Reklama

Będą wspólnie świętować

2018-05-16 20:38

Monika Kulak

Diecezjalny Koncert Uwielbienia "Bóg bogaty w miłosierdzie", który po raz czwarty odbędzie się w Uroczystość Bożego Ciała 31.05.2018r. na rynku w Zakliczynie, jest wydarzeniem cyklicznym, które z roku na rok cieszy się większym zainteresowaniem i gromadzi coraz większą liczbę uczestników. Po raz pierwszy koncert uwielbienia odbył się w 2015 roku, zainspirowany uczestnictwem w rzeszowskim koncercie "Jednego Serca, Jednego Ducha".

Inicjatywa spotkała się z pozytywnym odbiorem przez lokalna społeczność i przybyłych gości. Od samego początku patronuje temu wydarzeniu JE ks bp Andrzej Jeż - Ordynariusz Tarnowski. Duchowe kierownictwo nad tym wydarzeniem i modlitwę w czasie koncertu od samego początku prowadził ks. Artur Ważny - Dyrektor Wydziału Nowej Ewangelizacji Kurii Diecezjalnej w Tarnowie wraz ze zaprzyjaźnioną z Zakliczynem wspólnotą Grupa Uwielbienia z Krakowa. W roku 2016 Diecezjalny Koncert Uwielbienia był wpisany w duchowe przygotowanie do Światowych Dni Młodych w Krakowie, a swoje błogosławieństwo przesłał uczestnikom Ojciec Święty Franciszek.

W roku 2017 koncert połączony był uroczystością nadania dekretem Stolicy Apostolskiej Patronatu Św. Jana Pawła II dla miasta Zakliczyn. Koncert i uroczystości były transmitowane on line na kanale youtube i dzięki temu wiele osób z kraju i zagranicy duchowo łączyło się podczas tego uwielbienia z Zakliczynem. Wydarzenie to zostało również docenione przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, ze środków którego uzyskano znaczne dofinansowanie organizacji. Również w tym roku Pan Wicepremier prof. dr hab. Piotr Gliński udzielił honorowego patronatu temu wydarzeniu.

Celem tego wydarzenia jest promowanie wartości rodzinnych i chrześcijańskich a także idei współpracy i wspólnego spędzenia czasu, zacieśnianie więzi emocjonalnej między rodzicami a dziećmi, wspólne przeżywanie uroczystości, budowanie wspólnoty, kształtowanie właściwych postaw chrześcijańskich i społecznych, integracji międzypokoleniowej, wspieranie rodziny, jako podstawowej komórki społecznej, wspieranie pozytywnego obrazu rodziny, bo to jedyny skuteczny sposób chronienia młodych ludzi przed alkoholem i innymi używkami. Wspólne świętowanie zapewnia nie tylko przeżycia duchowe, które dla chrześcijan są wartością najwyższą, ale bardzo zbliża ludzi, buduje więzi, ułatwia otwarcie się na świat i na drugiego człowieka.

Reklama

Podczas tegorocznego koncertu zadebiutuje chór "Zanurzeni w miłosierdziu" który powstał podczas warsztatów muzycznych odbywających się już od stycznia br. W skład chóru wchodzą zarówno dzieci, młodzież jak i dorośli. Orkiestra została przygotowana przez Pana Dawida Nawalańca - nauczyciela, dyrygenta i muzyka i składa się z uczniów i absolwentów szkół muzycznych w naszym regionie.Chór został przygotowany przez Panią Weronikę Święch - nauczyciela w szkole muzycznej.

Organizatorami koncertu są: Burmistrz Miasta i Gminy Zakliczyn, proboszczowie obu zakliczyńskich parafii, Zakliczyńskie Centrum Kultury, a także wspólnoty parafialne.

Tagi:
muzyka

Reklama

Medycyna i muzyka

2019-02-13 07:44

Witold Iwańczak
Niedziela Ogólnopolska 7/2019, str. 42-43

Archiwum rodziny Koprowskich
Hilary Koprowski

Lekarz wirusolog i immunolog, wielki eksperymentator, pianista, płetwonurek, muzykolog i znawca sztuki. Kandydat do nagrody Nobla. Twórca doustnej szczepionki przeciw wirusowi polio. Członek tzw. Klubu Pasteura, czyli tych lekarzy-naukowców, którzy na sobie testowali swoje szczepionki. Współtwórca szczepionki przeciwko różyczce i nowej szczepionki przeciwko wściekliźnie. Kompozytor utworów muzycznych na fortepian. Kolekcjoner malarstwa, głównie holenderskiego i włoskiego. Polak mówiący przepiękną polszczyzną i poliglota posługujący się językiem angielskim, niemieckim, francuskim, hiszpańskim, portugalskim, włoskim i rosyjskim.

Warszawa i Celestynów

Hilary Koprowski urodził się 5 grudnia 1916 roku w Warszawie. Jego matka Sonia z Berlandów, pochodziła z Berdyczowa, miejscowości, położonej na Ukrainie. Była dentystką i miała gabinet stomatologiczny w swoim domu. Dumą napawał ją status kobiety czynnej zawodowo z wyższym wykształceniem. Wśród jej ośmiorga rodzeństwa było pięcioro dentystów, pielęgniarka i lekarz. Natomiast ojciec Hilarego, Paweł Koprowski, miał czterech braci. Brał udział w wojnie rosyjsko-japońskiej 1905 roku i cudem ocalał z tonącego statku na morzu Japońskim. Doskonale znał j. angielski i j. niemiecki, co ułatwiło mu handel z Anglikami. Każdego roku kilka miesięcy spędzał w Manchesterze. Był właścicielem ogromnej firmy tekstylnej. Rodzice Hilarego wzięli ślub 28 maja 1912 r. w Warszawie. Hilary był ich jedynym synem. W 1926 roku rozpoczął naukę w XI Liceum Ogólnokształcącym im. Mikołaja Reja w Warszawie. Jednocześnie uczęszczał do konserwatorium, gdzie uczył się gry na fortepianie. Na wakacje, jeździł do Celestynowa pod Otwockiem, gdzie rodzina Koprowskich miała posiadłość, zwaną później „Koprówką”. Willa ta przetrwała tragiczne czasy II wojny światowej, a została rozebrana w 2004 roku. W 1934 r. Hilary zdał maturę i podjął studia na Uniwersytecie im. Józefa Piłsudskiego w Warszawie, na wydziale lekarskim. Studia medyczne i konserwatorium muzyczne w Warszawie ukończył równocześnie w roku 1939. Częściowo przy pomocy rok młodszej koleżanki ze studiów i przyszłej żony Ireny Grasberg, która przerabiała z nim materiał do egzaminów, podczas gdy on ćwiczył na fortepianie. Pobrali się będąc jeszcze na studiach w tajemnicy przed rodzicami w lipcu 1938 roku, ale nadal mieszkali osobno, każde ze swoimi rodzicami. Dopiero w maju 1939r. zamieszkali razem, a Irena zaszła w ciążę. Od lipca do sierpnia 1939r. przebywali w Zakopanem w swojej spóźnionej podróży poślubnej. Pod koniec sierpnia Hilary otrzymał telefon, że jego mama doznała udaru mózgu. Natychmiast wyjechał do Warszawy. Irena wróciła do stolicy 30 sierpnia 1939r.

Wojna

Gdy na Warszawę spadły pierwsze bomby młodzi wyjechali z mamą Hilarego oraz jej siostrzenicami i bratankami do posiadłości w Celestynowie. Ojciec Hilarego pozostał w Warszawie. Od bomb zostało zniszczone warszawskie mieszkanie Koprowskich i zginęła ich kucharka. Ojciec został lekko ranny i przeniósł się do rodziców Ireny. Gdy zaczęła się ucieczka cywili na wschód, również rodzina Koprowskich wyjechała z Celestynowa, ale po kilku dniach wrócili. Swoje domostwo zastali zniszczone i rozszabrowane, dlatego udali się do Warszawy. Na początku okupacji nie było jeszcze wyraźnych rozkazów, co do reguł postępowania wobec Polaków, a Koprowscy zaczęli się obawiać o swoją przyszłość ze względu na żydowski korzenie. Siostrzenica Pawła Koprowskiego wykorzystując swoje znajomości załatwiła w ambasadzie włoskiej wizę dla Pawła. Wyjechał pociągiem i dotarł do Rzymu, aby załatwić mieszkanie. Później, na takich samych wizach, opuściła Polskę jego żona Sonia oraz Irena i Hilary. Po nerwowej podróży dotarli do ojca. Włochy były tymczasowym przystankiem w ich tułaczce. Mussolini już myślał o wciągnięciu Włoch do wojny. Szukając bezpiecznego miejsca dla Ireny, aby mogła spokojnie urodzić, wybrali Francję. Hilary nie mógł z nią jechać, więc pojechał z nią jego ojciec. Irena miała w Paryżu ciotkę i kuzynkę, które jej pomogły. 5 lutego 1940 roku urodził się Claude. Irena, jako lekarka zaczęła pracować w Villejuif zajmując się równocześnie swoim dzieckiem. Było to możliwe gdyż zamieszkała w szpitalu, w którym przyjęła pracę. W maju 1940 roku Niemcy napadły na Francję, a szpital, w którym pracowała Irena, zmilitaryzowano. To oznaczało, że nikt nie mógł go opuścić. W ucieczce do Paryża pomógł jej emerytowany lekarz. Z Paryża wyjechała już razem z Pawłem Koprowskim do Barcelony po uprzednim zdobyciu wiz portugalskich. W tym czasie Hilary wraz z matką mieszkali w Rzymie. On zarabiał udzielając lekcji gry na fortepianie w domach swoich uczniów. Równocześnie został przyjęty przez Carla Zecchiego, czołowego włoskiego pianistę, do rzymskiego konserwatorium Świętej Cecylii. Zrobił dyplom i nawiązał kontakty, które pozwoliły mu później wyjechać do Brazylii. Grał w trio, które koncertowało w konsulacie Brazylii. Tam Hilary uzyskał od konsula generalnego wizę do Brazylii. Najpierw w czerwcu 1940 roku Hilaremu i jego matce udało się wyjechać do Barcelony. Tam wszyscy się w końcu spotkali i po zdobyciu wiz portugalskich razem udali się do Estorilu w Portugalii. Paweł stamtąd samolotem poleciał do Anglii, natomiast Koprowscy z synem i mamą Hilarego wypłynęli statkiem do Rio de Janeiro.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kapłan prawy, pracowity i pokorny

2019-02-22 14:42

Ks. Szymon Nosal

Kapłan prawy, pracowity i pokorny - biskup senior diecezji zielonogórsko-gorzowskiej Paweł Socha, takimi słowami określił naszego rodaka, ks. kan. Stanisława Pawula, w słowie Bożym 4 lutego 2019 roku, na jego pogrzebie. Nic dziwnego, że żegnało go 45 kapłanów wraz z arcybiskupem seniorem Józefem Michalikiem i biskupem seniorem Pawłem Sochą pod przewodnictwem kardynała seniora Stanisława Dziwisza, któremu posługuje siostra zmarłego – s. Matylda Pawul.

ks. Szymon Nosal
Pogrzeb ks. kan. Stanisława Pawula

Bp Socha, powiedział także: „Ks. Stanisław, to Kapłan ustawicznie zajęty pracą. Poza funkcjami duszpasterskimi i życiem modlitwy, zawsze był zajęty pracą przy pszczołach, które bardzo kochał, a one jego, w sadzie, czy na małym skrawku ziemi, by nie zabrakło świeżych warzyw. Jednak najwięcej czasu poświęcał pracy duszpasterskiej i gospodarczo-administracyjnej. Zatroskany był o kościoły, ich konserwacje, remonty i bezpieczeństwo. A w każdej z trzech parafii, gdzie pracował jako proboszcz, było wiele kościołów i kaplic. (…) Był człowiekiem wielkiej pokory i prostoty. Nigdy nie ubiegał się o godności czy też lepsze, łatwiejsze parafie. (…) Ks. kan. Stanisław wyniósł ze środowiska rodziny i parafii, a także z Seminarium przemyskiego ducha żarliwej wiary, pobożności, szczególnie maryjnej. Miał doskonale wyrobiony zmysł Kościoła, czyli traktowania instytucji Kościoła nie tylko od strony widzialnej, ale i jako obecności pośród nas samego Jezusa Chrystusa.

Diecezja zielonogórsko-gorzowska wdzięczna jest ks. kan. Stanisławowi Pawulowi za decyzję podjęcia pracy na terenie trudnym pod względem duchowym, gdyż zamieszkali tu Polacy wyrwani z ojcowizny i przeniesieni siłą na ziemię od wieków słowiańską, ale zimną duchowo z powodu ducha reformacji. Ks. Stanisław swoją delikatnością, duchem wiary i gorliwością kapłańską przyczynił się do duchowego odrodzenia i odnowienia życia wiary na Ziemi Lubuskiej. Mimo że powrócił na ziemię rodzinną, to kapłani i wierni zawsze będą przed Bogiem pamiętać o pełnym wiary i miłości Bożej Księdzu Kanoniku Stanisławie Pawulu”.

Poprzedniego dnia, w niedzielę 3 lutego na eksporcie, dwudziestu dwu kapłanów pod przewodnictwem bp Mariana Rojka, modliło się za śp. ks. kan. Stanisława Pawula, a dwu spowiadało. Ks. proboszcz zwrócił się do mnie, abym wygłosił słowo Boże, bo nie mógł znaleźć chętnego wśród jego kolegów. Powiedziałem między innymi: „Kiedy kilka godzin przed Twoim, Stasiu, odejściem do Pana, stałem przy Tobie, przy łóżku szpitalnym, i dotykając Twej dłoni polecałem Cię Bogu, prosząc o miłosierdzie, Ty już wspinałeś się na swój życiowy szczyt, o którym mówi poeta w wierszu: W drodze na szczyt, słowami:

Przygnieciony pułapem chmur

Duszę się rankiem zamglonym.

Wokół mnie wszędzie szary mur

Błądzę murem otoczony.

[…] W chmurach i mgle postawiony

Nie widzę nawet swoich nóg

A muszę iść, przecież wiem dokąd,

Szukać tej jednej drogi dróg.

Tą drogą krętą przejdę mgły,

Przecisnę się wśród powłok chmur.

Dotąd me nogi będą szły,

Aż znajdę moją górę gór.

A tam popatrzę na mój szlak,

W jednej chwili zobaczę swe życie,

Poczekam tylko na ten znak –

Możesz wejść, jesteś na szczycie.

Śp. ks. Stasiu znalazł tą jedną jedyną drogę swego życia w kapłaństwie. Mężnie pokonywał wszystkie zakręty i szare mury trudności życiowych, bo wiedział, dokąd iść. Ciężko Dusił się rankiem zamglonym, gdy tłoczono w jego płuca tlen, szukał tej jednej drogi dróg i znalazł swoją „górę gór”, tam w szpitalu pod wezwaniem Matki Bożej Pocieszenia w Leżajsku i doszedł do swego szczytu. Tam w jednej chwili zobaczył całe swoje życie i zobaczył znak ukochanego Mistrza, Najwyższego Kapłana, gest zaproszenia do chwały. Zapewne usłyszał te słowa pełne miłości: Możesz wejść, jesteś na szczycie. Dość się już natrudziłeś! Czas już na nagrodę, na odpoczynek ze Mną i Moją Matką, którą tak ukochałeś w swoim życiu w tym obrazie Matki Bożej Pocieszenia, najpierw w tej małej kaplicy, a później już od prawie pół wieku w tym kościele, który tak często odwiedzałeś i cieszyłeś się z jego powstawania i upiększania.

Byłeś dumny ze swoich Rodziców, którzy mnie wspierali w organizowaniu tutejszej parafii. Cieszyłeś się, że Twój Tatuś, śp. Jan, tak dzielnie wspomagał mnie w budowie tego kościoła, jako dobry cieśla i doskonały organizator prac przy tym kościele. Nazywaliśmy go żartobliwie „szeryfem”, bo miał szacunek i posłuch u ludzi przy tych pracach. Jeszcze bardziej cieszyłeś się, gdy udało mi się załatwić dla niego emeryturę, i gdy potem przez bardzo wiele jeszcze lat służył tak wiernie i bezinteresownie parafii jako kościelny, który był przykładem wielkiej wiary i pobożności. Nic dziwnego, że w takiej atmosferze, w tak przykładnej rodzinie, Pan Bóg powołał dwoje rodzeństwa do swojej służby – Ciebie, Stasiu i Twoją starszą od ciebie o dwa i pół roku siostrę Julię, obecną tu s. Matyldę. Razem zdawaliście maturę w pobliskiej Żołyni w 1959 r. i w tym samym roku obydwoje poświęciliście się Bogu na służbę. Ty, Stasiu, we wrześniu wstąpiłeś do Seminarium Duchownego w Przemyślu, a twoja siostra kilka tygodni później, 9 października, do Zgromadzenia Służebnic Najświętszego Serca Pana Jezusa w Krakowie.

W kaplicy, która tu była gdzie obecnie jest prezbiterium naszego kościoła, u stóp M.B. Pocieszenia, pod czułym Jej spojrzeniem zrodziło się i umacniało Wasze powołanie do służby Bogu. Tu pewnie usłyszeliście po raz pierwszy ten cichy i pełen miłości głos Mistrza i ochotnie Mu odpowiedzieliście słowami wspomnianego już na początku poety w wierszu pt. Poślij mnie Panie

Chcesz Panie ludzi do pracy (…)

Weź, Panie, moje krzyże

I użyj mego cierpienia,

Weź, Panie, me siły świeże

Do pracy dla odkupienia.

I ks. Stanisław swoim życiem potwierdził tę gotowość pójścia na służbę Bogu i ludziom. Podobnie i jego siostra, Julcia, czyli s. Matylda, sercanka, która tak wiernie i ofiarnie służyła i posługiwała św. Janowi Pawłowi II, a teraz służy i pomaga ks. kard. St. Dziwiszowi.

Śp. ks. Stanisław urodził się 12 grudnia 1942 r. w Gwizdowie. Dwa tygodnie później ochrzczony 26 grudnia w Żołyni, po ukończeniu Liceum Ogólnokształcącego poszedł za głosem powołania do seminarium przemyskiego, gdzie po sześciu latach studiów otrzymał święcenia kapłańskie z rąk bp Jakiela 20 czerwca 1965 r. w Przemyślu. Po trzech latach pracy w naszej diecezji, - dwa lata w Bączalu Dolnym i rok w Łączkach Jagiellońskich jako wikary - na apel biskupa gorzowskiego Wilhelma Pluty, udał się tam, mówiąc niejako: Weź, Panie, moje krzyże/I użyj mego cierpienia,/Weź, Panie, me siły świeże /Do pracy dla odkupienia. - by ofiarnie służyć Bogu i ludziom przez prawie pół wieku.

Jako wikariusz pracował najpierw w parafii pw. Niepokalanego Poczęcia NMP w Ostrowicach w powiecie i dekanacie Drawsko Pomorskie, następnie w parafii Świętej Trójcy w Gubinie, a potem przez sześć lat w par. św. Mikołaja w Głogowie. W 1979 r. został inkardynowany do diecezji gorzowskiej. Był proboszczem w Bobrowicach (1979-1989), Strzelcach Krajeńskich (1989-2004) i Cybince (2004-2017). Pełnił również funkcję wicedziekana w Dekanacie Krosno Odrzańskie i Dekanacie Rzepin oraz dziekana w Dekanacie Strzelce Krajeńskie. W 1995 r. otrzymał tytuł kanonika R.M. W roku 2017 przeszedł w stan spoczynku i zamieszkał w rodzinnej miejscowości, tu w Gwizdowie.

Niedługo cieszył się tą emeryturą – tylko półtora roku, bo Bóg doświadczył go i znalazł godnym siebie – jak to słyszeliśmy w dzisiejszym I czytaniu. Pan Jezus zaś w Ewangelii dzisiejszej wypowiadając słowa o ziarnie, które ma wpaść w ziemię i obumrzeć, aby przynieść plon obfity, myślał najpierw o sobie. To On, Chrystus, podczas triumfalnego wjazdu do Jerozolimy wiedział, że czeka Go męka i śmierć, przez którą zostanie uwielbiony. To się sprawdziło. Chrystus przez swoją mękę i śmierć dokonał odkupienia świata, a przez to okazał największą miłość i posłuszeństwo Ojcu Niebieskiemu, który Go uczcił. Po zmartwychwstaniu Chrystus zasiadł po prawicy Ojca.

Zbawiciel jest dla nas wszystkich drogą, prawdą i życiem. Jeżeli człowiek w swoim postępowaniu będzie się kierował wskazówkami zawartymi w Ewangelii, to znak, że jest na dobrej drodze. W słowach zapisanych przez św. Jana: „Jeśli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię obumrze, przyniesie plon” (por. J 12,24) Chrystus daje wskazania dla wszystkich ludzi. W tym zawiera się również tajemnica naszego życia i naszej wiary. Prawda o przechodzeniu do chwały przez mękę i śmierć do życia wiecznego jest aktualna w życiu każdego człowieka. Przecież każdy z nas ma przygotowane miejsce w Domu Ojca. Dobrze o tym wiedział ks. Stanisław, bo niedawno powiedział do jednego naszego parafianina, że chyba niepotrzebnie buduje to marne mieszkanie, kiedy tam, w Domu Ojca, czeka na niego wspanialsze, u boku swego Mistrza i Jego Matki. Nie mylił się!

Na naszych niejako oczach odszedł do Boga i jutro pogrzebany zostanie jako ziarno pszenicy sługa Kościoła, ks. kan. Stanisław Pawul, który zapewne często powtarzał na modlitwie: Weź, Panie, moje krzyże / I użyj mego cierpienia,(…) / Do pracy dla odkupienia.

Dziękujemy dziś Bogu za jego życie kapłańskie, za jego modlitwy, cierpienia, za wszystko, co uczynił dla chwały Bożej i zbawienia ludzi. Przepraszamy też za jego słabości i grzechy, bo jak każdy człowiek tak i on był słaby i mógł obrazić majestat Stwórcy i Pana. Pragniemy też modlić się o to, aby znalazł miejsce w świętym Domu Ojca. Ufam, że w chwili śmierci spotkał w Jezusie nie tyle Sędziego, co Przyjaciela, który zapewne przytulił go do Swego Serca, jak tego utrudzonego Bożego parobka Borynę z „Chłopów” Reymonta. Boryna, kiedy doszedł do niejakiej przytomności po długich tygodniach leżenia, w środku nocy, gdy księżyc świecił pełnym blaskiem wstał i wyszedł na pole. Pomyślał, że już dnieje. Przeżegnał się raz i drugi, potem wyruszył na zagon. Nabrał ziemi w koszulę i zaczął siać, jak zboże. Tak o tym napisał Reymont w „Chłopach”: „Zmartwiał naraz, wszystko przycichło i stanęło w miejscu, błyskawica otworzyła mu oczy z pomroki śmiertelnej, niebo się rozwarło przed nim, a tam w jasnościach oślepiających Bóg Ojciec, siedzący na tronie ze snopów, wyciąga ku niemu ręce i rzecze dobrotliwie: - Pójdź-że, duszko człowieka, do mnie. Pójdź-że, utrudzony parobku. Zachwiał się Boryna, otworzył ręce, jak w czas podniesienia: Panie Boże, zapłać! – odrzekł i runął na twarz przed tym majestatem Przenajświętszym. Padł i pomarł w onej łaski Pańskiej godzinie...”

Ufam, wszyscy ufamy, że godzina śmierci śp. ks. Stanisława, Bożego parobka, była godziną łaski Pańskiej, bo umierał w godzinie Śmierci Zbawiciela. Była godziną nagrody niebieskiej, bo przez przeszło pół wieku siał obficie ziarno słowa Bożego na niwie Pańskiej, ale jak każdy człowiek i on potrzebuje naszej modlitwy, dlatego tu jesteśmy i mamy się modlić za niego teraz i później, dopóki nam Bóg żyć pozwoli.

Księże Stanisławie. Byłeś wierny do końca swemu powołaniu. Służyłeś w swoim kapłaństwie Panu Jezusowi i Jego Matce, Kościołowi, Ojcu Świętemu i biskupom, jakich postawił Bóg na twej drodze kapłańskiej. A jeśli kto mi służy – mówi Pan Jezus w dzisiejszej Ewangelii – uczci go mój Ojciec”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

NA SŁOWO - młodzi mówią Bogu TAK

2019-02-23 10:20

Agnieszka Bugała

Agnieszka Bugała
Młodzi rozpoczynają spotkanie NA SŁOWO w Hali Orbita

Przygotowywane od wielu miesięcy spotkanie młodzieży rozpoczęło się we wrocławskiej Hali Orbita. Przez cały dzień młodzi będą pochylać się nad Słowem Bożym i oddawać hołd Jezusowi. - Czekamy na dwa tysiące młodych ludzi - mówił tuz przed spotkaniem ks. Zbigniew Kowal, duszpasterz Diecezjalnego Duszpasterstwa Młodzieży, organizator spotkania.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem