Reklama

Rodzinny Piknik Misyjny na Kruczej

2018-06-18 15:46

Anna Buchar

Anna Buchar
Rodzinny Piknik Misyjny w ogrodzie klasztornym ojców franciszkanów

Możliwość przymierzenia strojów z krajów misyjnych, quiz misyjny z nagrodami, gry i zabawy dla dzieci, konkursy i zawody sportowe, występy zespołu Mały Asyż i chóru parafialnego Borromeo, wystawa misyjna, grill, słodkości, a przede wszystkim dobra zabawa – w niedzielę, 17 czerwca w ogrodzie klasztornym ojców franciszkanów we Wrocławiu odbył się Rodzinny Piknik Misyjny.

Piknik poprzedziła Msza św. sprawowana o godz. 10.00 w kościele św. Karola Boromeusza. W homilii o. Marian Melnyczuk - franciszkanin z Bołszowiec na Ukrainie, dzielił się swoim doświadczeniem posługi duszpasterskiej poza granicami Polski. Misjonarz zauważył, że w naszym życiu nie mamy częstej styczności z ziarnem, które zdaniem duchownego podobne jest do słowa. – Słowa, w których mówimy o dobroci, o miłości, o życzliwości i o przebaczeniu, bez uczynków są tylko pustymi słowami. Tak jak ziarno, które położone na stole nie przynosi plonu. Małe, acz proste słowa, stają się wielkim skarbem – dziełem, z którego chcą zaczerpnąć inni ludzie. Moi drodzy starajcie się nosić te dobre owoce, które daje nam Słowo Boże – mówił franciszkanin.

Po Eucharystii rodziny z dziećmi udały się do ogrodu klasztornego ojców franciszkanów, gdzie rozpoczął się zorganizowany przez wrocławską Grupę Misyjną Rodzinny Piknik Misyjny. - Celem wydarzenia jest rozpropagowanie i zachęcenie do działania na rzecz misji – mówi Halina Sasin, animator Grupy Misyjnej. – Tutaj każdy mógł znaleźć coś dla siebie, zarówno dla ciała, jak i dla ducha – dodaje.

Reklama

Zobacz zdjęcia: Rodzinny Piknik Misyjny

Co cenne, do organizacji wydarzenia włączyły się wszystkie grupy działające przy parafii. – Cieszymy się, że mogłyśmy włączyć się w organizację tego wspaniałego przedsięwzięcia. Razem z Czesią, Grażyną i Krysią piekłyśmy ciasta, aby w ten sposób choć trochę przysłużyć się potrzebującym – mówi pani Teresa, z przynależącej do parafii gr. Ojca Pio i Rycerstwa Niepokalanej. Włączył się także posługujący w parafii o. Rafał Będkowski, który sam przebywał niegdyś na misjach w Uzbekistanie. Franciszkanin namalował kilka obrazów, z których uzyskany dochód przeznaczony zostanie na pomoc działaniom misyjnym.


Tagi:
misje Rodzinny Piknik Misyjny

MIVA Polska od 18 lat pomaga misjonarzom

2018-07-18 12:39

nak / Warszawa (KAI)

Ponad 500 samochodów, 148 motocykli, 1485 rowerów – to tylko część pojazdów przekazanych na misje za pośrednictwem stowarzyszenia MIVA Polska. Działa ono od 2000 roku zajmując się zdobywaniem środków na zakup środków transportu dla misjonarzy: samochodów, rowerów ale tez łodzi czy koni.

Archiwum MIVA Polska

Założycielem stowarzyszenia jest ks. Marian Midura, który po powrocie z misji w Afryce, założył w Polsce stowarzyszenie pomagające misjonarzom w wypełnianiu ich posługi.

- Po powrocie z Afryki w 1999 r. zobaczyłem, że w Polsce mamy już coraz lepsze samochody, dużo więcej kierowców , a polscy misjonarze w tym czasie jeździli naprawdę słabymi pojazdami – wspomina ks. Midura. – Widziałem wiele przypadków, kiedy misjonarz był ranny po wypadku czy nawet ginął, tylko dlatego, że samochód był w bardzo złym stanie technicznym - dodaje.

Stowarzyszenie MIVA Polska pomaga misjonarzom w zdobywaniu i zakupie misyjnych środków transportu przez corocznie organizowaną „Akcję św. Krzysztof”. W parafiach zbierane będą ofiary do puszek na zakup pojazdów dla misjonarzy. Ideą jest przekazanie na środki transportu dla misjonarzy tyle groszy, ile w ciągu roku przejechało się kilometrów - 1 grosz za 1 szczęśliwie przejechany kilometr.

W zeszłym roku w ramach „Akcji św. Krzysztof” udało się zebrać prawie 2 mln 800 tys. złotych. Za te pieniądze zakupiono 48 samochodów terenowych i osobowych, 2 busy, ambulans, traktor, 39 motocykli i motorowerów, 470 rowerów dla katechistów, 2 silniki do łodzi i 2 łodzie motorowe, motolotnię oraz 30 wózków dla niepełnosprawnych, które trafiły do misjonarzy w prawie 30 krajach, głównie w Afryce i Ameryce Południowej.

W ciągu 18 lat działalności MIVA Polska zakupiła dzięki ofiarności darczyńców m.in.: 529 samochodów, 148 motocykli, 1485 rowerów, 14 łodzi, 2 konie, 13 ambulansów.

„Dzięki temu polscy misjonarze mogą bezpiecznie głosić dobrą nowinę w różnych częściach świata” - powiedział KAI Krajowy Duszpasterz Kierowców, Ks. Marian Midura.

MIVA Polska zaczęła działać w 2000 roku decyzją KEP przy Komisji Episkopatu Polski ds. Misji.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Centrum nędzy w środku Europy

2018-07-17 13:10

Tomasz Winiarski
Niedziela Ogólnopolska 29/2018, str. 22-25

Z youtuberem Vonskym – twórcą dokumentu pt. „Projekt Lunik” – rozmawia Tomasz Winiarski

Vonsky

TOMASZ WINIARSKI: – Jak reagowali ludzie, którym mówiłeś, że wybierasz się w tak nietypowe miejsce? Nie miałeś obaw, że pakujesz się w kłopoty?

VONSKY: – Od początku traktowałem podróż do Luníka na równi z podróżą do miejsc typu Donieck, Ługańsk, Syria czy fawele w Brazylii. Bałem się straszliwie, a szczególnie o sprzęt. Wiele z moich obaw się nie sprawdziło, ale może to dzięki podwojonej ostrożności? Jakoś daliśmy radę bez strat materialnych, nikt nas nie pobił, niczego nam nie zniszczono. Ale to pewnie dlatego, że też byliśmy „grzeczni” i oprowadzała nas osoba „z wewnątrz”, chociaż obawialiśmy się, że Marian – nasz przewodnik może mieć przez to w lokalnej społeczności problemy, że z nami trzyma. Ale chyba nic takiego, poza kilkoma tekstami w jego stronę, nie miało miejsca.

– Na Twoich zdjęciach owiany złą sławą Luník IX, czyli największe romskie getto w Europie, wygląda niemalże jak strefa działań wojennych...

– I właśnie tak to sobie wyobrażałem przed przyjazdem. Na miejscu emocje pozostały, ale z czasem ochłonąłem i zacząłem się przyzwyczajać do tej rzeczywistości. Oczywiście, z naszej perspektywy, osób wychowanych w dobrobycie, nie da się przyzwyczaić do bezdomności czy ulicznego stylu życia. To nie nasza bajka, ale poznać i odkryć to od środka jest doświadczeniem bardzo otwierającym głowę na wiele życiowych aspektów. Przede wszystkim doceniasz to, co masz. Został jeszcze jeden blok do wyburzenia, który się sypie. W całym bloku żyje może 5 rodzin. Jego stan jest tragiczny, rzekomo przez to, że Romowie wyjmowali zbrojenia budynku, które potem sprzedawali. Wszędzie gruz i śmieci. Reszta bloków wygląda trochę lepiej, ale też są w opłakanym stanie. Przede wszystkim dużo pleśni i wilgoci. Mieszkańcy mówią, że niektóre pokoje na zimę w ogóle barykadują, bo nie da się w nich wysiedzieć przez brak ogrzewania i problemy z pleśnią i wilgocią.

– Jak przyjęli Was miejscowi? Zdobyliście ich zaufanie? Co sprawiło Wam najwięcej trudności?

– Dzieci, z którymi piątego dnia graliśmy na blokowisku w piłkę, pierwszego dnia pokazywały nam noże i środkowe palce. Nie było to łatwe, ponieważ poprzednie grupy filmowe czy telewizyjne nie zostawiły najlepszego wrażenia. Mieszkańcy Luníka czują się jak małpy w zoo. Telewizje obiecywały poprawę po nagraniu swojego materiału. Obiecywano Romom, że państwo się nimi zajmie, że im pomoże. Rozdawano różnym rodzinom pieniądze za to, żeby wystąpiły przed kamerą lub żeby pokazały im swoje mieszkania. Nadal uważam, że należałoby zostać tam jeszcze dłużej, żeby zdobyć jeszcze większe zaufanie oraz więcej materiałów filmowych. Poznać więcej ludzi i ich historie. Generalnie zawarliśmy kilka znajomości i jeśli tam wrócimy, to raczej będziemy mile widziani.

– Gdzie nocowaliście? W dzielnicy Luník panują tragiczne warunki sanitarne – mieszkańcy są odcięci od prądu i wody. Nie jest łatwo tam przetrwać. Powszechne są też różnego typu choroby, np. wszawica i zapalenie wątroby.

– Zamieszkaliśmy w ośrodku Salezjanów, gdzie warunki są porównywalne do typowych hosteli. Ok. 50 m od najbliższego bloku, w którym prawie w ogóle nie ma wody, prądu i ogrzewania. Pokój z widokiem na Luník – wtedy najbardziej doceniasz nawet najmniejsze udogodnienia. Mieszkańcy Luníka nie mają łatwo i rzeczywiście borykają się z bardzo wieloma problemami. Wszawica, szczególnie wśród dzieci, jest widoczna i powszechna. My na szczęście nic nie złapaliśmy, chociaż księża pracujący na Luníku sami wspominali, że raz na jakiś czas coś się zdarzy. Jeden z bloków, w którym byliśmy, był odłączony od wody. Woda działa tylko przez parę godzin po dwa razy dziennie w piwnicy. Nie wszyscy się też szczepią.

– Osiedle Luník powstało w latach 70. ubiegłego wieku i z założenia miało być zamieszkałe głównie przez rodziny policjantów i wojskowych. Jak to się stało, że dzisiaj wegetują tutaj wyłącznie bezrobotni Romowie, a dzielnica stała się symbolem skrajnej patologii społecznej?

– Luník IX był jednym z bardziej prestiżowych osiedli swego czasu. Jak widać, Romowie nie wpisywali się we wzór idealnych sąsiadów i wystarczyło zaledwie jedno pokolenie, aby sprawić, by reszta lokatorów innych narodowości wyprowadziła się z osiedla. Romowie mają w swoim zwyczaju posiadanie rodzin wielodzietnych, a więc szybko stali się na Luníku zdecydowaną większością. Okazuje się, że przymusowa integracja i cały projekt komunis-
tycznych władz Czechosłowacji nie wypaliły. Chyba nie jest ciężko zgadnąć dlaczego.

– No właśnie, czyli to wina nieudanego projektu komunistycznych władz, który polegał na przymusowej integracji społeczności romskiej?

– Myślę, że wszyscy się zgodzimy z tezą, iż jest to nieudany eksperyment przymusowej integracji i ingerencji systemowej w prywatne życie ludzi. Ale jako reporterowi ciężko mi postawić dokładną diagnozę.

– Bezrobocie w dzielnicy Luník IX wynosi niemalże 100 proc. Nędza, brak pracy i perspektyw – to idealny przepis na wzrost przestępczości. Wy natomiast przyjechaliście tam z drogim sprzętem fotograficznym... Naprawdę udało się wrócić bez strat?

– Oficjalne statystyki mówią o niemalże zerowej przestępczości. Nieoficjalnie – wiadomo. Jest tak, ponieważ bycie kapusiem nie jest czymś mile widzianym na Luníku IX. O sprzęt bałem się bardzo, ale obyło się bez żadnych strat. Uprzedzono nas, że na dwa dni przed naszym przyjazdem przyszły dla mieszkańców Luníka pieniądze z socjalu. A oni te pieniądze trwonią w pierwszym tygodniu na imprezy i alkohol. No i właśnie chodziło o to, żeby uważać na ludzi pod wpływem. Czy to alkoholu, czy innych używek, ponieważ mogą być agresywni.

– Czy władze Słowacji podejmują w ogóle jakieś kroki mające na celu np. aktywizację zawodową tych ludzi? Podobno system zasiłków socjalnych oraz widmo windykacji zniechęcają Romów do podjęcia pracy zawodowej. Jak to wygląda?

– Temat Luníka IX jest tematem każdej samorządowej kampanii wyborczej Koszyc, a temat Romów sam w sobie jest tematem kampanii parlamentarnej. Pomysłów było wiele – m.in. nagrody dla romskich kobiet, które poddadzą się sterylizacji. A dzień przed wyborami politycy przyjeżdżają na Luník z kiełbasą wyborczą w formie darmowych worków z ziemniakami. Pokojowa Nagroda Nobla dla osoby, która rozwiąże ten problem społeczny.

– Kierowcom autobusów miejskich, którzy kursują na trasie zahaczającej o getto, władze płacą specjalne premie finansowe za pracę w warunkach podwyższonego ryzyka. Czy faktycznie jest tam aż tak niebezpiecznie?

– Nie powiedziałbym, żeby Romowie chcieli zagrozić kierowcom – są bardziej nieprzychylni wobec gapiów, którzy przyjeżdżają zrobić kilka zdjęć, lub wobec ekip telewizyjnych. Telewizje z zagranicy dużo naobiecywały, że ich materiały wideo pomogą tej społeczności itp. Generalnie Romowie z Luníka nie chcą się czuć jak fotografowane małpy w cyrku. W Internecie są zdjęcia, jak autobus linii 11 wygląda od środka, i rzeczywiście jest w opłakanym stanie.

– Jest w opłakanym stanie, bo władze nie chcą inwestować w tę społeczność, czy ze względu na to, że niszczą go romscy pasażerowie?

– Akurat tego nie wiem, może na tej linii kursują starsze autobusy, a może zdewastowali je Romowie?

– Czy dla słowackiej policji ta część Koszyc również stanowi strefę „no-go”, do której wolą się nie zapuszczać?

– Słowacka policja raczej nie traktuje zgłoszeń na Luník IX poważnie, aczkolwiek my sami byliśmy świadkami interwencji. Ale może wytłumaczę dla jasności: jedna karetka była eskortowana przez dwa radiowozy. Na samym osiedlu znajduje się komisariat policji. Raczej nie nazwałbym tego miejsca mianem strefy „no-go” dla policji, choć faktem jest, że raczej niechętnie przyjmują zgłoszenia.

– Czy zaryzykowałbyś stwierdzenie, że na Luníku panuje bezprawie? Samosądy?

– Raczej nie.

– Na miejscu działa katolicki zakon ojców salezjanów. Na czym polega pomoc, która za ich sprawą dociera do romskiej społeczności w Koszycach?

– Ich pomoc opiera się na kilku filarach. Przede wszystkim jest to ewangelizacja i zjednoczenie z Bogiem – 80 proc. mieszkańców Luníka IX uważa się za katolików. Życie w wierze to z założenia życie uczciwe, dobre i pracowite, więc są to dobre podstawy wychowawcze zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych. Kolejne takie filary to wychowanie młodzieży, pomoc w znalezieniu pracy, praca z takimi rodzinami. Za darmo lub za małą opłatą można w ośrodku uprać także swoje ubrania. Salezjanie robią naprawdę bardzo dobrą robotę.

– Czy obok organizacji katolickich na miejscu pomaga ktoś jeszcze?

– Są wolontariusze z miasta, ale nie chcieli z nami rozmawiać i ciężko mi zdefiniować, na czym polega ich pomoc. Mają na Luníku swoje biuro.

– Wspominałeś, że władze wyburzają kolejne budynki, których stan grozi zawaleniem. Zmniejsza się też liczba mieszkańców Luníka. Jaka jest zatem przyszłość tego miejsca?

– Z tego, co mówił starosta Luníka IX, wynikało, że planuje wybudowanie czterdziestu nowych mieszkań dla rodzin, które bardziej się starają i wychodzą na prostą. Mimo tego liczba mieszkańców rzeczywiście spada. Bardzo możliwe, że za kilka lat to miejsce będzie zupełnie inne niż teraz. Już się zmieniło, od kiedy byliśmy tam po raz pierwszy w lutym, a kolejny raz w maju.

– Co jest tak naprawdę przyczyną katastrofy, która kryje się pod nazwą „Luník IX”? Zawinił system czy może chodzi o kulturowe uwarunkowania społeczności cygańskiej?

– Romowie obecnie żyjący na Luníku IX mają mało wspólnego z kulturą cygańską, którą znamy. To jest kwestia pokoleniowa i tego, że całe to miejsce jest skupiskiem patologii, która jest dziedziczona. Tym ludziom po prostu brakuje przykładu, motywacji. W większości to nie jest tak, że oni deklarują: „Nie chcemy być jak reszta białych Słowaków”. Oni nie mają nic przeciwko, ale po prostu z jakiegoś powodu im się nie chce. Brakuje perspektyw.

– Myślisz zatem, że istnieje recepta na jakąkolwiek poprawę sytuacji tych ludzi? Dostrzegasz światełko w tunelu tej beznadziei?

– O to samo zapytaliśmy ks. Pavla, ale nie dostaliśmy jasnej odpowiedzi. Ciężko jest przewidzieć losy Luníka IX, gdyż jest to także temat debaty politycznej. Subiektywnie patrząc, duża część tych ludzi nie jest z natury zła. Po prostu mieli brak szczęścia urodzić się w takim miejscu. Największa nadzieja jest w młodych, ponieważ starych drzew się nie przesadza, a to dorośli powinni zadbać o to, aby kolejne pokolenia nie dziedziczyły ich niedoli.



Zapraszamy do odwiedzenia kanału "Vonsky Channel" na YouTube, gdzie znajduje się więcej ciekawych materiałów, nie tylko o Luniku IX

Obejrzyj film: Vonsky Channel
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Warszawa: za tydzień II Kongres Młodzieży Polonijnej

2018-07-23 12:35

Warszawa / pgo,lk (KAI)

Ponad 250 osób m.in. z Brazylii, Paragwaju, Stanów Zjednoczonych, krajów skandynawskich i Europy Zachodniej weźmie udział w II Kongresie Młodzieży Polonijnej. Spotkanie zaplanowano od 28 lipca do 5 sierpnia w Warszawie. Uczestnicy kongresu zwiedzą Warszawę i wezmą udział w rocznicy Powstania Warszawskiego, a nawet sami przeprowadzą historyczną rekonstrukcję powstańczych walk.

www.facebook.com/KongresMlodziezyPolonijnej

Pierwszy Kongres Młodzieży Polonijnej odbył się tuż przed Światowymi Dniami Młodzieży w Krakowie w 2016 r. W tym roku jego program ma nawiązywać do 100. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości.

W Kongresie weźmie udział 250 osób z różnych części świata - młodzież z krajów skandynawskich, Europy Zachodniej, Brazylii, Paragwaju, Stanów Zjednoczonych, a także ze Wschodu: Ukrainy, Białorusi, Litwy, dalekiej Rosji czy Mołdawii. Młodzi zostaną podjęci przez rodziny z warszawskich parafii.

Na pierwsze trzy dni Kongresu przewidziano warsztaty ewangelizacyjne, którym przyświecać będzie hasło „Wiarą powołani”. - Bezpośrednio odwołuje się ono do dokumentu przygotowującego Synod Biskupów poświęcony duszpasterstwu młodzieży, który będzie odbędzie się w październiku w Rzymie. Chcemy w tych pierwszych dniach pokazać młodym ludziom, co to znaczy powołanie chrześcijańskie i w jaki sposób można żyć wiarą w środowiskach, które są obojętne lub wrogo nastawione do religii chrześcijańskiej – wyjaśnia bp Wiesław Lechowicz, delegat KEP ds. emigracji polskiej.

Kolejne dwa dni Kongresu będą nawiązywały do pogłębiania tożsamości narodowej wśród młodych ludzi i budzenia ducha patriotyzmu. Ostatnie dwa dni wydarzenia poświęcone będą omówieniu sposobów realizacji kongresowych wniosków po wyjeździe do swojego kraju.

Zdaniem Dariusza Bronisławskiego, prezesa Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”, Kongres jest okazją na zaangażowanie młodych ludzi w działania promujące polskość. - To duża szansa w docieraniu do młodych ludzi z przekazem dotyczącym Polski, polskiej wartości. Z ogromną radością przystąpiliśmy do organizowania tego Kongresu, tym bardziej, że będzie on ogromnie cennym uzupełnieniem zaplanowanego na wrzesień Światowego Zjazdu Polonii, organizowanego wspólnie z marszałkiem Senatu Stanisławem Karczewskim i Radą Polonii Świata – mówi prezes "Wspólnoty Polskiej".

Z kolei ks. Leszek Kryża uważa, że oprócz owoców Kongresu w postaci nowych znajomości, a nawet zawartych po Kongresie małżeństw, ważne będzie doświadczenie przez młodzież, zwłaszcza ze Wschodu, Kościoła powszechnego. - Dla nich jest to bardzo ważne i budujące. Kongres Młodzieży Polonijnej był pierwszym doświadczeniem Kościoła powszechnego, a dopełnieniem tego doświadczenia były Światowe Dni Młodzieży – przypomina dyrektor Zespołu Pomocy Kościołowi na Wschodzie KEP.

W programie Kongresu przewidziano Msze św. z udziałem metropolity warszawskiego kard. Kazimierza Nycza, Prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka, metropolity łódzkiego abp. Grzegorza Rysia, a także bp. Wiesława Lechowicza, delegata KEP ds. emigracji polskiej.

Organizatorami II Kongresu Młodzieży Polonijnej są: Duszpasterstwo Emigracji Polskiej, Stowarzyszenie „Wspólnota Polska”, Zespół Pomocy Kościołowi na Wschodzie, Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży, Młodzieżowa Agencja Informacyjna MAIKA, Komisja KEP ds. Misji, Senat RP, parafia pw. Niepokalanego Poczęcia NMP w Warszawie, parafia pw. św. Marii Magdaleny w Warszawie, parafia pw. bł. Edwarda Detkensa w Warszawie, parafia pw. Zesłania Ducha Świętego w Warszawie, parafia pw. Matki Bożej Wspomożycielki Wiernych w Warszawie, Fundacja NIEDZIELA. Instytut Mediów i Rycerze Kolumba.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem