Reklama

Niezłomny kapłan: Ks. dr Józef Bieńkowski (1917- 2010)

2018-08-01 14:22

Janusz Stefaniak

Archiwum

Ks. Józef Bieńkowski urodził się 19 kwietnia 1917 r. we wsi Rosochate Kościelne (diecezja łomżyńska). Rodzicami przyszłego księdza byli: Helena z Mianowskich i Hipolit. Jak każde dziecko, a miał kilkoro rodzeństwa, pomagał w gospodarstwie rolnym. Rodzina była dość zamożna, ojciec miał wiele ziemi i nie żałował pieniędzy na wykształcenie dzieci. Życie ks. Józefa było bogate w wydarzenia.

Nie omijały go też burze i dramaty. Już w dzieciństwie wiedział co to znaczy wojna. Przeżył wiele momentów, które zagrażały jego życiu. Nie ukrywał swoich trudnych wypraw do rodzinnego domu w czasie II wojny światowej. Wiązały się one z koniecznością przekraczania granicy. Wspominał też o spotkaniach z Niemcami i sowieckimi żołnierzami oraz o spotkanych po drodze ludziach. Niemal cudem udało mu się uniknąć wywózki na Sybir, gdzie trafiła jego najbliższa rodzina i gdzie zmarli jego dziadkowie.

Gimnazjum ogólnokształcące ukończył w 1938 r. w Drohiczynie nad Bugiem. Po ukończeniu Seminarium Duchownego w Lublinie w styczniu 1944 r. otrzymał święcenia kapłańskie z rąk bp. Mariana Fulmana. Był ostatnim kapłanem wyświęconym przez tegoż biskupa. Jego pierwszą placówką duszpasterską była parafia w Bełżycach. W 1950 r. ks. Józef został przeniesiony na etat prefekta w Bychawie. Jako nauczyciel religii był lubiany przez uczniów i szanowany. Tutaj jednak doświadczył boleśnie stalinowskich metod rządzenia. Miało to miejsce w 1954 r. przed samym egzaminem maturalnym. Wówczas to podczas jednej z uroczystości szkolnych uczniom nakazano zaśpiewać komunistyczną pieśń „Międzynarodówkę”. Jedna z uczennic zaintonowała, może przekornie, religijną pieśń „Pod Twoją obronę”. Po odśpiewaniu tej pieśni nastała złowroga cisza. Niezwłocznie odbyło się dochodzenie. Po wielu kłopotach uczennicy tej udało się zdać, nie bez trudności maturę. Ks. Bieńkowski stał się natomiast jako nauczyciel głównym podejrzanym, wręcz prowodyrem sprawy. W konsekwencji zgodnie z wolą władz zawieszony został w czynnościach nauczyciela religii. Nie bez trudności z czasem otrzymuje w Markuszowie etat nauczyciela religii. To smutne wydarzenie stało się dla niego swoistym egzaminem poprawności politycznej. Nie zważał jednak na czynione trudności i szykany. Od początku kroczył bowiem drogą prawdy i swego powołania. Jednocześnie dużo pracował nad sobą, dokształcając się, jak też prowadząc liczne badania naukowe. Zwieńczeniem tego wysiłku stała się obroniona w Krakowie na Uniwersytecie Jagiellońskim rozprawa doktorska. Kolejną placówką duszpasterską była parafia w Borowie. Bp lubelski Piotr Kalwa doceniając jego zmysł organizacyjny i niezłomny charakter powierzył mu tę placówkę w nadziei dokończenia budowy kościoła. Z tego zadania wywiązuje się bardzo dobrze. Wykazuje w pracy wiele zapału, energii i pomysłowości. Przebywa w tej parafii do 1957 r. W okresie tym nasilają się represje i szykany wobec Kościoła i wiernych. Punktem kulminacyjnym staje się aresztowanie we wrześniu 1953 r. Prymasa Stefana Wyszyńskiego. Jednocześnie księża zmuszani są do podpisywania różnorodnych deklaracji i wzywani na rozmowy do urzędów wyznaniowych. Klasyfikowano tam księży pod kątem ideowo-politycznym i deklarowanej postawy wobec Polski ludowej. Docelowo zamierzano całkowicie podporządkować sobie Kościół. Komuniści jednak nie zdołali przeprowadzić „rewolucji” personalnej wśród duchowieństwa. W tych niezwykle ciężkich czasach dla Kościoła i wiernych kuria biskupia w Lublinie w 1957 r. powierza ks. Bieńkowskiemu obowiązki administratora parafii Kazimierzówka.

Starania o świątynię w Świdniku (1957-1970)

Reklama

Dla ks. Bieńkowskiego rozpoczął się kolejny trzynastoletni etap pracy duszpasterskiej. Parafia w Kazimierzówce została erygowana 14 listopada 1947 r. przez ówczesnego bp. lubelskiego Stefana Wyszyńskiego. Z kolei bp Kałwa wiązał z ks. Józefem określone oczekiwania, powołania pierwszej świątyni w Świdniku. Powstanie w tym mieście dużego ośrodka robotniczego dodatkowo mobilizowało do tych działań. 1956 r. po tzw. „odwilży” pojawiły się nadzieje na realizacje budowy świątyni. Jednak wysyłane liczne delegacje wiernych do władz wojewódzkich, a nawet centralnych, nie przynosiły spodziewanych efektów. Ks. Bieńkowski nie ustawał w wysiłkach, aby wybudować kościół w Świdniku, bądź przynajmniej kaplicę. Tymczasem wielu świdniczan modliło się na Adampolu przy stojącej do dnia dzisiejszego kapliczce. Podczas majowych i czerwcowych nabożeństw wierni śpiewali pieśni religijne, a niektóre nabożeństwa odprawiał sam ks. Józef Bieńkowski. Podczas jednej z procesji, kiedy to wierni szli z krzyżem w nocy, zostali nakryci przez funkcjonariuszy SB. Doszło wówczas do wielu aresztowań i zatrzymań. Jednak mieszkańcy Świdnika nie poddawali się i organizowali następne miejsca modlitwy. Zorganizowany przez wiernych Komitet Budowy Kościoła grupował ludzi wielu profesji (lekarze, kolejarze, nauczyciele). Organizowali oni zbiórki pieniężne na Fundusz Budowy Kościoła. Niestety starania te nie przynosiły spodziewanych efektów. Również ks. Bieńkowski w licznych listach do władz państwowych wskazywał na problem braku świątyni w mieście. Sprawa ta nurtowała niemal wszystkich mieszkańców Świdnika. Zwracał się więc o jak najszybszą zgodę na budowę świątyni, bądź tylko kaplicy. Z drugiej strony nasilały się represje i szykany wobec kapłana i samych wiernych. Ks. Bieńkowski został zakwalifikowany do kategorii szczególnie „agresywnych wrogów PRL”. Materiały w lubelskiej delegaturze IPN zawierają liczne informacje (niekiedy i donosy) i oszczercze pomówienia nie tylko o ks. Bieńkowskim. Dotyczą one też wielu wiernych zaangażowanych w sprawę budowy świątyni.

W obronie wartości katolickich i patriotycznych

Ks. Józef świadomy był zagrożeń jakie niósł totalitarny system komunistyczny. Wychowanie dzieci w duchu materialistycznym trafnie odczytywał jako zamach na wartości katolickie i duchowe. W związku z tym pracę duszpasterską traktował jako służbę i obowiązek patriotyczny. Wartości te krzewił i propagował podczas kazań, lekcji religii, wizyt duszpasterskich, jak również podczas zwykłych rozmów. Wszyscy, którzy słuchali jego kazań, do dzisiaj są pod wrażeniem ujmujących słów, opartych głównie na Ewangelii. Nigdy nie mówił wprost o komunizmie jako ustroju, który niszczył Polskę. Mówił piękną polszczyzną, wykazując przy tym znajomość historii Polski i dziejów kultu maryjnego. Treści kazań kapłana były natomiast skrupulatnie analizowane przez tajnych współpracowników bezpieki. W jednym z takich donosów czytamy: „W sposób zamaskowany sieje wrogość do Polski Ludowej i nie przestrzega przepisów państwowych”. Kapłan był wielokrotnie wzywany na przesłuchania i rozmowy ostrzegawcze. Szczególnie krytykował postawę tzw. „postępowych księży” określając ich jako „odstępców” i „zdrajców”. Słusznie dostrzegał grożący problem „rozbicia Kościoła”. Głoszenie tak odważnych kazań wymagało niemałej odwagi. W kazaniu z 2 kwietnia 1961 r. ks. Bieńkowski stwierdził wręcz, że „Nikt z nas od wiary nie odstąpi. Nie pomogą knuty, ani Sybir”. Wypowiedź ta wywołała furię i wściekłość lubelskiej bezpieki. W 1960 r. w diecezji lubelskiej ukaranych zostało 62 księży, a wśród 5 najbardziej niepoprawnych i wrogich znalazł się ks. Józef Bieńkowski. Pomimo różnorodnych kar i upomnień, nie zaprzestał głosić odważnych kazań. W jednym z raportów bezpieki czytamy m.in.: „Proboszcz w Kazimierzówce, znany z negatywnej postawy wobec PRL, ostrzegany przez SB i karany administracyjnie stara się inspirować wiernych do wystąpień przeciwko władzy”.

Sprawa katolickiego wychowania dzieci i młodzieży była szczególnie ważna w pracy księdza. Jednak księża uznawani za „wrogów PRL” napotykali w swojej pracy na szczególne trudności. Nie otrzymywali żadnej pomocy ze strony państwa. Utrudnienia dotyczyły też miejsc, w których mogliby prowadzić lekcje religii. Ks. Bieńkowski był wielokrotnie karany administracyjnie za najdrobniejsze wykroczenia przepisów państwowych i wzywany na rozmowy profilaktyczne i ostrzegawcze. Od kiedy został proboszczem w Kazimierzówce był przedmiotem nieustannego zainteresowania lubelskiej bezpieki. Do jego rozpracowania przydzieleni zostali agenci i tajni współpracownicy. Przedmiotem szczególnego zainteresowania stała się nauka religii w punktach katechetycznych. W 1970 r. prezydium WRN w Lublinie zdecydowanie zażądało od bpa lubelskiego usunięcia ks. Bieńkowskiego z zajmowanego stanowiska. Pretekstem do odwołania kapłana stała się „szkodliwa działalność”, jak też „nielegalna zbiórka pieniężna” zorganizowana w punkcie katechetycznym w Świdniku.

Wieloletnie starania ks. Bieńkowskiego o pozwolenie na budowę kościoła w Świdniku zakończyły się niepowodzeniem. Czy jednak wysiłki te były daremne? Broniąc przez tyle lat katolickich i patriotycznych wartości, prowadząc katechizację dzieci i młodzieży w trudnych latach Polski komunistycznej kapłan ten zwalczał planowaną laicyzację mieszkańców Świdnika. Pomimo nieustannych szykan i represji odważnie głosił i nauczał życia zgodnego z Ewangelią i przykazaniami. Dawał wiernym czytelne i jasne wskazówki, jak przeciwstawiać się komunistom w walce z kłamstwem, złem i zniewoleniem. Było to o tyle ważne, iż Świdnik w założeniach strategicznych komunistów miał pozostać bez Boga i religii. Ks. Józef nie nosił w sercu nienawiści wobec swoich wrogów i osób, które go skrzywdziły. Nie starał się o status osoby pokrzywdzonej przez służby specjalne, ani o rozszyfrowanie kryptonimów donoszących na niego osób. Po latach, już w wolnej Polsce, kiedy otrzymał materiały z lubelskiego IPN, dotyczące jego osoby, nikogo nie oskarżył. Milczenie tego już sędziwego kapłana było wymowne.

Po opuszczeniu Kazimierzówki w 1970 r. ks. Józef pracował jako administrator w parafiach: Gołąb (1970-79), Łuszczów (1979-82) i Bystrzyca (1982-89). W 1989 r. ks. Józef Bieńkowski przeszedł na zasłużoną emeryturę. Zamieszkał w Domu Księży Emerytów w Lublinie. Dalej jednak, w miarę sił, starał się jeszcze pomagać księżom, m.in. w katedrze lubelskiej. Zmarł 19 kwietnia 2010 r. i pochowany został w rodzinnym grobowcu w Lublinie na cmentarzu przy ul. Unickiej.

Janusz Stefaniak

Wybrana bibliografia:

Archiwum parafii pw. NMP Matki Kościoła w Świdniku, Kronika Parafii

Instytut Pamięci Narodowej, Oddział w Lublinie, Teczka ks. Józefa Bieńkowskiego, sygn. 173/168

Stefaniak J., Ojcowie Kościoła w Świdniku, Lublin-Świdnik 2011

Tagi:
ludzie sylwetka

Roksana

2019-02-06 11:47

Marian Florek
Niedziela Ogólnopolska 6/2019, str. 36-37

Roksana Węgiel: – Mam taką zasadę, żeby wystąpić najlepiej jak potrafię, włożyć wszystko w swój występ, a co ma być, to będzie. Wszystkie swoje sukcesy zawdzięczam Bogu

ForumGwiazd

Roksana Węgiel jest córką Edyty i Rafała. Mieszka w podkarpackim Jaśle. Ma młodszego brata Maksymiliana. W 2018 r. wygrała polską edycję programu „The Voice Kids” i Konkurs Piosenki Eurowizji dla Dzieci w Mińsku.

Rodzinny dom

– Roksana od przedszkola chciała występować, brać udział w różnorakich przedstawieniach... Pociągała ją scena – mówi w rozmowie z „Niedzielą” mama Roksany.

– Nie traktowaliśmy tego zapału w jakiś szczególny sposób. Zawsze była ruchliwa i bardzo żywa. Kiedy miała 4,5 roku, zaprowadziłam ją na zajęcia z gimnastyki artystycznej i tam była w swoim żywiole. Dlatego nie zwracaliśmy uwagi na to, że ona coś tam sobie podśpiewuje, że ma jakiś talent w tym kierunku. Potem były taniec towarzyski, judo... A śpiew wyniknął przez przypadek. Stało się to w czasie pobytu na obozie judo w Chorwacji. W czasie zabawowego konkursu karaoke Roksana zaśpiewała piosenkę „My, Cyganie”. Pani Celina, prezes klubu, kiedy ją usłyszała, podeszła do niej i powiedziała, że ma bardzo mocny głos. Po powrocie z obozu Roksana wszystko mi opowiedziała. Poprosiłam, aby zaśpiewała tę piosenkę. Po wysłuchaniu pomyślałam, że chyba coś w tym głosie jest. Widząc moją aprobatę, Roksana poprosiła mnie, bym ją zapisała na zajęcia wokalne. Wybrałam Jasielski Dom Kultury i zajęcia u Ewy Grzebień. Było to w 2013 r., Roksanka miała wtedy skończone 8 lat i była uczennicą trzeciej klasy, ponieważ edukację rozpoczęła o rok wcześniej.

Pani Ewa, czyli artystyczne początki

Jak wspomina Ewa Grzebień, mała Roksana z mamą przyszła na konsultacje dosyć późno. Zapisy na zajęcia muzyczne w Jasielskim Domu Kultury odbywają się zawsze we wrześniu i lista chętnych była już zamknięta. Jednak po przesłuchaniu, na którym Roksana zaśpiewała piosenkę z repertuaru Majki Jeżowskiej, instruktorka zdecydowała się dokooptować ją do grupy ze względu na dobry głos i słuch. Zgodnie z nauczycielską dewizą pani Grzebień osoby, które chciałyby robić tzw. karierę estradową, powinny jak najczęściej się sprawdzać, stale nabywać doświadczenia przez liczne występy i konfrontację z innymi artystami oraz publicznością. Dlatego na zajęciach Roksana systematycznie, wszechstronnie i z poświęceniem przygotowywała się do występów, a w trakcie edukacji uczestniczyła w konkursach na różnych szczeblach, począwszy od szkolnego, a skończywszy na ogólnopolskim i międzynarodowym. Zdobywała najwyższe nagrody i liczne Grand Prix. Tak było m.in. w Pacanowie w konkursie młodych talentów „Spotkania Mistrzów Muzyki”, gdy zdobyła Grand Prix. Sukces odniosła w międzynarodowym konkursie „Piosenki naszych Ojczyzn w Unii Europejskiej”, organizowanym przez Ośrodek Kultury w Wiśniowej na Podkarpaciu. Kolejne Grand Prix padły łupem Roksany na nowohuckim Ogólnopolskim Festiwalu Dzieci i Młodzieży „Tęczowe Piosenki Jana Wojdaka” i na radomskim Ogólnopolskim Festiwalu Piosenki Majki Jeżowskiej „Rytm i Melodia”. Wygrała też Międzynarodowy Festiwal „Orfeusz w Italii” oraz bułgarski Festiwal Młodych Talentów. Szerszej publiczności dała się poznać, gdy wygrała pierwszą edycję telewizyjnego programu „The Voice Kids” w 2018 r. Efektem tego sukcesu była propozycja Telewizji Polskiej uczestnictwa w Konkursie Piosenki Eurowizji dla Dzieci w 2018 r., który – jak wiemy – wygrała.

Pan Bóg i wielki świat

Po międzynarodowym zwycięstwie pojawiły się liczne propozycje występów, koncertów, dlatego ze zrozumiałych względów kontakty Roksany z domem kultury trochę się rozluźniły. Ale ku radości pani Ewy po wakacjach Roksana wróciła na zajęcia, aby skonsultować się w sprawach głosowych, poćwiczyć, podszlifować warsztat wokalny. Chociaż wielki świat show-biznesu coraz mocniej upomina się o młodą artystkę, to rodzice nie zapominają, że Roksana ma dopiero 13 lat i nadal musi się uczyć. Nadrobienie szkolnego materiału to też spore wyzwanie, ale i tutaj z pomocą przyszła pani Ewa, która poradziła rodzicom, jak mogliby pomóc córce w pogodzeniu obowiązków szkolnych z pasją śpiewania. Mama Roksany – Edyta jest pełna uznania dla Ewy Grzebień: – Jej rola w kształtowaniu talentu wokalnego córki jest nie do przecenienia. To dzięki niej Roksana ma solidne fundamenty warsztatu muzycznego.

Na razie Roksana chce się uczyć w liceum o profilu sportowym u siebie, w Jaśle. Chce pomieszkać z rodzicami. Wielki świat, Warszawa muszą jeszcze na nią poczekać. Na pytanie, jak wytrzymuje tę falę popularności, Roksana odpowiada: – Jest to dla mnie bardzo miłe, bo lubię, jak coś się dzieje. Zapytana o atmosferę rywalizacji na konkursie dziecięcej eurowizji mówi: – Nie odczuwałam jej, ponieważ wszyscy wykonawcy bardzo się ze sobą zaprzyjaźnili. Jedynym problemem było się później rozstać. A na koniec wskazała dwa źródła swojego sukcesu: – Mam taką zasadę, żeby wystąpić najlepiej jak potrafię, włożyć wszystko w swój występ, a co ma być, to będzie. I dalej: – Wszystkie swoje sukcesy zawdzięczam Bogu. Mam coś takiego, że dostaję to, o co się modlę. I to jest cudowne. Myślę, że Bóg zaplanował każdemu człowiekowi drogę. Ja nie staram się narzucać swojej woli Panu Bogu – że proszę Cię, Panie Boże, o to i o to. Staram się modlić, wiedząc, że Bóg i tak ma wszystko zaplanowane, że i tak będzie to, co On chce. Kiedyś na Facebooku widziałam obrazek, na którym byli Bóg i mała dziewczynka trzymająca w ręce swojego ulubionego misia. Pan Bóg chce zabrać dziewczynce tego małego misia, a trzyma za plecami większego. Dziewczynka płacze, nie wie, że otrzyma od Pana Boga coś znacznie większego i cenniejszego.

Pani Ewa potwierdza uduchowioną naturę Roksany. Przecież dobrze pamięta, jak jej podopieczna w każdą sobotę przybiegała na zajęcia prosto z prób parafialnej scholi w sanktuarium św. Antoniego z Padwy, u franciszkanów. Do dziś wspomina jej udane występy na Ogólnopolskim Festiwalu Piosenki i Pieśni Religijnej „Miłosierdzie Boże wyśpiewać chcę” w Tarnowie w 2015 r. Roksana zdobyła wówczas pierwszą nagrodę, a w 2016 r. powtórzyła sukces z naddatkiem, zdobywając Grand Prix.

Jasielska wylęgarnia talentów

Tak jak z Roksany, tak i z pani Ewy Jasło jest bardzo dumne. Przecież spod jej ręki wyszedł znany polski wokalista Michał Szpak. Właśnie tam, w Jasielskim Domu Kultury, jeszcze jako dziecko zdobywał pierwsze wokalne szlify. Do pani Ewy przyprowadziła go siostra, która jest śpiewaczką operową, a która również pierwsze szlify zdobywała pod okiem pani Ewy. Przed udziałem w konkursie „X Factor” Michał przyszedł do pani Ewy, aby skonsultować wykonanie piosenki „Dziwny jest ten świat” Czesława Niemena.

Ewa Grzebień – pierwsza nauczycielka Roksany Węgiel jest absolwentką muzykologii kościelnej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Była nauczycielem muzyki w szkole. Przez osiem lat śpiewała w Strzyżowskim Chórze Kameralnym. W 1992 r. związała się z Jasielskim Domem Kultury.

Przez jasielską wylęgarnię talentów przewinęło się wiele osób, które swoje życie zawodowe związały albo z muzyką, albo z teatrem, jak wokalista Ralph Kaminski czy aktorka Teatru Dramatycznego w Warszawie Anna Gorajska. Wydaje się, że w najbliższym czasie najjaśniej zabłyśnie talent Roksany Węgiel. Rok 2019 będzie należał do niej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Uroczystości pogrzebowe śp. Jana Olszewskiego

2019-02-15 11:56

wpolityce.pl

W piątek rano do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów przywieziono trumnę z ciałem b. premiera Jana Olszewskiego. Hołd zmarłemu oddali m.in. premier Mateusz Morawiecki, marszałkowie Sejmu i Senatu Marek Kuchciński i Stanisław Karczewski oraz prezes PiS Jarosław Kaczyński.

Twitter

Żałoba narodowa po śmierci Jan Olszewskiego rozpoczęła się o północy w nocy z czwartku na piątek i potrwa do godz. 19 w sobotę.

W porannej uroczystości w KPRM poza przedstawicielami rządu, prezydenta oraz parlamentu udział wzięła też rodzina zmarłego.

Trumnę z ciałem Jan Olszewskiego do budynku kancelarii premiera wnieśli m.in. Antonii Macierewicz i Piotr Naimski. Następnie została ona przejęta przez żołnierzy i ustawiona w hallu KPRM.

Hołd zmarłemu oddali m.in.: premier Mateusz Morawiecki, szefowa kancelarii prezydenta Halina Szymańska, lider PiS Jarosław Kaczyński, marszałkowie Sejmu i Senatu Marek Kuchciński i Stanisław Karczewski, wicepremierzy Beata Szydło i Piotr Gliński, a także ministrowie.

Następnie do księgi kondolencyjnej wpisali się m.in. prezes PiS, wicepremier Gliński, szef KSRM Jacek Sasin, szef gabinetu politycznego premiera Marek Suski.

Jak wynika z harmonogramu uroczystości pogrzebowych trumna Jana Olszewskiego będzie wystawiona w hallu KPRM w piątek i hołd zmarłemu będzie można oddać między godz. 10 a 19.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 1/2 2019

Poznań: rodzina abp. Baraniaka przekaże Order Orła Białego archidiecezji

2019-02-15 21:33

ms / Poznań (KAI)

Order Orła Białego, którym pośmiertnie został uhonorowany przez prezydenta RP Andrzeja Dudę abp Antoni Baraniak, zostanie przekazany archidiecezji poznańskiej. Rodzina wyróżnionego arcybiskupa przekaże go abp. Stanisławowi Gądeckiemu.

wikipedia.org

„Na ręce metropolity poznańskiego order przekaże siostrzeniec abp. Baraniaka Zenon Łakomy, który odbierał go z rąk prezydenta Andrzeja Dudy 11 listopada ub. r. na Zamku Królewskim w Warszawie” – mówi KAI Jolanta

Hajdasz, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy, autorka filmów o abp. Baraniaku.

Uroczystość przekazania orderu będzie miała miejsce w katedrze poznańskiej 18 lutego podczas nieszporów akademickich, które poprowadzi przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski.

Antoni Baraniak przez wiele lat był osobistym sekretarzem kard. Augusta Hlonda, a w latach 1957-1977 był arcybiskupem metropolitą poznańskim.

Jako najbliższy współpracownik Prymasa Tysiąclecia bp Baraniak przez kilka lat był więźniem komunistycznej bezpieki na warszawskim Mokotowie. Był poddawany okrutnym torturom, a komuniści chcieli wymusić na nim zeznania przeciwko kard. Stefanowi Wyszyńskiemu.

W archidiecezji poznańskiej trwają przygotowania do rozpoczęcia procesu beatyfikacyjnego abp. Antoniego Baraniaka, nazywanego „Żołnierzem Niezłomnym Kościoła”. Prezydent Andrzej Duda uhonorował go Orderem Orła Białego w stulecie odzyskania przez Polskę niepodległości.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem