Reklama

Misja beznadziei: Karski i Zygielbojm

2018-05-16 08:49

Waldemar Piasecki, Nowy Jork

Archiwum
Szmul Zygielbojm w swoim londyńskim biurze, gdzie pzryjmował Jana Karskiego

Dokładnie 75 lat temu, 12 maja 1943 roku popełnił samobójstwo Szmul Zygielbojm, członek Rady Narodowej RP, polskiego parlamentu na Wychodźstwie. Był to protest przeciwko temu, że świat bezczynnie pozwala na zagładę narodu żydowskiego. Jego dramatyczne decyzja podjęta została pod wpływem raportu Jana Karskiego oraz w obliczu upadającego powstania w getcie warszawskim. Przypomnijmy tę postać.

„Beznadziei” użyte jest w tytule łącznie. Chodzi o beznadzieję, nie zaś o sam brak nadziei. Tak właśnie do głębi beznadziejną okazać się miała misja Jana Karskiego i Szmula Zygielbojma w sprawie ratowania ginącego na oczach świata narodu żydowskiego. Choć w chwili podejmowania ową misją napędzała nadzieja największa z możliwych.

Była to misja osobista każdego z nich, ale w jednym dniu stała się dla nich misją wspólną. Później już żaden z nich nie był tym samym człowiekiem, a jeden niebawem zakończył w geście dramatycznego protestu swe życie.

Nadchodził grudzień 1942 roku. Od pięciu tygodni w Londynie przebywał kurier Polski Podziemnej Jan Karski. Jego czas wypełniony był raportowaniem, spotkaniami, dyskusjami. Spotykał się z przedstawicielami najwyższych władz na wcyhodźstwie, reprezenantami stronnictw, władzami brytyjskimi środowiskami opiniotworyczymi. Przekazywał wiedzę o organizacji Państwa Podziemnego, ale także relacje naocznego świadka o eksterminacji Żydów wyniesione ze swych wizyt w Getcie Warszawskim i obozie tranzytowym w Izbicy.

Reklama

1 grudnia Karskiego zelektryzowała widomość, że na dzień następny zostało ustalone jego spotkanie z członkiem Rady Narodowej z ramienia PPS „Bund” Szmulem Zygielbojmem. Miało się odbyć w Stratton House, siedzibie polskiego ministerstwa spraw wewnętrznych. Kurier miał dla niego polecenia od środowisk żydowskich w kraju, które uważał za pilne i ważne, jednak z jakichś powodów spotkania z Zygielbojmem nie wyznaczano wcześniej zbywając pytania Karskiego odpowiedzią „przyjdzie czas”. Najwyraźniej nadchodził.

Archiwum Towarzystwa Jana Karskiego
Jan Karski w czasie wojennej misji

Pokój Szmula Zygielbojma mieścił się na czwartym piętrze budynku i miał lokalizację trudną do uznania za reprezentacyjną. Był wyposażony w skromne biurko z prostym krzesłem, naprzeciw krzesło dla rozmówcy oraz szafę na dokumenty i wieszak na ubranie. Zygielbojm uniósł się na powitanie, podał Karskiemu rękę. Poczekał aż ten się rozbierze z płaszcza. Usiedli.

Zygielbojm sprawiał wrażenie człowiek bardzo zmęczonego mimo porannej pory. Spojrzenie miał czujne, badawcze, trudno było wytrzymać jego wzrok. „Miał wygląd typowego proletariusza, który wybił się do elity władzy. Pewnie miał cięąką młodość. Może pracował u jakiegoś krawca, jako chłopiec na posyłki, może zamiatał ulice – relacjonował swoje wrażenia Karski. Dodaje, iz postanowił rozmawiać z Zygielbojmem zwięźle, precyzyjnie, bez ubarwień emocjonalnych i formułowania własnych ocen, jeżeli nie zostanie poproszony.

Zgodnie z przewidywaniem, Zygielbojm powiedział Karskiemu, że wie z czym przyjechał, ale jemu ma opowiadać tylko o sytuacji żydowskiej. Na tym też kurier się skupił. Mówił o organizacji eksterminacji w postaci gett i obozów, gdzie masowo ginęli. Koncentrował się na Warszawie, gdzie sam wchodził do getta dwukrotnie i tym, co tam widział. Podobnie zrelacjonował swoje wejście w przebraniu ukraińskiego esesmana do obozu w Izbicy. Zygielbojm nie odzewał się, strał się walczyć z wyraźnym tikiem nerowym policzka.

Gdy Karski podjął próbę zrelacjonowania reakcji na jego raport u angielskich rozmówców, Zygielbojm bezceremonialnie przerwał uwagą, że reakcje londyńskie zna dobrze i nie musi ich wysłuchiwać od kogoś z Warszawy. „Chcę wiedzieć, czego Żydzi z kraju oczekują od nas t u t a j ! I tego niech się pan trzyma...” - zdyscyplinował emisariusza.

Usłyszał, że ginący w okupowanej Polsce Żydzi domagają się, aby ich współbracia w krajach alianckich dotarli do najważniejszych instytucji panstwowych i publicznych, tam rozpoczęli otwartą głodówkę i kontynuowali ją aż do podjęcia przez Zachód decyzji w sprawie ratowania Żydów. Mają umierać powolną śmiercią na oczach całego świata. Może to wstrząsnie jego sumieniem.

Zygielbojm eksplodował. Zerwał się z krzesła i zaczął krążyć po pokoju wykurzekując: „To niemożliwe! Absurd! Zupełnie niewykonalne! Nikt nie pozwoli na taką demonstrację! Czy pan wie co by się stało jakby Zygielbojm zaczął głodować w publicznym miejscu? Zaraz posłaliby dwóch policjantów i siłą wzięli do szpitala. Nonsens!”

Rozmowa trwała ponad trzy godziny. Zygielbojm zaczął zadawać wiele szczegółowych pytań. Przede wszystkim dotyczących getta. O wyżywienie, pracę, o dzieci, żebraków, zydowskich policjantów, a nawet... sposób transportu i chowania zwłok. Osobnym tematem były szanse przechodzenia na aryjską stronę,

nastroje ludności polskiej wobec ukrywających się Żydów, szanse ewentualnego zrywu żydowskiego.

Wraz z upływem czasu Zygielbojm był coraz bardziej wyczerpany, a pytania traciły na ostrości, celowości i logice. Zapytał Karskiego m.in. o to, co śpiewał na ulicy stary żydowski żebrak, gdy ten o nim wspomniał, albo co powiedziała mu Żydówka podająca szklankę wody. Za chwilę odpowiedział sam: „Skąd pan to ma wiedzieć? Przecież pan nie jest Żydem, nie zna pan żydowskiego...”

Spotkanie stawało się męczące dla obu rozmówców. Zapewne obaj z ulgą przyjęli jego zakończenie. Na pożegnanie Zygielbojm podał rekę Karskiemu i popatrzył głeboko w oczy. „Zrobię, co w mojej mocy. Zrobię, o co mnie proszą. Jeśli tylko będę mógł...” – zakończył.

Jakiś czas później Karski otrzymał podziękowanie za spotkanie na papierze firmowym Szmula Zygielbojma, członka Rady Narodowej RP na Wychodźstwie.

Było wystukane pismem maszynowym. Krótko i oficjalnie. Właściwie bardziej... pokwitownie tego spotkania – wspominał Karski.

Minęło kilka miesięcy. Więcej już ze sobą nie rozmawiali. 13 maja 1943 roku nastąpił jego rzeczywisty finał. Od śniadania oderwał Karskiego telefon. Dzwonił Hieronim Rettinger, szara eminencja rządu. „Dziś w nocy Szmul Zygielbojm popełnił samobójstwo. Zostawił list. Proszę się zgłosić o drugiej po południu” – usłyszał.

Szmul Zygielbojm w dramatycznych słowach kierowanych do prezydenta RP Władysława Raczkiewicza i premiera Władysława Sikorskiego wyjaśniał: „Nie mogę dłużej żyć, gdy resztki narodu żydowskiego w Polsce, którego jestem przedstawicielem, są likwidowane”. Dodawał, że skoro nie był mu sądzone paść w walce z bronią w ręku w getcie, jak jego towarzysze, odchodzi za nimi, bo „należy do nich i ich masowych mogił”. Protestuje „przeciw bierności, z jaką świat przygląda się i dopusza do zagłady narodu żydowskiego” .

Archiwum Towarzystwa Jana Karskiego
Fragmenty ostatnego listu Szmula Zygielbojma

Paradoksalenie „ofiarą” śmierci Szmula Zygielbojma stał się sam Jan Karski. Nigdy nie zaznał już spokoju związanego z odejsciem żydowskiego bohatera. Dręczyły go dwa pytania: „Czy to ja wręczyłem mu wyrok śmierci?”.”Czy ona obciąża moje sumienie?” I następne: „Czy mówiąc, że zrobi o co go proszą, wiedział już, co zrobi? Czy od 2 grudnia 1942 roku śmierć Zygielbojma nie mogła się już nie wypłnić, a co najwyżej można ją było tylko odraczać czekając na ostateczne potwierdzenie?

Jan Karski uważał, że Szmul Zygielbojm był jedną z najtragiczniejszych postaci II wojny światowej. Poprzez patetyczny wymiara beznadziei, jaką uosabiał. Umierał wiedząc, że śmierć nie może mu przynieść ukojenia ale narzucał z poczucia obowiązku, rozumiejąć, że nic już nie zmieni. Nie powstrzyma zgałady swego narodu, a wielkich tego świata nie przekoana do ich ratunku. Nim nadejdzie zwyciestwo, wszystko co kocha najbardziej, musi zginąć. „Czy Bóg dał mu tę mądrość? Madrość beznadziei?” – pytał dramatycznie Karski.

Szmul Zygielbojm miał piękny pogrzeb z udziałem najwyższych władz RP na Wychodźstwie, członków rządu i parlamentu brytyjskiego. O tym, czemu miał służyć jego dramatyczny gest – zapomniano.

Waldemar Piasecki
Grób Szmula Zygielbojma na cmentarzu Mont Carmel na nowojorskim Queensie. Jego prochy przywieźli z Londynu do Nowego Jorku jego przyjaciele z Bundu.

Jan Karski szedł jednak dalej. 28 lipca 1943 roku, 76 dni po śmierci Zygielbojma meldował się w Białym Domu przez Franklinem Delano Rooseveltem, by znów powtarzać swą „mantrę” w sprawie ratunku Żydów. Wtedy jeszcze uważał, że są jakieś szanse, że świat się jednak ocknie, że on będzie miał więcej szczęścia niż Zygielbojm, bo zdąży uruchomić ratunek. Spotkanie z prezydentem trwało 82 minuty. Temat żydowski pozostał w nim raczej marginalny. Młodemu polskiemu emisariuszowi, w raportowaniu o sytuacji Żydów, Roosevelt nie pozwolił nadmiernie rozwinąć. Bardziej interesowały go sprawy Polski Podziemnej i generalnie realia życia pod okupacją niemiecką.

M.in. jaki jest los... koni. Na pożegnanie Karski usłyszał: „Proszę powiedzieć w swoim kraju, że ma w Białym Domu swego przyjaciela”. Towarzyszący kurierowi, ambasador RP w Waszyngtonie, podsumował wizytę: „No cóż, prezydent nie powiedział zbyt wiele...”.

Akcja na rzecz ratowania Żydów nie nastąpiła. Ginęli na oczach świata.

Sojusznicza sytuacja Polski szybko ulegała pogorszeniu. Konferencja teherańska z przełomu listopada i grudnia 1943 roku przynisła zgodę Wielkiej Trójki na nowy podział świata Polska. Konferencja jałtańska z poczatku lutego 1945 roku, ten świat podzieliła. Polska została w Jałcie oddana przez Roosevelta i Churchilla, we władanie Stalinowi. Karski wydający w Ameryce w listopadzie 1944 roku swój wojenny bestseller „Story of a Secret State” (w Polsce wydany dopiero w 1999 roku, jako „Tajne Państwo”) oczywiście o tym nie wiedział. Jeszcze się łudził.

Jego książka stała się wielkim sukcesem czytelniczym, poruszyła opinię publiczną, autorowi pryszparzając rozglosu i sławy. Poza sympatią dla wybitych niemal doszczętnie Żydów i Polaków ograbionych z państwa,w sensie politycznym nie przyniosła nic.

Rozczarowany beznadzieją swojej misji i cynizmem świata polityki, Karski usunął się w po wojnie w cień. Skazał się na nieobecność. Na anihilację publiczną podobną zygielbojmowej, choć nie aż tak radykalną. Wyrwie go dopiero z niej, odnajdując w waszyngtońskiej samotni, Claude Lanzmann.

Archiwum Towarzystwa Jana Karskiego
Tablica upamiętniająca Szmula Zygielbojma na kamienicy, gdzie mieszkał w Chełmie. Została zainstalowana staraniem Towarzystwa Jana Karskiego

Wspominając dziś Szmula Zygielbojma i Jana Karskiego, chylę czoło przed ich dziełem osobistym, ich formatem moralnym i wszechogarniająca b e z n a d z i e j ą, której doświadczyli i stali się prawdziwymi Mistrzami. Byli posłannikami nikomu niepotrzebnej, przegranej misji w sprawie ginącego narodu. Nagrodą stało się dla nich państwo, które z tej przegranej misji wyrosło.

Tagi:
Jan Karski

Czy Lublin zlikwidował ulicę Jana Karskiego?

2018-10-19 10:06

Agata Muzyka

Agata Muzyka
Wlot ul. Karskiego do Spokojnej. Czyja to ulica, trzeba zgadywać lub dowiadywać się z nawigacji.

Podczas niedawnego Kongresu Polsko-Amerykańskiego w Lublinie z udziałem miedzy innymi ambasador Georgette Mosbacher, kilku Amerykanów chciało odwiedzić ulicę upamiętniającą legendarnego emisariusza i człowieka, który próbował powstrzymać Holocaust – Jana Karskiego. Trafili dopiero, jaki ich ktoś zaprowadził. Dlaczego? Bo ulica ta w centrum miasta… nie ma tablic informacyjnych.

Oznaczenia uliczne zdjęto na czas budowy u zbiegu ulic Karskiego i Spokojnej kontrowersyjnego biurowca. Budowla stanęła, ruch na ulicy Karskiego przywrócono, ale o tablicach z nazwą zapomniano.

Czy Karski zaczął już komuś w Lublinie przeszkadzać? Pytanie jest ważne choćby z racji obchodzonego właśnie 75-lecia misji wojennej bohatera Polski, Ameryki i Izraela.

- Z władzami Lublina w przedmiocie upamiętnienia Jana Karskiego od dawna nie potrafimy znaleźć wspólnego języka i porozumieinia… - puentuje dr Wieslawa Kozielewska-Trzaska, bratanica i córka chrzestna legendarnego bohatera. - Nadziei jednak nie gasimy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zabawa: w sanktuarium bł. Karoliny będą się modlić rodziny ofiar wypadków drogowych

2018-11-17 19:52

eb / Tarnów (KAI)

Modlitwa, spotkanie z rodzinami, posadzenie drzewa pamięci – m.in. tak obchodzony będzie w Zabawie koło Tarnowa Światowy Dzień Pamięci Ofiar Wypadków Drogowych. Jutro, w niedzielę 18 listopada, w sanktuarium bł. Karoliny będą się modlić osoby, które straciły bliskich w wypadkach, a także samorządowy i przedstawiciele instytucji, które działają na rzecz poprawy bezpieczeństwa.

Mieczysław Pabis
Pomnik "Przejście" w Zabawie

Organizatorami obchodów Światowego Dnia Pamięci Ofiar Wypadków Drogowych obchodów są: Stowarzyszenie Pomocy Ofiarom Wypadków i Katastrof Komunikacyjnych „Przejście”, Instytut Transportu Samochodowego, Krajowa Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego, Centrum Inicjatyw na rzecz poprawy Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego.

Jutro w sanktuarium bł. Karoliny w Zabawie o 10.30 rozpocznie się koncert i wypominki. O 11.00 zostanie odprawiona Msza św. w intencji ofiar wypadków drogowych i ich rodzin. Przy pomniku Przejście będzie też zapalenie symbolicznego światła oraz posadzenie drzewa pamięci.

Natomiast od 19 do 21 listopada w sanktuarium odbędą się rekolekcje z modlitwą o uzdrowienie oraz warsztaty terapeutyczne dla ofiar i rodzin wypadków drogowych.

„Bardzo ważne jest, że trafiłam do bł. Karolinki bardzo szybko, po 2 miesiącach od śmierci mojego jedynego, ukochanego syna Dariusza. W tym miejscu od razu znalazłam odpowiedź na pytanie – dlaczego? I tu odnalazłam dalszy sens mojego życia. Tutaj zrozumiałam, że mój syn razem z bł. Karolinką jest szczęśliwy o wiele, wiele bardziej niż byłby tu na ziemi” – podkreśla pani Hanna z Zakopanego w świadectwie zamieszczonym na stronie http://www.przejscie.com/

Kolejne warsztaty planowane są od 23 do 25 listopada.

„Ludzie doznają tutaj uzdrowienia, doświadczają tego co jest najtrudniejsze, bo rany na rękach czy nogach się zagoją, ale rana na sercu jest wielkim problemem” – dodaje ks. Zbigniew Szostak, prezes stowarzyszenia Przejście i kustosz sanktuarium bł. Karoliny.

Spotkania mają formę rekolekcji – warsztatów dla rodzin ofiar przemocy i wypadków komunikacyjnych oraz innych wypadków losowych. Spotkanie pomoże uczestnikom przejść drogę od poczucia bezsilności, bólu i beznadziei do możliwości odnalezienia uzdrowienia z tego, co tak bardzo a czasem długo boli. Zapisy prowadzi sekretariat Stowarzyszenia „Przejście” pod nr tel. 14 678 14 48.

18 listopada przypada także 104. rocznica męczeńskiej śmierci bł. Karoliny. O 13.00 w Zabawie będzie Msza św. dla pielgrzymów, a o 15.00 w Wał – Rudzie odbędzie się Droga Krzyżowa szlakiem męczeństwa dziewicy i męczennicy. W Eucharystii będzie także można uczestniczyć o godz. 18.00.

Karolina Kózkówna urodziła się 2 sierpnia 1898 r. w wielodzietnej rodzinie w podtarnowskiej wsi Wał-Ruda. Mimo młodego wieku i braku specjalistycznego wykształcenia prowadziła bardzo aktywne działania na rzecz społeczności lokalnej. Była animatorką i liderką życia religijnego.

Należała do stowarzyszeń religijnych, angażowała się w tworzenie i formowanie nowej wspólnoty parafialnej powstałej z połączenia dwóch miejscowości, gdy została utworzona nowa parafia w Zabawie. Uczyła katechizmu dzieci z wioski, organizowała dla nich zajęcia, przygotowywała do przyjęcia Komunii św. chorych współmieszkańców. Pomagała w prowadzeniu prywatnej biblioteki wujowi Franciszkowi Borzęckiemu, umożliwiała dorosłym dostęp do literatury religijnej.

Wrażliwa na potrzeby chorych i biednych, odwiedzała ich w domach i wspierała w potrzebach. Była przykładem pracowitości i uczciwości oraz poczucia odpowiedzialności za rodzinę. Swoją postawą zdobyła powszechne uznanie i szacunek wśród współmieszkańców, którzy mówili, że jest „pierwszą duszą do nieba”. Zginęła heroicznie, broniąc swej godności i honoru 18 listopada 1914 r., gdy została zaatakowana przez carskiego żołnierza, który w bestialski sposób ją zamordował. Jan Paweł II beatyfikował Karolinę Kózkównę 10 czerwca 1987 r. w Tarnowie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Bp Kaszak: wiara i patriotyzm idą w parze

2018-11-18 17:13

jc / Sosnowiec (KAI)

"Wiara i patriotyzm idą w parze. Każdy, kto walczy z wiarą, godzi w Polskę" – mówił bp Grzegorz Kaszak, ordynariusz diecezji sosnowieckiej podczas uroczystości poświęcenia wzniesionego przy katedrze pomnika upamiętniającego funkcjonariuszy służb mundurowych, urzędników państwowych i samorządowych, którzy poświęcili swoje życie w służbie Bogu, niepodległej Ojczyźnie i społeczeństwu. W ceremonii udział wzięli przedstawiciele Komendy Głównej Policji i komendanci wojewódzcy, służby mundurowe, władze państwowe i samorządowe.

Diecezja Sosnowiecka

"Chcemy, by pamięć o bohaterskich dokonaniach tych osób i ich udziale w procesie odzyskiwania niepodległości i odbudowy państwa polskiego trwale wpisała się w naszą tradycję. Człowiek na drodze swego życia potrzebuje wzorców. Dobry przykład nie tylko daje do myślenia, ale również pociąga. Dlatego dzisiaj niejako stawiamy tych naszych bohaterów przed nasze oczy i oczy pokoleń, które po nas przyjdą" – mówił bp Kaszak.

Zauważył, że choć często mówi się o bohaterstwie żołnierzy, wkład policjantów, strażaków, pograniczników, celników, czy urzędników centralnych i samorządowych w odrodzenie się i budowanie Polski jest pomijany. Mówiąc o nowym pomniku zaznaczył, że chce by był on "znakiem wołającym o modlitwę za tych, dla których niepodległa Polska była największym skarbem".

"Miłość do Ojczyzny to powinność wynikająca z IV przykazania Dekalogu, które brzmi: Czcij ojca swego i matkę swoją. Z zachowania Bożych przykazań, a więc także z tego, co zrobiliśmy dla naszej Ojczyzny, będzie nas rozliczał sam Stwórca, bowiem dziedzictwo, któremu na imię Polska, zostało wypracowane w trudzie przez naszych rodziców, dziadów i pradziadów i ofiarowane nam niczym ojcowizna. W naszych rękach znajduje się więc wielki skarb, okupiony krwią i blizną milionów Polaków, bez którego – jak uczy nas historia naszego narodu – Polakom nigdy nie będzie się dobrze, szczęśliwie i godnie żyło. Na każdym z nas ciąży więc wielka odpowiedzialność za losy Ojczyzny, z realizacji której będziemy rozliczani na Sądzie Ostatecznym. Zastanówmy się zatem, co powinniśmy czynić, aby służba i ofiara naszych bohaterskich przodków nie została zaprzepaszczona. Na pewno musimy dbać o to, by ocalić i zachować narodową tradycję i pamięć, które kształtują naszą tożsamość" – apelował biskup. Przypomniał też, że Zagłębie znajduje się w czołówce ziem polskich zaangażowanych w polski czyn zbrojny prowadzący do niepodległości.

"Niestety tradycyjny polski indywidualizm i prywata nadal określa stan wielu umysłów. Bo czy współczesną formą tego naszego, jakże szkodliwego indywidualizmu i prywaty nie są na przykład ryzykowne instytucje udające banki, zakładane tylko po to, by ktoś mógł łatwo i szybko się wzbogacić, okradając innych? A cóż powiedzieć o wielu innych aferach? Ileż to pieniędzy, zamiast trafić na wyznaczony cel, trafiło do kieszeni przestępców. Są to kwoty wręcz niewyobrażalne. Ileż można by było za nie wybudować dróg, ileż leków zrefundować, ileż podwyżek i nagród przyznać chociażby pełniącym z poświęceniem swą służbę policjantom czy innym funkcjonariuszom służb mundurowych itd. Dlatego żebyśmy byli w stanie dobrze troszczyć się o nasz skarb, któremu na imię Polska, musimy zacząć od siebie, bo wolność i niepodległość nie są dane raz na zawsze. Trzeba nieustannie o nie dbać" – ubolewał bp Kaszak, apelując o nieustanną modlitwę za Ojczyznę i tych, którym zawdzięczamy jej wolność.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem