Reklama

Pielgrzymka do Ojca Pio

Czy UB zabiło prymasa Polski?

2018-05-11 07:12

PAP

Archiwum

Prokuratorzy badają okoliczności śmierci kard. Augusta Hlonda. W tle inny zagadkowy zgon - czytamy w dzisiejszej "Rzeczpospolitej".

Prymas Polski kard. August Hlond zmarł w warszawskim Szpitalu Sióstr Elżbietanek 22 października 1948 roku. Oficjalnie stwierdzono, że przyczyną śmierci było ostre zapalenie wyrostka robaczkowego. Ale już podczas pogrzebu prymasa pojawiły się pogłoski, że do śmierci hierarchy przyczynili się funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa - pisze gazeta.

"Są poszlaki, zeznania różnych świadków, z których wynika, że śmierć prymasa mogła nastąpić w wyniku otrucia" - mówi dziennikowi ks. Bogusław Kozioł, wicepostulator procesu beatyfikacyjnego prymasa, który złożył w IPN wniosek o wszczęcie śledztwa w tej sprawie. "Prowadząc proces beatyfikacyjny, bada się również okoliczności śmierci kandydata na ołtarze. Chciałbym, żeby IPN wypowiedział się w tej sprawie i albo uciął spekulacje, albo je potwierdził" - dodaje duchowny.

Reklama

Jak dowiedziała się "Rzeczpospolita", pion śledczy warszawskiego oddziału IPN zdecydował właśnie o rozpoczęciu postępowania przygotowawczego w tej sprawie.

Śmierć kard. Hlonda nie jest jedynym tajemniczym zgonem biskupa z tamtego czasu. 27 października 1948 r. pod Ostrowią Maz., wracając z pogrzebu prymasa, wypadek samochodowy miał ordynariusz łomżyński Stanisław Kostka Łukomski, który był jednym z najpoważniejszych kandydatów na następcę Hlonda. Przewieziony do szpitala w Warszawie zmarł następnego dnia. Okoliczności tego wypadku nigdy nie wyjaśniono.

Przeczytaj także: Czy zostaną wyjaśnione okoliczności śmierci polskiego kardynała?
Tagi:
kard. August Hlond

Powtarzanie czarnej legendy

2018-06-20 08:09

Andrzej Tarwid
Edycja warszawska 25/2018, str. VI

Uczył, by w każdym narodzie odróżniać ludzi dobrych od osób postępujących źle. Opowiadał się za powstaniem państwa żydowskiego, a podczas wojny pomagał ratować Żydów. Mimo takich faktów nadal są środowiska zarzucające kard. Augustowi Hlondowi antysemityzm

Archiwum xBK
Prymas Polski kard. August Hlond podczas wizyty w parafii w 1930 r.

Od niemal trzech lat w archikatedrze warszawskiej grupa osób modli się w intencji beatyfikacji sługi Bożego Augusta kard. Hlonda. Modlitewne spotkania rozpoczyna zawsze Msza św. Po Eucharystii wierni idą do bocznej kaplicy, gdzie znajduje się sarkofag z doczesnymi szczątkami byłego Prymasa Polski. – Przy sarkofagu odmawiamy modlitwę w intencji beatyfikacji – opowiada „Niedzieli” ks. prob. Bogdan Bartołd i dodaje: – Informację o uznaniu heroiczności cnót kard. Hlonda ogłosiliśmy na Mszy św. Wierni przyjęli ją z radością, jako ważny krok w kierunku beatyfikacji, ale też jako dowód na wielką siłę modlitwy.

Papież Franciszek dekret o heroiczności cnót zatwierdził w ostatniej dekadzie maja. Kilka dni później Komitet Amerykańskich Żydów (AJC) wysłał pismo do Watykanu, w którym wyraził głębokie zaniepokojenie z powodu decyzji Ojca Świętego.

W dokumencie skierowanym na ręce kard. Kurta Kocha – przewodniczącego papieskiej Komisji ds. Kontaktów Religijnych z Judaizmem – czytamy m.in., że kontynuacja procesu „będzie postrzegana w społeczności żydowskiej i poza nią jako wyraz aprobaty dla skrajnie negatywnego podejścia kardynała Hlonda do społeczności żydowskiej”. Jako przykłady negatywnego podejścia podano list duszpasterski kard. Hlonda z 1936 r., a także to, że jako prymas Polski nie potępił pogromu kieleckiego.

– Osoby, które stawiają takie zarzuty, nie chcą znać aktualnego stanu badań na temat wydarzeń, o których piszą. Co więcej, nie chcą też poznać podstawowych faktów. Zamiast tego z dostępnych dokumentów wybierają pojedyncze i wyrwane z kontekstu zdania. W efekcie, manipulując przekazem, rozpowszechniają nieprawdę – mówi nam ks. Bogusław Kozioł SChr, wicepostulator w procesie beatyfikacyjnym kard. Hlonda.

Historia listu z 1936 r.

August Hlond urodził się w 1881 r. w Brzęczkowicach (dzisiaj to część Mysłowic – przyp. at). Kiedy miał 12 lat, wyjechał do Włoch. Tam rozpoczął naukę w salezjańskim kolegium misyjnym. Już jako salezjanin – w 1905 r. – przyjął święcenia kapłańskie. Siedemnaście lat później został administratorem polskiej części Górnego Śląska. W 1926 r. Pius XI mianował go arcybiskupem gnieźnieńskim oraz poznańskim. I właśnie jako ordynariusz diecezji napisał list wielkopostny, na który w swojej krytyce powołuje się AJC.

Negatywna ocena listu z 1936 r. przez środowiska żydowskie nie jest niczym nowym. W latach 60. XX wieku list ten krytykował Jan Rodiger. Znany syjonista posunął się nawet do tego, że oskarżył kard. Hlonda o skrajny antysemityzm. Czy słusznie?

– Analizę listu pasterskiego zatytułowanego „O katolickie zasady moralne” trzeba zacząć od przypomnienia, że ma on w sumie 40 tys. znaków. Fragment odnoszący się do Żydów ma trochę ponad 4 tys. i jest zamieszczony w podrozdziale zatytułowanym „Z naszych grzechów”. Widać więc od razu, że tematyki listu nie można sprowadzać jedynie do Żydów. A fragment o nich w ostateczności przestrzega przed grzechami, jakie my, katolicy, możemy popełnić – mówi ks. Kozioł.

Tematem listu jest etyka katolicka. Prymas Hlond pisze, że nie jest ona „europejską, rasową, narodową, klasową (...) lecz powszechną, ogólnoczłowieczą, wieczną i niezmienną, jak niezmienna jest natura ludzka”.

We fragmencie o Żydach możemy przeczytać, że: walczą z Kościołem, tkwią w wolnomyślicielstwie, zajmują się lichwą i handlem żywym towarem. A także są awangardą ruchu bolszewickiego i akcji wywrotowych. Mają też zły wpływ na młodzież pod względem religijnym i moralnym.

Jednak w dalszej części listu kard. Hlond napisał: „Ale – bądźmy sprawiedliwi. Nie wszyscy żydzi są tacy. Bardzo wielu żydów to ludzie wierzący, uczciwi, sprawiedliwi, miłosierni, dobroczynni. W bardzo wielu rodzinach żydowskich zmysł rodzinny jest zdrowy, budujący. Znamy w świecie żydowskim ludzi także pod względem etycznym wybitnych, szlachetnych, czcigodnych” (pisownia oryginalna – przyp. at).

– Ten fragment listu jest m.in. pomijany przez osoby zarzucające antysemityzm kard. Hlondowi. A przecież z listu wynika, że najważniejsze nie są rozróżnienie rasowe czy narodowe, ale to, czy ktoś czyni dobro, czy postępuje źle – mówi ks. Kozioł.

Historyk z Uniwersytetu Warszawskiego dr hab. Paweł Skibiński zarzuty dotyczące listu wielkopostnego ocenia jako „podwójnie niesprawiedliwe”. Poza pomijaniem fragmentów o szlachetnych i czcigodnych Żydach Skibiński zwraca uwagę na fragment listu, który w jego ocenie jest jednoznacznie antynazistowski i antyrasistowski.

„Przestrzegam przed importowaną z zagranicy postawą etyczną, zasadniczo i bezwzględnie antyżydowską. Jest ona niezgodna z etyką katolicką. Wolno swój naród więcej kochać; nie wolno nikogo nienawidzić. Ani żydów. Miejcie się na baczności przed tymi, którzy do gwałtów antyżydowskich judzą” – czytamy w liście, który został napisany, gdy w Niemczech już od trzech lat rządził Adolf Hitler, a głoszona przez niego ideologia nazistowska zdobywała zwolenników w wielu państwach Europy.

– Posługiwanie się antyrasistowskim listem kard. Hlonda, jako dowodem antysemityzmu, jest kompletnym absurdem – konstatuje Paweł Skibiński.

Kościół potępia wszelkie mordy

Po wybuchu wojny prymas Hlond za namową władz II RP udał się na emigrację. Mieszkał w Rzymie, Lourdes oraz w benedyktyńskim opactwie w Sabaudii, gdzie przebywał na żądanie rządu Vichy. W 1944 r. aresztowało go gestapo. Niemcy namawiali hierarchę do kolaboracji, której stanowczo odmówił.

Przed zatrzymaniem (w latach 1940-41) załatwiał Żydom z Polski, Francji i Niemiec aryjskie papiery, dzięki czemu mogli wyjechać do USA. Znajdował też dla nich bezpieczne miejsca pobytu.

– Nie wiemy, ilu osobom pomógł kard. Hlond. Informacje na temat tej pomocy są skromne. Pisał o tym abp Antoni Baraniak SDB, który był sekretarzem Prymasa, ale ze względów konspiracyjnych robił to w sposób zdawkowy. Natomiast sam kard. Hlond powiedział o tym podczas rozmowy z prof. Michałem Zylbergiem z Żydowskiego Zrzeszenia Religijnego oraz powtórzył w oświadczeniu dla dziennikarzy amerykańskich po pogromie w Kielcach – mówi ks. Kozioł.

Spotkanie z prof. Zylbergiem odbyło się w styczniu 1945 r. To w tej rozmowie Hierarcha nazwał Hitlera szatanem, któremu „w pysze antychrysta wydawało się, że wymorduje wszystkich Żydów. (...) Nie mogło mu się to udać i choć naród żydowski poniósł tak ogromne straty, nie wyszedł jednak złamany”. Prymas poparł też powstanie niepodległego państwa żydowskiego, co nazwał „sprawą pierwszorzędnej wagi”.

– Naród żydowski odrodzi się wtedy w pełnym blasku po latach nieszczęść i tragedii – powiedział kard. Hlond.

Rzekome milczenie kard. Hlonda po tragedii, do której doszło w Kielcach 4 lipca 1946 r., to kolejny zarzut Komitetu Amerykańskich Żydów. Tymczasem fakty są takie, że Prymas tuż po tragedii pojechał do Kielc, aby na miejscu rozeznać sytuację. 11 lipca wydał zaś obszerne oświadczenie.

Czytamy w nim m.in.: „Kościół katolicki zawsze i wszędzie potępia wszelkie mordy. Potępia je też w Polsce bez względu na to, przez kogo są popełnione i bez względu na to, czy popełnione są na Polakach czy na Żydach, w Kielcach lub w innych zakątkach Rzeczypospolitej”.

– Oświadczenie było skierowane do amerykańskich mediów. Prymas chciał, aby dziennikarze wydrukowali je w całości. Niestety, w zachodnich gazetach oświadczenie kard. Hlonda zostało zmanipulowane w taki sposób, że to Żydzi są sobie winni – mówi ks. Kozioł.

Osoby młodsze i nieznające historii mogą zapytać, dlaczego Prymas nie przekazał swojego oświadczenia ówczesnym polskim mediom?

– Kard. Hlond odmówił publicznych wypowiedzi w przestrzeni polskiej, bo uważał, że wpisują się one w zmanipulowaną i niesprawiedliwą propagandę władz komunistycznych – wyjaśnia dr Skibiński i dodaje: – Można zrozumieć, że Żydzi interpretują ten zarzut inaczej niż strona katolicka i strona polska. Ale trzeba ich oceny zrównoważyć, mówiąc o kontekście tej sytuacji.

Subtelną sugestię, wskazującą na ówczesne okoliczności polityczne, znaleźć można w samym oświadczeniu Prymasa. Czytam tam: „Przebieg nieszczęsnych i ubolewania godnych wypadków kieleckich wykazuje, że nie można ich przypisywać rasizmowi. Wyrosły one na podłożu całkiem odmiennym, bolesnym a tragicznym. Wypadki te są potwornym nieszczęściem, które mnie napełnia smutkiem i żalem”.

O jakim podłożu myślał hierarcha można się dowiedzieć, zaglądając do korespondencji ze Stolicą Apostolską. Kard. Hlond napisał w niej, że wydarzenia z 4 lipca były częścią planu „rządu rosyjskiego, polskich władz komunistycznych i kilku żydowskich organizacji międzynarodowych”.

Kapłan nie był jedynym, który wskazywał na inne przyczyny niż podawane przez propagandę komunistów i kolportowane na cały świat. Podobnie uważał Arthur Bliss Lane, ambasador USA w Polsce w latach 1945-47. – Wprawdzie nie miałem ostatecznego dowodu na udział rządu w podżeganiu do kieleckiego pogromu, ale z uwagi na niewiarygodną nieudolność, jaką wykazały się w tej sprawie milicja i UB, zastanawiałem się, czy rząd nie skorzysta chętnie z tej okazji, aby (...) potępić swych głównych krytyków, łącznie z Kościołem katolickim – napisał w książce „Widziałem Polskę zdradzoną” ambasador USA, który tuż po pogromie kazał zbadać sprawę swoim pracownikom.

AJC zarzuca kard. Hlondowi, że po pogromie „nie wezwał Polaków do zaprzestania mordowania Żydów”. W rozmowach z przedstawicielami diaspory mówił natomiast, „że Żydzi są wszyscy komunistami, albo zwolennikami komunizmu i że pogrom był ich winą”.

Najdokładniejszy opis wydarzeń z 4 lipca 1946 r. można znaleźć w książce „Wokół pogromu kieleckiego”. Publikację w 2006 r. wydał Instytut Pamięci Narodowej. Zgodnym zdaniem naukowców pogrom posłużył komunistom do odwrócenia uwagi międzynarodowej opinii publicznej od sfałszowanego referendum „3 x TAK”, które odbyło się cztery dni przed wydarzeniami w Kielcach. To pokazuje, że kard. Hlond nie mylił się w ocenie przyczyn tragicznych wydarzeń w Kielcach. Z kolei inne badania, dotyczące zaangażowania Żydów w komunizm i w konsekwencji we władzę z okresu początków PRL, obalają mit „żydokumuny”, niemniej i tam można przeczytać o nadreprezentacji środowisk żydowskich w komunistycznym establishmencie; m.in. na kierowniczych stanowiskach aparatu terroru. A to było jedną z przyczyn złych relacji między Polakami odrzucającymi komunizm a Żydami.

Prawda i...

Kard. Hlond umarł w 1948 r. Dwa lata wcześniej został metropolitą warszawskim. Zgodnie z tradycją i osobistą prośbą został pochowany w ruinach archikatedry św. Jana Chrzciciela na Starym Mieście.

Kilkanaście lat później pojawiły się pierwsze zarzuty wobec Prymasa. Te obecne są ich powtórzeniem i podtrzymywaniem czarnej legendy. A przecież podczas procesu beatyfikacyjnego, który rozpoczął się w 1992 r., wszystkie aspekty życia i posługi kard. Hlonda były skrupulatnie badane. – Sprawy budzące kontrowersje, takie jak np. list z 1936 r., zostały w całości przetłumaczone na język włoski. Wszystko po to, aby mogła je ocenić komisja teologów. To m.in. na podstawie ich pozytywnej opinii Ojciec Święty Franciszek podpisał dekret o heroiczności cnót kard. Hlonda – mówi ks. Kozioł. – Wierzę, że także w przestrzeni publicznej ostatecznie zwycięży prawda o prymasie Hlondzie – podkreśla wicepostulator.

...modlitwa

Formalny etap procesu został zakończony. Do beatyfikacji potrzebne jest jeszcze uznanie cudu za przyczyną sługi Bożego Augusta kard. Hlonda. – Żarliwie się o to modlimy – mówi ks. prob. Bogdan Bartołd i dodaje: – Serdecznie zapraszam Czytelników „Niedzieli” do przyłączenia się do tej modlitwy. Czekamy na was w archikatedrze św. Jana Chrzciciela każdego 22. dnia miesiąca o godz. 19.00.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Znak przymierza z Maryją

2018-07-10 14:48

Anna Majowicz
Edycja wrocławska 28/2018, str. V

16 lipca w zakonach karmelitańskich obchodzona jest uroczystość Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel. To doskonała okazja ku temu, aby przyjąć szkaplerz. O tym, jakie warunki należy spełnić oraz jakie obowiązki spadają na nasze barki po przyjęciu szkaplerza, Annie Majowicz opowiada karmelita bosy, o. Krzysztof Wesołowski

Anna Majowicz
O. Krzysztof Wesołowski OCD

Anna Majowicz: – Gdybym chciała przyjąć szkaplerz, jakie warunki musiałabym spełnić?

O. Krzysztof Wesołowski OCD: – Istnieje tylko jeden zasadniczy warunek: niewymuszone, szczere i świadome pragnienie przyjęcia szkaplerza oraz zawierzenia siebie Maryi w tym znaku. Zawierzenie to obejmuje decyzję dzielenia z Maryją własnej codzienności i naśladowania Jej stylu życia. Oczywiście, należy być także w stanie łaski uświęcającej, ponieważ szkaplerz to znak łaski, który działa tym bardziej, im bardziej człowiek jest czysty.

– Jakie obowiązki przyjęłabym na siebie?

– Przyjmując szkaplerz, zostajemy odziani przez Maryję Jej szatą. Rozpoczyna się wówczas dla nas zupełnie nowy etap wewnętrznego życia. Najpierw dlatego, że decydujemy się „wziąć Ją do siebie” , co jest wielkim pragnieniem Jezusa i wyrazem Jego miłości do każdego z nas. A skoro Maryja jest obecna i uczestniczy razem z Jezusem w stwarzaniu wszystkich i poszczególnych łask, to tym samym przyczynia się do powstawania i wzrostu życia duchowego. Naśladowanie Maryi w znaku szkaplerza to przede wszystkim Jej dar. Wyraża nim zaproszenie do coraz doskonalszego zawierzenia się Jej matczynemu sercu. Przyjmujący szkaplerz zobowiązuje się do codziennego odmawiania modlitwy zapewniającej duchową łączność z Karmelem. Najczęściej jest to antyfona „Pod Twoją obronę”, modlitwa „Zdrowaś Maryjo” lub kilkakrotnie powtarzany akt strzelisty „Matko Boża Szkaplerzna, módl się za nami!”. Co istotne, kiedy kapłan (tu należy zaznaczyć, że nie musi być to karmelita) włącza w rodzinę karmelitańską daną osobę, to znajduje się ona w orbicie zainteresowania zakonu karmelitańskiego. Obdarzamy osoby przyjmujące szkaplerzem swoją modlitwą i wypraszamy dla niej wszelkie dobra duchowe.

– Przyjęcie szkaplerza pociąga za sobą pewne obietnice...

– Chciałbym zaznaczyć, aby szkaplerza nie należy traktować magicznie, ale z wiarą przyjmować łaski, które Bóg daje nam przez Maryję. Nie jest także automatycznym gwarantem naszego zbawienia czy też wymówką, aby nie podejmować wymogów życia chrześcijańskiego. Nabożeństwo szkaplerzne, jeśli jest poważnie traktowane i praktykowane, wymaga trudu współpracy z Tą, której się powierzamy. Szkaplerz jest znakiem chrześcijańskiej wiary, jest znakiem Maryi. To jest pierwsza podstawowa sprawa. A wszelkie inne przywileje, które później poprzez objawienia prywatne, czy przez papieża Jana XXII, czy też przywilej sobotni, to są rzeczy wtórne. Przyjmując szkaplerz, zobowiązujemy się do tego, aby w swoim życiu naśladować Maryję Pannę. Spójrzmy na te kilkanaście scen Ewangelii, które Ją opisują i uczmy się, by tak jak Ona wiernie służyć Jezusowi.

– Co dla Ojca oznacza przyjęcie szkaplerza?

– Karmelici obrali Maryję za Panią serca, Matkę, a przede wszystkim za Siostrę, do której pragnęli się upodobnić przez czyste, niepodzielnie, Bogu oddane serce. Szkaplerz jest zewnętrznym wyrazem tej więzi z Maryją. Co ciekawe, urodziłem się 16 lipca, czyli w uroczystość Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel. Na swojej drodze bardzo wcześnie spotkałem się z karmelitankami bosymi. Szkaplerz przyjąłem w wieku 9 lat. Myślę, że jako młody chłopak, aż tak nie zwracałem na to uwagi. Dopiero w 1985 r., kiedy wstąpiłem do zakonu, uświadomiłem się w tym bardziej. Przyjęcie szkaplerza i naśladowanie w życiu Najświętszej Maryi Panny jest dla mnie priorytetem.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Z Maryją jestem bezpieczna

2018-07-16 19:29

Justyna Walicka | Archidiecezja Krakowska

Najświętsza Maryja Panna z Góry Karmel, Której wspomnienie liturgiczne dziś obchodzimy, bardziej może znana jako Matka Boża Szkaplerzna, szczególnie czczona jest wśród karmelitów, a Jej łaskami słynący obraz znajduje się w Czernej koło Krzeszowic. Szkaplerzem, oprócz wierzchniej części ubioru zakonnego, nazywany także szatę Maryi, którą każdy świecki może przyjąć, oddając się tym samym pod opiekę Matki Bożej. Oczywiście, jeśli tylko chce. Szkaplerz nosili wielcy święci: Jan Maria Vianney, Alfons Maria Liguori, Jan Bosco. Nosił go także św. Jan Paweł II.

Piotr Marcińczak

Obietnice

Dość dobrze znane są przywileje przysługujące tym, którzy przyjmą szkaplerz. Maryja obiecała im szczególną opiekę i ochronę w trudnych chwilach doczesnego życia oraz dobrą śmierć i zachowanie od wiecznego potępienia. Druga z powyższych obietnic w XV w. nabrała kształtu tzw. przywileju sobotniego. Wierzymy, że Matka Boża uwalnia duszę zmarłego, noszącego szkaplerz, z mąk czyśćcowych w pierwszą sobotę po jego śmierci.

Warto podkreślić także, że przyjmujący szkaplerz otrzymują udział we wszystkich dobrach duchowych Zakonu Karmelitańskiego, a więc Mszach św., modlitwach, postach, dobrych uczynkach oraz mogą uzyskać odpust zupełny w dniu wpisania do bractwa szkaplerznego, a także w niektóre święta karmelitańskie: wspomnienie św. Szymona Stocka (16 maja), uroczystość Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel (16 lipca), święto proroka Eliasza (20 lipca), święto św. Teresy od Dzieciątka Jezus (1 października), uroczystość św. Teresy od Jezusa (15 października), święto Wszystkich Świętych Zakonu Karmelitańskiego (14 listopada) oraz w uroczystość św. Jana od Krzyża (14 grudnia). Osoba przyjmując szkaplerz zobowiązuje się do noszenia go na co dzień oraz odmawiania wybranej modlitwy zawierzenia Maryi, np. „Pod Twoją obronę".

Szkaplerz to nie talizman

Trzeba jednak pamiętać, co mocno podkreślają ojcowie karmelici, że nie należy traktować szkaplerza w sposób magiczny, a więc jako zaczarowany przedmiot, który wystarczy zawsze mieć przy sobie, a on zapewni nam szczęście na ziemi i uchroni od piekła po śmierci. Żeby bowiem mieć udział we wszystkich wymienionych powyżej łaskach i obietnicach, trzeba w życiu trwać przy najważniejszym i pierwszym ze wszystkich szkaplerznych „obowiązków". Jest nim gorliwe i szczere naśladowanie Maryi we wszystkich Jej cnotach. Ponieważ przynależność do Matki Bożej i miłość do Niej wyrażać się powinna przede wszystkim w gotowości do kształtowania w sobie Jej cnót, m.in.: pokory, zawierzenia woli Bożej oraz cnocie czystości według stanu. Łaska Boża bowiem wydaje owoce w życiu człowieka tylko przy jego współpracy i szczerej woli, a nie wbrew niemu lub pomimo jego obojętności. A szkaplerz jest łaską.

Dla dzieci i dla grzeszników także

Szkaplerz można nabyć i uroczyście przyjąć każdego dnia u karmelitów w Czernej. Warto jednak wiedzieć, że o ile nałożenia szkaplerza musi dokonać kapłan o tyle nie musi on być karmelitą. Może to zrobić każdy diecezjalny ksiądz, byle zgodnie z przyjętą przez Kościół formułą. Szkaplerz można nakładać także małym dzieciom, jeszcze nieświadomym tego wielkiego znaku, jako formę obrony przed złem, a nawet umierającym grzesznikom, którzy jednak wyrażą wolę przyjęcia go na łożu śmierci.

Maryja nie pozwala mi o sobie zapomnieć

Jakub nosi szkaplerz od 20 lat. - Zafascynowałem się tym, że Maryja obiecała szczególnie chronić noszących szkaplerz. Chciałem mieć w tym udział. Przyjąłem szkaplerz i teraz tego doświadczam. Szkaplerz to jest szata Maryi, Jej godność, a także łaska. Tak to rozumiem. Jest on także znakiem przynależności do Maryi, która trwa całe życie. Bo my możemy pobłądzić, ale Ona jest wierna zawsze. I zawsze dotrzymuje tego, co obiecała, choć nigdy wbrew woli człowieka - opowiada Jakub. - Codziennie odmawiam modlitwę szkaplerzną „Pod Twoją obronę". Maryja nie pozwala mi o sobie zapomnieć - dodaje. - Kiedy patrzę na te 20 lat ze szkaplerzem, to widzę jasno, jak moja relacja z Matką Bożą rozwijała się i ewoluowała. Widzę jak Ona się mną opiekuje, dyskretnie, ale konsekwentnie. I wyraźnie doświadczam, że prawdziwe zbliżanie się do Maryi zawsze jest zbliżaniem się do Chrystusa.

Nie mogę teraz umrzeć

Maria przyjęła szkaplerz na rekolekcjach w wieku 15 lat, po tym jak usłyszała o szczególnej opiece Matki Bożej dla noszących Jej znak i zapragnęła go mieć. Opowiada, że przez cały ten czas nosiła tradycyjną formę szkaplerza, ale kilka lat temu wymieniła go na medalik, który jest o wiele wygodniejszą formą. Maria, dziś młoda mężatka, wspomina także wypadek samochodowy, który przeżyła. - Pamiętam doskonale, że kiedy całe życie przelatywało mi przed oczami, było tam m.in. wspomnienie noszonego przeze mnie szkaplerza. I pamiętam taką myśl w mojej głowie „noszę szkaplerz i Maryja ma mnie w opiece, więc nie mogę teraz umrzeć, bo nie zdążyłam iść do spowiedzi..." i rzeczywiście przeżyłam. Wiem, że uratowała mnie Matka Boża - podkreśla.

Kiedy pytam ją jakie znaczenie na co dzień ma dla niej szkaplerz, odpowiada z uśmiechem: - To jest forma mojej walki o niebo. Sama nie dam rady się tam dostać, bo jestem jako człowiek zbyt słaba. Potrzebuję pomocy, a jaką lepszą pomoc mogę sobie wyobrazić niż tę od Matki Bożej? Czuję się z Nią bezpieczna.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem