Reklama

Przed 40 laty wybrano Jana Pawła I - "uśmiechniętego papieża"

2018-08-21 14:58

Paweł Bieliński (KAI) / Watykan

wikipedia.org

Przed 40 laty - 26 sierpnia 1978 r. wybrano na papieża patriarchę Wenecji kard. Albino Lucianiego. Zmarł po 33 dniach zasiadania na Stolicy Piotrowej. Od razu po swym wyborze Jan Paweł I zdobył sympatię świata. Z przekrzywioną białą piuską na głowie i uśmiechem dziecka "bezradnie" rozkładał ręce w loggii Bazyliki św. Piotra, jakby chciał powiedzieć: "Zobaczcie, co mi zrobili". Włosi poufale nazywali go Gianpaolo. W listopadzie 2017 r. papież Franciszek ogłosił dekret o heroiczności jego cnót i tym samym do beatyfikacji „papieża uśmiechu” konieczne jest już tylko stwierdzenie autentyczności cudu za jego przyczyną.

Jako pierwszy w historii papież przyjął dwa imiona. Wytłumaczył się z tego nazajutrz po wyborze, w pierwszym przemówieniu do tłumów zgromadzonych na Placu św. Piotra: "Pomyślałem sobie: Papież Jan osobiście udzielił mi sakry biskupiej w tej tu bazylice św. Piotra. Następnie, choć niegodny, objąłem po nim katedrę św. Marka w Wenecji, w tej Wenecji, która jeszcze teraz pełna jest Papieża Jana. Wspominają go gondolierzy i zakonnice, wszyscy. Ale papież Paweł nie tylko kreował mnie kardynałem, ale na kilka miesięcy przedtem, na kładkach, na zalanym wodą placu św. Marka sprawił, że cały zaczerwieniłem się wobec 20 tysięcy ludzi, ponieważ zdjął stułę i nałożył ją na moje ramiona. Jeszcze nigdy się tak nie zaczerwieniłem! Z drugiej strony Papież ten przez 15 lat swego pontyfikatu nie tylko mnie, ale całemu światu pokazał jak kochać, jak służyć, jak pracować i cierpieć dla Kościoła Chrystusowego. Dlatego powiedziałem sobie: będę się nazywał Jan Paweł. Nie mam mądrości serca Papieża Jana, ani przygotowania i kultury Papieża Pawła, ale jestem na ich miejscu, muszę więc starać się służyć Kościołowi. Ufam, że będziecie mnie wspierać swoimi modlitwami".

Słowa te, przerywane burzliwymi oklaskami, bp Władysław Rubin, ówczesny sekretarz generalny Synodu Biskupów, nazwał "uczciwym przyznaniem się do swoich możliwości" i "świadectwem ogromnej pokory".

Przemówienie Jana Pawła I uderzało prostotą. Papieże zwyczajowo przemawiali używając w stosunku do siebie liczby mnogiej "my". Papa Luciani natomiast mówił jak ojciec do swych dzieci. Skądinąd po raz pierwszy od 75 lat - gdy katedrę św. Piotra objął św. Pius X, skądinąd także przybyły z Wenecji - papieżem został doświadczony duszpasterz. Luciani bowiem nigdy nie pracował ani w Kurii Rzymskiej, ani w papieskiej dyplomacji. Mówiono wręcz, że do Rzymu jeździł tak rzadko, jak to było możliwe... Obcy mu był kurialny savoir-vivre.

Reklama

Biskup katecheta

Albino Luciano przyszedł na świat 17 października 1912 r. w Forno di Canale - górskiej wiosce położonej w Dolomitach na północy Włoch. Pochodził z ubogiej rodziny. Jego ojciec w poszukiwaniu pracy jeździł za granicę jako sezonowy robotnik, a w końcu zatrudnił się przy produkcji szkła w Wenecji. Był socjalistą i antyklerykałem, toteż gdy syn oznajmił mu, że zostanie księdzem, z trudem zaakceptował jego decyzję.

Już jako dziecko Albino bardzo dużo czytał, głównie literaturę włoską, francuską i angielską. Uwielbiał zwłaszcza książki Charlesa Dickensa.

Po święceniach kapłańskich, które przyjął w Belluno 7 lipca 1935 r., Albino został wikariuszem w swej rodzinnej wiosce, a następnie w pobliskim Agordo. To tam zdobywał pierwsze doświadczenia katechetyczne - dziedzina ta stałą się jego pasją na całe życie. W wieku 25 lat ks. Luciani był już wicerektorem seminarium duchownego w Belluno. Wykładał tam też teologię dogmatyczną i moralną, prawo kanoniczne i sztukę sakralną. Podjął też zaoczne studia na Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie, zdobywając w 1947 r. doktorat z teologii dogmatycznej. Pisał o pochodzeniu duszy ludzkiej według Antonio Rosminiego - XIX-wiecznego teologa, którego publikacje długo znajdowały się na kościelnym indeksie ksiąg zakazanych.

Odtąd powierzano mu coraz poważniejsze obowiązki w diecezji Belluno. Był wicekanclerzem kurii biskupiej, sekretarzem synodu diecezjalnego, zastępcą wikariusza generalnego, wikariuszem generalnym. Kierował też wydziałem katechetycznym kurii, co zaowocowało wydaniem dwóch książek: "Catechesi in briciole" (1949), którą wielokrotnie wznawiano, i "Nuovo briciole di catechetica" (1961), zawierającą praktyczne wskazówki dla duchowieństwa.

Mianowany w grudniu 1958 r. biskupem Vittorio Veneto poświęcił się pracy duszpasterskiej i katechetycznej. Gdy przedstawiono mu kandydaturę Lucianiego, Jan XXIII miał powiedzieć: "Znam go. Ten człowiek sprawi mi radość". Sam Luciani wspominał o swych kontaktach z Roncallim: "Kilkakrotnie podróżowałem z nim koleją, ale wówczas to on najczęściej mówił.."..

W dniu konsekracji biskupiej Jan XXIII przeczytał Lucianiemu fragment książki Tomasza á Kempis "O naśladowaniu Chrystusa": "Mój synu, próbuj postępować raczej zgodnie z wolą innych niż swoją. Zawsze staraj się posiadać mniej niż więcej. Zawsze wybieraj najskromniejsze miejsce i dąż do tego, by mniej znaczyć niż wszyscy inni. Zawsze zmierzaj ku temu i módl się o to, by w twoim życiu całkowicie urzeczywistniała się wola Boga. Przekonasz się, że człowiek, który bierze sobie to wszystko do serca, będzie poruszał się po krainie ciszy i pokoju". Młody biskup wziął sobie te zachęty do serca i wcielił w życie.

Często porównywano go z Janem XXIII: "Było tak, jak gdyby papież Roncalli był w tej diecezji i pracował z nami. Podczas posiłków gościł u siebie zazwyczaj dwóch lub trzech księży. Nie potrafił po prostu inaczej, jak tylko dzielić z innymi to, co posiadał oraz siebie samego. Zdarzało się, że bez zapowiedzi odwiedzał chorych lub kalekich. W szpitalu zawsze pojawiał się nieoczekiwanie, przybywał nagle na rowerze lub w swoim starym samochodzie; swojemu sekretarzowi polecał czekać na zewnątrz i czytać dokumenty, a sam wizytował pokoje chorych. W chwilę później pojawiał się w górskiej wiosce, by z tamtejszymi księżmi przedyskutować określony problem". Najczęściej nosił zwykłą, czarną księżowską sutannę.

Uczestniczył w obradach Soboru Watykańskiego II, które relacjonował w listach do księży. Nie był jednak

jego aktywnym uczestnikiem, raczej przysłuchiwał się dyskusjom i zawierał przyjaźnie z biskupami z całego świata. "Sobór przeniknął do jego ciała i krwi. Znał na pamięć dokumenty. Co więcej, wyciągał z nich praktyczne konsekwencje" - wspomina jeden z ówczesnych współpracowników Lucianiego.

W grudniu 1969 r. został patriarchą Wenecji, a trzy lata później wiceprzewodniczącym Konferencji Episkopatu Włoch. W tym samym 1972 r. jego gościem w Wenecji był papież Paweł VI. W swoim domu przyjmował wszystkich, którzy przychodzili. Troszczył się o los ubogich, podejmując liczne akcje charytatywne. Dużo szumu wywołał jego apel do księży, by sprzedali kościelne kosztowności, aby wesprzeć ośrodek dla upośledzonych. "Mierząc w kategoriach finansowych - pisał - niewiele to wyniesie, ale może będzie to miało jakąś wartość, jeśli pomoże zrozumieć ludziom, że prawdziwymi skarbami Kościoła, jak powiedział św. Wawrzyniec, są biedni i słabi, których trzeba wspierać nie okazjonalną jałmużną, lecz dopomaganiem im w stopniowym osiągnięciu owego standardu życia i owego poziomu kultury, do jakich mają prawo". Baczną uwagę zwracał na robotników, organizując dla nich duszpasterstwo. W marcu 1973 r. został kardynałem.

Ludzie, którzy zetknęli się z Lucianim powtarzali, że już sama myśl o nim nastrajała pogodnie, uśmiechali się, ich twarze odprężały się i nabierały łagodnego wyrazu. Mówiono o nim: pobożny, świątobliwy, pokorny, ubogi, człowiek o pozytywnym nastawieniu do świata. Od dziecka wprost "pożerał" książki. Uwielbiał zwłaszcza powieści Charlesa Dickensa. Mówił po niemiecku, francusku, portugalsku i angielsku. Dużo podróżował, nie tylko po Europie; był także w Brazylii i Afryce - jeszcze jako biskup Vittorio Veneto nawiązał partnerstwo z diecezją Kiremba w Burundi. Wśród jego znajomych byli nie tylko katoliccy hierarchowie (m.in. kard. Karol Wojtyła), lecz także niekatolicy (m.in. sekretarz generalny Światowej Rady Kościołów Philip Potter) i niechrześcijanie. Z niepokornym teologiem Hansem Küngiem wymieniał listy i książki.

Zanim został papieżem najbardziej znany był jako... publicysta. Często ogłaszał artykuły w weneckim "Il Gazettino". Dla "Messagero di Sant'Antonio" napisał cykl listów do sławnych postaci z przeszłości (króla Dawida, Hipokratesa, św. Teresy z Lisieux, Carla Goldoniego itp.), a także do... postaci literackich (np. do Cyrulika Sewilskiego i do "czterech jegomościów z Klubu Pickwicka"), poruszając aktualne problemy współczesności. Pisał o życiu rodzinnym, związkach zawodowych, narkomanii, przemocy, nauce, sztuce. Teksty te złożyły się na książkę "Ilustrissimi" (po polsku wydano ją jako "Listy do sławnych postaci").

"Niebezpieczeństwo"

Gdy 6 sierpnia 1978 r. zmarł Paweł VI grupa znanych teologów opublikowała ogłoszenie: "Poszukuje się przepełnionego nadzieją, świątobliwego człowieka, który potrafi się śmiać. (...) Podania (...) prosimy kierować do kolegium kardynalskiego w Watykanie".

"Trudno będzie znaleźć właściwą osobistość, która mogłaby poradzić sobie z (...) licznymi problemami, stanowiącymi naprawdę ciężkie brzemię - pisał Luciani w przeddzień konklawe do swej siostrzenicy. - Na szczęście mnie nie grozi to niebezpieczeństwo". Konklawe rozpoczynało się w sobotę, a już na wtorek zamierzał wracać do Wenecji.

Jednak to właśnie on został wybrany papieżem 26 sierpnia 1978 r., po konklawe trwającym zaledwie jeden dzień. Ostatni raz tak szybko wybrano następcę św. Piotra w 1939 r., gdy został nim Pius XII. Niezwykła jednomyślność kardynałów była tym bardziej zaskakująca, że po raz pierwszy Biskupa Rzymu wybierało konklawe tak liczne: aż 111 kardynałów (spośród 114 uprawnionych) było obecnych w kaplicy Sykstyńskiej. Nie przybyli jedynie trzej chorzy: kard. Valerian Gracias z Indii, kard. John Wright z USA i kard. Bolesław Filipiak z Polski. Kardynałowie pochodzili z kilkudziesięciu państw z wszystkich kontynentów. Spodziewano się więc, że konklawe będzie trwało długo, gdyż dojdzie do konfrontacji kultur i konieczne będą kompromisy. Tymczasem - jak napisali nazajutrz polscy kardynałowie: Karol Wojtyła i Stefan Wyszyński w wydanym w Rzymie komunikacie - "dokonany w ciągu jednego dnia wybór Papieża jest widomym znakiem Opatrzności Bożej. Objawił się w nim «dar jedności w Duchu Świętym», o który Kościół prosi na początku Mszy św."..

A oto jak sam Papież wspominał te wydarzenia w swym pierwszym przemówieniu: "Wczoraj rano poszedłem spokojnie do Kaplicy Sykstyńskiej na głosowanie. Nigdy mi do głowy nie przyszło, że stanie się to, co się stało. Jak tylko zbliżyło się w moją stronę niebezpieczeństwo, dwóch siedzących obok mnie kardynałów zaczęło mi szeptać słowa otuchy. Jeden z nich powiedział: «Odwagi! Jeżeli Pan nakłada ciężar, to i da siły do niesienia go». Drugi natomiast: «Nie obawiaj się! Na całym świecie tylu ludzi modli się za nowego papieża». Przyszedł moment: przyjąłem". Niedługo potem zwierzał się w prywatnym liście: "Nie wiem, jak to się stało, że przyjąłem wybór. Dzień później już tego żałowałem, ale było za późno".

Pierwsze chwile nowego Papieża ujawnił kard. Alexandre Renard z Lyonu: "Kiedy Duch Święty przemówił ustami zgromadzonych na konklawe, on po prostu powiedział: tak. Nie zaczął płakać, nie był zmieszany. Powiedział: przyjmuję imiona Jana i Pawła, by kontynuować dzieło moich poprzedników". "Szukałem tego, który wydawał mi się najlepiej odpowiadać potrzebom dzisiejszego świata" - tłumaczył głosowanie na Lucianiego kard. François Marty z Paryża. Francuscy kardynałowie dostrzegli w patriarsze Wenecji "pokorę, łagodność, ducha nadprzyrodzonego, ale także odwagę". "Wiemy, że będzie on zarazem stanowczy i otwarty, przyjazny dla wszystkich, ale zwłaszcza - on, syn robotnika - dla biednych i maluczkich" - napisali w oświadczeniu wydanym po konklawe. Kard. George Basil Hume nazwał Jana Pawła I "kandydatem Boga".

Jego wybór został powitany z radością także poza kolegium kardynalskim. "Jestem przekonany, że Bóg dał nam we właściwej godzinie papieża, którego powinniśmy mieć" - wyznał na wieść o wyborze swego przyjaciela Dom Helder Camara. Rzecznik prymasa Kościoła anglikańskiego oznajmił: "Celem Kościoła anglikańskiego jest, abyśmy się mogli pewnego dnia zjednoczyć z Kościołem katolickim. Mamy nadzieję, że dzień ten nadejdzie szybko, dzięki wyborowi kardynała Luciani". Niezadowolony był jedynie krytyk Soboru Watykańskiego II abp Marcel Lefebvre: "Wybrał imię Jana Pawła i jeśli to imię świadczy, że zamierza kontynuować dzieło Jana XXIII i Pawła VI, to wyznaję, że nie jest to dla nas dobry znak".

Kard. Luciani nie był uważany za faworyta do sukcesji po Pawle VI. W gronie papabili wymieniał go jedynie pewien hiszpański dziennik i polski tygodnik "Perspektywy", zaś włoskie gazety - jak sam żartował - umieszczały go "najwyżej na liście C". "Jakoś ukrył go Pan Jezus i ochronił przed tym całym hałasem i rejwachem prasy włoskiej i światowej, przed tym przetargiem i przelicytowywaniem się poszczególnych dziennikarzy" - komentował na gorąco kard. Wojtyła wychodząc z konklawe.

Boży meteor

Bożym meteorem nazwał Jana Pawła I jeden z jego biografów. Po 33 dniach jego pontyfikatu Kościół nie mógł już być taki jak przedtem. Nadał papiestwu nowy styl. Przede wszystkim zrezygnował z koronacji tiarą, zastępując ją Mszą św. inaugurującą pontyfikat, w czasie której, tak jak każdy metropolita (a papież jest metropolitą rzymskiej prowincji kościelnej), włożono mu na ramiona wełniany paliusz. Potrójna papieska korona oznaczała m.in. świecką władzę papieży nad światem. Rezygnując z tiary Jan Paweł I wyrzekł się tym samym jakiejkolwiek innej władzy poza duchową. "Monarcha zmienił się w pasterza" - komentowano.

Na pierwszą audiencję ogólną przyszedł piechotą. Postanowił zrezygnować z noszenia w sedia gestatoria - tronie-lektyce, którego używali jego poprzednicy. Jednak wkrótce uległ namowom otoczenia i na kolejne audiencje dawał się wnosić, aby mogli go widzieć zgromadzeni wierni.

Tym, co najbardziej odróżniało Jana Pawła I od swych poprzedników był sposób mówienia. Przemawiał językiem, który ludzie rozumieli. Często improwizował, używając mało teologicznych, za to chwytliwych medialnie sformułowań. Polemizował z twierdzeniem: Ubi Lenin, ibi Jeruzalem. O Bogu powiedział, że jest nie tylko naszym Ojcem, ale także Matką. Duszę porównał do silnika samochodu, a modlitwę do używania mydła. O św. Pawle mówił, że gdyby żył w dzisiejszych czasach, byłby szefem agencji Reutera i starałby się o czas antenowy w telewizji. Słynne były jego rozmowy podczas środowych audiencji ogólnych z chłopcami z watykańskiego chóru, przypominające szkolną katechezę. Cytował Marka Twaina, mówił o Pinokiu...

W swym programowym orędziu wygłoszonym nazajutrz po wyborze Jan Paweł I przypomniał, że podstawowym obowiązkiem Kościoła jest ewangelizacja, czyli głoszenie orędzia zbawienia. Chciał, aby prowadzili ją "wszyscy synowie Kościoła". Upatrywał w niej ratunku dla świata spragnionego miłości i prawdy. "Różnica między księdzem parafialnym w Canale a mną polega tylko na liczbie wiernych, ale zadanie jest to samo: przypominanie Chrystusa i jego przesłania" - powiedział kiedyś. W październiku chciał to przesłanie przypominać w Meksyku, przed Bożym Narodzeniem zamierzał udać się do Libanu.

Jan Chrzciciel?

Zmarł niespodziewanie 28 września 1978 r. Tak niespodziewanie, że zaczęto tworzyć scenariusze o spisku na życie Papieża, który został otruty, gdyż chciał wprowadzić śmiałe reformy: zezwolić katolikom na antykoncepcję, poprzeć teologię wyzwolenia, przeciąć niejasne powiązania watykańskich finansistów z mafią itp. Jednak nawet ówczesny komunistyczny ambasador PRL w Rzymie Kazimierz Sidor nazwał te teorie "absurdalnymi supozycjami". To raczej "schorowane serce nie podołało ciężarowi obowiązków wikariusza Chrystusowego". W podobnym duchu wypowiadał się długoletni rzymski korespondent PAP Zdzisław Morawski: "Nie brak było w Rzymie głosów, że jedną z przyczyn przedwczesnego i niespodziewanego zgonu było stałe napięcie, w jakim żył od chwili wyboru na papieża ów skromny człowiek, czujący, że problemy, którym musi stawić czoła jako najwyższy zwierzchnik Kościoła uniwersalnego, przerastają jego możliwości". "Gdybym wiedział, że pewnego dnia zostanę papieżem, więcej bym się uczył" - miał powiedzieć Papa Luciani do swej bratanicy.

Ktoś napisał, że Jan Paweł I miał powołanie Jana Chrzciciela: przygotował drogę papieżowi znad Wisły.

Tagi:
Jan Paweł I

Albino Luciani - historia górala z Dolomitów, który został papieżem

2018-08-21 12:26

Z dziennikarką Stefanią Falascą rozmawia Włodzimierz Rędzioch
Niedziela Ogólnopolska 34/2018, str. 6-9

Wikipedia
Jan Paweł I, zwany Papieżem Uśmiechu

W uroczystość Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej, 26 sierpnia 1978 r., a więc 40 lat temu, patriarcha Wenecji Albino Luciani został wybrany na papieża i przybrał imię Jan Paweł I. Jego pontyfikat trwał tylko 33 dni. 8 listopada 2017 r. Ojciec Święty Franciszek upoważnił Kongregację Spraw Kanonizacyjnych do opublikowania dekretu o heroiczności cnót sługi Bożego Jana Pawła I  (Albino Lucianiego), papieża zmarłego 28 września 1978 r. w Pałacu Apostolskim w Watykanie. Jan Paweł I może więc być nazywany czcigodnym sługą Bożym. Aby można było dokonać beatyfikacji poprzednika Jana Pawła II, potrzebne jest tylko uznanie cudu przypisywanego jego wstawiennictwu – analizowany jest przypadek z Buenos Aires w Argentynie.

Aby przybliżyć postać Jana Pawła I, przeprowadziłem rozmowę ze Stefanią Falascą – dziennikarką, ale zarazem wicepostulatorem w procesie beatyfikacyjnym Albino Lucianiego. Jej rozprawa doktorska dotyczyła pism przyszłego Papieża, który był błyskotliwym dziennikarzem i pisarzem. Falasca jest autorką książki o jego życiu: „Mio fratello Albino. Ricordi e memorie della sorella di Papa Luciani” („Mój brat Albino. Wspomnienia siostry Papieża Lucianiego”), a później, na bazie niepublikowanych dotychczas dokumentów z aktów procesu, napisała książkę o kulisach śmierci Jana Pawła I: „Papa Luciani. Cronaca di una morte” („Papież Luciani. Kronika śmierci”), w której obala „teorie spiskowe” o zamordowaniu Papieża. Książka miała premierę 13 marca br. w Wenecji w bazylice św. Marka. Oprócz autorki byli tam obecni patriarcha Wenecji abp Francesco Moraglia oraz sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej kard. Pietro Parolin. W Rzymie promocja książki odbyła się na początku maja br.

W. R.

Włodzimierz Rędzioch: – Czy mogłabyś przypomnieć najważniejsze fakty z życia Albino Lucianiego?

Stefania Falasca: – Jan Paweł I urodził się 17 października 1912 r. w Forno di Canale, dziś Canale d’Agordo, we włoskiej diecezji Belluno. Jego rodzicami byli Giovanni Luciani i Bortola Tancon. Diecezja Belluno-Feltre jest diecezją peryferyjną, ale z pewnością nie marginalną, o czym świadczy fakt, że z górskiej parafii Canale pochodziło trzech znamienitych duchownych, którzy uczestniczyli w Soborze Watykańskim II. Luciani wstąpił do seminarium w wieku 11 lat, został wyświęcony na kapłana w 1935 r., a dwa lata później, gdy miał zaledwie 25 lat, z dyspensą papieską ze względu na wiek został powołany do pełnienia funkcji prorektora i profesora seminarium w Belluno (Seminario Gregoriano). W 1947 r. obronił rozprawę doktorską z teologii na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim na temat Rosminiego (Antonio Rosmini, włoski kapłan, teolog i filozof żyjący w XIX wieku – przyp. W. R.).
W 1954 r. został mianowany wikariuszem generalnym macierzystej diecezji, w 1958 r. – biskupem Vittorio Veneto, a w 1969 r. – patriarchą Wenecji.

– Dziewięć lat później, 26 sierpnia 1978 r., patriarcha Wenecji został wybrany na papieża. Następnego dnia, zwracając się do wiernych zebranych na Placu św. Piotra, przypomniał, co wydarzyło się dzień wcześniej: „Wczoraj rano poszedłem do Kaplicy Sykstyńskiej, aby spokojnie zagłosować. Nigdy nie wyobrażałem sobie tego, co miało się stać (...). Nie mam ani «sapientia cordis» (mądrości serca) papieża Jana (Jana XXIII – przyp.), ani przygotowania i kultury papieża Pawła (Pawła VI – przyp.), ale jestem na ich miejscu, muszę starać się służyć Kościołowi”. Służył 33 dni. Co pozostaje z tego bardzo krótkiego pontyfikatu?

– Mówi się, że pontyfikat Jana Pawła I był jak przejście meteoru. Tak jakby ten Papież był „pokazany”, a nie „dany”. Ale Albino Luciani nie przeszedł jak meteor, gdyż jego przejście pozostawiło trwały ślad. W tym pierwszym konklawe 1978 r. został wybrany apostoł soboru, który uczynił z soboru swój nowicjat biskupi. Następnie wyjaśnił z krystaliczną jasnością nauki soborowe oraz prawidłowo, z odwagą i wytrwałością, wprowadzał w praktykę jego dyrektywy. Co więcej, był ich wcieleniem, „naturaliter et simpliciter” (łac.: w sposób naturalny i prosty), żyjąc w ubóstwie, które dla Lucianiego stanowiło sedno jego bycia księdzem, i pozostając „propter homines” (łac.: całkowicie dla człowieka) w codziennej, ewangelicznej miłości. Wraz z jego śmiercią historia Kościoła, który skłania się do służenia światu, nie została przerwana. Nawet jeśli Jan Paweł I nie mógł dokonać żadnego ważnego gestu w rządzeniu Kościołem, to przyczynił się „explevit tempora multa” (łac.: w krótkim czasie) do wzmocnienia projektu Kościoła soborowego. Jego następca – Jan Paweł II podkreślał znaczenie tych 34 dni posługi Piotrowej...

– Nie 33 dni?

– Z punktu widzenia kanonicznego liczy się również dzień wyboru, więc pontyfikat trwał 34 dni. I w ciągu tych 34 dni Papież prowadził Kościół zgodnie ze swoimi priorytetami, którymi były główne kierunki wskazane przez sobór: powrót do źródeł Ewangelii i odnowienie ducha misyjnego, kolegialność, służba w eklezjalnym ubóstwie, dialog ze współczesnością, poszukiwanie jedności z braćmi prawosławnymi, dialog międzyreligijny, poszukiwanie pokoju. I właśnie te jego priorytety mają związek z teraźniejszością – i w tym jest prowokująca aktualność Lucianiego.

– Jeżeli chodzi o kwestię ekumenizmu, chciałbym przypomnieć, że patriarcha Nikodem z Leningradu zmarł w ramionach Jana Pawła I...

– Tak, to było 5 września 1978 r., a fakt ten ukazuje źródło priorytetów działania w krótkim pontyfikacie: ekumeniczną wrażliwość następcy Pawła VI, ukształtowaną w czasie Soboru Watykańskiego II, i wolę, aby postępować zgodnie z jego wytycznymi w poszukiwaniu jedności Kościoła. Dlatego Papież odbył wiele ekumenicznych spotkań, których pragnął i do których dążył. I w dążeniu do jedności chrześcijan, i w dialogu międzyreligijnym widać również inny cel pontyfikatu – poszukiwanie pokoju. W czasie modlitwy „Anioł Pański” 10 września 1978 r. zwrócił się do przywódców politycznych trzech monoteistycznych religii zgromadzonych w Camp David, aby szukali porozumienia pokojowego; zwrócił się do chilijskich i argentyńskich biskupów, aby uniknąć konfliktu między obu państwami Ameryki Południowej, i zaangażował w tę kwestię bezpośrednio amerykańskiego prezydenta Jimmy’ego Cartera, co zostało udokumentowane przez Ambasadę USA w Rzymie – dokumenty znajdują się w aktach procesu beatyfikacyjnego. (18 września 1978 r. Menachem Begin, Jimmy Carter i Anwar Sadat podpisali porozumienie, które przeszło do historii jako Porozumienie z Camp David – przyp. W. R.).

– Jakie były najważniejsze elementy nauczania Jana Pawła I?

– Papież oparł swe nauczanie na cnotach teologalnych, które były motywem jego kolejnych audiencji generalnych, chociaż zaczął od cnoty pokory. Miał kontynuować swój program, zajmując się czterema cnotami kardynalnymi – świadczą o tym jego zapiski w osobistym notesie z programem zajęć. Program ten musiał znać jego następca Jan Paweł II, bo gdy 26 sierpnia 1979 r. udał się do miejsca urodzin Lucianiego, powiedział: „Jan Paweł I chciał mówić o roztropności – ja też, idąc w jego ślady, będę o tym mówił”.

– Jaka cnota była najważniejsza dla Jana Pawła I?

– Z pewnością pokora. Jako swoją dewizę wybrał właśnie „Humilitas” (Pokora), co zaczerpnął od wielkiego świętego – Fryderyka Boromeusza, który był dla niego punktem odniesienia. Luciani uważał, że pokora jest znakiem rozpoznawczym chrześcijanina – pokora, którą przyniósł na świat Chrystus i która prowadzi do Chrystusa. Dlatego pokora to fundament życia chrześcijańskiego. Ale gdybym miała wskazać, co było cechą szczególną Jana Pawła I, powiedziałabym, że jego nacisk na łaskę Bożą, na matczyną czułość Boga.

– Jakiego Kościoła chciał papież Luciani?

– Jan Paweł I miał obraz Kościoła błogosławieństw, Kościoła ubogich w duchu, który jest bliżej cierpienia ludzi i ich pragnienia miłości, który nie poddaje się logice uczonych w Piśmie i faryzeuszy ani ideologicznych manipulatorów czy ducha świata partii. Kościół, który nie jest autoreferencjalny, ale zakorzeniony w nigdy niezapomnianym skarbie starożytnego Kościoła. Kościół, który żyje nie doczesnymi triumfami, ale odbitym światłem Chrystusa, bliski nauczania wielkich Ojców – do takiego Kościoła odwołał się Sobór Watykański II. I to z tej perspektywy należy ponownie rozważyć znaczenie dzieła Jana Pawła I, i docenić historyczną wartość jego pontyfikatu.

– Kiedy rozpoczął się proces beatyfikacyjny Jana Pawła I?

– Natychmiast po śmierci Papieża prośby o rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego zaczęły napływać z całego świata do jego rodzimej diecezji. Ówczesny biskup Belluno-Feltre poinformował, że otrzymał tysiące próśb o rozpoczęcie procesu. W 1990 r. arcybiskup Belo Horizonte Serafim Fernandes de Araújo przesłał prośbę o wszczęcie procesu bezpośrednio Janowi Pawłowi II – była ona podpisana przez 226 biskupów, w praktyce przez cały Episkopat Brazylii. W 2003 r. rozpoczęto proces w rodzimej diecezji Lucianiego.

– Dlaczego proces nie odbywał się od początku w Rzymie, jak chce tego tradycja?

– 26 kwietnia 2003 r. biskup Belluno-Feltre Vincenzo Savio formalnie poprosił kard. Camilla Ruiniego, ówczesnego wikariusza Rzymu, o wyrażenie zgody na rozpoczęcie procesu nie w wikariacie w Rzymie, ale w rodzimej diecezji Albino Lucianiego.

– Jak biskup Belluno-Feltre uzasadnił tę prośbę?

– Bp Vincenzo Savio tak to uzasadnił: „ze względu na bardzo krótki pobyt sługi Bożego w diecezji rzymskiej (pontyfikat trwający niewiele ponad miesiąc); większość swojego życia przeżył – a w konsekwencji nauczał – w tej diecezji, w sąsiedniej diecezji Vittorio Veneto, a następnie w patriarchacie Wenecji”. 17 czerwca 2003 r. Kongregacja Spraw Kanonizacyjnych wydała „nulla osta” i 23 listopada, 25 lat po śmierci Jana Pawła I, w katedrze w Belluno odbyło się uroczyste otwarcie procesu, którego faza diecezjalna zakończyła się trzy lata później – 10 listopada 2006 r.

– Do beatyfikacji potrzebne jest już tylko uznanie cudu. Jaki przypadek jest rozpatrywany?

– W latach 2007-09 w diecezji Altamura-Gravina-Acquaviva delle Fonti we Włoszech odbywał się proces diecezjalny w sprawie domniemanego nadzwyczajnego uzdrowienia. Natomiast drugie dochodzenie diecezjalne już się zakończyło w archidiecezji Buenos Aires w Argentynie. Do beatyfikacji rozważany jest przypadek cudu z Buenos Aires.

– Przez dziesięciolecia nagła i nieoczekiwana śmierć Jana Pawła I była powodem spekulacji i różnorodnych teorii o zamordowaniu Papieża. Napisałaś książkę „Cronaca di una morte” („Kronika śmierci”), która ma być definitywnym głosem w sprawie śmierci papieża Lucianiego. Kard. Pietro Parolin we wstępie do Twojej książki pisze, że jest to „rekonstrukcja faktów przeprowadzona zgodnie z rygorystyczną metodą badań historycznych, na podstawie wyjątkowej dokumentacji, do dzisiaj niepublikowanej”. Jakie dokumenty mogłaś przeanalizować i co odkryłaś?

– Niniejsza publikacja nie jest po prostu kolejną powieścią w długiej serii literatury spiskowej, która doprowadziła do „damnatio memoriae” (łac.: potępienia pamięci) o Janie Pawle I. Moja książka, rezultat pracy przeprowadzonej metodą historyczno-krytyczną, powstała w wyniku prac badawczych prowadzonych podczas procesu przy redagowaniu „Positio super virtutibus” (chodzi o zbiór dokumentów wykorzystywanych w procesie beatyfikacyjnym – przyp. W. R.).
W istocie to ostatni rozdział biografii „ex-documentis”. Jest zatem napisana na podstawie tekstów i dokumentów nabytych w czasie procesu. Dokumentacja zawiera informacje dotyczące stanu zdrowia Papieża, w tym dokumentację medyczną. Luciani był po raz ostatni hospitalizowany w 1975 r. z powodu zatoru w oku i do marca 1978 r. miał wyznaczone kontrole. Następnie mamy dokumenty dotyczące jego śmierci. Dr Renato Buzzonetti, który był wówczas drugim lekarzem papieskim (głównym lekarzem był prof. Fontana), sporządził różne raporty, które są objęte tajemnicą zawodową. Ta dokumentacja, sporządzona tuż po śmierci, przedłożona sekretarzowi stanu oraz Kolegium Kardynałów, zawierała stwierdzenie śmierci oraz analizę jej przyczyn. Istnieją również ustalenia lekarzy akademickich z Instytutu Medycyny Sądowej w Rzymie, których wezwano do konserwacji ciała (zabiegi trwały od godz. 19 28 września do godz. 3 następnego dnia). Ostatnie godziny życia Jana Pawła I zostały natomiast zrekonstruowane na podstawie odpowiednio sprawdzonych relacji naocznych świadków. Papież zmarł nagle z powodu zawału mięśnia sercowego, a nagła śmierć w medycynie sądowej oznacza zawsze śmierć naturalną.

– Dlaczego nie wykonano autopsji?

– Musimy wyjaśnić jedną ważną sprawę – dopiero w 1983 r. Jan Paweł II wydał dekret, dzięki któremu wprowadzono w Watykanie sekcję zwłok. Nie dokonano autopsji, ponieważ zgodnie z ówczesnym prawem nie można było tego zrobić. Nie było prawa, które by na to pozwalało. Co więcej, jak wynika ze szczegółowych raportów lekarzy, nie uznali oni tego za konieczne, ponieważ przyczyna zgonu była klinicznie oczywista.

– Porozmawiajmy o ludziach, którzy mieli kontakt z Papieżem w ostatnim dniu jego ziemskiego życia...

– W tym dniu byli obecni w apartamencie obaj papiescy sekretarze – ks. John Magee, sekretarz Pawła VI, który pozostał przy Janie Pawle I, i ks. Diego Lorenzo, który był ostatnim z sekretarzy patriarchy Lucianiego w Wenecji (miał zostać zastąpiony). Były także wszystkie cztery siostry ze Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia (Suore di Carita – „di Maria Bambina”), które pracowały w apartamencie. Jan Paweł I chciał, by siostry w pełni brały udział w życiu papieskiego apartamentu – rano uczestniczyły we Mszy św. w prywatnej kaplicy, a każdego wieczoru, również w ostatnim dniu swojego życia, Papież żegnał się z siostrami przed udaniem się na spoczynek i pytał o przygotowania do Mszy św. następnego ranka. Ostatnią z zakonnic, która rozmawiała z Papieżem, była s. Margherita Marin, wówczas 37-letnia, najmłodsza ze wspólnoty, która pełniła funkcję zakrystianki. S. Margherita daje dokładne świadectwo, jak Jan Paweł I spędził popołudnie i wieczór. Wiemy więc, że Papież odpoczął po południu, a następnie pozostał w apartamencie, by czytać dokumenty. O godz. 18 spotkał się z kard. Villotem (kard. Jean-Marie Villot, w latach 1969-79 papieski sekretarz stanu – przyp. W. R.), a potem z ks. Magee odmawiał Nieszpory, podczas których źle się poczuł (lekarz wyjawił to w swoim raporcie następnego dnia).

– Niektórzy oskarżali ks. Magee, że zabił Papieża...

– Sam Papież, który cierpiał na artretyzm, nie przywiązywał wagi do tego bólu, który minął, a potem, jak gdyby nic się nie stało, poszedł na kolację z dwoma sekretarzami. Po kolacji rozmawiał przez telefon z arcybiskupem Mediolanu kard. Giovannim Umbertem Colombo, a ok. godz. 21.30 pozdrowił siostry, mówiąc: „Do jutra, jeśli Bóg da”, i poszedł do swojego pokoju.

– Co się stało następnego ranka?

– S. Vincenza Taffarel, która służyła Lucianiemu jeszcze w czasach, kiedy był w Vittorio Veneto, jak co rano zostawiła filiżankę kawy w zakrystii, obok kaplicy. Papież zwykle pił kawę ok. godz. 5.15, a następnie udawał się do kaplicy, aby modlić się samotnie do godz. 7, kiedy to rozpoczynała się Msza św. Tamtego ranka, po ok. 10 minutach, siostra zauważyła, że Papież nie przyszedł i zapukała do drzwi jego pokoju, a gdy nie usłyszała żadnej odpowiedzi, weszła do środka, mówiąc: „Wasza Świątobliwość nie powinien mi robić takich rzeczy”. Ale w tym samym momencie zobaczyła Papieża bez życia, zawołała drugą siostrę i razem weszły do pokoju. Następnie obie siostry poszły zawiadomić o wszystkim sekretarzy: s. Vincenza poinformowała ks. Magee, a s. Margherita obudziła ks. Lorenza. Zaraz po tym został wezwany dr Buzzonetti.

– Dlaczego nieznane było decydujące świadectwo s. Marin?

– W procesie diecezjalnym przesłuchano tylko dwie starsze siostry, które pracowały jeszcze w patriarchacie Wenecji. W rzymskiej fazie procesu przeprowadzono dalsze badania, aby ustalić, kto wchodził w skład zespołu sióstr powołanych do służby w papieskim apartamencie. I w ten sposób dowiedziałam się o s. Marghericie Marin, która była ostatnią żyjącą zakonnicą z czterech sióstr służących w apartamencie papieskim. Ze względu na absolutną wiarygodność świadka, którym była s. Marin, jej zeznanie było decydujące nie tylko w kontekście poznania życia w apartamencie, ale także w celu odtworzenia w sposób jasny epilogu życia Jana Pawła I.

PS
13 marca 2013 r., podczas drugiego dnia konklawe, które zostało zwołane po rezygnacji Benedykta XVI, w piątym głosowaniu na nowego papieża został wybrany kard. Jorge Mario Bergoglio. O jego wyborze świat dowiedział się o godz. 19.06, gdy z komina na Kaplicy Sykstyńskiej zaczął wydobywać się biały dym, który tradycyjnie obwieszcza światu wybór nowego biskupa Rzymu. Niedługo potem w głównej loży Bazyliki św. Piotra pojawił się Jorge Mario Bergoglio. W tłumie stojącym na Placu św. Piotra była również para małżeńska – Stefania Falasca i Gianni Valente, włoscy dziennikarze przez lata związani z międzynarodowym miesięcznikiem „30Giorni” (30 Dni). Valente zajmował się w sposób szczególny sprawami Ameryki Łacińskiej. W 2002 r. w czasie jednej z podróży do Argentyny udało mu się zrobić wywiad z kard. Bergoglio, a z czasem znajomość przekształciła się w przyjaźń. Gdy arcybiskup Buenos Aires przyjeżdżał do Rzymu, spotykali się u nich w domu na kolacji. Tak też było w sobotę przed konklawe. Można więc sobie wyobrazić ich reakcję, gdy w loży św. Piotra zobaczyli swojego przyjaciela przyodzianego w białą papieską sutannę. Ale to nie był koniec niespodzianek – gdy wrócili do domu, zadzwonił telefon, a w słuchawce usłyszeli głos: „Halo, tu papież”.
W. R.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ks. Stryczek podał się do dymisji

2018-09-21 16:50

azr (KAI) / Kraków

"Jestem odpowiedzialnym liderem i uważam, że nie moja osoba, ale Paczka jest najważniejsza. W związku z tym, w dniu dzisiejszym składam rezygnację z funkcji Prezesa Zarządu Stowarzyszenia WIOSNA" - pisze na swoim fanpage'u na Facebooku ks. Jacek Stryczek. Prezes Stowarzyszenia WIOSNA podał się dziś do dymisji.

Bartosz Maciejewski
Ks. Jacek Stryczek

Publikujemy treść oświadczenia ks. Jacka Stryczka:

Drodzy Państwo,

SZLACHETNA PACZKA jest najważniejsza. Tworzyłem ją przez lata razem z Wami. Chciałbym, aby mogła się dalej rozwijać. Trwa kryzys. Jestem odpowiedzialnym liderem i uważam, że nie moja osoba, ale Paczka jest najważniejsza. W związku z tym, w dniu dzisiejszym składam rezygnację z funkcji Prezesa Zarządu Stowarzyszenia WIOSNA.

Równocześnie nie zgadzam się ze stawianymi mi zarzutami, a sam tekst uważam za jednostronny. Dzisiaj jednak wszyscy powinniśmy zrobić wszystko dla SZLACHETNEJ PACZKI.

ks. Jacek Stryczek

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Franciszek do władz Litwy: waszym zadaniem jest „ugoszczenie różnic”

2018-09-22 12:48

tłum. st (KAI) / Wilno

Na znaczenie wierności swoim korzeniom, do których należy także „ugoszczenie różnic” wskazał papież spotykając się z przedstawicielami władz, społeczeństwa obywatelskiego i z korpusem dyplomatycznym w Pałacu Prezydenckim w Wilnie.

Grzegorz Gałązka

Oto tekst papieskiego przemówienia w tłumaczeniu na język polski:

Szanowna Pani Prezydent,

Członkowie rządu i korpusu dyplomatycznego,

Przedstawiciele społeczeństwa obywatelskiego,

Szanowani Przedstawiciele władz,

Panie i Panowie,

Powodem do radości i nadziei jest fakt, że rozpoczynam tę pielgrzymkę w krajach bałtyckich na ziemi litewskiej, która jak się wyraził św. Jan Paweł II, jest „milczącym świadkiem żarliwego umiłowania wolności religijnej” (Przemówienie podczas uroczystości powitalnej, Wilno, 4 września 1993).

Dziękuję, Pani Prezydent, za serdeczne słowa powitania, które skierowała do mnie w imieniu własnym i swojego narodu. Za jej pośrednictwem pragnę pozdrowić cały naród litewski, który otwiera mi dzisiaj drzwi swego domu i swojej ojczyzny. Do was wszystkich kieruję moją miłość i szczere podziękowania.

Ta wizyta odbywa się w szczególnie ważnym momencie narodu świętującego 100. rocznicę ogłoszenia niepodległości.

Był to wiek naznaczony licznymi doświadczeniami i cierpieniami, jakie musieliście znosić (więzienia, deportacje, łącznie z męczeństwem). Świętowanie 100 lat niepodległości to zatrzymanie się na chwilę, przypomnienie sobie minionych przeżyć, aby nawiązać kontakt z tym wszystkim, co was ukształtowało jako naród i odnalezienie w tym kluczy, pozwalających spojrzeć na wyzwania teraźniejszości i kroczyć ku przyszłości w klimacie dialogu i jedności ze wszystkimi mieszkańcami kraju tak, aby nikt nie był wykluczony. Każde pokolenie jest wezwane do uczynienia swoimi zmagań i osiągnięć przeszłości oraz do uczczenia w teraźniejszości pamięci pokoleń, które przeminęły. Nie wiemy, jaka będzie przyszłość. Wiemy natomiast z pewnością, że każda epoka musi zachować „duszę”, która ją zbudowała i pomogła jej przekształcić każdą sytuację bólu i niesprawiedliwości w szansę zachowania żywym i wydajnym korzeni, które dziś wydają swoje owoce. Jakże nie zauważyć, że ten lud ma silną „duszę”, która umożliwiła mu przetrwanie i budowanie! Tak też mówi wasz hymn narodowy: „Z przeszłości twoi synowie niech czerpią siły”, aby z odwagą patrzeć na teraźniejszość.

„Z przeszłości twoi synowie niech czerpią siły”

Na przestrzeni swoich dziejów Litwa potrafiła udzielać gościnności, zaakceptować, przyjmować ludy różnych grup etnicznych i religii. Wszyscy znaleźli na tych ziemiach miejsce do życia: Litwini, Tatarzy, Polacy, Rosjanie, Białorusini, Ukraińcy, Ormianie, Niemcy...; katolicy, prawosławni, protestanci, starowiercy, muzułmanie, żydzi... Mieszkali razem i w pokoju, aż do nadejścia ideologii totalitarnych, które skruszyły zdolność gościnności i zharmonizowania różnic, siejąc przemoc i nieufność. Czerpanie sił z przeszłości to odzyskanie korzeni i nieustanne podtrzymywanie tego, co w was najbardziej autentyczne i oryginalne, a co pozwoliło wam jako narodowi rozwijać się i nie zatracić: tolerancji, gościnności, szacunku i solidarności.

Patrząc na to, co dzieje się w świecie, w jakim dane jest nam żyć, a w którym coraz więcej jest głosów siejących podziały i sprzeczności - wielokrotnie wykorzystujących niepewność lub konflikty - lub głoszących, że jedynego możliwego sposobu na zagwarantowanie bezpieczeństwa i przetrwania kultury należy szukać w eliminowaniu, niszczeniu lub wydalaniu innych, wy, Litwini, macie własne oryginalne słowo: „ugościć różnice”. Poprzez dialog, otwartość i zrozumienie mogą one stać się pomostem między Europejskim Wschodem a Zachodem. Może to być owocem dojrzałej historii, którą jako naród ofiarowujecie wspólnocie międzynarodowej, a zwłaszcza Unii Europejskiej. Na „własnym ciele” znosiliście próby narzucenia jednolitego wzorca, który usiłował przekreślać to, co odmienne, sądząc, że przywileje nielicznych mogą być stawiane ponad godnością innych i dobrem wspólnym. Dobrze to ukazał Benedykt XVI: „Pragnienie dobra wspólnego i działanie na jego rzecz stanowi wymóg sprawiedliwości i miłości [...] Tym bardziej skutecznie kochamy bliźniego, im bardziej angażujemy się na rzecz dobra wspólnego, odpowiadającego również jego rzeczywistym potrzebom” (Enc. Caritas in veritate, 7). Wszystkie pojawiające się konflikty zawsze znajdują trwałe rozwiązania, gdy znajdują zakorzenienie w konkretnej trosce o osoby, zwłaszcza najsłabsze i gdy czujemy się wezwani, by „poszerzać spojrzenie, by rozpoznać większe dobro, przynoszące korzyści wszystkim” (Adhort. ap. Evangelii gaudium, 235).

W tym sensie czerpanie sił z przeszłości, to zwrócenie szczególnej uwagi na młodszych, którzy są nie tylko przyszłością, ale teraźniejszością tego państwa, jeśli są zespoleni z korzeniami ludu. Naród, w którym ludzie młodzi znajdują przestrzeń do rozwoju i pracy, ułatwi im poczucie się czynnymi uczestnikami budowania struktury społecznej i wspólnotowej. Pozwoli to wszystkim spojrzeć z nadzieją w przyszłość. Litwa, o której marzą, może jedynie się spełnić w nieustannych staraniach o promowanie tych polityk, które pobudzają do czynnego udziału najmłodszych w życiu społeczeństwa. Będzie to niewątpliwie ziarnem nadziei, ponieważ doprowadzi do dynamizmu, w którym „dusza” tego narodu będzie stale rodzić gościnność: gościnność wobec cudzoziemca, gościnność dla młodych, dla osób starszych, dla ubogich, ostatecznie gościnność dla przyszłości.

Zapewniam Panią, Pani Prezydent, że możecie liczyć - jak do tej pory - na wysiłek i zgodną pracę Kościoła katolickiego, aby ta ziemia mogła wypełnić swoje powołanie bycia mostem komunii i nadziei.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem