Reklama

Ludźmierz: Pasterka z Prymasem

2018-08-17 22:26

Maria Fortuna-Sudor

Maria Fortuna- Sudor
- W Matki Boskiej Zielnej cudne imieniny bukietem ziół polnych z wami się dzielimy - mówiła przedstawicielka parafii, witając Prymasa Polski na Pasterce Maryjnej

– Przybywam do was, siostry i bracia, abyśmy razem, słuchając Bożego słowa, przeżywając Eucharystię, potrafili na nowo zaczerpnąć u źródeł wiary, bo każda Eucharystia jest tym niewyczerpanym źródłem, z którego czerpiemy. A do źródła prowadzi nas Ona – niepokalana Matka naszego Pana Jezusa Chrystusa, Matka Kościoła nasza Matka, Pani Ludźmierska, Gaździna Podhala, jak ją nazywał św. Jan Paweł II – mówił prymas polski abp Wojciech Polak do zebranych na Pasterce Maryjnej, sprawowanej przy ołtarzu polowym sanktuarium Matki Bożej Ludźmierskiej.

Uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny w Ludźmierzu rozpoczynają się w wigilię święta Matki Bożej Zielnej, a na pasterkę przybywają czciciele Gaździny Podhala nieraz z odległych stron. W ramach tegorocznego odpustu świętowano 100 - lecie odzyskania niepodległości ojczyzny, a także 55. rocznicę ukoronowania Pani Ludźmierskiej. Przed rozpoczęciem nabożeństwa nastąpiło uroczyste posadzenie Prymasowskiego Dębu Niepodległości w Maryjnym Ogrodzie Różańcowym. Nawiązując do tego wydarzenia, proboszcz parafii, ks. Jerzy Filek zauważył: - W ten sposób Księże Prymasie, potwierdziłeś, że Kościół polski reprezentowany tutaj przez twoją osobę dalej będzie trwał przy narodzie polskim. Wciąż będzie bronił jego chrześcijańskich korzeni. I dodawał: - Chcemy dziś wyśpiewać Magnificat za wielkie rzeczy, które Pan uczynił dla naszej Ojczyzny, dla każdego z nas. Zwracał też uwagę na świętujących srebrny jubileusz kapłaństwa księży zebranych wokół ołtarza i polecał jubilatów modlitwie przybyłych na nabożeństwo.

W homilii abp Wojciech Polak n.in. przypomniał za papieżem Franciszkiem, że wniebowzięcie Matki Bożej jest tajemnicą, która dotyczy przyszłości każdego z nas. I nauczał: – Wniebowzięcie Maryi jest jak drogowskaz, który ukazuje wszystkim cel i sens naszej ziemskiej wędrówki. Wniebowzięcie Maryi uczy nas patrzeć ku górze, bo chrześcijanin, jak przypomniał tutaj przed laty kard. Karol Wojtyła, to właśnie człowiek, który patrzy ku górze. Przekonywał też, że wniebowzięcie Maryi przede wszystkim zapowiada nowe niebo i nową ziemię. Na zakończenie nocnego nabożeństwa Prymas poświęcił przyniesione przez kobiety zioła i kwiaty.

Reklama

Zobacz zdjęcia: Ludźmierz: Pasterka z Prymasem

Tagi:
prymas Polski pasterka maryjna Ludźmierz

Reklama

Prymas Polski z Panamy: dziękujemy Ojcu Świętemu! Do zobaczenia w Portugalii!

2019-01-27 19:37

bgk / Gniezno (KAI)

„Dziękujemy Ojcu Świętemu Franciszkowi za wspaniałe spotkanie tutaj, w Panamie. Do zobaczenia w Polsce i do zobaczenia w Portugalii!” – mówi Prymas Polski abp Wojciech Polak w krótkim filmiku nagranym bezpośrednio po zakończeniu Mszy św. posłania i opublikowanym w mediach społecznościowych archidiecezji gnieźnieńskiej.

B. Kruszyk/archidiecezja.pl

„Teraz jesteśmy powołani do realizowania naszego powołania i teraz jesteśmy wszyscy zaproszeni do Portugalii na kolejne Światowe Dni Młodzieży. Bądźmy razem, niech to będzie dla nas kolejne święto wiary” – mówi w nagraniu abp Wojciech Polak.

Prymas Polski towarzyszył młodym w Panamie od samego początku, czyli od rozpoczęcia dni w diecezjach. Wspólnie z młodymi spędził je w diecezji Chitré, mieszkając, jak oni, u jednej z miejscowych rodzin i wspólnie z pielgrzymami biorąc udział z przygotowanym przez gospodarzy programie.

W czasie wydarzeń centralnych w Panama City, razem z pozostałymi biskupami z Polski głosił katechezy, zachęcając w nich młodych, by byli cierpliwi w odkrywaniu swojego powołania i konsekwentni w jego późniejszej realizacji. Do powołania bowiem – jak tłumaczył – trzeba dorastać, dojrzewać i droga ta wymaga czasu i cierpliwości. Nic nie dzieje się w jednym momencie, w jednej chwili. W jednej chwili można się zapalić, można doświadczyć czegoś pięknego, czegoś wspaniałego, ale musi to być kontynuowane w codzienności.

Metropolita gnieźnieński przewodniczył też Mszy św. celebrowanej na rozpoczęcie polskiego świętowania przy centrum handlowym Albrook Mall, a później razem z młodzieżą bawił się na koncercie z udziałem muzyków z Polski. Wspólnie z bp. Markiem Solarczykiem i zespołem „Siewcy Lednicy” zaśpiewał też ze sceny pieśń „Abba Ojcze”, zapraszając w ten sposób młodych na spotkanie, które odbędzie się 1 czerwca pod Bramą Rybą, i które już dziś nazywane jest polską Panamą.

Pytany, które ze słów papieża Franciszka zapamiętał w szczególności przyznaje, że każde z przemówień miało swoje przesłanie i wyjątkowy „ciężar gatunkowy”. Papież mówił językiem młodych o tym, co bezpośrednio dotyka ich życia, co jest ich codziennym doświadczeniem. Wybrzmiało to szczególnie w czasie nocy czuwania i podczas homilii Mszy św. posłania, w której z mocą tłumaczył młodym, że nie są przeszłością, nie tkwią w międzyczasie, ale są „Bożym teraz”.

„Z wcześniejszych przemówień, zwłaszcza z ceremonii otwarcia ŚDM, utkwiły mi w pamięci słowa o tym, że jesteśmy jednością w różnorodności, że trzeba budować mosty, a nie wznosić mury i jeszcze zachęta, by tworzyć kulturę spotkania i wzrastać w miłości Chrystusa, miłości, która – jak pięknie ujął to Ojciec Święty – nie pyszni się i nie przytłacza, nie marginalizuje i nie ucisza, nie upokarza i nie zniewala, ale jest miłością codzienną, dyskretną, która leczy, uwzniośla i więcej wie o powstaniach niż o upadkach” – przyznał abp Polak.

W najbliższych dniach pielgrzymi z Gniezna wrócą do Polski i do swoich domów. Tak, jak abp. Wojciech Polak młodzi już dziś zapowiedzieli, że w Lizbonie ich nie zabraknie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kamil Bednarek: Lubię dawać siebie

2019-02-18 02:13

Agnieszka Bugała

Sukces może zmienić ludzkie serce i przyjaciół wokół – ale on sobie z tym poradził. Jest niekwestionowaną gwiazdą polskiej sceny muzyki reggae. Pisze, komponuje, wciąż się uczy. I ścisza głos, gdy mówi o domu, o przyjaźni, miłości i… o babci.

Paweł Bugała
Kamil Bednarek z dziennikarką Niedzieli Agnieszką Bugałą

Z Kamilem Bednarkiem rozmawia Agnieszka Bugała

Agnieszka Bugała: Kamil, już niebawem, bo 1 lutego premiera płyty „MTV Unplugged”. Dołączyłeś do listy niewielu artystów, którzy dostali szansę nagrania swoich utworów w aranżacjach akustycznych.

Kamil Bednarek: To było dla mnie i zespołu muzyczne wyzwanie i wyróżnienie, bo rzeczywiście, nie każdy dostaje propozycję realizacji takiego projektu. Zmobilizowaliśmy się, włożyliśmy mnóstwo pracy – odbyło się aż 40 prób, by wszystko brzmiało dobrze – i ten wysiłek się opłacał. Dzięki temu byliśmy przygotowani, choć nie ukrywam, że nigdy jeszcze nie czułem tak ogromnego stresu przed koncertem. Dzięki temu, jeśli chodzi o tremę przed koncertem, znów przesunęła mi się granica strachu. Mimo tego, że gram już od 10 lat, to zdarzało się, że stres się pojawiał. Teraz jestem spokojniejszy, raczej wyciszony, pewny siebie – jeśli chodzi o strach przed reakcją stresową. Udział w tym projekcie bardzo nas, jako zespół, rozwinął, podniósł poziom naszego grania.

Zawsze marzyłeś, by zagrać z orkiestrą…

Tak, a muzyczna oprawa tego projektu mnie zachwyciła. Mieliśmy kwartet smyczkowy, chórki – niezwykła przygoda. I byli też goście. W projekcie wziął udział Igor Herbut, Kuba Badach, Karolina Artymowicz, w sumie, z nami, aż 15 osób na scenie. Aranże są świeże – muzyka znana z radia brzmi w tej oprawie zupełnie inaczej. Zagrałem też na saksofonie.

A perkusja i gitara? Bo to Twoje muzyczne wyzwania instrumentalne…

Tak, perkusję też odpaliłem! Wcześniej nie grałem na niej śpiewając jednocześnie, dlatego stres sięgał zenitu, ale udało się, więc satysfakcja jest ogromna. Nie mogę się doczekać, kiedy będę mógł to zobaczyć. Scena była piękna, piękne wizualizacje – pierwszy raz kręcono ten unplugged techniką filmową, więc przetarliśmy szlaki, jeśli chodzi o sposób nagrywania koncertu.

Gratulacje, czekam!

Dziękuję, zatem czekamy razem!

A teraz trochę cofniemy się w czasie, dobrze? Podobno w chwili, gdy w finale „Mam Talent” zająłeś drugie miejsce i zaczął się w Polsce szał na Bednarka, to sołtys Lipek, Twojej rodzinnej miejscowości, pan Władysław Świerczek martwił się, że Warszawa Cię zepsuje. Zepsuła?

Pozdrawiam, Panie Zdzichu!!! Nie, wiesz, ja zostałem w rodzinnych stronach – to jedna sprawa. Druga, że to chyba nie miasto może zepsuć, ale my sami, gdziekolwiek byśmy byli, jeśli nie wyznaczymy sobie granic i celu. Sława na pewno ma to do siebie, że może zniszczyć, zwłaszcza wnętrze człowieka. Trzeba zachować trzeźwe myślenie i dystans do tego, co się robi – nawet, jeśli to jest spełnienie marzeń. Nic nie trwa wiecznie, sława i sukces mogą się szybko skończyć. Pytanie, co wtedy? Dla mnie zawsze najważniejsi byli ludzie i starałem się okazywać im szacunek. Wiem, że dobro wraca. Staram się też, aby to, co robię było zgodne ze mną, żebym nie musiał się wstydzić. Najgorszy był dla mnie ten moment, gdy nagle, niemal z dnia na dzień, z osoby anonimowej stałem się rozpoznawalny. Zakupy zaczęły być problemem, przestałem chodzić do klubów – to, co się wydarzyło postawiło przede mną konieczność ułożenia świata wokół siebie od nowa. Zabrałem się do roboty.

Miałeś 19 lat, świat legł Ci u stóp…

Dostałem lekcję. Nabieranie dystansu do siebie, w nowych okolicznościach, pozwoliło mi skorygować wiele własnych wad, na które wcześniej nie zwracałem uwagi. Musiałem też nauczyć się słuchać ludzi – i uznać, że nie zawsze to, co o mnie mówią, albo czego chcą jest prawdą i jest dobre. Spotkałem ludzi, którzy chcieli wykorzystać przyjaźń, wizerunek, czasem nawet podpiąć się pod sukces, uśpić czujność, a potem po prostu wyciągnąć z tego korzyści dla siebie. Ale myślę, że tak jest nie tylko w branży muzycznej. Czy się zepsułem? Nie czuję, aby ten czas, który minął i zdobyte doświadczenia jakoś szczególnie mnie zmieniły. Wciąż lubię ludzi, choć może mam większy dystans, szanuję ich i robię swoje.

Pracujesz intensywnie od dekady – nowe płyty pojawiają się systematycznie i za każdym razem są sukcesem. Wielu Twoich rówieśników, po takim sukcesie, mogłoby powiedzieć: Pass, teraz odcinam kupony.

Staram się wciąż rozwijać, ale rzeczywiście, pracuję bardzo intensywnie. Doświadczyłem też momentów braku inspiracji, takiej suszy, w której nic nie rośnie. Wciąż uczę się balansu – bo gdy coś robię, to angażuję się cały i to mnie spala. Po koncercie zazwyczaj przez godzinę piszę autografy, każdy z fanów chce, aby traktować go szczególnie, wyjątkowo. Staram się. Lubię oddawać siebie, przecież to dla nich i dzięki nim gram.

A jak odpoczywasz?

Uwielbiam naturę, stare samochody – to mnie relaksuje i w taki sposób odpoczywam, dlatego często przesiaduję ze znajomymi w garażu i coś dłubię. Odpoczywam też w studiu.

No właśnie, bo masz już swoje studio nagrań i utwory do albumu „Talizman” nagrałeś już u siebie?

W części, wokale były nagrane u mnie, instrumenty wtedy jeszcze nie. Ale teraz udało się wreszcie zebrać te instrumenty, których potrzebuję i mogę zamykać się do pracy w miejscu, w którym dobrze się czuję. Sąsiedzi też chyba nie narzekają, bo staraliśmy się wszystko dobrze wyciszyć. Lubię pracować w nocy, wtedy lepiej słyszę, zmysły się odpalają, człowiek się wycisza i może usłyszeć coś, co przychodzi.

A jak powstają piosenki Kamila Bednarka? Bo są dwie ścieżki tego, co robisz: muzyka i tekst. Zachwyt muzyką mamy już omówiony, więc przejdźmy do tekstów piosenek. To, co piszesz, to nie jest tekściarstwo, wiele sformułowań w Twoich piosenkach to poetyckie obrazy i wersy. Ja mam kilka ulubionych, np. gdy piszesz o „brudnym sercu na loopach”…

Przecież to są proste teksty…

Poezja jest prosta, co nie znaczy, że łatwo przychodzi. Czy wiesz, jakie jest najczęściej pojawiające się słowo w Twoich piosenkach?

Oddycham?

Tak, właśnie to! Piszesz i śpiewasz: Oddycham - sobą, tobą, powietrzem, życiem…

Był taki okres, że wszystkim oddychałem. Albo może odetchnąłem, po wielu zawirowaniach, i mogłem zacząć świadomie oddychać i cieszyć się wszystkim, co robię. Teraz jestem niezależny – dzięki temu, że mam już swoją wytwórnię – zasypiam spokojnie, nie jestem ograniczany w tym, co chcę przekazywać moją muzyką.

Zrobiłeś kiedyś zdjęcie i podpisałeś je: Trzy kobiety mojego życia. Pamiętasz?

Tak! To była mama, siostra i babcia.

A to prawda, że pierwszą płytę nagraliście dla babci? Ty i Twoje rodzeństwo?

Byliśmy dzieciakami, podpiąłem klawisze do komputera i nagraliśmy piosenki, które babcia bardzo lubiła. To były stare piosenki, śpiewaliśmy je dla niej jako maluchy. Stawaliśmy w rzędzie i były przepychanki: Nie ty, teraz ja śpiewam! Każdy miał swój kawałek, a ona słuchała. Wiesz, jak słucha ktoś, kto kocha bezgranicznie? No to właśnie tak.

Co było na tej płycie?

O, na przykład: „Ładne oczy masz, komu je dasz”! (Kamil śpiewa)

Piękna historia… Kim jest babcia dla Kamila Bednarka?

Wiesz, babcia jest dla mnie drugą mamą. Mieszka w Bychawie, pod Lublinem, to mama mojej mamy. Wszystkie wakacje, ferie i czas wolny spędzaliśmy u niej, dawała nam dużo miłości, dużo ciepła. Czułem się tam, jak w domu. Często było tak, że nie chcieliśmy wracać do domu, bo u babci najlepiej! Szarlotki, pyszne jedzonko, które robiła dla nas… W domu też było dużo miłości, ale wiadomo, u babci najlepiej. W ciągu roku mam mało czasu, aby tam jeździć tak często, jakbym chciał, ale w styczniu mam trochę wolnego, więc na pewno ją odwiedzę. Z jej domem, z tym miejscem wiąże się mnóstwo miłych wspomnień. Tam zawsze spadało dużo śniegu i my, ubrani w jakieś kożuszki, zjeżdżaliśmy na dużych workach z górki…

A wiesz, że mówisz pięknie?

Rodzina to jest bezgraniczna miłość. Tego nie da się kupić. Niezależnie od tego, jak potoczy się los – czy będziesz świętować sukces, czy poniesiesz wielką porażkę – wiesz, że to jest szczere, że tam jest prawda. Kochają cię takim, jakim jesteś, a gdy ci coś nie wychodzi, to wspierają, bo wiedzą jak do ciebie dotrzeć, mają klucz. Ale rodzina to nie tylko więzy krwi. Mam trójkę przyjaciół, nie jesteśmy spokrewnieni, ale są dla mnie jak rodzina, bo zachowują się jak rodzina. Zawsze mogę liczyć na ich wsparcie,

Czyli taka wizja: Za pół wieku Kamil Bednarek, siwe dredy, domek w lesie, mnóstwo wnuków wokół pasuje Ci?

O tak, oby, życz mi tego! Jeszcze jakieś studyjko, żebym mógł trochę pograć. I najlepiej, żeby mówili: Dziadek, zagraj coś!

Ale to ładne marzenie…

Oby się spełniło!

A chodzisz jeszcze na lekcje śpiewu?

Tak, poprawiam emisję głosu.

A jest Ci to w ogóle potrzebne?

Gdyby nie było, to pewnie nie musiałbym już śpiewać nic nowego, to by znaczyło, że jakoś się wyczerpałem, a ja mam jeszcze dużo takich marzeń muzycznych, których mój obecny głos nie jest w stanie odmalować. Wyobrażam sobie jak może brzmieć mój głos i chcę to osiągnąć. Schowałem do szuflady kilka takich rzeczy, których na tym etapie nie jestem w stanie zaśpiewać. Ale spokojnie, nie zrażam się tym odkryciem. Z głosem jest jak z mięśniem – trzeba ćwiczyć, szlifować i rozwijać. Im więcej ćwiczysz, tym więcej możesz z siebie dać. Wiem, że miałem dużo szczęścia w mojej muzycznej przygodzie, ale jeszcze długa droga przede mną, zanim powiem sobie, że zrobiłem już wszystko, co zamierzałem. Teraz powinienem wykorzystać całą moją energię na poznawanie ludzi, na poznawanie nowych gatunków muzycznych, a potem transponowanie tych odkryć do mojej muzyki. Tak będzie z następną płytą – trochę więcej opowiem o świecie.

Już masz komplet utworów?

Mam komplet i nadwyżkę na dwie płyty, ale wciąż coś dopisuję. Pisząc kawałek wychodzę ze studia z jakimś zarysem piosenki – jest linia, ale gdy zamknę oczy widzę coś jeszcze, ten proces trwa. Często zdarza się też tak, że piosenki przychodzą w czasie spotkań z przyjaciółmi. „Chwile jak te” powstały w czasie wieczoru kawalerskiego mojego szwagra: wziąłem gitarę do ręki, zobaczyłem ludzi, których dawno nie widziałem, a bardzo ich lubię – i zabrzmiało, że to są „takie chwile, jak te”. Tworzenie piosenek nie zawsze wymaga kompletnej ciszy, izolacji, czasem czujesz radość i wyrzucasz ją z siebie – i masz piosenkę.

Śpiewałeś w projekcie „Polskie Betlejem”, wcześniej wziąłeś udział w poznańskim koncercie z okazji rocznicy wybuchu Powstania Wielkopolskiego…

I jeszcze 11 listopada, na Stadionie Narodowym z okazji 100- lecia odzyskania przez Polskę niepodległości. Cieszyłem się, że mnie zaproszono. Nastrój, emocje, które się wyzwalały – to było prawdziwe święto.

I masz orła na piersi…

Zawsze jest. Jestem patriotą – nie fanatycznym – ale jestem dumny, z naszej historii, z naszych przodków, z tego co zrobili dla Polski, ale też dla świata. Nie odpuściliśmy nigdy i za to jestem im wdzięczny. Mamy potencjał wojowników, dlatego, gdy nie mamy z kim walczyć na zewnątrz, często zaczynamy walczyć ze sobą.

Podobała mi się ta rozmowa…

Ja też Ci za nią bardzo dziękuję…

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kard. Müller krytykuje doradców papieża

2019-02-18 20:49

pb (KAI/thetablet.co.uk) / Watykan

Były prefekt Kongregacji Nauki Wiary kard. Gerhard Müller powiedział, że choć sam papież Franciszek jest „ortodoksyjnym katolikiem”, to otoczony jest pochlebcami. Zdaniem niemieckiego purpurata, w doradzającej papieżowi Radzie Kardynałów dominują pomysły menedżerskie.

Monika Książek/Niedziela

Na łamach niemieckiego magazynu „Der Spiegel” z 16 lutego hierarcha podkreślił, że „obowiązkiem papieża jest jednoczenie Kościoła w prawdzie”. Tymczasem Franciszek jest otoczony ludźmi, którzy niewiele rozumieją z teologii i ze społecznego nauczania Kościoła, a ponadto „chlubią się tym, że są postępowcami wbrew reszcie Kościoła”.

Kardynał sprzeciwił się pojmowaniu relacji papieża do Kościoła na wzór relacji generała jezuitów do prowincjałów jezuitów. - Rządzenie całym Kościołem według reguł jezuickich jest po prostu nie do przyjęcia - ocenił były prefekt Kongregacji Nauki Wiary.

Pytany o wykorzystywanie seksualne małoletnich przez duchownych, kard. Müller zaznaczył, że są miliony takich przypadków poza Kościołem, dlatego nie ma żadnego dowodu na to, że mają cokolwiek wspólnego z klerykalizmem. Korzeniem problemu jest, według niego, „zdeprawowany charakter sprawcy” i nie ma to żadnego związku z jego posługą.

Powtórzył też swe przekonanie o związku między wykorzystywaniem seksualnym i homoseksualizmem. Powołał się na statystyki Kongregacji Nauki Wiary, z których wynika, że ponad 80 proc. ofiar to osoby płci męskiej poniżej 18. roku życia. - Niestety, te statystyki nie odegrają roli podczas zbliżającego się watykańskiego szczytu w sprawie wykorzystywania seksualnego. Punkt widzenia Kościoła jest całkiem jasny: kto nie umie siebie kontrolować, nie kwalifikuje się do kapłaństwa. Co więcej, moim zdaniem nikt nie rodzi się homoseksualistą. Rodzimy się mężczyzną lub kobietą - podkreślił duchowny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem