Reklama

Biały Kruk 2

VIII Toruński Marsz Pułkownika Pileckiego

2018-05-01 14:11

Karol Maria Wojtasik

ipn.gov.pl
Rotmistrz Witold Pilecki

12 maja 2018 r. już po raz 8. przez toruńską Starówkę przejdzie Marsz Pułkownika Pileckiego. Hasłem tegorocznej edycji jest „Miłość do bliźniego”. Rozpoczynamy o godz. 12 uroczystym nadaniem nazwy rondu im. płk. Witolda Pileckiego, u zbiegu ul. Łódzkiej i Trasy Wschodniej.

Następnie o godzinie 13 odbędzie się Msza św. w kościele garnizonowym, pod przewodnictwem Księdza Biskupa ordynariusza Wiesława Śmigla, który wygłosi uroczystą homilię. Po Mszy Świętej o godz. 14 wszyscy zebrani kolumną marszową przechodzimy pod pomnik pamięci Żołnierzy Wyklętych. Tam uroczystości potrwają do 15.20. Będzie odebranie meldunku, przemówienia gości, apel poległych, salwa honorowa i złożenie wiązanek kwiatowych.

O godz. 15.30 w Sali Mieszczańskiej w Ratuszu Staromiejskim rozpocznie się konferencja z udziałem zagranicznych gości poświęcona walce o godność człowieka w XX i XXI wieku. Fundacja HAART Kenya zaprezentuje swoje dotychczasowe działania w Afryce, walkę z mafiami i gangami handlującymi ludźmi, a pani wiceminister Gawin opowie o heroicznej walce Pileckiego w ratowaniu Polaków, Żydów czy Romów, więźniów obozów koncentracyjnych. Na zakończenie będzie miało miejsce podpisanie współpracy pomiędzy Fundacją Polska Tożsamość a HAART Kenya i poinformowanie o akcji toruńskich restauratorów zbierających pieniądze na rehabilitację, pomoc psychologiczną i medyczną ofiar handlu ludźmi w Afryce.

Na marsz, poza wiceministrem Kultury i Dziedzictwa Narodowego prof. Magdaleną Gawin, przyjeżdżają o. Jean de Dieu, br. prof. Reginald Cruz oraz Radek Malinowski.

Reklama

O. Jean de Dieu to misjonarz Ojciec Biały, ofiara handlu ludźmi, a obecnie osoba zaangażowana w pomoc osobom poszkodowanym w tym procederze.

Reginald Cruz jest kierownikiem Katedry Historii Kościoła na Tangaza Univeristy College w Nairobi, w Watykanie kierował wieloma procesami beatyfikacyjnymi i kanonizacyjnymi.

Radek Malinowski, założyciel i dyrektor fundacji HAART Kenya, organizacji zwalczającej handel ludźmi w Afryce.

Tagi:
marsz

Warszawa nie może nie czcić Witolda Pileckiego

2018-05-13 21:45

Rozmawia Tomasz Winiarski

„Nie ma drugiego ochotnika do Auschwitz, który przeżyłby w obozie tak długo tworząc tam siatkę konspiracyjną, wysyłając raporty, cały czas myśląc o oswobodzeniu tego obozu i, który na koniec wydostałby się na zewnątrz. A wszystko pod fałszywym imieniem i nazwiskiem” – mówi „Niedzieli” Mateusz Luśnia, członek Rady Fundacji Służba Niepodległej i Stowarzyszenia KoLiber. Od 2011 roku organizator Warszawskiego Marszu Rotmistrza Pileckiego. Zaangażowany w wiele inicjatyw patriotycznych związanych m.in. z przywracaniem pamięci o Żołnierzach Wyklętych.

B. Kosiński

Dziś w Warszawie przeszedł ósmy Marsz Rotmistrza Pileckiego. Współorganizujesz to wydarzenie od samego początku. Co zmieniło się od tamtego czasu?

Pierwszym wydarzeniem było spotkanie w Al. Wojska Polskiego 40 pod tablicą upamiętniającą Witolda Pileckiego, więc nie liczymy tego jako marsz. Nie byłem zaangażowany w tamto wydarzenie jednak wtedy stwierdziłem, że Warszawa musi mieć dużo większe wydarzenie niż tylko spotkanie pod tablicą i już w 2011 roku organizowaliśmy pierwszy Marsz Pileckiego. Od tej pory co roku zwiększamy skalę działania. Na początku była to spontaniczna impreza, z małym budżetem, wiele spraw załatwialiśmy jako zapaleńcy. Obecnie organizujemy marsz jako Fundacja Służba Niepodległej, dołączyli do nas: KoLiber Warszawa, Stowarzyszenie Młodzi dla Polski i Stowarzyszenie Polska Jest Najważniejsza. Marsz objęło patronatem wiele redakcji, w tym „Niedziela" z czego się cieszymy i dziękujemy. Dzięki temu o Rotmistrzu Pileckim możemy dotrzeć do coraz większej liczby osób. Już po raz drugi marsz został objęty honorowym patronatem Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

B. Kosiński

Dlaczego zaangażowałeś się w ten projekt? Jaki jest jego cel?

Powodów jest klika. Po pierwsze sama postać Witolda Pileckiego – kiedy pierwszy raz o nim przeczytałem byłem pod ogromnym wrażeniem całego życiorysu, a z drugiej strony zastanawiałem się dlaczego nigdy o nim nie słyszałem w szkole, w mediach. Stąd wyszła potrzeba rozpowszechnienia wiedzy o Rotmistrzu. Wspomniane już spotkanie pod tablicą w 2010 r. stworzyło okazję aby zacząć realizować tę potrzebę. Warszawa nie może nie czcić Witolda Pileckiego. W końcu to na Żoliborzu wdał się w kocioł łapanki aby przedostać się do Auschwitz, walczył w Powstaniu Warszawskim i to w Warszawie był więziony i zamordowany, a także prawdopodobnie dalej jest pochowany.

No właśnie, miejsce pochówku Rotmistrza Pileckiego wciąż pozostaje tajemnicą. Mówiło się, że komuniści mogli ukryć jego szczątki na Łączce znajdującej się na cmentarzu na warszawskich Powązkach. Poszukiwania jednak cały czas trwają. Czy w jakiś sposób jesteście zaangażowani w te działania?

Wszyscy z utęsknieniem czekamy na moment odnalezienia szczątków Witolda Pileckiego. Dzień ten będzie wielkim zwycięstwem prawdy nad ogromnym kłamstwem i bestialstwem komunistów. Wielu członków naszych organizacji włączyło się w prace na Łączce jako wolontariusze, jednak największa rola, w tym ważnym dla Polski wydarzeniu, jest Profesora Krzysztofa Szwagrzyka oraz Instytutu Pamięci Narodowej.

B. Kosiński

Najdłużej żyjący morderca Pileckiego – stalinowski zbrodniarz Ryszard Mońko, kat w więzieniu na Rakowieckiej na warszawskim Mokotowie – nie tylko nigdy nie odpowiedział za swoje zbrodnie. Do końca życia pobierał także astronomiczną emeryturę rzędu 9 tyś. złotych. O czym to świadczy? Dlaczego III RP nie dała rady osądzić komunistycznych zbrodniarzy?

W tym aspekcie ważne wydają się słowa Prezydenta Andrzeja Dudy, które padły podczas pogrzebu Danuty Siedzikówny „Inki" i Feliksa Selmanowicza „Zagończyka": "Nie mam przekonania, że my, poprzez ten pogrzeb, przywracamy im godność. Oni nigdy godności nie stracili. My przywracamy przez ten pogrzeb godność państwu polskiemu". Przywracanie pamięci o wyklętych przez komunistów polskich bohaterach należy do obowiązków wolnego i suwerennego państwa. Być może rządzącym w III RP bardziej opłacało się aby za wzór nie stawiać Witolda Pileckiego a „ludzi honoru” pokroju Kiszczaka i Jaruzelskiego. Na szczęście ten niechlubny okres minął i dziś pamięć o prawdziwych bohaterach rozbrzmiewa coraz głośniej.

Rok 2011 to był pewnego rodzaju rok przełomowy w kwestii przywracania pamięci zapomnianym bohaterom, polskim patriotom wyklętym przez władze komunistyczne. To właśnie wtedy Sejm RP uchwalił dzień 1 marca Narodowym Dniem Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Rok 2011 to również pierwszy Warszawski Marsz Pileckiego. Rozumiem, że to nie jest przypadek?

Właściwie rok 2011 jest owocem pracy wielu osób i instytucji już dużo wcześniej. Książki o Rotmistrzu powstały przecież wcześniej, Instytut Pamięci Narodowej wydał album w 2008 roku, a także wiele inicjatyw miało miejsce jeszcze w latach 90. To czego brakowało to dotarcia do młodego pokolenia. Wydaje się, że właśnie rok 2011 był pod tym względem przełomowy – wiele młodych osób usłyszało o Pileckim, „Ince” czy Łupaszce. To właśnie przywracanie pamięci jest bardzo ważnym ogniwem budowania świadomości historycznej.

Czas wojny to także czas honoru. Okres próby i sprawdzian z patriotyzmu. Wielu Polaków zachowywało się wtedy bohatersko, jednak nawet na ich tle męstwo Witolda Pileckiego znacząco się wyróżnia...

B. Kosiński

Zdecydowanie się wyróżnia. Nie ma drugiego ochotnika do Auschwitz, który przeżyłby w obozie tak długo tworząc tam siatkę konspiracyjną, wysyłając raporty, cały czas myśląc o oswobodzeniu tego obozu i, który na koniec by wydostał się na zewnątrz. A wszystko pod fałszywym imieniem i nazwiskiem. W tym momencie chcę podkreślić, że - naturalnie - poświęcenie w tak ekstremalnej sytuacji nie może być stopniowalne. Odwaga to odwaga, honor to honor, lecz Witold Pilecki można powiedzieć - wyszedł z premedytacją na „oko w oko" ze śmiercią. W historii Rotmistrza zawsze zdumiewał mnie moment, gdy zdecydował, że uda się do Auschwitz. To nawet brzmi niewiarygodnie, „zdecydować się", aby udać się w miejsce kaźni, prawie pewnej śmierci, jakby to było coś tak prostego. A on się zdecydował. Udał się tam dobrowolnie, sporządził raporty na temat ludobójstwa, przetrwał łamanie psychiczne i fizyczne, a na końcu uciekł. Mówił: „Znalazłem w sobie radość, wynikającą z tego, że chcę walczyć". Te słowa dużo wyjaśniają – musiał zatem widzieć w całym tym dramacie coś więcej. Coś tak ważnego, że życie w tamtej chwili nie było najważniejsze. To niesamowite.

W 2017 roku z inicjatywy Stowarzyszenia "Młodzi Dla Polski", które jest współorganizatorem Warszawskiego Marszu Pileckiego, a także przy wsparciu władz miasta, powstał pomnik Rotmistrza na warszawskim Żoliborzu. Czy angażujecie się w jakieś inne przedsięwzięcia mające na celu przypominać bohaterskie dokonania Witolda Pileckiego?

Oczywiście marsz jest największa inicjatywą i najbardziej medialną, jednak staramy się aby nasze działania nie ograniczały się o tego jednego wydarzenia. Staramy się organizować spotkania o Witoldzie Pileckim z udziałem historyków, autorów książek o nim. Przez cały rok odbywa się promocja postaci Witolda Pileckiego na portalach społecznościowych, dedykowanych stronach internetowych. W 2016 roku podczas Światowych Dni Młodzieży rozdawaliśmy ulotki „Pilecki Rules" w języku angielskim z alfabetycznie wymienionymi zasadami jakimi kierował się Witold Pilecki w życiu oraz adresem strony internetowej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Zakopane: apel o solidarność z najsłabszymi

2018-05-20 17:57

(md/40jp2)

Piotr Drabik/Archidiecezja Krakowska
Bp Damian Muskus

O solidarność z najsłabszymi wołamy dziś z narodowego sanktuarium Pani Fatimskiej, która zechciała objawić się małym, ubogim dzieciom – mówił bp Damian Muskus OFM, który w zakopiańskim sanktuarium na Krzeptówkach przewodniczył pierwszej w tym roku niedzieli fatimskiej. Hierarcha odniósł się do protestu rodziców osób niepełnosprawnych, nazywając go „krzykiem, który powinien być wyrzutem sumienia” dla rządzących i całego społeczeństwa.

W homilii bp Muskus podkreślał, że życie w Duchu Świętym było codziennością Maryi i zachęcał, by od Niej uczyć się otwarcia na Jego działanie i rozpoznawania Jego obecności w świecie. Powołując się na słowa kard. Franciszka Macharskiego, który dziś obchodziłby swoje 91. urodziny, zauważył, że Bóg postanowił przyjść do człowieka przez człowieka, i tą drogą - przez człowieka – On wciąż przychodzi. „Szczególnie upodobał sobie najbiedniejszych i najbardziej pokornych: jak dzieci z Fatimy, jak ubodzy i słabi, którzy żyją wśród nas” – mówił hierarcha.

Według krakowskiego biskupa pomocniczego, jest to wskazówka, jak odkrywać obecność Ducha Świętego w naszym życiu. „Zamiast szukać duchowych, nadzwyczajnych wrażeń, wsłuchujmy się, jak robiła to Maryja, w delikatne poruszenia Ducha w naszych sercach, wpatrujmy się w Jezusa i pozwólmy Mu prowadzić się do braci i sióstr” – apelował.

W tym kontekście odniósł się do ciężkiej sytuacji osób niepełnosprawnych i ich rodzin, których przedstawiciele „domagają się konkretnych działań, czyniących ich życie bardziej godnym”. „Z jednej strony to przykre, że ich wołanie jest wykorzystywane do politycznych batalii, z drugiej strony ten krzyk powinien być wyrzutem sumienia nie tylko dla rządzących naszym krajem dziś i w przeszłości, ale dla całego społeczeństwa” – zauważył kaznodzieja.

„O tę solidarność z najsłabszymi wołamy dziś z narodowego sanktuarium Pani Fatimskiej, która zechciała objawić się małym, ubogim dzieciom. O tę solidarność wołamy dziś, w roku wielkich polskich rocznic: stulecia odzyskania niepodległości i czterdziestolecia pontyfikatu Jana Pawła II” – apelował duchowny. „Czym jest wolność, jeśli w jej ramach nie potrafimy udzielić skutecznej pomocy tym, którzy jej potrzebują? Czym są deklaracje wierności papieskiemu nauczaniu, jeśli nie wypełniamy tego, o co tak usilnie prosił i nie kierujemy się w swoich wyborach i postawach „wyobraźnią miłosierdzia”, do której się zobowiązaliśmy jako jego rodacy?” – zapytywał.

Bp Muskus przypomniał, że Kościół nie od dziś przejmuje się losem osób niepełnosprawnych i wspiera ich w bardzo konkretny sposób. „Liczne domy pomocy społecznej, placówki opiekuńczo wychowawcze, zakłady terapii zajęciowej prowadzone przez Caritas, wspólnoty zakonne, czy kościelne fundacje, to tylko niektóre przykłady angażowania się Kościoła w poprawę losu osób potrzebujących” – wymieniał. Jak dodał, „być może tej troski jest wciąż za mało”.

„Kościół to my: sąsiedzi, znajomi, wspólnoty parafialne, w których są osoby z niepełnosprawnościami utrudniającymi lub uniemożliwiającymi godne życie. Ich wołanie powinno stać się bodźcem do refleksji: jak mogę pomóc tym, którzy żyją obok mnie? Jak okazać solidarność ludziom, którzy sami nie mogą sobie poradzić w życiu? Co zrobić, by nie czuli się bezradni, osamotnieni i odrzuceni na margines życia?” – prosił.

Na zakończenie zachęcił do modlitwy o Ducha Świętego, który „obudzi zobojętniałe serca, który przemieni nas mocą miłości, i przyniesie dar jedności i solidarności dla naszej Ojczyzny”. „Błagajmy, by Duch Święty zstąpił i odnowił oblicze tej ziemi, która jest naszym wspólnym światem: darem i zadaniem, zobowiązaniem i domem” – mówił.

Po Mszy św. odbyła się uroczysta procesja maryjna z Krzeptówek do parafii św. Krzyża w Zakopanem z orkiestrą i banderią konną.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

… a chodzi o jedność serc, rodzin, Ojczyzny, Europy i świata

2018-05-21 03:03

Agnieszka Bugała

Ojciec Biskup przyjechał, mimo trudu dnia. Jechał z Zakopanego – tam spotkał się z siostrami zakonnymi pełniącymi posługę lekarzy – i dotarł do wrocławskiego Wieczernika, gdzie prawie tysiąc osób modliło się i przez kolejne punkty programu przygotowywało do przeżycia Eucharystii. Dominikanin o. Norbert Oczkowski, który wraz ze wspólnotą Galilea odpowiadał za organizację spotkania, zapowiedział o. bp. Jacka jako specjalistę od modlitwy do Ducha Świętego powołując się na jego biskupią dewizę: „Ut unum sint”, czyli „Aby byli jedno”.

Agnieszka Bugała
Eucharystia w Wigilię Zesłania Ducha Św. we Wrocławiu sprawowana przez o. bp. Jacka Kicińskiego

- Duch Święty, na którego czekamy, jest Duchem Miłości, Duchem Orzeźwiającym. Bóg, przez Ducha Świętego, pokazuje nam, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych – mówił bp Kiciński.

Podkreślał, że Jezus wielokrotnie zapowiadał przyjście Ducha Świętego po swoim odejściu – Tego, który doprowadzi nas do całej parady. Będzie kontynuował misję Jezusa Chrystusa, będzie światłem dla każdego chrześcijanina – Duch jedności i poznania. Będzie nam podpowiadał, co mamy czynić i jak postępować, nauczy nas wszystkiego –mówił odkreślając, że nigdy nie jesteśmy sami. W oczekiwaniu też nie jesteśmy sami, zawsze jest z nami Matka Jezusa.

- Zesłanie Ducha Świętego nastąpiło w momencie, gdy uczniowie trwali z Maryją razem na modlitwie. Byli razem, tworzyli jedność. To są fundamenty życia Bożego: trwanie w jedności, trwanie na modlitwie – razem. Słuchanie Boga – razem. Gdy podejmiemy taki sposób życia, nie tylko poradzimy sobie z trudnościami, ale doświadczymy pomocy i łaski.

Bp Jacek opowiadał o wspólnym trwaniu Apostołów na modlitwie. Żaden z nich nie modlił się sam – w dużej mierze powodowany strachem, ale zjednoczenie, którego dokonali, otworzyło Apostołom drogę do spełnienia się obietnicy Zesłania Ducha Świętego.

- Trwali razem na modlitwie i nagle zdumieli się. Słyszeli o wielkich dziełach Boga. To Duch Święty sprawia, że wszyscy, w jednym momencie, zostają połączeni jednym przekazem wiary. Głoszono Słowo Boże i każdy słyszał je w swoim języku. Dlatego Zesłanie Ducha Świętego to inauguracja Kościoła i początek budowania jedności – podkreślał w homilii. - Ta jedność była w różnorodności, ale podstawą było Słowo Boże. To Słowo – usłyszane i wypełnione – prowadzi do mówienia jednym językiem. Słowo Boże prowadzi do tego, że zaczynamy mówić językiem miłości Boga. Nie: różnymi językami, ale jednym językiem: językiem miłości. Język miłości objawia się w owocach Ducha Świętego a skutkiem jest miłość, pokój, wierność, łagodność, dobroć, opanowanie i uprzejmość. Gdy będziemy mówić jednym językiem miłości, te owoce będą objawiać się w naszym życiu.

Bp Jacek wytłumaczył, że obecność Ducha Świętego w życiu chrześcijanina nie jest żadną nowością. - Jako ludzie wierzący myśmy już dostąpili Zesłania Ducha Świętego i nieustannie go dostępujemy. W momencie chrztu św. nasze ciało stało się Jego świątynią, staliśmy się uczniami Jezusa, dziećmi Boga. To wtedy rozpoczęła się nasza pielgrzymka wiary. Uczeń to ten, który słucha, który rozważa, zachowuje w sercu i zasłyszane Słowo wprowadza w życie codzienne – mówił.

Podkreślił też rolę sakramentu bierzmowania, który nazwał sakramentem zaślubin z Kościołem.

- Kolejny sakrament umacniający nas na drodze wiary to bierzmowanie, zostajemy napełnieni Duchem Świętym, by jednoczyć się z Jezusem Chrystusem w Jego Kościele. Przez bierzmowanie stajemy się misjonarzami. Misjonarz jest uczniem, ale jest też głosicielem. Duch Święty napełnił nas mocą, abyśmy objawiali innym wielkie dzieła Boga w świecie. Jesteśmy powołani do świętości i mamy wszystko, aby zostać ludźmi świętymi. Uczeń i misjonarz Jezusa Chrystusa wskazuje na Jego Królestwo.

Odniósł się też do sytuacji, w jakiej zwykle znajdują się zebrani na modlitwie członkowie wspólnot, katolickich grup:

- Łatwo jest tworzyć jedność, gdy trwamy razem na modlitwie i gromadzimy się w jednym miejscu – dziś ta hala stała się naszym wieczernikiem – mówił. - Ale w dzisiejszym świecie potrzeba jedności w różnorodności i podstawą tej jedności ma być wzajemna miłość. Zło niszczy jedność. Zło jest w stanie zniszczyć to, co jest najpiękniejsze. To, co w Raju zniszczyło jedność, to była pycha. Człowiek niszczy jedność, gdy stawia siebie w miejsce Boga. Wtedy doświadcza głębokiego rozczarowania. Jedność została zniszczona przez pragnienie uczynienia siebie Panem i Bogiem swojego życia – mówił kaznodzieja.

Bp Jacek porównał dzisiejszą Europę do starotestamentalnej Wieży Babel i wskazał ogromne zagrożenia, które płyną z jej wewnętrznego rozbicia – mimo deklarowanego zjednoczenia.

- Symbolem zniszczenia jedności stała się Wieża Babel – ona zajęła miejsce Boga. Również i nam grozi budowanie takiej wieży, świątyń, które jednoczą ludzi, ale nie jednoczą ich w imię Boga. Wieżą Babel może stać się i dziś zjednoczona Europa, ta potęga ludzkich możliwości pozbawiona ewangelicznego stylu życia i prawa do wyznawania wiary w Jezusa Chrystusa.

Ale rzeczywistość Wieży Babel nie dotyczy tylko wielkich struktur, jaką jest Europa. Każdy z nas buduje swoją Wieżę Babel, wtedy, gdy Bóg schodzi na dalszy plan – mówił.

Na koniec nawiązał do jubileuszu 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości, wydarzenia, które było owocem prawdziwego zjednoczenia. Wskazał jednak na zagrożenia i dopominał się o potrzebę modlitwy o jedność, której brak grozi kolejnym rozbiciem.

- Sto lat temu, jako Polacy, odzyskaliśmy niepodległość. To był moment zjednoczenia naszego narodu. Tym, co jednoczyło Polaków pod różnymi zaborami, to był jeden przekaz wiary, to była wiara w Jezusa Chrystusa, głoszenie Słowa Bożego. Wiemy, że dar niepodległości był dla nas wielkim błogosławieństwem, ale jest również wielkim zadaniem. Odbyło się to kosztem cierpienia ludzi, śmiercią bohaterów, świętością męczenników, pracą wielu pokoleń. Dziś potrzeba modlitwy o jedność – na całym świecie, w Europie, w Ojczyźnie, w naszych rodzinach i jedności w nas samych. Wołał, przez wstawiennictwo Matki Bożej, abyśmy byli jedno i by Duch Święty zstąpił i odnowił oblicze ziemi, którą są nasze serca, nasze rodziny i nasza Ojczyzna. Wskazał też na deficyty w wierności i cierpliwości, z którymi się zmagamy, a które mogą być przeszkodą w trwaniu i oczekiwaniu na przyjście Ducha Świętego - Trwanie to wierność, to szkoła cierpliwości. Dziś jest kryzys cierpliwości i wierności, żyjemy kulturą chwili i tymczasowości. Potrzeba nam jednomyślności – a to przecież patrzenie w jednym kierunku – podsumował.

Przez cały czas trwania Czuwania, również w czasie Eucharystii, pod stołem ołtarza była umieszczona ikona szczególnie czczona we wspólnocie „Galilea”, organizatora spotkania. To kopia bizantyjskiego oryginału z przełomu VI i VII w., napisana specjalnie dla Wspólnoty przez Paulinę Adamiec. To ikona typu Hagiosoritissa, czyli Najświętsze Naczynie Próśb Naszych, której oryginał znajduje się w Rzymie i nazywany jest Madonną o Złotych Dłoniach

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem