Reklama

Komunikat Biskupa Diecezjalnego Edwarda Dajczaka ws. tragicznego wypadku w Darłówku

2018-08-17 17:47

awil / Koszalin (KAI)

Magdalena Pijewska
Bp Edward Dajczak

Bp. Edward Dajczak, ordynariusz diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej wydał komunikat dotyczący tragicznego wypadku w Darłówku. We wtorek troje dzieci porwało morze. Rodzeństwo pochodziło z Sulmierzyc w województwie wielkopolskim.

Podajemy treść komunikatu:

Drodzy Diecezjanie!

Wiadomość o tragicznym wydarzeniu w Darłówku 14.08.2018 r., w którym troje rodzeństwa z Wielkopolski zginęło porwane przez morze, głęboko mnie poruszyła. Proszę miłosiernego Boga o wieczne zbawienie dla tragicznie zmarłych dzieci oraz o łaskę umocnienia i pokoju dla ich rodziców. Proszę wszystkich o modlitwę w ich intencji podczas niedzielnej Eucharystii. W naszych modlitwach pamiętajmy również o tych, którzy w tym roku stracili życie w tragicznych wypadkach.

Reklama

Wielkie uznanie należy się tym, którzy nieśli pomoc poszkodowanym w chwili zdarzenia i nadal to czynią na różne sposoby. Przy tej okazji zwracam się z apelem do w wszystkich wypoczywających nad wodą o przestrzeganie zasad bezpieczeństwa. Ich poszanowanie jest wyrazem naszej odpowiedzialności za siebie nawzajem i przejawem miłości bliźniego.

Trwając na modlitwie z serca wszystkim Wam błogosławię.

+ Edward Dajczak

Biskup Koszalińsko-Kołobrzeski

Tagi:
tragedia bp Edward Dajczak

Bp Dajczak: do tego zadania potrzebujemy całej armii świeckich

2018-03-14 20:00

Rozmawiała Dorota Abdelmoula / Warszawa (KAI)

W Kościele musimy przygotować całą armię świeckich, którzy będą stale rozmawiać z młodymi. To nie jest zadanie jedynie dla młodych księży. Czas dać świeckim podmiotowość duszpasterską w relacji do młodzieży - mówi bp Edward Dajczak. W rozmowie z KAI ordynariusz diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej dzieli się refleksjami opartymi o liczne e-maile, które przysyłają do niego młodzi ludzie z całej Polski.

Marek Nackowski

Bp Edward Dajczak: Piękny! Listów jest dużo, na pewno powyżej setki. Obiecałem, że przeczytam wszystkie listy, nie obiecywałem, że na każdy odpiszę, bo jest to niemożliwe, ale na niektóre z nich po prostu muszę. Wśród tych wiadomości wiele jest ogólnych refleksji o Kościele. Młodzi stawiają różne pytania, niektóre bardzo osobiste. Dzielą się swoimi doświadczeniami, bo młodzi patrzą na Kościół przez pryzmat swojego doświadczenia, tego co przeżyli - to charakterystyczne dla tego pokolenia. I jeśli to są dobre przeżycia – to ich „kręci”, jak mówią, pomaga im w wierze. Maja też tendencję do uogólniania negatywnych doświadczeń, co jest niezwykle bolesne.

Cieszę się, że oni są ogromnie szczerzy, wszystkim się dzielą. Często piszą o osobistych przeżyciach, których nie można uogólnić. Komu mogę, temu odpisuję i tak, jak im przyrzekłem: siedzę i czytam.

- Czy ta lektura pomaga Księdzu Biskupowi zrozumieć młodych?

- Bardzo! Tym bardziej, że mam wrażenie, że oni czekali na to zaproszenie. Myślałem, że będę otrzymywał listy jedynie z mojej diecezji, a one przychodzą z całej Polski! Czytam te listy, bo chcę bardziej zrozumieć młode pokolenie. A przez te konkretne doświadczenia ludzkie mogę zobaczyć, o co młodym ludziom chodzi. Bo przecież celem jest wiara tych młodych ludzi, a nie jakieś ogólniki.

- Jakimi wnioskami, płynącymi z tych listów, Ksiądz Biskup mógłby się podzielić w kontekście październikowego Synodu Biskupów?

- To jest pokolenie, któremu bardzo trudno jest nawiązywać osobiste więzi. Niby wszyscy wiemy, że oni często patrzą w smartfon, a nie w twarz drugiego człowieka, że mają kłopoty z osobistymi relacjami. Ale to przekłada się także na ich relację z Panem Bogiem! Dlatego katecheza niepogłębiona doświadczeniem sprawia, że Bóg w ich świecie staje się jedynie ideą, pojęciem. Trudno wówczas o chrześcijaństwo, bo ono jest oparte na relacji z Bogiem. Wówczas nie ma mowy o chrześcijaństwie, bo ono polega na bardzo osobistej relacji z Bogiem.
W naszej diecezji próbujemy pomóc młodym dojść do tego bardzo osobistego doświadczenia poprzez formy, które oni rozumieją i przeżywają. I jeśli to się uda, opowiadają o niesamowicie pięknych przeżyciach! Po spotkaniu z Bogiem zmieniają swoje życie, poprawiają je. Piękne!

- Młodzi piszą zapewne także o swoich oczekiwaniach i rozczarowaniach. Czy na tej podstawie możemy spróbować postawić diagnozę: czego brakuje dziś w duszpasterstwie młodzieży?

- Cały problem polega na tym, że my ciągle funkcjonujemy w przestrzeni duszpasterstwa ogólnego, dużych ogólnych spotkań. A młodzi tęsknią za małymi grupami, wspólnotami, a równocześnie w nie nie wchodzą – to jest pewien paradoks.
Widocznie trzeba zmienić trochę ofertę, albo inaczej im ją pokazać. Oni dobrze czują się we wspólnotach, w których mogą porozmawiać, są zauważani. Chcą być podmiotowi, to widać, jak na dłoni, choć nie umieją tego nazwać, to na to czekają: że ktoś ich wysłucha, zada im pytanie. Piszą do mnie np. tak: nareszcie wy, dorośli, chcecie nas posłuchać, a nie mówić o tym, co my myślimy. Oni czekają na słuchanie.

- Często, kiedy spotykam się z młodymi, pytam: czego wy oczekujecie od swojego księdza? W większości wypadków odpowiedź brzmi: żeby miał dla nas czas.

- W jaki sposób korzysta Ksiądz Biskup z tego, czym dzielą się młodzi?

- Staram się przekładać to o czym piszą, na pracę w naszej diecezji. Tym bardziej, że przeżywamy teraz synod diecezjalny. Myślę, że to doświadczenie przyda się też, kiedy pojawią się wnioski z październikowego Synodu Biskupów nt. Młodzieży i trzeba je będzie przełożyć na konkrety.

- W Kościele musimy też przygotować całą armię świeckich, którzy będą stale rozmawiać z młodymi. To nie jest zadanie jedynie dla młodych księży. Teraz, kiedy powołań jest mniej – to jest nie do zrealizowania. Jana Pawła II przygotował w młodości świecki człowiek. Czas dać świeckim podmiotowość duszpasterską w relacji do młodzieży. Wielu z nich ma piękne charyzmaty, lepiej z nich korzysta, niż niejeden człowiek w sutannie. Ale to muszą być uformowani i przygotowani ludzie. I do tego trzeba stworzyć w diecezji odpowiednie warunki.

- Jak w takim razie nie zmarnować szansy, jaką daje październikowy Synod Biskupów o młodzieży?

- Najlepiej nie kończyć na ogólnikach, ale podejmować konkretne decyzje. Do tego trzeba być odważnym. Nie można się bać podejmować kroków, których nikt dotąd nie podejmował.

- To jakie kroki podejmowane są w diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej?

- Np. od lat proponujemy młodym spotkania formacyjne, w których uczestniczymy razem z nimi. One mają charakter typowo modlitewny. Mówimy młodemu człowiekowi: przyprowadzam cię do Jezusa, ale Ty musisz chcieć się z nim spotkać. To po tych spotkaniach młodzi najbardziej dzielą się odkryciem Jezusa. Ale to trzeba dostosowywać do potrzeb diecezji, które przecież są różne.
Myślę, że mamy odwagę szukania i proponowania młodym ludziom różnych form, bo oni giną w tym zamknięciu smartfonowym. Ostatnio jedna z matek opowiadała mi podczas konsultacji w grupie synodalnej, że kiedy powiedziała synowi, by spotkał się z kolegami, ten jej odpowiedział: właśnie się spotkaliśmy. Jak? Kiedy? W internecie. Oni nawet nie wychodzą z domu! A potem mówimy, że mają kłopot z bezpośrednią komunikacją. Ktoś musi im pomóc, to nie dotyczy tylko Kościoła, ale musimy podjąć się tego, co mamy do zrobienia. Do tego potrzeba armii ludzi.

- Dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Przejmujące słowa matki Stefana W.: Bardzo przepraszam za moje dziecko

2019-01-21 12:26

wpolityce.pl/PAP

Prezydent.pl

Tyle osób skrzywdził, prezydenta, jego rodzinę, nas, a ja nadal jestem matką; to najtrudniejsze uczucie, jakie można sobie wyobrazić - podkreśliła w wywiadzie dla „Dużego Formatu” Jolanta, matka Stefana W., który zabił prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Bardzo przepraszam za moje dziecko - powiedziała.

Pytana, w jaki sposób dowiedziała się o tym, co zrobił syn, kobieta odparła:

Jeden z moich synów do mnie zadzwonił: „Mamo, Stefan dźgnął nożem prezydenta Adamowicza i teraz go reanimują”. A syn dowiedział się od kolegi, który oglądał relację z Orkiestry i zatelefonował, by mu powiedzieć. Włączyłam telewizor, już wszyscy o tym mówili, prezydent był właśnie przewożony do szpitala. Zaczęłam płakać, mąż również, mówiliśmy do siebie: „To niemożliwe”

— czytamy w wywiadzie.

Matka Stefana W. przyznała, że znała tragicznie zmarłego prezydenta Gdańska.

Pracuję w placówce oświatowej, pan prezydent był u nas kiedyś na rocznicy. Ciepły, dobry człowiek. Nieraz widywałam go na ulicy, w centrum miasta, pewnie szedł do pracy. Mówiliśmy sobie dzień dobry. Gdy pan prezydent był operowany, cały czas myślałam, że z tego wyjdzie. Następnego dnia, w poniedziałek, składałam na policji zeznania i byłam pewna, że okaże się, że już wszystko dobrze

— dodała.

Na pytanie, czego oczekiwała od policji, gdy ostrzegała przed synem, pani Jolanta podkreśliła, że jej zdaniem „nie powinien wychodzić albo ktoś powinien go obserwować”.

Ale usłyszałam, że nie ma podstaw, że zgłoszą tylko swoje wątpliwości zakładowi karnemu. Nikt się ze mną później nie kontaktował

— podkreśliła.

Skończyłam resocjalizację, rozumiałam, co się dzieje, ale skoro mój syn został wypuszczony, nie wińcie mnie, proszę, ani moich dzieci. Co mieliśmy zrobić?

— dodała.

W wywiadzie padło też pytanie, jak myśli o synu.

To jest najtrudniejsze. Jako matka wciąż go kocham. Tylko rozpaczam, że zrobił coś strasznego. Tyle osób skrzywdził, prezydenta, jego rodzinę, nas… A ja nadal jestem matką

— mówiła pani Jolanta.

To najtrudniejsze uczucie, jakie można sobie wyobrazić. Urodziłam syna, który zabił człowieka, i muszę z tym żyć. Ale nigdy się go nie wyrzeknę. Będę z tym cierpieniem już do końca życia, choć syna straciłam na zawsze. Na wolności najpewniej już go nie zobaczę

— dodała.

Po zamachu na prezydenta w nocy wpadła policja, z bronią w ręku, zabrali synów na przesłuchanie

— relacjonowała w wywiadzie matka Stefana W.

Niech nas ktoś zrozumie, on skrzywdził także nas. Tak bardzo bym chciała prosić żonę, dzieci, rodziców oraz brata pana prezydenta o wybaczenie, ale wiem, że proszę o dużo i być może będę musiała na to długo poczekać. Dlatego chciałam tego jedynego wywiadu – żeby dotarły do nich moje słowa: bardzo państwa przepraszam. Bardzo przepraszam za moje dziecko

— zaznaczyła pani Jolanta.

Jak mówiła, impulsem do tego, by pójść na policję, było ostatnie widzenie z synem.

W trakcie ostatniego, listopadowego widzenia znów mówił, że wydarzyła mu się krzywda. Zdrowie mi zniszczyli, powtarzał, i że zrobi coś spektakularnego. Wystraszyłam się. Niektórzy z rodziny nie chcieli go już odwiedzać

— powiedziała.

Przyznała jednocześnie, że „miała taką myśl”, żeby iść „w poniedziałek i wziąć udział w wiecu poświęconym jego pamięci albo w środę postawić znicz na placu Solidarności, ale nie miałam siły”.

Te tłumy ludzi… Nie byłam w stanie zrównać się z tą tragedią. O udziale w pogrzebie nie miałam odwagi nawet pomyśleć

— czytamy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 1/2 2019

Prezydent Panamy: wizyta Papieża radością i okazją do dumy

2019-01-21 18:18

vaticannews / Panama (KAI)

To dla nas wielka radość gościć Papieża na naszej ziemi. Jesteśmy dumni, że wybrał ten mały, szlachetny i pracowity naród, aby powierzyć mu tak wielką odpowiedzialność – to słowa prezydenta Panamy w przededniu przybycia do tego kraju Ojca Świętego z okazji Światowych Dni Młodzieży.

Mazur/episkopat.pl

Juan Carlos Varela Rodríguez w wywiadzie dla Radia Watykańskiego podkreślił, że przyjęcie Papieża, pierwszego Następcę św. Piotra z Ameryki Łacińskiej, nie z wizytą duszpasterską skierowaną do jednego narodu, ale aby zgromadzić w jednym miejscu tysiące młodych z całego świata, jest wielkim błogosławieństwem dla tego maleńkiego kraju. „To wydarzenie – dodał – wpisuje się w powołanie Panamy do bycia pomostem i mediatorem, miejscem spotkania”.

Prezydent tego środkowoamerykańskiego kraju przyznał, że organizacja ŚDM była bez wątpienia dla niego wielkim wyzwaniem, ale także możliwością, aby ukazać swoje zdolności i zademonstrować światu, że dzięki zaangażowaniu, pracy i jedności można przygotować wielkie przedsięwzięcie.

Juan Carlos Varela Rodríguez zapewnił, że wszystko jest gotowe, aby jak najlepiej przyjąć wszystkich pielgrzymów i turystów. „Jestem dumny – dodał – że mój kraj przez kilka dni będzie sercem świata, z którego popłynie przesłanie Papieża do wszystkich”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem