Reklama

Dom na Madagaskarze

Pustelnicy w Krakowie

2018-07-11 11:57

Justyna Walicka | Archidiecezja Krakowska

Marcin Konik-Korn

Wspominamy dziś w liturgii św. Benedykta z Nursji, którego papież Paweł VI ogłosił patronem Europy. Na opracowanej przez niego regule życia monastycznego oparło się wiele zakonów. Między innymi jeden z najbardziej surowych - zakon kamedułów, którzy podobnie jak św. Benedykt prowadzą życie pustelnicze.

Pewnie niewielu z krakowian zdaje sobie sprawę, że klasztor kamedulski na Bielanach, od XVII wieku górujący nad miastem, jest jednym z dwóch czynnych eremów kamedulskich w Polsce. Ten drugi znajduje się w Bieniszewie. Na całym świecie natomiast jest ich zaledwie dziewięć - oprócz Polski we Włoszech, Hiszpanii, Kolumbii, Stanach Zjednoczonych i Wenezueli.

Teren eremu usytułowanego na Srebrnej Górze w Lesie Wolskim otacza gruby, wysoki mur, poza który nie sposób zajrzeć. To potęguje wrażenie tajemnicy i przyciąga. Każdego dnia jednak w wyznaczonych godzinach na teren klasztoru mogą wejść mężczyźni. Kobiety tylko 12 razy w roku. Najbliższa taka możliwość będzie 15 sierpnia.

Reklama

Życie mnichów dalece odbiega od standardów dzisiejszego świata, a także od życia zakonów czynnych. Ich dni w całości poświęcone są Bogu. Świadomie rezygnują ze wszystkiego, co mogłoby ich od Pan Boga oddalać. Dużo poszczą, modlą się i pracują fizycznie. Wstają przed świtem (tzn. o godz. 3:45) i spędzają dzień w całkowitym milczeniu. Rozmawiają tylko wtedy, kiedy zachodzi taka konieczność, zawsze na boku, przyciszonym głosem. Nie spożywają mięsa. Noszą białe habity. Nie wyjeżdżają w odwiedziny do swoich rodzin ani na urlop. Na znak oddania się Bogu golą głowy i, zgodnie z tradycją, noszą długie brody. Po śmierci chowani są w krypcie, w podziemiach prezbiterium swego kościoła i dopiero po 100 latach ich szczątki przenoszone są do zbiorowego grobowca.

Od lat ojcowie kameduli do mężczyzn kierują jeszcze jedno, szczególne zaproszenie. Otóż mury klasztorne otwierają się jeszcze bardziej dla każdego, kto chce przeżyć tu rekolekcje w milczeniu, oderwać się od gonitwy dnia codziennego, usłyszeć Boga czy po prostu odpocząć według zasady „ora et labora". Wystarczy skontaktować się z klasztorem i ustalić dogodny termin. Przybyły gość otrzymuje swoją celę i zostaje zaproszony do wejścia w rytm dnia codziennego eremitów.

- Uderzyła mnie panująca tam cisza - dzieli się wrażeniami ze swojego pobytu u kamedułów pan Ludwik Skarżyński. - Pierwszy ranek był trudny, ale z każdym dniem wstawało się coraz lżej. Człowiek wchodzi w ten rytm, z góry wie co i kiedy będzie się działo, nie jest zaskakiwany. To powoduje, że niemal wyłącznie można skupić się na życiu duchowym, uspokoić, wyciszyć i zwolnić.

Na pytanie komu poleca takie rekolekcje, pan Ludwik odpowiada, że przede wszystkim tym, którzy są zabiegani, rozkojarzeni, którzy za bardzo weszli w sprawy tego świata. U kamedułów można odzyskać równowagę.

Zakonnicy podkreślają, że na zamknięte rekolekcje nie przyjmują grup, a jedynie indywidualne osoby. Przyjeżdżają tu nie tylko duchowni, ale mężczyźni każdego stanu, niemal każdego wieku i wielu profesji. Często także ci, którzy raz zakosztowali kamedulskiej ciszy chętnie tu wracają.

Kobiety mogą przekroczyć mury klasztorne tylko 12 razy w roku w następujące dni, które nie uległy zmianie od 1610 roku:

7 lutego

Zwiastowanie Pańskie

Niedziela Wielkanocna

Niedziela Zesłania Ducha Świętego

Poniedziałek po niedzieli Zesłania Ducha Świętego

Boże Ciało

19 czerwca

Niedziela po 19 czerwca

Wniebowzięcie Najświętszej Marii Panny - 15 sierpnia

Narodzenie Najświętszej Marii Panny - 8 września

Niepokalane Poczęcie Najświętszej Marii Panny - 8 grudnia

Boże Narodzenie

Tagi:
Kraków Zakon Kamedułów

Kameduli i… powstańcy styczniowi

2019-01-16 11:11

Agnieszka Dziarmaga
Edycja kielecka 3/2019, str. I

Oto tajemnice, a raczej chyba mało znane informacje i ciekawostki ze słynącego niegdyś zamożnością Szańca. Chodzi o ślad po ostatnim fundowanym eremie kamedulskim w Polsce -był nim Erem Margrabski (Eremus-Marchionalis), w Szańcu właśnie. Z pokamedulskim wspomnieniem wiąże się także motyw powstania styczniowego – a to już znane fakty. Właśnie mija 156.rocznica wybuchu powstańczej walki

TD
Szaniec, pomnik powstańców styczniowych

Ów erem istniał niecałe sto lat, od 1722 do 1819 r. w lasach k. Szańca. Pozostałością po nim jest obecnie niewielka kapliczka ustawiona w obrębie przykościelnego terenu parafii pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, a zbudowana z drewna odzyskanego z dawnych zabudowań klasztornych. O niegdysiejszej obecności zakonników na tym terenie przypomina także nazwa pobliskiej wsi – Kameduły.

Momento

– Informacje o tym właśnie klasztorze kamedulskim można odnaleźć np. u kamedułów w Krakowie – informuje ks. kan. Marek Tazbir, proboszcz w Szańcu. Staraniem parafii, z pomocą społecznika Jarosława Zatorskiego, ufundowano w miejscu dawnego obiektu kamedulskiego oryginalną pamiątkę – kamień szaniecki w kształcie mnicha z tablicą, która w pięknym grawerunku przypomina historyczny obiekt: eremy, w środku kościółek. Była to jedna z lokalnych inicjatyw historycznych z okazji stulecia niepodległości.

Fundatorem klasztoru kamedułów był margrabia Józef Myszkowski, ordynat pińczowski. Myszkowscy (konkretnie Zygmunt) otrzymali od papieża Klemensa VIII tytuł margrabiów – stąd nazwa Erem Margrabski. Powszechne wówczas przekonanie o zamożności i roli rodu obrazuje popularne przysłowie: „Kto ma Chroberz, Książ i Szaniec (posiadłości Myszkowskich – przyp. red.), może iść z królową w taniec”.

Ostatni po mieczu, Józef Myszkowski, człowiek światły, zatroskany o edukację, życie duchowe i sprawy bytowe swojej ordynacji, będący zarazem pod wrażeniem posługi eremitów w niedalekich Rytwianach, zgłosił potrzebę powołania eremu do kapituły generalnej kamedułów. Zapis fundacyjny dla nowej pustelni na utrzymanie ośmiu zakonników skutkował przybyciem mnichów z krakowskich Bielan. Osiedlili się na terenie ziem szanieckich, 2 km od kościoła parafialnego. Stanęło osiem eremickich domków, refektarz, foresteria, kościółek, wszystko otoczone murem. Modrzewiowy kościół miał być oryginalnie wyposażony, z ołtarzem Świętej Rodziny, z obrazem małżonków fundatorów, ofiarowujących makietę kościółka Świętej Rodzinie. W maju 1726 r. o. Emilian Wosiński został pierwszym superiorem.

Klasztor został zniesiony na mocy dekretu kasacyjnego abp. warszawskiego F. Skarbka Malczewskiego (17 kwietnia 1819 r.), a zakonnicy rozproszyli się. Dobra klasztorne zostały przejęte przez zaborcę, a grunt kościelny wraz z ogrodem oddano w wieczystą dzierżawę ówczesnemu właścicielowi Szańca i jemu też sprzedano kościół.

Dzisiaj przewodnikiem po szanieckiej okolicy jest Artur Prędki, prezes Stowarzyszenia Miłośników Szańca. Tropi lokalną historię, zestawia jej wątki, z szacunkiem traktuje historyczne obiekty i pamięć o nich oraz o osobach, które budowały świetność dóbr szanieckich. – Kameduły to nazwa późniejsza, tutaj zawsze były i są ziemie szanieckie – podkreśla. A zapadanie się terenu, o czym opowiada się w okolicy, legenda o tunelu łączącym klasztor z kościołem? – Tutaj są obszary gipsowe ze zjawiskami krasowymi – tłumaczy. W każdej legendzie jest ziarenko prawdy, kto wie, może ktoś kiedyś odnajdzie ów tunel?

Grunt „tak pamiątkowy zaorali”

Smutne były dalsze dzieje pozostałości eremickich; kościółek był nawet… suszarnią tytoniu. W 1829 r. dzięki staraniom kolejnego dziedzica, Tadeusza Bocheńskiego, wyremontowano go i uzyskano pozwolenie na odprawianie dwóch nabożeństw rocznie: w dzień św. Józefa i św. Antoniego. Kustoszem został o. Norbert Frank „samotnik w białym habicie”, który „dzielił się ostatnim kęsem chleba” (Ludwik Zarewicz). W 1884 r. opuścił on Szaniec z zamiarem dokończenia życia w eremie w Srebrnej Górze, niestety zmarł w trakcie podróży. Świątynia pokamedulska groziła zawaleniem; jeszcze w 1844 r. przeniesiono trumnę fundatora do kościoła w Młodzawach, a w 1869 r. część ołtarzy i sprzętów trafiła do okolicznych kościołów: Szańca, Chrobrza, Buska.

Tak historię eremu k. Szańca opisuje ks. Jan Wiśniewski w wydanym w 1929 r. „Historycznym opisie kościołów, miast, zabytków i pamiątek w stopnickiem”: „W 1844 r. ostatnim kamedułą był tu o. Norbert Frank. Powołany do eremu w Srebrnej Górze, umarł w drodze w Książu Wielkim 18 listopada 1844 r. Konwent zamknięto. Zniknął prawie zupełnie otaczający go lasek, a z ośmiu cel pustelniczych ledwie pozostały ślady. W kaplicy tylko czasem odprawiane były Msze św.”. Zgodnie z relacją ks. Wiśniewskiego, w 1908 r. zrujnowaną kaplicę z terytorium po kamedułach usunięto, grunt miejscowy dziedzic rozparcelował, a chłopi grunt „tak pamiątkowy” – zaorali. Z drzewa z rozebranego kościółka postawiono na cmentarzu przykościelnym kaplicę.

W 1871 r. wspominany Ludwik Zarewicz wydał w Krakowie broszurę poświęconą kamedułom, w której tak opisał erem w Szańcu: „Kościółek z dwiema frontowemi wieżami zbudowany z modrzewia, wewnątrz cały obity pomalowanem płótnem. W wielkim ołtarzu piękny obraz przedstawia Familije św. z napisem: Sancte Puer Jesus, s. Maria et s. Joseph orate pro familija Wielopolsciana (pis. oryginalna).

N.N. od gen. Langiewicza

A jak powstańcy styczniowi włączyli się to miejsce, w tę opowieść? – Zostało ich tu pochowanych 19, w miejscu stoi okazały pomnik z krzyżem. Żołnierze polegli w okolicach bitwy pod Grochowiskami, która miała miejsce 18 marca 1863 r. Pomnik został wystawiony w 1916 r., odnowiony 2003.

Po bitwie pod Chrobrzem 17 marca 1863 r., wojska korpusu gen. Mariana Langiewicza, rankiem 18 marca maszerowały na Grochowiska. Potrzebny był zapas prowiantu, w tym celu zostały wyprawione grupy furażerów do okolicznych wiosek: Wełcza, Bogucic, Szańca. Powstańcy wysłani do Szańca zostali zaatakowani przez moskiewskich dragonów. Bronili się na terenie eremów kamedulskich i zostali pokonani w nierównej walce. Moskale spalili kompleks eremicki.

W Księdze Zgonów parafii Szaniec (nr 81/1863) ks. Kazimierz Wnorowski, ówczesny proboszcz w Szańcu, zapisał m.in.: „... Zostały trupy w liczbie 27 niewiadomi z imienia i nazwiska... Akt zejścia spisujemy: każdego trupa w szczegółach…”. Część poległych okazała się Rosjanami, 19 naliczono polskich powstańców. „N.N., lat ok. 19..., N.N. wieku nie da się oznaczyć z powodu porąbanej twarzy...”. Opisy są podobne, wstrząsające do dzisiaj.

Przez wiele lat na zbiorowej mogile był tylko kopczyk, bez krzyża, na który nie pozwolili zaborcy. 20 sierpnia 1916 r. członkowie POW ustawili krzyż, poświęcony przez kapelana I Brygady Legionów Polskich, powszechnie znanego i szanowanego o. Kosmę Leczowskiego, specjalnie zaproszonego w tym celu. W 1936 r. usypano nowy kopiec, potem postawiono żelbetonowy pomnik. II wojna światowa znowu zrujnowała to wyjątkowe miejsce, sukcesywnie jednak ratowane, odnawiane, pamiętane. W 2003 r. wykonano na pomniku nową tablice granitową. Rokrocznie odprawiane są tutaj uroczystości rocznicowe, z bogatą oprawą, z udziałem mieszkańców, szkół, władz samorządowych.

Wątki historii, wątki pamięci, przebrzmiały szept solennej mnisiej modlitwy, echa powstańczej walki – splot historii w jednym miejscu, na szanieckich polach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Akcja dom

Czy naród żydowski współpracował z nazistami?

2019-02-15 18:37

Artur Stelmasiak

Przykład Hotelu Polskiego bardzo dobitnie ukazuje niezwykłą historię, jak polska Armia Krajowa wkracza do akcji, aby bronić Żydów przed Żydami. W tym miejscu kolaborujący z Gestapo Żydzi sprzedawali za grube pieniądze swoich rodaków.

Archiwum

Tak się składa, że warszawska redakcja tygodnika "Niedziela", w której pracuje, mieści się w dawnym budynku Hotelu Polskiego. Podczas II wojny światowej wydarzyła sie tu straszna i bolesna historia dla narodu Żydowskiego, bo w aferę Hotelu Polskiego zamieszani byli dwaj żydowscy kolaboranci Gestapo – Leon „Lolek” Skosowski i Adam Żurawin.

Zgodnie z zabiegami dyplomatów ze Szwajcarii i USA, części Żydów z getta warszawskiego zezwolono wydać paszporty, żeby mogli wyemigrować do Ameryki Południowej. Przesłane na przełomie 1942 i 1943 roku dokumenty nie trafiły jednak do ich właścicieli, a do rąk Skosowskiego i Żurawina. Sprzedawali ukrywającym się Żydom paszporty, których cena dochodziła nawet kilkuset tysięcy złotych za sztukę. Chętnych nie brakowało. Żydzi, którym udało się zakupić paszport, zostali internowani w Hotelu Polskim przy ulicy Długiej 29 w Warszawie. Oczywiście wszystko odbywało się pod bacznym okiem Niemców, którzy pewnie także czerpali profity z tego zyskownego procederu. Wiosną 1943 r. urządzili nalot na Hotel Polski i prawie wszystkich rozstrzelano. Później to miejsce traktowano jako pułapkę warszawskiego gestapo, które w ten sposób wywabiało Żydów z kryjówek po aryjskiej stronie, by ich zamordować w obozach zagłady.

Według Żydowskiego Instytutu Historycznego spośród ponad 2500 Żydów, którzy zgłosili się na Długą, przeżyło zaledwie 260 osób. "Lolkiem" i jego zbrodniczą działalnością zajęła się Armia Krajowa. Leon Skosowski został zabity 1 listopada 1943 roku przez żołnierzy kontrwywiadu Okręgu Warszawskiego AK. Tego dnia do Gospody Warszawskiej przy Nowogrodzkiej o godzinie 17-tej wkroczyło czterech żołnierzy polskiego podziemia uzbrojonych w pistolety i granaty. Zebranym kazano podnieść ręce do góry, a Lolka Skosowskiego zastrzelił podchorąży „Janusz”. Strzelał z bliska – AK chciało mieć pewność, że zlikwidowano tego groźnego agenta Gestapo.

Takich historii, gdy Żydzi współpracowali ze swoimi oprawcami można znaleźć więcej. Parafrazując skandaliczne słowa premiera Izraela Benjamina Netanjahu wypadałoby zapytać: Czy naród żydowski współpracował z nazistami? Odpowiedź jest oczywista. Naród Żydowski był ofiarą, a nie oprawcą, choć tak jak w każdym narodzie zdarzały się czarne charaktery. To nie Polacy, ani nie Żydzi byli oprawcami i zbrodniarzami w czasie II wojny świtowej. Oba narody były ofiarami zbrodniczego niemieckiego nazizmu. Oczywiście Żydzi byli brutalniej traktowani przez Niemców, ale nie jest to w żadnym wypadku wina narodu polskiego.

Przykład Hotelu Polskiego bardzo dobitnie ukazuje sytuację, jak polska Armia Krajowa wkracza do akcji, aby bronić Żydów przed Żydami. "W związku z ustaleniem tego ohydnego zbrodniczego procederu [afera hotelu Polskiego], szef kontrwywiadu AK Okręgu Warszawa, kpt. Bolesław Kozubowski, uzyskał od płk. Chruściela, późniejszego dowódcy Powstania Warszawskiego, zgodę na natychmiastowe zlikwidowanie całej szajki bez oczekiwania na wyrok sądowy, aby ratować jak największą liczbę kandydatów na tak organizowany przez Skosowskiego wyjazd do obozów zagłady" - czytamy we wspomnieniach podporucznika AK Janusza Cywińskiego ps. "Janusz", który wykonał wyrok na Skosowskim.

Kilkadziesiąt metrów od Hotelu Polskiego jest maleńka uliczka im. Bohaterów Getta. Często widzę tam kręcące się wycieczki z Izraela. Dlaczego nie widzę takich wycieczek stojących przed Hotelem Polskim? Przecież to miejsce mogłoby być ważną dla narodu Żydowskiego lekcją historii. Pewne jest także, że taka lekcja bardzo przydałby się premierowi Izraela.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

O. F. Lombardi: ważniejsze jest cierpienie i sprawiedliwość ofiar niż dobre imię instytucji

2019-02-17 17:31

dg, TVP / Warszawa (KAI)

Konieczne jest wprowadzenie również w Kościele nowej kultury, „która będzie miała na celu przede wszystkim nie obronę dobrego imienia instytucji, ale cierpienie i sprawiedliwość osób, które ucierpiały" - powiedział na antenie TVP1 o. Federico Lombardi SJ, były dyrektor Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej. Podczas spotkania w sprawie ochrony małoletnich w Kościele, które odbędzie się w Watykanie w dniach 21-24 lutego 2019, będzie on moderował posiedzenia plenarne tego zgromadzenia. 17 lutego był on gościem Pauliny Guzik w programie „Między ziemią a niebem”.

Włodzimierz Rędzioch

Włoski jezuita stwierdził, że problem nadużyć seksualnych w Kościele nie rozpoczął się teraz, ale trwa już od wielu lat. Przypomniał kilka bardzo silnych kryzysów związanych z tą sprawą. „Papieże przez ostatnich 15-20 lat mierzyli się z tym problemem. Ale trwa on nadal i mamy do czynienia z nowymi kryzysami, ponieważ sprawa ta wychodzi na światło dzienne w krajach, w których do tej pory nie zbadano jej należycie. Rozumiemy zatem, że jest jeszcze wiele kroków, które należy zrobić, aby zmierzyć się właściwie z tym problemem. Wielu rzeczy już się nauczyliśmy, ale być może tylko w pewnych miejscach, w konkretnych krajach, w diecezjach, ale nie zrozumiano ich jeszcze w sposób wystarczający w całym Kościele we wszystkich częściach świata” – powiedział rozmówca dziennikarki TVP.

Zwrócił uwagę, że szczególnie ważne jest słuchanie ofiar, zrozumienie, jak głębokie są rany i zadane cierpienie w życiu tych osób, które zostały skrzywdzone. "Nie zdawaliśmy sobie wcześniej z tego sprawy w przeszłości. Myśleliśmy, że możemy żyć w kulturze milczenia, że lepiej nie mówić o tych rzeczach w rodzinach, w społeczeństwie, w instytucjach, w Kościele. Nawet jeśli te rzeczy się przydarzały, przechodziliśmy wobec nich milcząco. Trwaliśmy w myśleniu, że milczenie jest najlepszym sposobem na stawienie czoła temu problemowi. Teraz natomiast zrozumieliśmy, że problem jest naprawdę poważny, głęboki, że niesie ze sobą ogromne cierpienie, niesprawiedliwość, które nie mogą zostać pominięte. Należy patrzeć na niego w sposób jasny, wymierzyć sprawiedliwość, należy pomóc osobom skrzywdzonym w głębokim uzdrowieniu wewnętrznym, aby mogły dalej żyć ze spokojem. I to właśnie dla Kościoła jako instytucji jest szczególnie ważne, ponieważ Kościół jest, chce i powinien być nauczycielem moralności, prawdy, właściwego zachowania dla dobra nowych pokoleń. Dlatego jeśli w Kościele zdarzają się takie przypadki, należy z całą pewnością zmierzyć się z nimi i ukarać winnych. Trzeba zrobić wszystko, co tylko możliwe, aby zapobiec temu, aby podobne rzeczy zdarzały się w przyszłości" – zaznaczył o. Lombardi.

Wskazał na konieczność wprowadzenia również w Kościele nowej kultury, „która będzie miała na celu przede wszystkim nie obronę dobrego imienia instytucji, ale cierpienie i sprawiedliwość osób, które ucierpiały. Dlatego należy podjąć wszystkie właściwe kroki, z punktu widzenia zarówno prawnego, jak i wychowawczego i zapobiegawczego. Przede wszystkim jest sprawą arcyważną, abyśmy żyli kulturą ochrony nieletnich i prawdziwą świadomością, w jaki sposób zapobiegać i unikać tych trudnych sytuacji od samego początku”.

Jezuita zaznaczył, że konieczna jest troska o odpowiedni dobór kandydatów do kapłaństwa i życia zakonnego, żeby były to osoby dojrzałe również pod względem psychologicznym i seksualnym, „aby nie było ryzyka, że będą jakieś tendencje czy wręcz realne zachowania związane z pedofilią, które są ogromnym zagrożeniem dla młodych ludzi. Wybór i formacja kandydatów do kapłaństwa są bardzo ważne, także biskupi odpowiedzialni za wspólnoty muszą wiedzieć, w jaki właściwy sposób reagować, gdy pojawiają się takie zbrodnie czy bardzo poważne czyny, aby móc podejmować jak najszybciej odpowiednie decyzje, aby na nowo wprowadzić ład we wspólnocie, aby oddać sprawiedliwość i aby osobom, które ucierpiały, pomóc odnaleźć na nowo spokój”.

Zdaniem gościa programu papież Franciszek ma szeroki ogląd tego problemu. Uważa, że korzeniem problemu jest sposób, w jaki są przeżywane stosunki międzyludzkie, także wewnątrz Kościoła oraz przeżywanie sprawowania władzy jako panowania (przywództwa) a nie jako służby. A zatem, jeśli ktoś przeżywa relacje z innymi jako chęć panowania nad innymi, nad ich sumieniem, ich osobami, ewidentnie może go to doprowadzić do nadużyć, kierując się brakiem głębokiego szacunku, który powinien mieć we wszystkich aspektach życia, włączając w to także wymiar seksualny – powiedział były dyrektor Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej.

Mocno podkreślił przy tym, że nie należy bronić instytucji czy potwierdzać swoją w niej rolę, ale trzeba służyć ludziom przez instytucję Kościoła. „A zatem nieletni, a w szczególności ofiary powinny być w centrum naszej uwagi bardziej niż my sami” - dodał.

Papież Franciszek zwołuje biskupów dlatego, że to oni są pasterzami w Kościele, mają władzę przewodniczenia ludowi Bożemu. A zatem to oni jako pierwsi muszą żyć postawą odpowiedzialności jako służby, aby przekazywać ją także swoim kapłanom i czynić ją żywą także we wspólnocie Kościoła, wśród całego ludu Bożego, z całym wkładem i aktywnym zaangażowaniem także innych osób w Kościele. Ale to biskupi są pierwszymi odpowiedzialnymi za życie wspólnoty Kościoła, dlatego papież chce przez nich przekazać całej wspólnocie Kościoła swoje stanowisko, aby oni je przekazali dalej – wskazał jezuita.

Zaznaczył, że następstwem nadużyć czy błędów obciążających czyjąś odpowiedzialność może być odsunięcie od obowiązków. Wskazał również na konieczność przejrzystości, by zasady postępowania i procedury były jasne dla całej społeczności, co sprzyja współodpowiedzialności i pomocy we wspólnym rozwiązywaniu problemów.

Są kraje, w których biskupi zrobili już bardzo dużo, mają duże doświadczenie w tym zakresie, stworzyli na te potrzeby odpowiednie biura, pomogli bardzo wielu ofiarom, a zatem wiedzą, jak stawić czoła problemowi. Są inne kraje, w których działań tych jeszcze nie podjęte wystarczająco albo zrobiono niewiele i biskupi nie wiedzą dobrze, jak powinni się zachować i jak właściwie reagować na takie przypadki. A więc fakt, że przyjadą biskupi z całego świata, wytwarza wspólną świadomość, solidarność w zmierzeniu się z problemem i pomaga szczególnie tym biskupom, którzy nie są jeszcze świadomi problemu albo nie podjęli jeszcze odpowiednich inicjatyw. Dzięki spotkaniu zostaną doinformowani i otrzymają odpowiednią pomoc w zakresie skutecznych działań związanych z tym problemem.

Papież Franciszek mówił o tym spotkaniu jako o „katechezie”, to znaczy jako o pomocy dla biskupów w nauczeniu się, co mają robić. A gdy wrócą do domu, będą mogli powiedzieć: teraz zrozumiałem, że ponoszę tę odpowiedzialność, zrozumiałem, jak powinienem reagować, jakie są procedury, według których powinienem postępować, jakie są pomoce i konkretne inicjatywy pomocowe, które powinienem powołać w mojej diecezji – wytłumaczył o. Lombardi.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem