Reklama

Program obchodów VIII rocznicy katastrofy smoleńskiej

2018-04-09 17:24

wpolityce.pl

Artur Stelmasiak

Odsłonięcie pomnika Ofiar Tragedii Smoleńskiej 2010 oraz odsłonięcia kamienia w miejscu, gdzie stanie pomnik prezydenta Lecha Kaczyńskiego, apel pamięci przed Pałacem Prezydenckim, wieczorny marsz pamięci - złożą się we wtorek na oficjalne obchody 8. rocznicy katastrofy smoleńskiej.

Wtorkowe uroczystości państwowe rozpoczną się rano od mszy w intencji ofiar katastrofy, w kościele seminaryjnym przy Krakowskim Przedmieściu. Po mszy o godz. 8.41 odbędzie się apel pamięci przed Pałacem Prezydenckim.

O godz. 15.30 zostanie odsłonięty Pomnik Ofiar Tragedii Smoleńskiej 2010 r.; w uroczystości wezmą udział przedstawiciele najwyższych władz państwowych. Pomnik umiejscowiony jest na obszarze zielonym między pl. Piłsudskiego a ul. Królewską.

Według szefa Komitetu Stałego Rady Ministrów Jacka Sasina pomnik Ofiar Tragedii odsłonią rodziny ofiar. Podczas uroczystości w ich imieniu przemówienie wygłosi prezes PiS Jarosław Kaczyński. Sasin poinformował, że na pomniku są alfabetycznie wypisane nazwiska wszystkich ofiar i nikt nie jest na nim wyróżniony.

Reklama

Następnie o godz. 16 przed budynkiem Garnizonu Warszawa, naprzeciwko Placu Piłsudskiego, zostanie odsłonięty kamień w miejscu gdzie ma stanąć pomnik prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Podczas uroczystości zaplanowano wystąpienia Jarosława Kaczyńskiego oraz prezydenta Andrzeja Dudy. Sam pomnik ma zostać odsłonięty jesienią.

Prezydent w niedawnym wywiadzie dla PAP mówił, że odsłonięcie pomnika prezydenta Lecha Kaczyńskiego mogłoby się odbyć 11 listopada, w dniu setnej rocznicy odzyskania niepodległości przez Polskę, choć - jak dodał - nie data jest najważniejsza, a to, by ten pomnik po prostu stanął.

Mnie osobiście bardzo zależy, żeby ten pomnik po prostu stanął, żeby pan prezydent miał pomnik w stolicy, w swoim mieście, które tak przecież kochał. Kochał Trójmiasto, ale Warszawa była jego miastem rodzinnym, był prezydentem Warszawy. Powiem szczerze, to nawet nieprzyzwoite, że tego pomnika do tej pory władze Warszawy nie postawiły panu prezydentowi, bo on mu się po prostu obiektywnie należy - podkreślił Andrzej Duda.

Zaznaczył też, że wszyscy, którzy 10 kwietnia 2010 r. lecieli na uroczystości 70. rocznicy zbrodni katyńskiej, robili to „ze szlachetnych pobudek, żeby oddać hołd polskim oficerom, którzy zostali zamordowani ludobójczo w Katyniu”.

Więc nie ma wątpliwości co do tego, że im się należy upamiętnienie - podkreślił.

Wieczorem zostanie odprawiona msza św. w bazylice Archikatedralnej, po której z Placu Zamkowego wyruszy marsz pamięci. O godz. 20.15 przed Pałacem Prezydenckim przemówienie wygłosi Jarosław Kaczyński. Zakończenie uroczystości rocznicowych zaplanowano na Placu Piłsudskiego o godz. 21.15.

Uroczystości związane z obchodami 8. rocznicy katastrofy smoleńskiej będą się odbywały cały dzień; na pl. Piłsudskiego zaplanowano m.in. blok filmowy, modlitwę maryjną Regina Coeli, Koronkę do Miłosierdzia Bożego oraz koncert.

Jacek Sasin, który należy też do komitetu społecznego budowy pomników smoleńskich, mówił, że ich postawienie kończy pewien etap, ale - dodał - wymiar religijny miesięcznic na pewno będzie kontynuowany. Również prezes PiS podczas poprzedniej miesięcznicy, 10 marca, zapowiedział, że „to przedostatni marsz, ale nie przedostatnia miesięcznica”.

Miesięcznice, uroczystości kościelne, msze, tutaj w kościele seminaryjnym z rana, a wieczorem w Katedrze św. Jana, w katedrze warszawskiej będą odbywały się nadal - mówił wówczas Kaczyński.

Uroczystości rocznicowe przygotował też stołeczny ratusz; odbędą się one rano przy kwaterze smoleńskiej na cmentarzu Powązkowskim, gdzie znajduje się pomnik wszystkich ofiar oraz 28 mogił osób, które zginęły w katastrofie.

Podczas uroczystości zostaną odczytane nazwiska wszystkich ofiar katastrofy, odmówiona wspólna modlitwa duchownych trzech wyznań oraz złożone będą kwiaty i zapalone znicze przez delegacje państwowe, samorządowe oraz rodziny. O godz. 8.41 w godzinę katastrofy zostanie odegrany utwór „Cisza”.

10 kwietnia 2010 roku w Smoleńsku w katastrofie Tu-154M zginęło 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński i jego małżonka Maria, oraz ostatni prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski. Polska delegacja zmierzała na uroczystości z okazji 70. rocznicy zbrodni katyńskiej.

Tagi:
muzea katastrofa smoleńska

Reklama

Ściany, które krzyczą

2019-02-20 11:32

Wojciech Bobrowski
Niedziela Ogólnopolska 8/2019, str. 40-42

Przed rokiem Muzeum Powstania Warszawskiego we współpracy z Ministerstwem Sprawiedliwości otworzyło stałą wystawę poświęconą powojennym losom dużej liczby powstańców i żołnierzy Polskiego Państwa Podziemnego

Muzeum Powstania Warszawskiego
Wejście na wystawę. Po prawej stronie cytat z Jana Rodowicza „Anody”

Cele bezpieki w dawnym Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego to miejsce, gdzie znalazło się wielu z nich, i to nie tylko tych, którzy czynnie uczestniczyli w ruchu oporu przeciwko komunistycznej okupacji Polski, ale nawet tych, których jedynym celem było spokojnie żyć i utrzymać rodzinę. Byli tam więzieni m.in. gen. August Emil Fieldorf „Nil”, pilot gen. Stanisław Skalski, prof. Wiesław Chrzanowski i Władysław Bartoszewski.

Czas terroru rok po roku

Podstawowy pomysł organizacji tej wystawy stanowi linia czasu (oś czasu). Jest to doskonały projekt, gdyż klarowne osadzenie kolejnych wydarzeń w czasie umożliwia wyjaśnienie, co jest przyczyną, a co skutkiem. Bez spełnienia tego warunku historia jest tym samym, czym geografia bez mapy, a fizyka bez matematycznego opisu zjawisk. Starzy nauczyciele mówili, że to trucizna dla naszego rozumu, gdyż nie uczy nas myślenia. Wystawa zaczyna się od serii wywiadów z ludźmi urodzonymi w pierwszych latach po odzyskaniu przez Polskę niepodległości. Relacje te wprowadzają nas w etos tamtego pokolenia – bez jego znajomości nie będziemy rozumieli bohaterów wystawy, którzy motywacje do walki z brunatnym i czerwonym totalitaryzmem czerpali z gorącego patriotyzmu. Pierwszym rokiem opowiadanej historii jest 1945. Wówczas reprezentacyjną i mało zniszczoną kamienicę w Alejach Ujazdowskich, składającą się z wielu luksusowych apartamentów, przejęło Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego, a nazwę tej najpiękniejszej warszawskiej ulicy zmieniono na Aleje Stalina. W piwnicach budynku mieścił się areszt śledczy. Tam też przesłuchiwano więźniów, stosując metody wymuszania zeznań, wobec których blednie nawet okrucieństwo gestapo i SS. Zwykle mówimy o tym grupom dorosłych gości.

Jakubub Szymczuk/KPRP
Pałac Prezydencki w Warszawie – iluminacja w Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych, 1 marca 2018 r.

Do 1948 r. w wielu częściach Polski istniały jeszcze zwarte odziały partyzanckie, które usiłowały się przeciwstawić czerwonemu terrorowi. Żołnierzy trzymała nadzieja wojny zachodnich aliantów ze Związkiem Sowieckim. Wielu z nich nie miało też dokąd wracać, gdyż powrót oznaczał śmierć. Później trwały już tylko polowania na niedobitki partyzantów męczenników, podobnie jak wtedy gdy po powstaniu styczniowym carski gubernator Michaił Murawjow „wieszatiel” pacyfikował północno-wschodnie ziemie I Rzeczypospolitej. W metaforyczny sposób oddają hołd tym ludziom pierwsze sceny filmu „Popiełuszko. Wolność jest w nas”. Mały Alek – tak nazywano ks. Jerzego w domu rodzinnym – i jego ojciec byli podczas grzybobrania świadkami pościgu za grupą kilku niedobitków. Chłopiec zapytał, czy ci, którzy uciekają, to żołnierze, ojciec odpowiedział: nie, raczej rycerze. W następnym kadrze przyszły kapelan Solidarności odnajduje na strychu stare pismo i czyta tytuł: – „Rycerz Niepokalanej”.

Kolejny ważny rok to 1953. W marcu umiera Stalin, w Związku Sowieckim zaczyna się odwilż. W Polsce przeciwnie – terror jeszcze się zaostrza, zostaje aresztowany prymas Stefan Wyszyński. Jego sekretarz bp Antoni Baraniak rozpoczyna swoją trzyletnią więzienną gehennę, która miała go złamać, tak aby był świadkiem koronnym na planowanym procesie kard. Wyszyńskiego. Rokiem polskiej odwilży i amnestii dla więźniów politycznych był 1956, jednak jeszcze w przeddzień ich wejścia w życie w katowniach bezpieki wykonywano wyroki śmierci. W sumie było ich ponad 4 tys., a wydano 8,5 tys. takich wyroków, jednak w więzieniach i podczas przesłuchań zmarło w tym czasie ok. 21 tys. ludzi, kobiet i mężczyzn. Jeżeli liczby te powiększymy o poległych w lasach partyzantów i Polaków zesłanych w głąb Związku Sowieckiego, skąd niewielu wróciło, to przekonamy się, że koszt wprowadzenia reżimu komunistycznego do Polski grubo przekroczył 50 tys. istnień ludzkich (por. referat prof. Jana Żaryna, 19 marca 2010 r.). Prawdziwą liczbę ofiar zna jednak tylko Pan Bóg.

Muzealna linia czasu prowadzi nas dalej – przez październikową odwilż, tragedię grudniową, radosny przełom wyboru Papieża Polaka i w jego konsekwencji zryw Solidarności aż do stanu wojennego i transformacji gospodarczo-politycznej lat 90., i dalej w XXI wiek.

„Nie dajmy zginąć poległym”

Apel ten jest cytatem z wiersza Zbigniewa Herberta użytym też przez Macieja Roszkowskiego jako motto do godnej polecenia książki: „Jan Rodowicz «Anoda». Jeden z pokolenia”.

Całą wystawę otwiera tablica ze słowami tego bohatera napisanymi podczas pracy przy tworzeniu archiwum batalionu „Zośka”.

Muzeum Powstania Warszawskiego
Przedmioty wykonane przez więźniów politycznych w różnych komunistycznych więzieniach

„Wierzymy głęboko: – Za piękne było ziarno Waszej pracy w tę ziemię polską rzucone, zbyt piękną i młodą krwią i prochami ziemia ta została nasycona, aby nie wyrósł z niej najpiękniejszy owoc, dla którego od wieków potrafią żyć, walczyć i umierać wszyscy szlachetnie myślący Polacy, a jest to – Niepodległość i potęga Polski”.

Jak wiele tajemnic kryją archiwa bezpieki, prześledźmy na podstawie losów jego i ludzi, którzy go zamordowali.

Bohater ten jest nam znany m.in. z opisu akcji pod Arsenałem w „Kamieniach na szaniec” Aleksandra Kamińskiego. Poniósł on śmierć męczeńską w budynku Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, stało się to 70 lat temu – 7 stycznia 1949 r. „Anodę” aresztował major UB Wiktor Herer w dzień Wigilii Bożego Narodzenia 1948 r. w mieszkaniu jego matki. Funkcjonariusz ten był komunistą pochodzącym z żydowskiej rodziny ze wschodnich terenów II Rzeczypospolitej. Znał on polskie obyczaje i dobrze wiedział, że Rodowicz tego wieczoru znajdzie się w rodzinnym domu, tym bardziej że jego starszy brat Zygmunt poległ w Powstaniu Warszawskim. Szefową Herera była słynna z wyrafinowanego okrucieństwa Julia Brystiger, zwana „Krwawą Luną”. On sam wyraził sposób, w jaki rozumie swoją funkcję w MBP, podczas jednego ze śledztw prowadzonych w 1948 r. następującym stwierdzeniem: „Zadaniem naszym jest nie tylko zniszczyć was fizycznie, ale my musimy zniszczyć was moralnie w oczach społeczeństwa”. Dalej nie wiemy zupełnie nic o drodze krzyżowej Jana Rodowicza, zakończonej wyrzuceniem już martwego ciała lub jeszcze niedomęczonego warszawskiego powstańca z IV piętra budynku MBP. Matka jednego z poległych kolegów „Anody” z batalionu „Zośka” – Jerzego Gawina „Słonia”, kiedy dowiedziała się od córki o kolejnych aresztowaniach wśród powstańców, powiedziała do niej: „Wiesz, tak sobie myślę, że chyba lepiej, że on zginął z bronią w ręku, niż gdyby dotrwał do tych czasów i by go tam mordowali...”.

Powiedzmy jeszcze kilka słów o dalszej karierze kata „Anody”, Wiktora Herera. Jeszcze w tym samym roku dostał on awans do stopnia podpułkownika oraz nominację na funkcję naczelnika wydziału w MBP, później, już jako pułkownik UB, został on przeniesiony do pracy w sektorze gospodarczym, którym wówczas kierował Hilary Minc – bliski przyjaciel Julii Brystiger. Jednocześnie Herer robił błyskawiczną karierę naukową na najważniejszej uczelni ekonomicznej w PRL-u – w Szkole Głównej Planowania i Statystyki (SGPiS), doszedł aż do tytułu profesora.

Panie, to niemożliwe!

Najciekawsze jest jednak to, co się stało dużo później. W 1980 r. lewicowi ekonomiści Ryszard Bugaj i Waldemar Kuczyński włączyli Herera do grona doradców Solidarności, tak że był on nawet jednym z autorów ekonomicznych planów tego związku zawodowego. Publikował też często w tygodniku związkowym, do którego wprowadził go ówczesny redaktor naczelny Tadeusz Mazowiecki. Herer (wspólnie z Władysławem Sadowskim) napisał m.in. artykuł „Obrona złotówki – bez mistyfikacji”, który opublikowano w numerze 11/1981. Jednak największym jego protektorem w środowisku związkowym był Jacek Kuroń. Znana jest konfrontacja między nim a byłym więźniem UB prof. Wiesławem Chrzanowskim, kiedy ten rozpoznał w ekspercie związkowym swojego kata. Na zdemaskowanie ubeka Kuroń zareagował słowami skierowanymi do Chrzanowskiego: „Jak się wam nie podoba, to możecie wyjść”. Wydarzenie to miało miejsce w 1981 r. w Gdańsku. Jednak nawet w latach 90. nie pociągnięto Herera do odpowiedzialności, gruba kreska działała niezawodnie. Nigdy niezreformowany system sądowniczy sprawił, że on i jemu podobni zabójcy polskich bohaterów uniknęli potępienia i kary. Wiktor Herer pracował na SGH jeszcze w połowie lat 90., wykształcił wielu z ludzi kierujących obecnie polską gospodarką. Zauważmy, że nauczyciel akademicki, wykładając, nie tylko przekazuje wiedzę, ale także kształtuje studentów swoją osobowością i postawą życiową. Myślę, że ten epizod mówi więcej o korzeniach III RP niż wiele rozpraw i analiz, zostawmy to jednak bez komentarza.

Kiedy opowiadam tę historię, spotykam się często z niedowierzaniem. Od jednego ze zwiedzających usłyszałem zdanie: „Panie, to niemożliwe!”. Jednak wszystkie te fakty dokumentuje w publikacji IPN z 2015 r. „Granice kompromisu. Naukowcy wobec aparatu władzy ludowej” Przemysław Benken – autor rozdziału „Od «utrwalacza władzy ludowej» do roli doradcy Solidarności – zmienne koleje losu profesora Wiktora Herera”. Z powątpiewaniem u zwiedzających spotykam się dość często także przy relacjonowaniu innych faktów. Jesienią ub.r. oprowadzałem po wystawie w podziemiach budynku dawnego UB grupę młodych prawników z kilku europejskich krajów. Nie dowierzali, kiedy powiedziałem, że strażnikami byli tam sprowadzeni w tym celu francuscy komuniści, tak aby żadna informacja z katowni nie przedostała się do polskiej opinii publicznej. Powiedziano im, że pilnują polskich faszystów. Gdy więźniowie znający język francuski zdołali po jakimś czasie zasiać w strażnikach podejrzenia, wówczas wszystkich ich wymieniano na nowych. Dziś także polscy patrioci, np. uczestnicy Marszu Niepodległości, to faszyści dla ludzi zachodniej lewicy. Tak zostali oni nauczeni już 70 lat temu. Dlatego zwolennicy lewicowych ideologii także teraz gotowi są nas nadzorować jak niegdyś żołnierzy niezłomnych w celach bezpieki.

Bilans pierwszego roku działania wystawy

W tym czasie odwiedziło ją już kilka tysięcy zwiedzających. Można tam poznać historię komunistycznego terroru przedstawioną na linii czasu, a także obejrzeć cele i karcery, w których przebywali więźniowie, oraz wiele oryginalnych rekwizytów. Są to przedmioty wykonane przez więźniów – jak różaniec, szachy czy zapiski i rysunki wydobyte ze ścian przez konserwatorów. Jednak ekspozycja jest ciągle rozwijana i wzbogacana o nowe środki multimedialne, powstają także sale dydaktyczne umożliwiające prowadzenie lekcji muzealnych dla grup młodzieży licealnej. Stałym przewodnikiem oprowadzającym po ekspozycji jest p. Andrzej Komuda. Opowiedział mi on następujące zdarzenie: – Przybyła do nas grupa młodzieży z liceum w Andrychowie. Jedna z uczennic nie chciała jednak przekroczyć progu budynku dawnego MBP. Kiedy ją zapytałem dlaczego, usłyszałem odpowiedź: „Ja tam nie wejdę, bo te ściany krzyczą”. Pomyślałem, że może ona nie potrzebuje zwiedzać wystawy, gdyż już wszystko rozumie.

Wszystkich czytelników artykułu zachęcam do obejrzenia wystawy „Cele bezpieki” przy Al. Ujazdowskich 11 w Warszawie (wejście od ul. św. Teresy) i chwili refleksji nad życiem „Anody” i jego kolegów. Szczegóły, jak np. czas otwarcia ekspozycji, najłatwiej znaleźć na stronie Muzeum Powstania Warszawskiego – www.1944.pl w zakładce CELE BEZPIEKI.

Dziękuje moim koleżankom i kolegom z Muzeum za pomoc w napisaniu tego tekstu i przekazane mi fotografie.

Wojciech Bobrowski
Autor jest przewodnikiem wolontariuszem w Muzeum Powstania Warszawskiego i jego filii „Cele Bezpieki”. Od ponad roku współpracuje z „Niedzielą”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dlaczego data Wielkanocy jest zmienna

Ks. Józef Dębiński
Edycja włocławska 16/2003

Sashkin/pl.fotolia.com

Wielkanoc jest świętem ruchomym, którego data wielokrotnie była przedmiotem sporu. Obecnie przyjmuje się, że to święto przypada w niedzielę po pierwszej wiosennej pełni księżyca, tj. po 21 marca.
Niejakim problemem przy ustaleniu daty Wielkanocy jest różnica w dacie ukrzyżowania Chrystusa podana w Ewangeliach synoptycznych (św. Marka, św. Mateusza i św. Łukasza) i w Ewangelii św. Jana. Różnica ta spowodowana jest żydowskim systemem liczenia dnia, czyli od zachodu do zachodu słońca. Stąd pytanie, jak powinien być zaliczony wieczór 14. nizan. Obydwa ujęcia miały swoich zwolenników. Kościoły wschodnie opowiadały się za dniem 14., a zachodnie - za 15. Kwestia ta została w końcu rozstrzygnięta na pierwszym soborze ekumenicznym w Nicei (Turcja) w 325 r., gdzie przyjęto oficjalnie datę 15.
Zgodnie z kalendarzem żydowskim i przekazami Ewangelii, Chrystus został ukrzyżowany 14. nizan, a zmartwychwstał w niedzielę po 14. nizan. Tę praktykę za św. Janem Apostołem przyjął Kościół w Małej Azji i obchodził uroczystości wielkanocne w dwa dni po 14. nizan. Zwolenników takiego terminu Świąt Wielkanocnych nazywano kwartodecymanami.
Praktyka Kościoła na Zachodzie była inna. Uroczystości wielkanocne obchodzono w niedzielę po 14. nizan, natomiast pamiątkę śmierci Chrystusa czczono w piątek przed niedzielą. Należy zauważyć, iż Kościoły małoazjatyckie, podkreślając dogmatyczny punkt widzenia, obchodziły dzień śmierci Chrystusa jako dzień radości - odkupienia. Zachód zaś akcentował mocniej punkt widzenia historyczny i obchodził dzień śmierci Chrystusa jako dzień żałoby, smutku, postu.
Nie można nie wspomnieć o trzeciej grupie chrześcijan, o tzw. protopaschistach, którzy po zburzeniu Jerozolimy nie trzymali się ściśle kalendarza żydowskiego i często obchodzili uroczystości wielkanocne przed 14. nizan.
Biskup Smyrny Polikarp w 155 r. udał się do Rzymu, do papieża Aniceta, w celu ustalenia jednego terminu Świąt Wielkanocnych dla całego Kościoła. Do porozumienia jednakże nie doszło. Sprawa odżyła w 180 r., za papieża Wiktora, kiedy opowiedziano się za niedzielnym terminem Wielkanocy. Papież polecił - pod karą ekskomuniki - przestrzegać nowo ustalonego terminu święcenia Wielkanocy. Mimo tego polecenia, metropolia efezka z biskupem Polikarpem na czele trzymała się nadal praktyki 14. nizan. Zanosiło się nawet na schizmę, ale nie doszło do niej dzięki zabiegom św. Ireneusza, biskupa Lyonu.
Dopiero na I soborze powszechnym w Nicei (325 r.) przyjęto dla całego Kościoła praktykę rzymską. Uchwały Soboru nie zlikwidowały jednak różnic pomiędzy Kościołami wschodnimi i zachodnimi. Należy pamiętać, że Rzym i Aleksandria używały odmiennych metod obliczania daty. Metoda aprobowana przez Rzym zakładała zbyt wczesną datę równonocy - 18 marca, gdy tymczasem Aleksandryjczycy ustalili ją poprawnie.
By położyć kres tej dwoistości, Synod Sardycki (343 r.) podniósł na nowo kwestię dnia wielkanocnego, ustalając wspólną datę na 50 lat. Inicjatywa przetrwała jednak zaledwie kilka lat. Po raz kolejny spór próbował zażegnać cesarz Teodozjusz (346--395). Prosił biskupa aleksandryjskiego Teofilosa o wyjaśnienie różnic. W odpowiedzi biskup, opierając się na metodzie aleksandryjskiej, sporządził tabelę chronologiczną świąt Wielkanocy. Jego zaś kuzyn, św. Cyryl, kontynuując dzieło wuja, wskazał przy okazji, na czym polegał błąd metody rzymskiej. Metoda aleksandryjska uzyskała pierwszeństwo i została zaakceptowana dopiero w połowie V w.
Z polecenia archidiakona Hilarego, Wiktor z Akwitanii w 457 r. rozpoczął pracę nad pogodzeniem metody rzymskiej i aleksandryjskiej. Hilary, już jako papież, zatwierdził obliczenia Wiktora z Akwitanii i uznał je za obowiązujące w Kościele. Od tego czasu obydwa Kościoły obchodziły Wielkanoc w tym samym czasie.
Największego przełomu w zakresie ustalenia daty Wielkanocy dokonał żyjący w VI w. scytyjski mnich, Dionysius Exiguus (Mały). Stworzył on chrześcijański kalendarz, rozpoczynając rachubę lat od narodzenia Chrystusa. To nowe ujecie chronologii zapanowało w Europie na dobre w XI w., a w świecie greckim dopiero w XV w. Chcąc uzyskać datę Wielkanocy, średniowieczny chronolog znalazł tzw. złotą liczbę danego roku (tj. kolejny numer roku w 19-letnim cyklu lunarnym), a potem sprawdzał w tabelach datę pełni księżyca. Znalazłszy ją, szukał pierwszej pełni po równonocy, czyli po 21 marca. Potem sprawdzał tabelę tzw. liter niedziel, która podawała datę Niedzieli Wielkanocnej.
Również Mikołaj Kopernik, na zamku w Olsztynie, gdzie przebywał przez pięć lat, własnoręcznie wykonał tablicę astronomiczną, na której wykreślił równonoc wiosenną. Było to ważne m.in. przy ustalaniu Wielkanocy.
Po XVI-wiecznej reformie kalendarza i wprowadzeniu w 1582 r. kalendarza gregoriańskiego po raz kolejny rozeszły się drogi Wschodu i Zachodu. Niedokładność kalendarza juliańskiego spowodowała przesunięcie względem rzeczywistej daty wiosennej równonocy, dziś wynoszące 13 dni.
Pod koniec XX i na początku XXI w. można zauważyć tendencje do wprowadzenia stałej daty Wielkanocy. Takie propozycje przedstawiano już na forum Ligi Narodów i Organizacji Narodów Zjednoczonych. Dał temu też wyraz w Konstytucji o liturgii II Sobór Watykański oraz patriarcha Konstantynopola Atenagora I w wielkanocnym orędziu z 1969 r., wzywając do usuwania różnic pomiędzy Kościołami i ustalenia wspólnej daty Wielkanocy.
Spośród proponowanych stałych dat sugerowana jest najczęściej druga niedziela Wielkanocy, co pokrywałoby się z ogólnym trendem ustaleń daty śmierci Chrystusa na dzień 3 kwietnia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp Czaja: Z całego serca przepraszam

2019-03-21 19:58

Drogi Panie Dariuszu,

Eliza Bartkiewicz/episkopat.pl

zwracam się do Pana tą drogą, ponieważ nie mam innej możliwości, a chcę się odnieść do słów Pana, które za pośrednictwem mediów skierował Pan w moją stronę.

Mój sekretarz i zarazem rzecznik Kurii Diecezji Opolskiej, ks. Joachim Kobienia wyjaśnił kolejny raz niektóre kwestie poruszone w Pana wypowiedzi. Mógłbym i ja, jeszcze coś dodać, ale nie to jest moim zamiarem.

Gorzkie słowa, jakie Pan skierował, wraz z mamą, w moją stronę, staram się zrozumieć i odczytuję je jako wyraz ogromnego bólu i cierpienia, i wielkiej traumy, które są pochodną straszliwego czynu pedofilii, którego dopuścił się wobec Pana, ks. Mariusz. Do tego doszły jeszcze rany związane z sytuacją w parafii, zwłaszcza niezrozumiała dla Pana modlitwa o zdrowie dla sprawcy. Chodzi o sytuację, która powstała jako nieprzewidziany rezultat obranej drogi dyskrecji, którą w dobrej wierze podjąłem, na prośbę Pana mamy. Jest mi bardzo przykro z tego powodu!

Z całego serca przepraszam Pana, podobnie jak w naszym pierwszym spotkaniu i w liście pasterskim, za to, czego dopuścił się wobec Pana ks. Mariusz. Przepraszam za wielką krzywdę, którą Panu wyrządził dopuszczając się przestępstwa pedofilii. Przykro mi też, że podjęta droga dyskrecji przysporzyła Panu, jeszcze więcej bólu i cierpienia.

Panie Dariuszu, boleję także bardzo nad stanem Pańskiego zdrowia i zarówno Panu, jak i mamie, oferuję konieczne wsparcie dla powrotu do pełni sił.

Szkoda, że odwołał Pan spotkanie, o które Pan prosił w środę popielcową. Być może udałoby się uniknąć tego wielkiego napięcia, które powstało. Ufam jednak, że Pan zachce się ze mną spotkać. Zawsze jestem gotów na takie spotkanie, w czasie którego mógłbym jeszcze raz, bardzo osobiście, Pana przeprosić. Niech Pan Bóg ma Pana w szczególnej opiece i uzdrowi wszelkie rany.

+ biskup Andrzej Czaja

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem