Reklama

Dom na Madagaskarze

Lider Polaków na Litwie: Naszą pozycję udało się znacząco wzmocnić, jednak ciągle potrzebujemy pomocy Macierzy

2018-07-25 21:14

Z Waldemarem Tomaszewskim rozmawiał Tomasz Plaskota

Bożena Sztajner/Niedziela

Pozycja Polaków na Litwie jest silna. Udało ją się znacząco wzmocnić w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Wciąż jednak borykamy się z wieloma problemami. Przede wszystkim zwrot ziemi zagrabionej przez Sowietów w ramach reprywatyzacji. Dotychczas tylko połowa Polaków w Wilnie odzyskała ziemię — mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl Waldemar Tomaszewski lider Akcji Wyborczej Polaków na Litwie-Związku Chrześcijańskich Rodzin, poseł do Parlamentu Europejskiego.

wPolityce.pl: Dlaczego Akcja Wyborcza Polaków na Litwie-Związek Chrześcijańskich Rodzin (AWPL-ZChR) odrzucił propozycję wejścia do koalicji rządowej na Litwie?

Waldemar Tomaszewski, lider AWPL-ZChR poseł do Parlamentu Europejskiego: Była to już nie pierwsza taka propozycja i to oczywiście cieszy, gdyż świadczy o naszej wzmacniającej się pozycji politycznej. Natomiast nas nie zadowala proponowany format współpracy. Tworzenie koalicji rozumiemy jako wspólne formowanie rządu a nie obsadzanie stanowisk w parlamencie, które i tak już ma nasz ośmioosobowy klub (6 proc. składu sejmu) wynikający z przysługujących dla nas kwot. W razie otrzymania bardziej konkretnych propozycji od partii rządzącej na pewno je rozważymy. Tym niemniej zważając na zbliżające się wybory w ogóle sceptycznie patrzymy na zasilanie koalicji, która w ostatnim czasie stała się mniejszościową.

Jak obecnie wygląda sytuacja Polaków na Litwie?

Pozycja Polaków na Litwie jest silna. Udało ją się znacząco wzmocnić w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Wciąż jednak borykamy się z wieloma problemami. Przede wszystkim zwrot ziemi zagrabionej przez Sowietów w ramach reprywatyzacji. Dotychczas tylko połowa Polaków w Wilnie odzyskała ziemię. Dodatkowo Ustawa „o przenoszeniu ziemi” przyczyniła się do dużych nieprawidłowości na Wileńszczyźnie. Polacy bardzo często nie otrzymywali ziemi w swoich miejscowościach. Ziemię kiedyś należącą do Polaków otrzymywali przybysze. Niektórzy otrzymali więcej niż mieli. To wszystko osłabiło stan polskiego posiadania i prowadziło do zmian narodowościowych w dużych skupiskach Polaków.

Te działania stoją w rażącej sprzeczności z traktatem polsko-litewskim z 1994 r.

Tak. W punkcie 15 dokumentu, który pan przywołał zapisano, że obie strony powstrzymają się od działań administracyjnych zmierzających do zmian narodowościowych na terenach zwartych skupisk mniejszości. Władze litewskie nie dotrzymała tego traktatu. Kiedy władze polskie chciały zbudować w 1997 r. strażnicę na granicy w Puńsku społeczność litewska protestowała, że wprowadzi się kilkadziesiąt polskich rodzin i zmieni się skład narodowościowy. Polska zrezygnowała z budowy strażnicy. Na Litwie niestety były ingerencje administracyjne, które uderzały w skład narodowościowy polskiego zwartego skupiska na Wileńszczyźnie i osłabiały naszą pozycję ekonomiczną.

Symbolem walki Polaków z litewskim osadnictwem stały się podwileńskie Gudele. Może pan opowiedzieć naszym czytelnikom co tam się wydarzyło?

Gudele są położone w pięknej okolicy, lasy, pagórki, jeziora. Litewska komunistyczna nomenklatura postanowiła na początku lat 90. na ziemiach należących do Polaków wybudować swoje osiedla. Miało powstać 200 will dla urzędników, wyższych oficerów wojska i policji, prokuratorów. Zaprotestowali przeciwko temu przedstawiciele miejscowego samorządu i mieszkający tu Polacy. 27 kwietnia 1993 r. policja i wojsko chciały złamać opór protestujących. Wojsko urządziło w tym dniu tam manewry ze strzelaniną na szczęście w powietrze. Dzięki odważnej i zjednoczonej pozycji miejscowych Polaków niedoszli osadnicy wycofali się ze swoich zamiarów.
Na przejmowanie ziemi przez przybyszy zezwalała ustawa podpisana przez prezydenta Vytautasa Landsbergisa w 1991 r. Po naszych wielkich protestach dwa lata później została wstrzymana. W 1997 r. powrócono do niej. W 1999 r. weszła w życie ustawa, która mówiła, że prawa do własności można było przekazywać innym. Dotąd wiele osób przenosiło prawo do ziemi krewnych. Nowe przepisy sprawiły, że tak zwane przenosiny wzrosły tysięcy razy, a otrzymywały je głównie osoby związane z rządem. Działo się tak, ponieważ o przekazywaniu ziemi decydowały rządowe służby rolne niepodlegające samorządom. Decyzje reprywatyzacyjne były podejmowane z pominięciem Polaków i polskich władz samorządowych. Prezydent V. Landsbergis przeniósł ziemię zarówno swojej rodziny jak i żony, które otrzymały grunty pod Wilnem w Bezdanach i Awiżeniach. Litewskie elity bardzo wzbogaciły się na tym procederze niemającym analogii prawnych w świecie.

Dlaczego Akcja Wyborcza Polaków na Litwie-Związek Chrześcijańskich Rodzin (AWPL-ZChR) startuje w wyborach wspólnie z Rosjanami? Dla wielu osób w Polsce jest to niezrozumiałe.

Proszę pamiętać, że sytuacja polityczna na Litwie wygląda całkiem inaczej niż w Macierzy. Nie można przenosić kalek podziałów politycznych z Polski na to, co się dzieje u nas. Z naszych list startują przedstawiciele około 50 organizacji społecznych i narodowościowych. Oprócz Rosjan startują organizacje białoruskie i wspólnoty ukraińskie, tatarskie jak też litewskie. Kilku z nich, którzy startowali z naszych list zostali radnymi. Około 10 proc. kandydatów, którzy znaleźli się na naszych listach to Litwini. Głosuje na nas coraz więcej Litwinów, ponieważ jesteśmy postrzegani jako uczciwa siła polityczna. Nigdy nie byliśmy wplątani w żadne skandale korupcyjne. Jesteśmy postrzegani także jako siła łącząca ludzi, która dba o wszystkich obywateli bez względu na ich pochodzenie czy religię.
Mniejszość rosyjska na Litwie nie jest tak liczna jak w sąsiednich krajach, stanowi niewiele ponad 4 proc. mieszkańców. Zrzesza się w kilku własnych organizacjach i kilku partiach politycznych. Nie wszystkie organizacje rosyjskie współpracują z nami, a partia Związek Rosjan nawet ostro z nami konkuruje o elektorat. Wpisuje na swe listy Polaków oraz inne mniejszości narodowe. Współpracujemy głównie z regionalnym Aljansem Rosjan z Kłajpedy.

Trudno jest współpracować z innymi mniejszościami? Trzeba łączyć wiele, sprzecznych interesów.

Sama współpraca przebiega dosyć pomyślnie, bo łączymy głównie środowiska uczciwe, natomiast nie jest łatwe same pozyskanie mniejszości narodowych do współpracy wyborczej. O ich start zabiegają wszystkie komitety wyborcze. Szczególnie lewica o to zabiega. Robi to również prawica, która w spotach często używa języka rosyjskiego. Nawet V. Landsbergis w swoim czasie miał spot w języku rosyjskim, żeby zdobyć głosy Rosjan.
Nasze działanie nie mają nic wspólnego z aspektem narodowościowym czy z wielką polityką. Po prostu to łączenie ludzi do wspólnej pracy. Dobrze, że to właśnie nam, Polakom udaje się przekonać Rosjan, Białorusinów, Ukraińców, Tatarów i innych do wspólnego startu. Jesteśmy również w stanie przekonać do startowania z naszych list i głosowania na nas Litwinów. To na pewno dobrze świadczy o naszej działalności i renomie. Natomiast w Macierzy próbuje się te oczywiste nasze sukcesy dlaczegoś przedstawiać w kontekście geopolitycznym. To jest niedorzecznością. My działamy lokalnie, uczciwie pracujemy dla naszych wyborców łącząc wszystkich ludzi dobrej woli. Mamy wiele sukcesów na poziomach zarówno parlamentarnym jak i samorządowym. Nasi przedstawiciele budują szkoły, przedszkola, różne ośrodki socjalne, subsydiują ogrzewanie czy dostarczanie wody, wprowadzają ulgi podatkowe, troszczą się o szeregowego wyborcę. Dzięki staraniom AWPL-ZChR w Wilnie jednej z ulic nadano imię śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Czekamy z uroczystym odsłonięciem jej nazwy na poprawę zdrowia prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Była próba jej odsłonięcia w czasie Forum Giedroycia bez wiedzy i zgody pana J. Kaczyńskiego.
Nie boimy się zarzutów wobec nas, bo nie boimy się mówić prawdy. Nie baliśmy się jej mówić za Sowietów. Osobiście poruszyłem sprawę mordu katyńskiego w polskiej szkole w roku 1980. Byłem przesłuchiwany i prześladowany. Naszym prześladowcom nie udało się jednak wykorzenić z nas polskości. Nie uda się to i teraz. Nawet, jeżeli będą na nas ataki ze strony poprawnych politycznie polityków i tak damy radę. Żyjemy w Wilnie, mieście Bożego Miłosierdzia. Do Wilna przyszedł sam Chrystus Zbawiciel i podyktował św. siostrze Faustynie swe przesłanie dla Polski i świata.

Wybory samorządowe w 2019 r. mogą być dla AWPL-ZChR bardzo trudne. Osiem litewskich partii łączy siły w rejonie wileńskim, żeby was pokonać. Jak AWPL-ZChR zamierza się przeciwstawić temu sojuszowi? Dodam, że Polacy w samorządzie rejonu wileńskiego rządzą zdecydowaną większością od ponad 20 lat. Obecnie polska mniejszość ma 21 mandatów w 31-osobowej radzie.

To nie pierwsze takie działania naszych oponentów przed wyborami. Wszyscy pamiętają jak w roku 2007 V. Landsbergis publicznie nawoływał Litwinów do meldowania się na Wileńszczyźnie i „osiągnięcia historycznego zwycięstwa nad Polakami”. W zasadzie nigdy nie mieliśmy łatwych wyborów, jednak jesteśmy zdeterminowani i zjednoczeni, co nam pozwoli obronić nasze pozycje. Tym bardziej, że coraz więcej rodowitych Litwinów głosuje na AWPL-ZChR popierając zarówno nasz program prorodzinny jak też naszą uczciwą działalność. Co się tyczy tych ośmiu partii to trzy z nich już zdystansowały się do takiego sojuszu bo cenią współpracę koalicyjną z AWPL-ZChR, która ma miejsce aż w 5 samorządach.

Polacy powinni zostawać na Litwie czy przenosić się do Polski?

Polskość należy wzmacniać na miejscu. Mimo różnych trudności są do tego sprzyjające warunki. W interesie Polski jest wzmacnianie polskiej społeczności na całym świecie. Polacy na Litwie nie są emigrantami. Mieszkamy tu od zawsze. Nigdy nie opuszczaliśmy Polski. To Polska od nas wyjechała po zdradzie jałtańskiej. Ale nic to w nas nie zmieniło. Polskość jest dla nas wielką wartością, większą niż dla Polaków w Polsce, ponieważ musimy tu zabiegać o wszystko, o polską szkołę, polską kulturę i polskie słowo. W Macierzy na szczęście nie ma takich problemów. Gdyby Polacy zaczęli masowo wyjeżdżać z Litwy byłoby to dla polskości zgubne. Wszyscy nigdy nie wyjadą. Wyemigrują najbardziej aktywni i społeczność będzie coraz bardziej osamotniona i gorzej zorganizowana. Tzw. repatriacja gomułkowska źle przysłużyła się Polakom na Wileńszczyźnie. W latach 1958-1959 wyjechały tysiące Polaków. Stanowiliśmy wtedy kilkanaście procent składu narodowościowego państwa litewskiego. Mieliśmy 300 polskich szkół. Obecnie Polacy stanowią 7 proc. w skali kraju, ale nadal większość aż w 40 gminach na Wileńszczyźnie. Mamy 36 polskich szkół dwunastoletnich. Wszystkich polskich szkół jest 60. Na Litwie w polskich szkołach uczy się 12 tysięcy dzieci. Dzięki wielkiej determinacji udało nam się ochronić polskie szkolnictwo. Z sukcesem przeprowadziliśmy reformę oświatową. W polskich szkołach język polski jest powszechny. Prawie wszystkie przedmioty są wykładane w języku ojczystym. To jest wielka siła i wielka wartość.

Duże wsparcie od naszego rządu otrzymuje polska edukacja na Litwie?

Dosyć duże. Natomiast na wsparcie 20 milionów Polaków na świecie przekazywane jest 75 milionów złotych rocznie. I w porównaniu nie są to wielkie pieniądze. Bo na przykład TV Bielsat otrzymuje od państwa polskiego 25 milionów złotych rocznie. A przecież TV Bielsat w języku białoruskim też rusyfikuje tamtejszych Polaków.
Ale wrócę do pieniędzy przekazywanych na edukację. Na Litwie działa system tzw. koszyczka ucznia. Za każdym uczniem idzie 1000 euro, czyli 4200 zł. W sumie 50 milionów zł z podatków Polaków mieszkających w państwie litewskim idzie na polską szkołę na Litwie, w której uczy się 12 tysięcy dzieci. Z naszych podatników jest finansowana nauka polskich dzieci w języku ojczystym. Opłacane są pensje dla 2 tysięcy polskich nauczycieli. Nauczyciele nie tylko uczą przedmiotów w języku polskim. Są również krzewicielami polskości i patriotyzmu. Przy polskich szkołach działa około 100 polskich zespołów artystycznych i sportowych. Na to wszystkie idzie 50 milionów złotych rocznie z podatków Polaków na Litwie pod warunkiem, że polskie szkoły zachowamy. Państwo polskie na naszych rodaków na całym świecie przekazuje 75 milionów złotych rocznie, w tym jubileuszowym roku wyjątkowo – 100 milionów.
Od 2011 r. polskie dziecko otrzymało 1000 zł wyprawki jednorazowej na 12 lat. To bardzo mocno wzmocniło polską szkołę. Wyprawka miała służyć temu, żeby ilość polskich dzieci w naszych szkołach nie zmalała. Był pomysł, żeby również dwunastoklasista otrzymał wyprawkę, bo to jest bardzo dobra reklama i promocja polskiej szkoły. Dzieci i ich rodzice otrzymując te pieniądze mają świadomość, że Polska o nich pamięta. Teraz ta pomoc została zmniejszona do 440 zł. A przecież była obietnica, że będzie 1000 zł i dla dwunastoklasistów.

Kto taką obietnicę złożył?

Złożył nam ją po wyborach w 2015 r. wiceminister MSZ Jan Dziedziczak. Nie dość, że nie dotrzymano tej obietnicy, to jeszcze zniesiono to, co dała nam poprzednia władza. A przecież jednorazowa wyprawka to nie tylko ważna pomoc a i wspaniała inwestycja, jak mówiłem polskie szkoły pod warunkiem nie zmniejszania się uczniów otrzymują w sumie 12 milionów Euro (50 milionów zł) w rok od samorządów na swe potrzeby.

Pieniądze są bardzo ważne. W jakich aspektach najbardziej istotne jest wsparcie polityczne państwa polskiego dla Polaków na Litwie?

Pieniądze ważne, ale nie najważniejsze. Wsparcie polityczne jest zasadnicze. Natomiast szczególnie zależy nam na przestrzeganiu przez Litwę wspomnianego art. 15 traktatu o zapobieganiu sztucznym zmianom narodowościowym. Podczas negocjacji Polacy na Litwie nie byli stroną tego traktatu. Stroną jest państwo polskie i państwo litewskie. Okazuje się, że my bardziej dbamy o ten traktat niż państwo polskie. Nie możemy jednak ze względów formalnych wymusić na rządzie litewskim przestrzegania jego zapisów. Wielka krzywda Polaków polega na tym, że nie oddano im ziemi to jeszcze w zwartych polskich skupiskach rozdano ziemie przybyszom. Budowane są tam nowe, litewskie ekskluzywne szkoły rządowe. Chociaż poza Wileńszczyzną nie ma szkół rządowych, a są tylko należące do samorządu.

Czy na forum Parlamentu Europejskiego polscy deputowani zabiegają o prawa Polaków na Litwie?

Polscy europosłowie niezbyt często uczestniczą w posiedzeniach intergrupy Parlamentu Europejskiego dotyczącej rdzennych mniejszości. Nie wiem dlaczego, przecież polskie rdzenne mniejszości są na Litwie, w Czechach, na Łotwie, na Podolu i na Grodzieńszczyźnie. Pojawiają się Niemcy z referentami, notują, interesują się. Natomiast nikt z polskich urzędników nie jest przydzielony do spraw mniejszości. Była w Parlamencie Europejskim debata na temat języków regionalnych. Udało mi się namówić kilku polskich posłów, żeby uczestniczyli. Węgrzy mają 20 posłów. Na debatę przyszło ich aż kilkunastu. Wszyscy zabierali głos, aktywnie bronili swojej mniejszości.

Polaków na Litwie wspierają krajowe organizacje społeczne. Uczestniczyłem w wyjeździe Towarzystwa Przyjaciół Wilna i Grodna na Litwę z darami dla polskich przedszkoli i szkół. Bardzo pozytywnie zaskoczył mnie sposób przekazywania darów. Polskie placówki otrzymały to, czego potrzebowały, m. in. odkurzacze myjące, papier do drukarek.

Organizacje kresowe i społeczne bardzo mocno i skutecznie nam pomagają. Oficjalne struktury państwowe powinny mocniej koordynować swoje działania. Pomoc nie powinna się zmniejszać i musi być długofalowa. Dla państwa polskiego to nie jest tylko koszt, ale inwestycja w polskość.
Skandalem jest, że w przededniu zjazdu Związku Polaków szefowa polskiej placówki dyplomatycznej w Wilnie pani Urszula Doroszewska wywołuje prezesa i oświadcza, że nie może kandydować.
Równocześnie jeden z liberalnych portali zw.lt jest o tym informowany i nagrywa przed budynkiem ambasady materiał, że w Związku są rzekome nieprawidłowości. To nie mieści się w głowie. Trzeba wyjaśnić tę sytuację. Ma ona związek ze stronniczą działalnością instytucji odpowiedzialnych za polskie sprawy.
Polaków bulwersuje fakt, że prywatny portal zw.lt otrzymuje nieporównywalne wsparcie niż jakiekolwiek inne społeczne reprezentatywne polskie środowisko. Ostatnio zw.lt zaczął otrzymywać również fundusze od Orlenu. Otrzymują więcej funduszy od państwa polskiego niż otrzymywali w czasach rządów Platformy Obywatelskiej.
Właściciel tego medium, pan Czesław Okińczyc ultymatywnie domagał się od Orlenu, żeby jego prywatna kancelaria prawna obsługiwała to największe na Litwie przedsiębiorstwo. Przypomnę, że zw.lt został założony jako filia Radia Zet przez środowisko liberalne, wybitnie antypisowskie. Polacy na Litwie to obserwują i zastanawiają się czemu ma to służyć? Działamy często w nieprzychylnych warunkach. Nieodpowiedzialne decyzje przedstawicieli polskich instytucji utrudniają nam w utrzymaniu polskości na Wileńszczyźnie. Nie rozumiemy dlaczego krajowe fundacje wspierają na Litwie ugodowe, pro michnikowskie środowiska, które nie wspierają rozwoju polskości. Tych, którzy polskość wspierają krytykuje się i piętnuje.

Wspomniał pan o Czesławie Okińczycu. Niedawno na Litwie ukazała się lista współpracowników KGB na której znalazł się Czesław Okińczyc. Czy lista jest wiarygodna?

Przed pół rokiem została opublikowana w gazecie „Respublika” i nikt z wymienionych osób nie zaprzeczył jej wiarygodności. Wymienione osoby należą do tych, którzy przyznali się do współpracy z KGB i zostali przez służby utajnieni. O tych dziś podwójnych agentach oraz Cz. Okińczycu niejednokrotnie pisały też polskie portale kresowe. Na razie temat jest przemilczany w naszych litewskich mediach. Z kolei parlamentarny klub AWPL-ZChR powtórnie złożył projekt lustracyjny w Sejmie Litwy. Jeżeli przed rokiem został on odrzucony, to w czerwcu br. udało się wygrać pierwsze czytanie. To jest ogromnym sukcesem sprawozdawcy – posła Zbigniewa Jedzińskiego oraz wszystkich uczciwych ludzi na Litwie. Jest szansa, że nareszcie agenci KGB nie będą panoszyli się w naszym kraju. Rozumiemy, że oni nie darują nam ustawy lustracyjnej i będą starali się nas oczerniać na różne sposoby, jednak nie wycofamy się i nadal będziemy dążyli do tak długo oczekiwanej pełnej lustracji na Litwie.

Tagi:
Litwa

Dla rodaków na Litwie

2019-01-16 11:11

Agnieszka Dziarmaga
Edycja kielecka 3/2019, str. II

Archiwum
Kielczanin Ryszard Borkowski wśród rodaczek na Litwie. Nauczycielki szkoły w Dziewieniszkach

Kielczanin Ryszard Borkowski od blisko dekady pomaga średniej szkole w Dziewieniszkach w rejonie Soleczniki, 80 km od Wilna. Dotąd uczniowie litewskiej szkoły, nauczyciele, dyrekcja i kielczanin znali się tylko z korespondencji i rozmów telefonicznych.

Ostatnio, tuż przed świętami Bożego Narodzenia poznali się osobiście – Ryszard Borkowski uczestniczył w obchodach 90-lecia Gimnazjum im. Adama Mickiewicza w Dziewieniszkach i jak mówi, była to dla niego lekcja polskości, patriotyzmu oraz umocnienie w celowości takiej pracy.

A jest to działalność cicha, indywidualna, zdeterminowana. I regularna. – Jako członek Stowarzyszenia Ochrony Dziedzictwa Narodowego czułem się na siłach pomóc jakiejś organizacji, grupie. Wspólnota Polska skontaktowała mnie z harcerzami na Litwie, a ci wskazali szkołę w Dziewieniszkach, gdzie większość uczniów ma polskie korzenie – opowiada Borkowski.

Pierwsze telefony, listy, kontakty – zrodził się pomysł kwesty jako wsparcie dla szkoły podczas świąt Bożego Narodzenia, przed kościołem św. Józefa Robotnika. – Ks. prałat Jan Iłczyk zaakceptował, pobłogosławił – przywiozłem dla niego z Litwy specjalne podziękowania – wyjaśnia Borkowski.

Każda kwesta skutkowała kwotą kilku tysięcy zł, w 2017 było to rekordowe 10 tys. zł. Pieniądze rokrocznie przekazywano szkole w Dziewieniszkach. Ponadto Borkowski przygotowywał paczki i prezenty, w tym roku tuż przed Bożym Narodzeniem. Jak wyjaśnia dobroczyńca szkoły, mógłby jeszcze wiele rzeczy dostarczyć na Litwę, ale uniemożliwia mu to brak transportu. Pozostają paczki wysyłane pocztą lub korzystanie z pomocy stowarzyszeń, wspólnot, które udają się w tamtym kierunku.

Tegoroczna wizyta Borkowskiego na Litwie łączona z jubileuszem szkoły wzbudziła także zainteresowanie starostwa w Kielcach – starosta Mirosław Gębski także udał się na obchody jubileuszowe.

Były one wyjątkowo uroczyste, z pięknym przedstawieniem o losach Konrada Wallenroda i prezentacją talentów uczniowskich. Osnową części programu stały się wspomnienia o wigiliach Adama Mickiewicza pokazane na tle epoki i biografii Wieszcza, przeplatane kolędami, układami tanecznymi. Tradycje wigilijne z czasów Mickiewicza okazały się tam, na Litwie, żywe do dziś.

„90 lat wstecz sięgają początki polskiej szkoły w Dziewieniszkach (…). Mijały lata, zmieniała się szkoła, nazwa szkoły, nauczyciele, jednak kolejne pokolenia dziewieniszczan rok po roku przekraczały progi szkoły, aby zdobywać tu wiedzę. Tak było przez dziesiątki lat, tak jest dzisiaj, tak będzie...” – napisała Danuta Sobol, nauczycielka religii.

W szkole uczy się ok. 200 uczniów, jest w niej też oddział przedszkolny. Placówką kieruje dyr. Danuta Anichowska, i jak zapewnia Borkowski – robi to doskonale. Szkoła ma znakomite osiągnięcia w nauce, szereg nagród i wyróżnień, liczne koła zainteresowań.W tym roku szkoła została laureatem konkursu „Najlepsza szkoła, najlepszy nauczyciel”.

Na stronie internetowej szkoły napisano: „Rok 2018 – to rok bogaty w jubileusze. Obchodziliśmy 100-lecie Niepodległości Litwy i Polski. W grudniu minęła 220. rocznica urodzin największego poety polskiego Adama Mickiewicza, patrona naszego gimnazjum. W tym roku przypadł społeczności gimnazjum jeszcze jeden jubileusz – placówka oświatowa w Dziewieniszkach liczy 90 lat! 19 grudnia 2018 r. odbył się piękny Jubileusz szkoły (…) Zaszczycili nas swym przybyciem też goście z Polski: starosta powiatu kieleckiego Mirosław Gębski z delegacją oraz Ryszard Borkowski, wieloletni organizator kwest-zbiórek na rzecz finansowania dożywiania dzieci grup przedszkolnych naszego gimnazjum”.

A Ryszard Borkowski już gromadzi książki, płyty, przybory szkolne, sprzęt AGD – z myślą o kolejnej paczce, która wesprze środowisko szkolne w Dziewieniszkach. Jedna osoba, zaledwie jedna – a to naprawdę tak wiele.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 1/2 2019

Czy naród żydowski współpracował z nazistami?

2019-02-15 18:37

Artur Stelmasiak

Przykład Hotelu Polskiego bardzo dobitnie ukazuje niezwykłą historię, jak polska Armia Krajowa wkracza do akcji, aby bronić Żydów przed Żydami. W tym miejscu kolaborujący z Gestapo Żydzi sprzedawali za grube pieniądze swoich rodaków.

Archiwum

Tak się składa, że warszawska redakcja tygodnika "Niedziela", w której pracuje, mieści się w dawnym budynku Hotelu Polskiego. Podczas II wojny światowej wydarzyła sie tu straszna i bolesna historia dla narodu Żydowskiego, bo w aferę Hotelu Polskiego zamieszani byli dwaj żydowscy kolaboranci Gestapo – Leon „Lolek” Skosowski i Adam Żurawin.

Zgodnie z zabiegami dyplomatów ze Szwajcarii i USA, części Żydów z getta warszawskiego zezwolono wydać paszporty, żeby mogli wyemigrować do Ameryki Południowej. Przesłane na przełomie 1942 i 1943 roku dokumenty nie trafiły jednak do ich właścicieli, a do rąk Skosowskiego i Żurawina. Sprzedawali ukrywającym się Żydom paszporty, których cena dochodziła nawet kilkuset tysięcy złotych za sztukę. Chętnych nie brakowało. Żydzi, którym udało się zakupić paszport, zostali internowani w Hotelu Polskim przy ulicy Długiej 29 w Warszawie. Oczywiście wszystko odbywało się pod bacznym okiem Niemców, którzy pewnie także czerpali profity z tego zyskownego procederu. Wiosną 1943 r. urządzili nalot na Hotel Polski i prawie wszystkich rozstrzelano. Później to miejsce traktowano jako pułapkę warszawskiego gestapo, które w ten sposób wywabiało Żydów z kryjówek po aryjskiej stronie, by ich zamordować w obozach zagłady.

Według Żydowskiego Instytutu Historycznego spośród ponad 2500 Żydów, którzy zgłosili się na Długą, przeżyło zaledwie 260 osób. "Lolkiem" i jego zbrodniczą działalnością zajęła się Armia Krajowa. Leon Skosowski został zabity 1 listopada 1943 roku przez żołnierzy kontrwywiadu Okręgu Warszawskiego AK. Tego dnia do Gospody Warszawskiej przy Nowogrodzkiej o godzinie 17-tej wkroczyło czterech żołnierzy polskiego podziemia uzbrojonych w pistolety i granaty. Zebranym kazano podnieść ręce do góry, a Lolka Skosowskiego zastrzelił podchorąży „Janusz”. Strzelał z bliska – AK chciało mieć pewność, że zlikwidowano tego groźnego agenta Gestapo.

Takich historii, gdy Żydzi współpracowali ze swoimi oprawcami można znaleźć więcej. Parafrazując skandaliczne słowa premiera Izraela Benjamina Netanjahu wypadałoby zapytać: Czy naród żydowski współpracował z nazistami? Odpowiedź jest oczywista. Naród Żydowski był ofiarą, a nie oprawcą, choć tak jak w każdym narodzie zdarzały się czarne charaktery. To nie Polacy, ani nie Żydzi byli oprawcami i zbrodniarzami w czasie II wojny świtowej. Oba narody były ofiarami zbrodniczego niemieckiego nazizmu. Oczywiście Żydzi byli brutalniej traktowani przez Niemców, ale nie jest to w żadnym wypadku wina narodu polskiego.

Przykład Hotelu Polskiego bardzo dobitnie ukazuje sytuację, jak polska Armia Krajowa wkracza do akcji, aby bronić Żydów przed Żydami. "W związku z ustaleniem tego ohydnego zbrodniczego procederu [afera hotelu Polskiego], szef kontrwywiadu AK Okręgu Warszawa, kpt. Bolesław Kozubowski, uzyskał od płk. Chruściela, późniejszego dowódcy Powstania Warszawskiego, zgodę na natychmiastowe zlikwidowanie całej szajki bez oczekiwania na wyrok sądowy, aby ratować jak największą liczbę kandydatów na tak organizowany przez Skosowskiego wyjazd do obozów zagłady" - czytamy we wspomnieniach podporucznika AK Janusza Cywińskiego ps. "Janusz", który wykonał wyrok na Skosowskim.

Kilkadziesiąt metrów od Hotelu Polskiego jest maleńka uliczka im. Bohaterów Getta. Często widzę tam kręcące się wycieczki z Izraela. Dlaczego nie widzę takich wycieczek stojących przed Hotelem Polskim? Przecież to miejsce mogłoby być ważną dla narodu Żydowskiego lekcją historii. Pewne jest także, że taka lekcja bardzo przydałby się premierowi Izraela.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp Solarczyk do młodzieży KSM w Toruniu

2019-02-16 09:29

Ks. Paweł Borowski

15 lutego w Toruniu rozpoczęła się trzydniowa Ogólnopolska Sesja Zarządów Diecezjalnych Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży. Mszy św. inaugurującej spotkanie przewodniczył bp Marek Solarczyk, delegat KEP ds. Katolickiego stowarzyszenia Młodzieży.

Ks. Paweł Borowski

- Jesteśmy Bożymi ogrodnikami – powiedział bp Marek Solarczyk podczas Mszy św. Wezwał zebranych, by z ufnością w Boże Miłosierdzie odpowiadali "Gotów" na wezwanie Pana.

Spotkanie odbywa się w Toruniu i wpisuje się w obchody 85. rocznicy utworzenia KSM w Polsce.

Celem Ogólnopolskich Obrad Krajowej Rady jest spotkanie przedstawicieli Zarządów Diecezjalnych Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży z całej Polski, podczas którego podjęta zostaje debata o najważniejszych inicjatywach i projektach realizowanych przez nasze Stowarzyszenie. Wydarzenie to jest także doskonałą okazją do integracji środowiska młodzieży i poznania lokalnych atrakcji turystycznych. Podczas obrad odbędzie się Seminarium Środowiska Młodzieży, podczas którego referat wygłosi Minister Środowiska pan Sławomir Mazurek - podsekretarz stanu w Ministerstwie Środowiska - nt. „Budowanie środowiska młodzieżowego wokół zrównoważonego rozwoju i ochrony środowiska”.

Poza obradami w programie znajdą się min. uroczysta Msza św. dziękczynna za 85 lat istnienia i działalności KSM sprawowana przez Biskupa Toruńskiego Wiesława Śmigla w sobotę 16 lutego o godzinie 12:00 w kaplicy Wyższego Seminarium Duchownego w Toruniu, na której obecni będą również przedstawiciele władz lokalnych oraz sobotnia, wieczorna Gra Miejska w obrębie Toruńskiej Starówki.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem