Reklama

Pani z Chełmskiej Góry

2018-08-24 07:41

Tadeusz Boniecki

Do sanktuarium Matki Bożej Chełmskiej zawsze pielgrzymowały liczne grupy pątników. Na Górze Chełmskiej kult Matki Bożej szerzył się od wieków. Pielgrzymi przybywali, aby pokłonić się Chełmskiej Madonnie i za Jej pośrednictwem prosić Pana Boga o liczne łaski i uzdrowienia, zarówno na ciele jak i duchu.

Bp Jakub Susza spisuje cuda

Zbieranie dokumentacji wszelkich łask otrzymanych przez wiernych od Boga za pośrednictwem Matki Bożej Chełmskiej rozpoczął już w XVII w. unicki biskup Metody Terlecki. Jednak po raz pierwszy aż 698 cudów opisał bp Jakub Susza (1652-1685) w księdze pt. Phoenix tertatio redivivus. Wszystkie cudowne zdarzenia zapisane na kartach tej księgi były oznaczone liczbami. Pod numerem 4 biskup zapisał: „Za żywota świątobliwego biskupa chełmskiego S. Bazylego Baki, który na roku 1546 wstąpił na biskupstwo, zakrystianin Michał, potem kapłan cerkwi chełmskiej, świętej Paraskiewe vulgo Piatnicy, niegdy w nocy, słysząc dziwne słodkie głosów melodie, przybieży do cerkwi, i oraz widzi światłość wielką z obrazu świętego wychodzącą, a nie widząc nikogo, przestraszony udał się do samego biskupa, który mu rzeknie: idź, prawi, w pokoju, a nie turbuj się, i ja tych boskich spraw często doświadczył” (J. Susza, Phoenix tertato redivivus albo Obraz starożytny chełmski Panny y Matki Przenajświętszej sławą cudownych swoich dzieł ożyły, Zamość 1684, s. 93). Inny przykład cudownego zdarzenia zapisał pod numerem 12: „Jaśnie oświecona księżna Katarzyna Uchańska, śmiertelnie złożona chorobą, gdy od Jaśnie Oświeconego X. Adama Aleksandra Sanguszka, wojewody wołyńskiego, małżonka swego, przed obrazem Panny i Matki Bożej w Chełmie krzyżem leżącego, jest do niego ofiarowana, tegoż dnia i tejże niemal godziny znaczną poprawę In instant jako pisze Książę Jegomość anno 1631, 18 septem. Do ś. Pamięci X. Terleckiego, poczęła się na zdrowiu poprawiać, na Podlasiu, w Kamieniu, mil dwadzieścia od Chełma: doskonale wkrótce ozdrowiała” (tamże, s. 95). Inny cud, zapisany pod numerem 25, dotyczył uzdrowienia Zofii ze wsi Imienin: „I roku 1641, i miesiąca i dnia tegoż, niewiastka Zofia ze wsi Imienin, z Wielkiego Księstwa Litewskiego spod Kobrynia, przez dziesięć lat ciężko chorą, ze sześciorgiem martwych dzieci chodziła; i puściwszy się do Obrazu Chełmskiego Błogosławionej Panny, jeszcze w drodze znaczną niespodziewanie zdrowia swego uczuła poprawę; a na miejsce przyszedłszy doskonale ozdrowiała” (tamże, s. 98).

Unici i łacinnicy przybywali nie tylko z najbliższej okolicy, lecz i z całej ówczesnej wschodniej Rzeczypospolitej. Ponoć wśród osób uzdrowionych za przyczyną Chełmskiej Pani znalazł się również i król Jan Kazimierz. Wypisy z księgi doznanych łask świadczą, że nie ma sytuacji beznadziejnych, w których człowiek mógłby popaść w rezygnację. Modlitwa zawsze wlewa nadzieję, bo Bóg swoich łask nigdy człowiekowi nie skąpi. W swoim dziele oprócz uzdrowień ludzi bp Susza opisuje także uzdrowienia zwierząt na przyczyną Matki Bożej Chełmskiej, m.in. koni. Po śmierci bp. Suszy cuda w dalszym ciągu były notowane.

Reklama

Wiara Cię uzdrowiła

Od czasów Jakuba Suszy, przez kilka wieków świątynia na Górze Chełmskiej była świadkiem licznych cudów i łask wybłaganych przez wiernych w modlitwie przed cudownym obrazem Matki Bożej Chełmskiej. O kilku z nich, dotyczących głownie ubiegłego wieku, możemy przeczytać na kartach kroniki parafii Mariackiej.

Cecylia Mazurek z miejscowości Kolonia Brzeżno w parafii Kamień w 1949 r. w liście przesłanym na ręce ówczesnego proboszcza parafii Mariackiej w Chełmie, ks. Marcelego Mrozka, tak opisywała łaskę uzdrowienia chorych nóg otrzymaną od Boga za wstawiennictwem Chełmskiej Maryi: „Chorowałam na nogi przeszło rok. Leczyłam się u lekarzy i różnymi środkami aptecznymi oraz domowymi. Nic mi nie pomogło, a raczej jeszcze pogarszało stan mojej choroby. Aż do czasu, kiedy był w Chełmie na Górce Kongres Maryjny 8 września 1948 r. Obiecałam wówczas Maryi pójść pieszo, choćby okrężną drogą. Ale pójdę w intencji takiej, że mnie Matka Najświętsza uzdrowi. Pomimo, że w sam ten czas, kiedyśmy miały z pielgrzymką wyruszyć, strasznie mi te nogi dokuczały, także przez mieszkanie trudno było przejść, tak mnie bolały. Ale się wybrałam. I zostałam wysłuchana. Z mojej choroby nie pozostało ani śladu i jestem zdrowa na nogi. Jakże mam Matce Najświętszej, Chełmskiej Pani za to dziękować? Za tak wielką łaskę, jakiej doznałam. Mogę tylko wołać: O łaskawa, o litościwa, o słodka Panno Mario, iż nigdy nie słyszano, aby miał być opuszczony ten, kto wzywał z dziecięcą ufnością Twojej opieki i uciekał się do Ciebie”. Wiarygodność uzyskania łaski uzdrowienia przez Cecylię Mazurek potwierdził w dniu 3 kwietnia 1949 r. podpisem ks. Jerzy Truś, proboszcz parafii Kamień.

Uzdrowienie Stanisława Gutta, byłego prezydenta miasta Chełm

W kronice parafii Mariackiej jest także zapis dotyczący wyjątkowej łaski uzdrowienia, jakiej doznał Stanisław Gutt, przedwojenny prezydent Chełma. Świadectwo zostało spisane przez samego uzdrowionego w Warszawie w Instytucie Radowym. List świadczący o otrzymaniu łaski uzdrowienia za wstawiennictwem Matki Bożej Chełmskiej wysłał do ks. Marcelego Mrozka 14 maja 1949 r.

„Chełm jest tak niewielki, a ludzie mnie trochę znają, więc może doszła do księdza wiadomość o mojej chorobie. Właściwie już choruję od października ubiegłego roku. Niestety i lekarze nie poznali się na chorobie i gdy wreszcie czwarty z kolei lekarz, doktor Świtek z Lublina, stwierdził, co jest i kazał w lutym zaraz przyjechać do szpitala Sióstr Szarytek. Ja jednak odkładałem wyjazd, stawiając na pierwszym planie pilne sprawy służbowe. Oszukiwałem siebie i żonę. Mając rano 37 stopni gorączki, mówiłem że mam 36,8 i szedłem do pracy. Aż zacząłem się formalnie dusić. 7 kwietnia rano zawiozła mnie żona do Lublina. Po zbadaniu i prześwietleniu, o godz. 17.00 konsylium, lekarze wezwali żonę i oświadczyli, że do rana się uduszę. Jedyny ratunek to operacja, przebicie tchawicy i założenie rurki. I tu warunek: jeżeli zdążą założyć rurkę. Jeżeli nie zdążą, to uduszę się na stole operacyjnym. Lekarze zażądali od żony zgody pisemnej na tych warunkach. Biedna, cóż miała innego do wyboru, podpisała zgodę. Gdy wyszła zapłakana, zapytałem, co właściwie jest. Powiedziała zapłakana, czy nie mam żalu, że zgodziła się. Uspokoiłem ją. Mówiłem, że uratować mnie może tylko Bóg. Jemu się polećmy. Ja wierzę, że dla niej, dla jej cierpień. Potrzebny jestem by pracować, by zabezpieczyć jej spokój i córce dać możliwość dokończenia nauk. Bóg się zlituje i Matka Najświętsza, która tyle razy w czasie wojny ratowała Stacha, przez ręce doktora będę uratowany. Przyszedł do mnie inny lekarz i poinformował, że za pół godziny idę pod nóż. Byłem spokojny. Rano wyspowiadałem się. Byłem przygotowany na wszystko. Napisałem list do dzieci. O 18-tej na stół. Operacja odbywała się na żywo. Wiedziałem, że za drzwiami czeka żona, liczy minuty. Czy lekarze zdążą? Położyłem się na stół. Słyszałem zdenerwowanie lekarzy. Cierpiałem w milczeniu, aby nie denerwować żony. Modliłem się cały czas gorąco, ofiarowując ból za grzechy… i wierzyłem. Gdy lekarz zawołał: podać rurkę, już wiedziałem, że Bóg mnie uratował. I już dalej dziękowałem Najwyższemu. Lekarze się uspokoili. Zaszywanie, bandażowanie i pozwolono mi wstać. O 19-tej wracałem uratowany. Cieszyłem się radością żony. Rano 8 kwietnia 1949 r. przyjąłem Komunię św., pojednanie z Bogiem, troskliwość żony i córki, były dla mnie nagrodą za cierpienia fizyczne. Od 28 maja jestem w Instytucie Radowym. Przywiozła mnie żona i córka Zofia. Dalsze leczenie polega na naświetlaniu rentgenem. Urządzenia wzorowe. Jak Bóg da, to w połowie czerwca wrócę do Chełma i prosto z pociągu pójdę na Górę Katedralną, podziękować Bogu i Matce Bożej za łaskę cudu. Wierzę, że jedynie dobrocią i wolą Bożą zostałem uratowany. Pragnę wrócić do pracy, bo żona została w ciężkich warunkach. Chcę jej ulżyć. Do wielebnego księdza proboszcza zwracam się z prośbą. Zanim wrócę i na Mszy św. specjalnej podziękuję Bogu, proszę raz jeden na Mszy św. zmówić pacierz na moją intencję. Jeżeli czas pozwoli, to proszę również o kilka słów i mały obrazek Matki Bożej Chełmskiej, który będzie mi pamiątką cudownego ocalenia i łaski Bożej w dniu 7 kwietnia 1949 r.”.

Uzdrowienie młodzieńca z Rejowca

W kronice parafii Mariackiej jest też opis jeszcze innego cudownego uzdrowienia przez Pana Boga za wstawiennictwem Matki Bożej Chełmskiej (str. 940). O tym nadzwyczajnym zdarzeniu wspominał podczas odpustu wrześniowego w 1959 r. ks. Marceli Mrozek, ówczesny proboszcz parafii Mariackiej. „Wiele osób z bliższych i dalszych stron regionu i Polski spieszyło na główne uroczystości odpustowe, jakie odbywają się na Górze Chełmskiej 7 i 8 września. Śpieszyli, by w Cudownym Obrazie czcić Najświętszą Panią Chełmską, uprosić potrzebne łaski zdrowia na duszy i ciele. Po wojnie, w jakieś dwa tygodnie po uroczystościach wrześniowych, przybyła niewiasta z parafii Rejowiec. Zamówiła Mszę św. dziękczynną za uzdrowienie jej syna. Jej dwudziestoletni syn zachorował na zapalenie opon mózgowych. Z wysoką gorączką, po utracie przytomności zrywał się i rzucał na łóżku. Jego stan ciągle się pogarszał. Zrozpaczona matka mówi: nie widziałam w swym bólu i nieszczęściu nigdzie ratunku. Zamknęłam chorego syna w mieszkaniu na klucz. Bałam się, by sobie co złego w gorączce nie zrobił. Ale pomimo to, udałam się na odpust do Chełmskiej Matuchny i błagałam Ją o ratunek. Niespokojna, z lękiem wracam do domu, otwieram drzwi mieszkania, a syn siedzi spokojnie na łóżku. Dobrze się czuje i szybko zupełnym uzdrowieniem się cieszy. Więc przyszłam jeszcze dziś, podziękować za doznaną łaskę i Jej opiekę. Mógłbym jeszcze wiele podobnych przykładów przytaczać. Dlatego wyposażamy i zdobimy świątynię Maryjną, by za przykładem wieków i pokoleń najgodniej czcić oraz wyrażać naszą miłość i wdzięczność Najświętszej Chełmskiej Matuchnie” - mówił ks. Marceli Mrozek.

Uzdrowienie prawosławnego duchownego

Podczas przemówienia powitalnego wieczorem 7 września 1965 r. ks. Marceli Mrozek poinformował o łasce uzdrowienia, jakiej za przyczyną Matki Bożej Chełmskiej doznał pewien prawosławny duchowny. „Miesiąc temu dowiedziałem się, jak jeden znany mi osobiście prawosławny duchowny ciężko zachorował. Wyformował mu się guz na mózgu. Powstała konieczność operacji. Gdy operacja miała się rozpocząć, chory poprosił lekarzy i personel, siostry szpitalne, by go na chwilkę pozostawiono samego. Prośbę chorego spełniono. Skoro pozostał sam, pogrążył się w głębokiej modlitwie i z całą ufnością polecił się Matce Bożej Chełmskiej. Odbyła się poważna i niebezpieczna operacja, trepanacja czaszki. Operacja udała się, a uzdrowiony kapłan sam potwierdził doznaną łaskę od Matki Bożej Chełmskiej”.

Największe łaski spływają podczas Mszy św.

O innym cudzie, uzdrowienia mamy ministranta, mówił ks. Mrozek podczas odpustu wrześniowego w 1970 r., którego hasłem były słowa: „Chrystus w sakramentach świętych”. Jego wypowiedź odnotowała kronika parafialna. „W tym roku, w kwietniu, zgłosiła się do mnie rodzina i prosiła o Mszę św. o szczęśliwą operację. W szpitalu miejskim w Chełmie była ciężko chora nasza parafianka. Miała 29 lat, jej synek jest ministrantem w naszej parafii. Bardzo ciężko chora, młoda jeszcze niewiasta. Do powikłań chorobowych przyłączyło się jeszcze zapalenie trzustki. Lekarze zdecydowali o przeprowadzeniu operacji, choć najmniejszej nadziei nie dawali. Owszem, sam lekarz powiedział, że nikt nie może uratować tej chorej, chyba tylko sam Bóg może ją uleczyć. W dniu operacji, 30 kwietnia 1970 r., odprawiona była przed obrazem Matki Bożej Chełmskiej Msza św. Okazało się, że po operacji chora bardzo szybko powracała do zdrowia. Sami lekarze bardzo się dziwili i cieszyli. Zupełnie się nie spodziewali tak szczęśliwego przebiegu operacji i powrotu chorej do zdrowia. Dzisiaj uzdrowiona normalnie pracuje i dziękuje Matce Bożej Chełmskiej za tak wielką doznaną łaskę. Jest dziwnym zjawiskiem, jak opisują kroniki, że największych łask udzielała Matka Najświętsza, gdy prośby do Niej zanoszone połączone były ze Mszą św.” - dzielił się ks. Mrozek.

Matka zawsze wysłucha

Wiara w nieustającą pomoc Matki Boskiej Chełmskiej wiernemu ludowi trwa do dziś. To Ona wyprasza u Boga uzdrawiającą moc w naszym życiu. Do Szafarki Łask zwraca się z ufną prośbą wiele osób. A Ona przedkłada je Swojemu Synowi. Tak było i w przypadku pani Katarzyny z Puław, która doznała uzdrowienia z choroby nowotworowej po modlitwie w sanktuarium Matki Bożej Chełmskiej. - Kiedy jeszcze pani Katarzyna szykowała się do szpitala na wyznaczoną operację, jej matka upewniła się, czy zabrała ze sobą obrazek Matki Boskiej Chełmskiej z modlitwą, którą codziennie odmawiała - mówi ks. kan. Andrzej Sternik, proboszcz parafii Mariackiej. - Pani Katarzyna i jej bliscy modlili się codziennie. W dniu, kiedy miała być operowana, w naszym sanktuarium była odprawiona Msza św. w intencji szczęśliwego jej przebiegu. Zabieg miał być konieczny. Jednak po kolejnych badaniach, tuż przed planowaną operacją, okazało się, że nie jest już potrzebny, bo pani Katarzyna jest zdrowa. Jeszcze tego samego dnia została wypisana ze szpitala do domu. To cudowne uzdrowienie miało miejsce wiosną ubiegłego roku - dodaje ks. Sternik. W ubiegłym roku pani Katarzyna uczestniczyła we wrześniowych uroczystościach odpustowych w sanktuarium Matki Bożej Chełmskiej.

Oprócz uzdrowień na ciele, sanktuarium na Górze Chełmskiej wierni i przybywający pielgrzymi doznają licznych uzdrowień duchowych. Tak działa kochająca Matka, która płaszczem okrywa swe dzieci znajdujące się w potrzebie, daje siłę i wiarę. Świadectwa o otrzymanych łaskach pielgrzymi często zachowują we własnym sercu, głęboko ukryte. Niektórzy jednak decydują się na ich opisanie. Są one zamieszczane w prowadzonej w sanktuarium „Księdze Cudów i Łask”. Być może dzięki temu, wśród czytających te zapiski następnych pokoleń Polaków, wiara będzie żyła i rozwijała się.

Modlitwa, którą odmawiają pielgrzymi przed cudownym obrazem Matki Bożej Chełmskiej:

Dziewico Niepokalana, Matko Zbawiciela i Matko nasza, któraś od wieków na siedzibę swoją świątynię na Górze Chełmskiej obrała, wysłuchaj mego wołania i wzmocnij w mojej duszy wiarę świętą. Ty, Panno Można, która starłaś głowę szatana, racz pokonać i oddalić ode mnie wszelkie przeszkody i trudności, na jakie dzisiaj napotykam, bym żyjąc w niezachwianej wierze tu na ziemi, mogła/mógł wiecznie z Tobą oglądać chwałę Syna Twego w niebie. Amen.

Tagi:
Maryja

Franciszek: prośmy Maryję, abyśmy jak Ona umieli odpowiadać Bogu: oto jestem

2018-12-08 13:30

tłum. st (KAI) / Watykan

Do wypełniania w naszym życiu woli Bożej, naśladując postawę Maryi mówiącej: „Oto Ja służebnica Pańska” (Łk 1,38) zachęcił papież w rozważaniu poprzedzającym modlitwę „Anioł Pański” w Watykanie w dzisiejszą uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny.

Vatican Media

Oto tekst papieskiego rozważania w tłumaczeniu na język polski:

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry i dobrego święta!

Słowo Boże przedstawia nam dzisiaj pewną alternatywę. W pierwszym czytaniu znajdujemy człowieka, który u początku dziejów mówi Bogu „nie”. W Ewangelii mamy Maryję, która podczas Zwiastowania powiedziała Bogu „tak”. W obydwu czytaniach jest Bóg poszukujący człowieka. Ale w pierwszym przypadku idzie do Adama i pyta go po jego grzechu: „Gdzie jesteś?” (Rdz 3,9), a on odpowiada: „ukryłem się” (w. 10). Natomiast w drugim przypadku udaje się do wolnej od grzechu Maryi, która odpowiada: „Oto Ja służebnica Pańska” (Łk 1,38). Oto jestem to przeciwieństwo słów „ukryłem się”. „Oto jestem” otwiera na Boga, podczas gdy grzech zamyka, izoluje, sprawia, że pozostajemy sami ze sobą.

Oto jestem to kluczowe słowo życia. Wyznacza przejście z życia horyzontalnego, skoncentrowanego na sobie i na własnych potrzebach, do życia wertykalnego, wzbijającego się ku Bogu. „Oto jestem” oznacza dyspozycyjność dla Boga. Jest lekarstwem na samolubstwo, antidotum na życie niespełnione, któremu zawsze czegoś brakuje. „Oto jestem” stanowi lekarstwo przeciwko procesowi starzenia się grzechu, jest to terapia, aby pozostać młodym wewnętrznie. „Oto jestem” to wiara, że Bóg liczy się bardziej niż moje „ja”. To postanowienie, by postawić na Pana, będąc gotowymi uczyć się w Jego niespodziankach. Zatem powiedzenie Jemu „Oto jestem” jest najwspanialszym uwielbieniem, jakie możemy Jemu złożyć. Dlaczego nie zaczynać w ten sposób naszych dni? Pięknie byłoby powiedzieć każdego ranka: „Oto jestem, Panie, niech się dziś spełni we mnie wola Twoja”. Powiemy to w modlitwie „Anioł Pański”, ale możemy to powtórzyć już teraz, razem: „Oto jestem, Panie, niech się dziś spełni we mnie wola Twoja”.

Maryja dodaje: „niech Mi się stanie według twego słowa”. Nie mówi: „niech się stanie według mnie”, ale „według Ciebie”. Nie stawia Bogu granic. Nie myśli: „trochę się Jemu poświęcę, uczynię to szybko, a potem zrobię, na co mam ochotę”. Nie, Maryja nie kocha Pana jedynie kiedy to jej pasuje, sporadycznie. Żyje ufając Bogu we wszystkim i pod każdym względem. Oto tajemnica życia. Wszystko może ten, kto ufa Bogu we wszystkim. Ale Pan, drodzy bracia i siostry, cierpi, gdy odpowiadamy mu jak Adami: „przestraszyłem się … i ukryłem się”. Bóg jest Ojcem, najczulszym z ojców i pragnie ufności swych dzieci. Ile razy jesteśmy wobec Niego podejrzliwi, jesteśmy podejrzliwi wobec Boga, myślimy, że może nam zesłać jakieś doświadczenia, pozbawić nas wolności, opuścić nas. Ale to jest wielkie oszustwo, pokusa początku dziejów, pokusa diabelska: sugerowanie nieufności wobec Boga. Maryja przezwycięża tę pierwszą pokusę słowami „Oto Ja służebnica Pańska”. A dzisiaj patrzymy na piękno Matki Bożej, zrodzonej i żyjącej bez grzechu, zawsze posłusznej i przejrzystej dla Boga.

Nie znaczy to, że życie było dla niej łatwe. Przebywanie z Bogiem nie rozwiązuje magicznie problemów. Przypomina o tym konkluzja dzisiejszej Ewangelii: „Odszedł od Niej anioł” (w. 38). Odszedł: to mocne słowo. Anioł pozostawił Dziewicę samą w trudnej sytuacji. Wiedziała, w jak bardzo szczególny sposób stanie się Matką Boga. Anioł jej to wyjaśnił, ale nie wyjaśnił tego innym, a tylko jej. A problemy zaczęły od razu: pomyślmy o nieuregulowanej sytuacji według prawa, o udręce świętego Józefa, zniweczonych planach życiowych, co powiedzieliby ludzie ... Ale Maryja w obliczu problemów pokłada ufność w Bogu. Jest opuszczona przez anioła, ale wierzy, że pozostał z nią, w niej, Bóg. I ufa. Jest pewna, że z Panem, nawet w sposób nieoczekiwany, wszystko pójdzie dobrze. Oto mądra postawa: nie żyć w uzależnieniu od problemów, bo kiedy skończy się jeden, pojawi się inny! - ale ufając Bogu i powierzając się Jemu każdego dnia: oto jestem! Oto jestem! - brzmi to słowo, oto jestem! – brzmi modlitwa. Prośmy Niepokalaną o łaskę, aby tak żyć.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Koncert kolęd 2019

Kolęda

Alumn Grzegorz Gęsikowski
Edycja szczecińsko-kamieńska 51/2002

Termin calendae w starożytnym Rzymie oznaczał pierwszy dzień miesiąca. Najbardziej zaś uroczyście obchodzono calendae styczniowe (festum Calendarium), które rozpoczynały nowy rok. Wtedy to odwiedzano się po domach, obdarowywano podarkami i składano sobie życzenia. Podobnie czyniono w całej Europie w wiekach późniejszych, łącząc już ów zwyczaj ściśle ze świętami Bożego Narodzenia.
Tymczasem w Polsce dawnej 1 stycznia kapłani rozpoczynali odwiedziny duszpasterskie, które określano właśnie mianem kolędy. Trwała ona do 2 lutego - Święta Ofiarowania Pańskiego (Matki Bożej Gromnicznej). Najdawniejsza wzmianka o tej praktyce pochodzi z 1607 r. Wtedy to na synodzie prowincjonalnym w Piotrkowie polecono, aby plebani według starożytnego zwyczaju nawiedzali swoich wiernych po domach, uczyli ich pacierza, prawd wiary i by wchodzili w szczegóły życia, czy jest ono prawdziwie chrześcijańskie. Polecano także, by strapionych pocieszali, a ubogich wspomagali. Z kolei synod chełmski (1624 r.) zachęcał, aby proboszczowie spisywali swoich parafian i zachęcali do częstego korzystania z sakramentów. Owa wizyta miała wpłynąć na ożywienie życia religijnego i moralnego parafii.
Dla wielu rodzin kolęda jest bardzo ważnym wydarzeniem. Już od samego rana trwają w mieszkaniach przygotowania do przyjęcia kapłana. Wizyta duszpasterza jest doskonałą okazją do wspólnej modlitwy, do wyproszenia Bożego błogosławieństwa dla domowników, ale także okazją do szczerej rozmowy.
Jak należy przeżyć wizytę duszpasterską kapłana? Przede wszystkim należy się przygotować duchowo. Najlepiej uczynimy to, przystępując w czasie świąt do Komunii św., a także biorąc czynny udział w modlitwie. Nie wolno też zapomnieć o zewnętrznym przygotowaniu samego miejsca spotkania. Stół należy nakryć białym obrusem, postawić na nim krzyż, zapalone świeczki, Pismo Święte i wodę święconą. Przy tak przygotowanym stole winna zgromadzić się cała rodzina. Obrzęd kolędy nie jest wcale skomplikowany i na pewno sprzyja serdecznemu spotkaniu duszpasterza ze swoimi parafianami. Z jednej strony kapłan ma doskonałą okazję nie tylko poznać swoich wiernych, ale i wgłębić się w ich konkretną sytuację życiową, poznać jej radości, smutki i wyjść naprzeciw z konkretnym działaniem. Z drugiej strony i parafianie mają możliwość bliżej zainteresować się życiem parafii - życiem wspólnoty lokalnego Kościoła.
Jak wygląda kolęda? Zgodnie z wielowiekową tradycją kolęda w Polsce ma następujący przebieg: przed wejściem (bądź w trakcie wchodzenia) do mieszkania (domu) ministranci wraz z domownikami śpiewają kolędę, a w tym czasie jeden z chłopców kreśli na drzwiach napis: C + M + B + bieżący rok, co oznacza: Christus manisionem benedicat ("Niech Chrystus mieszkanie błogosławi"). Następnie kapłan wchodzi do mieszkania i pozdrawia obecnych słowami: "Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!" (odpowiadamy: "Na wieki wieków. Amen"). Kapłan może również zacząć od słów: "Pokój temu domowi" (tym razem odpowiemy: "I wszystkim jego mieszkańcom"). Następnie wszyscy - jak jedna rodzina, zgromadzona przy jednym stole odmawiają modlitwę, którą nauczył nas Jezus Chrystus (tzn. Ojcze nasz). Po niej kapłan, wypraszając Boże błogosławieństwo dla domowników, modli się następującymi lub podobnymi słowami: "Pobłogosław + Panie, Boże Wszechmogący, to mieszkanie (ten dom), aby w nim trwały: zdrowie i czystość, dobroć i łagodność oraz wierność w wypełnianiu Twoich przykazań; aby zawsze składano Ci dzięki. A błogosławieństwo Twoje niech pozostanie na tym miejscu i nad jego mieszkańcami teraz i na zawsze. Amen". Po czym następuje końcowe błogosławieństwo: "Niech to mieszkanie i wszystkich w nim mieszkających błogosławi Bóg Ojciec i Syn + i Duch Święty. Amen". Pięknym zwyczajem jest, gdy duszpasterz teraz weźmie ze stołu krzyż stanowiący własność rodziny i poda każdemu do ucałowania. Po tym dopiero kropi mieszkanie i domowników wodą święconą i stosownie do potrzeby duszpasterskiej nawiązuje rozmowę, której zawsze powinna towarzyszyć roztropność, delikatność i chrześcijańska zasada miłości.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

"Trwaliśmy mężnie na rubieżach..."

2019-01-16 09:52

Kamil Krasowski

Muzeum Ziemi Wschowskiej prężenie włączyło się w ubiegłoroczne obchody setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Z tej okazji, wraz z Archiwum Państwowym w Lesznie, przygotowało wystawę, którą do 27 stycznia można oglądać w kamieniczkach przy pl. Zamkowym 2.

Archiwum MZW
Fragment wystawy "Trwaliśmy mężnie na rubieżach..."

„Trwaliśmy mężnie na rubieżach… Polacy powiatu wschowskiego w walce o odzyskanie niepodległości”, bo taki tytuł nosi wystawa, traktuje o kształtowaniu się państwa polskiego po zakończeniu I wojny światowej do 1939 r. Pamiątki zgromadzone na wystawie dotyczą wydarzeń, które we wspomnianym okresie czasu rozegrały się we Wschowie, Lesznie i ich okolicach. – Pamiątki dotyczą naszego regionu, czyli tego co działo się w tym wspomnianym przedziale czasu we Wschowie i okolicach Wschowy, w Lesznie i okolicach Leszna. Ponieważ Wschowy do Polski nie włączono, natomiast część ziem dawnego powiatu wschowskiego została włączona do powiatu leszczyńskiego, dlatego uznaliśmy, że mamy prawo do tego, żeby mówić także o naszych sąsiadach - mówi Dariusz Czwojdrak, kurator wystawy. - Na wystawie znajdziemy liczne materiały ikonograficzne, pamiątki związane z powstaniem wielkopolskim i działalnością jednostek wojskowych, które na bazie kompanii powstańczych utworzono najpierw w ramach armii wielkopolskiej, a potem już armii polskiej. Są również pamiątki osobiste, związane z działalnością patriotyczną, służbą wojskową mieszkańców obu wymienionych powiatów, są obrazy i ryciny oraz wyposażenie wojskowe, którego używano w okresie powstania wielkopolskiego albo już przez formacje wojskowe armii polskiej – dodaje Dariusz Czwojdrak.

Wystawa jest zorganizowana we współpracy z Archiwum Państwowym w Lesznie i włączona w obchody stulecia odzyskania przez Polskę niepodległości w ramach programu "Niepodległa". - Wystawa zorganizowana jest w przestrzeni trzech sal. Narrację, wyczerpującą opowieść zgromadzono na planszach. Na nich są również reprodukowane materiały ikonograficzne, ale można też odnaleźć na tej wystawie oryginalne zabytki czy dokumenty, związane z działalnością propolską - dodaje Marta Małkus, dyrektor Muzeum Ziemi Wschowskiej.

Zobacz zdjęcia: Wystawa „Trwaliśmy mężnie na rubieżach… Polacy powiatu wschowskiego w walce o odzyskanie niepodległości” w Muzeum Ziemi Wschowskiej

Kurator wystawy Dariusz Czwojdrak jest autorem publikacji pt. "Droga do niepodległości. Powstanie wielkopolskie 1918 - 1919 na ziemi wschowskiej". Premiera książki odbyła się 10 stycznia w siedzibie muzeum. - Książka dotyczy powstania wielkopolskiego w powiecie wschowskim w dwóch zakresach terytorialnych. Samo powstanie siłą rzeczy musimy rozmieścić w granicach powiatu wschowskiego z lat 1918 - 1920, natomiast jest tam również część poświęcona tym powstańcom wielkopolskim, którzy osiedlili się na terenie powiatu po 1945 r. I tutaj już musieliśmy ograniczyć się do terenu obecnego powiatu wschowskiego, żeby podkreślić tą część powiatu, która dzisiaj znajduje się w granicach województwa lubuskiego - wyjaśnia autor publikacji, która powstała przy udziale Katolickiego Stowarzyszenia "Civitas Christiana" Oddział Wschowa i Towarzystwa Pamięci Powstania Wielkopolskiego 1918 - 1919 Koło we Wschowie. - Książka zawiera z jednej strony rys historyczny, z drugiej wspomnienia i relacje uczestników powstania wielkopolskiego - zarówno z naszego rodzimego terenu, jak i tych, którzy walczyli chociażby pod Inowrocławiem, czy pod Gnieznem, a potem los rzucił ich do Wschowy, bądź w okolice Wschowy. Są również biogramy powstańców, którzy zostali upamiętnieni na pomniku odsłoniętym w październiku ub. r. - 50 uczestników tego ważnego dla Wielkopolski wydarzenia. Mamy świadomość tego, że to nie jest lista pełna, ale od czegoś należało zacząć.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Koncert kolęd 2019

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem