Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.
Zamknij
Film Dwie Korony

Jadwiga znaczy walcząca

Anna Guzik

Polub nas na Facebooku!

W tym roku obchodziliśmy uroczyście 760. rocznicę bitwy pod Legnicą. Bohaterowie tej bitwy to nie tylko rycerze walczący bezpośrednio w polu. To także kobiety czekające w napięciu na wynik starcia, drżące o losy mężów, ojców, synów. One też walczyły - z lękiem, niepewnością, bólem po stracie najbliższych. Jedna z nich - św. Jadwiga jest szczególnie bliska mieszkańcom Dolnego Śląska jako patronka naszej ziemi.

Jadwiga pochodziła ze znakomitego szlacheckiego rodu niemieckiego Andechs o dużych zasługach w krzewieniu kultury, sztuki i religii chrześcijańskiej. Krótko przebywała pod opieką rodziców. Gdy miała 5 lat, oddano ją na wychowanie do opactwa Sióstr Benedyktynek. Tam zetknęła się z zasadami życia klasztornego i pobierała nauki do 12 r. życia. Uczyła się nie tylko pisać i czytać po niemiecku, poznała też łacinę, by móc modlić się z siostrami. Najczęściej odmawiano w klasztorze Psalmy, co skierowało wzrok młodej dziewczyny na Pismo Święte. Ta lektura stała się dla niej w późniejszych latach życia źródłem pociechy i medytacji. Wskazówką na drogi życia dla uczennic miały być żywoty świętych. Edukacja jednakże nie ograniczała się tylko do pobożnych ćwiczeń. Wychowanki klasztorne uczyły się haftu, kaligrafii, śpiewu, a także prowadzenia gospodarstwa domowego.

Bulla kanonizacyjna mówi, że Jadwiga jako młoda dziewczyna stawiała sobie pytanie: "Gdzie szukać Boga i jak Go odnaleźć?". Stawia ją to w szeregu świętych "poszukujących", takich jak św. Augustyn czy wiele wieków później św. Edyta Stein, którzy nie przyszli na świat z gotową receptą na świętość, ale musieli w swym życiu rozeznać właściwą drogę. I choć Jadwiga nigdy nie przeżyła radykalnego nawrócenia i zawsze pozostawała w orbicie nauki Kościoła, to jednak musiała wypracować właściwy dla siebie model świętości. Gdyby mogła, gdyby to zależało od niej, zostałaby w klasztorze. Jednak przeznaczone było jej inne życie. W wieku 12 lat została żoną polskiego księcia - Henryka Brodatego i było to małżeństwo z powodów czysto politycznych. Nie wiemy, czy kochała męża, źródła nie są zgodne w tym przedmiocie. Wiemy natomiast była mu wierna, wspierała go radą i pomocą. Posunęła się nawet do tego, że kiedy Henryk dostał się do niewoli Konrada Mazowieckiego, nie zgodziła się na zorganizowanie wyprawy wojennej dla odbicia męża. Sama udała się w drogę na Mazowsze, by uratować go bez rozlewu krwi. Padła do nóg księciu Konradowi, który spodziewał się wszystkiego, tylko nie klęczącej przed nim kobiety i natychmiast uwolnił Henryka Brodatego.

Można powiedzieć o Jadwidze, że była typową świętą i nietypową księżną. Jej droga do świętości wiodła przez ascezę, umartwienie i służbę bliźnim. Ta sama droga prowadziła ją do bycia dobrą księżną.

Świadomie lub nie walczyła o inny wizerunek władczyni i kobiety niż ten, jaki panował w jej czasach. Walczyła nie orężem, ale miłością, nie pustymi hasłami, ale czynem. Walczyła z nędzą, głodem, bólem, chorobą i niesprawiedliwością. Wraz z mężem zakładała domy opieki i szpitale. Śląsk był pierwszym miejscem w Polsce, gdzie z inicjatywy księżnej powstało leprozorium - lecznica dla trędowatych. W każdej podróży oprócz zwyczajowej świty towarzyszył jej szpitalik, do którego zbierała chorych podczas podróży po kraju i sama się nimi opiekowała.

Poddanych traktowała jak braci i siostry, troszczyła się o życie swoich dworzan - o mieszkanie, odzież, zdrowie, jedzenie. Nie zapominała przy tym o ich duchowym rozwoju. Nie narzucała siłą religii, lecz delikatnie pouczała wszystkich, którzy przychodzili na dwór. Przypominała o modlitwie, zachęcała do sakramentu pokuty, sama uczyła pewną kobietę modlitwy Ojcze nasz.

Przez cały rok nakazywała gromadzenie na dworze zapasów żywności, aby w stosownej chwili wesprzeć potrzebujących. Nikt z jej poddanych nie mógł być głodny, dlatego otworzyła kuchnię dla ubogich, gdzie kucharzem był mąż jednej z jej dwórek.

Nie mogła zapobiec całemu złu na świecie, ale walczyła o sprawiedliwość w sądach i wstawiała się za więźniami. Aby ustrzec winnych przed zbyt surowymi karami, sama brała udział w rozprawach. Książę Henryk nie zawsze pamiętał o łaskawości względem poddanych, skazywał ich na karę śmierci, jeśli zawinili. Jadwiga nie mogła pozostać na to obojętna. Ikonografia przedstawia ją, jak klęczy u stóp męża i błaga o litość dla skazanych. Ten drobny fakt ujawnia wiele cech charakteru księżnej. Jej miłość do drugiego człowieka była tak wielka, że nie wahała się upokorzyć i mimo książęcej godności paść na kolana przed mężem. Musiała być w tym jakaś ufność, że zostanie wysłuchana i zazwyczaj się nie myliła. Henryk tych, którym darował życie, "zatrudniał" przy budowie nowego klasztoru w Trzebnicy.

Urodziła siedmioro dzieci, z których czworo - Bolesław, Agnieszka, Zofia i nieznany z imienia najmłodszy syn - zmarło we wczesnym dzieciństwie. Przy życiu pozostało troje - Konrad, Henryk i Gertruda. Księżna sama zajmowała się wychowaniem dzieci i przez dwór nie przewijał się sztab nauczycieli. Z własnego dzieciństwa i wczesnej młodości wniosła dobre zasady benedyktyńskiej reguły i te wpajała teraz swemu potomstwu. Uczyła dzieci, jak mądrze rządzić krajem i dbać o powierzonych sobie ludzi. Nie zajmowała się polityką, ale wspierała męża i syna dyskretną radą i usilnie popierała dążenia zjednoczeniowe. Panujący powinien być odpowiedzialny za swój kraj aż do przelania krwi w jego obronie. Nic więc dziwnego, że to właśnie jej syn stawił czoło najazdowi Tatarów i poległ chwalebną śmiercią za kraj i religię chrześcijańską. Za wzór władcy stawiała dzieciom i wnukom Chrystusa Króla, ale sama także była dla nich przykładem pobożności i czynnej miłości bliźniego. Nie dopuszczała do sytuacji, by odgórnie nakazywać innym czynienie miłosierdzia, a samej nic nie robić. Odwiedzała chorych w domach, by nieść im ulgę w cierpieniu. Często jeździła po śląskiej dzielnicy, zapoznając się z warunkami życia poddanych. Była osobą wykształconą, utytułowaną, a obcowała z biedakami. Po przyjeździe na Śląsk nauczyła się polskiego, by lepiej rozumieć swoich poddanych i móc im skuteczniej pomagać.

Ascetyczny tryb życia Jadwigi był wyrazem średniowiecznej pobożności. To, co odróżniało Jadwigę od innych ascetów tego czasu, to jej stanowisko i pozycja społeczna. Nie była podobna do księżnych z ościennych krajów. Nie stroiła się, preferowała szare stroje, pod suknią nosiła włosiennicę i chodziła boso. Z tym ostatnim elementem ascezy księżnej związana jest pewna anegdota. Jej duchowy kierownik, widząc poranione stopy Jadwigi, nakazał, by na mocy posłuszeństwa nosiła pantofle. Księżna nakazu posłuchała i nosiła pantofle, często nawet, zabierała je w każdą podróż. Kłopot w tym, że nosiła je w rękach i nigdy nie zakładała na nogi. A na upomnienie kapłana odrzekła z humorem, że miała nosić obuwie i nosi je.

Wiemy, że ciało ludzkie było w czasach średniowiecza traktowane jako źródło pokus. Nie słyszymy o szczególnych pokusach, jakie dotykały księżną, ale jej umartwienia nie były podejmowane bez powodu. Był to wyraz walki, jaką toczyła nie za siebie, lecz za najbliższych, ponieważ rodzina nie szczędziła jej zmartwień. Aby zadośćuczynić za winy swojego rodzeństwa, sama podjęła pokutny tryb życia.

I w jej życiu były chwile cierpienia i bólu, z którym musiała się zmagać. Po urodzeniu siódmego dziecka wraz z mężem złożyła ślub dozgonnej czystości. Wtedy oboje zaczęli się od siebie coraz bardziej oddalać. Henryk popadł w konflikt z Kościołem i został obłożony ekskomuniką. Przed śmiercią prosił żonę, by do niego przyjechała. I tu Jadwiga znalazła się w sytuacji tragicznej. Wychodząc za mąż, ślubowała trwać przy mężu, tymczasem Kościół zabraniał kontaktów z ekskomunikowanymi. Walka wewnętrzna, jaką musiała stoczyć, na pewno nie była łatwa. Jednak zdecydowała się nie łamać praw kościelnych i nie oddała mężowi tej ostatniej posługi, o jaką prosił.

Sama kierowała się miłością bliźniego w swoich poczynaniach, jednak nie zawsze była naśladowana. Nawet jej synowie stanęli do bratobójczej walki, po której Konrad zginął. Historia nie podaje nam reakcji księżnej na to zdarzenie, ale z pewnością nie było to dla niej łatwe przeżycie.

Choć uczyła Henryka gotowości do obrony kraju, jego śmierć była dla niej ogromnym ciosem. I nie umniejsza bólu matki fakt, że sama tę śmierć przepowiedziała. Podczas bitwy Jadwiga wraz z synową Anną i córką Gertrudą schroniły się w Krośnie, gdzie otrzymały wiadomość o klęsce Polaków. To właśnie wtedy padły słowa, które uznaje się za autentyczną wypowiedź księżnej. Powiedziała do płaczącej i zrozpaczonej Anny: "To jest wolą Bożą i musi nam się podobać to, czego Bóg chce i co się Bogu podoba". To nie jest obojętność ani rezygnacja, ale zwycięska walka z bólem i rozpaczą. Jak echo brzmią tu słowa Hioba: " Bóg dał, Bóg wziął. Niech będzie błogosławione imię Jego". Bardzo kochała syna i w jednej z zachowanych modlitw dziękowała Bogu, że dał jej dziecko, które ją kochało i szanowało i nigdy nie zasmuciło. Ale jest dziś szczęśliwa, że syn przebywa już z Bogiem w niebie.

Jadwiga była osobą dość poważną i surową, odznaczała się stanowczością i silnym charakterem. Nie promieniowała ciepłem jak św. Franciszek z Asyżu, a jednak ludzie ją kochali. Była nie tylko panią ziemi śląskiej, ale i jej matką. Znalazła odpowiedź na swoje pytanie, że Boga można odnaleźć w drugim człowieku i z tej drogi posługiwania innym w imię miłości nigdy nie zeszła.

Edycja legnicka 41/2001

E-mail:
Adres: ul. Jana Pawła II 1, 59-220 Legnica
Tel.: (76) 724-41-52

Reklama

Tagi
Nasze serwisy
Polecamy
Zaprzyjaźnione strony
Najpopularniejsze
24h7 dni

Reklama

Lidia Dudkiewicz, Red. Naczelna

To początek, a nie koniec EDYTORIAL

Przez 123 lata zaborów tęsknota za niepodległą i wolną Ojczyzną mieszała się z tym głębokim pragnieniem, które zawiera się w tych trzech słowach: „My chcemy Boga”. I tylko... »
Bp Grzegorz Kaszak

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017


Adresy kontaktowe


www.facebook.com/tkniedziela
Tel.: +48 (34) 365 19 17, fax: +48 (34) 366 48 93
Adres redakcji: ul. 3 Maja 12, 42-200 Częstochowa


Wydawca: Kuria Metropolitalna w Częstochowie
Redaktor Naczelny: Lidia Dudkiewicz
Honorowy Red. Nacz.: ks. inf. Ireneusz Skubiś
Zastępca Red. Nacz.: ks. Jerzy Bielecki
Sekretarz redakcji: ks. Marek Łuczak
Zastępca Sekretarza redakcji: Margita Kotas