Reklama

Kalendarz katolika patrioty 2019

Płock: trzynastu kandydatów do kapłaństwa

2018-09-14 19:45

eg / Płock (KAI)

Magdalena Niebudek

W roku akademickim 2018/2019 na Roku Propedeutycznym w Wyższym Seminarium Duchownym w Płocku studia rozpocznie trzynastu mężczyzn. To wzrost, w porównaniu do roku ubiegłego, kiedy to na pierwszy rok przyjętych zostało tylko dwóch mężczyzn. W październiku kandydaci do kapłaństwa otrzymają indeksy Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.

Jak powiedział KAI ks. prał. dr Marek Jarosz, rektor Wyższego Seminarium Duchownego w Płocku, w tym roku na Rok Propedeutyczny zgłosiło się trzynaście osób. To wzrost, w porównaniu do roku ubiegłego - na drugim roku studiuje obecnie dwóch kleryków. Ponadto trzech kształconych jest na potrzeby Kościoła w Islandii.

Kandydaci na pierwszy rok studiów w seminarium zostali wyłonieni podczas egzaminów w czerwcu i we wrześniu. Musieli zdać egzamin pisemny i ustny oraz odbyć rozmowę kwalifikacyjną. Pytania dotyczyły m.in. Pisma św., nauczania Jezusa, sakramentów, zagadnień z dzieciny bioetyki. Musieli także posiadać pozytywną opinię swojego proboszcza. Niektórzy z kandydatów do kapłaństwa wcześniej uczestniczyli w rekolekcjach powołaniowych w WSD.

Grupa jest raczej jednorodna wiekowo - niemal wszyscy kandydaci, to tegoroczni maturzyści.

Reklama

- Wielu z kandydatów do seminarium mówiło o tym, że powołanie do kapłaństwa odkryli już w dzieciństwie. Tym powołanym należy więc towarzyszyć od wczesnych lat. To bardzo ważne kto i w jaki sposób im towarzyszy. O powołaniu trzeba mówić wtedy, gdy jest jeszcze daleko od podjęcia ostatecznej decyzji o kapłaństwie – uważa ks. Marek Jarosz.

Opiekunem Roku Propedeutycznego w WSD będzie w roku akademickim 2018/2019 ks. Radosław Zawadzki, były misjonarz w Peru, natomiast ojcem duchownym - ks. Wojciech Kruszewski. W październiku nowi klerycy otrzymają indeksy wydziału teologicznego UKSW w Warszawie.

W nowym roku akademickim w płockim Wyższym Seminarium Duchownym kształcić się będzie trzydziestu pięciu kleryków. Sakrament kapłaństwa w czerwcu tego roku przyjęło sześciu diakonów.

Tagi:
ksiądz kapłaństwo Płock

Miałem szansę zdarcia się dla Kościoła – i to się udało

2018-08-14 11:06

Anna Skopińska
Edycja łódzka 33/2018, str. VI

– W swoim kapłańskim życiu najbardziej cenię to, że nie zmarnowałem czasu – mówi nam ks. inf. Jan Sobczak, były proboszcz i budowniczy kościoła pw. Najświętszego Serca Jezusowego w Łodzi-Retkini, który kilka tygodni temu świętował jubileusz 65-lecia kapłaństwa

Anna Skopinska/Niedziela
Kopuła świątyni, przez którą wpada światło

Spotykając się z Księdzem Infuatem, słuchając tego, co mówi, jego opowieści o pracy duszpasterskiej, formowaniu i wyjazdach z młodymi, pracy w retkińskiej parafii, nauki i ciągłego doskonalenia się w powołaniu – ma się pewność, że tak jest. Że ks. Sobczak nie tylko nie zmarnował czasu, ale że oddał go tak wiele drugiemu człowiekowi.

O jego wielkości świadczy liczba osób, które teraz, gdy ich ksiądz jest już przecież na kapłańskiej emeryturze, zaglądają i przyjeżdżają na organizowane nadal skupienia, na odprawiane Msze św., na rozmowy. Podziwiany i kochany, a przecież tak skromny. Nie wygląda na swoje lata, ma doskonałą pamięć i wiarę taką, że promieniuje na tego, kto jest obok.

Wartości

Wspaniale opowiada. O swoim dzieciństwie, dorastaniu, wychowaniu w domu rodzinnym, przekazanych wartościach, II Rzeczypospolitej, wywózce w czasie II wojny światowej i pracy w niemieckim gospodarstwie. – Społeczeństwo, które wyzwoliło się spod zaborów, skoncentrowane było na przekazywaniu wartości pokoleniowych. To modlitwa rodzinna, doskonała znajomość katechizmu – mówi.

Wreszcie opowiada o swoim powołaniu kapłańskim, które się tam narodziło i o studiach w seminarium. – W seminarium to były najpiękniejsze lata, takie unormowanie życia. Dzięki tamtej formacji do dzisiaj mam program każdego dnia i całego swojego życia – podkreśla. Potem była praca w parafiach, duszpasterstwo akademickie i ciągłe doskonalenie swojej wiedzy, by jak najwięcej można było dać ludziom. Wspaniała praca z młodzieżą akademicką, dla której ksiądz był jedynym duszpasterzem, organizowane wyjazdy, skupienia, konferencje, wakacje.

Dziś to pewnie nieprawdopodobne, ale na spotkania przychodziły setki osób. – To było duszpasterstwo drzwi otwartych, były pewne godziny, w których byłem do dyspozycji. I przychodzili. Wtedy nie było nowej ewangelizacji, ale młodzi czuli, że muszą przekazywać to, czym żyją. Spotkaniom zawsze towarzyszyła herbata – to nie gościnność, to elementarz, bo wtedy inaczej się rozmawia – wspomina ks. Jan Sobczak.

Wspólnota

Potem były prace w komisjach Episkopatu i parafia na Retkini. – Nauczyłem się jednego – wysłuchaj drugiego człowieka i wprowadź dialog, nie narzucaj nic, wybieraj, co lepsze, a nie potępiaj czy wyrokuj – mówi. Może dlatego tak lgną do księdza ludzie? A może dlatego, że budując retkińską parafię budował nie tylko kościół materialny, ale przede wszystkim duchowy. I stworzył wspólnotę i pokazał, czym jest jedność.

Mierzył się z niechęcią władz komunistycznych, ale wiedział, że najważniejsze to zawierzyć Matce Bożej. – Tu stale trwała i trwa modlitwa różańcowa – opowiada – doceniono to trochę w ostatnim roku, kiedy był „Różaniec do granic”; u nas się to zaczęło 30 lat temu. To jest siła, w której odzywa się wytrwałość i mądrość, i umiejętność działania Ducha Bożego w sercach ludzi, dlatego to dzieło parafii to nie tylko wysiłek czy zasługa jakiegoś człowieka, ale całej grupy która ze swoim duszpasterzami prowadziła tą akcję – dodaje.

Przypomina też o wielkiej życzliwości ludzi, z którymi współpracował. – Począwszy od rodzin, młodzieży, poprzez ludzi starszych i inteligencję, której tutaj było bardzo dużo. Dzięki nim rozwijały się duszpasterstwa, powstały grupy młodzieżowe i katechetyczne – 12 tys. dzieci na katechezie, więc trzeba było przygotować też katechetów, a potem dla inteligencji powstało najpierw Studium Wyższej Wiedzy Religijnej ostatecznie przekształcone w Instytut Teologiczny – opowiada ks. Sobczak.

Parafia stała się centrum życia wielkiego osiedla. I magnesem dla wielu. – Tak się szczęśliwie złożyło, że moje przyjście tutaj na Retkinię – po dość dużym doświadczeniu 20 lat pracy kapłańskiej – zbiegło się z peregrynacją obrazu Matki Bożej. I to wszystko zostało zawierzone Jej – tłumaczy. – Jednak to nie tylko wystarczy odmówić akt i sprawę zakończyć, ale kontynuować nieustannie swoje prośby we wszystkich grupach. I tak się rozwinęły nabożeństwa: pierwsze piątki miesiąca do Niepokalanego Serca Pana Jezusa, pierwsze soboty do Niepokalanego Poczęcia Matki Najświętszej, w każdą środę nowenna do Matki Bożej Nieustającej Pomocy, organizacja grup różańcowych, która skończyła się na 13 Kołach Żywej Róży, czyli 270 osobach należących – dodaje.

Serce

I słuchając tego nie sposób nie pomyśleć, z wielką pewnością, że ksiądz oddał temu miejscu całe swoje serce. I ono tu jest. Czy było też w innych miejscach? – Bardzo ładnie napisał to w życzeniach abp Grzegorz Ryś, że gdy się spogląda na wędrówkę swojego życia, to jeśli chodzi o serce, to ono idzie za mną, tam gdzie byłem – tam było – tłumaczy ks. Jan Sobczak.

A pytany o to, czy swoim doświadczeniem dzieli się z innymi kapłanami, mówi, cytując Papieża Franciszka: – Młodzi idą szybciej, tylko starsi drogę lepiej znają. I rozmawiając z nim wiadomo, że ks. Jan Sobczak zna tę drogę, i że wspaniale ją przebył. Dlatego – jakie trzeba mieć cechy, by być takim księdzem? – Nie marnować czasu i żyć Kościołem – odpowiada.

Według niego takie życie tak wiąże się z kapłaństwem, że trudno jest się wyłączyć z życia Kościoła. – Trzeba wiedzieć, że Kościołowi zawdzięcza się wszystko i jest się jego dłużnikiem, bo złączył cię z Chrystusem przez kapłaństwo – dodaje. I podkreśla, że najpiękniejsze lata w kapłaństwie ma teraz, kiedy jest emerytem, ponieważ może przemedytować swoje życie. – Mam spokój, można prowadzić pewnego rodzaju życie w pustelni – dodaje.

A jakie wartości są w życiu najważniejsze? – Trzeba być człowiekiem i zachować godność. Godność człowieka opartą na prawie naturalnym, prawym sumieniu i na radach ewangelicznych – mówi. A pytany o to, co daje mu siłę do dalszej pracy, tak przecież ciągle intensywnej mimo wieku, odpowiada: – Nie lubię próżnować, muszę coś robić. Mam program dnia – modlitwy, Godzina Miłosierdzia, Apel Jasnogórski przed snem i wiadomości na bieżąco, by się orientować, co się dzieje.

Dużo zawdzięcza diecie i pewnemu wspomaganiu organizmu. – Stale korzystam z bonifratrów. Ksiądz pisze także obszerną biografię swego 65-lecia kapłaństwa. I podsumowuje: – Miałem szansę zdarcia się dla Kościoła i to się udało.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Patriarcha Bartłomiej potwierdził, że chce udzielić autokefalii Kościołowi prawosławnemu na Ukrainie

2018-09-24 19:39

kg (KAI/RISU) / Stambuł

Patriarcha konstantynopolski Bartłomiej na zakończenie liturgii w cerkwi św. Focjusza w Stambule oznajmił, że rozesłał wszystkim zawiadomienie, iż Ukraina niebawem otrzyma autokefalię, gdyż ma do tego prawo. Poinformował o tym 23 września portal fanarion.blogspot.com .

pl.wikipedia.org

Według tegoż źródła, honorowy zwierzchnik światowego prawosławia wspomniał o tym przy okazji obecności na liturgii teologa czeskiego. Przypomniał, że Kościół prawosławny Ziem Czeskich i Słowacji jest najmłodszym Kościołem lokalnym, jaki otrzymał autokefalię od Konstantynopola (w 1998) i "teraz przyszła kolej na Ukrainę". "Mam nadzieję, że otrzyma ona status autokefalii w najbliższym czasie, mimo istniejących przeszkód i stanie się to, ponieważ ma do tego prawo" - stwierdził z mocą Bartłomiej.

Wyjaśnił przy tym, że z jednej strony jest to jej (Ukrainy) wyłączne prawo do otrzymania takiego statusu, z drugiej zaś prawo do nadania go "należy wyłącznie do naszego Patriarchatu Ekumenicznego, jak to było ze wszystkimi nowymi Kościołami prawosławnymi, począwszy od Rosji w XVI wieku, a kończąc na Kościele Czech i Słowacji, o czym wspomniałem wcześniej".

Mówca zapewnił, że nie lęka się gróźb. Podkreślił, że w jednym z niedawnych swych przemówień zaznaczył, iż Patriarchat Konstantynopolski ani nie grozi, ani sam nie znajduje się pod zagrożeniem, jednakże wykonując święte kanony, konsekwentnie nadal udziela ze swej strony autokefalii oraz trzyma się poważnych przywilejów, jakie przyznały mu sobory powszechne. "Tych uprawnień i kanonów soborowych, przyznanych nam jako Prymasowskiemu Kościołowi Konstantynopolskiemu, nie zdradzimy. Przestrzegamy i trzymamy się tych kanonów i będziemy wcielać je w życie w przypadku zarówno Ukrainy, jak i w każdym innym, jeśli zajdzie taka konieczność" - zapewnił na zakończenie patriarcha Bartłomiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Czy Rzecznik Praw Dziecka będzie bronić wszystkich dzieci?

2018-09-24 21:15

Artur Stelmasiak

Artur Stelmasiak

Z kandydatury dr Agnieszki Dudzińskiej na Rzecznika Praw Dziecka mogą się cieszyć rodziny i dzieci niepełnosprawne. Pytanie: Czy również te niepełnosprawne dzieci, które nie zdążyły się jeszcze narodzić?

Prawo i Sprawiedliwość na bardzo ważny urząd Rzecznika Praw Dziecka zgłosiło dr Agnieszkę Dudzińską. Kobieta jest socjologiem, działaczem społecznym na rzecz osób niepełnosprawnych, a prywatnie matką m. in. chłopca z Zespołem Downa. Od lat jest aktywna w różnych organizacjach i stowarzyszeniach rodzin dotkniętych niepełnosprawnością, co może być dla niej dobrą rekomendacją. Nie mam nic przeciwko temu, by przyszła Rzecznik z większą troską pochyliła się na losem dzieci niepełnosprawnych. Osobiście będę jej kibicował w tej trudnej, ale i jednocześnie bardzo ważnej misji. Niestety w tej beczce miodu jest też łyżka dziegciu, a także zasadnicze pytanie do kandydatki.

Gdy pojawiły się pierwsze informacje o tym, że Dudzińska może być jedynym kandydatem na RPD, zajrzałem na jej profil w mediach społecznościowych. I zobaczyłem kilka wpisów, w których Dudzińska dość ostro krytykuje ludzi zaangażowanych w Duchową Adopcję dzieci nienarodzonych, a nawet użyła hasła pielgrzymki "podwyższenie Krzyża w rodzinie", by powiedzieć "rodzicom adopcyjnym", aby zamiast się modlić pomagali osobom niepełnosprawnym. "Kiedyś po akcji adopcjonistów podeszłam z dzieckiem do proboszcza z prośbą o prawdziwą pomoc tych osób" - napisała na Twiterze Dudzińska.

Takie słowa u osoby, która uważa się za wierzącą i troszczy się o ludzi niepełnosprawnych, muszą wywoływać zdumienie. Przecież modlitewna aktywność, nie wyklucza wolontariatu na rzecz niepełnosprawnych. Sam znam osoby zaangażowane w pro-life i jednocześnie działające w środowisku osób niepełnosprawnych. Przeciwstawianie tych grup jest sztuczne, destrukcyjne i krzywdzące. Dezawuowanie ludzi, którzy codziennie modlą się w intencji życia dzieci musi być odebrane jako brzydki gest ze strony kandydatki na Rzecznika Praw Dziecka. Przecież prawo o Rzeczniku Praw Dziecka nie pozostawia złudzeń. - W rozumieniu ustawy dzieckiem jest każda istota ludzka od poczęcia do osiągnięcia pełnoletności - czytamy w ustawie o Rzeczniku Praw Dziecka.

Jako społecznik i naukowiec Agnieszka Dudzińska doskonale wie, że dziś masowo zabijane są niepełnosprawne dzieci. I troska o nie powinna stać na pierwszym miejscu, bo przecież prawo do życia, jest najbardziej podstawowym prawem człowieka i dziecka. Dlatego przed objęciem urzędu powinna jasno określić się, po której stoi stronie, ale także jasno powiedzieć, czy popiera obywatelski projekt #ZatrzymajAborcję, który staje w obronie właśnie niepełnosprawnych dzieci.

Rozumiem, że pani Agnieszka Dudzińska jest zaangażowana prywatnie i również zawodowo na rzecz osób niepełnosprawnych. Może ten niezbyt mądry wpis na twitterze powstał pod wpływem emocji. Jest jednak pewne, że jako Rzecznik Praw Dziecka nigdy nie powinna dzielić ludzi na tych, którzy pomagają i na tych, którzy modlą się przecież za te same dzieci niepełnosprawne, którym pani Dudzińska bardzo chce pomagać.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem