę Focjusza, tego samego lata zwołał do Nowogródka synod biskupów metropolii z Litwy i Rusi Halickiej włączonej do Polski. Synod ogłosił odnowienie prawosławnej metropolii litewskiej, a na jej ordynariusza biskupi z terenu Litwy zaproponowali archimandrytę Grzegorza Camblaka, bratanka zmarłego metropolity Cypriana, przełożonego monasteru w Wysokich Deczanach w Kosowie, najważniejszego serbskiego sanktuarium. Był on podobnie jak jego stryj wybitnym intelektualistą, a do tego gorliwym zwolennikiem unii kościelnej Konstantynopola z Rzymem.

Niestety nowy patriarcha ekumeniczny Józef II (1416-1439), równie żarliwy jak Grzegorz zwolennik unii z Rzymem, którą podpisał tuż przed swoją śmiercią, traktował również zachowanie jedności Kościoła na Rusi za priorytet i odmówił uznania wyodrębnienia na nowo metropolii. Kandydującego na jej ordynariusza, archimandrytę Grzegorza, pozbawił święceń kapłańskich i ekskomunikował. Początkowo biskupi litewscy i ich świecki protektor, książę Witold nie podporządkowali się decyzji patriarchy, a Grzegorz otrzymał – niekanonicznie - z rąk synodu zebranego w Nowogródku sakrę arcybiskupią z tytułem metropolity kijowskiego i całej Rusi. Synod ten, poszedł jeszcze dalej, nazywając odnowioną przez siebie prowincję kościelną metropolią kijowską i całej Rusi. W ten sposób biskupi litewscy i haliccy zanegowali prawa Focjusza i kierowanej przez niego struktury, popieranej przez patriarchę Józefa, do sprawowania zwierzchnictwa nad Kościołem prawosławnym na Rusi. Ostatecznie jednak biskupi litewscy i haliccy ulegli patriarsze Józefowi i uznali nad sobą jurysdykcje metropolity Focjusza.

Wcześniej, kiedy w Konstantynopolu nawet nie chciano nawet podejmować dyskusji o niekanonicznie powołanej metropolii, król Polski Władysław Jagiełło i wielki książę litewski Witold, włączyli Camblaka, jako prawosławnego metropolitę kijowskiego, w skład delegacji polskiej na Sobór w Konstancji. Powierzyli mu misję zaprezentowania na soborze własnych koncepcji dotyczących podporządkowania metropolii Kijowskiej papieżowi, co można by rozważać jako pierwszy projekt unii cząstkowej. Taką nazwę w języku teologii nosi unia zawierana przez Rzym nie z całością prawosławia, a tylko z jedną jego prowincją. Zwłaszcza Witold bardzo liczył, że Grzegorz unię tę przeprowadzi. Metropolita Grzegorz Camblak niedokładnie wywiązał się z powierzonej mu misji i zamiast przedstawić cząstkową „unię” Kijowa i Rzymu, bardzo precyzyjnie określił stanowisko strony prawosławnej dotyczące zjednoczenia Kościołów katolickiego i prawosławnego w całości. Uważał takie przedsięwzięcie za całkowicie wykonalne i możliwe do urzeczywistnienia na drodze porozumienia papieża i patriarchy ekumenicznego, po akceptacji pozostałych patriarchów. Warunkiem unii musiała być jednak rezygnacja papieża z próby jurysdykcyjnego podporządkowania sobie innych patriarchów.

Wystąpienie Grzegorza, prezentujące perspektywę prawosławną, jakkolwiek wywołało wielkie wrażenie na zebranych, ale poza przedstawieniem najwyższemu gremium katolickiemu prawosławnej wizji jedności Kościołów nie przyniosło rezultatów. Krzyżacy wystąpienie metropolity Grzegorza uznali nawet za wstyd przyniesiony przez niego Polakom. Widocznie samemu metropolicie musiało zrobić się bardzo ciężko, bowiem po powrocie do Kijowa, albo zmarł zimą roku 1420, albo jak przyjął Oskar Halecki - na podstawie kronik mołdawskich – usunął się z życia Kościoła - i spędził ostatnie 30 lat swego życia jako szeregowy mnich w założonym przez siebie monasterze Neamţ w głębi mołdawskich Karpat. Stan podporządkowania Moskwie Kościoła Prawosławnego na Litwie i w Polsce (prowincja halicka) trwał do przełomowego roku 1458, kiedy nastąpił ostateczny podział Kościoła ruskiego na pozostającą w jurysdykcji Konstantynopola metropolię kijowską i całej Rusi i rozłamową, metropolię moskiewską, używającą również określenia „i całej Rusi”, niekanoniczną przez 130 lat.

Po dwudziestu czterech latach od zakończenia soboru w Konstancji, w 1439 r. Rzym zawarł z Konstantynopolem unię kościelną na soborze we Florencji. Była to - przynajmniej zgodnie z literą prawa kanonicznego i wizji eklezjalnych obydwu Kościołów - unia powszechna, choć niezupełnie taka o jaką apelował metropolita Grzegorz Camblak. Patriarcha ekumeniczny musiał się zgodzić na podległość Rzymowi, co stało się czynnikiem zaprzepaszczającym unię w stopniu, chyba nie mniejszym, niż zdobycie przez Turków „grodu strzeżonego przez Boga”.

Na samym soborze, wśród jego greckich ojców soboru we Florencji, nie było opozycji, Dopiero w ostatnim momencie, kiedy wszystkie jego artykuły zostały już jednomyślnie przyjęte, złożenia swego podpisu pod ostateczną ich redakcją odmówili dwaj z nich metropolita Efezu, Marek Eugenikos i metropolita Stawropola (dziś przedmieście Salonik), Izajasz (tytuł metropolity w Kościele greckim oznacza po prostu biskupa-ordynariusza). Drugi z nich nie odegrał żadnej roli w sprzeciwie wobec unii. Pierwszy - znany asceta i jednocześnie jeden z największych humanistów greckich czasów końca cesarstwa i renesansu stał się spiritus movens ruchu odrzucającego unię, zgodnie z dewizą „łacinnicy to heretycy”. Na soborze pełnił rolę głównego negocjatora ze strony greckiej, czego podjął się, należąc do najgorliwszych jej orędowników. Za jego decyzją poszli mnisi ze św. Góry Athos, dla których unia oznaczała „zdradę Chrystusa” Podobnie jak początkowo metropolita Marek, w dzieło unii zaangażowali się tylko dwaj inni greccy metropolici: Izydor (metropolita kijowski) i Wissarion (metropolita nicejski), wynagrodzeni za poparcie unii kapeluszami kardynalskim.

Pamięć o bezwzględnych rządach „łacinników” w Konstantynopolu przed dwustu laty, stała się już elementem tożsamości zarówno prawosławnej, jak i narodowej helleńskiej. Ta ostatnia, spychana przez ponad tysiąclecie do podświadomości, w ostatnich dwóch stuleciach istnienia Bizancjum przeważyła nad imperialną samoświadomością rzymską (romejską) Grecki lud Konstantynopola nigdy nie zgodziłby się na papieską dominację nad jego Kościołem. Wobec tego na publiczne ogłoszenie zawartej unii zdecydowano się dopiero 12 grudnia 1452 r. gdy Turcy zamknęli pierścień blokady Konstantynopola. Dopiero wtedy, ogłosił ją w, soborze Hagia Sophia, wspomniany wcześniej kardynał Izydor, były metropolita kijowski, a wówczas legat papieski (nuncjusz) w Konstantynopolu.

Okres piąty: Metropolita-Kardynał Izydor. Nieudana próba Rzymu i Konstantynopola rozciągnięcia unii kościelnej na Moskwę

Zdaniem abp. Makarego Bułhakowa, metropolita Izydor musiał być Bułgarem z pochodzenia, o czym świadczyła jego nienaganna znajomość języka cerkiewnosłowiańskiego – praktycznie nigdy się nie zdarzające wśród greckich hierarchów i teologów. Większość z metropolitów kijowskich, przez cały okres swojego urzędowania, porozumiewało się ze swoimi wiernymi, za pośrednictwem tłumaczy. Z kolei bp Borys Gudziak uważa jednak, że Izydor był Grekiem, zaufanym patriarchy, którego patriarcha Józef II nominował na metropolitę kijowskiego, aby mógł stać się on uczestnikiem soboru unijnego. Jako archimandryta (opat) monasteru św. Dymitra w Konstantynopolu, został wyświęcony przez patriarchę ekumenicznego Józefa II na metropolitę kijowskiego (tym razem z siedzibami zarówno w Kijowie, jak i w Moskwie) w roku 1436.

Po uzyskaniu nominacji metropolita Izydor zdążył dojechać do Kijowa i Moskwy, gdzie odbył ingresy, po czym skompletowawszy delegację Kościoła ruskiego, udał się do Florencji. Po drodze Litwa i Polska niespodziewanie odmówiły ruskiemu poselstwu przejazdu przez swoje terytorium. Musieli udać się do Rygi, skąd na kupieckim statku dotarli do Holandii. Polacy bowiem, pod wpływem biskupa krakowskiego, kardynała Zbigniewa Oleśnickiego, faktycznego regenta sprawującego władzę w imieniu małoletnich synów króla Władysława Jagiełły, będącego gorącym zwolennikiem koncyliaryzmu (zasady pierwszeństwa soboru przed papieżem, ogłoszonej przez sobór w Bazylei), z ogromnym dystansem odnosili się do papieża Eugeniusza IV i wszystkich podejmowanych przez niego inicjatyw.

Po zakończeniu soboru, otrzymawszy od papieża Eugeniusza IV kapelusz kardynalski i nominację na legata papieskiego na teren Litwy, Polski i Rusi, udał się w podróż powrotną, drogą przez Chorwację i Węgry. Wszędzie, gdzie napotkał wspólnoty prawosławne, ogłaszał akt unii Kościołów. Został chłodno przyjęty przez katolików polskich. Prawosławni Polski i Litwy przyjęli go raczej obojętnie, z wyjątkiem Kijowa, formalnie jego pierwszej stolicy, gdzie namiestnik mianowany przez Witolda, książę Włodzimierz Olelkowicz, zrutenizowany Litwin, potomek Gedymina, przyjął go entuzjastycznie. Przyczyna tak gorącego przyjęcia wydaje się oczywista, zwierzchnicy prawosławia na Rusi, do grodu Matki-ziem ruskich zaglądali bardzo rzadko, a oprócz tego przyjęcie unii mogło przyczynić się do zaniknięcia bariery konfesyjnej z katolicką częścią jego rodziny sprawującą władzę w Wilnie i w Krakowie. Do Moskwy Izydor dotarł w marcu 1441 r., wjeżdżając na Kreml - jak głosi tradycja moskiewska - poprzedzony przez prosty łaciński krucyfiks, który uczynił złe wrażenie. Po Boskiej Liturgii w katedralnym soborze Zaśnięcia Bogurodzicy, w trakcie której w charakterze zwierzchnika Kościoła wymienił imię papieża Eugeniusza, w obecności pary wielkoksiążęcej i moskiewskich dostojników świeckich i kościelnych, ogłosił akt unii Konstantynopola z Rzymem.

Trudno powiedzieć, jak utrzymują historycy rosyjscy, że wywołał tym konsternację. Obecni, jak zawsze bywa w sytuacjach niepewnych, milcząc spoglądali na młodego wielkiego księcia Wasyla II, czekając w jaki sposób on zareaguje. Zareagował dopiero po czterech dniach umieszczając Izydora pod strażą w monasterze.

Historycy nie są zgodni, czy ogłosił go wtedy heretykiem, czy też nie odważył się na taki drastyczny krok. W każdym wypadku dokonał kroku bez precedensu w historii dotychczasowych stosunków Moskwy z Konstantynopolem. Nie mniejsze zdziwienie budzi fakt, że Izydorowi, razem z jego pomocnikiem i następcą, archidiakonem Grzegorzem Bułharynem (Bułgarem), udało się, wydostać z klasztoru i uciec do Polski.

Wszystko wskazuje, że hipoteza postawiona przez Oskara Haleckiego, że ucieczkę musiał mu umożliwić sam Wasyl II, jest słuszna. Posiadanie więźnia tak wysokiej rangi stanowiło ogromny kłopot dla 26 letniego władcy Moskwy, położonej na krańcu ówczesnego świata i nadal zależnej od Tatarów. Wielu historyków prezentuje opinię, że oskarżywszy Izydora o herezję, mógł spalić go na stosie. Mało to prawdopodobne, nawet w przypadku, jeśli takie oskarżenie rzeczywiście miało miejsce. Targnięcie się na życie oficjalnego przedstawiciela nowego i starego Rzymu, mogło przynieść nieobliczalne konsekwencje. Tym bardziej, że zarówno cesarz Jan VIII Paleolog, jak i nowy patriarcha Metrofan II byli żarliwymi zwolennikami unii.

Cele jakie stawiał sobie wielki książę Wasyl II były proste. Zamęt wywołany przyjęciem unii przez bizantyjskie elity pragnął on wykorzystać dla wyemancypowania swojej władzy spod kontroli metropolitów, mianowanych przez patriarchów ekumenicznych w porozumieniu z cesarzem, pełniących rolę imperialnych przedstawicieli Bizancjum na Rusi. Konstantynopolitańscy zwierzchnicy ruskiej prowincji kościelnej znacznie ograniczali suwerenność wielkich książąt moskiewskich. Celem minimum było przynajmniej umożliwienie sobie realnego wpływu na obsadę zwierzchników własnego Kościoła w jego państwie, na razie nieśmiało stawiającego sobie nie mniej imperialne cele. Wasyl działał bardzo wolno i ostrożnie. Dopiero po upływie ponad roku od ucieczki kardynała Izydora, zwołał synod, który pozbawił Izydora urzędu metropolity kijowskiego, po czym znowu zapadło milczenie trwające całych 6 lat.

W roku 1448 wielki książę Wasyl II zdecydował się na obsadzenie wakującej metropolii, co sformalizował zwołując sobór biskupów w którym uczestniczyli hierarchowie tylko z tych części metropolii, które znajdowały się pod jego władzą. Jedynym kandydatem na urząd metropolity był biskup riazański Jonasz, pełniący po pozbawieniu Izydora katedry funkcję namiestnika (administratora) metropolii. Niespodziewanie szybko nastąpiło uznanie Jonasza na Litwie i na Rusi Halickiej jako prawowitego metropolitę. Litwa i Polska, uznały sobór zwołany przez Wasyla II za w kanoniczny, mimo braku uczestnictwa w nim biskupów z Litwy i Polski. 31 stycznia 1451 r. król Kazimierz Jagiellończyk udzielił metropolicie Jonaszowi zgody, na kierowanie wszystkimi diecezjami litewskimi i halickimi.

Oficjalna historiografia rosyjska, od czasów Mikołaja Karamzina (lata 20. XIX w.) traktuje wybór Jonasza, dokonany bez porozumienia z Konstantynopolem, jako ogłoszenie autokefalii przez Kościół Rosyjski.

Przyczyną podjętej decyzji miała być wierność prawosławiu, od którego zdaniem rosyjskich historyków Konstantynopol odpadł, podpisując unię kościelną z Rzymem. Pogląd ten nadal jest powszechnie głoszony przez rosyjskich publicystów prawosławnych, a również propagandę reżimu Putina, w charakterze „oręża wojny hybrydowej” aby z powodu ogłoszonej 5 stycznia br. ukraińskiej autokefalii tym mocniej „dołożyć odstępcy od prawosławia” patriarsze ekumenicznemu Bartłomiejowi. Dla współczesnych rosyjskich propagandystów nie ma znaczenia, że już w latach 40. XIX w., czołowy historyk Kościoła rosyjskiego, metropolita wileński Makary (Bułhakow) odnalazł w archiwach kremlowskich kopie czterech pism podpisanych przez wielkiego księcia Wasyla II, adresowanych do patriarchów ekumenicznych: Grzegorza III Mammasa i Atanazego II, a również do ostatniego cesarza bizantyjskiego Konstantyna XI. Czwarte pismo było wysłane już po upadku Konstantynopola, do patriarchy ekumenicznego Gennadiusza Scholara, na którego wybór zgodził się sułtan Mehmed II Zdobywca, dlatego, że Scholar należał do znanych przeciwników unii.

Władca Moskwy nie miał najmniejszej wątpliwości co do kanoniczności i legalności trzech pierwszych adresatów mimo że wszyscy oni byli unitami i pokornie prosił ich o uznanie wyboru Jonasza i zatwierdzenie go na katedrze metropolitalnej. Pisma te dowodzą, że Wasyl II uznał, że swój cel osiągnął, mianując Jonasza na katedrę metropolitalną za pomocą uległego mu synodu. Synod Kościoła ruskiego, gdy nie przewodził mu zwierzchnik Kościoła z autorytetem niezależnym od miejscowych realiów, okazał się całkowicie uległy wobec świeckiego władcy. Zapewne Wasyl II w ten sam sposób pragnął mianować kolejnych metropolitów, od Konstantynopola zaś oczekując bezwarunkowej akceptacji własnego wyboru. Przeliczył się, postawa Konstantynopola wobec Moskwy, mimo upadku jego państwowości, pozostała nieugięta, niezależnie od tego, czy patriarcha był unitą, czy też zdecydowanym przeciwnikiem unii, cztery pisma Wasyla II (o ile wszystkie doszły) zostały uznane za wyraz jego zuchwałości i pozostały bez odpowiedzi.

Okres szósty: Moskwa zrywa z Konstantynopolem i Kijowem

Żywa do dziś legenda o przyczynach zerwania przez Moskwę z Konstantynopolem, narodziła się dopiero po półwieczu, za panowania syna Wasyla II, Iwana III Srogiego. Według niej, Konstantynopol za swoje popadnięcie w herezję został ukarany przez Boga upadkiem. Podstawę dla tej legendy stanowi wizja pskowskiego mnicha Filoteusza, wyrażona przez niego w listach do monarchy, głosząca, że Moskwa jest Trzecim Rzymem, jedynym i ostatnim narodem-nosicielem jedynej prawdziwej wizji Boga (bogonoścą) i państwem, które zachowało nieskalaną, czystą wiarę prawosławną, po upadku pierwszego i drugiego Rzymu. Fakt wygnania metropolity-apostaty Izydora był na tyle spektakularny, że należało go wpleść do legendy, bowiem bez niego była by ona mniej sugestywna. Dziś, pod władzą Putina i Gundiajewa (patriarchy Cyryla I) ta XV wieczna legenda stała się bardzo istotnym elementem prowadzonej przez Rosję wojny hybrydowej.

Pełne zerwanie więzi kościelnej przez Moskwę z Konstantynopolem nastąpiło w roku 1458. Urzeczywistniono je dopiero wtedy, kiedy patriarchat ekumeniczny, znalazłszy się pod władzą turecką, całkowicie odżegnał się od unii.

Pretekstu do zerwania dostarczył papież Kalikst III, który polecił przebywającemu na emigracji we Włoszech, unickiemu patriarsze ekumenicznemu Grzegorzowi II Mammasowi, wyświęcić nowego metropolitę na katedrę kijowską w granicach Litwy i Polski. Patriarcha Grzegorz mianował na ten urząd przebywającego we Włoszech, Grzegorza Bułharyna, dawnego najbliższego pomocnika i protodiakona kardynała Izydora. Celem jego mianowania było „odzyskanie od schizmatyków”, czyli od rezydującego w Moskwie metropolity kijowskiego Jonasza, przynajmniej tej części metropolii kijowskiej, która znajdowała się pod władzą króla Kazimierza Jagiellończyka. Król Polski, który wcześniej uznał Jonasza za kanonicznego zwierzchnika Kościoła, jak 150 lat temu napisał metropolita wileński Makary (Bułhakow) „nie ośmielił się sprzeciwić papieżowi, który nadesłał mu swą bullę, w której nakazał nie dopuszczać do siebie apostaty Jonasza, odebrać mu władzę nad duchowieństwem i laikatem w granicach Litwy i Polski, a w przypadku kiedy on sam odważy się przybyć do jego królestwa, to schwytać go jako odstępcę i przeciwnika i skutego zamknąć w ciemnicy. Natomiast przyjąć z pełnym uszanowaniem metropolitę Grzegorza, przekazać jemu dziewięć eparchii jemu powierzonych i podporządkować mu całe duchowieństwo i wiernych”.

Metropolita Grzegorz został chłodno przyjęty w Kijowie. Szybko zrozumiał, że poczucie przynależności do wspólnoty „wiary greckiej” i związki jego wiernych Konstantynopolem, są na tyle mocne i trwałe, że jeśli sam nie pojedna się z aktualnym patriarchą ekumenicznym Dionizosem I, to jego misja w Kijowie, Lwowie i Nowogródku nie ma żadnych szans powodzenia. Zaprzysiągł wobec tego wierność patriarsze. Nie zerwał i nie zamierzał zrywać z Rzymem. Patriarcha ekumeniczny Dionizos, dyplomatycznie nie zażądał tego od niego, a następny papież Pius II, zrozumiawszy, że bez przynajmniej neutralnego stosunku Konstantynopola, unia nie jest możliwa do przeprowadzenia w ani Wielkim Księstwie Litewskim ani na Rusi Halickiej, nie nazwał nigdy Grzegorza odstępcą. Unia florencka jakby rozpłynęła się w powietrzu, nikt z nią nie zrywał, ani poza bezpośrednim następcą Grzegorza, Misaelem, nie odwoływał się do niej. Do koncepcji stanięcia Kościoła Ruskiego w Polsce i Litwie ponad podziałem na prawosławie i katolicyzm, po upływie dwóch wieków nawiąże metropolita kijowski Piotr (Mohyła).

Moskwa po zerwaniu z Konstantynopolem, z powodu przyjęcia do Patriarchatu Ekumenicznego „odstępcy i raskolnika Grzegorza”„ co oznaczało utratę Kijowa i wszystkich eparchii na zachód od granicy moskiewsko-litewskiej, odcinając się od świata zewnętrznego, nie mniej zapamiętale, niż dzisiaj odcina się od niego Korea Północna, ogłosiła u siebie niekanoniczną autokefalię. Nie uznawał jej nikt z całego prawosławia. Izolacjonizm moskiewski pogłębiał jej zacofanie, zarówno cywilizacyjne, jak i pod względem rozwoju społecznego. Natomiast, według zgodnej opinii historyków, była krajem o ogromnym natężeniu wiary i poczucia własnej misji mesjańskiej. Poczucia mesjańskie stały się dla wielkiego księcia moskiewskiego Iwana III Wasilewicza, zwanego Srogim, podstawą dla rozpoczęcia budowy Carstwa Moskiewskiego, jako Trzeciego Rzymu. Pełne odcięcie Moskwy od świata greckiego, któremu zawdzięczała wiarę i podstawy kultury i cywilizacji, zakończyło się dopiero dramatyczną podróżą patriarchy Jeremiasza II Tranosa do Moskwy odbytej w latach1588/1589. Przez długie 130 lat jeśli chodzi o wybitnych Greków to w Moskwie działał tylko jeden św. Maksym Grek, mnich ze św. Góry Athos. Był on przez długie lata więziony z powodu swej ogromnej wrażliwości na problemy rodzące się z powodu potęgi i bogactwa w Kościele. Następni Grecy z Grecji zjawili się dopiero w orszaku Jeremiasza. Przez cały okres zerwania z Konstantynopolem, Moskwę odwiedzali jednak kwestujący mnisi greccy i litewsko-ruscy. Najbardziej spektakularnym przykładem jest słynna pielgrzymka do Moskwy ihumena z Brześcia, najprawdziwszego mistyka, Atanazego Filipowicza, który później nakłaniał króla Władysława IV do przyjęcia prawosławia, a został skazany na śmierć przez władze polskie po wybuchu powstania Chmielnickiego.

Samoizolacja Moskwy w najmniejszym stopniu nie wpłynęła na jej ekspansję, a umożliwiając nie liczenie się z nikim ułatwiła ją. Od czasów Wasyla II po koniec XVI w., Moskwa podporządkowała sobie Wielki Nowogród, dokonując barbarzyńskiej rzezi jego mieszkańców. Litwie odebrała 1/3 jej terenu i podbiła prawie cały obszar dawnej Złotej Ordy.

Patriarchę ekumenicznego Jeremiasza II, przybyłego w 1588 r., na zaproszenie cara Fiodora I Iwanowicza, bojar Borys Godunow, późniejszy car, sprawujący faktyczną władzę w imieniu słabego i chorowitego monarchy, kazał zamknąć w areszcie domowym i głodzić, aż do momentu, kiedy skrajnie wycieńczony Grek zgodził się nie tylko na uznanie niekanonicznego Kościoła moskiewskiego, ale przysiągł, że udzieli mu autokefalię i rangę patriarchatu, co zostało potwierdzona przez synod Patriarchatu Konstantynopolitańskiego 4 lata później.

Epoka druga: Pod władzą Jagiellonów i Stefana Batorego

Okres pierwszy: aktywa i pasywa. Wykorzystane szanse otwarcia na świat i kryzys Kościoła

Podział dawnej prowincji kijowskiej na jej uznaną przez cały świat prawosławny metropolię kijowską, halicką i całej Rusi i niekanoniczną metropolię moskiewską i również całej Rusi, umożliwił prawosławnym elitom Litwy i Rusi Halickiej pełne i całkowite wyzwolenie się spod wpływów Moskwy. Osiągnięto wreszcie to do czego władcy Rusi Halickiej, Litwy i Polski dążyli przez ponad 150 lat.

Po upadku Konstantynopola, należącego do samego swego końca - mimo rozpaczliwego położenia geopolitycznego - do światowych centrów kultury i cywilizacji, jedyną szansą nie popadnięcia w stagnację i skostnienie, było szerokie otwarcie się na zachód, ku Europie przeżywającej epokę Renesansu. Wpływ samoizolującej się Moskwy, nie posiadającej ani szkolnictwa, ani ośrodków naukowych, ani prawdziwego życia intelektualnego, za to głoszącej, że tylko ona zachowała prawdziwą wiarę, mógł skutecznie zablokować otwarcie. Jeszcze groźniejsza, zarówno dla Kościoła prawosławnego na Litwie i w Polsce, jak i ich naszej wspólnej państwowości, była możliwość utworzenia przez Moskwę, swojego lobby wśród prawosławnych, co aż do końca wieku XVII nie udało się.

W warunkach otwartości, nie tylko synowie prawosławnej elity, ale i cały szereg aktywnych i przedsiębiorczych młodych prawosławnych, razem z ich katolickimi kolegami rozpoczęło studia na czołowych europejskich uniwersytetach, w pierwszym rzędzie w Padwie i Bolonii, a potem również na uczelniach papieskich, paryskiej Sorbonie i uniwersytetach niemieckich. Stopniowo rodziła się wspólna renesansowa elita Polski, Litwy i Rusi podzielonej między te dwie państwowości, składająca się zarówno z katolików, jak prawosławnych i protestantów.

Król Władysław III Jagiellończyk, przygotowując się do wyprawy przeciwko Turkom, która zakończyła się tragicznie pod Warną, - a do imienia młodego władcy dodała przymiotnik „Warneńczyk”; wydał w 1443 r. w Budzie (Buda i Peszt do połowy wieku XIX były oddzielnymi miastami) przywilej dla rycerstwa wiary greckiej. Uznając całą prawosławną szlachtę za potencjalnych wiernych unijnego Kościoła, zrównał ją we wszystkich prawach ze szlachtą wyznania katolickiego. Akt ten był kilkukrotnie aktualizowany w następnych wiekach, Mimo niepowodzenia unii florenckiej, nikt im nie umniejszał praw aż po czasy kontrreformacji, która „sarmackie apogeum” osiągnęła w pierwszej połowie wieku XVIII w.

Okres panowania dynastii Jagiellonów stał się rzeczywiście najlepszy dla Rusinów, stanowiących wtedy połowę ludności Polski i Litwy. Ruska społeczność szlachecka na terenie Korony (Polski) włączyła się w proces budowy demokracji szlacheckiej. W WKL (Wielkim Księstwie Litewskim) w skład którego wchodziła Ruś-Ukraina proces ten zachodził wolniej i miejscowa szlachta dobiła się równych praw ze szlachtą z Korony dopiero w wyniku Unii Lubelskiej (1569 r.).

W miastach, na terenie Korony, a również etnicznej Litwy i Rusi i Województwa Ruskiego, ze stolicą we Lwowie, zdominowanych przez katolików proces emancypacji mieszczaństwa prawosławnego był dużo trudniejszy. Każde z miast rządziło się swoim prawem, narzucenie mu rozwiązań wypracowanych gdzie indziej nie było możliwe.

Równouprawnienie mieszczan prawosławnych (głównie Rusinów) z katolickimi (głównie Polakami i polonizującymi się Niemcami) usiłował wprowadzić sejm roku 1635, ale z powodu ogromnego zakresu autonomii poszczególnych miast królewskich, rozwiązanie tego problemu było bardzo trudne.

Najgorzej było w Warszawie, gdzie odbywały się sejmy i elekcje królów, a od roku 1596 była ona miastem rezydencjonalnym królów polskich, co powodowało przynajmniej okresowy napływ przedstawicieli stanu szlacheckiego, wraz ze służbą, z całej Rzeczypospolitej. Wśród przybywających na sesje sejmu, elekcje i w celu załatwienia różnych spraw, udział prawosławnych i protestantów musiał być taki sam, jak wśród ogółu ludności. Nie można było jednak dla nich wybudować nawet kaplicy, funkcjonującej chociażby tylko w trakcie elekcji i sesji sejmów. Władze Warszawy, aż do uchwalenia Konstytucji 3 maja 1791 r., nie dopuszczały do budowy żadnej świątyni różnowierczej, nawet unickiej.

Niestety, sytuacja Kościoła prawosławnego, była bardzo daleka od stanu jakiego życzyły sobie prawosławne elity. W przeciwieństwie do prawosławnej szlachty, Kościół nie uzyskał wolności. Monarchia Jagiellońska, wykorzystała bowiem upadek cesarstwa wschodniego, przysyłającego obdarzonych jego autorytetem władczych hierarchów, dla celów pełnej, państwowej asymilacji prawosławia, któremu nigdy do końca nie ufaliśmy. Zniszczenie przez Turków bizantyjskiej państwowości pozbawiło patriarchów ekumenicznych oparcia we władzy cesarskiej. Z tej przyczyny pełne podporządkowanie sobie Kościoła prawosławnego, nie wymagało już od królów polskich żadnych skrajnych rozwiązań analogicznych do tych, jakie zastosowała Moskwa. Spod jurysdykcji patriarchów ekumenicznych, nigdy oficjalnie się nie wyłamano, wystarczyło zignorować Fanar. Do światowego centrum prawosławia, królowie polscy zwracali się jedynie w sprawie uznawania kolejnych kandydatów na metropolitów. Poza tym zaprzestali jakichkolwiek kontaktów.

Pojęcia Fanar używa się dla określenia centrum nowożytnego prawosławia, podobnie jak Watykan stanowi centrum katolicyzmu. Historycznie Fanar (Fanarion) to grecka dzielnica Konstantynopola, przy nowym soborze św. Jerzego. Na jej terenie, po dokonanych przez władze tureckie konfiskatach kolejnych greckich katedralnych soborów: Mądrości Bożej (Hagia Sophia), Świętych Apostołów (Agioi Apostoloi) i Matki Bożej Radosnej (Theotokos Pammakaristos), patriarchowie ekumeniczni urządzili w wieku w XVI swoją nową rezydencję.

Zresztą wpływ czynników kościelnych na wyłanianie kandydatów na hierarchów cerkiewnych, był bardzo ograniczony, a motywacją monarchy i jak, podkreślił Antoni Mironowicz, białostocki prawosławny historyk Kościoła, było z reguły wynagrodzenie ludzi zaufanych za ich wierną służbę królowi i wstawiennictwo możnych. Wielu kandydatów upatrywało w biskupstwie źródło dochodu, a odpowiedzialność za piastowanie urzędu kościelnego schodziła na plan dalszy. Taki stan prawno-obyczajowy, sankcjonowany przez króla, był w najwyższym stopniu korupcjogenny i demoralizujący. Doprowadził do tego, że w drugiej połowie XVI w. diecezje posiadały niejednokrotnie dwóch biskupów: jednego urzędującego, a drugiego — nominata z ekspektatywą, który formalnie miał zostać następcą na katedrze, a w danym momencie traktował eparchię jako środek dla szybkiego wzbogacenia się. Byli nimi najczęściej ludzie świeccy, robiący karierę przy dworze, albo w wojsku. Napędzało to kryzys Kościoła, porównywalny z kryzysem w jaki popadł Kościół katolicki przed reformacją.

Odrodzenie Kościoła prawosławnego rozpoczęli ludzie świeccy na dwóch poziomach. Elitarno-magnackim i mieszczańskim. Pierwszy z nich zapoczątkował Rusin, książę Konstanty Wasyl Ostrogski, najbogatszy z magnatów Rzeczypospolitej, nazywany „niekoronowanym królem” Rusi. Swój autorytet zawdzięczał on nie tylko własnym, całkiem niebagatelnym zasługom, ale również temu, że był potomkiem turowsko-pińskiej linii Rurykowiczów, starszej niż moskiewska i synem hetmana Konstantego Iwanowicza Ostrogskiego, wielkiego zwycięzcy wojsk moskiewskich pod Orszą (1514). Książę Konstanty Konstantynowicz założył on w roku 1580 Akademię Prawosławną w swoim rodowym Ostrogu (koło Równego na Wołyniu). Miała ona pełnić wielorakie cele, a najważniejszym z nich było podniesienie poziomu intelektualnego duchowieństwa i świadomego laikatu Kościoła prawosławnego.

Wykładowcami Akademii byli znani ruscy i zagraniczni profesorowie, głównie Grecy, a także polscy protestanci. Miała to być w jego zamyśle typowa szkoła "nauk wyzwolonych”, mająca w przyszłości stać się uniwersytetem. Posiadała też ona - na miarę swoich czasów - ogromną drukarnię, prowadzoną przez wygnanego z Moskwy słynnego drukarza Iwana Fiodorowa. W drukarni tej tłoczono podręczniki niezbędne nie tylko dla Akademii, ale i dla innych ruskich szkół w Rzeczypospolitej. Przygotowano do wydania Biblię Ostrogska, ostateczną kodyfikację całego Pisma św. w tłumaczeniu na język cerkiewnosłowiański. Dużo uwagi poświęcano miejscu prawosławnych i ich Kościoła na mapie współczesnego świata i kultury w warunkach starcia konfesji. Jednym z najbardziej palących problemów epoki była ewentualna unia z rzymskimi katolikami, analizowano problemy za i przeciw niej, co musiało mieć charakter bardzo gorących dysput, kiedy wśród samych Greków prowadzących wykłady zdania były bardzo podzielone.

Prawosławni mieszczanie, aby móc funkcjonować w miastach zdominowanych przez katolików i protestantów, musieli od podstaw tworzyć dla siebie własne struktury organizacyjne, będące w stanie konkurować z katolicko-protestancką organizacją cechową. Dla tego celu tworzono prawosławne bractwa. Bractwa rodziły się zwykle przy jednej parafii, a potem gdy zdobyły ważną pozycję w danym mieście, rozszerzały się organizując życie brackie w innych parafiach albo włączając do siebie inne bractwa. W Wilnie wszystkie utworzone bractwa wchłonęło w siebie bractwo zorganizowane przy monasterze i parafii św. Trójcy. Bractwo wileńskie stopniowo przekształciło się w centralny ośrodek koordynujący aktywność i pracę wszystkich prawosławnych bractw cerkiewnych na terenie WKL.

Podobnym ośrodkiem koordynującym dla bractw na terenie Województwa Ruskiego stało się bractwo lwowskie przy cerkwi Zaśnięcia Najświętszej Bogurodzicy. Bractwa nie poprzestały na stworzeniu własnych organizacji umożliwiających prawosławnym mieszczanom uprawianie działalności gospodarczej i współuczestnictwo w zarządzaniu miastem, ale za najbardziej palącą sprawę uznały stworzenie prawosławnego szkolnictwa, możliwie szeroko dostępnego dla ludzi ze wszystkich stanów i warstw społecznych. Wykształcenie stanowiło jeden z najważniejszych środków zarówno emancypacji, jak i zachowania wiary przodków. Wybitny humanista prawosławny, wykładowca Akademii Ostrogskiej, Jerzy Rohatyniec w swojej „Przestrodze” ostrzegał, że jeśli Rusini nie zorganizują sieci dobrych szkół prawosławnych, młodzieży grozi całkowita katolicyzacja i polonizacja. Pierwszą szkołę bracką założono w 1584 w Wilnie, wystarawszy się wcześniej o przywilej u króla Stefana Batorego, w którym dał on zezwolenie na prowadzenie szkoły, w której uczono by języka ruskiego, greki, łaciny i polskiego. Wykładowcami w szkołach brackich byli zwykle Rusini, którzy swoje wykształcenie zdobyli najczęściej w szkołach jezuickich, a potem kontynuowali je w Akademiach Krakowskiej i Wileńskiej, a nierzadko posiadali dyplomy zagranicznych uczelni.

Bractwo wileńskie prowadziło dwie szkoły elementarne i prawosławne gimnazjum o profilu humanistycznym. Na wzór szkół wileńskich tworzono szkoły brackie w innych ośrodkach miejskich. W 1585 r. przywilej Batorego został rozciągnięty na wszystkich wyznawców prawosławia, którym pozwolono zakładać szkoły i szpitale. Drugie w kolejności gimnazjum założyło bractwo lwowskie w 1586, na co otrzymało specjalny przywilej od patriarchy antiocheńskiego Joachima.

Patriarcha ekumeniczny Jeremiasz II Tranos podczas swej pielgrzymki apostolskiej po Rzeczypospolitej, którą odbył w związku z ustanowieniem patriarchatu w Moskwie (1588-1591) dał bractwom wileńskiemu i lwowskiemu prawa stauropigialne (prawo autonomii sui iuris, czyli wyjęcie spod jurysdykcji biskupów lokalnych i podporządkowanie jedynie głowie Kościoła, czyli w tym wypadku patriarsze ekumenicznemu).

Okres drugi: Kościół ruski w nowożytnej Europie

Unia Brzeska (1596 r.) i rozłam na wzajemnie wykluczające się Kościoły

Kościół prawosławny na Litwie i w Polsce - od Unii Lubelskiej (1569 r.) w Rzeczypospolitej - zdołał przezwyciężyć kryzys o własnych siłach, co graniczyło z cudem. W końcu lat osiemdziesiątych wieku XVI, hierarchia włączyła się w odnowę Kościoła. Dla biskupów czynnikiem stymulującym były pielgrzymki apostolskie patriarchów jerozolimskich Joachima i Teofanesa, a przede wszystkim patriarchy ekumenicznego Jeremiasza II, które tych królewskich nominatów zmusiły do zderzenia z twardą realnością. Od pontyfikatu Jeremiasza - bez wątpienia najwybitniejszego z patriarchów długiego okresu niewoli tureckiej - zaczął się proces odnowy i ponownego otwarcia Patriarchatu Ekumenicznego na świat, mimo kontroli sprawowanej nad nim przez władze tureckie. Patriarcha Jeremiasz twardą ręką wziął się do zaprowadzania porządku w Kościele prawosławnym w Grecji, walcząc przede wszystkim z korupcją i wszelkimi patologiami. W trakcie swojej dramatycznej pielgrzymki moskiewskiej, jadąc w jedną i drugą stronę po kilka miesięcy spędził w Rzeczypospolitej.

U nas również postawił na dyscyplinę, aktywność. Ruski Kościół prawosławny, pod rządami katolickich monarchów, był przeżarty korupcją w stopniu nie mniejszym niż grecki pod władzą osmańską. Patriarcha Jeremiasz zaczął od usunięcia skorumpowanego, nieudolnego, a do tego jeszcze żonatego, metropolity kijowskiego Onezyfora (Diewoczkę), zamieniając go na Michała (Rahozę) i przeprowadził rotacje innych. Zażądał corocznego zwoływania synodu metropolii. Udzielił najważniejszym bractwom prawa staroupigialne, nie tylko wyjmujące ich spod jurysdykcji miejscowych biskupów, ale upoważniające je do sprawowania kontroli nad nimi. Bardzo interesował się szkolnictwem.

Biskupi, na zwoływanych już regularnie synodach, zaczęli naprawdę poważnie myśleć o reformie Kościoła. W gronie synodu, nad koncepcją reformy proponowaną przez patriarchę Jeremiasza II przeważyła opinia, biskupów włodzimiersko-wołyńskiego Hipacego (Pocieja) i łucko-ostrogskiego Cyryla (Terleckiego), że epoka Bizancjum zakończyła się przed ponad wiekiem, należy przy zachowaniu wschodniochrześcijańskiego kształtu Kościoła znaleźć zadowalający modus vivendi z Kościołem zachodnim. Konieczne reformy, zgodnie z tą koncepcją, należy przeprowadzić w oparciu o Kościół rzymskokatolicki. Patriarcha ekumeniczny Jeremiasz żądał, aby w przeprowadzeniu reformy, główna rola przypadła prawosłanemu laikatowi, bowiem w Rzeczpospolitej na nim, z nie na hierarchii opiera się ruch odnowy Kościoła. Ponadto patriarcha zobowiązał bractwa wileńskie i lwowskie do sprawowania kontroli nad swoimi biskupami. Biskupi prawosławni nie mający mocnej pozycji wśród wiernych, nie obawiali się niczego tak, jak podważających hierarchiczność struktur Kościoła, procesów demokratyzacji dokonującej się w prawosławiu w Rzeczypospolitej. Borys Gudziak przyznaje rację hierarchom, pisząc, że mimo ogromnych zasług laikatu, jego udział w podejmowaniu decyzji na szczeblu metropolitalnych bardzo utrudniał kierowanie Kościołem, bowiem nad jego działaniem ciążyło powielanie niesterowalnego modelu Sejmu Rzeczypospolitej.

Akceptacja koncepcji Pocieja i Terleckiego, początkowo popieranej również przez księcia Konstantego Wasyla i grono profesury Akademii Ostrogskiej, budząca jednak zdecydowany sprzeciw w świecie brackim i w monasterach, doprowadziła do przyjęcia Unii Brzeskiej, pierwszej w historii unii cząstkowej (wcześniejsze unie lyońska i florencka, dotyczyły całego prawosławia), na mocy której powołano Kościół unicki.

Kościół unicki został powołany, a właściwie tylko ogłoszony, na synodzie brzeskim w październiku 1596 r. Biskupi Pociej i Terlecki, wraz z całym Kościołem ruskim zostali przyjęci do Kościoła katolickiego przez papieża Klemensa VIII w trakcie ich wizyty w Rzymie, w grudniu poprzedniego roku. Większość duchowieństwa, przedstawicieli monasterów i laikatu nie poparła unii ogłoszonej przez własną prawosławną hierarchię. Mimo braku poparcia większości, król Zygmunt III Waza, zaakceptował powstanie nowej wspólnoty kościelnej i delegalizował wspólnotę ludzi, która unii nie przyjęła. Zostali on nazwani „dyzunitami”.

Unii nie poparło jedynie dwóch biskupów lwowski: Gedeon (Bałaban) i przemyski Michał (Kopystyński). Początkowo wspólnota unicka składała się z hierarchii i nielicznych wiernych, a „dyzunici” tworzyli wspólnotę ze szczątkową hierarchią. Stopniowo proporcje wyrównały się i w ramach obrządku wschodniego, nazywanego wtedy Kościołem greckim funkcjonowały dwie odrębne, wzajemnie wrogie wspólnoty: „zjednoczona” i „nie zjednoczona”, albo „unicka” i „dyzunicka”, między którymi nie było żadnej łączności.

Twórcy unii nie przewidzieli siły sprzeciwu prawosławnych wiernych. Toczyła się bezpardonowa walka, przede wszystkim o monastery, w której obie strony działając metodą „zajazdów” dopuszczały się gwałtów, po czym sprawy trafiały do sadów, które okazywały zwykle – jak zresztą sądownictwo Rzeczypospolitej w większości spraw - pełną bezradność.

Po odejściu większości episkopatu do wspólnoty unickiej, odpowiedzialność za formalnie zdelegalizowaną wspólnotę prawosławną wziął na siebie laikat. Bractwa i prawosławni posłowie na Sejm, spośród których szczególne zasługi dla prawosławia są udziałem wspomnianego wcześniej senatora Konstantego Wasyla Ostrogskiego, wojewody kijowskiego. Nasiliło się działalność bractw: organizują one szkoły, otwierają drukarnie, wydają książki. Prowadzą polemikę z katolikami i unitami, dzięki której powstanie nowy gatunek, literatura polemiczna. Finansują opracowanie i wydawanie prac teologicznych. W roku 1615 w Kijowie, przy monasterze Chrztu Pańskiego, nazwanym brackim, powstała szkoła o profilu gimnazjalnym.

Kościół unicki również realizował głęboką reformę, między innymi łącząc monastery, które przyjęły unię w jeden scentralizowany zakon Bazylianów. Zakon ten prowadził cały system szkolnictwa gimnazjalnego, wzorowany na szkolnictwie jezuickim. Misję Kościoła unickiego, również dziedzica Kościoła ruskiego czasu chrztu Rusi, niezmiernie utrudnił konsekwentny sprzeciw senatorów Rzeczypospolitej, przeciwko przyjęciu w skład senatu biskupów unickich. W rezultatem synowie elity magnackiej nie traktowali Kościoła unickiego za miejsce, gdzie mogą zrobić karierę, a Kościół unicki nie posiadał hierarchów zakorzenionych w elicie władzy. Prowadziło to do powszechnego uznania Kościoła unickiego za gorszy od obrządku łacińskiego, odpowiedni dla przedstawicieli rodzin średniej i drobnej szlachty, z której kształtowały się dynastie kapłańskie, z chłopami jako wiernymi. W Rusinach, zaczynając gdzieś od przełomu XVII i XVIII wieku, postrzegano przede wszystkim „chłopów i popów”.

36 lat panowania, które pozostało jeszcze królowi Zygmuntowi, wypełniła toczona w sejmie walka o przywrócenie Kościoła prawosławnego. Po śmierci biskupów Bałabana i Kopystyńskiego prawosławni nie posiadali już episkopatu. Wtedy sytuację uratował patriarcha jerozolimski Teofanes III. Patriarcha ten dwukrotnie odwiedzając Kijów, na prośbę patriarchy ekumenicznego Tymoteusza II Marmarinosa, w warunkach konspiracyjnych, za pierwszym razem udzielił, w roku 1620, chirotonii arcybiskupiej mnichowi Hiobowi (Boreckiemu), ihumenowi (przeorowi) kijowskiego monasteru św. Michała Archanioła o Złotych Kopułach. Wraz z chirotonią patriarcha podpisał jego nominację na katedrę kijowską.

Oprócz niego Teofanes udzielił chirotonii biskupiej Izajaszowi Kopińskiemu, ihumenowi Monasteru Międzygórskiego. Kopiński został nominowany na katedrę przemyską i czołowemu intelektualiście prawosławnemu tego okresu, Melecjuszowi Smotryckiemu. mianowanemu biskupem połockim. W 1621, w czasie drugiego swojego pobytu w Kijowie, Teofanes III wyświęcił jeszcze czterech biskupów prawosławnych, dla Kościoła w Rzeczypospolitej.

Zatwierdzenia nominacji dokonanych odmówił król Zygmunt III. Nowo wyświęceni władycy, poza Ukrainą naddnieprzańską, gdzie skutecznie chroniły ich szable kozackie, musieli działać w sposób co najmniej półkonspiracyjny. Król natomiast, wbrew samemu sobie, musiał zgodzić się z istnieniem wspólnoty prawosławnej. Prawosławni posłowie na Sejm, zawsze mogący liczyć na wsparcie ze strony przedstawicieli Gdańska i protestanckich posłów Wielkopolski, nie byli w stanie doprowadzić do uznania odnowionego episkopatu przez Króla Zygmunta. Powstała sytuacja patowa. Bractwo kijowskie, na wniosek hetmana kozackiego Piotra Konaszewicza-Sahajdacznego, uznało Sicz Zaporoską za zbiorowego swojego członka. W ten sposób, zupełnie legalnie, Kozacy zostali uznani za tarczę i miecz prawosławia. Hetman Konaszewicz, zawsze wierny Rzeczypospolitej, jeden z najwybitniejszych jej wodzów, zmarł w opinii świętości, z ran otrzymanych pod Chocimiem (1621 r.). Po trzech wiekach został kanonizowany przez Ukraiński Autokefaliczny Kościół Prawosławny.

Gdy po śmierci metropolity Hioba, w marcu 1631 katedrę kijowską objął Izajasz (Kopiński), sytuacja stała się niebezpieczna dla Rzeczypospolitej. Nowy metropolita zachęcał Kozaków do wszczęcia insurekcji przeciw królowi. Jej celem miała być walka z unią aż do jej całkowitego zniszczenia. Utrzymywał też bliskie kontakty z Moskwą, od której oczekiwał pomocy, za którą był gotów zapłacić podporządkowaniem metropolii kijowskiej Patriarchatowi Moskiewskiemu.

Okres trzeci: Przezwyciężenie kryzysu prawosławia w Rzeczypospolitej, 16 lat wolności Kościoła

Król Zygmunt umarł w kwietniu 1632 r. Na elekcji, odbytej w listopadzie tego samego roku, zgromadzona szlachta wybrała jego najstarszego syna Władysława. Jedną z pierwszych jego decyzji było wydanie ”Paragrafów uspokojenia narodu ruskiego...”, legalizujących położenie wspólnoty prawosławnej w Rzeczypospolitej. Król Władysław IV usunął zapalczywego Izajasza (Kopińskiego) i mianował na katedrę kijowską Piotra Mohyłę, archimandrytę Ławry Peczerskiej w Kijowie.

Zdaniem Natalii Jakowenko, królewski przywilej zatwierdził to, co w rzeczywistości zostało zdobyte dzięki sejmowemu oporowi szlachty, opozycji mieszczańskiej i wreszcie kozackim szablom. Dokonała się próba sił, z której Rusini wyszli przemienieni, uświadamiając sobie, że są trzecią siłą w Rzeczypospolitej Obojga Narodów.

Kościół grecki (taka nazwa obowiązywała oficjalnie), mimo rozdarcia na dwie wrogie, wzajemnie zwalczające się wspólnoty, traktowano nadal jako rzeczywistość niezmienną i nierozdzielną.

Nikomu nie przyszło wtedy do głowy, że trzeba rozdzielić Kościół w sposób radykalny, dzieląc każdą z istniejących katedr biskupich wraz z podlegającą jej eparchią na dwie części: unicką i dyzunicką.

Podzielono jedynie metropolię kijowską, co w samej rzeczy nie stanowiło podziału, bowiem wszyscy w Rzeczypospolitej pogodzili się z faktem, że funkcjonowali dwaj metropolici z tytułem „kijowski i całej Rusi”. Nikogo to nie raziło, bowiem jeden z nich miał rezydencję w Nowogródku przy soborze św. Ducha, a drugi w Kijowie, przy Ławrze Peczerskiej i każdy z nich posiadał własną kurię metropolitalną. Natomiast nie wyobrażano sobie podziału struktur Kościoła poniżej poziomu metropolitów, tak aby w jednym ośrodku eparchialnym, niezależnie od siebie, działali dwaj biskupi-ordynariusze. W taki sposób można było dokonać oficjalnego potwierdzenia istnienia dwóch Kościołów.

Jedynie na Białorusi erygowano biskupstwo mścisławskie z siedzibą ordynariusza w Mohylowie, które później nazywano również białoruskim. Było to jedyne biskupstwo prawosławne w Rzeczypospolitej, które przetrwało aż do rozbiorów.

Kompromis zaprowadzony na podstawie „Paragrafów uspokojenia....” postawił dyzunitów i unitów przed koniecznością podzielenia się stolicami biskupimi, według podziału zadecydowanego przez komisję powołaną przez króla Władysława IV. Komisja ta ustaliła aby „dyzunitom” przywrócić cztery z jednostek kościelnych istniejących przed zawarciem unii: metropolię kijowską na jej własnym terenie, wraz ze zrujnowanym soborem św. Zofii (Hagia Sophia), biskupstwo lwowskie, łuckie i przemyskie. Metropolitę i biskupów miał, jak dotychczas mianować król spośród kandydatów wybranych przez duchowieństwo i szlachtę prawosławną. Po mianowaniu metropolici mieli być zatwierdzani przez patriarchów ekumenicznych.

Rozdziałem świątyń, monasterów i innych placówek kościelnych (w eparchiach prawosławnych pozostawały placówki unickie i na odwrót) zajęła się komisja sejmowa, która podziału dokonywała na zasadzie proporcji wiernych na danym terenie. Wszystkie jej decyzje strona unicka starała się oprotestować i zablokować w sądach, wobec czego odzyskiwanie mienia kościelnego przez prawosławnych też niekiedy odbywało się z zastosowaniem siły, co powodowało następne procesy.

Metropolita Piotr Mohyła

Metropolita Piotr (Mohyła), jeden z pierwszych Rumunów z dyplomem paryskiej Sorbony, za młodu wojskowy w służbie Rzeczypospolitej, był osobistym przyjacielem i doradcą w sprawach mołdawskich i tureckich (dziś użylibyśmy przymiotnika bałkańskich) króla Władysława IV. W Rzeczypospolitej Mohyła znalazł się jako uchodźca polityczny, po zdetronizowaniu jego ojca hospodara wołoskiego Szymona i bratanka metropolity mołdawskiego Jerzego, usuniętego za swe sympatie prounijne przez archidiakona Nikifora Kantakuzena, egzarchę (legata) patriarchy ekumenicznego. Metropolita Piotr okazał się najwybitniejszym z książąt Kościoła prawosławnego w dziejach Rzeczypospolitej.

Jego osobowość łączyła w sobie intelektualistę, i to próby najwyższej z charyzmatycznym przywódcą, doskonałym organizatorem i niezwykle skromnym człowiekiem modlitwy. Okazał się mężem opatrznościowym dla prawosławia w Rzeczypospolitej. W ciągu 14 lat sprawowania urzędu dokonał więcej, niż innym udaje się w ciągu stulecia. Uporządkował struktury eparchialne, przy okazji przeprowadzając pełną „rewolucję kadrową” wśród skorumpowanego duchowieństwa, która zaowocowała przekształceniem biskupów, dotychczas niewiele mających ze sobą wspólnego w karny i zdyscyplinowany zespół współpracowników. Wprowadził bezboleśnie konieczne reformy liturgiczne na wzór grecki, przeprowadził kodyfikację ksiąg liturgicznych. Uważa się go za twórcę tzw. teologii szkolnej, czyli wykładu teologii chrześcijańskiego Wschodu, w sposób zrozumiały dla ludzi epoki Renesansu, za pomocą pojęć i symboli wypracowanych przez katolicki Zachód. Był zdecydowanym przeciwnikiem protestantyzmu i umiał zablokować jego wpływ na prawosławną doktrynę wiary. Rozwijał szkolnictwo, wspierał słowo drukowane, troszczył się o kształcenie młodzieży. Jest on pionierem, od razu pełnego, szkolnictwa wyższego na Ukrainie. Od podstaw zorganizował Kolegium Kijowskie, przekształcone w roku 1659 w Akademię, która wkrótce po jego przedwczesnej śmierci, w roku 1646, została nazwaną Akademią Mohylańską. Była to pierwsza, i jedyna wyższa szkoła prawosławna od czasów upadku Konstantynopola, realizująca pełny program uniwersytecki i mająca prawo nadawania wszystkich stopni naukowych, w roku 1658 zrównana w prawach z Akademią Krakowską i Jezuicką Akademią Wileńską. Akademia Kijowska, była jedyną prawosławną uczelnią na świecie działającą poza kontrolą władz muzułmańskich.

Prawosławne uczelnie posiadały wprawdzie starożytne patriarchaty (konstantynopolski, aleksandryjski i antiocheński), ale działały one pod kontrolą i w warunkach ostrej cenzury ze strony władz muzułmańskich, uniemożliwiających im swobodę badań i wykładów i niedopuszczających do nauczania przedmiotów uważanych za świeckie. Dodatkowo władze otomańskie limitowały ilość studentów, wskutek czego młodzież grecka (pod warunkiem, że było ją na to stać) udawała się na studia do Włoch. Dla młodzieży rumuńskiej, bułgarskiej albo serbskiej zdobycie wykształcenia we Włoszech albo innych krajach zachodnioeuropejskich było niepomiernie trudniejsze i pozwolić sobie na to mogli, tak jak i sam młody Piotr Mohyła, jedynie synowie najbogatszej arystokracji.

Teologii szkolnej - w sztukach plastycznych, zwłaszcza w architekturze, odpowiadał barok kijowski, zwany również kozackim. Istotę tradycyjnej świątyni prawosławnej – mikrokosmos – w tym baroku oddawano on za pomocą form ówczesnej architektury europejskiej. Z inicjatywy metropolity Piotra, w takim stylu odbudowano znajdujące się w ruinie najważniejsze świątynie Kijowa: sobór ąw. Zofii (Mądrości Bożej), Zaśnięcia Matki Bożej w Ławrze Peczerskiej, sobór św. Michała w Monasterze Wydubickim, cerkiew Spasa na Berestowie, kaplicę na miejscu Cerkwi Dziesięcinnej, czy cerkiew Trzech Świętych Hierarchów.

Umocnieniu więzów, łączących ukraińską oświatę wyższą z europejską, sprzyjało również zorganizowanie pod koniec XVI w. i na początku XVII w. na terytorium Rusi-Ukrainy sieci szkół jezuickich, które pozwalały i to na miejscu, na zdobywanie wiedzy przez młodzież prawosławną bez specjalnego nacisku na zmianę wyznania. Niektórzy z tych młodych ludzi, po uzupełnieniu wykształcenia i zdobyciu stopni naukowych na zachodnich uniwersytetach, zostawali wykładowcami w Akademii Mohylańskiej i szkołach brackich. Metropolia Kijowska, w czasach Mohyły, stając na straży duchowości autentycznie prawosławnej, stała jednocześnie w najpełniejszym stopniu częścią kultury europejskiej, czego wyrazem było zdecydowane trwanie przy naszym państwie i niechętny stosunek do wszelkich wpływów moskiewskich.

Cel ostateczny, postawiony przez metropolitę Piotra (Mohyłę) był bardzo ambitny. Wsparty przez intelektualistów kijowskich, dążył nie tylko do powołania autokefalicznego Patriarchatu Kijowskiego, ale przede wszystkim do tego, aby ten Patriarchat po jego ustanowieniu stanowił realizację projektu „unii bez zniszczenia”, czyli uzyskania wspólnoty eucharystycznej z Rzymem, bez zrywania jej z Konstantynopolem. Dzięki temu, w Patriarchacie Kijowskim dokonałoby się nie tylko przezwyciężenie rozłamu Kościoła prawosławnego wywołanego unią brzeska, ale Patriarchat, stanąłby ponad podziałem Kościoła dokonanym w wyniku schizmy 1054 r., a metropolia powróciła by do swojej pozycji z czasów metropolity Grzegorza (Bułharyna), kiedy była uznawana zarówno przez Rzym jak i Konstantynopol. Unici okazali się jednak całkowicie nie gotowi i ostatecznie ich metropolita Mikołaj Korsak, pod naciskiem nuncjusza, odmówili swojego udziału w projekcie tworzenia Patriarchatu Kijowskiego. Nie przesądzało to jeszcze sprawy, bowiem rozmowy nie zostały zerwane, a Mohyła umieścił swój projekt „Confesio fidei orthodoxae” napisanym pod pseudonimem Euzebiusz Pinim. Memoriał ten został wysłany w 1644 r. do papieża Urbana VIII.

Okres czwarty: Kontynuacja planu zjednoczenia

Niestety metropolita Piotr Mohyła niespodziewanie zmarł w styczniu 1646 r., Odejście zwierzchnika Kościoła, przewyższającego swoje otoczenie o głowę, nie musiało oznaczać klęski jego pokojowego planu odbudowy jedności Kościoła. Metropolita Piotr pozostawił przecież godnego następcę, którym był rektor Akademii Kijowskiej, wspomniany wcześniej, arcybiskup Sylwester (Kossow). Realizacja projektu, miała wszelkie szanse na zapoczątkowanie przemiany stosunków wyznaniowych i narodowych we wschodniej części Rzeczypospolitej, który z powodzeniem realizowałby jego następca.

Z kart sienkiewiczowskiego Ogniem i Mieczem, znana jest nam próba mediacji między Rzecząpospolitą i zbuntowaną kozacką Ukrainą, podjęta przez wojewodę kijowskiego, prawosławnego Rusina-Ukraińca Adama Kisiela. Henryk Sienkiewicz nie zająknął się przy tym, że Kisiel nie działał sam, przeciwnie realizował plan metropolity Sylwestra, wsparty całym autorytetem Kościoła prawosławnego w Rzeczypospolitej. W roku następnym, po zawarciu ugody zborowskiej, która - jak pamiętamy z sienkiewiczowskiego Ogniem i Mieczem - wyzwoliła jego bohaterów oblężonych w Zbarażu, metropolita Sylwester został włączony do senatu Rzeczypospolitej. Przyjechał on do Warszawy jesienią 1649 r., gdzie swoim senatorskim wniosku zaapelował o rozpoczęcie przez Rzeczpospolitą starań o konstantynopolitańską autokefalię dla Kościoła prawosławnego. Do historii przeszło jego wystąpienie sejmowe, nienagannie wygłoszone w języku łacińskim, w którym powiedział wprost, że na Rusi Kościół prawosławny stanowi jedyne oparcie dla ludu, jego autokefalia stanowi jedyne godne rozwiązanie, pozostające nie tylko zgodne z prawem kanonicznym, ale i jedyne naprawdę chrześcijańskie i służące powszechnej zgodzie.

Prawo kanoniczne wymaga również, aby starania o autokefalię zainicjowały władze świeckie w tym wypadku Rzeczypospolitej. Po upływie pięciu lat, gdy w skutek klęsk ponoszonych przez wojsko zaporoskie w wojnie z Rzecząpospolitą Rada Kozacka zadecydowała o zwrócenie się o pomoc do Rosji, a car Aleksy Michajłowicz zażądał przyłączenia się Ukrainy-Rusi do Moskwy i złożenia mu przysięgi wierność, metropolita Sylwester (Kossow), nie mając wyjścia złożył taką przysięgę, ale w swojej suplice do cara sprzeciwił się planom włączenia jego metropolii do patriarchatu moskiewskiego. Użył argumentu, że „zachowanie związku z Fanarem, jest pierwszą wolnością, stanowiącą podstawę wszystkich praw i wolności”.

Metropolita wyrażał tu zgodną opinię duchowieństwa prawosławnego nie tylko Ukrainy-Rusi, ale całej Rzeczypospolitej, które w epoce powstań kozackich, utożsamiając się ze sprawą, o którą walczyli Kozacy, było z równą determinacją wierne Rzeczypospolitej i Fanarowi. Taką postawę wyrażała przeważająca część przedstawicieli elit kijowskich, starszyzna kozacka i związanej z nią ruska prawosławna szlachty i zamożniejsze mieszczaństwo, dopóki bieg wydarzeń nie rozwiał ich nadziei. Za podporządkowaniem kijowskiego Kościoła Moskwie były doły społeczne, nazywane wtedy na Ukrainie czernią, rozhuśtane dokonującą się rewolucją i poddające się moskiewskiej manipulacji.

Ku projektowi wyeliminowania prawosławia z tkanki społecznej Rzeczypospolitej i pozbycia się wschodniej Ukrainy

W roku 1668, król Jan Kazimierz porzucił politykę współpracy Rzeczypospolitej z metropolią kijowską zainicjowaną przez jego starszego brata i poprzednika. Nadał on metropolicie unickiemu przywilej obsadzania wszystkich katedr biskupich obrządku wschodniego. W praktyce oznaczało to powrót do polityki jego ojca, Zygmunta III Wazy, czyli przyjęcie znowu konfrontacyjnego kursu na zniszczenie prawosławia w Rzeczypospolitej, wbrew postawie środowiska Akademii Mohylańskiej i kierowniczych elit metropolii kijowskiej, które znalazły się na terenie Ukrainy Hetmańskiej, pod kontrolą Moskwy. Mimo to pozostały one nadal niewzruszenie wierne linii określonej przez odnowiciela metropolii Piotra (Mohyłę). Ich orientacji nie zmieniła moskiewska okupacja Kijowa i coraz silniejsze zabiegi Patriarchatu Moskiewskiego o włączenie metropolii pod jego jurysdykcję.

Zabiegi Moskwy zdobyły natomiast stopniowo poparcie znacznej części duchowieństwa parafialnego i niższych warstw społeczeństwa ukraińskiego i Kozaczczyzny. Fakt, że elity nadal swe nadzieje wiązały z powrotem Rzeczypospolitej, zawdzięczamy postawie metropolity Józefa (Nielubowicza-Tukalskiego). Metropolita Józef, mimo wszystkich kłód kładzionych mu pod nogi, zarówno ze strony rosyjskiej jak i polskiej, przynajmniej formalnie łączył obie części metropolii. Jej włączenie do patriarchatu moskiewskiego nastąpiło dopiero w 1686 roku.

W roku 1678, patriarcha jerozolimski Dositheos II Notaras skierował do wiernych metropolii kijowskiej, zarządzanej po śmierci Nielubowicza przez biskupa czernihowskiego Łazarza (Baranowicza) w charakterze administratora, list pasterski z zapewnieniem, że przedstawi patriarsze ekumenicznemu sprawę trudnej sytuacji prawosławnych w Mikrone Rosiji i poprosi jego o wysłanie egzarchy dla Polski i Litwy. Bezpośredniej korespondencji z Konstantynopolem zabronił król Jan III w roku 1676.

Królowie polscy zamiast poparcia dla starań metropolitów kijowskich widzieli w nich czynnik destabilizacji wewnętrznej kraju. Metropolita Józef (Nielubowicz-Tukalski), wybrany przez sobór lokalny w roku 1663 i zatwierdzony przez Fanar, okazał się ostatnim kanoniczne mianowanym metropolitą kijowskim, z tytułem egzarchy (legata) Patriarchatu Ekumenicznego w Małej Rusi (Mikrone Rosija) Polsce i na Litwie. Władze polskie nie uznały jego mianowania i przeciw niemu postawiły „antymetropolitę”. Był nim biskup przemyski Antoni (Winnicki), którego uznania Fanar zdecydowanie odmówił. Winnicki pozostał „metropolitą niekanonicznym”, na terytorium metropolii kontrolowanym przez Rzeczpospolitą.

Nielubowicza zaś, król Jan Kazimierz kazał zamknąć na Zamku Malborskim, pełniącym rolę specjalnego więzienia Rzeczypospolitej. Po zwolnieniu metropolita Józef udał się do Kijowa, gdzie sprawował on swój urząd w latach 1668-1676. Wówczas Kijów, na mocy rozejmu Andruszowskiego, faktycznie należał już do Moskwy, ale jeszcze nie podlegał jej władzy kościelnej. Większość terenu jurysdykcji metropolii kijowskiej znajdowała się na terenie Rzeczypospolitej. Nielubowicz-Tukalski był legalnym metropolitą kijowskim, procedura jego mianowania nie budziła żadnych wątpliwości w Moskwie.

Władze polskie, mimo tego pozbawiły go prawa wjazdu na teren Rzeczypospolitej, gdzie zwierzchnictwo nad Kościołem prawosławnym pozostawiono Winnickiemu. Swoje urzędowanie w Kijowie jako nowomianowany metropolita, musiał rozpocząć od usunięcia i zesłania do monasteru Metodego (Filimonowicza), biskupa mścisławskiego (Białoruś, teren Rzeczypospolitej), któremu święceń wraz z niekanonicznym mianowaniem na administratora metropolii kijowskiej udzielił, w 1661 r., patriarcha moskiewski Pitirim. Nielubowicz oznajmił mu wprost:: „Nie jesteś godzien być biskupem, bo przyjąłeś święcenia od patriarchy moskiewskiego”.

W rezultacie okazywania władzom rosyjskim swojej niezależności, musiał opuścić Kijów i przenieść swoją rezydencję do kozackiego Czehrynia, gdzie umocnił się niezależny od nikogo hetman Piotr Doroszenko, który oddał się formalnie pod protekcję Turcji. Z tego powodu Moskwa uznała Nielubowicza za zdrajcę.

Winnicki natomiast nawiązał bliski kontakt z Wasylijem Tiapkinem, ambasadorem moskiewskim w Rzeczypospolitej, którego poprosił o uznanie go przez Moskwę za metropolitę kijowskiego. Tiapkin odpowiedział mu, że wszystko zależy od tego, na ile wiernie będzie służyć rosyjskiej monarchii. Winnicki umarł w roku 1679.

Po jego śmierci król Jan III Sobieski mianował Józefa (Szumlańskiego) na funkcję administratora metropolii kijowskiej. Szumlański zasłużył się królowi jako jego kompan dworzan i rotmistrz wojsk pancernych. W roku 1676, rozwiódłszy się z żoną, wstąpił do monasteru, gdzie dzięki protekcji królewskiej już w roku następnym otrzymał chirotonię na biskupa lwowskiego, po czym, od razu tajnie przeszedł na katolicyzm. Szumlański na prośbę króla, otrzymał nominację na prowadzenie spraw metropolii z rąk patriarchy ekumenicznego Donizosa IV Musolimesa, którego król nie poinformował o jego zmianie wyznania. W ten sposób, król Jan III Sobieski, wyraził swój cyniczny stosunek do Fanaru.

Król, aby zachęcić biskupów prawosławnych do przyjmowania unii, starał się organizować wspólne synody biskupów unickich i prawosławnych. Drugi z nich odbył się w roku 1680 w Lublinie, przy udziale komisarzy królewskich. Synod w Lublinie został zerwany przez biskupa łuckiego, księcia Gedeona (Czetwertyńskiego). Biskupa Gedeona, poparli przedstawiciele bractw cerkiewnych i szlachty prawosławnej. Za to papież Inocenty XI na zerwanie synodu lubelskiego odpowiedział zakazem dalszego odbywania wspólnych synodów unicko-dyzunickich, co wywołało królewski gniew. Księciu biskupowi Jan III polecił przekazać, że jeśli nie opamięta się, to czeka go los Nikifora Kantakuzena, który za występowanie przeciw zawarciu Unii Brzeskiej resztę życia spędził w pokrzyżackich lochach zamku malborskiego.

Na takie dictum Gedeon zdecydował się na rozpaczliwy gest i wzorem Bohdana Chmielnickiego, uciekł wprawdzie nie na Sicz, tylko na lewobrzeżną Ukrainę, w której bezpośrednią władzę sprawował promoskiewski hetman Iwan Samojłowicz.

W roku 1683, po upływie 5 lat od listu pasterskiego patriarchy Dositheosa, patriarcha moskiewski Joachim skierował do hetmana kozackiego Iwana Samojłowicza pismo, z prośbą o wybranie metropolity w Kijowie. W tym samym roku biskup wołyński, książę Gedeon Światopełk-Czetwertyński, uchodząc z Rzeczypospolitej, wysłał - już z Kijowa - swoje „wasalne pismo” do patriarchy Joachima.

Patriarcha Joachim w swoim piśmie do kozackiego hetmana bynajmniej nie powołał się na prawa wynikające ze sprawowania przez niego jurysdykcji nad Kijowem. Co dotyczy natomiast jego opinii w sprawie trudności ze sprawowaniem opieki duszpasterskiej nad prawosławnymi w Polsce i na Litwie, patriarcha Joachim potwierdził, że „w prawlenii duchownom onaja eparchia (metropolia kijowska) izdawna u caregradskogo patriarcha” (duchowne zarządzanie tą eparchią od dawna przysługuje patriarsze konstantynopolitańskiemu).

Swoją ingerencje w sprawy prawego brzegu Dniepru, gdzie utrzymały się władze polskie Joachim uzasadnia tym, że „w zaistniałej sytuacji „nam prawiedno i zakonno pomoszczestwowati” (sprawiedliwie i zgodnie z prawem powinniśmy pomóc) znajdującym się w trudnej sytuacji. W roku następnym patriarcha moskiewski ponowił swoją prośbę, usprawiedliwiając swoją interwencję zagrożeniem ze strony ”unitów” (jest to pierwszy akt Patriarchatu Moskiewskiego, w którym został użyty termin „unici”.

Samojłowicz uważając, że otrzymał takie prawo od patriarchy moskiewskiego, zwołał sobór lokalny metropolii kijowskiej, na którym przegłosowano kandydaturę biskupa Gedeona na metropolitę. Patriarcha Joachim nie miał prawa zwoływania soborów w metropolii nie podlegającej jego jurysdykcji, a tym bardziej upoważniać do tego hetmana. Hetman nie przejmował się tym, że zgodnie z prawem kanonicznym prawo do zwoływania soborów lokalnych posiadają jedynie zwierzchnicy danego Kościoła, bądź monarchowie. Ani tym, że w każdym soborze lokalnym powinni uczestniczyć wszyscy biskupi miejscowego Kościoła, wyższe duchowieństwo monasterskie i diecezjalne i przedstawiciele laikatu. Z powyższych przyczyn hetmański sobór został przez duchowieństwo metropolii kijowskie od razu uznany za nielegalny. W swoim proteście złożonym na ręce hetmana, duchowieństwo użyło również argumentu, że patriarcha ekumeniczny Jakub, dał Moskwie jednoznaczną odpowiedź, na temat tego, że sprawa przejścia metropolii kijowskiej spod omoforu patriarchów ekumenicznych pod omofor moskiewski nie może być nawet rozważana. Na soborze zwołanym przez Samojłowicza, nie pojawił się z tego powodu ani jeden z biskupów ani przełożonych najważniejszych monasterów metropolii kijowskiej, nie tylko z terenu Rzeczypospolitej, ale nawet i kontrolowanego przez Moskwę Lewobrzeża.

Kandydatura Gedeona na metropolitę kijowskiego, została przegłosowana tylko dlatego, że głośno poparli ją świeccy, pod przewodnictwem dwóch słynnych dowódców kozackich: esauła Wojska Zaporoskiego Iwana Mazepy i pułkownika Leona Połubotoka, przyszłych hetmanów. Pierwszy z nich miał przed sobą jeszcze ogromną rolę do spełnienia. Na razie trzymając się orientacji promoskiewskiej odegrali tragiczną rolę współgrabarzy własnego Kościoła. Patriarchę moskiewskiego Joachima całkowicie zadowolił wynik soboru lokalnego, tym bardziej, że jego ważność zupełnie niespodziewanie, już w ciągu najbliższych miesięcy, uznała Rzeczpospolita, w trakcie toczonych równolegle negocjacji w sprawie zawarcia pokoju wieczystego.

Pokój wieczysty 1686 r. Oddanie metropolii kijowskiej Moskwie

Wojna ze zbuntowaną kozacką Ukrainą, trwała z przerwami 19 lat, aż do roku 1667, kiedy został podpisany rozejm w Andruszowie rozejm dzielący ją, w przybliżeniu wzdłuż linii Dniepru na część polską i część na której utrzymała się władza hetmanów kozackich pod protektoratem moskiewskim, z pozostawieniem Kijowa po stronie Ukrainy Hetmańskiej.

Chaos rewolucji kozackiej i ściągnął na Rzeczpospolitą najpierw interwencję moskiewską, potem szwedzką i na koniec transylwańską. Wojny połowy wieku XVII zrujnowały nasz kraj w stopniu podobnym, jak wojna trzydziestoletnia zrujnowała Niemcy i Czechy i doprowadziły do zmniejszenia się liczby ludności o jedną trzecią. Rzeczpospolita przestała być regionalnym mocarstwem, z którym poważnie liczono się w Europie.

Klęska kompromisowego pokoju z Kozacką Ukrainą, podjęta metodą porozumienia zwanego Unią Hadziacką (1659 r.), która utworzyła w ramach Rzeczypospolitej Wielkie Księstwo Ruskie, stanowiące jej trzeci człon, wreszcie niejednoznaczność postawy Kozaków w okresie zbrojnego konfliktu polsko-tureckiego, doprowadziły do likwidacji Ukrainy jako źródła dokonującej się apokalipsy.

Likwidację Ukrainy zrealizował król Jan III Sobieski metodą rozbioru Rusi-Ukrainy między Polskę i Rosję, za pomocą traktatu pokoju wieczystego podpisanego w Moskwie 6 maja 1886 roku. Pokój ten przeszedł do historii jako traktat Grzymułtowskiego, od nazwiska ambasadora pełnomocnego króla Jana III, Krzysztofa Grzymułtowskiego, wojewody poznańskiego. Grzymułtowski wynegocjował ten traktat i podpisał go w imieniu strony polskiej razem z Marcjanem Ogińskim, kanclerzem wielkim litewskim. Po stronie rosyjskiej, w imieniu małoletnich carów Iwana V i Piotra I, podpisał go kanclerz i szef Prikazu Poselskiego (Ministerstwo Spraw Zagranicznych) Wasylij Golicyn i dyplomata Borys Szeremietiew. Ten ostatni w niedalekiej przyszłości, został jednym z najbliższych współpracowników Piotra I. Pokój ten w zasadzie powtarzał tymczasowe ustalenia rozejmu andruszowskiego, dzielącego Ukrainę. Rzeczpospolita traciła nie tylko lewobrzeżną Ukrainę, ale Smoleńszczyznę, okupowaną przez Moskwę od 1654 r., z drobnymi korektami na korzyść Rzeczypospolitej na północnym wschodzie.

Moskwa zobowiązywała się do włączenia się do wojny przeciw Turcji, albo płacenia Rzeczypospolitej ekwiwalentu pieniężnego, za podejmowane przez nią wyprawy, czego zresztą nie dotrzymała. Najważniejsze i jednocześnie fatalne zarówno dla samej Rzeczypospolitej, jak i jej prawosławnych obywateli, jak i byłych obywateli Rzeczypospolitej i ich potomków, żyjących na zwasalizowanej przez Rosję Ukrainie Hetmańskiej i Ukrainie Słobodzkiej, były postanowienia traktatowe dotyczące polityki kościelnej.

Ukraina Słobodzka powstała dzięki osadnictwu ukraińskiemu, uznającemu władzę kościelną metropolitów kijowskich na włączonych do Rosji, a wcześniej wyludnionych przez Tatarów stepach dzisiejszej Charkowszczyzny i Doniecczyny i dalej na wschód aż po Tambow.

Przedstawiciele króla Jana III Sobieskiego, zaabsorbowanego kolejną kampanią przeciw Turkom, licząc na pomoc ze strony Moskwy, podpisali w jego imieniu samobójczy dla racji stanu Polski i Litwy, słynny IX punkt traktatu pokoju Grzymułtowskiego. W tym dokumencie Rzeczpospolita gwarantowała, że będzie zapobiegać próbom odwoływania się jej prawosławnych obywateli do Fanaru. W ten sposób utrzymano zakaz na wszelkie kontakty z Konstantynopolem wydany w roku 1676, z powodów wojny toczonej z Turcją. Oficjalnie, władze polskie, obawiały się szpiegów tureckich przebranych za greckich mnichów.

W kontekście rezygnacji Rzeczypospolitej z jakiejkolwiek samodzielnej aktywności na kierunku wschodnim, punkt IX ten należy odczytywać jako dyplomatycznie przyzwolenie na przyłączenie metropolii kijowskiej do Patriarchatu Moskiewskiego. Nazywając rzeczy po imieniu, Jan III zobowiązał się, że nie dopuści, aby na terytorium jego państwa i przez patriotycznie nastawionych jego poddanych narodowości ruskiej została odtworzona niezależna od Moskwy prawosławna organizacja kościelna. Równolegle negocjacjami z Polakami, Moskwa dokonała kościelnego zaboru metropolii kijowskiej. Wszystkie diecezje, monastery i parafie prawosławne na terenie Rzeczypospolitej, stały się pod względem kościelnym częścią Rosji.

IX punkt uczynił monarchów rosyjskich gwarantami praw prawosławnych obywateli Rzeczypospolitej. Zgodnie z zasadą symetrii, królowie polscy zostali uznani za gwarantów praw katolickich poddanych carów moskiewskich. Sprawowanie opieki nad katolikami w Rosji było niewykonalne, bowiem reprezentowali ich jedynie zagraniczni eksperci, którym pozwalano zamieszkiwać jedynie w wydzielonych dla nich tzw. Niemieckich Słobodach, pod ścisła kontrolą Poselskiego Prikazu,. Mieli oni tam status obcych poddanych, jak wszyscy sprowadzani eksperci. Do reform Piotra I, żaden katolicki kapłan nie otrzymał zezwolenia na uprawianie duszpasterstwa na terenie tych słobód. Królowie polscy nie posiadali żadnych możliwości działania w tym zakresie.

Król Jan III Sobieski zaprzysiągł postanowienia traktatu w obecności posła rosyjskiego Borysa Szeremietiewa, we Lwowie, dnia 21 grudnia 1686 r.

Rzeczypospolita ratyfikowała Traktat Grzymułtowskiego obiektywizujący całkowitą klęskę jej polityki wschodniej i faktyczną kapitulację przed Rosją dopiero w 1764 r. Nie miało to znaczenia, bowiem po zaprzysiężeniu traktatu przez króla polskiego, wszedł on od razu w życie.

Na swojej własnej ziemi pozostałej po pokoju Grzymułtowskiego przy Polsce, Rusini-Ukraińcy, pozbawieni jakiejkolwiek instytucji o charakterze narodowym, zostali sprowadzeni do roli tubylców, podległych obcej władzy duchownej. W roku 1686, Rusini-Ukraińcy wierni wierze przodków i narodowości, stracili ostatnie swoje oparcie, własny niezależny Kościół prawosławny. Wśród elit kijowskich, oderwanych od większości ich ludu żyjącego na Prawobrzeżu, mogła być realizowana jedynie opcja prorosyjska, gdyż innego wyjścia nie było. Miała ona charakter już nie tyle taktyczny, jak u przywódców kozackich od Chmielnickiego do Mazepy, który sprzymierzywszy się ze szwedzkim królem Karolem XII i popieranym przez niego królem polskim Stanisławem Leszczyńskim, podniósł ostatnie wielkie powstanie kozackie przeciw Moskwie, zakończone rzezią ludności Batyryna, miasta-hetmańskiej rezydencji i ostateczną klęską pod Połtawą.

Przekazanie metropolii kijowskiej Moskwie przez Konstantynopol. Rzeczywistość, czy tylko mit rosyjskiej historiografii?

Patriarcha Joachim, całkowicie lekceważąc prawo kanoniczne zwolnił Gedeona z przysięgi złożonej patriarsze ekumenicznemu i wyświęcił go w Moskwie na metropolitę swojego własnego Kościoła, cynicznie się przy tym tłumacząc wobec młodych monarchów Iwana i Piotra i regentki Zofii, że zwalnia metropolitę kijowskiego spod „omoforu” (jurysdykcji) patriarchy Jakuba dlatego, że jego duszpasterska zwierzchność straciła wszelkie znaczenie z racji oddalenia, zmuszającego do odbywania dalekich podróży. Moskwa musiała jednak doprowadzić do legalizacji kościelnego zaboru przez patriarchów ekumenicznych.

W tej sytuacji, po dokonaniu 8 listopada w moskiewskim katedralnym soborze Zaśnięcia Bogorodzicy, z ogromną pompą, uroczystej chirotonii biskupa Gedeona na metropolitę kijowskiego, i przyjęciu od niego przysięgi na wierność Moskwie, co stanowiło przestępstwo w świetle prawa kanonicznego, w podróż do Konstantynopola zostało wyprawione poselstwo moskiewskie. Dotarło ono do celu w końcu 1685 r. Na jego czele stał doświadczony dyplomata, poddiaczy (wiceminister) Nikita Aleksejew. Do poczty dyplomatycznej wiezionej przez posłów, patriarcha moskiewski Joachim dołączył swoje zuchwałe pismo, adresowane do patriarchy ekumenicznego Jakuba, w którym postawił sprawę swojej jurysdykcji nad Kijowem na ostrzu noża. Zażądał w nim, aby patriarcha ekumeniczny przekazał Moskwie wszystkie prawa dotyczące jurysdykcji nad Kijowem.

Ambasador Aleksejew udał się najpierw do Adrianopola, gdzie znajdowała się rezydencja wielkiego wezyra, który na spotkanie z rosyjskimi dyplomatami zawezwał patriarchę ekumenicznego. Od razu po spotkaniu z patriarchą Jakubem uznał, że legalną drogą niczego nie osiągnie. Postanowił wobec czego zaszantażować patriarchę władzami tureckimi. Zagroził wezyrowi, że jeśli władze tureckie nie zdołają zmusić patriarchy ekumenicznego do odstąpienia Moskwie Kijowa, wtedy Rosjanie zaatakują Krym i Azow, otwierając trzeci front w toczącej się wojnie Turcji ze Świętą Ligą i Polską. Wielki Wezyr złożył raport z tego sułtanowi, który przestraszywszy się groźby, dnia 7 kwietnia 1686 r. zdjął patriarchę Jakuba, z katedry patriarszej. Zażądał od prawosławnych, aby wybrali mu na patriarchę biskupa bardziej uległego.

Zanim wybór nowego patriarchy, spełniającego oczekiwania sułtana został dokonany, na pismo patriarchy Joachima odpowiedział patriarcha jerozolimski Dositheos, kierując do patriarchy moskiewskiego pełne gniewu pismo, z wyrzutami za dokonaną przez niego próbę podporządkowania sobie Kijowa. Napisał w nim: „z jakiej to przyczyny Wasza Świątobliwość odcina cudzą eparchię? To wstyd wobec ludzi i grzech wobec Boga”. Oprócz tego oskarżył Joachima o synomię, uzasadniając tak poważne obwinienie niegodnym zachowaniem się poselstwa moskiewskiego w Konstantynopolu.

Dopiero w ostatnich latach zostały opublikowane prace historyków prawa bizantyjskiego dotyczące sprawy przekazania metropolii kijowskiej Moskwie, z których znaczenie przełomowe mają publikacje Konstantyna Wietosznikowa, eksperta Patriarchatu Konstantynopolitańskiego, konsultanta naukowego Biblioteki Bizantyjskiej Collège de France, w Paryżu, profesora Sorbony i Uniwersytetu w Salonikach.

Z tej przyczyny cała wcześniejsza literatura historyczna i prawnicza dotycząca tego ogromnie ważnego wydarzenia opierała się tylko na części źródeł, na podstawie których stworzono niepełny obraz rozgrywającego się dramatu. Według Wietosznikowa, nowo wybrany patriarcha Dionysos IV, bynajmniej nie uległ szantażowi wezyra, ani tym bardziej nie przyjął w „podarunku” od rosyjskiego ambasadora, ani nie udzielił odpowiedzi na pisma patriarchy Joachima, małoletnich carów, ani hetmana Samojłowicza, takiej odpowiedzi na jakiej ich adresaci od niego oczekiwali. Sporządzając około 10 odpowiedzi, w miarę wyczerpująco ustosunkował się jedynie do odnalezionego niedawno pisma z 1684 r., adresowanego do patriarchy ekumenicznego Jakuba, sporządzone w imieniu małoletnich carów Iwana V i Piotra I. Autorem był zapewne książę Wasylij Golicyn, człowieka ogromnych zdolności, który sprawując funkcję kanclerz i diak Poselskiego Prikazu (minister spraw zagranicznych), kierował nawą polityki Moskwy. Pozycję swą osiągnął, będąc faworytem regentki, carówny Zofii.

W piśmie tym po raz pierwszy i ostatni jego autor posłużył się „argumentem carskim”, podkreślając szczególnie, że ojciec małoletnich monarchów, car Aleksy Michajłowicz, odwojował Małorosję i „włączył do naszego mocarstwowego państwa chroniony przez Boga gród Kijów i cały kraj małorosyjski”. W piśmie tym carewicze proszą patriarchę Jakuba o udzielenie patriarsze moskiewskiemu prawa udzielania chirotonii metropolitom wyznaczonym do Kijowa, udzielając przy tym, że zgoda na sprawę o którą proszą, nie przyniesie „Waszej Świątobliwość.... umniejszenia jego eparchii”, co oznacza, że prośba nie dotyczy praw jurysdykcyjnych, a jedynie prawa udzielania święceń, a i to z powodu długiej i trudnej podróży z Kijowa do Konstantynopola. Logika gramoty jest jasna: jeśli Kijów znajduje się teraz wewnątrz Carstwa Rosyjskiego, to podróż z Kijowa do Moskwy jest bezpieczniejsze niż podróż z Kijowa do Konstantynopola.

Patriarcha Dionizy IV Muselimes, w jedynym zachowanym w greckim języku oryginału tekstów jego odpowiedzi, nie wychodzi poza punkty zawarte w tym piśmie. W oryginalnym tekście greckiego oryginału czytamy „patriarsze moskiewskiemu.....obecnemu i następnym, pozwalamy na udzielanie święceń metropolitom kijowskim”. W ten sposób patriarcha ekumeniczny wyjaśnia procedurę rozumianą pod pojęciem „wyświęcenia za pozwoleniem”. Co zaś dotyczy biskupów, duchowieństwa i władz świeckich metropolii kijowskiej, wskazuje, że „kiedy będzie to niezbędne zostanie im udzielone pozwolenie...na wybór tego, kogo oni sobie życzą”. Mimo tego, że tłumaczenie staroruskie o tekstu odpowiedzi patriarchy Dionizego IV, jak i inne teksty, zachowane tylko w tłumaczeniu, mówi o „woli” udzielenia święceń i wyboru, wyraźnie widać, że w greckim oryginale mowa jest jedynie o udzieleniu pozwolenia, a nigdy o udzieleniu prawa, ani prerogatywy.

Wszystkie dokumenty wymieniają trzy warunki, niezbędne dla ważności udzielonej koncesji: 1) wybór metropolity przez biskupów, duchowieństwo i wyższe stany społeczne, przeprowadzony z pozwolenia albo na polecenie hetmana, 2) wymienianie w trakcie nabożeństw, zarówno imienia patriarchy ekumenicznego, jak i moskiewskiego (pierwszego z powodu posiadanych przez niego przywilejów pierwszeństwa czci i jurysdykcji nad metropolią kijowską i całej Rusi, a drugiego z powodu udzielenia przez niego święceń metropolicie, 3) zachowanie przywilejów metropolitów kijowskich.

Okres obowiązywania tej koncesji nie jest określony, zaznaczono jedynie „i patriarchowie sprawujący swój urząd po nim”, będą posiadać takie pozwolenie, jednak bez dodania „wszyscy”, ani ukazania że wprowadzony stan prawny będzie mieć charakter nieprzerwalny i ostateczny, jak jest to jest systematycznie umieszczane w aktach patriarszych. Oczywiste jest, że patriarsze moskiewskiemu nie udzielono żadnego prawa podporządkowania ani zmian w jurysdykcji metropolii (co jest zabronione przez kanony), ale udzielono mu jedynie pozwolenia na przeprowadzanie chirotonii metropolitów, czego dokonano z powodów duszpasterskich powstałych w wyniku sytuacji panującej w regionie. Pozwolenie to zostało udzielone w charakterze upoważnienia, jako egzarsze (przedstawicielowi) i jedynie dla potrzeb administrowania. Prawdopodobnie, z tej przyczyny, patriarcha Dionizy po swoim odejściu z katedry patriarszej, nazywa patriarchę moskiewskiego „egzarchą”.

Określony w ten sposób status kanoniczny metropolii kijowskiej był bardzo bliski statusowi eparchii „Nowych Terytoriów” w Grecji, różniąc się jednak tym, że metropolia kijowska nie mogła być integrowana do systemu administracyjnego Kościoła rosyjskiego.

Żaden z warunków przekazania nie został dotrzymany przez Kościół rosyjski: wybory metropolity przeszły w ręce synodu rosyjskiego, wymienianie imienia patriarchy ekumenicznego prędko zakończyło się, przywileje metropolity zostały skasowane, a nawet sama metropolia przestała funkcjonować jako oddzielna jednostka kościelna.

Z pisma Dionizego IV po pozbawieniu go katedry patriarszej dowiadujemy się, że udzielona koncesja została zanegowana przez Patriarchat już w roku 1688, albo nawet wcześniej.

Zwołany przez niego synaksis z udziałem trzech starożytnych patriarchów; antiocheńskiego, aleksandryjskiego i jerozolimskiego, pod jego naciskiem uznał wymuszoną decyzję patriarchy.

Jesienią synaksis zebrał się na nowo i przypuszczalnie nabrawszy pewności, ze niebezpieczeństwo inwazji moskiewskiej, którą straszył Aleksiejew, jest iluzoryczne, pozbawił Dionizego katedry, unieważniając przy tym jego decyzję. Sobór, ani trzej patriarchowie nie mieli jednak prawa wystawić oficjalnego dokumentu unieważniającego dokumenty wydane przez patriarchę, tym bardziej, że zostały już one dostarczony do Moskwy. Niestety veto patriarchów miało już tylko honorowe znaczenie, a jego rezultatem jest polemika z kościelną polityką Moskwy. Moskwa powołując się na historyczne racje z czasów Rusi Kijowskiej ogłosiła cały obszar metropolii kijowskiej, (czyli wszystkie tereny na obszarze Rzeczypospolitej, gdzie tylko znajdowały się parafie prawosławne) swoim terytorium kanonicznym.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wrocław nie chce prowadzić szkoły

2019-02-15 14:05

Agnieszka Bugała

Ze zbiorów portalu www.wroclaw.fotopolska.eu

Krótki artykuł o zamiarze likwidacji jedynej w mieście szkoły dla dzieci z niepełnosprawnością intelektualną, który ukazał się na naszym portalu, wywołał burzę.

o sprawie pisaliśmy tutaj http://www.niedziela.pl/artykul/40796/Wroclaw-nie-chce-szkoly-dla

List otwarty rodziców i grona pedagogicznego Specjalnego Ośrodka Szkolno - Wychowawczego nr 1 przy ul. M. Lutra 6 skierowany do Prezydenta Wrocławia Jacka Sutryka i Radnych Rady Miejskiej Wrocławia wzbudził Państwa zaniepokojenie i troskę. Co dalej z losem wrocławskiej placówki?

Z oświadczenia, które 14 lutego nasza redakcja otrzymała z Urzędu Miasta wynika, że Gmina nie zamierza likwidować Ośrodka, ale zamierza zmienić (od września 2019 r.) organ prowadzący. Decyzja jeszcze nie zapadła, podejmą ją wrocławscy radni 21 lutego br. na sesji Rady Miejskiej. To wtedy zostanie przedstawiony radnym projekt uchwały zamiarowej przeniesienia uprawnień organu prowadzącego. Jeśli radni przegłosują propozycję zmiany, Ośrodek poprowadzi Fundacja Ewangelickie Centrum Diakonii i Edukacji im. Ks. M. Lutra zarządzana przez ks. Roberta Sitarka.

Oto pełny tekst oświadczenia UM Wrocławia:

„Specjalny Ośrodek Szkolno-Wychowawczy nr 1 przy ul. Marcina Lutra 6 nie zostanie zlikwidowany. W dotychczasowym miejscu, na tych samych zasadach i z tą samą kadrą nauczycielską prowadzone będą zajęcia dla uczniów, którzy - tak jak dziś - korzystają z tej tak ważnej placówki. Zmieni się (od września) wyłącznie organ prowadzący, którym - jeśli tak zdecydują radni - zostanie Fundacja Ewangelickie Centrum Diakonii i Edukacji im. Ks. M. Lutra. Dotychczas Miasto Wrocław dzierżawiło pomieszczenia na działalność SOSW nr 1 od wspomnianej Fundacji. Teraz Fundacja przejmie na siebie prowadzenie tego potrzebnego miejsca. Zgodnie z deklaracją Fundacji wszyscy dotychczasowi nauczyciele i pracownicy administracyjni będą nadal tam zatrudnieni. Co więcej, zmiana wiązać będzie się z wyższymi wynagrodzeniami. Rodzice nie zostaną obciążeni żadnymi dodatkowymi kosztami, a dzieci nie odczują tego, że administracyjnie Ośrodek prowadzony będzie przez Fundację. O wszystkim już kilka dni temu poinformowani zostali zarówno rodzice, jak i grono pedagogiczne. Podejmowane działania mają na celu jeszcze mocniejsze związanie placówki z Fundacją, która taką działalnością zajmuje się, z sukcesami, od lat.”

Treść pisma uspokaja – miasto informuje, że nie pozbywa się Ośrodka i nie chce go likwidować. I to jest wiadomość bardzo dobra, odpowiada na pytanie, które postawiliśmy kilka dni temu.

- Słowo „likwidacja” zostało tu użyte wyłącznie w znaczeniu ustawowym – wyjaśnia Jarosław Delewski Dyrektor Departamentu Edukacji. – Nawet, jeśli zmieniamy patrona szkoły, najpierw musi się odbyć likwidacja placówki i powołanie nowej. Ta sytuacja nie oznacza, że dzieci zostają bez miejsca do nauki a nauczyciele bez pracy. W tym konkretnym przypadku następuje zmiana organu prowadzącego z Gminy Wrocław na sprawdzoną Fundację Ewangelickie Centrum Diakonii i Edukacji im. Ks. M. Lutra. Ta Fundacja realizuje już dla naszej gminy różne zadania i jesteśmy z tego bardzo zadowoleni – dodaje.

- Gdyby doszło do tego przekształcenia, gdyby nauczyciele zdecydowali się na przejście do pracy u ks. Roberta Sitarka – wyjaśnia Jarosław Delewski - to nie byliby już pracownikami Karty Nauczyciela, tylko pracownikami zatrudnionymi na zasadach Kodeksu Pracy – to jedyna różnica. Ks. Sitarek spotka się z pracownikami i jest gotowy złożyć im deklarację, nawet na piśmie, że wszyscy pracownicy dostaną ofertę pracy, zagwarantuje im zarobki na takim samym poziomie, lub w niektórych przypadkach wyższe. Rozumiem, że ta zmiana może budzić niepokój, ale myśmy kierowali się interesem uczniów. Dostaliśmy informację, że dla dzieci z tego typu niepełnosprawnościami zmiana miejsca byłaby szkodliwa. Zajęcia będą bezpłatne, przekażemy stuprocentową dotację na każde dziecko – mówi.

- Podjęliśmy tę decyzję bez szerokich konsultacji, ale jest to uchwała zamiarowa. Przepisy obligują nas do tego, że aby podjąć zamiar, musimy o nim poinformować w odpowiednim terminie, w tym wypadku do końca lutego. Ale to tylko zamiar. Nie każdy zamiar jest realizowany – dodaje.

Dyrektor Delewski wyjaśnia, że jego departament przeprowadził staranny audyt w obrębie działań Fundacji i orzekł, że to najlepsze rozwiązanie dla dobra dzieci. - Współpracujemy z ks. Sitarkiem od wielu lat i jesteśmy z tej współpracy zadowoleni – mówi. Tłumaczy, że miasto prowadzi wiele szkół zarządzanych przez fundacje i stowarzyszenia, wynika to z tego, że w momencie, gdy samorząd przejmował edukację zdecydowano, że pewne zadania, zwłaszcza zadania niszowe, wymagające specjalistycznej wiedzy, będą przekazywane organizacjom pożytku publicznego. Te organizacje będą kontrolowane, ale w imieniu gminy będą wykonywały konkretna usługę, w tym wypadku edukacyjną.

- We Wrocławiu jest ok. 250 placówek, które podlegają mojemu departamentowi i aż 500 placówek, publicznych i niepublicznych, prowadzonych przez inne organy. Te szkoły powstają dla dzieci ze specjalnymi wymaganiami edukacyjnymi, one są często zakładane przez malutkie stowarzyszenia. To nie jest tak, że my wypychamy jakąś część tych działań, tylko oddajemy je w ręce specjalistów – tłumaczy Delewski.

Jednak mimo tych uspokajających zapewnień dyrekcja Ośrodka, grono pedagogiczne i rodzice dzieci niepełnosprawnych podtrzymują zastrzeżenia i obawy, które wyrazili w liście otwartym i nie wycofują się ze swoich żądań. Dlaczego? Szukaliśmy odpowiedzi na to pytanie, aby móc jak najrzetelniej podzielić się z Państwem stanowiskami zainteresowanych stron. Oto nasze ustalenia.

Specjalny Ośrodek Szkolno-Wychowawczy nr 1 działa na terenie Ewangelickiego Centrum Diakonii i Edukacji im. ks. Marcina Lutra. Do tej pory jest placówką publiczną, której organem prowadzącym jest Gmina Wrocław. Ośrodek został utworzony z dniem 1 września 2012 r. na mocy Uchwały Nr XXVI/595/12 Rady Miasta Wrocławia z dnia 17 maja 2012 r. Placówka powstała z połączenia Specjalnego Ośrodka Szkolno - Wychowawczego nr 8 i Specjalnego Ośrodka Szkolno - Wychowawczego nr 9, które zaprzestały działalności 31 sierpnia 2012 r. Ośrodek mieści się w pomieszczeniach użyczanych od Ewangelickiego Centrum Diakonii i Edukacji im. ks. Marcina Lutra. Gmina Wrocław od siedmiu lat płaci Diakonii za wynajem pomieszczeń 1,5 mln zł rocznie. Oczywiste jest, że jeśli radni przegłosują zmianę organu prowadzącego, to pieniądze zostaną w budżecie miasta, wydaje się więc, że to krok racjonalny i zasadny z punktu widzenia właściwego gospodarowania środkami publicznymi.

Jednak tu musi paść pytanie i stawiamy je: Czy gminy Wrocław nie stać na profesjonalny, nowoczesny, dobrze wyposażony, dostosowany do potrzeb dzieci niepełnosprawnych samodzielny budynek, w którym mogłyby się uczyć? Wydaje się, że od 2012 r., gdy na mocy uchwały powstał Ośrodek, było dość czasu, aby wybudować od zera, albo przekształcić, wyremontować i dostosować już istniejący budynek na terenie miasta, w którym niepełnosprawne dzieci (dziś to 191 osób) i profesjonalna kadra, mogłyby uczyć się i pracować w godnych warunkach.

W liście otwartym napisano, że „Na sesji Rady Miejskiej w dniu 11 października 2018 r. zauważyliście Państwo, że "od kilku lat obserwuje się zwiększanie się liczby wydawanych przez publiczne poradnie psychologiczno - pedagogiczne orzeczeń o potrzebie kształcenia specjalnego z uwagi na niepełnosprawność intelektualną i niepełnosprawności sprzężone".” Rzeczywiście, potwierdzamy, liczba wydawanych orzeczeń wzrasta, zapotrzebowanie na miejsca w Ośrodku, również wzrastają. Potwierdził ten fakt Dyrektor Departamentu Edukacji:

- Liczba dzieci z orzeczeniami każdego roku rośnie, to zjawisko mamy bardzo dobrze zdiagnozowane. Z tego powodu też powstają wciąż nowe, małe szkoły, które odpowiadają na potrzeby konkretnych dzieci i ich dysfunkcji – mówił pan Jarosław Delewski.

Gmina Wrocław brała pod uwagę przeniesienie Ośrodka w inne miejsce. Dowiedzieliśmy się, że rozważano dwie lokalizacje: przy ul. Jedności Narodowej 117, oraz Zachodniej 2. Pierwsze rozwiązanie zakwestionował Miejski Konserwator Zabytków, druga lokalizacja, przy ul. Zachodniej 2, gdzie dziś działa Gimnazjum 28, a od września 2019 r. budynek będzie pusty, wydaje się być lokalizacją idealną – działa tam szkoła integracyjna, nie potrzeba gigantycznych nakładów na prace przystosowujące dla potrzeb Ośrodka.

- Informację o tym, że miasto rozważa przeniesienie naszego Ośrodka na ul. Zachodnią 2 w ubiegłym roku, bardzo nas to ucieszyło, liczyliśmy na zmianę – mówi wicedyrektor Specjalnego Ośrodka Szkolno - Wychowawczego nr 1 pani Natalia Sieradzka – Wojdyło. – Jednak na spotkaniu poniedziałkowym (11.02) przedstawicielki Departamentu Edukacji Urzędu Miejskiego Wrocławia, panie Ewa Szczęch, Dyrektor Wydziału Szkół Ponadpodstawowych i Specjalnych oraz Jolanta Bednarska, kierownik w Dziale Projektów Edukacyjnych zgasiły nasze nadzieje. Podały różne sumy, które miasto wyliczyło i musiałoby wydać na przystosowanie budynku do przeniesienia tam naszego Ośrodka. Najpierw padła kwota 3 mln, potem 10 mln zł, a wreszcie kilkunastu – dodaje.

- Nie wiemy, jak ten budynek wygląda w środku, bo miasto, nawet, gdy zadeklarowało nam przeniesienie tam naszego Ośrodka, nigdy nie zaprosiło nas, dyrekcji, nawet na krótką wizytę. Wiemy tylko, z ustnych przekazów, że budynek jest wyposażony w windę i na zewnątrz prezentuje się bardzo dobrze. Wydaje nam się, że przystosowanie budynku dla potrzeb naszych dzieci nie wymagałoby tak dużych nakładów finansowych o jakich wspomniano na spotkaniu. Konsultowałam wymienione kwoty z naszymi rodzicami – bo są wśród rodziców naszych dzieci specjaliści w wielu dziedzinach – wynajmu powierzchni, przepisów prawa budowlanego, przepisów przeciwpożarowych i innych – i zgodnie potwierdzają, że nawet ta najniższa z wymienionych kwot, 3 mln zł, to budżet ogromny na przystosowanie budynku już będącego szkołą z oddziałami integracyjnymi – mówi wicedyrektor Ośrodka.

Na pytanie, czy kiedykolwiek wcześniej, w ciągu 7 lat działalności Ośrodka, padła ze strony Gminy Wrocław propozycja, że zmieni się organ prowadzący, i że może nim zostać Fundacja Ewangelickie Centrum Diakonii i Edukacji im. Ks. M. Lutra, Pani Wicedyrektor odpowiedziała, że nie. Oficjalnie informacja została przekazana 11 lutego 2019 r.

Ustaliliśmy również, że to nie miasto zrezygnowało z dzierżawy siedziby dla Ośrodka, ale zareagowało na wypowiedzenie umowy najmu, które w grudniu 2018 r. zgłosił Gminie ks. Sitarek. Fundacja podjęła decyzję o otwarciu własnej szkoły dla dzieci niepełnosprawnych od września 2019 r. (reklamuje już tę inicjatywę). Po decyzji o przekazaniu Ośrodka pod zarząd Fundacji kadra i uczniowie staną się więc częścią i tak mającej powstać placówki.

Ale ani kadry, ani rodziców nikt o zgodę na ten pomysł nie pytał. W oświadczeniu Urzędu Miasta czytamy: „Podejmowane działania mają na celu jeszcze mocniejsze związanie placówki z Fundacją”. Tyle, że Ośrodek nie chce mieć z Fundacją nic wspólnego, chce autonomii.

- Nie chcemy być zarządzani przez Fundację. Działamy tu od wielu lat i nie chcemy kontynuacji, zwłaszcza w zaproponowanej formule. Liczyliśmy na zmianę siedziby, którą nam zaproponowano jesienią, a postawiono nas przed faktem dokonanym. Nie potrzebujemy i nie chcemy z nikim walczyć. Jesteśmy zgranym zespołem profesjonalistów. Nie chodzi nam o wyższe płace, które, podobno, mogą nam być zaproponowane, gdy zmiana organu prowadzącego będzie miała miejsce. Chcemy autonomicznej, osobnej siedziby dla naszej szkoły w naszym mieście, osobnego budynku, nie zarządzanego przez Fundację. Wiemy, że takie budynki w mieście są – mówi Natalia Sieradzka – Wojdyło.

Na pytanie, dlaczego dyrekcja, nauczyciele i rodzice Ośrodka nie wyrażają zgody na zmianę organu prowadzącego i nie chcą podlegać Fundacji, pani Natalia Sieradzka – Wojdyło przytacza wyjaśnienie, którego udzieliła przedstawicielom Departamentu Edukacji:

- Nawet jeśli dziś Fundacja deklaruje, że przejmuje Ośrodek w całości, bez redukcji etatów, bez zmniejszenia liczby klas, nie mamy żadnej gwarancji, że za jakiś czas to się nie zmieni. Do tej pory ks. Robert Sitarek nie spotkał się z nami i nie przedstawił swoich planów wobec Ośrodka. Brakuje dialogu, konsultacji, wspólnego wyboru najlepszego rozwiązania. Zresztą, w budynkach, w których działamy jest coraz ciaśniej, Fundacji przybywa podmiotów.

Jeden z nauczycieli, na potwierdzenie tej informacji podaje przykład jak w ostatnim czasie gabinet dyrektora Ośrodka i szatnia dla wózków inwalidzkich dzieci została zabrana Ośrodkowi jako pomieszczenia potrzebne Fundacji do innych celów. W rozmowach padają też konkretne zarzuty pod adresem szefa Fundacji: że zabraniał wjeżdżać busom przywożącym dzieci na teren placówki, bo koła samochodów niszczyły nawierzchnię. Dzieci, niepełnosprawne, musiały wysiadać na ulicy. Dopiero po interwencji rodziców ta sytuacja się zmieniła. Do tej pory jednak nie ma wiaty nad wejściem, gdy pada deszcz dzieci, na wózkach czekają na busy odbierające je ze szkoły pod gołym niebem.

W poniedziałkowym zebraniu (11.02.) nikt z przedstawicieli Fundacji nie brał udziału. Do spotkania dyrekcji, nauczycieli i rodziców z ks. Robertem Sitarkiem, dyrektorem Fundacji Ewangelickie Centrum Diakonii i Edukacji im. ks. Marcina Lutra doszło 14.02 o godz. 17.00. Co ciekawe, tuż po godz. 15.00 tego dnia ukazał się na oficjalnym portalu internetowym Wrocławia (Centrum Informacji Urzędu Miejskiego) artykuł, który relacjonował spotkanie mające się dopiero odbyć.

https://www.wroclaw.pl/specjalny-osrodek-szkolno-wychowaczy-nr-1-bedzie-dzialal

Spytaliśmy, nawiązując do listu otwartego, czy rzeczywiście uczniowie nie mają dostępu do szkolnego boiska (w epoce boomu Orlików to niewiarygodne). Pani Dyrektor odpowiedziała, że kilka lat temu Gmina Wrocław wyremontowała boisko szkolne dla Ośrodka, ale Fundacja wynajmowała je dorosłym i dziś jest tak zniszczone, że dzieci z Ośrodka nie powinny z niego korzystać ze względów bezpieczeństwa. Uczniowie nie mają również dostępu do placu zabaw, bo na terenie placówki działa przedszkole, które jest jego głównym użytkownikiem.

Na terenie placówki należącej do Fundacji działa dziś: Gimnazjum Integracyjne, Gimnazjum Specjalne, Liceum Ogólnokształcące, Technikum Ekonomiczne, Zasadnicza Szkoła Zawodowa i szkoły niepubliczne: Polsko-Niemiecka Niepubliczna Szkoła Podstawowa oraz Niepubliczne Przedszkole „Wesołe Nutki”. To dużo podmiotów w jednym miejscu.

Dyrektor Delewski podkreśla otwartość Gminy na otwieranie małych szkół dla dzieci z dysfunkcjami, które odpowiadają ich specyficznym potrzebom. Rodzi się pytanie: Czy skupianie tylu podmiotów w jednym miejscu, rzeczywiście będzie służyć dzieciom z Ośrodka?

- Dzieci z Ośrodka nie mają własnej sali gimnastycznej – sala, w której ćwiczą nie jest przystosowana do uprawiania sportów, okna nie mają zabezpieczeń, to pomieszczenie o niewielkiej powierzchni – mówi Pani Wicedyrektor. – Organizujemy Dolnośląski Turniej Bocce, to turniej olimpiad specjalnych i nie mamy własnego boiska, korzystamy wtedy gościnnie z boiska w SP nr 3 przy ul. Bobrzej – mówi.

Po przeanalizowaniu przytoczonych przez wicedyrektor Sieradzką – Wojdyło obaw i zastrzeżeń rodzi się pytanie: Dlaczego Gmina nie zdecydowała się na którąś z dwóch proponowanych jesienią 2018 r. lokalizacji? Spytaliśmy Dyrektora Departamentu Edukacji, czy rezygnacja z przeniesienia Ośrodka do proponowanych przez Gminę lokalizacji wynika ze zbyt dużych kosztów.

- To prawda, że operacja jest kosztowna, ale to nie jest warunek niemożliwy do spełnienia, by znaleźć dobre rozwiązanie dla zaistniałej sytuacji. Budynek przy Jedności Narodowej był rozważany jako ewentualna siedziba takiej szkoły, ale inspektorzy budowlani, którzy mieli ocenić koszty remontu, wskazali na bardzo duże utrudnienia. Tam jest tylko jedna klatka schodowa, konieczna byłaby dobudowa windy, a do tego pomysłu bardzo źle odniósł się konserwator zabytków. Sprawę komplikuje fakt, że budynek jest zrewitalizowany przy udziale środków unijnych – tłumaczy Jarosław Delewski.

- Budynek po gimnazjum przy ul. Zachodniej, jeśli rzeczywiście będzie wymagał takiego dostosowania, to dostosowany zostanie, koszty nie mają tu znaczenia. Obawiam się tylko jednego – bo mamy też informacje od rodziców, którzy deklarują, że zostaną w dotychczasowym miejscu, niezależnie od tego, jaki będzie organ prowadzący – że wyremontowanie i przystosowanie tego budynku będzie zwyczajną niegospodarnością. Może się okazać, że budynek jest za duży do potrzeb, że przeszacowaliśmy, że jednak wielu rodziców nie zgodzi się przenieść tam swoich dzieci. Prawdą jest, że ta szkoła spełnia wszystkie wymogi, które budynek dla niepełnosprawnych powinien posiadać, ale nie jesteśmy pewni, czy potrzeba w tej chwili tak dużej placówki w mieście – mówi Delewski.

Co może niepokoić, mimo rzeczowych argumentów przedstawionych przez obydwie strony?

Brak rzeczowego, konstruktywnego dialogu i konsultacji pomysłu ze strony Gminy z tymi, których ta zmiana bezpośrednio dotyczy: dyrekcją, rodzicami dzieci i pracownikami Ośrodka. Najlepiej jeszcze w grudniu, gdy ks. Sitarek wypowiedział umowę najmu. Partnerzy, w tym wypadku powinni być to przedstawiciele Ośrodka i Gminy, powinni móc usiąść i wypracować najlepsze rozwiązanie. Wrażenie, któremu trudno się oprzeć, wysłuchując obydwu stron, jest następujące: do stołu rozmów, owszem, usiedli partnerzy, ale była to Fundacja i Miasto, Ośrodek usłyszał tylko efekt ich ustaleń. Rozczarowujący o tyle, że zapowiadano mu samodzielność i odrębność, nawet pod konkretnym adresem, a pozostało ogromne rozczarowanie i wrażenie, że sprawy załatwiają duzi gracze, mali mogą co najwyżej się zdziwić, podnieść alarm, poczuć się niewysłuchani i pominięci.


***

Osobom, które nie znają się na prawie oświatowym przekazujemy, że procedura o zamiarze zaprzestania działalności Ośrodka jest prowadzona zgodnie z Ustawą o systemie oświaty, której przepisy regulują konieczne do zachowania terminy w przypadku chęci zlikwidowania placówki oświatowej przez organ ją prowadzący. Proces likwidacji podzielony jest na dwa etapy - jednakowo znaczące dla skuteczności postępowania. Pierwszy etap stanowi podjęcie przez radę gminy stosownej uchwały, zwanej powszechnie uchwałą intencyjną (art. 59 ust. 1 w związku z art. 5 c pkt. 1 u.s.o.). Drugim etapem zmierzającym do rozwiązania placówki oświatowej jest spoczywający na organie prowadzącym, obowiązek powiadomienia o zamiarze likwidacji szkoły rodziców uczniów, właściwego kuratora oświaty oraz organu wykonawczego jednostki samorządu terytorialnego, właściwej do prowadzenia szkół danego typu. Zgodnie z ustawą zawiadomienie winno nastąpić na sześć miesięcy przed rozwiązaniem placówki. Terminem likwidacji szkoły jest ostatni dzień sierpnia. Omawiany przepis stanowi normę bezwzględnie obowiązującą, stąd też brak jest możliwości wyznaczenia innej daty likwidacji placówki oświatowej. Określenie przez ustawodawcę daty końca roku szkolnego oraz terminu na zawiadomienie o zamiarze likwidacji szkoły wskazuje, iż uchwała intencyjna winna zostać podjęta najpóźniej odpowiednio do dnia 28 lub 29 lutego. To stąd właśnie na sesji Rady Miejskiej Wrocławia 21 lutego br. zostanie przedstawiony radnym projekt uchwały zamiarowej.

Organ prowadzący jest obowiązany zawiadomić o zamiarze likwidacji szkoły rodziców uczniów, co najmniej na 6 miesięcy przed terminem rozpoczęcia likwidacji.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Polski Episkopat: Zero tolerancji dla przestępstw molestowania małoletnich ze strony duchownych

2019-02-18 06:51

Marcin Przeciszewski / Warszawa (KAI)

Od 21 do 24 lutego w Watykanie obradować będzie zwołany przez Franciszka szczyt - gromadzący przewodniczących konferencji biskupich - w sprawie przeciwdziałania wykorzystywaniu seksualnego małoletnich przez duchownych. Z tej okazji publikujemy dane o działalności Kościoła w Polsce w tej dziedzinie. Obejmują one działania w sferze pomocy ofiarom, ścigania sprawców przestępstw i tworzenia programów prewencji. Świadczą o tym, że Kościół jest najbardziej zaawansowaną na tym polu instytucją w naszym kraju.

Ulrica (@Ullie) / Foter.com / CC BY-SA

Poważny problem społeczny, a nie tylko problem Kościoła

Przestępstwa pedofilii oraz molestowania małoletnich są w Polsce bardzo poważnym problemem społecznym. Według „Raportu o zagrożeniach bezpieczeństwa i rozwoju dzieci w Polsce. Dzieci się liczą 2017”, opublikowanego przez Fundację Dajemy Dzieciom Siłę, 12,4 proc. dzieci i młodzieży między 11. a 17. rokiem życia doświadczyło przynajmniej jednej z form wykorzystania seksualnego. Ministerstwo Sprawiedliwości informuje, że w 2017 r. z tytułu art. 200 (seksualne wykorzystanie małoletniego) zostało wszczętych 2391 postępowań, a liczba stwierdzonych przestępstw wyniosła – 1324, a każdego roku ich liczba rośnie. Dane te nie odsłaniają jeszcze skali problemu. Ofiar jest znacznie więcej, gdyż jeden sprawca ma zwykle na sumieniu kilka skrzywdzonych małoletnich osób. Jest to problem dotyczący wszystkich środowisk, wymagający adekwatnych działań i budowania systemu prewencji na poziomie krajowym. Niestety żadna państwowa instytucja o takim ogólnopolskim programie nie myśli.

Przestępstwa dokonywane na tym tle przez duchownych stanowią niewielki promil. Ich sumaryczna liczba w skali ogólnopolskiej nie jest znana. Ma zostać ujawniona przez Kościół w najbliższych miesiącach, w oparciu o dane statystyczne przesłane przez wszystkie diecezje oraz zgromadzenia zakonne. Zbiorcze zestawienie – obejmujące okres po 1989 r. - przygotowuje Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego.

Wytyczne Episkopatu – procedury postępowania: zero tolerancji

Systematyczne działania mające na celu eliminację przestępstw na tym tle – zgodnie z zasadą „zero tolerancji” polski Episkopat prowadzi od dziesięciu lat. Pierwsze wytyczne określające sposób postępowania w przypadkach wykorzystywania seksualnego małoletnich polscy biskupi przyjęli w 2009 r. - jako jeden z pierwszych Kościołów na naszym kontynencie. Zostały one później przepracowane, zgodnie z okólnikiem Kongregacji Nauki Wiary Stolicy Apostolskiej z 2011 r. Obecnie obowiązujące w Polsce „Wytyczne dotyczące wstępnego dochodzenia kanonicznego w przypadku oskarżeń duchownych o czyny przeciwko szóstemu przykazaniu Dekalogu z osobą niepełnoletnią poniżej osiemnastego roku życia” zostały uchwalone przez Episkopat w 2014 r. i zaakceptowane przez Stolicę Apostolską.

„Nadużycia seksualne Kościół uznaje za ciężkie grzechy, domagające się jednoznacznych reakcji także o charakterze dyscyplinarnym wobec osób, którym udowodniono popełnienie takich czynów, podjęcia uzdrawiającego dzieła pokuty, zarówno przez sprawcę, jak i całą wspólnotę Kościoła, naprawienia wyrządzonych krzywd wobec ofiary i wspólnoty oraz dołożenia wszelkich starań, aby podobne sytuacje nie miały miejsca w przyszłości” – czytamy w Wytycznych, które dalej ustanawiają szczegółowe normy postępowania, zgodne z rygorystyczną strategią przyjętą w Kościele powszechnym, a realizowaną pod nadzorem Kongregacji Nauki Wiary (dawne Święte Oficjum) Stolicy Apostolskiej.

W czerwcu 2017 r. „Wytyczne” Episkopatu zostały dostosowane do zmian w polskim Kodeksie karnym, nakładającym obowiązek zgłaszania każdego przypadku takiego przestępstwa do państwowych organów ścigania.

Pomoc ofiarom jako priorytet

Pierwszorzędnym aspektem poruszanym w „Wytycznych” jest kwestia traktowania ofiar. Szczegóły zostały omówione w aneksie nr 1. „Troska o ofiary nadużyć seksualnych to podstawowy akt sprawiedliwości ze strony wspólnoty Kościoła, odczuwającej ból i wstyd z powodu krzywdy wyrządzonej dzieciom i młodzieży” – czytamy.

Przełożeni kościelni (biskupi lub przełożeni prowincji zakonnych) w związku z uzyskaniem informacji o przypadku wykorzystania seksualnego małoletniego mają obowiązek udzielenia pomocy duchowej i psychologicznej ofierze, a w razie potrzeby także konsultacji prawnej oraz zapewnienia jej poczucia bezpieczeństwa. Mają także obowiązek podjęcia działań zmierzających do uniemożliwienia ewentualnej kontynuacji przestępstwa przez sprawcę oraz podjęcia działań mających na celu uzdrowienie zaufania i przywrócenie właściwego klimatu dla kontynuacji pracy duszpasterskiej we wspólnocie kościelnej.

A osoba (delegat biskupa) lub komisja przyjmująca zgłoszenie od ofiary bądź jej opiekunów ma zapewnić „maksymalne poczucie bezpieczeństwa, okazać wolę życzliwego wysłuchania i przyjęcia prawdy oraz upewnić ich w przekonaniu, że osoby, ujawniając swoje cierpienie, pomagają też Kościołowi w przywróceniu naruszonego ładu moralnego”.

Pomoc duchowa i psychologiczna powinna objąć także osoby z najbliższego otoczenia ofiary, w szczególności członków jej rodziny. A proponując pomoc psychologiczną, przełożony kościelny może korzystać ze specjalistów także spoza struktur związanych z Kościołem katolickim oraz powinien pokryć koszty.

W debacie publicznej poruszana jest często sprawa odszkodowań dla ofiar. Zdaniem Fundacji „Nie lękajcie się!” powinny być one płacone przez Kurie Diecezjalne bądź inne zwierzchnie organy Kościoła. Sam Kościół w tej sferze postępuje - zgodnie z polskim prawem - które obowiązek wypłaty odszkodowania nakłada samych sprawców. Szanuje też wyroki świeckich sądów w przypadkach wykładni odbiegającej od tej zasady.

Koordynator KEP oraz diecezjalni i zakonni delegaci ds. ochrony dzieci i młodzieży

W czerwcu 2013 r. Konferencja Episkopatu Polski powołała na szczeblu ogólnokrajowym koordynatora ds. ochrony dzieci i młodzieży, którym został jezuita ks. Adam Żak. Zakres jego obowiązków jest bardzo szeroki. M. in. szkolenie delegatów, czyli duchownych odpowiedzialnych za przyjmowanie zgłoszeń i pomoc ofiarom w diecezjach i zakonach. Wspieranie działań osób odpowiedzialnych za prewencję w kościelnych jednostkach organizacyjnych oraz w prowadzonych przez Kościół dziełach wychowawczych i oświatowych. Ponadto do obowiązków ks. Żaka należy wypracowanie „standardów jakości” działania instytucji kościelnych w zakresie prewencji oraz ich upowszechnianie. Oprócz tego prowadzenie ogólnopolskich programów szkoleniowych dla osób pracujących z dziećmi i młodzieżą w ramach Kościoła. Do jego zadań należy również współpraca z mediami w celu „tworzenia przychylnej atmosfery dla ochrony dzieci i młodzieży przed wykorzystaniem seksualnym, w skali całego społeczeństwa”.

Dzięki inicjatywie koordynatora ds. ochrony dzieci i młodzieży oraz determinacji Episkopatu, w każdej polskiej diecezji i wielu zgromadzeniach zakonnych zostali wyznaczeni i odpowiednio wyszkoleni delegaci ds. ochrony dzieci i młodzieży. Są oni odpowiedzialni za przyjmowanie zgłoszeń od ofiar bądź ich rodzin o wykorzystaniu seksualnym małoletnich przez osobę duchowną jak również za zorganizowanie im pomocy psychologicznej, prawnej i duszpasterskiej. W całej Polsce jest ich 80. Nazwiska i dane kontaktowe delegatów widnieją na większości stron diecezjalnych i zakonnych, a pełna ich lista oraz baza danych kontaktowych znajduje się na stronie Centrum Ochrony Dziecka. Oprócz delegatów zostało wyznaczonych 69 wyspecjalizowanych duszpasterzy diecezjalnych oraz zakonnych gotowych do pomocy duchowo-duszpasterskiej pokrzywdzonym oraz ich rodzinom.

Centrum Ochrony Dziecka

Z inicjatywy ks. Adama Żaka w marcu 2014 r. przy Akademii Ignatianum w Krakowie powstało Centrum Ochrony Dziecka. Do podstawowych jego zadań należy działalność szkoleniowa i wychowawcza w zakresie psychologicznym, pedagogicznym i duchowym - w tematyce związanej z wykorzystywaniem seksualnym małoletnich oraz opracowanie i rozwój programów prewencji i wzorów dobrych praktyk dla różnych środowisk duszpasterskich, formacyjnych i wychowawczych. Zasadniczym celem jest pomoc w tworzeniu bezpiecznych środowisk dla dzieci i młodzieży.

Równocześnie ze szkoleniami delegatów i duszpasterzy wyznaczonych przez przełożonych, COD rozpoczęło systematyczne szkolenia dla księży diecezjalnych i zakonnych pracujących w duszpasterstwie. – Wciąż jesteśmy zapraszani przez biskupów i przełożonych zakonnych. W wielu miejscach przyjmuje się taki model, że szkolenie w zakresie ochrony dzieci i młodzieży staje się stałym elementem formacji po święceniach. Również wiele seminariów diecezjalnych i zakonnych realizuje programy szkoleń dla kleryków – wyjaśnia ks. Żak w rozmowie z KAI.

W ten sposób dzięki działalności COD przeszkolonych zostało do tej pory ponad 3 tysiące księży diecezjalnych i zakonnych, nie licząc sióstr zakonnych oraz świeckich, którzy na co dzień zajmują się edukacją dzieci i młodzieży.

We współpracy z Akademią Ignatianum w 2016 r. COD zainicjowało specjalistyczne trzy-semestralne studia podyplomowe z profilaktyki przemocy seksualnej wobec dzieci i młodzieży. Pierwszy kurs ukończyło 21 osób, a w październiku 2018 r. 25 studentów rozpoczęło drugą edycję studiów. Kierowane są one do świeckich jak i duchownych pracujących jako odpowiedzialni za kościelne placówki opiekuńczo-wychowawcze i resocjalizacyjne; do wychowawców, pedagogów i psychologów szkolnych; katechetów i katechetek; psychologów i psychoterapeutów pracujących z dziećmi i młodzieżą jak i do pracowników socjalnych.

Uczestnicy tych studiów zdobywają wiedzę i umiejętności dotyczące rozpoznawania oznak przemocy seksualnej, jak również projektowania działań pomocowych na rzecz dzieci i młodzieży zagrożonej lub dotkniętej przemocą. Poznają programy profilaktyczne obejmujące tę tematykę i zdobywają wiedzę, umiejętności i kompetencje dotyczące zasad, procedur i dobrych praktyk interwencyjnych, terapeutycznych i pomocowych stosowanych wobec osób w dzieciństwie lub młodości dotkniętych przemocą seksualną. Poznają też zasady rozmowy z dziećmi i młodzieżą, zagrożoną lub dotkniętą przemocą seksualną oraz z ich rodzinami.

Program studiów ma zapewnić personelowi dzieł edukacyjnych, opiekuńczych i wychowawczych, prowadzonych przez diecezje i prowincje zakonne, odpowiednie kwalifikacje i kompetencje do budowania środowisk bezpiecznych dla dzieci i młodzieży.

Systemy prewencji w diecezjach i zakonach

Biskupi przyjęli także odrębny dokument o zasadach prewencji wobec przypadków wykorzystywania seksualnego małoletnich, jakie mogą się zdarzyć w Kościele. Dokument został uchwalony podczas 365. Zebrania Plenarnego KEP 10–11 czerwca 2014 r.

Przypomina się w nim, że „wszystkie nadrzędne kościelne struktury duszpasterstwa dzieci i młodzieży, organizacje katolickie, zrzeszenia dzieł wychowawczych i oświatowych prowadzone przez jednostki organizacyjne Kościoła, powinny przyjąć i wdrażać konkretne reguły, formy i struktury prewencji odpowiednie dla różnych form pracy z dziećmi i młodzieżą”.

Na zebraniu Rady Biskupów Diecezjalnych na Jasnej Górze 25 sierpnia 2018 r. zapadła decyzja, że w każdej polskiej diecezji zostanie opracowany i wdrożony w życie program prewencji przed przestępstwami wykorzystywania dzieci i młodzieży na tle seksualnym. Decyzja ta została potwierdzona dodatkowo na zebraniu plenarnym Episkopatu w Płocku 26 września br.

W ślad za tym, w każdej diecezji utworzony został specjalny „zespół ds. prewencji”, a od jesieni 2018 r. COD rozpoczęło systematyczne szkolenia dla ich członków. Szkolenia organizowane są obecnie na poziomie metropolii - dla zespołów z diecezji wchodzących w ich skład. Do stycznia 2019 r. takie szkolenia zostały zorganizowane dla zespołów ds. prewencji z Ordynariatu Polowego oraz metropolii: przemysko-warszawskiej (greckokatolickiej), łódzkiej, gnieźnieńskiej, poznańskiej, częstochowskiej, katowickiej, wrocławskiej i szczecińsko-kamieńskiej. Będą kontynuowane w najbliższych miesiącach w pozostałych metropoliach.

Diecezjalne programy prewencji obejmą wszystkie sektory pracy z dziećmi i młodzieżą, a więc duszpasterstwo rodzin, wydziały katechetyczne, szkoły i przedszkola katolickie, wydziały duszpasterskie, Caritas, seminaria duchowne. Oprócz tego obejmować będą formację permanentną kapłanów. Analogiczne programy prewencji mają powstać w zgromadzeniach zakonnych.

– Chodzi o to, aby ci wszyscy, którzy w danej diecezji lub zakonie mają kontakt z dziećmi i młodzieżą, potrafili właściwie w różnych sytuacjach działać, jeśli dostrzegliby jakiekolwiek zagrożenia – wyjaśnia Prymas Polski abp Wojciech Polak, który jako przewodniczący Komisji KEP ds. Duchowieństwa pilotuje te sprawy.

Profilaktyka i działania na etapie formacji kapłańskiej

Trzeci aneks Wytycznych przypomina, że w formacji do kapłaństwa „nie może zabraknąć właściwego traktowania i przeżywania sfery seksualnej oraz umiejętnego przygotowania do życia w czystości i celibacie”. Ponadto „kształtowanie właściwej tożsamości seksualnej powinno dokonywać się przez świadomą akceptację tej sfery i ukierunkowanie jej na głębszą integrację ze sferą emocjonalną i duchową”.

Dokument wskazuje, że „droga do rozeznania ewentualnych trudności w sferze seksualnej powinna rozpoczynać się już w momencie przyjmowania kandydata do seminarium lub zakonu”. Zgłaszający się powinien przejść badania psychologiczne, pogłębiony wywiad oraz test, które pozwolą jego formatorom zorientować się co do poziomu dojrzałości seksualnej oraz występowania ewentualnych zaburzeń. Dokument stwierdza, że do seminarium duchownego lub instytutu zakonnego nie należy przyjmować kandydatów, u których stwierdzono „występowanie zaburzeń w sferze seksualnej, w tym głęboko zakorzenionej orientacji homoseksualnej”.

Na etapie formacji kapłańskiej przedmiotem wykładów i konferencji powinna być także tematyka związana z „kształtowaniem dojrzałej seksualności”. Należy ją również uwzględnić w kierownictwie duchowym oraz w innych działaniach służących rozwojowi życia duchowego.

Ponadto „kandydaci do kapłaństwa lub życia zakonnego powinni otrzymać konieczną wiedzę w zakresie odpowiedzialności na forum kościelnym i państwowym za przestępstwa przeciwko szóstemu przykazaniu Dekalogu, w szczególności popełnione z osobami niepełnoletnimi, a także w zakresie obowiązujących procedur przewidzianych w prawie powszechnym i w prawie lokalnym w odniesieniu do kontaktu z ofiarami nadużyć seksualnych, popełnionych przez duchownych”.

Procedury ścigania podejrzanych

Wytyczne Episkopatu stwierdzają jednoznacznie, że „osoby winne naruszeń praw dzieci i młodzieży, niezależnie od pełnionej funkcji lub urzędu [w Kościele], zostaną pociągnięte do odpowiedzialności zgodnie z obowiązującymi normami ustanowionymi przez kompetentną władzę kościelną przy poszanowaniu prawa obowiązującego w Polsce”.

Kiedy więc biskup (jeśli chodzi o księdza diecezjalnego) bądź przełożony zakonny (jeśli chodzi o zakonnika), w momencie gdy otrzyma „przynajmniej prawdopodobną wiadomość” o popełnieniu przez duchownego takiego czynu, jest zobowiązany do wszczęcia wstępnego dochodzenia kanonicznego. Powinien też natychmiast poinformować Stolicę Apostolską, a konkretnie Kongregację Nauki Wiary, aby sprawie nadano bieg.

Ponadto, od lipca 2017 r. istnieje obowiązek zgłoszenia tej sprawy państwowemu wymiarowi sprawiedliwości. Aneks nr 2 Wytycznych precyzuje to w następujący sposób: „W przypadku gdy z treści zgłoszenia wynika możliwość popełnienia czynu zabronionego, opisanego w art. 197 § 3 lub 4 kk, art. 198 kk, art. 200 kk, a doniesienie można uznać za wiarygodne, przełożony kościelny zawiadamia za pośrednictwem wyznaczonego pełnomocnika właściwy organ powołany do ścigania przestępstw”. Nie ma takiego obowiązku, jeśli przełożony kościelny posiada wiedzę, że organy ścigania zostały już powiadomione o czynie zabronionym.

Natomiast w stosunku do podejrzanego duchownego przełożony kościelny ma obowiązek „odsunięcia go od obowiązków wynikających z powierzonych urzędów, posług lub zadań celem uniemożliwienia ewentualnej kontynuacji przestępstwa; zapewnienia odpowiedniej opieki psychologiczno-terapeutycznej oraz wskazania miejsca przebywania i zapewnienie niezbędnych środków materialnych do życia”.

Pierwszym etapem postępowania kanonicznego (wewnątrzkościelnego) jest dochodzenie wstępne, prowadzone na szczeblu diecezji bądź zakonu. Po zakończeniu wstępnego dochodzenia kanonicznego, w którego wyniku stwierdzono wiarygodność zgłoszenia, przełożony kościelny przekazuje sprawę do Kongregacji Nauki Wiary. Dalsze postępowanie toczy się pod kontrolą Stolicy Apostolskiej, aby zapewnić jego skuteczność i uniknąć tuszowania, co w przeszłości niestety miewało miejsce.

Na dalszym etapie ustanawiany jest kościelny trybunał, który, jeśli przestępstwo zostało udowodnione, orzeka o rodzaju i wysokości kary wobec duchownego.

Kary kościelne

Jeśli chodzi o kary kanoniczne, to najpoważniejszą z nich jest wydalenie ze stanu duchownego. Może to być też kara zawieszenia w posłudze kapłańskiej na określony okres, ograniczenia posługi, zakazu kontaktów z dziećmi i młodzieżą, itp.

Dokumenty kościelne – zarówno Stolicy Apostolskiej, jak i przyjęte przez Konferencję Episkopatu Polski – wskazują też na potrzebę współpracy między Kościołem a państwem w zakresie ścigania tego rodzaju przestępstw.

W związku z tym duchowny, który dopuścił się przestępstwa nadużycia seksualnego wobec małoletniego poniżej 15. roku życia, jest zagrożony podwójną karą – jedną ze strony kanonicznego porządku prawnego, drugą ze strony prawa państwowego. Kościelne regulacje prawne są bardziej restrykcyjne od państwowych. Ochrona obejmuje nie tylko osoby do 15. roku życia jak w prawie państwowym, ale także osoby, które nie ukończyły 18. roku.

O radykalnej postawie Kościoła świadczy również fakt - że niezależnie od karania duchownych, w czerwcu 2016 r. Franciszek wydał motu proprio „Come una madre amorevole” - nakazujące karanie biskupów i przełożonych zakonnych w sytuacjach, kiedy udowodni się im ukrywanie sprawców. Papież definiuje w nim odpowiedzialność biskupów, eparchów katolickich Kościołów wschodnich i innych duchownych sprawujących władzę w Kościele lokalnym - za niepodejmowanie działań w razie zaistnienia przypadków wykorzystania seksualnego małoletnich przez duchownych. Motu proprio określa kary dla biskupów i przełożonych, aż do usunięcia z urzędu, czy wydalenia ze stanu kapłańskiego, czego doświadczył w ostatnich dniach abp Theodore McCarrick, b. kardynał i metropolita Waszyngtonu.

Kościół w Polsce przeprasza

– Przepraszamy Boga, ofiary wykorzystania, ich rodziny i wspólnotę Kościoła za wszystkie krzywdy wyrządzone dzieciom i ludziom młodym oraz ich bliskim – napisali polscy biskupi w ogłoszonym 19 listopada 2018 r. „Stanowisku Konferencji Episkopatu Polski w sprawie wykorzystywania seksualnego osób małoletnich przez niektórych duchownych”, którego treść nawiązuje do opublikowanego kilka miesięcy wcześniej „Listu do Ludu Bożego” Franciszka.

- Prosimy Pana, aby dał nam światło, siłę i odwagę, by stanowczo zwalczać zepsucie moralne i duchowe, które jest zasadniczym źródłem wykorzystania seksualnego małoletnich. Prosimy Pana, by dał skuteczność naszym wysiłkom tworzenia w Kościele środowiska otwartego i przyjaznego dzieciom i młodzieży – tłumaczą biskupi.

Przyznają, że problem ten staje się źródłem szczególnego zgorszenia, kiedy sprawcami nadużyć są duchowni. „Rozczarowanie i oburzenie jest tym większe i boleśniejsze, że dzieci zamiast troskliwej miłości i towarzyszenia w szukaniu bliskości Jezusa doświadczają przemocy i brutalnego odarcia z godności dziecka” – czytamy w „Stanowisku”.

Pasterze Kościoła w Polsce przyznają również, że „aby podejmowane działania mogły przynieść spodziewane owoce oczyszczenia i budowania kultury ukierunkowanej na prawdziwe dobro dzieci i młodzieży, trzeba zjednoczyć wysiłki wszystkich członków wspólnoty Kościoła, aby uczyć się rozpoznać i eliminować, gdzie tylko to możliwe te wszystkie czynniki, które sprzyjają przestępstwu”. Dlatego zachęcają, by „nie czekając na konieczne regulacje prawne wszystkie placówki prowadzone przez Kościół stały się pionierami prewencji”. Taki sam apel kierują do odpowiedzialnych za ruchy katolickie i organizacje młodzieżowe.

Jednocześnie biskupi dziękują „wszystkim, którzy w trosce o świętość Kościoła i Jego pasterzy, z odwagą ujawniają grzech i przestępstwo nadużyć”.

Spotkania z ofiarami

Abp Stanisław Gądecki - w odpowiedzi na apel Franciszka, aby przewodniczący episkopatów spotkali się z ofiarami przed zaplanowanym na luty spotkaniem z papieżem w Rzymie – spotkał się osobiście z 28 ofiarami, osobami pokrzywdzonymi w sferze seksualnej w dzieciństwie lub w młodości przez duchownych. Zostały one zaproszone za pośrednictwem kurii diecezjalnych i zakonnych z różnych terenów Polski.

Przewodniczący polskiego Episkopatu podkreśla, że: „każde z tych spotkań było dla mnie ważne, każde z nich poszerzyło moją wiedzę i jeszcze bardziej uwrażliwiło na doświadczoną krzywdę”. Stwierdza, że: „spotkania utwierdziły mnie w przekonaniu o słuszności różnych inicjatyw podjętych do tej pory przez Konferencję Episkopatu Polski oraz o konieczności jeszcze bardziej intensywnej pracy, aby właściwie odpowiadać na bolesne fakty z przeszłości i teraźniejszości oraz zapobiegać podobnym w przyszłości”.

Liturgie pokutne za grzechy wykorzystywania seksualnego

Pierwsza taka liturgia odbyła się 20 czerwca 2014 r. w jezuickiej bazylice Najświętszego Serca Pana Jezusa w Krakowie. Uczestniczyli w niej m.in. prymas Polski abp Wojciech Polak, nuncjusz apostolski w Polsce abp Celestino Migliore, metropolita krakowski kard. Stanisław Dziwisz, biskup bielsko-żywiecki Roman Pindel, biskup opolski Andrzej Czaja oraz krakowski biskup pomocniczy Grzegorz Ryś. Przewodniczący liturgii bp Piotr Libera powiedział: „Zawstydzeni i skruszeni prosimy o przebaczenie. Prosimy Boga i prosimy ludzi skrzywdzonych przez kapłanów!”.

30 czerwca 2015 r. Franciszek skierował apel do krajowych konferencji biskupich o ustanowienie Dnia Modlitwy i Pokuty za grzechy wykorzystania seksualnego małoletnich przez duchownych. Konferencja Episkopatu Polski w październiku 2016 r. podjęła decyzję organizacji Dnia we wszystkich polskich diecezjach w pierwszy piątek Wielkiego Postu. W latach 2017 i 2018 odbyły się one w większości kościołów katedralnych.

Do sprawy powrócił Episkopat na swym zebraniu plenarnym 19 listopada 2018 r. podtrzymując, że pierwszy piątek Wielkiego Postu będzie odtąd każdego roku „Dniem modlitwy wynagradzającej za osoby duchowne żyjące niemoralnie i wyrządzające krzywdę dzieciom i młodzieży oraz postu” – we wszystkich polskich diecezjach. W tym roku nastąpi to 8 marca, a włączą się także parafie. Wcześniej otrzymają materiały liturgiczne przygotowane przez Centrum Ochrony Dziecka w Krakowie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem