Reklama

Jubileuszowe pielgrzymowanie do Piekarskiej Pani

2018-05-27 21:16

Łukasz Krzysztofka

Łukasz Krzysztofka

Dziesiątki tysięcy mężczyzn i młodzieńców pielgrzymowały do Sanktuarium Matki Sprawiedliwości i Miłości Społecznej w Piekarach Śląskich. Tegoroczna pielgrzymka była wyjątkowa ze względu na jubileusz 700-lecia konsekracji pierwszego, drewnianego kościoła w Piekarach.

Przed Mszą św., która była kulminacyjnym punktem pielgrzymki, kard. Zenon Grocholewski, legat papieski, odczytał list od papieża Franciszka. "Sługa Boży kardynał Stefan Wyszyński słusznie mawiał, że bez sprawiedliwości nie ma prawdziwego pokoju ani miłości społecznej. Lecz chrześcijanie powinni zawsze pamiętać, iż dla wiecznego zbawienia konieczne jest praktykowanie miłosierdzia i udzielanie przebaczenia: obie te rzeczy stanowią bowiem dowód prawdziwej wiary chrześcijańskiej, jak sam Pan wielokrotnie nas pouczał. Dlatego też Najświętsza Maryja Dziewica zupełnie słusznie jest nazywana Matką Sprawiedliwości i Miłości Społecznej, a jednocześnie jest wzywana jako Matka Miłosierdzia" - napisał Ojciec św.

Słowo do zebranych na kalwaryjskim wzgórzu skierował metropolita katowicki abp Wiktor Skworc. Odniósł się do katastrofy w kopalni „Zofiówka”, gdzie 5 maja 7 górników zostało uwięzionych prawie tysiąc metrów pod ziemią. - Dwóch z nich udało się uratować, ale Marcin, Piotr, Przemysław, Łukasz i Michał nie przeżyli wstrząsu, chociaż śpieszyło im z pomocą ponad 2,5 tys. ratowników - powiedział z bólem. Zapewnił o solidarności z rodzinami poszkodowanych. Podziękował Zarządowi Jastrzębskiej Spółki Węglowej i ratownikom górniczym z Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego. - Wasze działania to przykład bezgranicznej miłości bliźniego. Bóg zapłać wam. Dziękujemy! - powiedział metropolita katowicki.


Reklama

Abp Skworc mówił też o zaangażowaniu w życiu społecznym, codziennej trosce o kulturę życia i nawróceniu ekologicznym. Podkreślił, że wolne od handlu niedziele, o które w ciągu wielu lat upominali się biskupi katowiccy to wielka radość, jednak mają miejsce także niepokojące i nieuczciwe praktyki. - Nie ulegniemy korporacjom sieci handlowych, które usiłują ominąć stanowione prawo. Polska nie może pozwalać na to, aby lekceważono państwo prawa. Setki tysięcy zatrudnionych, zwłaszcza kobiet, nie muszą w niedzielę pracować - mogą odpocząć i być dla rodziny; zauważamy, jak w dwie wolne od handlu niedziele zmienia się styl życia - wskazywał abp Skworc.

Wielu pątników przybyło do piekarskiego Sanktuarium pieszo lub rowerem, tak jak Henryk Gwintok z Siemianowic Śląskich. Mimo że skończył 80 lat zawsze w ostatnią niedzielę maja wsiada na rower i przyjeżdża do Matki Bożej Piekarskiej. To pielgrzymowanie jest już dla niego tradycją. U Matki Bożej jest rok rocznie od ponad trzydziestu lat. - Przyjeżdżam, aby pozdrowić Matkę i podziękować Jej za to, że jestem tu, gdzie jestem i jestem tym, kim jestem. Czuję Jej opiekę każdego dnia i dziękuję za nią w modlitwie codziennie rano - mówi.

Eryk Prochoń i Józef Jędrysek są sąsiadami i także nie wyobrażają sobie, aby z Mysłowic nie przybyć do Piekar. Mają w tym roku ku temu również szczególny powód.- Nie da się pominąć tej uroczystości i nie być na niej. A w tym roku obchodzimy 75. rocznicę urodzin i jesteśmy tu, aby podziękować Bogu przez ręce Maryi za wszystkie otrzymane łaski i prosić o zdrowie na dalsze lata życia. Pielgrzymujemy tu od naszego dzieciństwa - opowiadają.

W tym roku po raz drugi gościem w Piekarach był kard. Zenon Grocholewski z Watykanu, który przewodniczył Mszy św. i wygłosił homilię. Po południu odbyła się także Godzina Młodzieżowa i nabożeństwo majowe, po którym w procesji odprowadzono cudowny obraz do piekarskiej Bazyliki, gdzie odśpiewano uroczyste "Te Deum".

Mężczyźni po raz pierwszy pielgrzymowali do Piekar w 1947 roku. Zgodę na zorganizowanie pielgrzymki wyraził biskup katowicki Stanisław Adamski. U stóp Matki Bożej Piekarskiej modlili się później m.in. kardynałowie: Stefan Wyszyński, Józef Glemp, Franciszek Macharski.

Sanktuarium w Piekarach to szczególne miejsce, gdzie zawsze wybrzmiewał społeczny głos Kościoła. Były tu poruszane trudne tematy. Zwłaszcza w czasach komunizmu spotkania te były oazą wolności dla ludzi pracy ze Śląska. Przybywali tu przede wszystkim hutnicy i górnicy. W latach 1965-1978 - co roku podczas pielgrzymki mężczyzn - homilię na wzgórzu piekarskim głosił ówczesny metropolita krakowski kard. Karol Wojtyła. Warto również wspomnieć, że oryginalny obraz Matki Bożej Piekarskiej znajduje się w katedrze opolskiej, a w Piekarach odbiera cześć jego XVII-wieczna kopia.

Tagi:
pielgrzymka mężczyzna Matka Boża Piekarska

U Matki Miłości

2018-06-06 12:21

Piotr Lorenc
Edycja sosnowiecka 23/2018, str. III

Piotr Lorenc
Nasi w drodze do Piekar

Tradycyjnie już, w ostatnią niedzielę maja, z parafii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Wojkowicach-Żychcicach wyruszyła diecezjalna pielgrzymka mężczyzn i młodzieńców na uroczystości maryjne do sanktuarum Matki Bożej Sprawiedliwości i Miłości Społecznej w Piekarach Śląskich. Pielgrzymkę zorganizował ks. Józef Handerek. Nie zabrakło także ks. Jana Szkoca, emerytowanego proboszcza parafii pw. św. Tomasza w Sosnowcu, ks. Piotra Pilśniaka, ks. Rafała Madeja, kapelana Zakładu Karnego w Wojkowicach czy ks. Szymona Wojciechowskiego, by wymienić tylko kilku. Trzon pielgrzymki stanowili Rycerze Kolumba, którym przewodził ks. Wojciech Kowalski.

Tegoroczną Mszę św. celebrował kard. Zenon Grocholewski, legat papieża Franciszka z Watykanu, który wygłosił także homilię. Kardynał jest emerytowanym prefektem Kongregacji Wychowania Katolickiego. Był już kaznodzieją na pielgrzymce mężczyzn w 2014 r. W tym roku pielgrzymka połączona była ze świętowaniem 700-lecia konsekracji ołtarza dedykowanego Matce Bożej w pierwszym drewnianym kościele w Piekarach w 1318 r.

Jak to jest w zwyczaju, przed uroczystą Msza św. głos zabrał metropolita katowicki abp Wiktor Skworc. Po słowach powitania odniósł się do kwestii społecznych i moralnych. Podkreślił, że darem na nowe stulecie powinna być podjęta w sumieniu odpowiedzialność, która w pierwszym rzędzie wyraża się w trzeźwości. – 800 tys. alkoholików i 3 mln ludzi szkodliwie pijących sieje spustoszenie zwłaszcza wśród dzieci i młodzieży – zaznaczył arcybiskup. Kolejnym przejawem odpowiedzialności – zdaniem metropolity – jest troska o codzienną kulturę życia. – Potrzeba świadectwa języka wolnego od przekleństw i wulgaryzmów. Potrzeba języka politycznego i społecznego wolnego od jątrzenia i kłamstwa. Potrzeba internetu wolnego od hejtu – apelował. Wśród tematów poruszonych na kalwaryjskim wzgórzu nie zabrakło też kwestii zanieczyszczenia środowiska i ekologicznego nawrócenia.

W homilii kard. Grocholewski podkreślił, że nie ma sprawiedliwości społecznej bez miłości społecznej. – Te dwa wyrażenia: „sprawiedliwość społeczna” i „miłość społeczna” w tytule Matki Bożej Piekarskiej to nie dwie odrębne rzeczywistości. Chodzi o wyrażenia, które się wzajemnie przenikają i w gruncie rzeczy najgłębsze uzasadnienie znajdują w objawionej nam tajemnicy o Trójcy Świętej. Wydaje się, że połączenie tych dwóch określeń „Matka Sprawiedliwości Społecznej” i „Matka Miłości Społecznej” jest jakimś wymownym na nasze czasy wołaniem, że bez autentycznej miłości nie będziemy w stanie realizować owocnego życia społecznego, należnej sprawiedliwości społecznej. Niech to wołanie dociera skutecznie do naszych serc i określa naszą modlitwę i nasze działanie zarówno w naszym życiu prywatnym, jak i wspólnotowym i politycznym – powiedział hierarcha.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem Tatą – to moja kariera

2018-06-13 09:54

Hubert Kowalski
Niedziela Ogólnopolska 24/2018, str. 18-19

Każdy może być ojcem, ale trzeba być kimś wyjątkowym, by być tatą

doroguzenda/fotolia.com

Nie da się opisać takiej „kariery” w kilku słowach, a poza tym zwyczajnie trudno dokładnie pamiętać, co czułem i myślałem wiele lat temu. Dlatego sięgnąłem do swoich zapisków.

1993 – Dziękuję

Byłem w tym roku na rodzinnych rekolekcjach i uświadomiłem sobie wiele rzeczy. Między innymi to, że Bóg obdarzył mnie wyjątkowymi rodzicami. Jestem szczęśliwy, czuję się wręcz wybrańcem, bo otrzymałem dar, z którego wielkości długo nie zdawałem sobie sprawy. Moi rodzice obdarzają mnie miłością od poczęcia, a nie wszystkim było to dane. W dzieciństwie chorowałem. Ten, jak to dawniej odbierałem, koszmar zaczął się, gdy miałem 2 lata, a skończył wraz z ukończeniem przeze mnie szkoły podstawowej. Był to czas, gdy wręcz regularnie kilka razy w roku stawałem na granicy życia i śmierci, choć tak naprawdę zdałem sobie sprawę z tego faktu dopiero wiele lat później. Wtedy bałem się tylko czasami. Częściej natomiast użalałem się nad sobą, miałem pretensje do najbliższych (właśnie głównie do rodziców) o to, że nie rozumieją, jak się czuję, jak bardzo się męczę. Podziwiam moich rodziców za ich oddanie, trud i cierpliwość.

Za ich wiarę w moje wyzdrowienie i wszystkie starania służące temu celowi – i udało się. Jestem zdrowy! Dziękuję im za ich miłość. Miłość, którą najwspanialej określa „Hymn o miłości” (1 Kor 13, 1-13). Pamiętam również swój młodzieńczy okres buntu i fascynacji muzyką młodzieżową lat 70. ubiegłego wieku. Słuchałem jej stale i głośno. Sam też po kilka godzin dziennie „rąbałem” w struny gitary i „wyłem do Księżyca” swoje piosenki o nieporadnych tekstach i prostych liniach melodycznych. Rodzice znosili to dzielnie. Ba, to oni umożliwili mi w mądry sposób zdobycie pierwszego magnetofonu i radia. Oni podarowali mi gitarę, a przede wszystkim wyrozumiałość, cierpliwość... po prostu miłość. Wytrzymali również wiele innych moich ówczesnych fascynacji. Dziękuję Wam, Rodzice, za to wszystko. Muszę podkreślić jeszcze jeden szczegół. To dyskretny wpływ na mnie mojego taty. Ten mistrz drugiego planu nauczył mnie wielu rzeczy w sposób dla mnie niedostrzegalny. Pragnę, abym sam równie wspaniale potrafił sprawdzić się jako tata, bym też umiał obdarzać swoje dzieci tą wielką prawdziwą miłością.

2003 – Przytul mnie

Od początku naszego pojawienia się na Ziemi czujemy ogromną potrzebę miłości, akceptacji i czułości. Gdy stajemy się dorośli, czasami staramy się unikać uzewnętrzniania uczuć, ukrywać ich potrzebę. Często okazuje się jednak, że to tylko poza, bo przecież bez okazywania miłości, czułości nie ma człowieczeństwa. Gdy nadszedł czas rozwiązania, moja żona musiała zostać kilka dni w szpitalu. Wówczas zobaczyłem, jak bardzo jej brakuje naszemu czteroletniemu synowi. Wieczorem nie mógł zasnąć mimo „pomocy” swoich ulubionych maskotek. Dopiero gdy ja się kładłem obok niego, odsuwał od siebie swoje przytulaki i rączkami chwytał moją dłoń, i dopiero tak do niej przytulony zasypiał. Widziałem wtedy, jak na jego twarzy pojawiają się spokój i szczęście. Muszę się przyznać do tego, że sam również czułem się szczęśliwy. Czułem ciepło jego rączek, jego ufność i potrzebę przytulenia się i uświadamiałem sobie, że dajemy sobie nawzajem coś, czego nie da się ani zobaczyć, ani wyrazić słowami. Po 3 dniach, kiedy mama wróciła ze szpitala z malutkim braciszkiem, radość naszego synka była nie do opisania. Całował ją po rękach i przytulał, a jego słowa były tak dojrzałe, że nas zadziwiał. Z ogromną radością i czułością przyjął również swojego braciszka.

Wszystkie moje dzieci zasypiały często przytulone do mojego ramienia. Teraz z gościny mojego ramienia korzysta pięciokilogramowy człowiek. Kiedy już ma sucho i jest najedzony, najlepiej mu się zasypia, gdy jest na nim we mnie wtulony. To jest niesamowite, jak wiele sobie wówczas nawzajem dajemy. Żadne pieniądze i bogactwa nie są w stanie dać człowiekowi tego, co daje takie przytulenie. I to bez względu na wiek. Moje nastoletnie córki również lubią się przytulić do mnie czy do mamy, i to niekoniecznie w jakiejś trudnej czy nadzwyczajnej sytuacji. Na koniec chcę powiedzieć o jeszcze jednej potrzebie przytulenia się – chrześcijańskiej potrzebie przytulenia się do Boga, potrzebie poczucia Jego dotyku, Jego ciepła, Jego miłości. Ja wiem, że to jest możliwe. Trzeba tylko chcieć, bo On na pewno tego pragnie.

Dzisiaj

Jak ten czas szybko biegnie. Moi drudzy rodzice (większość mówi: teściowie) zawsze powtarzali, że jeśli Bóg będzie w życiu na pierwszym miejscu, to wszystko inne będzie na właściwym miejscu, a przy życiowych wyborach radzili zobaczyć, jak wybrana osoba traktuje swoich rodziców. Mówili: jeśli nie szanuje własnych rodziców, to i ciebie nie uszanuje. Te same rady przekazaliśmy naszym dzieciom. Córki się usamodzielniły, a my zyskaliśmy kolejnych wspaniałych dwóch synów. Starszy syn studiuje, a młodszy rozpoczyna etap kończący się świadectwem dojrzałości. Każdy dzień przynosi nowe wyzwania, ale ze wsparciem Boga Ojca jakoś dajemy radę. W domu natomiast, na lodówce, zawisł kiedyś magnes sprezentowany mi przez wszystkie dzieci z napisem: „Każdy może być ojcem, ale trzeba być kimś wyjątkowym, by być tatą”. Warto było zostać tatą!

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Tato - ten, który steruje łodzią

2018-06-23 22:25

Agnieszka Bugała

Jeśli rodzina jest wielkim statkiem płynącym po wzburzonym morzu - ojciec stoi na mostku i trzyma ster. Nie może z niego schodzić wtedy, gdy okręt wykonuje najtrudniejszy manewr, skręt w zupełnie nowym kierunku. To on, kapitan, zna współrzędne, zagrożenia i cel wyprawy. Jeśli nie zna - naraża rodzinę na to, że ta utknie na mieliźnie albo roztrzaska się o skały.

Marta Sadownik

Są sprawy ważniejsze niż Himalaje

Monika od pięciu lat jest żoną. Zaraz po studiach zaczęła pracę, nieźle zarabia. Jej mąż Jacek, uznany fotograf, wciąż w rozjazdach. Chcieliby mieć dziecko, ale przyznają, że to by mogło zmienić ich dotychczasowy tryb życia. Dlatego czekają. Może za dwa, trzy lata? Muszą to zaplanować. Tomek z Asią zdecydowali się na dziecko trzy lata po ślubie. Ona na jakiś czas zrezygnowała z pracy, jest w domu. Ponieważ mieszkają z rodzicami, jej mama aktywnie uczestniczy w zajmowaniu się dzieckiem. To sprawia, że Tomek przestał się angażować w pomoc przy córce. Wycofał się na bezpieczną, jak mówi, dla mężczyzny pozycję - fotel przed telewizorem. Pierwszy z nich nie chce zrezygnować z tego, co robi teraz ani podjąć wyzwania. Drugi podjął, ale szybko pozwolił, aby za sterem stanęła żona i teściowa. Obydwaj panowie nie słyszeli o wietrze w żaglach, który niesie statek, ani o smaku przygód, jakie wynikają z bycia tatą.

„Są sprawy ważniejsze niż Himalaje” - pisał w książce pt. „Mój pionowy świat” Jerzy Kukuczka. „15 grudnia odleciała pierwsza grupa. Beze mnie. Są sprawy ważniejsze niż Himalaje. Najważniejsze. W sylwestra urodził nam się syn. Daliśmy mu na imię Maciek”.

Smutny raport o współczesnych sternikach

Kobieta staje z drżeniem przed mężem, który boi się zostać tatą, i pokazuje ciążowy test. Dla młodych małżeństw to często trudna próba miłości. Dla kobiety reakcja męża decyduje o sposobie przeżywania ciąży. Mężczyzna, oświadczając się kobiecie, biorąc ślub, musi wiedzieć, czy chce mieć dziecko i co robić, gdy zostanie ono poczęte, a później narodzi się. To jest dowód na jego odpowiedzialność za okręt, którym wypłynął.

Ojcem nie jest mężczyzna tylko wtedy, gdy podejmuje inicjatywę powołania nowego życia. On musi kontynuować to dawanie życia swemu dziecku dzień po dniu. Gdy da życie ciału, musi potem obudzić inteligencję, serce i sumienie dziecka. To długi proces, a podtrzymując nasze obrazowanie o statku i kapitanie, to po prostu bardzo długi rejs. Ojciec, jako kapitan okrętu, musi sobie z tego zdawać sprawę.

Dwa marzenia przyszłych rodziców

Większość mężczyzn wyobraża sobie ojcostwo jako czas górskich wypraw, jazdy na rowerze, długich dystansów w basenie, meczów piłki nożnej, wędkowania. Wyobrażają sobie syna, którego będą mogli uczyć, któremu będą mogli przekazywać swoją wiedzę. Bo mężczyzna dojrzały chce dzielić z dziećmi swój męski świat - pasje, zadania, trudne do zdobycia szczyty, wiedzę. Kobieta, gdy myśli o dziecku, koncentruje się raczej na jego bezradności, maleńkości i swoją rolę widzi jako ta, która osłania, zabezpiecza, pomaga. Nie naraża na ryzyko i wyzwania. Chce ukryć, zatrzymać.

Chodź, zbudujemy most

Dojrzały mężczyzna, świadomy własnej tożsamości, będzie dążył do wyprowadzenia dziecka na zewnątrz domu, własnych słabości i wreszcie rodziny. Do pokonywania przeszkód i trudności. Poda rękę i pozwoli wyruszyć własną drogą. Przyjdzie przecież dzień, że dziecko zechce opuścić łódź i wsiąść na własną. Ojciec musi być tym, który pomaga dorastać do tej chwili. Więcej - on wie, że ta chwila jest już zaplanowana w przyszłości, a jego rola to uformowanie nowego sternika - jeśli to syn, albo towarzyszki sternika - jeśli to córka. Świadomość obojga - mamy i taty - musi być na tyle duża, aby matka nie zabraniała ojcu na męski sposób realizowania rodzicielstwa. Koniecznie muszą się uzupełniać, jednak nie mogą myśleć, że są w stanie zastąpić siebie w pełnieniu tych ról. Ojciec uczy dzieci świata mężczyzn - tych, którzy bronią słabszych i pokrzywdzonych, walczą o uczciwość i sprawiedliwość, dbają o ekonomiczne zaplecze rodziny. Kochają wiernie i decyzyjnie - bez odwołania miłości pod wpływem nabrzmiałych do granic emocji.

Sternik musi czasem zmienić kurs, aby ocalić okręt przed katastrofą, ale nie rezygnuje z celu wyprawy. Dla katolickich rodzin tym celem musi być życie wieczne, wszystko inne - zaszczyty, tytuły, pieniądze - nie ma sensu.

Nie mów, co robić, po prostu rób to, co dobre

Ale jak być ojcem, który wychowuje? Dzieci nie lubią długich kazań. Ani małe, ani starsze. Wyłączają swoją uwagę, a ojcowie często złoszczą się i skarżą, mówiąc: „Mój syn mnie nie słucha, córka ma mnie za nic”. Ważna informacja dla każdego taty: ojciec nie przekazuje systemu wartości, wygłaszając długie przemowy przy kuchennym stole lub w trakcie jazdy samochodem. On na co dzień stara się żyć w taki sposób, aby dzieci bez nudnych kazań wiedziały, co powinny robić. Jan Paweł II często w swych opowieściach wracał do obrazka zapamiętanego z dzieciństwa: tato, wdowiec, modlący się na kolanach przy łóżku. Nie musiał pan Wojtyła mówić potem: „Módl się, Karol, tak trzeba”. Syn widział i dowiadywał się w najlepszy ze sposobów: „Skoro mój tata tak robi, to widocznie jest to dobre”.

Jeśli tato krzyczy na mamę i mówi o niej, używając obraźliwych słów, na nic zdadzą się wzniosłe przemowy o szacunku dla kobiet. Jeśli tato jest właścicielem firmy i nie wynagradza uczciwie swych pracowników - na nic puste frazesy o uczciwości. Jeśli tato głosił szczytne, antykomunistyczne idee, a po latach okazało się, że jednak należał do PZPR, trudno, by dziecko nie poczuło się oszukane. Jeśli niedzielne przedpołudnie to dla ojca czas wypadu na ryby, nie można się dziwić, że dziecko nie chce chodzić do kościoła. Dziecko wie, czym i w jaki sposób żyją jego rodzice, szybko odkrywa podwójność.

Tato nie może karać milczeniem

To, co ważne dla ojców, gdy dzieci nie są posłuszne, to nie próbować się na nie obrażać. Manifestowanie swojej rodzicielskiej władzy, obnoszenie się ze zranioną dumą rodzica - ostentacyjne milczenie, które trwa czasem kilka dni, nie zmieniają naszych dzieci. Rodzą wyolbrzymione poczucie winy i nie uczą rozwiązywania konfliktów. Pokazują postawę egoisty: „Nie robisz, jak ja chcę, to się obrażam”. Jakie będzie małżeństwo dziecka, które wkroczy w dorosłość z takim bagażem doświadczeń? Już dziś rokuje ciche dni z żoną i dąsy, zamiast rzeczowej rozmowy. Tato musi nauczyć siebie, a potem swoje dziecko rozmawiać o sytuacjach trudnych, o rozczarowaniach. Męskim językiem, innym niż ten, którego w takich rozmowach używa mama, ale to jego obowiązek. Nie wystarczy, że nauczymy dziecko mówić „dzień dobry” niemiłym sąsiadom, ono musi przede wszystkim umieć stawić czoła trudnościom.

Tym, którzy czekają na dziecko

Jeśli przyjąć, że dzień narodzin dziecka jest linią startu dla rodzicielstwa, to kobieta bierze przed startem dłuższy rozbieg. Ma dziewięć miesięcy na to, aby w dniu przyjścia na świat dziecka być dobrze przygotowaną. Jest sam na sam z maleństwem. Dzielą tlen, pokarm, krew, przestrzeń. Nie ma fizycznego zespolenia większego niż to. Mężczyzna - mąż, ojciec dziecka - jest w innej sytuacji, ale powinien, podejmując świadomy wysiłek, wykorzystać czas ciąży najlepiej jak to możliwe. Nie może być zaskoczony.

Nasza miłość zaprasza tu dziecko...

Ktoś pięknie powiedział, że już w oczach żony wita się dziecko, które pocznie się z miłości. W to zdanie wpisuje się wdzięczność żonie za trud dziewięciu miesięcy, ale też świadoma zgoda na to, aby ta właśnie kobieta była matką moich dzieci. Nie inna, nie przypadkowa. Właśnie ta. Zresztą, choć innym językiem, ale taką właśnie zgodę wyrażają małżonkowie słowami przysięgi małżeńskiej: deklarują, że przyjmą potomstwo, jakim Bóg ich obdarzy. Ta przysięga zobowiązuje również do tego, aby od początku mężczyzna podejmował konkretne kroki w przygotowywaniu siebie do bycia ojcem. Jeśli rany wyniesione z domu w relacji z własnym ojcem są zbyt głębokie, jeśli nie ma wzorców - może się okazać, że trudno podjąć ten wysiłek. Ale nie trzeba się bać. Instynkt ojcowski budzi się powoli, a Bóg, którego małżonkowie zapraszają do swojej miłości przez sakrament, pomaga w stawaniu się tatą. On, który pierwszy jest Ojcem, może pomóc w tym trudnym rejsie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem