Reklama

Prezydent o polskim parlamentaryzmie

2018-07-13 12:56

prezydent.pl

Jakub Szymczuk/KPRP
Szanowni Panowie Marszałkowie,

Wielce Szanowny Panie Prezesie Rady Ministrów,

Wielce Szanowni Państwo Wicemarszałkowie Sejmu i Senatu,

Szanowni Państwo Ministrowie,

Reklama

Szanowni Państwo Prezesi,

Szanowne Panie i Szanowni Panowie Posłowie i Senatorowie,

Eminencje i Ekscelencje, Czcigodni Przedstawiciele Kościołów i Wyznań,

Szanowni Państwo Deputowani do Parlamentu Europejskiego,

Ekscelencje Panie i Panowie Ambasadorowie,

Dostojni Przedstawiciele Parlamentów zaprzyjaźnionych państw,

Szanowni Panowie Generałowie, Oficerowie, Przedstawiciele Wojska Polskiego i Policji,

Wszyscy Czcigodni Uczestnicy Zgromadzenia Narodowego,

Drodzy Rodacy!

Dzisiejsze posiedzenie Zgromadzenia Narodowego odbywa się w miejscu wyjątkowym: na dziedzińcu Zamku Królewskiego w Warszawie. To właśnie tutaj, w salach rezydencji władców Rzeczypospolitej, wielokrotnie obradowały obie izby naszego parlamentu, uchwalając najważniejsze w dziejach ojczystych akty prawne. Pozwolę sobie przywołać teraz dwa, chyba najistotniejsze, spośród nich.

Pierwszy to konfederacja warszawska, uchwalona 445 lat temu, 28 stycznia 1573 roku. Właśnie wtedy – w okresie bezkrólewia po wygaśnięciu dynastii Jagiellonów, kiedy dalsze losy państwa, jego ustroju i przyszłego sposobu sprawowania władzy były niewiadomą – skonfederowane sejmujące stany postanowiły, by dla zapewnienia pokoju w Rzeczypospolitej zagwarantować wszystkim obywatelom wolność religijną i równe prawa niezależnie od wyznawanej wiary.

A działo się to – przypomnijmy – w II połowie XVI wieku, w tym samym czasie, gdy wiele krajów Europy ogarniały wojny religijne. Zaledwie niecałe pół roku po pamiętnych wydarzeniach paryskich, nazwanych nocą św. Bartłomieja.

Tymczasem mądrość posłów i senatorów w Rzeczypospolitej pozwoliła zapobiec tu, na naszej ziemi podobnej tragedii. Kiedy gdzie indziej starano się uzyskać dominację nad mniejszościami i innowiercami, w Polsce wprowadzono zasadę tolerancji. Słuszność tej decyzji potwierdziła potem historia. Pół wieku później wojna trzydziestoletnia, podczas której armie – walczące w imię tego samego chrześcijańskiego Boga, chociaż różnie pojmowanego – spustoszyły liczne kraje Zachodu, niemal w ogóle nie dotknęła ziem polskich i ich mieszkańców.

Drugim aktem prawa tutaj uchwalonym, który chciałbym dzisiaj przypomnieć, była rzecz jasna Konstytucja 3 maja 1791 roku. Obie izby parlamentu, zebrane przy podwójnej liczbie posłów i obradujące pod węzłem konfederacji, uchwaliły wtedy pierwszą w Europie i drugą na świecie, po amerykańskiej, ustawę zasadniczą, która określiła podstawy na wskroś nowoczesnego, jak na tamte czasy, ustroju państwowego.

Oczywiście nie obyło się to bez sporów i gwałtownych nieraz dyskusji. Nie było w wielu ważnych sprawach jednomyślności. Nie wszyscy też uczestnicy obrad mieli czyste intencje i nie wszyscy zajmowali stanowiska nieskażone wpływem obcych potęg i interesów. Ale Konstytucja została uchwalona. I mimo że nie zdołała wtedy ocalić naszego państwa przed zakusami mocarstw ościennych, to jednak potomni nazwali ówczesny sejm Sejmem Wielkim – nie tylko dla jego wyjątkowej liczebności, lecz nade wszystko właśnie z powodu jego niezwykłych dokonań.

Jakub Szymczuk/KPRP

Spotykamy się zatem na zamku warszawskim, który jest symbolem naszej polskiej historii: w dawnej siedzibie władców i miejscu obrad Sejmów, które było świadkiem najważniejszych osiągnięć polskiego parlamentaryzmu doby przedrozbiorowej. Zamek jest znakiem ciągłości pracy Polaków: pracy ponad 30 pokoleń, które budowały fortece i wsie, miasta i instytucje, kulturę i prawo, patriotyzm i ducha – wszystko to, co składa się na naszą tożsamość i czyni nas narodem, wszystko to, co czyni nas Polakami.

Ale ten Zamek – zburzony i odbudowany – jest też wyrazistym znakiem tego, że tu, na ziemi, nic nie jest wieczne ani stałe. Każdy z nas znajduje się w drodze. I my wszyscy razem – jako wspólnota narodowa i polityczna, obywatelska – także wędrujemy przez dzieje. Nasza Rzeczpospolita znajduje się zawsze w nieustannej drodze przez historię. Trwa, ale zmienia się. Rozwija się i wzrasta.

O tym wszystkim myślimy szczególnie często właśnie teraz, kiedy trwają Narodowe Obchody Setnej Rocznicy Odzyskania przez Polskę Niepodległości. Jubileusz to wyjątkowy czas wspominania, ale jeszcze bardziej – wyciągania wniosków. Czas oddawania czci temu, co było wspaniałe i godne pochwały. I czas czerpania inspiracji do naszych, współczesnych, dzisiejszych działań realizowanych dla dobra wspólnego.

Świętujemy teraz wiele ważnych rocznic związanych z odrodzeniem się Rzeczypospolitej w roku 1918. Ale sięgamy myślami także i do czasów bliższych – kiedy walczyliśmy z dwoma totalitaryzmami: niemieckim nazizmem i sowieckim bolszewizmem, kiedy tworzyliśmy wspaniały ruch „Solidarności”. I sięgamy też do epok dużo odleglejszych, kiedy nasi przodkowie wznosili zręby nowożytnego państwa, opartego już nie na średniowiecznym jedynowładztwie, lecz na ustroju mieszanym, łączącym elementy monarchii, arystokracji i republiki.

Właśnie to dzisiejsze uroczyste Zgromadzenie Narodowe, obradujące w obecności dostojnych przedstawicieli parlamentów zagranicznych, parlamentów zaprzyjaźnionych państw, upamiętnia jeden z ogromnie ważnych kroków na tej drodze. Oto przed 550 laty, w 1468 roku, do Piotrkowa zjechał król Polski i wielki książę litewski Kazimierz IV Jagiellończyk oraz członkowie Rady Królewskiej, którą wkrótce przyjęło się nazywać Senatem, a także posłowie, wybrani po dwóch na sejmikach ziemskich, jako reprezentanci obywateli poszczególnych powiatów.

Wtedy to trzy sejmujące stany – król i dwie izby – po raz pierwszy w naszych dziejach odbyły Sejm walny. Z dawna już było przyjęte, że decyzje polskiego monarchy musieli zatwierdzać możni, tworzący Radę Królewską. Ale oto po raz pierwszy uznano, że wymagają one zgody także przedstawicieli wszystkich ziem Korony, zebranych razem i wspólnie obradujących. I tak oto zapoczątkowana została era dojrzałego parlamentaryzmu polskiego.

Szanowni Państwo!

Od tamtej pory parlamentaryzm, sejmowanie, ucieranie poglądów, dążenie do jednomyślności – stały się podstawową metodą stanowienia prawa i kierowania polityką Rzeczypospolitej. Zaangażowanie obywateli w sprawy publiczne i podejmowanie decyzji najważniejszych dla całego narodu przez jego reprezentantów – to nasze polskie ustrojowe DNA, niezależne od wszelkich historycznych przemian sytuacji geopolitycznej, społecznej, czy ekonomicznej kraju. Kiedykolwiek Polska była wolna, tylekroć Sejm stanowił jedną z głównych instytucji naszego państwa; i stanowi ją, wraz z Senatem, do dzisiaj.

Jakub Szymczuk/KPRP

Tak było przed stuleciem, kiedy Rzeczpospolita odzyskała niepodległość po 123 latach zaborów. Zwołanie parlamentu było jednym z pierwszych, fundamentalnych rozdziałów w dziele odbudowy państwa polskiego. Już 26 stycznia 1919 roku, kiedy żołnierz polski walczył jeszcze na wschodzie, zachodzie i południu, a ostateczny kształt granic państwowych wciąż nie był znany, Polacy w demokratycznych wyborach wyłonili Sejm Ustawodawczy. Jego posłowie powierzyli Józefowi Piłsudskiemu kontynuowanie misji Naczelnika Państwa i Naczelnego Wodza, a latem 1920 roku – kiedy ważyły się losy Odrodzonej Polski – powołali ponadpartyjną Radę Obrony Państwa i poparli Rząd Obrony Narodowej z premierem Wincentym Witosem na czele. Nade wszystko zaś wypracowali projekt i 17 marca 1921 roku przyjęli w głosowaniu Konstytucję – pierwszą nowoczesną ustawę zasadniczą suwerennej Rzeczypospolitej, na mocy której władzę ustawodawczą sprawował odtąd dwuizbowy parlament, składający się, jak dziś, z Sejmu i Senatu.

Również na najbardziej dramatycznych kartach naszych dziejów ojczystych zapisane są świadectwa, mówiące, jak wielką wagę przywiązuje naród polski do idei parlamentaryzmu.

Jedno z nich przynosi historia powstania listopadowego 1830 roku. Nie minęły bowiem nawet trzy tygodnie od nocnego wystąpienia podchorążych, kiedy to 18 grudnia w Warszawie zebrał się Sejm, który proklamował zryw narodowy i objął najwyższą władzę w Królestwie Polskim. Miesiąc później, 25 stycznia 1831 roku, to właśnie posłowie tego Sejmu dokonali aktu detronizacji cara Mikołaja Romanowa. I chociaż większość rodaków wtedy jeszcze nie wyobrażała sobie wolnej Ojczyzny w innej formie ustrojowej niż monarchiczna, to wobec bezkrólewia najwyższą władzę w państwie sprawował Sejm.

Podobne świadectwo przywiązania Polaków do parlamentaryzmu znamy z bohaterskich i tragicznych lat II wojny światowej. Nawet wtedy, gdy nasza wspólnota była śmiertelnie zagrożona, zarówno wśród władz na uchodźstwie, jak też w strukturach Polskiego Państwa Podziemnego funkcjonowały instytucje zastępujące Sejm, złożone z reprezentantów stronnictw niepodległościowych: Rada Narodowa przy Prezydencie i Rządzie RP w Londynie oraz Rada Jedności Narodowej, działająca konspiracyjnie tu, w okupowanym kraju.

Chciałbym wreszcie przywołać jeszcze jeden dowód tego, jak ogromnie ważny dla nas, Polaków, jest parlament. Wiemy przecież wszyscy, że przełom roku 1918 nie miał dokładnej analogii w czasach bardziej nam współczesnych, o 70 lat późniejszych, kiedy upadał komunizm i Polska znów wybijała się na niepodległość. Pamiętamy doskonale, że był to długi proces przemian, które następowały stopniowo – zarówno w wymiarze przejmowania władzy przez autentycznych przedstawicieli narodu, jak przywracania państwu polskiemu tradycyjnej symboliki. Na drodze od zniewolenia do demokracji nie sposób wskazać cezury, oddzielającej podległość od wolności, podobnie ostrej, jak ta z 11 listopada 1918 roku. Charakterystyczne jest jednak, że za namiastkę takiej cezury przyjęło się wskazywać datę częściowo wolnych wyborów parlamentarnych 4 czerwca 1989 roku, mimo że Polacy mogli wybrać jedynie 35% posłów. Bo chociaż w pełni wolne wybory do Sejmu odbyły się dopiero w 1991 roku, a pozostałości systemu trwały nadal, to nadzieje milionów Polaków i oczekiwanie zmian były tak silne, że dla wielu symbolicznym momentem końca komunizmu stał się właśnie wybór posłów z list Komitetu Obywatelskiego „Solidarność”, a zwłaszcza senatorów, którzy zajęli 99 ze stu miejsc w Senacie. Chciałbym przypomnieć, że wtedy jednym z senatorów I kadencji - senatorów tak głęboko wierzących w wolną Polskę i tak niezłomnie o nią walczących - został przyszły Prezydent Rzeczypospolitej pan profesor Lech Kaczyński. Jakże miłe jest to wspomnienie.

Szanowni Państwo!

Również dzisiaj, kiedy myślimy o wolnej Polsce kolejnego stulecia, kiedy dyskutujemy o jej kształcie ustrojowym, o potrzebie odnowienia konstytucyjnego fundamentu Rzeczypospolitej lub położenia go na nowo, dla nikogo z nas, współczesnych, nie ulega wątpliwości, że nasze państwo jest i będzie republiką, a dwuizbowy parlament pozostanie organem władzy ustawodawczej. Ta oczywistość jest jednak owocem wielowiekowej tradycji i pracy dziejowej. Mamy ją dzięki wysiłkom naszych przodków, dzięki 550 latom życia politycznego tworzonego przez obywateli i ich reprezentantów, dzięki gromadzeniu doświadczeń i wysnuwaniu wniosków.

Bo my, Polacy, naszego parlamentaryzmu nie otrzymaliśmy w darze ani nikt nam go nie narzucił. On jest naszym własnym dziełem, owocem naszych decyzji i naszego trudu. Niesiemy w kodzie genetycznym naszej wspólnoty pamięć i mądrość, ale i doświadczenie błędów, zdobyte przez wieki sejmowania. Znamy jego sens i zasady. Wiemy, gdzie tkwią jego zalety i słabości. Zdajemy sobie sprawę z wielkiego potencjału, ale i z możliwych zagrożeń.

Parlamentaryzm to w pierwszym rzędzie dowód uznania i zaufania obywateli do siebie nawzajem. Wolny naród wybiera swoich przedstawicieli – posłów i senatorów – i im powierza reprezentowanie jego przekonań i zabieganie o interes narodowy i dobro wspólne. Obywatele wiedzą przy tym, że pełna zgodność poglądów jest nieomal niemożliwa. Że ich racje zawsze do pewnego stopnia będą się różnić i że nikt nie ma monopolu na słuszność. Stąd obywatele dzielą się na stronnictwa, a ich przedstawiciele w parlamencie tworzą większość rządzącą i opozycyjną mniejszość.

Przed wiekami w dawnej Polsce stawiano sobie przy tym za cel osiąganie w każdej kwestii jednomyślności, tak aby nikt nie czuł się wykluczony, nie czuł, że jego racja została pominięta. Wiemy jednak, że to, co zbyt szczytne, okazało się niestety zgubne. Dążenie do powszechnej zgody wyrodziło się w faktycznie przeciwną mu zasadę liberum veto. Dbałość o całą wspólnotę przegrała z indywidualizmem i prywatą, a także niestety czasem i zdradą. Wskutek tego wiele Sejmów było zrywanych i rozchodziło się z niczym. Osłabiało to „rządność” państwa, pozbawiając je podstawowych środków zabezpieczenia trwałości i pokoju, prowadząc do anarchii, a w efekcie, jak wszyscy doskonale wiemy, do upadku, do zniknięcia Rzeczypospolitej z mapy.

Wielce Szanowni Państwo Parlamentarzyści, Czcigodni Goście!

Spór jest naturalny i nieunikniony. I to on jest istotą parlamentaryzmu, zawartą poniekąd w samym źródłosłowie tego pojęcia. Sejm i Senat są miejscem debaty, wymiany argumentów, także szermierki na słowa. Lecz spory te muszą toczyć się w granicach, które zakreśla poczucie odpowiedzialności za całość naszej wspólnoty i za to najwyższe dobro, którym jest Rzeczpospolita. Parlament istnieje po to, byśmy byli reprezentowani jako naród polityczny, demokratyczny i pluralistyczny – ale jeden naród, powtórzę: jeden naród, który nieskończenie wiele dzieli od zbiorowiska, czegoś, co możemy nazwać zwaśnionymi plemionami.

Wielce Szanowni Państwo!

Odpowiedzialność za wspólnotę nakazuje także, aby wynik uczciwie przeprowadzonych wyborów był powszechnie respektowany. Werdyktu wydanego przez obywateli przy urnach nie wolno kontestować. Jego przyjęcie jest świadectwem wzajemnego uznania, zaufania i szacunku. Bo to naród jest suwerenem w Rzeczypospolitej. Obywatele wybierają swoich reprezentantów ze względu na ich postawy i przekonania. Dlatego też nie można odmawiać zwycięskiej większości prawa do realizacji jej programu. Spełnianie zapowiedzi wyborczych jest nie tylko przywilejem, ale jest obowiązkiem względem obywateli. Podważanie tych zasad jest zaś sprzeczne z samymi podstawami demokracji przedstawicielskiej. Podmywa fundamenty parlamentaryzmu i w żadnym przypadku nie służy dobru państwa i nie służy dobru społeczeństwa; łamie podstawowe zasady demokracji.

Wielce Szanowni Państwo Posłowie i Senatorowie, Czcigodni Goście!

Tak jak przed 550 laty, podobnie i teraz, na obrady zjeżdżają posłowie i senatorowie, wybrani ze wszystkich ziem kraju. Wolni i równi w imieniu obywateli radzą nad sprawami Rzeczypospolitej. Połączeni wspólną służbą dla Ojczyzny, tworzą jedno z głównych spoiw państwa i społeczeństwa obywatelskiego. Jakość pracy reprezentantów narodu zależy od poziomu społecznego zaufania, a kondycja parlamentaryzmu ma olbrzymi wpływ na nastroje społeczeństwa. Dlatego sejmowanie wiąże się z wielką odpowiedzialnością zarówno za państwo, za uchwalane prawa, jak też za cały naród i za zwykłe sprawy poszczególnych ludzi.

Wieki naszej historii i praktyki parlamentarnej nauczyły nas, jak bardzo delikatnym, wrażliwym, wymagającym stałej uwagi i troski ustrojem jest demokracja przedstawicielska. Posłowie i senatorowie muszą wsłuchiwać się w głos obywateli, by należycie ich reprezentować. Każdy, kto pełnił tę zaszczytną funkcję, wie, że największą nagrodą za służbę jest, gdy ludzie mówią o nim: „nasz poseł”, „nasz senator” – dlatego że mu ufają jako ich przedstawicielowi, jako ich człowiekowi w Warszawie, jako wyrazicielowi ich potrzeb i ich woli.

Ale zarazem parlamentarzyści muszą też obejmować wzrokiem całość spraw państwowych. Nie mogą być stronnikami partykularnych grup interesów, ulegać wpływom czynników zewnętrznych; znamy przecież takie smutne przypadki i ich skutki w prawie każdej z epok – i pamiętamy je ku przestrodze.

Odpowiedzialność nakazuje także, by parlament dawał przykład powagi i dostojeństwa należytych sprawom państwowym, nie zaś zdobywania poklasku i taniej popularności. Wiemy, że w oczach rodaków to właśnie posłowie i senatorowie – bardziej nawet niż ministrowie, sprawujący władzę wykonawczą – są synonimami polityków. A kultura parlamentarna jest powszechnie odbierana jako obraz kultury politycznej w ogóle. Także z tego wynika zatem powinność dbania o jakość pracy obu izb, które winny budować w społeczeństwie szacunek i zaufanie do jego przedstawicieli i rządzących, a nie podważać je, łamać i brukać.

Sejmowanie od samych początków było jedną z najważniejszych form urzeczywistniania się wolności w życiu publicznym, zwłaszcza wolności słowa i poglądów. Sejm i Senat są organami suwerennej władzy ustawodawczej Rzeczypospolitej. I nie ma ponad nimi wyższego prawodawcy. Wysokie izby korzystają z wolności nieskrępowanej niczym poza odpowiedzialnością za całość państwa i narodu – suwerena, którego reprezentują. Ta zaś odpowiedzialność nakazuje troskę o to, aby prowadzona debata zmierzała do konkluzji, do rozstrzygnięć, do decyzji, szczególnie tych potrzebnych tu i teraz dla sprawnego funkcjonowania i rozwoju Rzeczypospolitej, ale potrzebnych także dla jej dobrego rozwoju w przyszłości. Spór prawdziwie polityczny, czyli wynikający z miłości Ojczyzny, nigdy nie jest jałowy, lecz zawsze wydaje owoce dobre dla wspólnoty.

Szanowni Państwo!

Stajemy więc dzisiaj razem tu, na dziedzińcu Zamku Królewskiego – symbolu ciągłości państwa i wędrówki naszej wspólnoty przez dzieje – bogaci w doświadczenia, wiedzę i mądrość, zgromadzone w ciągu 550 lat parlamentaryzmu polskiego. Stajemy, aby oddać hołd naszym poprzednikom i przodkom, z wdzięcznością spoglądając wstecz na ich starania i dokonania w pracy dla Rzeczypospolitej. Stajemy, by w tym uroczystym dniu zaczerpnąć oddechu do dalszej drogi, drogi, która przed nami.

Historia nigdy bowiem nie dobiega końca i wciąż nowe wyzwania dziejowe czekają, byśmy naszym trudem im sprostali. Chcemy więc iść dalej, budując silną, suwerenną, demokratyczną Polskę na następne stulecie niepodległości. Wierzę głęboko, że my, Polacy, wielki i mądry naród obywatelski, będziemy umieli z dziedzictwa 550 lat sejmowania czerpać natchnienie i inspirację. Wierzę, że razem zapiszemy kolejne wspaniałe karty w naszych dziejach ojczystych.

Wiwat Sejm! Wiwat Senat! Wiwat wolna, niepodległa, suwerenna Rzeczpospolita!

Przeczytaj także: Uroczystości z okazji 550-lecia parlamentaryzmu
Przeczytaj także: Przewodniczący Episkopatu: umiłowanie ludu i pokora to powinność polityków
Tagi:
orędzie Duda Andrzej 550‑lecie parlamentaryzmu

Przewodniczący Episkopatu: umiłowanie ludu i pokora to powinność polityków

2018-07-13 11:41

tk / Warszawa (KAI)

Organizacja społeczeństwa winna być oparta na równowadze władz, czyli na braku dominacji jednej władzy nad drugą - przypomniał dziś abp Stanisław Gądecki. Podczas Mszy św. sprawowanej w katedrze warszawskiej z okazji 550. rocznicy polskiego parlamentaryzmu, przewodniczący Episkopatu podkreślił w homilii, że polityk powinien pracować nad dwiema cnotami: umiłowaniem ludu i pokorą. Mszy św. przewodniczył metropolita warszawski kard. Kazimierz Nycz.

Jakub Szymczuk/KPRP

Przewodniczący Episkopatu powiedział, iż w kontekście bieżących, polskich sporów politycznych, warto przypomnieć sobie słowa papieża Franciszka: „Niech bracia będą zjednoczeni, bo to jest pierwsze prawo. Niech zachowują prawdziwą jedność w każdym czasie, bo jeśli kłócą się między sobą, pożrą ich ci z zewnątrz” W czasie liturgii z udziałem prezydenta, premiera, marszałków Sejmu i Senatu metropolita poznański mówił o naturze władzy, źródle prawa i osobie polityka.

Przeczytaj także: Uroczystości z okazji 550-lecia parlamentaryzmu

Abp Gądecki zaznaczył, że parlamentarny system I Rzeczpospolitej był fenomenem w skali europejskiej, bowiem uprawniony do głosowania był każdy szlachcic – bez względu na swój majątek, czy tytuł. Przypomniał, że pomnikiem polskiego sejmu była uchwalona dnia 3 maja 1791 roku Konstytucja, o której pamięć pomagała pokoleniom Polaków podtrzymać dążenia do niepodległości.

Przywołując słowa encykliki Jana XXII "Pacem in terris" przewodniczący Episkopatu powiedział, że władza – podobnie jak sama wspólnota polityczna - istnieje „dla dobra wspólnego, w którym znajduje ona pełne uzasadnienie i sens, z którego bierze swoje pierwotne i sobie właściwe prawo".

Odwołując się do dokonanego przez Monteskiusza podziału władzy na prawodawczą, sądowniczą i wykonawczą, abp Gądecki przypomniał nauczanie papieża Jana Pawła II o tym, iż każda władza winna być równoważona przez inne władze i inne zakresy kompetencji, które by utrzymywały ją we właściwych granicach.

"Organizacja społeczeństwa winna być zatem oparta na równowadze władz, czyli na braku dominacji jednej władzy nad drugą. Władze te winny być niezależne wobec siebie, winny się dopełniać, hamować i kontrolować" - stwierdził przewodniczący KEP. Trójpodział władz ma chronić przed pokusami samowoli oraz poszerzania zakresu posiadanej władzy i powiększania możliwości swojej dominacji - mówił abp Gądecki.

Metropolita poznański przywołał słowa Jana Pawła II z przemówienia do kongresu Włoskiego Stowarzyszenia Sędziów: „Równowaga między tymi trzema władzami [prawodawczą, sądowniczą i wykonawczą - KAI], z których każda ma określone kompetencje i zakres odpowiedzialności, tak że jedna nie dominuje nigdy nad drugą, jest gwarancją prawidłowego funkcjonowania demokracji”.

Mówiąc o źródle prawa abp Gądecki zwrócił uwagę, że przez ponad dwa tysiące lat panowało przekonanie, że źródłem prawa jest prawo naturalne; czyli zbiór obiektywnych i absolutnych norm wypływających z natury człowieka i zobowiązujących go do podejmowania działań moralnie dobrych, a zaniechania moralnie złych. Potem, jak zaznaczył, chrześcijaństwo odwoływało się do natury i rozumu jako prawdziwych źródeł prawa.

"We wszystkich kulturach zakładano jednomyślnie, że istnieje różnica między prawem moralnym a prawem państwowym oraz że prawo moralne ma pierwszeństwo przed prawem państwowym" - stwierdził przewodniczący Episkopatu. Przypomniał jednocześnie, że od XIX wieku – wraz z narodzinami pozytywizmu prawnego – zrodziło się przekonanie, że tak prawne jak i moralne normy winny pochodzić od instancji państwowych.

"Wskutek tej zmiany wielu naszych współczesnych jest przekonanych, że to, co dozwolone prawem jest zarazem moralne. Tak przykładowo, morderstwo nie byłoby niesprawiedliwe samo z siebie, gdy prawo pozytywne na nie – jak np. w kwestii eutanazji – pozwala" - zauważył hierarcha.

Analizując powinności polityka, metropolita poznański wskazywał, że ostatecznym kryterium i podstawą pracy polityka nie powinien być sukces, ani tym bardziej korzyść materialna. Przyznając, że skuteczne działanie polityczne nie jest możliwe bez sukcesu abp Gądecki podkreślił, że sukces powinien być podporządkowany służbie prawu i zwalczaniu panowania bezprawia. "Sukces może być również zwodniczy, prowadząc do zafałszowania prawa, do niszczenia sprawiedliwości" - stwierdził przewodniczący Episkopatu.

Za Katechizmem Kościoła abp Gądecki przypomniał, że władza „jest sprawowana w sposób prawowity tylko wtedy, gdy troszczy się o dobro wspólne danej społeczności i jeśli do jego osiągnięcia używa środków moralnie dozwolonych. Jeśli sprawujący władzę ustanawiają niesprawiedliwe prawa lub podejmują działania sprzeczne z porządkiem moralnym, to rozporządzenia te nie obowiązują w sumieniu. Wtedy władza przestaje być władzą, a zaczyna się bezprawie".

W swojej homilii abp Gądecki przypomniał przestrogę wypowiedzianą przez Jana Pawła II w polskim parlamencie w 1999 r.: "Jeśli nie istnieje żadna ostateczna prawda, będąca przewodnikiem dla działalności politycznej i nadająca jej kierunek, łatwo o instrumentalizację idei i przekonań dla celów, jakie stawia sobie władza”.

Abp Gądecki cytował słowa Andrzeja Maksymiliana Fredry, kasztelana lwowskiego zaznaczając, iż niewielu polityków miałoby dziś odwagę przyjąć jego rady: "Niech więc władca „nie da się zniszczyć zapalczywej przebiegłości polityków, którzy pięknymi na pozór słowami mają czelność wmawiać władcy, że racji stanu nie sposób we wszystkim pogodzić z racją sumienia i że dlatego czasem trzeba o nim zapomnieć, skoro ten grzech zrównoważy wielka korzyść dla państwa. Bo pewnych rzeczy nie sposób dokonać bez uciekania się do podstępu ani utrzymać, uciekając się do przyzwoitych środków, które pozostają w zgodzie z nakazami cnoty".

Abp Gądecki wskazywał też, że polityk powinien pracować nad dwiema cnotami: umiłowaniem ludu i pokorą oraz, że "każdy człowiek, który podejmuje się sprawowania władzy, winien postawić sobie dwa pytania: czy kocham mój lud, aby mu służyć jak najlepiej? Oraz, czy jestem na tyle pokorny, aby wysłuchać opinii innych i wybrać drogę najlepszą? Jeśli politycy nie stawiają sobie tych pytań, to znaczy, że ich rządy nie będą dobre – uczy papież Franciszek".


Pubikujemy treść homilii abp. Stanisława Gądeckiego:

Bądźcie więc roztropni jak węże, a nieskazitelni jak gołębie! 550-lecie parlamentaryzmu polskiego (Katedra Warszawska – 13.07.2018).

Eminencjo, księże Kardynale, Ekscelencjo, księże Arcybiskupie Nuncjuszu Apostolski, Księża Arcybiskupi i Biskupi,

Szanowny Panie Prezydencie RP, Panie Marszałku Sejmu, Panie Marszałku Senatu, Panie Prezesie Rady Ministrów, Panowie Ministrowie, Panie i Panie Posłowie i Senatorowie, Wszyscy obecni w tej katedrze oraz ci, którzy uczestniczą w tej Eucharystii za pośrednictwem mediów,

Dzień dzisiejszy jest dniem niepospolitej radości. Dzisiaj bowiem dziękujemy Panu Bogu za 550 lat polskiego parlamentaryzmu. A chociaż geneza polskiego parlamentu po dziś dzień wzbudza spory historyków, to jednak obecny jubileusz nawiązuje konkretnie do pierwszego polskiego sejmu dwuizbowego, który obradował w Piotrkowie w roku 1468. Jubileusz ten dowodzi, że nasza Ojczyzna jest krajem o bardzo długich tradycjach zgromadzeń ustawodawczych. Nie jest to wprawdzie tradycja tak długa jak 1050 lat pierwszej polskiej diecezji w Poznaniu, nie mniej jednak również i ona jest godna wspomnienia. Tę tradycję trzeba koniecznie przypomnieć wszystkim Polakom, ponieważ parlamentarny system I Rzeczpospolitej był fenomenem w skali europejskiej. U nas, każdy szlachcic – bez względu na swój majątek czy tytuł – był uprawniony do głosowania. Ponieważ zaś szlachta w Polsce stanowiła ok.10% jej mieszkańców, oznaczało to, że w okresie początków aż 10% obywateli kraju posiadało pełne prawa obywatelskie. Takiego odsetka – jeszcze 200 czy nawet 300 lat później – nie posiadała większość krajów europejskich. W „ojczyźnie demokracji” - jak nazywa się Anglię – prawo wyborcze w roku 1832 posiadało 3,2% mieszkańców, a w „ojczyźnie równouprawnienia”, czyli we Francji – tylko 1,5%. Zadziwia nas też sprawna organizacja ówczesnego polskiego parlamentaryzmu. Przecież Rzeczpospolita w XVI/ XVII wieku posiadała powierzchnię liczącą ok. 1 miliona km kwadratowych, czyli tyle co obecnie Niemcy, Belgia, Holandia i Francja razem wzięte. Mimo braku dobrych dróg i trudności komunikacyjnych, system sejmików lokalnych, generalnych i sejmu walnego funkcjonował. Wspaniałym – choć krótkotrwałym – pomnikiem polskiego sejmu była uchwalona dnia 3 maja 1791 roku Konstytucja, regulująca ustrój prawny Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Przyjmuje się, że dokument ten był pierwszą w Europie i drugą na świecie – po amerykańskiej z 1787 roku – nowoczesną konstytucją. Przez kolejne pokolenia pamięć o niej pomagała podtrzymać polskie dążenia do niepodległości. Tę konstytucję uznaje się za ukoronowanie wszystkiego, co dobre w polskiej historii i kulturze prawnej. Po tym wstępie chciałbym teraz podjąć wspólną refleksję nad trzema sprawami: nad naturą władzy, źródłem prawa i osobą polityka.

1. WŁADZA

a. Pierwsza sprawa to natura władzy. Każda ludzka społeczność w sposób konieczny potrzebuje władzy: „Gdyby człowiek tak jak liczne zwierzęta, żył w pojedynkę – uczy św. Tomasz z Akwinu – nie potrzebowałby żadnego innego kierowania, lecz każdy sam dla siebie byłby królem, poddanym najwyższemu królowi – Bogu, jako że sam kierowałby sobą w swoich czynach, dzięki światłu rozumu danemu mu przez Boga. Otóż człowiek z natury jest stworzeniem społecznym i politycznym, żyjącym w gromadzie, bardziej nawet niż wszystkie zwierzęta [...]. Jeśli więc jest naturalne dla człowieka żyć w licznej gromadzie, wobec tego wszyscy potrzebują jakiegoś kierowania całością” (św. Tomasz z Akwinu, De regno, znanym również jako De regimine principum). Apostoł Paweł uczy: „Nie ma […] władzy, która by nie pochodziła od Boga, a te, które są, zostały ustanowione przez Boga. Kto więc przeciwstawia się władzy – przeciwstawia się porządkowi Bożemu” (Rz 13,1-2). Komentując te słowa św. Jan Chryzostom tak pisze: „Czy każdy władca jest ustanowiony przez Boga? Tego nie twierdzę, nie chodzi mi bowiem teraz o poszczególnych władców, ale o samą władzę. Twierdzę więc, iż to mądrość Boża sprawia, że istnieją władze, że jedni rządzą, a inni są im podlegli i że żadne sprawy nie zależą od przypadku ani nie są prowadzone lekkomyślnie” (In Epist. Ad Rom., 13, 1-2, Homil. 23). Tak więc to nie konkretny rządca pochodzi od Boga, ale od Boga pochodzi sama potrzeba, konieczność, niezbędność władzy. Ta bezwzględna potrzeba istnienia władzy jest zamierzona przez Boga. Trafnie zrozumiał to Fiodor Dostojewski, wkładając w usta jednego ze swoich bohaterów słowa: „Jeśli Boga nie ma, to jakiż ze mnie kapitan?” (Biesy). Społeczność ludzka „nie może być dobrze zorganizowana [...], jeśli jest pozbawiona ludzi sprawujących prawowitą władzę, którzy stoją na straży praw i w miarę potrzeby nie szczędzą swej pracy i starań dla dobra wszystkich” (Pacem in terris, 46). Ze względu na spójność państwa konieczne jest istnienie władzy. Władza ta – podobnie jak sama wspólnota polityczna - istnieje „dla dobra wspólnego, w którym znajduje ona pełne uzasadnienie i sens i z którego bierze swoje pierwotne i sobie właściwe prawo. Samo zaś dobro wspólne obejmuje sumę tych warunków życia społecznego, dzięki którym jednostki, rodziny i zrzeszenia mogą pełniej i łatwiej osiągnąć swoją własną doskonałość” (Gaudium et spes, 74).

b. Z pojęcia człowieka – jako bytu słabego i skłonnego do zła, choć zdolnego także do dobra – wywodzi się fundamentalna zasada wszelkich rządów demokratycznych i konstytucyjnych, a mianowicie podział władz konstytucyjnych. Pochodzący z przemyśleń Monteskiusza podział władzy – na prawodawczą, sądowniczą i wykonawczą – odzwierciedla realistyczną wizję społecznej natury człowieka, która wymaga odpowiedniego prawodawstwa dla ochrony wolności wszystkich. Wskazane jest, aby każda władza była równoważona przez inne władze i inne zakresy kompetencji, które by utrzymywały ją we właściwych granicach (Centesimus annus, 44). Organizacja społeczeństwa winna być zatem oparta na równowadze władz, czyli na braku dominacji jednej władzy nad drugą. Władze te winny być niezależne wobec siebie, winny się dopełniać, hamować i kontrolować. Trójpodział władz na poziomie polityki ma się przeciwstawić zranionej przez grzech pierworodny naturze ludzkiej, podatnej – o czym nieustannie poucza nas historia – na pokusy samowoli oraz poszerzania zakresu posiadanej władzy i powiększania możliwości swojej dominacji. „Jest wskazane, by każda władza była równoważona przez inne władze i inne zakresy kompetencji, które by ją utrzymywały we właściwych granicach. Na tym właśnie polega zasada ‘państwa praworządnego’, w którym najwyższą władzę ma prawo, a nie samowola ludzi” – uczy Katechizm Kościoła Katolickiego (KKK, 1904). „Równowaga między tymi trzema władzami, z których każda ma określone kompetencje i zakres odpowiedzialności, tak że jedna nie dominuje nigdy nad drugą, jest gwarancją prawidłowego funkcjonowania demokracji” (Jan Paweł II, Przemówienie do uczestników kongresu Włoskiego Stowarzyszenia Sędziów z 2000 roku).

2. ŹRÓDŁO PRAWA

a. Druga kwestia domagająca się zastanowienia to samo źródło prawa. Przez ponad dwa tysiące lat panowało przekonanie, że źródłem prawa jest prawo naturalne; czyli zbiór obiektywnych i absolutnych norm wypływających z natury człowieka i zobowiązujących go do podejmowania działań moralnie dobrych, a zaniechania moralnie złych. Prawo to stanowiło wyraz pierwotnego zmysłu moralnego, pozwalającego człowiekowi rozpoznać rozumem, czym jest dobro i zło. Pojęcie prawa naturalnego pojawiło się w filozofii greckiej przy okazji rozważań dotyczących natury człowieka. Następnie starożytni Rzymianie dokonali recepcji myśli greckiej na ten temat, sprowadzając prawo naturalne do prawego rozumu zgodnego z naturą, wszędzie rozprzestrzenionego stałego i wiecznego. Potem chrześcijaństwo odwoływało się do natury i rozumu jako prawdziwych źródeł prawa. We wszystkich kulturach zakładano jednomyślnie, że istnieje różnica między prawem moralnym a prawem państwowym oraz że prawo moralne ma pierwszeństwo przed prawem państwowym (S. Leys, Essais sur la Chine, Paris 1998, s.646). Dlatego – gdy na Zachodzie napięcia religijne związane z okresem Reformacji prowadziły do długotrwałych konfliktów w tym wielonarodowym i wielowyznaniowym organizmie, jakim była Rzeczpospolita - zabrzmiały słowa króla Zygmunta II Augusta: „Nie jestem panem waszych sumień”.

b. Niestety, od XIX wieku – wraz z narodzinami pozytywizmu prawnego – zrodziło się przekonanie, że tak prawne jak i moralne normy winny pochodzić od instancji państwowych. Tak więc ostateczną normą nie miałoby być już sumienie, lecz prawo (H. Kelsen). Wskutek tej zmiany wielu naszych współczesnych jest przekonanych, że to, co dozwolone prawem jest zarazem moralne. Tak przykładowo, morderstwo nie byłoby niesprawiedliwe samo z siebie, gdy prawo pozytywne na nie – jak np. w kwestii eutanazji – pozwala. Właśnie do takiego prawa pozytywnego odwoływał się w swojej obronie Eichmann, Będąc przekonany, że dobrem jest to, co nakazuje władza polityczna. Niestety, jednostka, która zasłania się regulacjami prawnymi – aby nie musieć decydować we własnym sumieniu i czuć się zwolniona od udręki wolności – w rzeczywistości traci swój status osoby (por. Ch. Delsol, Nienawiść do świata. Totalitaryzmy i ponowoczesność, Warszawa 2017, s. 239-240). „Pozytywistyczna koncepcja natury i rozumu – mówił papież Benedykt XVI w Bundestagu – światopogląd pozytywistyczny jako całość stanowi wielką część ludzkiego poznania i wiedzy, których w żadnym wypadku nie powinniśmy się wyrzekać. Jednak sama ona jako całość nie jest kulturą, która odpowiada i wystarcza, aby być człowiekiem w całej pełni. Kiedy rozum pozytywistyczny pojmuje jedynie siebie jako kulturę wystarczającą, zsyłając wszystkie inne rzeczywistości kulturowe do kategorii subkultur, pomniejsza to człowieka i zagraża człowieczeństwu. [...] Rozum pozytywistyczny, który jest postrzegany jako wyłączny i który nie jest w stanie przyjąć czegokolwiek innego, co nie jest funkcjonalne, upodabnia się do gmachów ze zbrojonego cementu, bez okien, w których sami tworzymy klimat i światło, nie chcemy zaś przyjmować obu tych rzeczy z rozległego świata Bożego. A jednak nie możemy ukrywać, że w takim zbudowanym przez nas świecie będziemy czerpać potajemnie również z ‘zasobów’ Bożych, które przetworzymy w nasze wytwory. Trzeba na nowo otworzyć szeroko okna, winniśmy na nowo ujrzeć rozległość świata, niebo i ziemię, oraz nauczyć się korzystać z tego wszystkiego w sposób sprawiedliwy” (Benedykt XVI, Przemówienie w Bundestagu, Berlin – 22.09.2001).

3. POLITYK

Trzeci i ostatni temat to sam polityk. Nie jest on podmiotem władzy politycznej. „Podmiotem władzy politycznej jest naród, w swoim całokształcie postrzegany jako posiadacz suwerenności. Naród w różnych formach przekazuje rozporządzanie swoją suwerennością osobom, które w sposób wolny wybiera na swoich przedstawicieli, zachowując jednak możliwość rozliczania rządzących poprzez kontrolowanie ich działań, a także przez możliwość zastępowania ich innymi, gdyby nie wywiązywali się oni w sposób zadowalający ze swoich zadań. Chociaż jest to prawo obowiązujące w każdym państwie i ustroju politycznym, to jednak system demokracji dzięki swoim procedurom kontroli daje najlepsze możliwości i gwarancje jego egzekwowania. Samo [jednak] przyzwolenie społeczne nie zawsze jest wystarczające, aby sposób sprawowania władzy politycznej można było uznać za właściwy” (Kompendium Nauki Społecznej Kościoła, 395).

a. Wybrani przez naród przedstawiciele – w obszarze swoich specyficznych zadań – winni być najpierw ludźmi nieprzeciętnymi. Zwykle wielu ludzi wydaje się przekraczać miarę przeciętnego obywatela, dopóki są przeciętnymi obywatelami i często ludzie zgadzają się co do tego, że ktoś jest zdolny pełnić urząd, dopóki rzeczywiście go nie otrzyma. Gdy nieprzeciętni ludzie – do tego przygotowani i rzeczywiście do tego się nadający – zostaną wybrani przez naród, łatwiej im będzie angażować się w poszukiwanie i urzeczywistnianie tego, co służy dobremu funkcjonowaniu całej wspólnoty obywatelskiej. „W jednym pokoleniu – mawiał w siedemnastym wieku Andrzej Maksymilian Fredro – nie istnieje i nie może istnieć więcej niż paru obywateli, zdolnych do umacniania państwa, dzięki swemu najwyższemu autorytetowi pełnemu cnoty” (A. M. Fredro, Scriptorum, czyli Fragmenty pism, czyli uwagi o wojnie i pokoju, Warszawa 2014, 441). Ostatecznym kryterium i podstawą pracy takiego polityka nie powinien być sukces, ani tym bardziej korzyść materialna. Polityka musi być staraniem o sprawiedliwość i tworzeniem w ten sposób podstawowych przesłanek dla pokoju – mówił papież Benedykt XVI w Bundestagu (22.09.2011). Oczywiście polityk będzie szukał sukcesu, bez którego nie jest możliwe skuteczne działanie polityczne. Sukces podporządkowany jest jednak służbie prawu i zwalczanie panowania bezprawia. Sukces może być również zwodniczy, prowadząc do zafałszowania prawa, do niszczenia sprawiedliwości. Zastanawiające słowa w tej materii napisał św. Augustyn: „Czymże są więc wyzute ze sprawiedliwości państwa, jeśli nie bandami rozbójników? Bo czyż i rozbójnicze bandy są czymś innym niż małymi państwami? Wszak i banda jest gromadą ludzi rządzących się rozkazami swego przywódcy, związaną przez ugodę o wspólności i rozdzielającą zdobycz wedle przyjętego przez się prawa. Gdy plaga ta przez napływ niegodziwych ludzi rozrasta się tak dalece, iż opanowuje niektóre okolice, zakłada swoje placówki, zagarnia miasta, ujarzmia narody, wówczas jawnie przyjmuje nazwę państwa, do czego się już całkiem wyraźnie przyczynia bynajmniej nie wyrzeczenie się chciwości, ale przydanie do niej bezkarności. Toteż udatna i zarazem słuszna była odpowiedź jakiegoś pojmanego korsarza, udzielona sławnemu Aleksandrowi Wielkiemu. Gdy bowiem władca ten zapytał go, czym się powodował, uprawiając rozbój na morzu, tamten z nie ukrywaną zuchwałością odrzekł: „Tym samym co i ty, uprawiając rozbój po całym świecie. Ponieważ jednak ja posługuję się przy tym małym okręcikiem, nazywają mnie rozbójnikiem, a że ty używasz do tego wielkiej floty, przeto zwą cię wodzem” (De civitate Dei, IV,4). Tak więc władza „jest sprawowana w sposób prawowity tylko wtedy, gdy troszczy się o dobro wspólne danej społeczności i jeśli do jego osiągnięcia używa środków moralnie dozwolonych. Jeśli sprawujący władzę ustanawiają niesprawiedliwe prawa lub podejmują działania sprzeczne z porządkiem moralnym, to rozporządzenia te nie obowiązują w sumieniu. ‘Wtedy władza przestaje być władzą, a zaczyna się bezprawie’” (KKK 1903; Pacem in terris, 51). „Władców nazywamy złymi – uczy św. Tomasz z Akwinu – kiedy starają się nie dopuścić do tego, aby ich poddani stali się cnotliwi, bo wtedy nie znieśliby ich niegodziwego panowania. Źli władcy zabiegają o to, aby pomiędzy rządzonymi panowała nieprzyjaźń, kiedy bowiem jeden drugiemu nie ufa, nie mogą niczego podejmować przeciwko panowaniu złych. Źli władcy zabiegają o to, aby ich poddani nie stali się ludźmi silnymi ani bogatymi, podejrzewają ich bowiem – według przewrotności własnego sumienia – a ponieważ sami używają bogactwa dla szkodzenia, obawiają się, żeby siła i bogactwo poddanych im nie zaszkodziły” (św. Tomasz z Akwinu, De regno — znane również jako De regimine principum).

b. A zatem, „szanując właściwą życiu wspólnoty politycznej autonomię, trzeba pamiętać jednocześnie o tym, że nie może być ona rozumiana jako niezależność od zasad etycznych. Przypomniał o tym św. Jana Paweł II w polskim Parlamencie. Papież powiedział wtedy, że również „państwa pluralistyczne nie mogą zrezygnować z norm etycznych w życiu publicznym. Po upadku w wielu krajach ideologii [...] pojawia się dzisiaj nie mniej poważna groźba [...] jest to groźba sprzymierzenia się demokracji z relatywizmem etycznym, który pozbawia życie społeczności cywilnej trwałego moralnego punktu odniesienia, odbierając mu, w sposób radykalny, zdolność rozpoznawania prawdy. Jeśli bowiem nie istnieje żadna ostateczna prawda, będąca przewodnikiem dla działalności politycznej i nadająca jej kierunek, łatwo o instrumentalizację idei i przekonań dla celów, jakie stawia sobie władza” (Jan Paweł II, Przemówienie w Parlamencie, Warszawa – 11.06.1999). Niewielu współczesnych nam polityków miałoby dziś odwagę przyjąć rady wspominanego już Andrzeja Maksymiliana Fredry: Niech więc władca „nie da się zniszczyć zapalczywej przebiegłości polityków, którzy pięknymi na pozór słowami mają czelność wmawiać władcy, że racji stanu nie sposób we wszystkim pogodzić z racją sumienia i że dlatego czasem trzeba o nim zapomnieć, skoro ten grzech zrównoważy wielka korzyść dla państwa. Bo pewnych rzeczy nie sposób dokonać bez uciekania się do podstępu (tak właśnie paplają) ani utrzymać, uciekając się do przyzwoitych środków, które pozostają w zgodzie z nakazami cnoty. Te nieroztropne, bezbożne głosy to doradcy piekieł. Każdy dobry władca i obywatel powinien do tego stopnia kierować się prawem Boga i sumienia (byleby tylko nie popadł w zabobonną dewocję), że wolałby raczej uczynić coś na szkodę państwa niż udzielić lub posłuchać takiej rady. Bóg bowiem ma zwyczaj wynagradzać dobry zapał, pomnażając korzyści, zmieniając rzeczy trudne w łatwe, a ryzykowne w bezpieczne” (A. M. Fredro, Scriptorum, czyli Fragmenty pism, czyli uwagi o wojnie i pokoju, Warszawa 2014, 171). Tutaj postulat zachowania neutralności światopoglądowej jest słuszny tylko w tym zakresie, że państwo winno chronić wolności sumienia i wyznania wszystkich swoich obywateli, niezależnie od tego, jaką religię lub światopogląd oni wyznają. Natomiast postulat, aby do życia społecznego i państwowego w żaden sposób nie dopuszczać wymiaru świętości, jest po prostu postulatem ateizowania państwa i życia społecznego, co niewiele ma wspólnego ze światopoglądową neutralnością. Potrzeba wiele wzajemnej życzliwości i dobrej woli, ażeby się dopracować takich form obecności tego, co święte w życiu społecznym i państwowym, które nikogo nie będą raniły i nikogo nie uczynią obcym we własnej ojczyźnie (por. Jan Paweł II, Homilia w czasie Mszy św., Lubaczów - 3.06.1991).

c. Polityk wreszcie – podobnie jak setnik z Ewangelii – winien najpierw kochać tych, którzy są powierzeni jego trosce: „Gdy wszedł do Kafarnaum, zwrócił się do Niego setnik i prosił Go, mówiąc: ‘Panie, sługa mój leży w domu sparaliżowany i bardzo cierpi’” (Mt 8,5-6). Następnie, winien być – podobnie jak setnik – pokorny, który to mógłby się chełpić swoją władzą, prosząc Jezusa o przyjście do siebie: „Lecz setnik odpowiedział: ‘Panie, nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój, ale powiedz tylko słowo, a mój sługa odzyska zdrowie’” (Mt 8,8). To są dwie cnoty polityka – umiłowanie ludu i pokora – nad którymi powinien on pracować. Tak więc każdy człowiek, który podejmuje się sprawowania władzy, winien postawić sobie dwa pytania: czy kocham mój lud, aby mu służyć jak najlepiej? Oraz, czy jestem na tyle pokorny, aby wysłuchać opinii innych i wybrać drogę najlepszą? Jeśli politycy nie stawiają sobie tych pytań, to znaczy, że ich rządy nie będą dobre – uczy papież Franciszek. Dzisiejsza ewangelia (Mt 10,16-23) zawiera też konkretne rady dotyczące sposobu zachowania się chrześcijańskiego polityka. „Bądźcie więc roztropni jak węże, a nieskazitelni jak gołębie!” (Mt 10,16). Św. Augustyn tłumaczy to tak: „’Nieskazitelni jak gołębie’, abyśmy nikomu nie szkodzili, ‘roztropni jak węże’, abyśmy byli baczni, by nikt nam nie szkodził” (św. Augustyn, Kazanie 64A, 2, za: Ojcowie Kościoła komentują Biblię, Ewangelia według św. Mateusza 1-13, T. Kłosowski (red.), Ząbki 2011, s. 214). Pan Jezus posyła uczniów „nie tylko do wilków, ale w sam środek wilków”, a jednocześnie nakazuje pośród wilków przejawiać łagodność owiec (Mt 10,16).

ZAKOŃCZENIE

W roku stulecia odzyskania naszej niepodległości obchodzimy 550-lecie polskiego parlamentaryzmu. To radosne święto przypomina nam nie tylko moment odzyskania niepodległości, ale również czas jej utraty. „Polacy już raz zawinili tym, że nie ustrzegli dziedzictwa, którego ostatnim obrońcą był zwycięzca spod Wiednia” (Jan Paweł II, Pamięć i tożsamość, Kraków 2005, S. 144). W kontekście bieżących, polskich sporów politycznych, warto więc przypomnieć sobie słowa papieża Franciszka: „Niech bracia będą zjednoczeni, bo to jest pierwsze prawo. Niech zachowują prawdziwą jedność w każdym czasie, bo jeśli kłócą się między sobą, pożrą ich ci z zewnątrz” (Franciszek, Przemówienie w ONZ, New Jork - 26.09.2015). Na koniec, zachęta apostoła Pawła do modlitwy za wszystkich polityków: „Zalecam więc przede wszystkim, by prośby, modlitwy, wspólne błagania, dziękczynienia odprawiane były za wszystkich ludzi: za królów i za wszystkich sprawujących władze, abyśmy mogli prowadzić życie ciche i spokojne z całą pobożnością i godnością. Jest to bowiem rzecz dobra i miła w oczach Zbawiciela naszego, Boga, który pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,1-4). Prośmy więc gorliwie o to, aby Bóg, Władca Świateł, obdarzał naszych polityków wystarczającą mądrością do tego, by zrozumieli, że za sposób sprawowania swoich urzędów są odpowiedzialni nie tylko przed społeczeństwem, które ich wybrało, ale również przed Bogiem, który za wykonaną pracę przekaże im kiedyś - odpowiednią do wykonanej pracy - nagrodę. Amen

Abp Stanisław Gądecki Metropolita poznański Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wrocław nie chce prowadzić szkoły

2019-02-15 14:05

Agnieszka Bugała

Ze zbiorów portalu www.wroclaw.fotopolska.eu

Krótki artykuł o zamiarze likwidacji jedynej w mieście szkoły dla dzieci z niepełnosprawnością intelektualną, który ukazał się na naszym portalu, wywołał burzę.

o sprawie pisaliśmy tutaj http://www.niedziela.pl/artykul/40796/Wroclaw-nie-chce-szkoly-dla

List otwarty rodziców i grona pedagogicznego Specjalnego Ośrodka Szkolno - Wychowawczego nr 1 przy ul. M. Lutra 6 skierowany do Prezydenta Wrocławia Jacka Sutryka i Radnych Rady Miejskiej Wrocławia wzbudził Państwa zaniepokojenie i troskę. Co dalej z losem wrocławskiej placówki?

Z oświadczenia, które 14 lutego nasza redakcja otrzymała z Urzędu Miasta wynika, że Gmina nie zamierza likwidować Ośrodka, ale zamierza zmienić (od września 2019 r.) organ prowadzący. Decyzja jeszcze nie zapadła, podejmą ją wrocławscy radni 21 lutego br. na sesji Rady Miejskiej. To wtedy zostanie przedstawiony radnym projekt uchwały zamiarowej przeniesienia uprawnień organu prowadzącego. Jeśli radni przegłosują propozycję zmiany, Ośrodek poprowadzi Fundacja Ewangelickie Centrum Diakonii i Edukacji im. Ks. M. Lutra zarządzana przez ks. Roberta Sitarka.

Oto pełny tekst oświadczenia UM Wrocławia:

„Specjalny Ośrodek Szkolno-Wychowawczy nr 1 przy ul. Marcina Lutra 6 nie zostanie zlikwidowany. W dotychczasowym miejscu, na tych samych zasadach i z tą samą kadrą nauczycielską prowadzone będą zajęcia dla uczniów, którzy - tak jak dziś - korzystają z tej tak ważnej placówki. Zmieni się (od września) wyłącznie organ prowadzący, którym - jeśli tak zdecydują radni - zostanie Fundacja Ewangelickie Centrum Diakonii i Edukacji im. Ks. M. Lutra. Dotychczas Miasto Wrocław dzierżawiło pomieszczenia na działalność SOSW nr 1 od wspomnianej Fundacji. Teraz Fundacja przejmie na siebie prowadzenie tego potrzebnego miejsca. Zgodnie z deklaracją Fundacji wszyscy dotychczasowi nauczyciele i pracownicy administracyjni będą nadal tam zatrudnieni. Co więcej, zmiana wiązać będzie się z wyższymi wynagrodzeniami. Rodzice nie zostaną obciążeni żadnymi dodatkowymi kosztami, a dzieci nie odczują tego, że administracyjnie Ośrodek prowadzony będzie przez Fundację. O wszystkim już kilka dni temu poinformowani zostali zarówno rodzice, jak i grono pedagogiczne. Podejmowane działania mają na celu jeszcze mocniejsze związanie placówki z Fundacją, która taką działalnością zajmuje się, z sukcesami, od lat.”

Treść pisma uspokaja – miasto informuje, że nie pozbywa się Ośrodka i nie chce go likwidować. I to jest wiadomość bardzo dobra, odpowiada na pytanie, które postawiliśmy kilka dni temu.

- Słowo „likwidacja” zostało tu użyte wyłącznie w znaczeniu ustawowym – wyjaśnia Jarosław Delewski Dyrektor Departamentu Edukacji. – Nawet, jeśli zmieniamy patrona szkoły, najpierw musi się odbyć likwidacja placówki i powołanie nowej. Ta sytuacja nie oznacza, że dzieci zostają bez miejsca do nauki a nauczyciele bez pracy. W tym konkretnym przypadku następuje zmiana organu prowadzącego z Gminy Wrocław na sprawdzoną Fundację Ewangelickie Centrum Diakonii i Edukacji im. Ks. M. Lutra. Ta Fundacja realizuje już dla naszej gminy różne zadania i jesteśmy z tego bardzo zadowoleni – dodaje.

- Gdyby doszło do tego przekształcenia, gdyby nauczyciele zdecydowali się na przejście do pracy u ks. Roberta Sitarka – wyjaśnia Jarosław Delewski - to nie byliby już pracownikami Karty Nauczyciela, tylko pracownikami zatrudnionymi na zasadach Kodeksu Pracy – to jedyna różnica. Ks. Sitarek spotka się z pracownikami i jest gotowy złożyć im deklarację, nawet na piśmie, że wszyscy pracownicy dostaną ofertę pracy, zagwarantuje im zarobki na takim samym poziomie, lub w niektórych przypadkach wyższe. Rozumiem, że ta zmiana może budzić niepokój, ale myśmy kierowali się interesem uczniów. Dostaliśmy informację, że dla dzieci z tego typu niepełnosprawnościami zmiana miejsca byłaby szkodliwa. Zajęcia będą bezpłatne, przekażemy stuprocentową dotację na każde dziecko – mówi.

- Podjęliśmy tę decyzję bez szerokich konsultacji, ale jest to uchwała zamiarowa. Przepisy obligują nas do tego, że aby podjąć zamiar, musimy o nim poinformować w odpowiednim terminie, w tym wypadku do końca lutego. Ale to tylko zamiar. Nie każdy zamiar jest realizowany – dodaje.

Dyrektor Delewski wyjaśnia, że jego departament przeprowadził staranny audyt w obrębie działań Fundacji i orzekł, że to najlepsze rozwiązanie dla dobra dzieci. - Współpracujemy z ks. Sitarkiem od wielu lat i jesteśmy z tej współpracy zadowoleni – mówi. Tłumaczy, że miasto prowadzi wiele szkół zarządzanych przez fundacje i stowarzyszenia, wynika to z tego, że w momencie, gdy samorząd przejmował edukację zdecydowano, że pewne zadania, zwłaszcza zadania niszowe, wymagające specjalistycznej wiedzy, będą przekazywane organizacjom pożytku publicznego. Te organizacje będą kontrolowane, ale w imieniu gminy będą wykonywały konkretna usługę, w tym wypadku edukacyjną.

- We Wrocławiu jest ok. 250 placówek, które podlegają mojemu departamentowi i aż 500 placówek, publicznych i niepublicznych, prowadzonych przez inne organy. Te szkoły powstają dla dzieci ze specjalnymi wymaganiami edukacyjnymi, one są często zakładane przez malutkie stowarzyszenia. To nie jest tak, że my wypychamy jakąś część tych działań, tylko oddajemy je w ręce specjalistów – tłumaczy Delewski.

Jednak mimo tych uspokajających zapewnień dyrekcja Ośrodka, grono pedagogiczne i rodzice dzieci niepełnosprawnych podtrzymują zastrzeżenia i obawy, które wyrazili w liście otwartym i nie wycofują się ze swoich żądań. Dlaczego? Szukaliśmy odpowiedzi na to pytanie, aby móc jak najrzetelniej podzielić się z Państwem stanowiskami zainteresowanych stron. Oto nasze ustalenia.

Specjalny Ośrodek Szkolno-Wychowawczy nr 1 działa na terenie Ewangelickiego Centrum Diakonii i Edukacji im. ks. Marcina Lutra. Do tej pory jest placówką publiczną, której organem prowadzącym jest Gmina Wrocław. Ośrodek został utworzony z dniem 1 września 2012 r. na mocy Uchwały Nr XXVI/595/12 Rady Miasta Wrocławia z dnia 17 maja 2012 r. Placówka powstała z połączenia Specjalnego Ośrodka Szkolno - Wychowawczego nr 8 i Specjalnego Ośrodka Szkolno - Wychowawczego nr 9, które zaprzestały działalności 31 sierpnia 2012 r. Ośrodek mieści się w pomieszczeniach użyczanych od Ewangelickiego Centrum Diakonii i Edukacji im. ks. Marcina Lutra. Gmina Wrocław od siedmiu lat płaci Diakonii za wynajem pomieszczeń 1,5 mln zł rocznie. Oczywiste jest, że jeśli radni przegłosują zmianę organu prowadzącego, to pieniądze zostaną w budżecie miasta, wydaje się więc, że to krok racjonalny i zasadny z punktu widzenia właściwego gospodarowania środkami publicznymi.

Jednak tu musi paść pytanie i stawiamy je: Czy gminy Wrocław nie stać na profesjonalny, nowoczesny, dobrze wyposażony, dostosowany do potrzeb dzieci niepełnosprawnych samodzielny budynek, w którym mogłyby się uczyć? Wydaje się, że od 2012 r., gdy na mocy uchwały powstał Ośrodek, było dość czasu, aby wybudować od zera, albo przekształcić, wyremontować i dostosować już istniejący budynek na terenie miasta, w którym niepełnosprawne dzieci (dziś to 191 osób) i profesjonalna kadra, mogłyby uczyć się i pracować w godnych warunkach.

W liście otwartym napisano, że „Na sesji Rady Miejskiej w dniu 11 października 2018 r. zauważyliście Państwo, że "od kilku lat obserwuje się zwiększanie się liczby wydawanych przez publiczne poradnie psychologiczno - pedagogiczne orzeczeń o potrzebie kształcenia specjalnego z uwagi na niepełnosprawność intelektualną i niepełnosprawności sprzężone".” Rzeczywiście, potwierdzamy, liczba wydawanych orzeczeń wzrasta, zapotrzebowanie na miejsca w Ośrodku, również wzrastają. Potwierdził ten fakt Dyrektor Departamentu Edukacji:

- Liczba dzieci z orzeczeniami każdego roku rośnie, to zjawisko mamy bardzo dobrze zdiagnozowane. Z tego powodu też powstają wciąż nowe, małe szkoły, które odpowiadają na potrzeby konkretnych dzieci i ich dysfunkcji – mówił pan Jarosław Delewski.

Gmina Wrocław brała pod uwagę przeniesienie Ośrodka w inne miejsce. Dowiedzieliśmy się, że rozważano dwie lokalizacje: przy ul. Jedności Narodowej 117, oraz Zachodniej 2. Pierwsze rozwiązanie zakwestionował Miejski Konserwator Zabytków, druga lokalizacja, przy ul. Zachodniej 2, gdzie dziś działa Gimnazjum 28, a od września 2019 r. budynek będzie pusty, wydaje się być lokalizacją idealną – działa tam szkoła integracyjna, nie potrzeba gigantycznych nakładów na prace przystosowujące dla potrzeb Ośrodka.

- Informację o tym, że miasto rozważa przeniesienie naszego Ośrodka na ul. Zachodnią 2 w ubiegłym roku, bardzo nas to ucieszyło, liczyliśmy na zmianę – mówi wicedyrektor Specjalnego Ośrodka Szkolno - Wychowawczego nr 1 pani Natalia Sieradzka – Wojdyło. – Jednak na spotkaniu poniedziałkowym (11.02) przedstawicielki Departamentu Edukacji Urzędu Miejskiego Wrocławia, panie Ewa Szczęch, Dyrektor Wydziału Szkół Ponadpodstawowych i Specjalnych oraz Jolanta Bednarska, kierownik w Dziale Projektów Edukacyjnych zgasiły nasze nadzieje. Podały różne sumy, które miasto wyliczyło i musiałoby wydać na przystosowanie budynku do przeniesienia tam naszego Ośrodka. Najpierw padła kwota 3 mln, potem 10 mln zł, a wreszcie kilkunastu – dodaje.

- Nie wiemy, jak ten budynek wygląda w środku, bo miasto, nawet, gdy zadeklarowało nam przeniesienie tam naszego Ośrodka, nigdy nie zaprosiło nas, dyrekcji, nawet na krótką wizytę. Wiemy tylko, z ustnych przekazów, że budynek jest wyposażony w windę i na zewnątrz prezentuje się bardzo dobrze. Wydaje nam się, że przystosowanie budynku dla potrzeb naszych dzieci nie wymagałoby tak dużych nakładów finansowych o jakich wspomniano na spotkaniu. Konsultowałam wymienione kwoty z naszymi rodzicami – bo są wśród rodziców naszych dzieci specjaliści w wielu dziedzinach – wynajmu powierzchni, przepisów prawa budowlanego, przepisów przeciwpożarowych i innych – i zgodnie potwierdzają, że nawet ta najniższa z wymienionych kwot, 3 mln zł, to budżet ogromny na przystosowanie budynku już będącego szkołą z oddziałami integracyjnymi – mówi wicedyrektor Ośrodka.

Na pytanie, czy kiedykolwiek wcześniej, w ciągu 7 lat działalności Ośrodka, padła ze strony Gminy Wrocław propozycja, że zmieni się organ prowadzący, i że może nim zostać Fundacja Ewangelickie Centrum Diakonii i Edukacji im. Ks. M. Lutra, Pani Wicedyrektor odpowiedziała, że nie. Oficjalnie informacja została przekazana 11 lutego 2019 r.

Ustaliliśmy również, że to nie miasto zrezygnowało z dzierżawy siedziby dla Ośrodka, ale zareagowało na wypowiedzenie umowy najmu, które w grudniu 2018 r. zgłosił Gminie ks. Sitarek. Fundacja podjęła decyzję o otwarciu własnej szkoły dla dzieci niepełnosprawnych od września 2019 r. (reklamuje już tę inicjatywę). Po decyzji o przekazaniu Ośrodka pod zarząd Fundacji kadra i uczniowie staną się więc częścią i tak mającej powstać placówki.

Ale ani kadry, ani rodziców nikt o zgodę na ten pomysł nie pytał. W oświadczeniu Urzędu Miasta czytamy: „Podejmowane działania mają na celu jeszcze mocniejsze związanie placówki z Fundacją”. Tyle, że Ośrodek nie chce mieć z Fundacją nic wspólnego, chce autonomii.

- Nie chcemy być zarządzani przez Fundację. Działamy tu od wielu lat i nie chcemy kontynuacji, zwłaszcza w zaproponowanej formule. Liczyliśmy na zmianę siedziby, którą nam zaproponowano jesienią, a postawiono nas przed faktem dokonanym. Nie potrzebujemy i nie chcemy z nikim walczyć. Jesteśmy zgranym zespołem profesjonalistów. Nie chodzi nam o wyższe płace, które, podobno, mogą nam być zaproponowane, gdy zmiana organu prowadzącego będzie miała miejsce. Chcemy autonomicznej, osobnej siedziby dla naszej szkoły w naszym mieście, osobnego budynku, nie zarządzanego przez Fundację. Wiemy, że takie budynki w mieście są – mówi Natalia Sieradzka – Wojdyło.

Na pytanie, dlaczego dyrekcja, nauczyciele i rodzice Ośrodka nie wyrażają zgody na zmianę organu prowadzącego i nie chcą podlegać Fundacji, pani Natalia Sieradzka – Wojdyło przytacza wyjaśnienie, którego udzieliła przedstawicielom Departamentu Edukacji:

- Nawet jeśli dziś Fundacja deklaruje, że przejmuje Ośrodek w całości, bez redukcji etatów, bez zmniejszenia liczby klas, nie mamy żadnej gwarancji, że za jakiś czas to się nie zmieni. Do tej pory ks. Robert Sitarek nie spotkał się z nami i nie przedstawił swoich planów wobec Ośrodka. Brakuje dialogu, konsultacji, wspólnego wyboru najlepszego rozwiązania. Zresztą, w budynkach, w których działamy jest coraz ciaśniej, Fundacji przybywa podmiotów.

Jeden z nauczycieli, na potwierdzenie tej informacji podaje przykład jak w ostatnim czasie gabinet dyrektora Ośrodka i szatnia dla wózków inwalidzkich dzieci została zabrana Ośrodkowi jako pomieszczenia potrzebne Fundacji do innych celów. W rozmowach padają też konkretne zarzuty pod adresem szefa Fundacji: że zabraniał wjeżdżać busom przywożącym dzieci na teren placówki, bo koła samochodów niszczyły nawierzchnię. Dzieci, niepełnosprawne, musiały wysiadać na ulicy. Dopiero po interwencji rodziców ta sytuacja się zmieniła. Do tej pory jednak nie ma wiaty nad wejściem, gdy pada deszcz dzieci, na wózkach czekają na busy odbierające je ze szkoły pod gołym niebem.

W poniedziałkowym zebraniu (11.02.) nikt z przedstawicieli Fundacji nie brał udziału. Do spotkania dyrekcji, nauczycieli i rodziców z ks. Robertem Sitarkiem, dyrektorem Fundacji Ewangelickie Centrum Diakonii i Edukacji im. ks. Marcina Lutra doszło 14.02 o godz. 17.00. Co ciekawe, tuż po godz. 15.00 tego dnia ukazał się na oficjalnym portalu internetowym Wrocławia (Centrum Informacji Urzędu Miejskiego) artykuł, który relacjonował spotkanie mające się dopiero odbyć.

https://www.wroclaw.pl/specjalny-osrodek-szkolno-wychowaczy-nr-1-bedzie-dzialal

Spytaliśmy, nawiązując do listu otwartego, czy rzeczywiście uczniowie nie mają dostępu do szkolnego boiska (w epoce boomu Orlików to niewiarygodne). Pani Dyrektor odpowiedziała, że kilka lat temu Gmina Wrocław wyremontowała boisko szkolne dla Ośrodka, ale Fundacja wynajmowała je dorosłym i dziś jest tak zniszczone, że dzieci z Ośrodka nie powinny z niego korzystać ze względów bezpieczeństwa. Uczniowie nie mają również dostępu do placu zabaw, bo na terenie placówki działa przedszkole, które jest jego głównym użytkownikiem.

Na terenie placówki należącej do Fundacji działa dziś: Gimnazjum Integracyjne, Gimnazjum Specjalne, Liceum Ogólnokształcące, Technikum Ekonomiczne, Zasadnicza Szkoła Zawodowa i szkoły niepubliczne: Polsko-Niemiecka Niepubliczna Szkoła Podstawowa oraz Niepubliczne Przedszkole „Wesołe Nutki”. To dużo podmiotów w jednym miejscu.

Dyrektor Delewski podkreśla otwartość Gminy na otwieranie małych szkół dla dzieci z dysfunkcjami, które odpowiadają ich specyficznym potrzebom. Rodzi się pytanie: Czy skupianie tylu podmiotów w jednym miejscu, rzeczywiście będzie służyć dzieciom z Ośrodka?

- Dzieci z Ośrodka nie mają własnej sali gimnastycznej – sala, w której ćwiczą nie jest przystosowana do uprawiania sportów, okna nie mają zabezpieczeń, to pomieszczenie o niewielkiej powierzchni – mówi Pani Wicedyrektor. – Organizujemy Dolnośląski Turniej Bocce, to turniej olimpiad specjalnych i nie mamy własnego boiska, korzystamy wtedy gościnnie z boiska w SP nr 3 przy ul. Bobrzej – mówi.

Po przeanalizowaniu przytoczonych przez wicedyrektor Sieradzką – Wojdyło obaw i zastrzeżeń rodzi się pytanie: Dlaczego Gmina nie zdecydowała się na którąś z dwóch proponowanych jesienią 2018 r. lokalizacji? Spytaliśmy Dyrektora Departamentu Edukacji, czy rezygnacja z przeniesienia Ośrodka do proponowanych przez Gminę lokalizacji wynika ze zbyt dużych kosztów.

- To prawda, że operacja jest kosztowna, ale to nie jest warunek niemożliwy do spełnienia, by znaleźć dobre rozwiązanie dla zaistniałej sytuacji. Budynek przy Jedności Narodowej był rozważany jako ewentualna siedziba takiej szkoły, ale inspektorzy budowlani, którzy mieli ocenić koszty remontu, wskazali na bardzo duże utrudnienia. Tam jest tylko jedna klatka schodowa, konieczna byłaby dobudowa windy, a do tego pomysłu bardzo źle odniósł się konserwator zabytków. Sprawę komplikuje fakt, że budynek jest zrewitalizowany przy udziale środków unijnych – tłumaczy Jarosław Delewski.

- Budynek po gimnazjum przy ul. Zachodniej, jeśli rzeczywiście będzie wymagał takiego dostosowania, to dostosowany zostanie, koszty nie mają tu znaczenia. Obawiam się tylko jednego – bo mamy też informacje od rodziców, którzy deklarują, że zostaną w dotychczasowym miejscu, niezależnie od tego, jaki będzie organ prowadzący – że wyremontowanie i przystosowanie tego budynku będzie zwyczajną niegospodarnością. Może się okazać, że budynek jest za duży do potrzeb, że przeszacowaliśmy, że jednak wielu rodziców nie zgodzi się przenieść tam swoich dzieci. Prawdą jest, że ta szkoła spełnia wszystkie wymogi, które budynek dla niepełnosprawnych powinien posiadać, ale nie jesteśmy pewni, czy potrzeba w tej chwili tak dużej placówki w mieście – mówi Delewski.

Co może niepokoić, mimo rzeczowych argumentów przedstawionych przez obydwie strony?

Brak rzeczowego, konstruktywnego dialogu i konsultacji pomysłu ze strony Gminy z tymi, których ta zmiana bezpośrednio dotyczy: dyrekcją, rodzicami dzieci i pracownikami Ośrodka. Najlepiej jeszcze w grudniu, gdy ks. Sitarek wypowiedział umowę najmu. Partnerzy, w tym wypadku powinni być to przedstawiciele Ośrodka i Gminy, powinni móc usiąść i wypracować najlepsze rozwiązanie. Wrażenie, któremu trudno się oprzeć, wysłuchując obydwu stron, jest następujące: do stołu rozmów, owszem, usiedli partnerzy, ale była to Fundacja i Miasto, Ośrodek usłyszał tylko efekt ich ustaleń. Rozczarowujący o tyle, że zapowiadano mu samodzielność i odrębność, nawet pod konkretnym adresem, a pozostało ogromne rozczarowanie i wrażenie, że sprawy załatwiają duzi gracze, mali mogą co najwyżej się zdziwić, podnieść alarm, poczuć się niewysłuchani i pominięci.


***

Osobom, które nie znają się na prawie oświatowym przekazujemy, że procedura o zamiarze zaprzestania działalności Ośrodka jest prowadzona zgodnie z Ustawą o systemie oświaty, której przepisy regulują konieczne do zachowania terminy w przypadku chęci zlikwidowania placówki oświatowej przez organ ją prowadzący. Proces likwidacji podzielony jest na dwa etapy - jednakowo znaczące dla skuteczności postępowania. Pierwszy etap stanowi podjęcie przez radę gminy stosownej uchwały, zwanej powszechnie uchwałą intencyjną (art. 59 ust. 1 w związku z art. 5 c pkt. 1 u.s.o.). Drugim etapem zmierzającym do rozwiązania placówki oświatowej jest spoczywający na organie prowadzącym, obowiązek powiadomienia o zamiarze likwidacji szkoły rodziców uczniów, właściwego kuratora oświaty oraz organu wykonawczego jednostki samorządu terytorialnego, właściwej do prowadzenia szkół danego typu. Zgodnie z ustawą zawiadomienie winno nastąpić na sześć miesięcy przed rozwiązaniem placówki. Terminem likwidacji szkoły jest ostatni dzień sierpnia. Omawiany przepis stanowi normę bezwzględnie obowiązującą, stąd też brak jest możliwości wyznaczenia innej daty likwidacji placówki oświatowej. Określenie przez ustawodawcę daty końca roku szkolnego oraz terminu na zawiadomienie o zamiarze likwidacji szkoły wskazuje, iż uchwała intencyjna winna zostać podjęta najpóźniej odpowiednio do dnia 28 lub 29 lutego. To stąd właśnie na sesji Rady Miejskiej Wrocławia 21 lutego br. zostanie przedstawiony radnym projekt uchwały zamiarowej.

Organ prowadzący jest obowiązany zawiadomić o zamiarze likwidacji szkoły rodziców uczniów, co najmniej na 6 miesięcy przed terminem rozpoczęcia likwidacji.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Akcja dom

Polski Episkopat: Zero tolerancji dla przestępstw molestowania małoletnich ze strony duchownych

2019-02-18 06:51

Marcin Przeciszewski / Warszawa (KAI)

Od 21 do 24 lutego w Watykanie obradować będzie zwołany przez Franciszka szczyt - gromadzący przewodniczących konferencji biskupich - w sprawie przeciwdziałania wykorzystywaniu seksualnego małoletnich przez duchownych. Z tej okazji publikujemy dane o działalności Kościoła w Polsce w tej dziedzinie. Obejmują one działania w sferze pomocy ofiarom, ścigania sprawców przestępstw i tworzenia programów prewencji. Świadczą o tym, że Kościół jest najbardziej zaawansowaną na tym polu instytucją w naszym kraju.

Ulrica (@Ullie) / Foter.com / CC BY-SA

Poważny problem społeczny, a nie tylko problem Kościoła

Przestępstwa pedofilii oraz molestowania małoletnich są w Polsce bardzo poważnym problemem społecznym. Według „Raportu o zagrożeniach bezpieczeństwa i rozwoju dzieci w Polsce. Dzieci się liczą 2017”, opublikowanego przez Fundację Dajemy Dzieciom Siłę, 12,4 proc. dzieci i młodzieży między 11. a 17. rokiem życia doświadczyło przynajmniej jednej z form wykorzystania seksualnego. Ministerstwo Sprawiedliwości informuje, że w 2017 r. z tytułu art. 200 (seksualne wykorzystanie małoletniego) zostało wszczętych 2391 postępowań, a liczba stwierdzonych przestępstw wyniosła – 1324, a każdego roku ich liczba rośnie. Dane te nie odsłaniają jeszcze skali problemu. Ofiar jest znacznie więcej, gdyż jeden sprawca ma zwykle na sumieniu kilka skrzywdzonych małoletnich osób. Jest to problem dotyczący wszystkich środowisk, wymagający adekwatnych działań i budowania systemu prewencji na poziomie krajowym. Niestety żadna państwowa instytucja o takim ogólnopolskim programie nie myśli.

Przestępstwa dokonywane na tym tle przez duchownych stanowią niewielki promil. Ich sumaryczna liczba w skali ogólnopolskiej nie jest znana. Ma zostać ujawniona przez Kościół w najbliższych miesiącach, w oparciu o dane statystyczne przesłane przez wszystkie diecezje oraz zgromadzenia zakonne. Zbiorcze zestawienie – obejmujące okres po 1989 r. - przygotowuje Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego.

Wytyczne Episkopatu – procedury postępowania: zero tolerancji

Systematyczne działania mające na celu eliminację przestępstw na tym tle – zgodnie z zasadą „zero tolerancji” polski Episkopat prowadzi od dziesięciu lat. Pierwsze wytyczne określające sposób postępowania w przypadkach wykorzystywania seksualnego małoletnich polscy biskupi przyjęli w 2009 r. - jako jeden z pierwszych Kościołów na naszym kontynencie. Zostały one później przepracowane, zgodnie z okólnikiem Kongregacji Nauki Wiary Stolicy Apostolskiej z 2011 r. Obecnie obowiązujące w Polsce „Wytyczne dotyczące wstępnego dochodzenia kanonicznego w przypadku oskarżeń duchownych o czyny przeciwko szóstemu przykazaniu Dekalogu z osobą niepełnoletnią poniżej osiemnastego roku życia” zostały uchwalone przez Episkopat w 2014 r. i zaakceptowane przez Stolicę Apostolską.

„Nadużycia seksualne Kościół uznaje za ciężkie grzechy, domagające się jednoznacznych reakcji także o charakterze dyscyplinarnym wobec osób, którym udowodniono popełnienie takich czynów, podjęcia uzdrawiającego dzieła pokuty, zarówno przez sprawcę, jak i całą wspólnotę Kościoła, naprawienia wyrządzonych krzywd wobec ofiary i wspólnoty oraz dołożenia wszelkich starań, aby podobne sytuacje nie miały miejsca w przyszłości” – czytamy w Wytycznych, które dalej ustanawiają szczegółowe normy postępowania, zgodne z rygorystyczną strategią przyjętą w Kościele powszechnym, a realizowaną pod nadzorem Kongregacji Nauki Wiary (dawne Święte Oficjum) Stolicy Apostolskiej.

W czerwcu 2017 r. „Wytyczne” Episkopatu zostały dostosowane do zmian w polskim Kodeksie karnym, nakładającym obowiązek zgłaszania każdego przypadku takiego przestępstwa do państwowych organów ścigania.

Pomoc ofiarom jako priorytet

Pierwszorzędnym aspektem poruszanym w „Wytycznych” jest kwestia traktowania ofiar. Szczegóły zostały omówione w aneksie nr 1. „Troska o ofiary nadużyć seksualnych to podstawowy akt sprawiedliwości ze strony wspólnoty Kościoła, odczuwającej ból i wstyd z powodu krzywdy wyrządzonej dzieciom i młodzieży” – czytamy.

Przełożeni kościelni (biskupi lub przełożeni prowincji zakonnych) w związku z uzyskaniem informacji o przypadku wykorzystania seksualnego małoletniego mają obowiązek udzielenia pomocy duchowej i psychologicznej ofierze, a w razie potrzeby także konsultacji prawnej oraz zapewnienia jej poczucia bezpieczeństwa. Mają także obowiązek podjęcia działań zmierzających do uniemożliwienia ewentualnej kontynuacji przestępstwa przez sprawcę oraz podjęcia działań mających na celu uzdrowienie zaufania i przywrócenie właściwego klimatu dla kontynuacji pracy duszpasterskiej we wspólnocie kościelnej.

A osoba (delegat biskupa) lub komisja przyjmująca zgłoszenie od ofiary bądź jej opiekunów ma zapewnić „maksymalne poczucie bezpieczeństwa, okazać wolę życzliwego wysłuchania i przyjęcia prawdy oraz upewnić ich w przekonaniu, że osoby, ujawniając swoje cierpienie, pomagają też Kościołowi w przywróceniu naruszonego ładu moralnego”.

Pomoc duchowa i psychologiczna powinna objąć także osoby z najbliższego otoczenia ofiary, w szczególności członków jej rodziny. A proponując pomoc psychologiczną, przełożony kościelny może korzystać ze specjalistów także spoza struktur związanych z Kościołem katolickim oraz powinien pokryć koszty.

W debacie publicznej poruszana jest często sprawa odszkodowań dla ofiar. Zdaniem Fundacji „Nie lękajcie się!” powinny być one płacone przez Kurie Diecezjalne bądź inne zwierzchnie organy Kościoła. Sam Kościół w tej sferze postępuje - zgodnie z polskim prawem - które obowiązek wypłaty odszkodowania nakłada samych sprawców. Szanuje też wyroki świeckich sądów w przypadkach wykładni odbiegającej od tej zasady.

Koordynator KEP oraz diecezjalni i zakonni delegaci ds. ochrony dzieci i młodzieży

W czerwcu 2013 r. Konferencja Episkopatu Polski powołała na szczeblu ogólnokrajowym koordynatora ds. ochrony dzieci i młodzieży, którym został jezuita ks. Adam Żak. Zakres jego obowiązków jest bardzo szeroki. M. in. szkolenie delegatów, czyli duchownych odpowiedzialnych za przyjmowanie zgłoszeń i pomoc ofiarom w diecezjach i zakonach. Wspieranie działań osób odpowiedzialnych za prewencję w kościelnych jednostkach organizacyjnych oraz w prowadzonych przez Kościół dziełach wychowawczych i oświatowych. Ponadto do obowiązków ks. Żaka należy wypracowanie „standardów jakości” działania instytucji kościelnych w zakresie prewencji oraz ich upowszechnianie. Oprócz tego prowadzenie ogólnopolskich programów szkoleniowych dla osób pracujących z dziećmi i młodzieżą w ramach Kościoła. Do jego zadań należy również współpraca z mediami w celu „tworzenia przychylnej atmosfery dla ochrony dzieci i młodzieży przed wykorzystaniem seksualnym, w skali całego społeczeństwa”.

Dzięki inicjatywie koordynatora ds. ochrony dzieci i młodzieży oraz determinacji Episkopatu, w każdej polskiej diecezji i wielu zgromadzeniach zakonnych zostali wyznaczeni i odpowiednio wyszkoleni delegaci ds. ochrony dzieci i młodzieży. Są oni odpowiedzialni za przyjmowanie zgłoszeń od ofiar bądź ich rodzin o wykorzystaniu seksualnym małoletnich przez osobę duchowną jak również za zorganizowanie im pomocy psychologicznej, prawnej i duszpasterskiej. W całej Polsce jest ich 80. Nazwiska i dane kontaktowe delegatów widnieją na większości stron diecezjalnych i zakonnych, a pełna ich lista oraz baza danych kontaktowych znajduje się na stronie Centrum Ochrony Dziecka. Oprócz delegatów zostało wyznaczonych 69 wyspecjalizowanych duszpasterzy diecezjalnych oraz zakonnych gotowych do pomocy duchowo-duszpasterskiej pokrzywdzonym oraz ich rodzinom.

Centrum Ochrony Dziecka

Z inicjatywy ks. Adama Żaka w marcu 2014 r. przy Akademii Ignatianum w Krakowie powstało Centrum Ochrony Dziecka. Do podstawowych jego zadań należy działalność szkoleniowa i wychowawcza w zakresie psychologicznym, pedagogicznym i duchowym - w tematyce związanej z wykorzystywaniem seksualnym małoletnich oraz opracowanie i rozwój programów prewencji i wzorów dobrych praktyk dla różnych środowisk duszpasterskich, formacyjnych i wychowawczych. Zasadniczym celem jest pomoc w tworzeniu bezpiecznych środowisk dla dzieci i młodzieży.

Równocześnie ze szkoleniami delegatów i duszpasterzy wyznaczonych przez przełożonych, COD rozpoczęło systematyczne szkolenia dla księży diecezjalnych i zakonnych pracujących w duszpasterstwie. – Wciąż jesteśmy zapraszani przez biskupów i przełożonych zakonnych. W wielu miejscach przyjmuje się taki model, że szkolenie w zakresie ochrony dzieci i młodzieży staje się stałym elementem formacji po święceniach. Również wiele seminariów diecezjalnych i zakonnych realizuje programy szkoleń dla kleryków – wyjaśnia ks. Żak w rozmowie z KAI.

W ten sposób dzięki działalności COD przeszkolonych zostało do tej pory ponad 3 tysiące księży diecezjalnych i zakonnych, nie licząc sióstr zakonnych oraz świeckich, którzy na co dzień zajmują się edukacją dzieci i młodzieży.

We współpracy z Akademią Ignatianum w 2016 r. COD zainicjowało specjalistyczne trzy-semestralne studia podyplomowe z profilaktyki przemocy seksualnej wobec dzieci i młodzieży. Pierwszy kurs ukończyło 21 osób, a w październiku 2018 r. 25 studentów rozpoczęło drugą edycję studiów. Kierowane są one do świeckich jak i duchownych pracujących jako odpowiedzialni za kościelne placówki opiekuńczo-wychowawcze i resocjalizacyjne; do wychowawców, pedagogów i psychologów szkolnych; katechetów i katechetek; psychologów i psychoterapeutów pracujących z dziećmi i młodzieżą jak i do pracowników socjalnych.

Uczestnicy tych studiów zdobywają wiedzę i umiejętności dotyczące rozpoznawania oznak przemocy seksualnej, jak również projektowania działań pomocowych na rzecz dzieci i młodzieży zagrożonej lub dotkniętej przemocą. Poznają programy profilaktyczne obejmujące tę tematykę i zdobywają wiedzę, umiejętności i kompetencje dotyczące zasad, procedur i dobrych praktyk interwencyjnych, terapeutycznych i pomocowych stosowanych wobec osób w dzieciństwie lub młodości dotkniętych przemocą seksualną. Poznają też zasady rozmowy z dziećmi i młodzieżą, zagrożoną lub dotkniętą przemocą seksualną oraz z ich rodzinami.

Program studiów ma zapewnić personelowi dzieł edukacyjnych, opiekuńczych i wychowawczych, prowadzonych przez diecezje i prowincje zakonne, odpowiednie kwalifikacje i kompetencje do budowania środowisk bezpiecznych dla dzieci i młodzieży.

Systemy prewencji w diecezjach i zakonach

Biskupi przyjęli także odrębny dokument o zasadach prewencji wobec przypadków wykorzystywania seksualnego małoletnich, jakie mogą się zdarzyć w Kościele. Dokument został uchwalony podczas 365. Zebrania Plenarnego KEP 10–11 czerwca 2014 r.

Przypomina się w nim, że „wszystkie nadrzędne kościelne struktury duszpasterstwa dzieci i młodzieży, organizacje katolickie, zrzeszenia dzieł wychowawczych i oświatowych prowadzone przez jednostki organizacyjne Kościoła, powinny przyjąć i wdrażać konkretne reguły, formy i struktury prewencji odpowiednie dla różnych form pracy z dziećmi i młodzieżą”.

Na zebraniu Rady Biskupów Diecezjalnych na Jasnej Górze 25 sierpnia 2018 r. zapadła decyzja, że w każdej polskiej diecezji zostanie opracowany i wdrożony w życie program prewencji przed przestępstwami wykorzystywania dzieci i młodzieży na tle seksualnym. Decyzja ta została potwierdzona dodatkowo na zebraniu plenarnym Episkopatu w Płocku 26 września br.

W ślad za tym, w każdej diecezji utworzony został specjalny „zespół ds. prewencji”, a od jesieni 2018 r. COD rozpoczęło systematyczne szkolenia dla ich członków. Szkolenia organizowane są obecnie na poziomie metropolii - dla zespołów z diecezji wchodzących w ich skład. Do stycznia 2019 r. takie szkolenia zostały zorganizowane dla zespołów ds. prewencji z Ordynariatu Polowego oraz metropolii: przemysko-warszawskiej (greckokatolickiej), łódzkiej, gnieźnieńskiej, poznańskiej, częstochowskiej, katowickiej, wrocławskiej i szczecińsko-kamieńskiej. Będą kontynuowane w najbliższych miesiącach w pozostałych metropoliach.

Diecezjalne programy prewencji obejmą wszystkie sektory pracy z dziećmi i młodzieżą, a więc duszpasterstwo rodzin, wydziały katechetyczne, szkoły i przedszkola katolickie, wydziały duszpasterskie, Caritas, seminaria duchowne. Oprócz tego obejmować będą formację permanentną kapłanów. Analogiczne programy prewencji mają powstać w zgromadzeniach zakonnych.

– Chodzi o to, aby ci wszyscy, którzy w danej diecezji lub zakonie mają kontakt z dziećmi i młodzieżą, potrafili właściwie w różnych sytuacjach działać, jeśli dostrzegliby jakiekolwiek zagrożenia – wyjaśnia Prymas Polski abp Wojciech Polak, który jako przewodniczący Komisji KEP ds. Duchowieństwa pilotuje te sprawy.

Profilaktyka i działania na etapie formacji kapłańskiej

Trzeci aneks Wytycznych przypomina, że w formacji do kapłaństwa „nie może zabraknąć właściwego traktowania i przeżywania sfery seksualnej oraz umiejętnego przygotowania do życia w czystości i celibacie”. Ponadto „kształtowanie właściwej tożsamości seksualnej powinno dokonywać się przez świadomą akceptację tej sfery i ukierunkowanie jej na głębszą integrację ze sferą emocjonalną i duchową”.

Dokument wskazuje, że „droga do rozeznania ewentualnych trudności w sferze seksualnej powinna rozpoczynać się już w momencie przyjmowania kandydata do seminarium lub zakonu”. Zgłaszający się powinien przejść badania psychologiczne, pogłębiony wywiad oraz test, które pozwolą jego formatorom zorientować się co do poziomu dojrzałości seksualnej oraz występowania ewentualnych zaburzeń. Dokument stwierdza, że do seminarium duchownego lub instytutu zakonnego nie należy przyjmować kandydatów, u których stwierdzono „występowanie zaburzeń w sferze seksualnej, w tym głęboko zakorzenionej orientacji homoseksualnej”.

Na etapie formacji kapłańskiej przedmiotem wykładów i konferencji powinna być także tematyka związana z „kształtowaniem dojrzałej seksualności”. Należy ją również uwzględnić w kierownictwie duchowym oraz w innych działaniach służących rozwojowi życia duchowego.

Ponadto „kandydaci do kapłaństwa lub życia zakonnego powinni otrzymać konieczną wiedzę w zakresie odpowiedzialności na forum kościelnym i państwowym za przestępstwa przeciwko szóstemu przykazaniu Dekalogu, w szczególności popełnione z osobami niepełnoletnimi, a także w zakresie obowiązujących procedur przewidzianych w prawie powszechnym i w prawie lokalnym w odniesieniu do kontaktu z ofiarami nadużyć seksualnych, popełnionych przez duchownych”.

Procedury ścigania podejrzanych

Wytyczne Episkopatu stwierdzają jednoznacznie, że „osoby winne naruszeń praw dzieci i młodzieży, niezależnie od pełnionej funkcji lub urzędu [w Kościele], zostaną pociągnięte do odpowiedzialności zgodnie z obowiązującymi normami ustanowionymi przez kompetentną władzę kościelną przy poszanowaniu prawa obowiązującego w Polsce”.

Kiedy więc biskup (jeśli chodzi o księdza diecezjalnego) bądź przełożony zakonny (jeśli chodzi o zakonnika), w momencie gdy otrzyma „przynajmniej prawdopodobną wiadomość” o popełnieniu przez duchownego takiego czynu, jest zobowiązany do wszczęcia wstępnego dochodzenia kanonicznego. Powinien też natychmiast poinformować Stolicę Apostolską, a konkretnie Kongregację Nauki Wiary, aby sprawie nadano bieg.

Ponadto, od lipca 2017 r. istnieje obowiązek zgłoszenia tej sprawy państwowemu wymiarowi sprawiedliwości. Aneks nr 2 Wytycznych precyzuje to w następujący sposób: „W przypadku gdy z treści zgłoszenia wynika możliwość popełnienia czynu zabronionego, opisanego w art. 197 § 3 lub 4 kk, art. 198 kk, art. 200 kk, a doniesienie można uznać za wiarygodne, przełożony kościelny zawiadamia za pośrednictwem wyznaczonego pełnomocnika właściwy organ powołany do ścigania przestępstw”. Nie ma takiego obowiązku, jeśli przełożony kościelny posiada wiedzę, że organy ścigania zostały już powiadomione o czynie zabronionym.

Natomiast w stosunku do podejrzanego duchownego przełożony kościelny ma obowiązek „odsunięcia go od obowiązków wynikających z powierzonych urzędów, posług lub zadań celem uniemożliwienia ewentualnej kontynuacji przestępstwa; zapewnienia odpowiedniej opieki psychologiczno-terapeutycznej oraz wskazania miejsca przebywania i zapewnienie niezbędnych środków materialnych do życia”.

Pierwszym etapem postępowania kanonicznego (wewnątrzkościelnego) jest dochodzenie wstępne, prowadzone na szczeblu diecezji bądź zakonu. Po zakończeniu wstępnego dochodzenia kanonicznego, w którego wyniku stwierdzono wiarygodność zgłoszenia, przełożony kościelny przekazuje sprawę do Kongregacji Nauki Wiary. Dalsze postępowanie toczy się pod kontrolą Stolicy Apostolskiej, aby zapewnić jego skuteczność i uniknąć tuszowania, co w przeszłości niestety miewało miejsce.

Na dalszym etapie ustanawiany jest kościelny trybunał, który, jeśli przestępstwo zostało udowodnione, orzeka o rodzaju i wysokości kary wobec duchownego.

Kary kościelne

Jeśli chodzi o kary kanoniczne, to najpoważniejszą z nich jest wydalenie ze stanu duchownego. Może to być też kara zawieszenia w posłudze kapłańskiej na określony okres, ograniczenia posługi, zakazu kontaktów z dziećmi i młodzieżą, itp.

Dokumenty kościelne – zarówno Stolicy Apostolskiej, jak i przyjęte przez Konferencję Episkopatu Polski – wskazują też na potrzebę współpracy między Kościołem a państwem w zakresie ścigania tego rodzaju przestępstw.

W związku z tym duchowny, który dopuścił się przestępstwa nadużycia seksualnego wobec małoletniego poniżej 15. roku życia, jest zagrożony podwójną karą – jedną ze strony kanonicznego porządku prawnego, drugą ze strony prawa państwowego. Kościelne regulacje prawne są bardziej restrykcyjne od państwowych. Ochrona obejmuje nie tylko osoby do 15. roku życia jak w prawie państwowym, ale także osoby, które nie ukończyły 18. roku.

O radykalnej postawie Kościoła świadczy również fakt - że niezależnie od karania duchownych, w czerwcu 2016 r. Franciszek wydał motu proprio „Come una madre amorevole” - nakazujące karanie biskupów i przełożonych zakonnych w sytuacjach, kiedy udowodni się im ukrywanie sprawców. Papież definiuje w nim odpowiedzialność biskupów, eparchów katolickich Kościołów wschodnich i innych duchownych sprawujących władzę w Kościele lokalnym - za niepodejmowanie działań w razie zaistnienia przypadków wykorzystania seksualnego małoletnich przez duchownych. Motu proprio określa kary dla biskupów i przełożonych, aż do usunięcia z urzędu, czy wydalenia ze stanu kapłańskiego, czego doświadczył w ostatnich dniach abp Theodore McCarrick, b. kardynał i metropolita Waszyngtonu.

Kościół w Polsce przeprasza

– Przepraszamy Boga, ofiary wykorzystania, ich rodziny i wspólnotę Kościoła za wszystkie krzywdy wyrządzone dzieciom i ludziom młodym oraz ich bliskim – napisali polscy biskupi w ogłoszonym 19 listopada 2018 r. „Stanowisku Konferencji Episkopatu Polski w sprawie wykorzystywania seksualnego osób małoletnich przez niektórych duchownych”, którego treść nawiązuje do opublikowanego kilka miesięcy wcześniej „Listu do Ludu Bożego” Franciszka.

- Prosimy Pana, aby dał nam światło, siłę i odwagę, by stanowczo zwalczać zepsucie moralne i duchowe, które jest zasadniczym źródłem wykorzystania seksualnego małoletnich. Prosimy Pana, by dał skuteczność naszym wysiłkom tworzenia w Kościele środowiska otwartego i przyjaznego dzieciom i młodzieży – tłumaczą biskupi.

Przyznają, że problem ten staje się źródłem szczególnego zgorszenia, kiedy sprawcami nadużyć są duchowni. „Rozczarowanie i oburzenie jest tym większe i boleśniejsze, że dzieci zamiast troskliwej miłości i towarzyszenia w szukaniu bliskości Jezusa doświadczają przemocy i brutalnego odarcia z godności dziecka” – czytamy w „Stanowisku”.

Pasterze Kościoła w Polsce przyznają również, że „aby podejmowane działania mogły przynieść spodziewane owoce oczyszczenia i budowania kultury ukierunkowanej na prawdziwe dobro dzieci i młodzieży, trzeba zjednoczyć wysiłki wszystkich członków wspólnoty Kościoła, aby uczyć się rozpoznać i eliminować, gdzie tylko to możliwe te wszystkie czynniki, które sprzyjają przestępstwu”. Dlatego zachęcają, by „nie czekając na konieczne regulacje prawne wszystkie placówki prowadzone przez Kościół stały się pionierami prewencji”. Taki sam apel kierują do odpowiedzialnych za ruchy katolickie i organizacje młodzieżowe.

Jednocześnie biskupi dziękują „wszystkim, którzy w trosce o świętość Kościoła i Jego pasterzy, z odwagą ujawniają grzech i przestępstwo nadużyć”.

Spotkania z ofiarami

Abp Stanisław Gądecki - w odpowiedzi na apel Franciszka, aby przewodniczący episkopatów spotkali się z ofiarami przed zaplanowanym na luty spotkaniem z papieżem w Rzymie – spotkał się osobiście z 28 ofiarami, osobami pokrzywdzonymi w sferze seksualnej w dzieciństwie lub w młodości przez duchownych. Zostały one zaproszone za pośrednictwem kurii diecezjalnych i zakonnych z różnych terenów Polski.

Przewodniczący polskiego Episkopatu podkreśla, że: „każde z tych spotkań było dla mnie ważne, każde z nich poszerzyło moją wiedzę i jeszcze bardziej uwrażliwiło na doświadczoną krzywdę”. Stwierdza, że: „spotkania utwierdziły mnie w przekonaniu o słuszności różnych inicjatyw podjętych do tej pory przez Konferencję Episkopatu Polski oraz o konieczności jeszcze bardziej intensywnej pracy, aby właściwie odpowiadać na bolesne fakty z przeszłości i teraźniejszości oraz zapobiegać podobnym w przyszłości”.

Liturgie pokutne za grzechy wykorzystywania seksualnego

Pierwsza taka liturgia odbyła się 20 czerwca 2014 r. w jezuickiej bazylice Najświętszego Serca Pana Jezusa w Krakowie. Uczestniczyli w niej m.in. prymas Polski abp Wojciech Polak, nuncjusz apostolski w Polsce abp Celestino Migliore, metropolita krakowski kard. Stanisław Dziwisz, biskup bielsko-żywiecki Roman Pindel, biskup opolski Andrzej Czaja oraz krakowski biskup pomocniczy Grzegorz Ryś. Przewodniczący liturgii bp Piotr Libera powiedział: „Zawstydzeni i skruszeni prosimy o przebaczenie. Prosimy Boga i prosimy ludzi skrzywdzonych przez kapłanów!”.

30 czerwca 2015 r. Franciszek skierował apel do krajowych konferencji biskupich o ustanowienie Dnia Modlitwy i Pokuty za grzechy wykorzystania seksualnego małoletnich przez duchownych. Konferencja Episkopatu Polski w październiku 2016 r. podjęła decyzję organizacji Dnia we wszystkich polskich diecezjach w pierwszy piątek Wielkiego Postu. W latach 2017 i 2018 odbyły się one w większości kościołów katedralnych.

Do sprawy powrócił Episkopat na swym zebraniu plenarnym 19 listopada 2018 r. podtrzymując, że pierwszy piątek Wielkiego Postu będzie odtąd każdego roku „Dniem modlitwy wynagradzającej za osoby duchowne żyjące niemoralnie i wyrządzające krzywdę dzieciom i młodzieży oraz postu” – we wszystkich polskich diecezjach. W tym roku nastąpi to 8 marca, a włączą się także parafie. Wcześniej otrzymają materiały liturgiczne przygotowane przez Centrum Ochrony Dziecka w Krakowie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem