Reklama

„Módl się więcej…”

2018-05-21 00:30

Agnieszka Bugała

Agnieszka Bugała
o. Norbert Oczkowski rozpoczyna Adorację Najśw. Sakramentu

- Wujku, a czy pan Alan będzie mówił o tym, jak był bardzo zły, a Pan Bóg naprawił mu życie? – spytała mała dziewczynka siedząca w drugim rzędzie w czasie Czuwania przed Zesłaniem Ducha Świętego zorganizowanego we wrocławskiej Hali Stulecia. – O tym już mówił – odpowiedział szczupły mężczyzna w granatowej marynarce.

– A, to szkoda, bo najbardziej lubię słuchać o tym jak mu naprawił.

Ta rozmowa odbyła się między dziewczynką, która przyjechała z opiekunami, z wydawnictwa Esprit i tłumaczem Alana Amesa posługującym w czasie spotkania. Charyzmatyk i wizjoner mieszka w Perth, w Australii. Ma kierownika duchowego i spowiednika. Spisany na podstawie jego prywatnych objawień zbiór opowieści o życiu Jezusa pt. „Oczami Jezusa” (w Polsce wydany przez wyd. Esprit, organizatora wizyty Amesa w naszym kraju) przypomina wizje bł. Anny Katarzyny Emmerich i św. Brygidy Szwedzkiej. Ale nie zawsze tak było i o tym właśnie wspomniała dziewczynka: Był złym człowiekiem i Bóg naprawił mu życie.

Reklama

Carver Alan Ames ma 65 lat, od 23 lat jest nawrócony. Był gangsterem motocyklowym, mówi, że popełnił wszystkie grzechy, które są na liście do popełnienia, bez żadnych skrupułów. Teraz ma wizje, rozmawia z Jezusem, Matką Bożą, z aniołami i świętymi. Kościół nie potwierdził jego prywatnych objawień, ale Ames jeździ po świecie i głosi Ewangelię, zawsze za zgodą miejscowego biskupa.

W maju br. przyjechał do Polski, zaplanowano, że odwiedzi sześć miast. Wigilię Czuwania przed Zesłaniem Ducha Świętego spędził we Wrocławiu, gdzie wygłosił dwie konferencje i poprowadził modlitwę o uzdrowienie.

Czuwanie w Centrum Wystawowym Hali Stulecia zorganizowała wspólnota Galilea z o. Norbertem Oczkowskim, ich dominikańskim opiekunem i Odnowa w Duchu Św. archidiecezji wrocławskiej z ks. Wojciechem Jaśkiewiczem (obydwaj obecni na Czuwaniu). Oprawę muzyczną w czasie modlitwy i Eucharystii zapewnił zespół N.O.E., czyli Nieograniczona - Odpowiedzialność – Ewangelizacyjna. W spotkania, które trwało od godz. 15.00 w sobotę 19 maja do ok. 3.w nocy 20 maja wzięło udział niemal tysiąc osób.


http://niedziela.pl/zdjecia/1981

Alan Ames nie jest typowym liderem charyzmatycznym. Raczej schowany, niż dający się rozchwytywać. Unika tłumów, choć w kameralnym gronie jest bardzo serdeczny. Zależy mu, aby nie być w centrum modlitwy. Dba o to, aby w czasie adoracji i spotkań modlitewnych, w których bierze udział, była szansa na spowiedź (we Wrocławiu takiej nie było). Mówi, że można mieć wizje i one są darem cudownym, ale najważniejszy jest Jezus w Eucharystii. Z tym darem, Obecnością Żywego Boga, nic nie może się równać.

Udało mi się go spotkać zanim wszedł do sali, w której miał głosić. Trwała już modlitwa uwielbienia prowadzona przez Artura Skowrona, trwał muzyczny ferwor, w powietrzu wirowały chusty z woalu. Alan Ames stał przed drzwiami, z pochyloną głową, na której kładł ręce skupiony kapłan. Dowiedziałam się później, że poprosił o kapłańskie błogosławieństwo, bo nie głosi konferencji bez niego. Jeszcze jakaś pani zdążyła mu podarować słoiczek polskich przetworów, ktoś poprosił o autograf w książce i wtedy dopiero ruszył do ludzi. Uśmiechnięty, ale bardzo skupiony. Ani śladu gwiazdora, ani śladu blichtru. Niski, w błękitnej koszuli, z teczką pełną drobiazgów pierwszej potrzeby – jest cukrzykiem, a taka posługa to dla niego wyczerpujący wysiłek.

Gdy stanął przy pulpicie, była w nim cisza, a w oczach radość. Jakby odbijał inny świat i te wszystkie spotkania, z Jezusem, Maryją, świętymi – i chciał się tym w jak najlepszy sposób podzielić. Ledwie zaczął mówić, a niespodziewanie stanęła obok nieduża dziewczynka. Wtuliła się w niego i stała przez dłuższą chwilę. Wywołała burzę oklasków, ale Ames tylko się uśmiechnął i zrobił jej na czole znak krzyża.

- Nasza wiara jest wiarą radości – zaczął. - Kiedy pozwolimy Duchowi Świętemu otworzyć nas całkowicie na Boga, to ta wspaniała radość może być w nas w każdej chwili naszego życia. Wielką pomocą w naszym życiu duchowym jest Maryja, ona jest przecież Oblubienicą Ducha. - Skoro jesteśmy w miesiącu maju, to muszę wam chociaż trochę opowiedzieć o Matce Bożej – wyznał.

I przypomniał ten moment swojego życia, kiedy Bóg dotknął go po raz pierwszy, ukazała mu się wtedy św. Teresa z Avila i poprosiła, aby odmawiał 15. dziesiątek różańca każdego dnia. To wiązało się z wielkim zmaganiem, byłem człowiekiem, który nigdy wcześniej nie modlił się różańcem – mówił. Ale po jakimś czasie udało mi się zdyscyplinować i odmawiałem.

Przypomniał też swoją podróż do Londynu, którą odbył już po nawróceniu. Urodził się tam, tam też był gangsterem, prowadził życie przestępcy, dopiero potem wyemigrował do Australii.

- Pojechałem do Londynu, na wakacje i wszedłem do kościoła, który kiedyś, gdy byłem młody, okradłem. Ale na szczęście nie było tam tego samego proboszcza – dodał serdecznie, wywołując tym wyznaniem gromki śmiech.

- Podszedłem do przodu, przed figurę Bożego Serca i zacząłem się modlić. Po chwili ta figura zmieniła się, zaczęła jaśnieć na biało i serce w figurze też się odmieniło. Przede mną stała Najświętsza Dziewica. Mogłem dostrzec Jej Serce z białymi różami. Dopiero później uświadomiłem sobie, że dane mi było zobaczyć Niepokalane Serce Maryi!

Alan mówił przejęty, że przecież nigdy wcześniej nie słyszał o Niepokalanym Sercu! Zrozumiał też, że te dwa Serca są jednym, widział Je jako jedno. Maryja powiedziała mu: Jestem twoją Matką, jestem matką każdego i kocham cię, jak Matka. I wszystko, czego pragnę dla ciebie i dla wszystkich moich dzieci, to przyprowadzić cię bliżej do Boga, otworzyć wasze serca na Boga. Powiedziała mu: Módl się, módl się, módl się…

Według Alana Maryi chodziło o to, aby zaczął odmawiać 45. dziesiątków różańca dziennie... I odmawiał, chociaż to było wielkie zmaganie! Przyznawał też, że czas biegł i odmawianie stało się coraz prostsze, zaczynał dzień od tych 45. dziesiątek. Ale potem Matka Boża powiedziała, by modlił się więcej, więc dodał Koronkę do Miłosierdzia Bożego – wspaniałą modlitwę.

- Matka Boża znów przyszła i powiedziała: Módl się więcej… Więc zacząłem w ciągu dnia dodawać kolejne modlitwy. Ale Matka Boża nie była usatysfakcjonowana, powiedziała: Módl się więcej… - opowiadał Ames. - Więc spytałem: Jak mogę się modlić więcej? Odmawiam 45. dziesiątek różańca, Koronkę i inne modlitwy, jak mogę więcej? To jest niemożliwe…

Gdy to mówił, w sali wypełnionej tysiącem osób panowała cisza przerywana serdecznymi westchnieniami. Trudno sobie wyobrazić rozpoczynanie dnia od odmówienia 45.dziesiatek różańca. Jednak patrząc na starszego, uśmiechniętego pana, który podobno kiedyś był niebezpiecznym gangsterem, można było uwierzyć w ciemno, że to robił. Nasuwała się myśl: Jaką musiał mieć moc głos Maryi, że Alan Ames, który kiedyś bez skrupułów okradł swój kościół parafialny, chciał modlić się więcej?

Maryja podpowiedziała mu jak to robić. Że nie chodzi o ilość modlitw, choć to jest bardzo ważne, ale o zupełnie inny aspekt, aspekt serca i zapraszania Boga do wszystkiego.

- Wiesz, jeśli poprosisz Ducha Świętego, żeby ci pomógł ofiarować każdą myśl, którą masz, każde słowo, które wypowiadasz, każdy oddech, który bierzesz, każde uderzenie swojego serca, każde działanie, czyn, jeżeli to ofiarujesz jako modlitwę miłości dla Boga, to będziesz modlił się przez cały czas, a więc więcej... – mówił mu Maryja. - Ale przecież ja nie umiem tego robić! – odpowiadał. Matka Boża powiedziała: Spróbuj, po prostu postaraj się.

Tylko tego Bóg oczekuje od nas: abyśmy robili co w naszej mocy. Oczywiście, możemy upadać, ale próbujmy, dlatego, że próbując, robiąc to, co w naszej mocy, robimy to, co Bogu wystarcza – mówił Alan. I przyznawał, że spróbował, ale nic się nie stało. Długo próbował, aż wreszcie pewnego dnia uświadomił sobie, że wszystko, co robił, robił dla Boga. Nawet, gdy spotykał się z ludźmi, w myślach prosił Boga, aby te słowa, które wypowiadał, były od Niego. W ten sposób cały dzień stawał się nieustanną modlitwą miłości do Boga. To było niesamowite i wciąż jest.

Gdy tak robimy, to radość Boża w nas przebywa. Duch Boży jest z nami i całe nasze życie należy do Niego – pouczał. - Czasem jednak temu przeszkadzamy, przeszkadzamy, aby to się w naszym życiu wydarzało. Nasza własna wola jest tu barierą. Myślimy: To jest to, czego Bóg ode mnie oczekuje i my decydujemy o tym, co Bóg ma uczynić w naszym życiu.

Australijczyk podkreślał jak bardzo wchodzimy w kompetencje Boga. Modlimy się, ale podpowiadamy Bogu, co byłoby dla nas najlepsze. - Czasem nawet mówimy Mu co ma w naszym życiu zrobić. Chcemy ten dar, tę łaskę. I nagle okazuje się, że zaczynamy od Boga wymagać, naszą wolę stawiamy przed wolą Bożą. - A ważne jest, aby każdego dnia zostawiać własną wolę z boku. Tego, oczywiście, nie da się uczynić własnymi siłami, o tę łaskę trzeba prosić Ducha Świętego każdego dnia, abyśmy stawali się podlegli woli Bożej. Musimy prosić o poddanie się Jego woli całkowicie, nawet jeśli miałoby to wiązać się ze śmiercią. Dlatego, że to w poddaniu Bogu ukazujemy, że nasza miłość jest prawdziwa. Gdy otwieramy się z pokorą na Boga, gdy uświadamiamy sobie, że to On powinien rządzić w naszym życiu, wtedy przestajemy się lękać Bożej woli – tłumaczył.

Podkreślał też, że aby pozwolić Bożej woli panować w naszym życiu, to musimy zgodzić się na zmiany, a my bardzo często nie chcemy zmieniać własnego życia. Jesteśmy zadowoleni z rzeczy tego świata i te przedkładamy nad Boga. Gdy jesteśmy podatni na Boga, dzieją się najlepsze rzeczy w naszym życiu. I nawet, jeśli są w naszym życiu ciężkie krzyże, to wołajmy do Boga: Panie, jeśli Ty chcesz, abym ja miał ten krzyż, to aj go obejmę z miłości do Ciebie.

W czasie drugiej konferencji podzielił się wstrząsającym doświadczeniem wizji, gdy zobaczył Jezusa na krzyżu – cierpiącego i umierającego. - To był jednocześnie najpiękniejszy i najgorszy dzień w moim życiu – mówił. - Widziałem Jezusa wiszącego na krzyżu, który przeprowadził mnie przez wszystkie grzechy, które popełniłem od dzieciństwa. Wydawało mi się, że grzeszyłem w każdej chwili mojego życia, widziałem, jak te grzechy raniły Jezusa, jak stawały się biczem, który smagał Jego plecy, jak stawały się koroną z cierni na Jego głowie. Ujrzałem gwoździe, jako moje grzechy. Widząc Go na krzyżu uświadomiłem sobie, że to ja Go ukrzyżowałem. A jednak, mimo tego wszystkiego, wołał mnie łagodną miłością i mówił, że mnie kocha, że chce mi przebaczyć. W tamtej chwili nie chciałem więcej istnieć. Prosiłem Jezusa, by pozwolił mi umrzeć i pójść do piekła. Jaka ja mogłem zranić Tego Delikatnego…?

Upadłem na ziemię, płakałem, szlochałem – przez trzy godziny błagałem Pana, by mnie posłał do piekła. Jezus powiedział: Ja ci przebaczam, poproś o moje przebaczenie. Po tej Jego delikatnej zachęcie poprosiłem o to Jego przebaczenie. I On mi go udzielił! Poczułem się tak, jakby spadło brzemię. Jezus podniósł mnie na krzyż, do siebie. I przez chwilę doświadczyłem ułamka z Jego cierpienia. Ale doświadczyłem też Jego wielkiej radości, kiedy patrzył ponad czas i widział wszystkie dusze, które zostaną zbawione przez Jego cierpienie. W ten sam sposób może posługiwać się naszym cierpieniem, aby wylewać łaskę na potrzebujące dusze. Gdy objąłem krzyż, razem z Jezusem, zapragnąłem, bym mógł cierpieć więcej, jeśli to pozwoli, aby ktoś mógł być zbawiony. Wtedy ujrzałem, jak cenne są ludzkie dusze dla Boga.

- Jeśli doświadczasz cierpienia, jeśli nosisz ciężki krzyż w życiu – nie obwiniaj Boga za te trudności. Podziękuj Bogu za okazje do cierpienia w Jego Imię – radził.

Ważną częścią tego wystąpienia była refleksja nt. sakramentu spowiedzi. W czasach, gdy pojawia się pogląd, że wiara jest sprawą prywatną, a Bóg równie mocno może mówić do człowieka nie tylko w kościele, ale również w górach i w lesie, a wyznanie Mu grzechów nie potrzebuje pośrednictwa księdza, bo przecież Bóg wszystko wie, Alan Ames potwierdził swoimi objawieniami to, co głosi Kościół: Tylko wyznanie grzechów w sakramencie spowiedzi gładzi grzechy i oczyszcza naszą duszę przed Bogiem.

Ames, który rozmawia z Jezusem, ma pewność Jego istnienia i miłości, został przez samego Jezusa wezwany do odbycia spowiedzi.

- Pan powiedział mi też: Idź do spowiedzi - mówił. Dlaczego? Przecież przeprowadziłeś mnie przez wszystkie moje grzechy, chciałem nawet umrzeć, iść do piekła, a Ty powiedziałeś, że mi przebaczyłeś a teraz mówisz mi, że mam jeszcze iść do spowiedzi? – pytał Jezusa. Postrzegał spowiedź, jako takie miejsce, w którym kapłan pokazuje swój autorytet, władzę, ale Jezus wyjaśnił, że to zupełnie nie tak. - W sakramencie spowiedzi Duch Św. oczyszcza i uzdrawia duszę i jest bardzo ważne, aby często przychodzić i przyjmować tę łaskę po przez kapłana. Jest również ważne, aby w czasie spowiedzi rozpoznawać zło, które popełniamy i mieć siłę się tego wyrzec – tłumaczył Ames powołując się na wyjaśnienia Jezusa.

Podpowiadał też konieczność zerwania z grzechem, nawet najmniejszym.

- Jeśli chcesz uzdrowienia w swoim życiu, to ono się nie wydarzy, jeśli będziesz trzymał się swoich grzechów. Jeśli trzymasz się swojego grzechu, nawet najmniejszego, to zostawiasz uchylone drzwi w swej duszy i Zły może cię przez to dosięgnąć, może cię przyciągać do jeszcze większych i większych rzeczy. I będziesz coraz dalej i dalej od Boga…

Jezus wie o nas wszystko, nie musimy próbować niczego o sobie ukrywać, On zna nasze złe myśli i czyny. On chce, aby przyjść i powiedzieć Mu to, co On już wie, i w ten sposób dać szansę Duchowi Świętemu oczyścić i uleczyć naszą duszę.

- I nie trzeba się bać – dodawał – bo Bóg jest kimś cudownym.

Wystąpienie Alana Amesa było ostatnią z konferencji w czasie Czuwania. Po nim australijski charyzmatyk modlił się nad każdym z uczestników indywidualną modlitwą o uzdrowienie. Chętni stawali w rzędzie przed ołtarzem w oczekiwaniu na krótką modlitwę. Ames, z krzyżem w prawej ręce, stawał przed każdym i kreślił znak krzyża na czole. Modlitwa o uzdrowienie odbywała się w czasie wystawienia Najświętszego Sakramentu.

- To konieczne - powiedział mi Alan Ames – to Jezus uzdrawia, to On jest tu Gospodarzem i Cudotwórcą.

Tagi:
czuwanie Wrocław Odnowa w Duchu Świętym Alan Ames Esprit Galilea Pięćdziesiątnica

STOP SEKSUALIZACJI W SZKOŁACH

2019-03-20 14:49

Agata Pieszko

Prezydent Warszawy, Rafał Trzaskowski, 18 lutego podpisał Kartę LGBT, która wywołała falę sprzeciwu w środowiskach pro rodzinnych. Z Magdaleną Czarnik – wiceprezes Stowarzyszenia Rodzice Chronią Dzieci o konsekwencjach tego zdarzenia rozmawia Agata Pieszko.

Archiwum Stowarzyszenia

Agata Pieszko: W ramach akcji STOP SEKSUALIZACJI DZIECI W SZKOŁACH, na stronie akcji można podpisać petycję wspierającą Małopolską Kurator, Barbrę Nowak, która według Stowarzyszenia, słusznie zdemaskowała Standardy WHO. Na czym to zdemaskowanie polega?

Magdalena Czarnik: Ten długi dokument liczy 68 stron i kiedy czytany jest pobieżne ze świadomością, że został wydany przez najpoważniejszą na świecie organizację zajmującą się zdrowiem, można odnieść wrażenie, że przekazuje wskazówki jak zadbać o zdrowie, bezpieczeństwo i rozwój naszych dzieci, natomiast sedno tego dokumentu, stanowią matryce od strony 38, gdzie podano dokładnie czego należy uczyć dzieci. Autorzy przekonują, że każdy człowiek ma potrzeby seksualne niemalże od momentu przyjścia na świat. Podają zalecenia, żeby nie tylko pozwolić dzieciom, ale wręcz zachęcić je do masturbowanie się we wczesnym okresie życia. 9-letnie dzieci mają zostać zapoznane z różnymi metodami antykoncepcji, a 12-letnie negocjować uprawianie seksu. 15-latki zachęcane mają być do ogłaszania skłonności homoseksualnych i do akceptowania ciąży w związkach jednopłciowych. Niemiecka Federalna Centrala Edukacji Zdrowotnej, organ niemieckiego rządu federalnego występujący jako współautor tego dokumentu, już od początku lat 70. wydawała coraz to bardziej perwersyjne materiały do tzw. edukacji seksualnej, przekazywane do szkół, przedszkoli, a nawet żłobków. Poradniki te jednoznacznie zachęcały młodzież do podejmowania przedwczesnych kontaktów seksualnych, serwując instruktaż „bezpiecznego” zabezpieczenia. Rosnące liczby ciąż u nastolatek i chorób przenoszonych drogą płciową, które znaleźć można np. w danych Eurostatu, pokazują jak wielką szkodliwość społeczną wniosła owa nowoczesna edukacja seksualna. Niemiecka Federalna Centrala Edukacji Zdrowotnej wydała także w 2007 roku broszurę dla rodziców i opiekunów w żłobkach, gdzie były wskazania do tego, żeby dzieci pocierać w intymnych miejscach ciała, z wytłumaczeniem, że poprawią w ten sposób ich samopoczucie i rozwój. Dlatego też nie powinno nas zbytnio zaskakiwać, że właśnie ta Federalna Centrala opracowała wspomniane standardy edukacji seksualnej, a pani Kurator Nowak określiła je tak jak należy. Tego typu edukacja seksualna nie mówi o więzi i właściwym znaczeniu seksualności, która powinna realizować się w małżeństwie, biorącym na siebie trud wychowywania dzieci, ale erotyzuje i zachęca do przedwczesnych, nieuporządkowanych kontaktów seksualnych. Tak się dzieje już od blisko 50 lat na Zachodzie i te standardy należy traktować jako wynik wieloletnich działań aktywistów seksualnych, którzy zmieniali stopniowo mentalność ludzi niszcząc normy seksualności, służące zarówno dobru wspólnemu społeczeństwa jak i jednostkom. Warto przypomnieć, że w Polsce te standardy zostały przedstawione w 2013 r. w Polskiej Akademii Nauk, w obecności najważniejszych decydentów polskiego sektora oświaty, którzy przyjęli je z pełną powagą i bez kwestionowania ich racji. Ułatwiło to niewątpliwie grupom „seksedukatorów”, powołujących się na ten dokument, wchodzenie do szkół i przeprowadzanie zajęć z tzw. „nowoczesnej edukacji seksualnej”. Stanowią one część szerszej „gednerowej” agendy organizacji aktywistów LGBT, którzy forsują nie tylko tolerancję, ale i żądają akceptacji dla uprawiania wszelkich praktyk seksualnych. Uczą dzieci kwestionowania płci biologicznej, którą przedstawiają jako coś płynnego, niewiadomego. Według tych standardów dzieci mają traktować wszelkie praktyki seksualne jako tak samo właściwe, równorzędne i dostępne dla każdego bez względu na wiek i stan. W to wpisuje się dezawuowanie roli małżeństwa i rodziny. Nie ma odniesienia do tego, że seksualność realizuje się najlepiej relacji ze współmałżonkiem, że jest wyrazem miłości, która daje nowe życie i buduje piękną rodzinę. „Genderowa” agenda niszczy fundamenty naszej cywilizacji. Docelowo ma zdemontować instytucję małżeństwa. Walka o tzw. małżeństwa jednopłciowe jest tylko etapem do celu.

Czym jest Karta LGBT i co wprowadzenie karty oznacza w praktyce?

Kartę LGBT+, podpisaną przez prezydenta Trzaskowskiego powinniśmy rozumieć jako kolejny krok na drodze do zainstalowania przywilejów dla organizacji LGBT, wraz z którymi zamknięte zostaną usta tym, którzy odważą się myśleć samodzielnie. Mimo pięknych zapisów o przeciwdziałaniu dyskryminacji, musimy mieć świadomość, że tego typu dokument służy forsowaniu żądań radykalnych mniejszości seksualnych, które na Zachodzie zyskały duże poparcie, są finansowane przez Komisję Europejską i faktycznie mają wielką siłę oddziaływania. Czymże innym jest „klauzula antydyskryminacyjna” w warszawskiej karcie LGBT+, jeśli nie metodą na uzyskanie wymuszonego poparcia dla praktyk homoseksualnych od przedsiębiorców, którzy zostaną dopiero na tej podstawie dopuszczeni do przetargów organizowanych przez miasto? Co będzie robił specjalnie przeszkolony „latarnik” w szkole? Będzie interpretował problemy dzieci na tle domniemania ich skłonności homoseksualnych, zamiast szukać ich faktycznych przyczyn. Jego zadaniem będzie rekrutowanie kolejnych zastępów aktywistów „genderowej” agendy, natomiast kneblowane są usta terapeutom niezależnym od presji LGBT, którzy nigdy nie diagnozują u dzieci homoseksualizmu. Taką diagnozę można postawić tylko w odniesieniu do osób dorosłych. Strategom LGBT zależy na tym, żeby przy każdej okazji wspominać o gejach, lesbijkach, transseksualistach, biseksualistach w kontekście ofiar, cierpiących ucisk od „homofobicznego” społeczeństwa. Powtarzają swoje kłamstwa w kółko wymuszając wrażenie, że Karta LGBT i podobne narzędzia mają zadośćuczynić ich dotychczasowym cierpieniom. Podają liczby wyssane z palca – podobno wśród mieszkańców Warszawy 10% to osoby o innej „orientacji seksualnej”. W tym dokumencie bardzo niebezpieczne jest narzucanie szkołom programów pseudo-edukacyjnych, zgodnych z pro-pedofilskimi Standardami WHO, które mają uderzyć prosto w bezbronne dzieci. Na temat niezgodności warszawskiej Karty LGBT+ z polskim prawem wydane już zostały dwie ekspertyzy: przez Instytut Ordo Iuris i Instytut Wymiaru Sprawiedliwości. Wynika z nich, że prezydent Trzaskowski przekroczył uprawnienia władzy samorządowej, która nie posiada kompetencji do narzucania jednostkom administracyjnym Urz. Miasta realizacji takich zadań. Agenda LGBT zamyka usta ludziom, którzy chcieliby, żeby nadal w społeczeństwie dominującym wzorcem życia społecznego było małżeństwo i rodzina. Patrząc na kraje Zachodu widzimy, że ogranicza podstawowe wolności obywatelskie – prawo do swobodnej wypowiedzi, wolności sumienia i wyznania, prowadzenia badań naukowych, prawo terapeutów do proponowania terapii osobom, które chciałyby z niej korzystać. Organizacje LGBT zawłaszczają coraz szersze obszary naszego życia społecznego. Mają decydować na temat tego, co się ma dziać w służbie zdrowia, w szpitalach. Na Zachodzie w karcie narodzin dziecka wpisuje się Rodzic 1 i Rodzic 2 zamiast mama i tata, ponieważ zapis o ojcu i matce jest ponoć dyskryminujący. Ze względu na tak niewielką grupę społeczną, która zdobyła poparcie finansowe, mają zostać wprowadzone w naszą kulturę destrukcyjne wzorce życia oparte na szkodliwych preferencjach seksualnych. Musimy mieć świadomość, jakie wolności obywatelskie przez to stracimy. Na Zachodzie doszło do tego, że osoby duchowne nie mogą cytować Biblii ze względu na to, że zawiera wyraźne sformułowania na temat czynów homoseksualnych. To, co jawnie złe i szkodliwe, mamy uznać za dobro. Na tym ma polegać równość i przeciwdziałanie dyskryminacji. Skala społecznej destrukcji, jaką te fale wyzwolonej seksualności przyniosły, jest ogromna – rozbite rodziny, aborcje, coraz mniej dzieci, dodatkowo z rosnącą liczbą zaburzeń, a coraz więcej samotnych starców. Niestety społeczeństwa zachodnie nie potrafią połączyć skutków, które obserwują z rosnącym przerażeniem, z właściwymi przyczynami tego stanu. Bardzo chciałabym, aby Polacy okazali się mądrzejsi.

Jaka jest rola szkoły, a jaka rola rodziców w zakresie wychowania seksualnego?

W zgodnie z prawem naturalnym, Konstytucją RP i innymi międzynarodowymi aktami prawnymi rodzice są pierwszymi wychowawcami swoich dzieci i ich prawa są niezbywalne, a rola niezastąpiona. Szkoła ma zadanie wspierania rodziców w procesie wychowania w zgodzie z wartościami, które dzieci wynoszą z domu rodzinnego. Niestety mamy dzisiaj do czynienia w znacznym stopniu z rozpadem wartości w społeczeństwie, co bardzo destrukcyjnie wpływa na naszą wspólnotę narodową. W jednej klasie mogą się spotkać rodzice, dla których uczenie dzieci postaw patriotycznych jest ważne lub takich, których to drażni i jest wyrazem zaściankowości. W zakresie wychowania seksualnego występuje podobny rozdźwięk, gdzie postawy permisywne i liberalne wynikają zazwyczaj z braku uporządkowania sfery seksualności, która wprost przekłada się kształt życia rodzinnego. Wpływ na takie postawy wywierają dzisiaj nie tylko treści popkultury, wszechdostępna pornografia i wieki przemysł antykoncepcyjno- aborcyjny, ale także państwowe instruktaże seksualizacji dzieci w krajach Zachodu, które pisane są pod dyktando aktywistów LGBT i przenikają już od ponad 10 lat do naszego kraju. W Polsce mamy od 20 lat przedmiot „Wychowanie do życia w rodzinie”, który został opracowany jako niezależny od wpływów jakichkolwiek aktywistów seksualnych. Wskazuje na rodziców jako na autorytety, przekazuje postawę pro-life i przedstawia zdroworozsądkowe argumenty za abstynencja seksualną do okresu dorosłości, a najlepiej do czasu zawarcia małżeństwa. Stanowi zatem niewątpliwe wsparcie dla rodziców, jeśli tylko znajduje się w rękach mądrego nauczyciela. Nasze stowarzyszenie ostrzega polskich rodziców przed grupami seksedukatorów, wchodzących pod różnymi pretekstami do szkół, a także przed szkoleniami genderowymi, oferowanymi nauczycielom pod różnymi nazwami najczęściej nieodpłatnie. Po takich szkoleniach lekcje prorodzinne mogą się zamienić propagandę pro-gejowską, na którą nasze dzieci nie mają antidotum. Bardzo ważne jest żeby rodzice rozmawiali dużo z dziećmi i pilnowali tego, jakie treści docierają do dzieci nie tylko w szkole, a także przez wszechobecne komórki. Muszę powiedzieć jako mama, że zapanowanie nad tym jest dzisiaj niezwykle trudne.

W jaki sposób można chronić dzieci przed „seksualizacją” w szkołach?

Potrzebujemy świadomych i odważnych rodziców, którzy będą egzekwować swoje prawa. Niestety do tej pory MEN pozostawało głuche na nasze doniesienia o wchodzeniu do szkół seksedukatorów instruowanych na Zachodzie pod dyktando LGBT. Rodzice z różnych stron kraju informują nas coraz częściej o takich zajęciach. Zawsze przypominamy, że trzeba uczestniczyć w spotkaniach trójek klasowych i rad rodziców i zaznaczać nauczycielom swoje zdanie. Rodzic ma prawo do wglądu w scenariusze zajęć dodatkowych i we wszystkie materiały. Każda szkoła ma obowiązek wspólnie z radą rodziców na początku roku szkolnego uchwalić program profilaktyczno- wychowawczy i tam powinien się znaleźć zapis na temat tego, jakie dodatkowe zajęcia będą realizowane w danym roku i przy udziale jakich organizacji. Niestety do dyrekcji często zgłaszają się organizacje, które przedstawiają piękny program profilaktyczny dla młodzieży o uczeniu asertywności, tolerancji, przeciwdziałaniu przemocy, natomiast później okazuje się, że kiedy zajrzymy na stronę tej organizacji, że uczy ona młodzież manipulacyjnie wykreowanych tzw. praw seksualnych i pokrętnie zachęca do podejmowania kontaktów seksualnych. Na naszej stronie stop-seksualizacji.pl zamieściliśmy kilka dni temu List Otwarty do MEN i Prokuratora Generalnego i Rzecznika Praw Dziecka wnioskując o podjęcie działań wobec Standardów WHO, które zachęcają do łamania artykułów z Kodeksu Karnego. Apelujemy o podpisywanie go, aby debata publiczna, która teraz rozgorzała wokół standardów WHO zakończyła się jednoznacznym zakazem naszych władz wobec wchodzenia podejrzanych organizacji do szkół, bez względu na to do jakich pięknych słów i manipulacji będą się uciekać.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Maryjo, najlepsza Matko!

2019-03-21 11:29

O. Wojciech Prus OP

Cieszymy się i radujemy, że znowu możemy być tutaj – my, pielgrzymi Lednicy. Przybywamy spośród naszych intensywnych już bardzo przygotowań do XXIII Spotkania Młodych LEDNICA 2000. Chcemy zawierzać Tobie nasz trud i pragnienie jak najlepszego przyjęcia tysięcy młodych ludzi, którzy przybędą 1 czerwca nad Lednicę.

Bożena Sztajner

W tym roku naszą drogę ku Lednicy wyznacza hasło „Wiesz, że Cię kocham”. Te słowa brzmią jak wyznanie świętego Piotra, na których właściwie zbudowana jest Lednica. Dlatego tak często prowadzą nas w modlitwie, gdy tysiące głosów wyśpiewuje „Panie mój, wiesz, że Cię kocham, Ty wszystko wiesz, miłuję Cię!”. Lubimy bardzo z młodymi ludźmi tańczyć to wyznanie miłości, które Siewcy Lednicy zapisali w innej pieśni „Tak, tak Panie, Ty wiesz, że Cię kocham”. Tym razem chcemy jednak, by pielgrzymi Lednicy usłyszeli te słowa, jako wyznanie miłości, wyśpiewane przez Boga o każdym z nas: “Wiesz, że Cię kocham”.

Inspirowani intuicją pierwszego duszpasterza Lednicy, ojca Jana Góry, przygotowując czerwcowe spotkanie czerpiemy z przemówienia św. Jana Pawła II, wygłoszonego do młodych w Krakowie w 1987 roku. Ojciec święty mówił wtedy o potrzebnej człowiekowi „sile przebicia”, mocy do zmagań z codziennością, z wyzwaniami młodego życia. Papież powiedział wtedy skąd bierze się ta siła: „człowiek jest mocny wtedy, kiedy wie, że jest kochany.”

Przesłanie Jana Pawła II sprawiło, że chcemy by tegoroczna Lednica była zachwytem nad skarbami, które ofiaruje nam Kościół – nad spowiedzią i Eucharystią. Są to dwa sakramenty, w których do każdego z nas Twój Syn - Chrystus mówi „Kocham Cię!”. Doświadczamy w nich poprzez wiarę niemal namacalnie Jego miłości - i wiedząc, że jesteśmy przez Boga umiłowani, mamy siły by iść dalej w życie.

Odczucia Bożej miłości potrzebujemy zwłaszcza wtedy, gdy objawia się w nas grzech. Wszyscy w naszej słabości często sami odcinamy się od źródła życia i sensu. Tak trudno jest wtedy uwierzyć, że w takich chwilach Twój Syn, Maryjo, jeszcze bardziej szuka drogi do naszego serca, powtarzając wciąż “Wiesz, że Cię kocham”. Niepojętej tajemnicy miłosierdzia chcemy w tym roku dotknąć poprzez Ewangelię powołania celnika Mateusza. Zadziwiło nas w niej zwłaszcza to, co nie jest przez ewangelistę opowiedziane wprost: jak Jezus dowiedział się o Mateuszu, jak do niego dotarł. Wszedł w jego codzienność, spotkali się przecież w komorze celnej. Dla wierzących Izraelitów zajęcie celnika było synonimem życia w grzechu. Słowa celnik i grzesznik oznaczały to samo: człowiek odrzucony, ponieważ dokonał złych wyborów. Dlatego nikt z żyjących Prawem Bożym Żydów, sam z siebie nie spotykał się z takim człowiekiem. A Twój Syn, Maryjo odszukał Mateusza grzesznika, wszedł w jego życie i powiedział „Pójdź za mną”.

Z młodymi ludźmi podczas przygotowań do Lednicy rozważamy też inne fascynujące pytanie: jak dokonało się przebaczenie – pojednanie Mateusza celnika z Bogiem. Jak wyglądała jego spowiedź? Wspólna medytacja tej Ewangelii poprowadziła nas do odkrycia, że podczas uczty, jaką później Mateusz wyprawił na cześć Jezusa, jest on grzesznikiem, któremu wybaczono. Poczuliśmy się zaproszeni przez Ducha Świętego do poszukiwania w wyobraźni wiary tej sceny, kiedy Mateusz w drodze do domu, otwiera przed Jezusem serce i otrzymuje wybaczenie. Zawierzamy Tobie Maryjo ten twórczy proces, który wciąż trwa jeszcze. Jesteśmy już blisko zakończenia pracy nad scenariuszem, który podczas Lednicy posłuży do opowiedzenia spowiedzi Mateusza poprzez wielkie widowisko taneczno – muzyczne.

Mateusz, grzesznik, któremu wybaczono, na ucztę do swojego domu zaprosił innych grzeszników i celników. Gdy wybierali się na spotkanie, jeszcze nie spotkali się z Jezusem, jeszcze nie odczuli, jak Jego obecność emanuje słowem „wiesz, że Cię kocham”. Być może wielu z rezygnacją godziło się z tym, co inni o nich myśleli i mówili: jesteś grzesznikiem, to znaczy niegodnym kochania i niezdolnym do miłości. A jednak przyszli na ucztę, ponieważ zaprosił ich Mateusz, grzesznik, któremu wybaczono. To dzięki jego opowiadaniu i zaproszeniu, uwierzyli, że Twój Syn Maryjo nie brzydzi się ich grzechem. Tak rozpoczęła się ich droga do wiary w Boże przebaczenie. Uczta, która odbywa się w domu Mateusza jest więc spotkaniem grzeszników, którzy uwierzyli w Boże miłosierdzie.

I my też tak pragniemy Maryjo poprowadzić lednickie spotkanie 1 czerwca: ucztę grzeszników, którzy uwierzyli w Boże miłosierdzie. A w drodze ku Lednicy sami chcemy doświadczać Bożego Miłosierdzia, żeby zapraszać na lednicką Ucztę wszystkich młodych ludzi, zwłaszcza tych, którzy znając słabość swojego grzechu zwątpili, że są godni kochania. Tobie Maryjo zawierzamy te najgłębsze pragnienia Lednicy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem