Reklama

Bp Jourdan: wizyta papieża okazją do zbliżenia się Estończyków do Boga

2018-08-27 16:33

pb / Tallin (KAI)

wikipedia.org

Estonia jest państwem bardzo zeświecczonym. Wizyta papieża Franciszka stanie się dla wielu Estończyków okazją do choćby niewielkiego zbliżenia się do Boga - taką nadzieję ma bp Philippe Jourdan. Ojciec Święty odwiedzi ten bałtycki kraj 25 września. W rozmowie z KAI administrator apostolski Estonii przypomina wizytę św. Jana Pawła II w Tallinie przed 25 laty, od której zaczęła się droga wiary wielu tamtejszych katolików.

KAI: Dlaczego papież Franciszek przyjeżdża do Estonii?

Bp Philippe Jourdan:- Przyjeżdża do Estonii, bo już od kilku lat zapraszały go zarówno tutejszy Kościół katolicki, jak i władze państwowe. Oczywiście, zawsze trudno jest powiedzieć, dlaczego przyjeżdża akurat do Estonii, a nie do Polski, Hiszpanii czy Francji. Ale Franciszek wyznał kiedyś, że chciałby odwiedzać kraje, które są małe i które dużo wycierpiały. Estonia pasuje do obu tych kategorii. Jest mała i wiele wycierpiała, szczególnie w XX wieku. Wydaje mi się więc, że papieska wizyta wpisuje się właśnie w ten kontekst.

- Franciszek lubi także odwiedzać - jak sam mówi - peryferie Kościoła...

- To prawda. Można powiedzieć, że Estonia stanowi peryferie Kościoła znacznie bardziej niż Łotwa czy Litwa. Dlatego wizyta w Estonii jest większym wyzwaniem niż np. na Litwie, która jest krajem katolickim, czy na Łotwie, gdzie istnieje silna tradycja katolicka. Tutaj papież spotka jedną z najmniejszych wspólnot katolickich, jaką kiedykolwiek odwiedził. Przyjedzie do kraju najmniej religijnego spośród tych, do których dotychczas jeździł. Z pewnością więc jest to dla niego dość szczególne wyzwanie. Ale myślę, że Franciszek tego typu wyzwania lubi.
Dotyczy to zresztą każdego papieża. Kiedy odwiedza jakiś kraj, przyjeżdża tam nie tylko, by odwiedzić katolików, choć to oni są „rodziną papieża”, ale spotyka się z całym narodem. Także w Estonii Franciszek spotka się z tymi, którzy są chrześcijanami i z tymi - stanowiącymi większość - który nie wyznają żadnej religii.

- Jak przebiegały przygotowania do papieskiej wizyty? Czy dużo mówiło się o tej wizycie i o samym Franciszku, np. w estońskich mediach?

- Tak, zainteresowanie mediów było bardzo duże. Myślę, że jeszcze nasili się ono w najbliższych tygodniach. Od kiedy pod koniec zeszłego roku dowiedzieliśmy się, że papież odwiedzi Estonię, temat ten był obecny w telewizji, radiu i prasie. Tłumaczyliśmy, dlaczego wizyta papieża jest ważna nie tylko dla katolików, ale także dla innych chrześcijan (Estonia jest krajem o tradycjach luterańskich i prawosławnych), jak również dla niewierzących. Od początku próbowaliśmy uzmysłowić ludziom, że papieska wizyta jest okazją do obudzenia naszych dusz i naszych serc do walki z materialistycznym klimatem, który się wszędzie upowszechnia.

- Czy były jakieś duchowe przygotowania dla katolików?

- Tak, trwają one we wszystkich parafiach od kilku miesięcy. Poprosiliśmy katolików o wspólne odmawianie różańca. Odbywają się też adoracje eucharystyczne. Na 1 września zaplanowaliśmy Dzień Młodzieży, który ma być formą przygotowania do wizyty Franciszka zarówno poprzez modlitwę, jak i post, co uważam za bardzo trafne.
Opublikowaliśmy także pierwszą biografię papieża Franciszka w języku estońskim. Estonia nie jest krajem katolickim, więc nie było tu zbyt wielu książek o papieżach. Mieliśmy tłumaczenia kilku książek samego Franciszka, ale teraz dzięki biografii wszyscy mogą się dowiedzieć, kim jest, skąd pochodzi, jaka była jego droga życiowa, jakie są główne kierunki jego myśli. Mam więc nadzieję, że na kilka tygodni przed przyjazdem papieża, estońskie społeczeństwo jest znacznie lepiej poinformowane na jego temat, niż jeszcze kilka miesięcy temu.

- Franciszek nie jest pierwszym papieżem, który odwiedza Estonię.

- Poprzednio był tu św. Jan Paweł II przed 25 laty. Powiedział nam to, co powtarzał w wielu innych krajach: „Nie lękajcie się!”. Było to w roku 1993, niedługo po upadku Związku Radzieckiego. Z jednej strony rodziły się wtedy wielkie ideały i nadzieje (światowego pokoju, jedności Europy itp.), a z drugiej lęk, bo przyszłość była nieco trudna do przewidzenia. Estonia dopiero zaczynała żyć jako odrębne państwo. Dlatego Jan Paweł II zachęcał: „Nie lękajcie się!”.
Teraz jako motto wizyty papieża Franciszka wybraliśmy zdanie z estońskiego hymnu liturgicznego: „Obudź się, moje serce”. Dlaczego? Bo taką potrzebę właśnie odczuwamy w Estonii i innych krajach europejskich. Estońskie społeczeństwo jest dziś dużo bardziej stabilne i mocne, ale także bogatsze niż 25 lat temu. Wielkie ideały z czasów odzyskania wolności i niepodległości nieco się skurczyły. Teraz szerzy się indywidualizm. Dlatego uważam, że ważne jest to, że papież przyjedzie i obudzi tamtą nadzieję. A dla wielu Estończyków, którzy nic nie wiedzą o wierze, o chrześcijaństwie, o Kościele katolickim (a żadnej religii nie wyznaje tu niemal 90 proc. mieszkańców!) stanie się to okazją do choćby niewielkiego zbliżenia się do Boga i do wiary.

- Czy można mówić o jakichś konkretnych owocach tamtej wizyty św. Jana Pawła II w Estonii?

- W takim kraju jak Estonia, który po reformacji luterańskiej na stulecia stracił jakikolwiek kontakt z Kościołem katolickim, wizyta papieża, w dodatku tuż po odzyskaniu niepodległości, była czymś bezprecedensowym. Droga wiary wielu ludzi, którzy dzisiaj są katolikami zaczęła się od tego, że zobaczyli papieża w Tallinie, słuchali tego, co mówił lub tego, co mówiono o nim. Dlatego owoce tamtej wizyty są widoczne w życiu wspólnoty katolickiej.
Kiedy rozmawiamy z ludźmi niebędącymi katolikami lub niewierzącymi, widzimy, że ich znajomość wiary i Kościoła jest niewielka. Ale wszyscy pamiętają, że Jan Paweł II odwiedził Tallin. Dla wielu Estończyków jest to więc jedyny konkretny obraz wiary lub kontakt z nią.
Wizyta Jana Pawła II była niezwykle ważna dla Kościoła katolickiego w Estonii, który wcześniej był malusieńki. Dziś wciąż katolików jest niewielu, ale po wizycie Jana Pawła II Kościół się zakorzenił, rozwinął, stał się bardziej widoczny, bardziej znany. Zaczęliśmy np. zakładać szkoły katolickie. Wielu ludzi poznało wtedy Kościół.
Kiedy przyjechał Jan Paweł II, Estonia była wolna zaledwie od dwóch lat. Teraz minęło już 27 lat. Sytuacja jest więc inna. Ale myślę, że owoce wizyty Franciszka będą równie wielkie. Choć katolików jest w Estonii niewielu, to uważam, że dla przeważającej większości mieszkańców kraju papież jest głównym autorytetem religijnym na świecie. Jeden z ministrów obecnego rządu, który jest luteraninem, powiedział mi: „Dla nas wizyta papieża jest bardzo ważna, bo papież jest dla nas głową Ciała Chrystusa w świecie”. Z pewnością nie jest to wizja zbyt teologiczna (Ciałem Chrystusa są dla niego wszyscy chrześcijanie), ale właśnie w taki sposób niekatolicy postrzegają papieża. Nawet jeśli nie uznają go za „swego” papieża, któremu są posłuszni, to także dla nich jego autorytet jest olbrzymi.

- Niewielka liczba wiernych to nie jedyna cecha szczególna Kościoła w Estonii. Jest on chyba także wielonarodowy?

- Mniej więcej połowa katolików to Estończycy. Zazwyczaj albo oni się nawrócili, albo zrobili to wcześniej ich rodzice. Druga połowa to osoby rosyjskojęzyczne. W większości przyjechali oni sami albo zostali wysłani do Estonii w czasach radzieckich, często z Białorusi lub Ukrainy. To są dwa główne filary naszych wspólnot. Ale od dwóch, trzech lat do Estonii przybywa coraz więcej imigrantów, np. z Europy Wschodniej. Jednak ogólnie rzecz biorąc jest ich niewielu. Z kolei, gdy chodzi o księży, większość z nich pochodzi z zagranicy.

- Ale z tego, co wiem, w przeszłości Kościół w Estonii miał związki także z Polską?

- Raczej z Polakami. Po reformacji luterańskiej Kościół katolicki mógł znowu działać w Estonii dzięki temu, że byli tam Polacy z imperium rosyjskiego, np. polscy żołnierze czy ludzie deportowani w czasach carskich. W Tallinie odprawianie katolickiej Mszy było zabronione przez kilka stuleci. Ponownie zezwolono na to dlatego, aby polscy żołnierze armii carskiej mogli w niej uczestniczyć. Nadal mieszka tu wielu ludzi pochodzenia polskiego, głównie z Białorusi, z okolic Grodna. Jest to bogactwo dla Kościoła, szczególnie że ci Polacy poczuwają się do odpowiedzialności za szerzenie światła Chrystusa wokół siebie i do bycia misjonarzami, o co prosi papież.

- Wspomniał Ksiądz Biskup, że Kościół w Estonii wiele wycierpiał w czasach komunizmu. Czy ma z tego okresu męczenników: duchownych i świeckich? A jeśli tak, czy prowadzone są ich procesy beatyfikacyjne?

- Tak. Trwa proces beatyfikacyjny mojego poprzednika, abp. Eduarda Profittlicha, który zmarł w radzieckim obozie koncentracyjnym w 1942 r. Potem nie było już biskupów rezydujących w Estonii aż do mojej konsekracji w 2005 r. Zakończyła się już część diecezjalna procesu abp. Profittlicha, a teraz rozpoczyna się jego część rzymska w Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych. Mamy nadzieję, że będzie on pierwszym świętym Kościoła katolickiego w Estonii. Z pewnością było wielu katolików świeckich, a może także księża, którzy byli męczennikami, a przynajmniej wiele wycierpieli, ale najwięcej mówi się o abp. Profittlichu. Mam nadzieję, że wkrótce zostanie on wyniesiony na ołtarze. Oczywiście nie przy okazji wizyty papieża, ale może ona pomóc w tym, by postać arcybiskupa stała się bardziej popularna i zwiększyć cześć dla niego.

- Czy Kościołowi i szerzej: społeczeństwu udało się już „wyzwolić” z czasów komunistycznych? A może pozostały jeszcze jakieś ślady w mentalności ludzi?

Tagi:
Franciszek na Litwie Łotwie i Estonii

Reklama

Bałtowie podsumowują papieską wizytę

2018-09-26 18:58

vaticannews / Ryga (KAI)

Katolicy w krajach nadbałtyckich zastanawiają się nad przebiegiem i owocami zakończonej 25 września podróży apostolskiej Franciszka. Od sztywnej poprawności do wybuchów entuzjazmu i radości – tak atmosferę towarzyszącą temu wydarzeniu opisuje posługujący na Łotwie były współpracownik Radia Watykańskiego o. Tadeusz Cieślak.

Grzegorz Gałązka

"Wizyta Ojca Świętego w stolicy Estonii może służyć za podsumowanie całej jego podróży po krajach bałtyckich: najpierw sztywna poprawność, niemal obojętność goszczącego go miasta, później życzliwe zainteresowanie, a wreszcie radość i entuzjazm. Patrzyłem na to z punktu widzenia jednego z pielgrzymów przybywających na spotkanie z Franciszkiem" - wspomina kapłan.

Zauważył, że kierowana przezeń łotewska grupa młodzieżowo-zakonna towarzyszyła papieżowi po kolei w Wilnie, Kownie, Agłonie i Tallinie, "znosząc po drodze trudy jesiennego pielgrzymowania". "Bardzo szybko okazało się, że możemy nie tylko Ojca Świętego słuchać, ale też sami ewangelizować, przechodząc rozśpiewaną i rozmodloną kolumną wśród prawdopodobnie nieświadomych niczego przechodniów i turystów. W kilku momentach udało się wykonać spontanicznie uliczny „flash-mob”, przyciągając uwagę przypadkowych ludzi ku sprawom wiary i osobie papieża" - zaznaczył polski jezuita.

Zwrócił uwagę, że "ciekawy był z kolei odbiór Franciszka przez Bałtów": słuchaczy przywykłych raczej do rozwlekłej i nieco patetycznej retoryki zaskakiwał jego prosty, niemal surowy styl ekspresji, stłumiony głos, zwięzłość wypowiedzi. Tłumaczono to nawet osłabieniem czy chorobą papieża, choć z drugiej strony właśnie wielkie wrażenie robiło przechodzenie do istoty rzeczy bez zbędnych słów: "Pamięć historyczna ma być korzeniem tożsamości, a nie jej obciążeniem; nawet w otchłani zła Bóg wyciąga rękę do człowieka; wiara to nie sprawa prywatna, ale powołanie do tworzenia wspólnoty, mimo istniejących różnic wieku, języka czy poglądów; trwanie na peryferiach to nie tylko ryzyko, ale i szansa m.in. dla ewangelizacji; pragnąc miłości i miłosierdzia najpierw sami je dawajmy innym, poczynając od bliskich".

"Te proste prawdy zapadały w serca. Trzeba będzie do nich jeszcze wielokrotnie powracać w pracy duszpasterskiej i wtedy – jestem o tym przekonany – wydadzą owoce" - zakończył swą wypowiedź ks. T. Cieślak.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wielki Tydzień w rodzinie chrześcijańskiej

Małgorzata Rekowska
Edycja legnicka 12/2002

Dla nikogo nie ulega wątpliwości, iż większe znaczenie przypisujemy obchodom świąt Bożego Narodzenia niż Wielkanocy. Więcej znamy miłych sercu tradycji. Lepiej rozumiemy, co stało się w Betlejem niż na Golgocie. Łatwiej zrozumieć żłóbek niż pusty Grób. Również i dzieciom jakoś łatwiej opowiadać o Dzieciątku Jezus niż o Jezusie cierpiącym na krzyżu i o Jezusie Zmartwychwstałym. Tymczasem w roku kościelnym Wielkanoc uważana jest za święto świąt. "Jaśnieją jako szczyt całego roku liturgicznego" - stwierdza się w "Konstytucji o liturgii" ostatniego Soboru o trzech świętych dniach paschalnych. Dlaczego? Ponieważ odkupienie nasze dokonało się na krzyżu, kiedy to Chrystus, umierając, zniweczył naszą śmierć, a zmartwychwstając, dał nam życie wieczne.

Wiele rodzin polskich przeżywa Święta Wielkanocne, zubożając ich treść. W Wielkim Tygodniu robi się porządki i zakupy. Jest to jeden z koszmarniejszych tygodni w roku, szczególnie dla dzieci. Popychane, odganiane, wyrywane do pomocy od swych zajęć w sposób chaotyczny. Często brak czasu i sił nawet na pójście do kościoła w Wielki Czwartek i w Wielki Piątek. Zachowała się tradycja święcenia pokarmów. Tak więc dzieci, nawet te, które przez cały rok nie zostaną zaprowadzone do kościoła przez rodziców, idą w Wielką Sobotę z koszyczkami. Z wypiekami na twarzy oglądają barwny Grób Chrystusa. Ale wiele z nich nie rozumie, skąd on się wziął. Są zaskoczone tą zmianą dekoracji w kościele. Jeżeli przyszły do kościoła z rodzicami, mają się kogo zapytać. Jeśli nie, po powrocie do domu zastają najczęściej zapracowaną mamę, wykańczającą świąteczne potrawy, i tatę odkurzającego przy głośno nastawionym telewizorze, który stara się połączyć przyjemne z pożytecznym. Nie jest to atmosfera do ważnych pytań - rezygnuje. Wreszcie Poranek Wielkanocny - dzielenie się jajkiem przy stole, Msza św., a dalej to już tak jak przy każdej uroczystości rodzinnej. Stół z jedzeniem i piciem, telewizja, goście, coraz głośniejsze rozmowy, śpiewy. Rodzice się bawią, a dzieci...?

Spróbujmy przeżyć te święta inaczej. Spróbujmy nadać im właściwy religijny i bardzo radosny charakter. Szczególnie dzieci powinny przeżywać tego dnia radość tak wielką, by można było ją porównać do radości Apostołów spotykających Chrystusa po zmartwychwstaniu.

Jak więc włączyć dzieci w obchody Świąt Wielkanocnych w rodzinie? Im lepiej sami zrozumiemy tajemnicę pustego Grobu, tym bardziej będziemy mogli otworzyć naszym dzieciom dostęp do przeżyć Świąt Zmartwychwstania. Zupełnie inaczej przeżywa się Poranek Wielkanocny, gdy poprzedziło go uczestnictwo w liturgii Triduum Paschalnego. Trzeba sobie uzmysłowić, że święta rozpoczynają się w Wielki Czwartek wieczorem. I od tej pory uwaga wszystkich członków rodziny powinna się skupić na tajemnicy śmierci i zmartwychwstania Chrystusa.

Wielki Czwartek

Już powinno się zakończyć wszelkie porządki w domu. Jeżeli pomyśleliśmy wcześniej o dobrym rozplanowaniu prac domowych, łącznie z zaangażowaniem w to nawet najmłodszych dzieci, to już od godzin wieczornych możemy świętować Wielki Czwartek. Przed pójściem na wieczorną Mszę św. porozmawiajmy z dziećmi. Rozmowę tę można przeprowadzić w drodze do kościoła, jeżeli wcześniej nie udało nam się wygospodarować na nią czasu. Powiedzmy, że ksiądz będzie ubrany na biało, ponieważ jest to dzień ustanowienia Najświętszego Sakramentu oraz sakramentu kapłaństwa. Opowiedzmy im, że w kościołach katedralnych rano odprawiana jest Msza św., w czasie której kapłani ponawiają ślubowanie złożone w dniu święceń. Następuje również poświęcenie olejów świętych, które potem używane są przy liturgii sakramentu chrztu, bierzmowania, namaszczenia chorych i kapłaństwa. Niech dzieci same przypomną, co stało się w Wieczerniku w czasie Ostatniej Wieczerzy. Wyjaśnijmy im, że to na tę pamiątkę odprawia się dziś w kościele Mszę św. Zwróćmy uwagę na bicie dzwonów podczas Gloria. Dzwony te zamilkną aż do Gloria w Wigilię Paschalną. W niektórych kościołach po homilii następuje obrzęd obmywania nóg dwunastu mężczyznom, tak jak to czynił Chrystus, dając przykład pokory i miłości. Po Mszy Wieczerzy Pańskiej przenosi się Najświętszy Sakrament do bocznego ołtarza, gdzie wierni przez całą noc adorują Pana Jezusa. Zostańmy przez chwilę z dziećmi przy tym ołtarzu adoracji. Przypomnijmy im, że hostia to żywy Pan Jezus. Trudna powiedzieć, ile czasu powinno dziecko poświęcić na adorację. Zależy to między innymi od jego religijności i potrzeby rozmowy z Bogiem. Myślę, że czas adoracji powinno dziecko odczuć jako poświęcony tylko Bogu, często kosztem przyjemności. Na pewno jednak nie powinien być zbyt długi.

Po przeniesieniu Pana Jezusa do bocznego ołtarza następuje ceremonia obmywania ołtarza. W tym czasie przeważnie ludzie opuszczają kościół, spiesząc do domu. Poczekajmy z dziećmi w ławce, pozwólmy, niech zobaczą, jak przebiega ta ceremonia. Mogą ją zaobserwować tylko raz w roku. Wyjaśnić trzeba dzieciom, że zawsze w Wielki Czwartek oczyszcza się w kościołach ołtarze, lichtarze, kropielnice, by na Święta Zmartwychwstania wszystko lśniło. Ma nam to przypominać, że Chrystus, zmartwychwstając, otoczył nasze życie nowym blaskiem. Przypomnijmy dzieciom, że dlatego właśnie tak szczególnie dużo uwagi poświęciliśmy porządkom w domu. Ale jeszcze ważniejsze są porządki w naszej duszy. Namówmy dzieci, by zastanowiły się, czy nie wyrządziły komuś krzywdy, niech pomyślą, jak ją naprawić tak, aby Święta przeżyć z czystym sumieniem. Tak spędzony wieczór w kościele pełen wrażeń i przeżyć religijnych nastroi nasze dzieci i nas samych do spożycia wspólnej wieczerzy rodzinnej. Stwórzmy taki nastrój, aby wieczór spędzony w rodzinie stanowił całość z tym, co miało miejsce w kościele.

Wielki Piątek

Dzień Męki i Śmierci Chrystusa. Niech będzie w naszym domu cisza pozwalająca przeżyć Misterium Męki i Śmierci Jezusa. O godzinie 15.00, godzinie śmierci Pana Jezusa, uklęknijmy z dziećmi na chwilę przed domowym ołtarzykiem. Może to właśnie będzie najodpowiedniejszy moment, by przedłożyć Bogu największą prośbę rodziny. Jeżeli jest to możliwe, warto tego dnia uczestniczyć w parafialnej Drodze Krzyżowej. W domu wyeksponujmy krzyż na białym obrusie w centralnym miejscu. Warto tego dnia wyłączyć radioodbiorniki, magnetofony czy telewizory. Można też puszczać z magnetofonu muzykę wielkopostną, już dziś dostępną szeroko w sprzedaży. Co robić, gdy nasze dzieci przyzwyczajone są do telewizji, radia, gier komputerowych, jak wypełnić ten czas, by był do zniesienia? Zaproponujmy dzieciom, by narysowały ilustracje do Drogi Krzyżowej, a może ulepią stacje z plasteliny. Starszym dzieciom można zaproponować, by poszukały wśród bohaterów Drogi Krzyżowej czy opisu Męki Pańskiej postaci najbardziej do siebie podobnych i zastanowiły się nad swą postawą wobec Chrystusa. Pomysły pojawią się spontanicznie, gdy tylko otworzymy dzieci na takie myślenie.

Wieczorem w kościele ludzie gromadzą się na liturgii wielkopiątkowej. Trwa ona długo i warto dzieci przygotować do tego przeżycia. Wyjaśnijmy im, że tego dnia nie ma Mszy św. Uprzedźmy dzieci, co będzie się działo w kościele, by przeżywały rozumnie tę liturgię. Powiedzmy więc dzieciom przed pójściem do kościoła, że liturgia dzisiejsza będzie składała się z trzech części. Liturgia Słowa poprzedzona jest procesją i leżeniem krzyżem przez kapłanów przed obnażonym ołtarzem. Kapłani są ubrani w czerwone szaty, czerwień symbolizuje męczeństwo. Po powstaniu kapłan modli się i rozpoczyna się liturgia Słowa Bożego. Po odczytaniu proroctwa Izajasza i fragmentu Listu do Hebrajczyków czytany jest opis Męki Chrystusa z Ewangelii św. Jana. Liturgię Słowa Bożego kończy modlitwa powszechna.

Uroczysta adoracja krzyża poprzedzona jest jego odsłonięciem. Ponieważ ta część liturgii trwa długo, zadbajmy o to, by dzieci miały wcześniej przygotowane teksty śpiewanych pieśni. Są to: Ludu, mój ludu, Krzyżu święty i Święty Boże. Wspólna komunia jest ostatnią częścią liturgii. Po jej zakończeniu procesjonalnie zanosi się Najświętszy Sakrament do Grobu Pańskiego i wystawia do adoracji.

Po powrocie do domu zbieramy się na krótką liturgię domową. Na stole w centralnym miejscu powinno ustawić się krzyż, który ojciec daje do pocałowania wszystkim zebranym. Następnie odczytuje Ewangelię. Jeżeli wszyscy byli w kościele tego dnia, nie ma potrzeby odczytywania tekstu Męki Pańskiej, można wybrać inny stosowny fragment.

Należałoby również, jeżeli kościół jest w pobliżu, udać się na adorację do Grobu Pańskiego. Warto dzieciom opowiedzieć, skąd wziął się zwyczaj tego wielkopostnego pielgrzymowania. A ma on swe korzenie w Jerozolimie, gdzie gromadzono się w miejscach Męki Chrystusa, aby Mu duchowo towarzyszyć od Wieczernika i Góry Oliwnej, aż do miejsca jego Grobu. W Polsce ten zwyczaj jest pielęgnowany od XIV w.

Wielka Sobota

Jest dniem spoczynku Pana w Grobie. To nie jest dzień żałoby, ale powinien być wypełniony zadumą nad cudem zmartwychwstania. Jutro już będą śpiewy Alleluja, dzwony, petardy, goście, stół suto zastawiony - taka atmosfera nie sprzyja zadumie. To właśnie dzisiaj można pójść z dziećmi święcić pokarmy. Dzieci, które są przyprowadzane do kościoła tylko raz w roku, właśnie z koszyczkiem "do pokropienia", pytają, dlaczego Jezus leży w grobie i niewiele rozumieją z odpowiedzi. Dla tych dzieci Bóg nie żyje, ale ustawicznie jest w grobie. Ukazanie martwego Boga małemu dziecku jest wielką dla niego krzywdą. W każdej rodzinie przygotowujemy wraz z dziećmi pokarm do poświęcenia. Pozwólmy dzieciom na aktywność w tym względzie. Nasza rola sprowadza się do wyjaśnienia symboliki pokarmu. Najpierw wkładamy chleb, który symbolizuje " chleb żywy, który zstąpił z nieba" i w Komunii św. daje życie światu. Jajka są symbolem budzącego się nowego życia - Chrystus przez swą śmierć i zmartwychwstanie daje nam swe życie. Mięso, wędliny czy baranek z cukru ma nas myślami przenieść w żydowską Noc Paschalną. Można to wydarzenie biblijne dzieciom opowiedzieć. Nasze przyprawy symbolizują biblijne zioła. Po powrocie do domu stawiamy koszyczek w widocznym miejscu. Tego dnia dekorujemy wszystko wiecznie zielonym bukszpanem.

Nie można nie uczestniczyć w liturgii Wigilii Paschalnej tego dnia. Jest to najbardziej uroczysty wieczór w roku liturgicznym. Trzeba koniecznie wyjaśnić dzieciom przed pójściem do kościoła, że obchód Wigilii Paschalnej składa się z czterech części. Liturgii światła, w czasie której kapłan przed Kościołem poświęca ogień, odpala paschał, wnosi uroczyście światło do ciemnego kościoła i śpiewa Orędzie Paschalne. W drugiej części są czytane fragmenty Pisma Świętego, w których rozważamy, co Bóg uczynił dla nas od początku świata. Podczas liturgii chrzcielnej kapłan dokonuje poświęcenia wody, a wierni odnawiają przyrzeczenia chrzcielne. Odnowieni biorą udział w Mszy Paschalnej, podczas której zabrzmią wszystkie dzwony i dzwonki. Tradycja każe zabrać do domu wodę święconą, by rano pokropić nią dom i domowników.

Wieczór w rodzinie tego dnia też powinien zgromadzić rodzinę przy świątecznym stole. Ojciec wygasza wszystkie światła w domu, błogosławi rodzinny paschał, zapala go i odmawia modlitwę. Wszyscy zapalają swoje świece od paschału i włączają się w modlitwę. Po odczytaniu odpowiedniego fragmentu Ewangelii zasiadamy do wspólnej wieczerzy.

Wielki Czwartek, Wielki Piątek i Wielka Sobota z Niedzielą Paschalną są dniami szczególnie bogatymi w obchody liturgiczne. Warto w pełni z tego bogactwa skorzystać. Jest to wspaniały dar Kościoła, skorzystanie z niego w pełni ubogaci naszą rodzinę i zbliży nas do Chrystusa. Życzę Państwu odkrycia bogatej treści Tajemnicy Paschalnej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Baranek i wspólnota

2019-04-18 21:25

Magda Nowak

– Kiedy w ten Wielki Czwartek próbujemy po raz kolejny pokłonić się wobec tajemnicy Mszy św., to dziś wydobądźmy z niej te dwie prawdy: Baranek i wspólnota, dwie nieodłączne tajemnice każdej Mszy św. – powiedział bp pomocniczy archidiecezji częstochowskiej Andrzej Przybylski. Słowa te wybrzmiały podczas Mszy Wieczerzy Pańskiej sprawowanej w archikatedrze częstochowskiej na pamiątkę ustanowienia sakramentów kapłaństwa i Eucharystii.

Marian Sztajner/Niedziela

– Nie mamy wątpliwości, że baranek ofiarny to dla nas Chrystus, bo zawsze kiedy przyjmujemy Jego ciało przed komunią św. słyszymy te słowa: oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata. Ale czy przyjmujemy Go tylko dla siebie? Tylko dla własnej pobożności, świętości, bliskości z Bogiem? – pytał biskup. – Pan wyraźnie nam mówi, dlaczego Baranek nazywa się podczas Mszy św. komunią, bo Bogu chodzi o wspólnotę, bo tych wszystkich najważniejszych tajemnic, które w tych dniach będziemy przeżywać, Bóg nie czyni dla siebie. Bóg nie ponosi cierpienia dla samego siebie, żeby pokazać swoje bohaterstwo, Bóg nie umiera na krzyżu dla samego siebie i wreszcie nie zmartwychwstaje dla samego siebie, ale dla nas, dla każdego z nas.

Zobacz zdjęcia: Msza św. Wieczerzy Pańskiej w Częstochowie

Bp Andrzej Przybylski podkreślił, że Eucharystia kształtuje w nas zdolność do jedności. – Jesteśmy wiarygodnymi uczniami Chrystusa tylko we wspólnocie. Kiedy będziemy głosić Ewangelię i nie będziemy żyć we wspólnocie, i nie będziemy zdolni do jedności, to nasza ewangelizacja nie będzie skuteczna, bo nam nikt nie uwierzy, że jesteśmy reprezentantami Boga, a nie umiemy jak Bóg się miłować, przebaczać, być jednym – stwierdził. Wskazał również, że Kościół to nie organizacja społeczna, stowarzyszenie czy instytucja, Kościół to relacja z Bogiem i nasze wzajemne relacje.

Tradycyjnie Liturgia Wielkiego Czwartku połączona była z obrzędem umycia nóg. Biskup Przybylski obmył stopy dwunastu mężczyznom na znak, jaki uczynił Jezus podczas Ostatniej Wieczerzy obmywając stopy dwunastu apostołom, dając im tym przykład miłości i pokory. Eucharystia zakończyła się procesyjnym przeniesieniem Najświętszego Sakramentu do ołtarza wystawienia tzw. Ciemnicy symbolizującej uwięzienie Chrystusa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem