Reklama

Bp Jourdan: wizyta papieża okazją do zbliżenia się Estończyków do Boga

2018-08-27 16:33

pb / Tallin (KAI)

wikipedia.org

Estonia jest państwem bardzo zeświecczonym. Wizyta papieża Franciszka stanie się dla wielu Estończyków okazją do choćby niewielkiego zbliżenia się do Boga - taką nadzieję ma bp Philippe Jourdan. Ojciec Święty odwiedzi ten bałtycki kraj 25 września. W rozmowie z KAI administrator apostolski Estonii przypomina wizytę św. Jana Pawła II w Tallinie przed 25 laty, od której zaczęła się droga wiary wielu tamtejszych katolików.

- Czasy komunistyczne były wielką traumą. Ale czasem naprawdę trudno powiedzieć, czy jakiś problem jest spadkiem tej epoki czy pojawił już wcześniej. Przez pięćset lat Kościół katolicki w Estonii był albo zlikwidowany, albo prześladowany. Tak działo się już na długo przed nastaniem czasów komunistycznych.
Jednym z wielkich problemów, z jakim mamy do czynienia w estońskim społeczeństwie jest rozbicie rodzin. Podobnie jest w innych krajach europejskich, ale w Estonii zjawisko to ma masowy charakter. Trudno jednak powiedzieć, czy jest to spadek czasów komunistycznych, czy też dzieje się tak bardziej z powodu mentalności skandynawskiej. Ale z pewnością komunizm ponosi tu swoją część odpowiedzialności.
W XX wieku około 20 proc. mieszkańców Estonii zostało deportowanych na Syberię. Ta trauma, moim zdaniem, nie może zniknąć w ciągu 25 lat. Potrzeba na to więcej czasu.

- Przeglądając historię Kościoła w Estonii, nie udało mi się znaleźć biskupa, który byłby rdzennym Estończykiem.

- Ja także, choć szukałem od czasu ewangelizacji Estonii w XIII wieku, nie znalazłem śladu biskupa-Estończyka. Ale pracujemy na tym i jeśli Bóg da Estonii pokój, a Kościołowi w Estonii trochę przestrzeni do działania, to wierzę, że jest tylko kwestią czasu, by tak się stało.
Trzeba przy tym wziąć pod uwagę, że na początku lat 70. XX wieku było w Estonii zaledwie pięciu czy sześciu Estończyków-katolików. Nie 500-600 czy 5-6 tysięcy, ale pięciu lub sześciu! Pokazuje to sytuację wyjściową. Przy takiej liczbie trudno mówić o licznych powołaniach kapłańskich. Obliczyłem, że od reformacji aż do naszych czasów było zaledwie pięciu księży-Estończyków. Pięciu w ciągu pięciu stuleci, z czego czterech żyje obecnie. Mamy więc pod tym względem najlepszą sytuację w historii!
Aby dojść do sytuacji, w której Estończyk zostanie biskupem, potrzebujemy więcej lokalnych powołań kapłańskich. Uważam, że tak się niechybnie stanie, tak jak stało się ostatnio w Finlandii, która otrzymała pierwszego biskupa-Fina, tak jak się stało w Szwecji, która ma biskupa-Szweda od 15 lat, tak jak się stało w Norwegii. Konieczne jest, by Kościół trochę dojrzał.
Czy już mój następca będzie Estończykiem? Za wcześnie o tym mówić. Staramy się pobudzać powołania i wspierać dojrzewanie Kościoła, aby któregoś dnia można było mianować Estończyka biskupem.

- A jaki jest obecny stan powołań kapłańskich i zakonnych?

- Oprócz czterech księży-Estończyków, jest też kilku zakonników, ale mieszkają oni zagranicą, bo przecież nie mamy tu wszystkich zgromadzeń zakonnych. Zdarza się, że młodzi Estończycy nawiązują kontakt ze zgromadzeniem, którego tutaj nie ma. A wtedy trudno, by wracali do kraju. Powołania pojawiają się dość skąpo.
Ale każdego roku mamy sporo nawróceń na katolicyzm. Widzę też, że w katolickich rodzinach wzrasta całe pokolenie ludzi młodych. Myślę, że wśród nich zrodzą się powołania. Tym bardziej, że niektórzy się nad tym zastanawiają. Jestem tu optymistą, bo widzę, że Kościół rośnie, dojrzewa, że młodzi są dość otwarci na temat powołań.
Dwa lata temu pewien starszy pastor protestancki powiedział mi: „Znałem Kościół katolicki w Tallinie w czasach komunistycznych i gdy widzę go teraz, to rozumiem, że macie powody, by dziękować Bogu, bo uczynił z wami cud”. Kościół katolicki był maleńkim ziarnem, być może najmniejszym ze wszystkich, które jednak wzrosło.

- Czy to maleńkie ziarno, które wzrosło jest dziś obecne także w życiu społecznym Estonii?

- Tak, choć oczywiście nie możemy być obecni we wszystkich dziedzinach życia społecznego. Ale jest taka domena, w której Kościół katolicki jest najbardziej znany. To domena wychowania i szkolnictwa. W czasach komunistycznych nie było w Estonii żadnej szkoły prywatnej, a tym bardziej chrześcijańskiej. To Kościół katolicki rozpoczął zakładanie szkół już w 1994 r., najpierw w Tallinie, a następnie w uniwersyteckim mieście Tartu (Dorpat). Szkoły katolickie, szczególnie ta w Tartu, mają dobrą reputację i są dobrze znane w całym kraju. W ostatnich latach zaczęły nas naśladować inne Kościoły: luteranie i prawosławni też założyli małe szkoły. Ale to Kościół katolicki odegrał rolę katalizatora w dziedzinie szkolnictwa.

- A jakie są relacje Kościoła z państwem?

- Relacje z państwem są bardzo dobre. Władze okazały duże zainteresowane zaproszeniem papieża do Estonii i włączyły się w organizację wizyty. Są bardzo zadowolone z tego, że Franciszek przyjeżdża do Estonii, bo widzą w tym znak solidarności z wciąż nowym, młodym państwem. Dlatego bardzo nam pomogły. A jednocześnie jest to państwo bardzo zeświecczone. Także w Estonii mamy ustawodawstwo deformujące wizję małżeństwa, które wchodzi w życie wszędzie w Europie. Kościół katolicki, razem z luterańskim i prawosławnym, stara się podejmować dyskusję, by pomóc władzom lepiej zrozumieć, jakie są podstawowe wartości ludzkie, rodzinne, w dziedzinie życia. Ale ta dyskusja jest bardzo trudna.

- A jak wyglądają relacje ekumeniczne?

- Są dobre. Mamy Estońską Radę Kościołów, której jestem wiceprzewodniczącym, przewodniczy zaś arcybiskup luterański. Regularnie się spotykamy. Znaczące jest to, że - w przeciwieństwie do Finlandii czy Szwecji - Kościoły w Estonii są zgodne w kwestiach moralnych, zwłaszcza dotyczących życia rodzinnego. Dlatego są w stanie tworzyć wspólny front i zajmować wspólne stanowisko. To warte uwagi, bo Kościół katolicki jest zbyt mały, by samemu bronić np. wartości chrześcijańskiego małżeństwa, tego, że małżeństwo jest związkiem kobiety i mężczyzny itd. Ważne, że z innymi Kościołami możemy dawać wspólne świadectwo, choć nasze stanowiska nie zawsze są dokładnie takie same, ale w zasadniczych punktach są identyczne. Udało nam się, dzięki Bogu, wykonać razem dobrą pracę.

- Jest Ksiądz Biskup Baskiem z Francji. Jak więc trafił Ksiądz Biskup do Estonii, na drugi kraniec Europy?

- W bardzo prosty sposób. Gdy upadł Związek Radziecki, nieliczni katolicy w Estonii podlegali nuncjuszowi apostolskiemu w państwach bałtyckich, który rezyduje w Wilnie na Litwie. Szybko zorientował się on, że nie da się kierować Kościołem w Estonii na odległość. Zaczął więc szukać księży, którzy przyjadą z zagranicy, nauczą się języka estońskiego i będą mogli pomóc na miejscu. Najpierw prowadził poszukiwania w Niemczech, ze względu na wielowiekowe więzi między Niemcami i Estonią. Jednak nie znalazł tam chętnych. Zwrócił się więc ku Francji.
Otrzymałem propozycję wyjazdu, gdy byłem duszpasterzem akademickim w Paryżu. Nuncjusz zadzwonił z pytaniem, czy byłbym gotów wyjechać do Estonii i być tam jego prawą ręką. Poprosiłem o kilka dni na zastanowienie się. Pierwszą rzeczą, jaką zrobiłem, było poszukanie jakichś informacji o tym kraju. Muszę przyznać, że nie było ich wtedy we Francji zbyt wiele... Natychmiast też kupiłem książkę do nauki estońskiego, który jest bardzo trudnym językiem. Była tylko jedna. Po kilku dniach wyraziłem zgodę na wyjazd i na Zesłanie Ducha Świętego 1996 r. znalazłem się w Estonii.
Od razu zacząłem się uczyć języka estońskiego, ale także rosyjskiego, bo duża część katolików jest tu rosyjskojęzyczna. Rosyjski trochę już znałem z czasów, gdy odbywałem studia inżynierskie (zanim zostałem księdzem, byłem inżynierem dróg i mostów). W tamtych czasach francuskie przedsiębiorstwa prowadziły budowy w Związku Radzieckim, dlatego uczyłem się rosyjskiego.
Ale nic dziwnego, że znalazłem się w Estonii. W końcu pierwszy tutejszy biskup Estonii, którego imię zachowało się w historii, najprawdopodobniej pochodził z Francji. Tak więc nawet w XII wieku było możliwe, by Francuz został biskupem w Estonii!

Rozmawiał Paweł Bieliński (KAI)

Philippe Jourdan (ur. 1960) w czasie studiów w Krajowej Szkole Dróg i Mostów w Paryżu został numerariuszem Opus Dei. W 1987 r. obronił doktorat z filozofii na Uniwersytecie Świętego Krzyża w Rzymie, a rok później przyjął święcenia kapłańskie. Był duszpasterzem akademickim w Paryżu i ojcem duchownym Prałatury Opus Dei we Francji. W 1996 r. został wikariuszem generalnym administratora apostolskiego Estonii, a trzy lata później także proboszczem parafii katedralnej w Tallinie. Od 2005 r. jest biskupem-administratorem apostolskim Estonii (jego nominację ogłoszono w przeddzień śmierci Jana Pawła II).

Tagi:
Franciszek na Litwie Łotwie i Estonii

Bałtowie podsumowują papieską wizytę

2018-09-26 18:58

vaticannews / Ryga (KAI)

Katolicy w krajach nadbałtyckich zastanawiają się nad przebiegiem i owocami zakończonej 25 września podróży apostolskiej Franciszka. Od sztywnej poprawności do wybuchów entuzjazmu i radości – tak atmosferę towarzyszącą temu wydarzeniu opisuje posługujący na Łotwie były współpracownik Radia Watykańskiego o. Tadeusz Cieślak.

Grzegorz Gałązka

"Wizyta Ojca Świętego w stolicy Estonii może służyć za podsumowanie całej jego podróży po krajach bałtyckich: najpierw sztywna poprawność, niemal obojętność goszczącego go miasta, później życzliwe zainteresowanie, a wreszcie radość i entuzjazm. Patrzyłem na to z punktu widzenia jednego z pielgrzymów przybywających na spotkanie z Franciszkiem" - wspomina kapłan.

Zauważył, że kierowana przezeń łotewska grupa młodzieżowo-zakonna towarzyszyła papieżowi po kolei w Wilnie, Kownie, Agłonie i Tallinie, "znosząc po drodze trudy jesiennego pielgrzymowania". "Bardzo szybko okazało się, że możemy nie tylko Ojca Świętego słuchać, ale też sami ewangelizować, przechodząc rozśpiewaną i rozmodloną kolumną wśród prawdopodobnie nieświadomych niczego przechodniów i turystów. W kilku momentach udało się wykonać spontanicznie uliczny „flash-mob”, przyciągając uwagę przypadkowych ludzi ku sprawom wiary i osobie papieża" - zaznaczył polski jezuita.

Zwrócił uwagę, że "ciekawy był z kolei odbiór Franciszka przez Bałtów": słuchaczy przywykłych raczej do rozwlekłej i nieco patetycznej retoryki zaskakiwał jego prosty, niemal surowy styl ekspresji, stłumiony głos, zwięzłość wypowiedzi. Tłumaczono to nawet osłabieniem czy chorobą papieża, choć z drugiej strony właśnie wielkie wrażenie robiło przechodzenie do istoty rzeczy bez zbędnych słów: "Pamięć historyczna ma być korzeniem tożsamości, a nie jej obciążeniem; nawet w otchłani zła Bóg wyciąga rękę do człowieka; wiara to nie sprawa prywatna, ale powołanie do tworzenia wspólnoty, mimo istniejących różnic wieku, języka czy poglądów; trwanie na peryferiach to nie tylko ryzyko, ale i szansa m.in. dla ewangelizacji; pragnąc miłości i miłosierdzia najpierw sami je dawajmy innym, poczynając od bliskich".

"Te proste prawdy zapadały w serca. Trzeba będzie do nich jeszcze wielokrotnie powracać w pracy duszpasterskiej i wtedy – jestem o tym przekonany – wydadzą owoce" - zakończył swą wypowiedź ks. T. Cieślak.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Czy naród żydowski współpracował z nazistami?

2019-02-15 18:37

Artur Stelmasiak

Przykład Hotelu Polskiego bardzo dobitnie ukazuje niezwykłą historię, jak polska Armia Krajowa wkracza do akcji, aby bronić Żydów przed Żydami. W tym miejscu kolaborujący z Gestapo Żydzi sprzedawali za grube pieniądze swoich rodaków.

Archiwum

Tak się składa, że warszawska redakcja tygodnika "Niedziela", w której pracuje, mieści się w dawnym budynku Hotelu Polskiego. Podczas II wojny światowej wydarzyła sie tu straszna i bolesna historia dla narodu Żydowskiego, bo w aferę Hotelu Polskiego zamieszani byli dwaj żydowscy kolaboranci Gestapo – Leon „Lolek” Skosowski i Adam Żurawin.

Zgodnie z zabiegami dyplomatów ze Szwajcarii i USA, części Żydów z getta warszawskiego zezwolono wydać paszporty, żeby mogli wyemigrować do Ameryki Południowej. Przesłane na przełomie 1942 i 1943 roku dokumenty nie trafiły jednak do ich właścicieli, a do rąk Skosowskiego i Żurawina. Sprzedawali ukrywającym się Żydom paszporty, których cena dochodziła nawet kilkuset tysięcy złotych za sztukę. Chętnych nie brakowało. Żydzi, którym udało się zakupić paszport, zostali internowani w Hotelu Polskim przy ulicy Długiej 29 w Warszawie. Oczywiście wszystko odbywało się pod bacznym okiem Niemców, którzy pewnie także czerpali profity z tego zyskownego procederu. Wiosną 1943 r. urządzili nalot na Hotel Polski i prawie wszystkich rozstrzelano. Później to miejsce traktowano jako pułapkę warszawskiego gestapo, które w ten sposób wywabiało Żydów z kryjówek po aryjskiej stronie, by ich zamordować w obozach zagłady.

Według Żydowskiego Instytutu Historycznego spośród ponad 2500 Żydów, którzy zgłosili się na Długą, przeżyło zaledwie 260 osób. "Lolkiem" i jego zbrodniczą działalnością zajęła się Armia Krajowa. Leon Skosowski został zabity 1 listopada 1943 roku przez żołnierzy kontrwywiadu Okręgu Warszawskiego AK. Tego dnia do Gospody Warszawskiej przy Nowogrodzkiej o godzinie 17-tej wkroczyło czterech żołnierzy polskiego podziemia uzbrojonych w pistolety i granaty. Zebranym kazano podnieść ręce do góry, a Lolka Skosowskiego zastrzelił podchorąży „Janusz”. Strzelał z bliska – AK chciało mieć pewność, że zlikwidowano tego groźnego agenta Gestapo.

Takich historii, gdy Żydzi współpracowali ze swoimi oprawcami można znaleźć więcej. Parafrazując skandaliczne słowa premiera Izraela Benjamina Netanjahu wypadałoby zapytać: Czy naród żydowski współpracował z nazistami? Odpowiedź jest oczywista. Naród Żydowski był ofiarą, a nie oprawcą, choć tak jak w każdym narodzie zdarzały się czarne charaktery. To nie Polacy, ani nie Żydzi byli oprawcami i zbrodniarzami w czasie II wojny świtowej. Oba narody były ofiarami zbrodniczego niemieckiego nazizmu. Oczywiście Żydzi byli brutalniej traktowani przez Niemców, ale nie jest to w żadnym wypadku wina narodu polskiego.

Przykład Hotelu Polskiego bardzo dobitnie ukazuje sytuację, jak polska Armia Krajowa wkracza do akcji, aby bronić Żydów przed Żydami. "W związku z ustaleniem tego ohydnego zbrodniczego procederu [afera hotelu Polskiego], szef kontrwywiadu AK Okręgu Warszawa, kpt. Bolesław Kozubowski, uzyskał od płk. Chruściela, późniejszego dowódcy Powstania Warszawskiego, zgodę na natychmiastowe zlikwidowanie całej szajki bez oczekiwania na wyrok sądowy, aby ratować jak największą liczbę kandydatów na tak organizowany przez Skosowskiego wyjazd do obozów zagłady" - czytamy we wspomnieniach podporucznika AK Janusza Cywińskiego ps. "Janusz", który wykonał wyrok na Skosowskim.

Kilkadziesiąt metrów od Hotelu Polskiego jest maleńka uliczka im. Bohaterów Getta. Często widzę tam kręcące się wycieczki z Izraela. Dlaczego nie widzę takich wycieczek stojących przed Hotelem Polskim? Przecież to miejsce mogłoby być ważną dla narodu Żydowskiego lekcją historii. Pewne jest także, że taka lekcja bardzo przydałby się premierowi Izraela.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zaufała Jezusowi. I zaczęły się dziać dziwne rzeczy

2019-02-18 14:21

- Chodzi o to, żeby się nie martwić, żeby się nie zamartwiać, żeby nie myśleć negatywnie, żeby nie myśleć, że się nie uda. Jak zaufaliśmy, to wierzymy, że wszystko będzie dobrze. Naprawdę wierzymy, że Pan Bóg działa, że się troszczy, że to należy do Niego - mówiła s. Glapka

- Jeśli oddajemy obawy, lęki, ufamy Mu całkowicie, to Pan Bóg przemienia nas całkowicie - dodawała

- Bóg działa w ten sposób, że po prostu stawia ludzi, organizuje pewne wydarzenia i trzeba z odwagą za tym pójść - podkreśliła s. Jolanta Glapka RSCJ

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem