Reklama

Arche Hotel

Jadwiga znaczy walcząca

Anna Guzik
Edycja legnicka 41/2001

W tym roku obchodziliśmy uroczyście 760. rocznicę bitwy pod Legnicą. Bohaterowie tej bitwy to nie tylko rycerze walczący bezpośrednio w polu. To także kobiety czekające w napięciu na wynik starcia, drżące o losy mężów, ojców, synów. One też walczyły - z lękiem, niepewnością, bólem po stracie najbliższych. Jedna z nich - św. Jadwiga jest szczególnie bliska mieszkańcom Dolnego Śląska jako patronka naszej ziemi.

Jadwiga pochodziła ze znakomitego szlacheckiego rodu niemieckiego Andechs o dużych zasługach w krzewieniu kultury, sztuki i religii chrześcijańskiej. Krótko przebywała pod opieką rodziców. Gdy miała 5 lat, oddano ją na wychowanie do opactwa Sióstr Benedyktynek. Tam zetknęła się z zasadami życia klasztornego i pobierała nauki do 12 r. życia. Uczyła się nie tylko pisać i czytać po niemiecku, poznała też łacinę, by móc modlić się z siostrami. Najczęściej odmawiano w klasztorze Psalmy, co skierowało wzrok młodej dziewczyny na Pismo Święte. Ta lektura stała się dla niej w późniejszych latach życia źródłem pociechy i medytacji. Wskazówką na drogi życia dla uczennic miały być żywoty świętych. Edukacja jednakże nie ograniczała się tylko do pobożnych ćwiczeń. Wychowanki klasztorne uczyły się haftu, kaligrafii, śpiewu, a także prowadzenia gospodarstwa domowego.

Bulla kanonizacyjna mówi, że Jadwiga jako młoda dziewczyna stawiała sobie pytanie: "Gdzie szukać Boga i jak Go odnaleźć?". Stawia ją to w szeregu świętych "poszukujących", takich jak św. Augustyn czy wiele wieków później św. Edyta Stein, którzy nie przyszli na świat z gotową receptą na świętość, ale musieli w swym życiu rozeznać właściwą drogę. I choć Jadwiga nigdy nie przeżyła radykalnego nawrócenia i zawsze pozostawała w orbicie nauki Kościoła, to jednak musiała wypracować właściwy dla siebie model świętości. Gdyby mogła, gdyby to zależało od niej, zostałaby w klasztorze. Jednak przeznaczone było jej inne życie. W wieku 12 lat została żoną polskiego księcia - Henryka Brodatego i było to małżeństwo z powodów czysto politycznych. Nie wiemy, czy kochała męża, źródła nie są zgodne w tym przedmiocie. Wiemy natomiast była mu wierna, wspierała go radą i pomocą. Posunęła się nawet do tego, że kiedy Henryk dostał się do niewoli Konrada Mazowieckiego, nie zgodziła się na zorganizowanie wyprawy wojennej dla odbicia męża. Sama udała się w drogę na Mazowsze, by uratować go bez rozlewu krwi. Padła do nóg księciu Konradowi, który spodziewał się wszystkiego, tylko nie klęczącej przed nim kobiety i natychmiast uwolnił Henryka Brodatego.

Można powiedzieć o Jadwidze, że była typową świętą i nietypową księżną. Jej droga do świętości wiodła przez ascezę, umartwienie i służbę bliźnim. Ta sama droga prowadziła ją do bycia dobrą księżną.

Świadomie lub nie walczyła o inny wizerunek władczyni i kobiety niż ten, jaki panował w jej czasach. Walczyła nie orężem, ale miłością, nie pustymi hasłami, ale czynem. Walczyła z nędzą, głodem, bólem, chorobą i niesprawiedliwością. Wraz z mężem zakładała domy opieki i szpitale. Śląsk był pierwszym miejscem w Polsce, gdzie z inicjatywy księżnej powstało leprozorium - lecznica dla trędowatych. W każdej podróży oprócz zwyczajowej świty towarzyszył jej szpitalik, do którego zbierała chorych podczas podróży po kraju i sama się nimi opiekowała.

Poddanych traktowała jak braci i siostry, troszczyła się o życie swoich dworzan - o mieszkanie, odzież, zdrowie, jedzenie. Nie zapominała przy tym o ich duchowym rozwoju. Nie narzucała siłą religii, lecz delikatnie pouczała wszystkich, którzy przychodzili na dwór. Przypominała o modlitwie, zachęcała do sakramentu pokuty, sama uczyła pewną kobietę modlitwy Ojcze nasz.

Przez cały rok nakazywała gromadzenie na dworze zapasów żywności, aby w stosownej chwili wesprzeć potrzebujących. Nikt z jej poddanych nie mógł być głodny, dlatego otworzyła kuchnię dla ubogich, gdzie kucharzem był mąż jednej z jej dwórek.

Nie mogła zapobiec całemu złu na świecie, ale walczyła o sprawiedliwość w sądach i wstawiała się za więźniami. Aby ustrzec winnych przed zbyt surowymi karami, sama brała udział w rozprawach. Książę Henryk nie zawsze pamiętał o łaskawości względem poddanych, skazywał ich na karę śmierci, jeśli zawinili. Jadwiga nie mogła pozostać na to obojętna. Ikonografia przedstawia ją, jak klęczy u stóp męża i błaga o litość dla skazanych. Ten drobny fakt ujawnia wiele cech charakteru księżnej. Jej miłość do drugiego człowieka była tak wielka, że nie wahała się upokorzyć i mimo książęcej godności paść na kolana przed mężem. Musiała być w tym jakaś ufność, że zostanie wysłuchana i zazwyczaj się nie myliła. Henryk tych, którym darował życie, "zatrudniał" przy budowie nowego klasztoru w Trzebnicy.

Urodziła siedmioro dzieci, z których czworo - Bolesław, Agnieszka, Zofia i nieznany z imienia najmłodszy syn - zmarło we wczesnym dzieciństwie. Przy życiu pozostało troje - Konrad, Henryk i Gertruda. Księżna sama zajmowała się wychowaniem dzieci i przez dwór nie przewijał się sztab nauczycieli. Z własnego dzieciństwa i wczesnej młodości wniosła dobre zasady benedyktyńskiej reguły i te wpajała teraz swemu potomstwu. Uczyła dzieci, jak mądrze rządzić krajem i dbać o powierzonych sobie ludzi. Nie zajmowała się polityką, ale wspierała męża i syna dyskretną radą i usilnie popierała dążenia zjednoczeniowe. Panujący powinien być odpowiedzialny za swój kraj aż do przelania krwi w jego obronie. Nic więc dziwnego, że to właśnie jej syn stawił czoło najazdowi Tatarów i poległ chwalebną śmiercią za kraj i religię chrześcijańską. Za wzór władcy stawiała dzieciom i wnukom Chrystusa Króla, ale sama także była dla nich przykładem pobożności i czynnej miłości bliźniego. Nie dopuszczała do sytuacji, by odgórnie nakazywać innym czynienie miłosierdzia, a samej nic nie robić. Odwiedzała chorych w domach, by nieść im ulgę w cierpieniu. Często jeździła po śląskiej dzielnicy, zapoznając się z warunkami życia poddanych. Była osobą wykształconą, utytułowaną, a obcowała z biedakami. Po przyjeździe na Śląsk nauczyła się polskiego, by lepiej rozumieć swoich poddanych i móc im skuteczniej pomagać.

Ascetyczny tryb życia Jadwigi był wyrazem średniowiecznej pobożności. To, co odróżniało Jadwigę od innych ascetów tego czasu, to jej stanowisko i pozycja społeczna. Nie była podobna do księżnych z ościennych krajów. Nie stroiła się, preferowała szare stroje, pod suknią nosiła włosiennicę i chodziła boso. Z tym ostatnim elementem ascezy księżnej związana jest pewna anegdota. Jej duchowy kierownik, widząc poranione stopy Jadwigi, nakazał, by na mocy posłuszeństwa nosiła pantofle. Księżna nakazu posłuchała i nosiła pantofle, często nawet, zabierała je w każdą podróż. Kłopot w tym, że nosiła je w rękach i nigdy nie zakładała na nogi. A na upomnienie kapłana odrzekła z humorem, że miała nosić obuwie i nosi je.

Wiemy, że ciało ludzkie było w czasach średniowiecza traktowane jako źródło pokus. Nie słyszymy o szczególnych pokusach, jakie dotykały księżną, ale jej umartwienia nie były podejmowane bez powodu. Był to wyraz walki, jaką toczyła nie za siebie, lecz za najbliższych, ponieważ rodzina nie szczędziła jej zmartwień. Aby zadośćuczynić za winy swojego rodzeństwa, sama podjęła pokutny tryb życia.

I w jej życiu były chwile cierpienia i bólu, z którym musiała się zmagać. Po urodzeniu siódmego dziecka wraz z mężem złożyła ślub dozgonnej czystości. Wtedy oboje zaczęli się od siebie coraz bardziej oddalać. Henryk popadł w konflikt z Kościołem i został obłożony ekskomuniką. Przed śmiercią prosił żonę, by do niego przyjechała. I tu Jadwiga znalazła się w sytuacji tragicznej. Wychodząc za mąż, ślubowała trwać przy mężu, tymczasem Kościół zabraniał kontaktów z ekskomunikowanymi. Walka wewnętrzna, jaką musiała stoczyć, na pewno nie była łatwa. Jednak zdecydowała się nie łamać praw kościelnych i nie oddała mężowi tej ostatniej posługi, o jaką prosił.

Sama kierowała się miłością bliźniego w swoich poczynaniach, jednak nie zawsze była naśladowana. Nawet jej synowie stanęli do bratobójczej walki, po której Konrad zginął. Historia nie podaje nam reakcji księżnej na to zdarzenie, ale z pewnością nie było to dla niej łatwe przeżycie.

Choć uczyła Henryka gotowości do obrony kraju, jego śmierć była dla niej ogromnym ciosem. I nie umniejsza bólu matki fakt, że sama tę śmierć przepowiedziała. Podczas bitwy Jadwiga wraz z synową Anną i córką Gertrudą schroniły się w Krośnie, gdzie otrzymały wiadomość o klęsce Polaków. To właśnie wtedy padły słowa, które uznaje się za autentyczną wypowiedź księżnej. Powiedziała do płaczącej i zrozpaczonej Anny: "To jest wolą Bożą i musi nam się podobać to, czego Bóg chce i co się Bogu podoba". To nie jest obojętność ani rezygnacja, ale zwycięska walka z bólem i rozpaczą. Jak echo brzmią tu słowa Hioba: " Bóg dał, Bóg wziął. Niech będzie błogosławione imię Jego". Bardzo kochała syna i w jednej z zachowanych modlitw dziękowała Bogu, że dał jej dziecko, które ją kochało i szanowało i nigdy nie zasmuciło. Ale jest dziś szczęśliwa, że syn przebywa już z Bogiem w niebie.

Jadwiga była osobą dość poważną i surową, odznaczała się stanowczością i silnym charakterem. Nie promieniowała ciepłem jak św. Franciszek z Asyżu, a jednak ludzie ją kochali. Była nie tylko panią ziemi śląskiej, ale i jej matką. Znalazła odpowiedź na swoje pytanie, że Boga można odnaleźć w drugim człowieku i z tej drogi posługiwania innym w imię miłości nigdy nie zeszła.

Stygmaty o. Pio

2018-09-20 20:05

Salve TV

Czym są stygmaty? Czy stygmaty o. Pio były autentyczne? Czym jest czyściec? W jaki sposób o. Pio pomagał duszom czyśćcowym? 20 września mija 100 lat od czasu ukazania się stygmatów o. Pio

Salve TV
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Kulturalnie w Wieluniu i Ożarowie

2018-09-21 09:58

Zofia Białas

Z racji XXVI edycji Europejskich Dni Dziedzictwa Muzeum Ziemi Wieluńskiej i Muzeum Wnętrz Dworskich w Ożarowie Oddział Muzeum Ziemi Wieluńskiej zaprosiły w dniach 9 września i 16 września na wystawy, rajd rowerowy, spotkanie z poezją i piosenką.

Zofia Białas

Europejskie Dni Dziedzictwa Muzeum Ziemi Wieluńskiej zainaugurowało w niedzielę 9 września Muzealnym Rajdem Rowerowym szlakiem dawnej kolejki wąskotorowej, która kursowała pomiędzy Wieluniem a Praszką od 26 września 1916 roku do 31 sierpnia 1987 roku. Była to także wycieczka do granicy dawnych zaborów i do Muzeum w Praszce. To w Praszce do 1914 roku na rzece Prośnie, przebiegała granica pomiędzy zaborem pruskim i rosyjskim, a po I wojnie światowej aż do września 1939 roku funkcjonowało tu niemiecko-polskie przejście graniczne. W roku 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości uczestnicy rajdu dowiedzieli się jak odzyskanie niepodległości wyglądało w Wieluniu i co o z tymi wydarzeniami miała wspólnego kolejka wąskotorowa. W Praszce, wycieczkowicze zwiedzili miasto i Muzeum, zobaczyli też odrestaurowaną lokomotywę, która służyła Wieluńskiej Kolei Wąskotorowej aż do zamknięcia linii. Przewodnikiem był dr Zbigniew Szczerbik - dyrektor Muzeum w Praszce.

W tym samym dniu, w wieluńskim muzeum, otwarta została wystawa malarska „Jura i Karkonosze – wrota czasu” autorstwa Jolanty Madej i Janusza Motylskiego, swoje poezje czytała Nina Pawlaczyk, poetka wieluńska, autorka 8 tomików poezji.

Kolejna odsłona Europejskich Dni dziedzictwa miała miejsce 16 września w Muzeum Wnętrz Dworskich w Ożarowie Oddział Muzeum Ziemi Wieluńskiej. Tu w stylowym wnętrzu modrzewiowego barokowego dworu odbył się spektakl słowno – muzyczny zatytułowany Radość niepodległości w wykonaniu Leszka Wolniaka (śpiew, trąbka, recytacje), Tadeusza Karolczaka (gitara), Joanny Frontczak (prowadzenie).

W programie koncertu znalazły się m.in.: utwory Marka Grechuty (Te dni, których jeszcze nie znamy, Będziesz moją panią), Leonarda Cohena ( Alleluja, Tańcz mnie), Adama Asnyka (Dziwny sen, Gdybym był młodszy), Cypriana Kamila Norwida (Moja piosnka 2), Wojciecha Młynarskiego (W szkole wolności, Niewielkie słowo „przyzwoitość”), Bułata Okudżawy (Modlitwa), Jonasza Kofty (Taką cię wymyśliłem), Jacka Kaczmarskiego (Nasza klasa), Czesława Miłosza (Na dzień dobry), Stefana Witwickiego (Do sosny polskiej), Michała Ogińskiego (Pożegnanie Ojczyzny) Czesława Niemena (Jednego serca)

Koncert, który był sentymentalną podróżą po polskiej kulturze, polskiej poezji, polskim języku, (ale nie tylko), i prezentem urodzinowym dla Adama Asnyka (180 rocznica urodzin), zakończył się bisem. Na bis artyści wykonali Modlitwę Bułata Okudżawy i Alleluja Leonarda Cohena.

Koncert poprzedziło otwarcie wystawy „Magia winylowej płyty” ze zbiorów kolekcjonera Bogusława Nowaka. Wystawa stała się niebywałym przeżyciem dla kolekcjonerów i pasjonatów muzyki odtwarzanej z winylowej płyty. Autor wystawy zadbał o to by w oficynie dworskiej, miejscu ekspozycji, muzyka lat minionych była odtwarzana na specjalnie przygotowanych starych gramofonach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem