Reklama

Studia na UKSW - pielęgniarstwo

Bp Przybylski o Józefie Piątkiewiczu

2018-07-13 07:06

Ks. Mariusz Frukacz

Maciej Orman/Radio Fiat

Dzisiaj podczas Eucharystii gromadzimy się, aby dziękować za życie zmarłego Józefa Piątkiewicza. Nazywaliśmy go „wujek Józek”, „docent model”. Był ważną postacią częstochowskiego środowiska studenckiego – mówił bp Andrzej Przybylski na początku Mszy św. w kościele akademickim pw. św. Ireneusza w Częstochowie. Wieczorem 12 lipca biskup pomocniczy archidiecezji częstochowskiej przewodniczył Mszy św. za zmarłego 11 lipca w wieku 80 lat Józefa Piątkiewicza.

Mszę św. z bp. Przybylskim koncelebrowali kapłani zaprzyjaźnieni ze zmarłym Józefem Piątkiewiczem. Na Mszy św. zgromadzili się m.in. studenci częstochowscy.

Zobacz zdjęcia: Był ważną postacią częstochowskiego środowiska studenckiego

- Czasem skarżę się Panu Bogu i pytam, dlaczego to życie jest taką nierównością. Dlaczego nie ma takiej jakiejś wymiernej sprawiedliwości między nami ludźmi, tak żebyśmy wszyscy mieli po równo. – mówił w homilii bp Przybylski - I przypominam sobie mądre słowa ks. Jana Twardowskiego, że sprawiedliwość Boża jest nierównością. Gdyby wszyscy mieli to samo i każdy był taki sam, to nikt nikomu nie byłby potrzebny – podkreślił bp Przybylski.

- Ubodzy, prości ludzie są nam bardzo potrzebni. Nie tylko dlatego, że możemy uczynić im jakieś dobro i pomóc im, ale dlatego, że są dowodem dla nas na to, że można mieć w życiu tak niewiele, a można być szczęśliwym – kontynuował biskup pomocniczy archidiecezji częstochowski.

Reklama

Biskup zaznaczył, że „tak po ludzku „wujek Józek” nie miał za dużo” - Osobiście nie miał wypasionych okoliczności życia, ale miał coś dużo więcej, czym nas zawsze obdarowywał. W środowisku studenckim był jedną z najbardziej znanych i kolorowych postaci. Miał niewiele. Miał jedynie mały pokój w akademiku, ale jaki to był gościnny pokój. Nie miał takiej najbliższej rodziny tutaj w Częstochowie, ale miał jedną z największych rodzin, to byli wszyscy studenci – wspominał swojego przyjaciela bp Przybylski.

- Józek był takim dziwnym Bożym artystą. Nie był wrażliwy na punkcie swoich słabości, a cieszył się tym, że te jego słabości mogą być źródłem radości dla drugich. To był człowiek z pobożnością spontaniczną, od serca – kontynuował duchowny i wspominał, że najbardziej ulubiona rola Józka, to był św. Mikołaj.

- Przygotowywał się do niej cały rok. Czasem nie mógł się już doczekać na dzień 6 grudnia i już od 1 grudnia wędrował po Alejach w Częstochowie z dzwonkiem i rozdawał krówki w „Niedzieli” – wspominał biskup.

- Dla niego najważniejsze było to, żeby czynić dobro. Tak ja vipy mają swoje credo życiowe, biskupi swoje hasła biskupie, to programem życiowym Józka było: „Kocham Cię, nie pękaj”. Miał w sobie naturalne dobro, Bóg dał mu dobroć serca – kontynuował biskup i dodał: „Kiedy czuł się słabo, pytał mnie, czy w niebie będzie akademik, kluby studenckie? Odpowiadałem mu, że nie wiem, czy tam to wszystko będzie, ale wiem, że będzie to, co ty czujesz i co ty kochasz. Będzie tam miłość, którą ty obdarzasz ludzi”.

- Podejmijmy za Józkiem to, aby ludziom smutnym, zrozpaczonym mówić „kocham Cię i nie pękaj” – zakończył bp Przybylski.

Józef Piątkiewicz urodził się w Krakowie, w 1938 r. Jego ojciec Mieczysław był znanym inżynierem, architektem budowlanym, a matka Helena, pochodziła z Wiednia. Do Częstochowy przyjechał w 1981 r. Od tego czasu nieprzerwanie mieszkał w domu studenckim „Skrzat”. Znany był w środowisku studentów jako „wujek Józek” i „docent model”. Wystąpił w programie Wojciecha Manna „Szansa na sukces”. Podczas występu finałowego w Sali Kongresowej, po wejściu na scenę wręczył Wojciechowi Mannowi obrazek Matki Bożej Częstochowskiej.

Józef Piątkiewicz był zaprzyjaźniony z "Niedzielą". Był jej wiernym kolporterem na błoniach jasnogórskich w okresie pielgrzymkowym. Za swoje zaangażowanie w dzieło ewangelizacji przez media otrzymał nagrodę redaktor naczelnej „Niedzieli” Lidii Dudkiewicz Medal Mater Verbi podczas XXI Pielgrzymki Czytelników, Przyjaciół i Pracowników Tygodnika Katolickiego „Niedziela” na Jasną Górę, 16 września 2017 r.

O śmierci Józefa Piątkiewicza poinformował w środę 11 lipca bp Andrzej Przybylski, który napisał m.in. „Odszedł od nas człowiek, który bez doktoratów i profesury był wychowawcą wielu pokoleń studentów Częstochowy. Jego prawdziwym domem był akademik, a najważniejszą rodziną – studenci”.

Uroczystości pogrzebowe śp. Józefa Piątkiewicza odbędą się 13 lipca w Wieliczce.

Tagi:
odszedł do Pana

Zmarł ks. prał. Ryszard Kukulski

2018-08-14 11:06

Ks. Piotr Nowosielski
Edycja legnicka 33/2018, str. VIII

Ks. Piotr Nowosielski

W dniu 5 sierpnia br., w 85. roku życia i w 60. roku kapłaństwa, odszedł do Pana ks. prał. Ryszard Kukulski.

Ks. Ryszard urodził się w 1933 r. w Gorzkowicach, w diecezji częstochowskiej. W Piotrkowie Trybunalskim ukończył I LO im. Bolesława Chrobrego. W mury wrocławskiego Wyższego Seminarium Duchownego wstąpił w 1953 r. Święcenia prezbiteratu otrzymał 15 czerwca 1958 r. we Wrocławiu z rąk ówczesnego bp. Bolesława Kominka. Stąd też w czerwcu br. obchodził jubileusz 60-lecia święceń.

Po święceniach pracował jako wikariusz w parafiach: świętych Apostołów Piotra i Pawła w Legnicy (1958-63), w parafii katedralnej we Wrocławiu (1963-65), w Sieroszowicach i Strzelinie (1965-66), od października 1966 r. najpierw jako wikariusz, a od 1967 r. jako administrator i później proboszcz parafii Matki Bożej Częstochowskiej w Gromadce.

Jego pracę duszpasterską w parafii i w dekanacie Bolesławiec Wschód, w którym pełnił także funkcję wicedziekana, doceniali także kolejni biskupi. W 1984 r. ówczesny abp Henryk Gulbinowicz nadał mu tytuł kanonika EC, a w nowej diecezji legnickiej jej pierwszy biskup Tadeusz Rybak nadał mu w 1996 r. tytuł kanonika RM. W roku 2000, dzięki staraniom bp. Rybaka otrzymał godność prałata. W roku 2009 przeszedł na emeryturę i od tamtej pory przebywał w Domu Księży Emerytów w Legnicy.

8 sierpnia miała miejsce eksporta trumny z ciałem ks. Ryszarda do kościoła pw. Matki Bożej Częstochowskiej w Gromadce. Przed Mszą św., po modlitwie różańcowej i Koronce do Bożego Miłosierdzia miały miejsce oficjalne przemówienia i pożegnania, w których dziękowno za życie i działalność Zmarłego. Głos zabierali przedstawiciele parafian, rodziny, miejscowych władz, duchowieństwa, w tym przedstawiciel Kościoła greckokatolickiego.

Następnie odprawiona została Msza św. koncelebrowana pod przewodnictwem biskupa seniora Stefana Cichego. W homilii Ksiądz Biskup nawiązał do często spotykanych słów przy wejściach na cmentarze: „Ja jestem zmartwychwstanie i życie”. – Te słowa Pana Jezusa słyszał także w swojej młodości ks. prał. Ryszard Kukulski. Idąc za głosem powołania, wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego. Po otrzymanych święceniach, jako prezbiter Kościoła, przypominał wiernym, od chwili chrztu aż do pogrzebu prawdę, że Chrystus jest życiem, że On przez swoją śmierć wysłużył nam wieczne życie i On jest naszym zmartwychwstaniem. Dziś modlimy się o nagrodę wieczną dla ks. prał. Ryszarda, za wszelką jego działalność: za głoszenie Bożego Słowa, za udzielanie sakramentów, za organizowanie życia parafialnego, co było dziś przed Mszą św. przypomniane – mówił o Zmarłym w homilii pożegnalnej bp Cichy.

Mszę św. pogrzebową odprawiono 10 sierpnia br. w rodzinnej miejscowości ks. Ryszarda, w kościele pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Gorzkowicach (archidiecezja częstochowska), pod przewodnictwem ks. prał. Józefa Lisowskiego, kanclerza Legnickiej Kurii Biskupiej. Po Mszy św., i obrzędach ostatniego pożegnania nastąpiło złożenie trumny z ciałem do grobu na miejscowym cmentarzu.

Zmarłego prezbitera polecamy pamięci modlitewnej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Chopin w ciele kobiety

2018-09-18 12:06

Agata Iwanek

Miała 25 lat, kiedy opuściła Wrocław i wyjechała do Włoch. Dziś coraz częściej wraca do Polski, bo właśnie tutaj chce promować niezwykłą płytę, na której nagrała zapomniane pieśni Chopina. O miłości do Polski i muzyki w rozmowie z Agatą Iwanek opowiada światowej sławy sopranistka Dominika Zamara.


Agata Iwanek i Dominika Zamara we wrocławskiej redakcji Niedzieli

Skąd miłość do muzyki?

Śpiewałam od zawsze. Mój dziadziuś grał na organach i od małego inspirował mnie do sztuki. Inspirował mnie także kościół. Śpiewałam w Kościele Świętego Krzyża, pamiętam pierwsze schole, w których byłam solistką

Jak Dominika Zamara stała się gwiazdą opery?

Byłam dobrą studentką wrocławskiej Akademii Muzycznej na wydziale wokalnym. Od drugiego roku zawsze miałam stypendium naukowe, już wtedy koncertowałam. W końcu moja pani profesor, Barbara Ewa Werner, powiedziała, że jest możliwość wygrania stypendium do Włoch. Zupełnie w to nie wierzyłam, ale wzięłam udział w konkursie. Po miesiącu dostałam telefon, że się udało! To było marzenie mojego życia i faktycznie całkiem je odmieniło. Miałam 25 lat, kiedy wyjechałam. We Włoszech nauczyłam się bel canto – śpiewu wybitnych mistrzów opery, który do dzisiaj jest moją pracą.

Czy polskie realia odbiegały od włoskiej rzeczywistości?

Śpiewu uczył mnie maestro Enrico De Mori, niezwykły dyrygent, pianista Marii Callas. To on odkrył biedną studentkę z Polski. Realia były na początku bardzo ciężkie. Miałam stypendium, ale to były niewielkie pieniądze, a mistrz tak uwierzył we mnie, że udzielał mi lekcji za darmo. Uczył mnie oper i całej techniki śpiewu włoskiego, której używa się w Teatro alla Scala, czyli najważniejszych teatrach na świecie. W ramach odpracowania lekcji koncertowałam z jego orkiestrą. To była moja zapłata, a tak naprawdę wspaniała szkoła i prestiż. Pod mistrzowską batutą mogłam śpiewać w Weronie, czy Mediolanie. Zadebiutowałam w roli Mimi w operze Pucciniego pt. „Cyganeria”. W ten sposób nauczyłam się, jak pracować nad operą profesjonalnie. Wokalnie, interpretacyjnie i z włoską wymową.

Co ze znajomością języka?

Na wrocławskiej Akademii Muzycznej mieliśmy bardzo dobry poziom języka włoskiego. Szkoliła nas pani Tołłoczko, która była bardzo wymagająca. Mimo że ktoś doskonale śpiewał, mógł „wylecieć” z wokalistyki przez włoski! Wiele jej zawdzięczam. Nieustannie przepytywała, krzyczała, ale była świetna. Dzięki niej, gdy wyjeżdżałam z Polski, znałam praktycznie całą włoską gramatykę. Jak ktoś z mojego roku nie zrobił kariery wokalnej, to miał szansę mieć drugi zawód, ponieważ szedł na italianistykę.  

Ulubione miejsce we Wrocławiu?

Ostrów Tumski. To jest takie metafizyczne, duchowe miejsce, które inspiruje. Serce Wrocławia. Mieszkam dwa kroki stąd na ulicy św. Marcina przy siostrach zakonnych i kiedy jestem w Polsce, odbywam tu długie, nocne spacery. Mój ulubiony Kościół, to Kościół Matki Boskiej na Piasku. Za każdym razem, gdy się tam modlę, czuję niesamowitą duchową więź.

 A muzycznie?

Oczywiście Narodowe Forum Muzyki. Pan profesor Kosendiak organizuje tam wiele godnych uwagi wydarzeń. Jest też opera, a koneserom sztuki lżejszej polecam Capitol jako połączenie teatru i śpiewu.

Jeżeli jesteśmy przy łączeniu śpiewu z teatrem – opera to też teatr?

Tak, oczywiście. Właśnie to kocham w operze – to nie jest zwykłe śpiewanie, tylko interpretacja, wejście w postać. Tam jest bardzo dużo teatru. Utożsamiam się z postacią, którą gram. Czasem muszę się nauczyć na pamięć 300 stron, ale to szukanie klucza interpretacji jest niezwykłe. Postaci opery są z reguły bardzo dramatyczne. Moim debiutem była postać Mimi z Cyganerii. Mieszkałam w Veronie tak jak ona, też w mieszkaniu artystycznym. Ona na koniec umiera i właśnie jak wystawiałam tę operę, to czułam, jakby część mnie też umarła na chwilę. To takie mocne utożsamianie się. Powiem szczerze, że wpływa to na psychikę, ale w muzyce lubię bardziej dramatyzm, niż komizm.

Opera to wyjątkowe stroje, makijaż i uczesanie, czy w życiu osobistym także wyraża Pani siebie w ten sposób?

Oczywiście! Na scenie jest to pewna charakteryzacja, ale w życiu codziennym także bardzo lubię się wyróżniać. Nie ukrywam, my artyści lubimy być inni, ale nie celowo, pozersko, to wynika z podświadomości. Lubimy być jacyś, nie lubimy być szarzy. Ja to lubię.

Dlaczego Polacy nie słuchają opery?

Po pierwsze bariera językowa. W Polsce stawia się na tekst. Opery są pisane głównie w języku włoskim, który jest najbardziej śpiewny i teatralny. Mimo że mamy libretto w ręku, bądź tekst jest wyświetlany, to trzeba mieć tę podzielność uwagi, a i tak nie zawsze wszystko się rozumie, ponieważ język opery, to język metafor. Szukanie tego klucza jest bardzo ciekawe, ale trudne. Poza tym media nie promują tak bardzo opery, jest to dla nich sztuka niezrozumiała. U nas w Polsce tylko elita intelektualna uczęszcza do opery. We Włoszech jest to sztuka popularna, nawet takie proste rodziny słuchają arii operowych i znają je całe na pamięć.

Skąd pomysł na nagranie płyty z utworami Chopina?

To mój ukochany polski kompozytor. Mało kto zna twórczość wokalną Chopina, mało kto wie, że kochał operę. Nigdy sam jej nie napisał, ale stworzył piękne pieśni. Postanowiłam je zaśpiewać i wydać na płycie. Pomysł zrodził się głównie z sentymentu i nostalgii za Polską. Chopin też wyemigrował. Też po to, żeby zrobić karierę. Poza tym lubię promować kulturę polską. Często przemycam pieśni Chopina, Moniuszki, Paderewskiego, czy Szymanowskiego na światowe sceny. Płyta cieszy się już dużą popularnością. Jest przetłumaczona na trzy języki: polski, angielski i włoski.

Czy Chopin za życia był w Polsce doceniany?

Na początku nie, wcześnie wyemigrował. Sytuacja była tutaj bardzo ciężka. Po nieudanych próbach zaistnienia w Wiedniu wyjechał na szczęście do Paryża, gdzie spotkał węgierskiego kompozytora Ferenca Liszta, wirtuoza fortepianu. Dzięki niemu został zauważony.

Wyjazd z kraju, kariera międzynarodowa, odkrycie przez mistrza… Wiele analogii. Czy niedocenienie w ojczyźnie też się do nich zalicza?

Dobre pytanie. Nie wiem jak na nie odpowiedzieć. To stypendium było moim wyborem i przeznaczeniem. Dzięki niemu mogłam rozwinąć karierę międzynarodową, a w Polsce nie miałabym takiej możliwości, jednak z perspektywy czasu bardzo tęsknię za ojczyzną – stąd ten ukłon i wydanie płyty z utworami Chopina. Teraz widzę, że jestem coraz częściej zapraszana do Polski, polskich filharmonii. Jestem tu coraz bardziej doceniana.

Czy możemy dowiedzieć się więcej o współpracy z Watykanem?

Od lat nieoficjalnie współpracowałam z Watykanem. To najważniejszy mecenat kultury we Włoszech. Księża, kardynałowie, sam papież, to wspaniali ludzie wspierający kulturę i kochający ją, szczególnie muzykę sakralną. W tym roku zadzwonił do mnie kardynał Jean Marie Gervais i zaprosił mnie do Watykanu. Tam zaproponował mi stałą współpracę. To ogromne wyróżnienie.

Gdzie rodacy mogą Panią usłyszeć?

Płytę można kupić internetowo, mam też zaplanowane koncerty w Polsce. 21 września będę po sąsiedzku w Czechach, 27 września w jeleniogórskiej Filharmonii, a 5 października w Warszawie. Serdecznie zapraszam.








CZYTAJ DALEJ

Reklama

Stygmaty o. Pio

2018-09-20 20:05

Salve TV

Czym są stygmaty? Czy stygmaty o. Pio były autentyczne? Czym jest czyściec? W jaki sposób o. Pio pomagał duszom czyśćcowym? 20 września mija 100 lat od czasu ukazania się stygmatów o. Pio

Salve TV
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem