Reklama

Kard. Nycz o haśle Dnia Papieskiego „Promieniowanie Ojcostwa”

2018-10-03 15:56

pgo / Warszawa (KAI)

Episkopat.pl
Kard. Kazimierz Nycz

Chodzi mianowicie o ojcostwo nie tylko Pana Boga, który jest dla nas Ojcem. Chodzi o ojcostwo każdego z ojców ziemskich, bardzo dzisiaj w moim odczuciu i odczuciu wszystkich, którzy się tą problematyką zajmują, osłabione i mało obecne – powiedział kard. Kazimierz Nycz wyjaśniając znaczenie hasła tegorocznego Dnia Papieskiego „Promieniowanie Ojcostwa”. Jak dodał, odnosi się ono również do ojcostwa duchowego oraz ojcowizny, którą jest nasza ojczyzna.

W rozmowie z KAI kard. Kazimierz Nycz powiedział, że hasło tegorocznego Dnia Papieskiego „Promieniowanie Ojcostwa” to tytuł książki Karola Wojtyły, ówczesnego biskupa krakowskiego, wydanej w 1964r. - Uważamy, że to hasło niezwykle aktualne. Mimo, że początki tego powiedzenia są bardzo stare, problem zawsze jest żywy – zaznaczył. - Chodzi mianowicie o ojcostwo nie tylko Pana Boga, który jest dla nas Ojcem. Chodzi o ojcostwo każdego z ojców ziemskich, bardzo dzisiaj w moim odczuciu i odczuciu wszystkich, którzy się ta problematyką zajmują, osłabione i mało obecne – powiedział.

Metropolita warszawski dodał, że hasło Dnia Papieskiego porusza również wątek patriotyczny i mówi także o ojcostwie, które odnosimy do ojcowizny, szerzej - ojczyzny. - Ale myślę że mówimy także o ojcostwie duchowym, jakim jest ojcostwo kierowników duchowych, spowiedników i wszystkich, którzy prowadzą ludzi w procesie formacji duchowej – dodał.

Zapytany, czy św. Jan Paweł II może być duchowym ojcem dla dzisiejszej młodzieży kard. Nycz podkreślił, że papież Polak był zawsze dla młodzieży człowiekiem otwartym. - Zawsze bardzo pozytywnie patrzył na młodego człowieka, nawet niektórzy mówili, że aż naiwnie wierzy w młodzież. Ja nigdy nie słyszałem jego kazania, ani jak byłem w Krakowie księdzem w jego diecezji, ani potem już jako papieża, żeby narzekał na młodzież. Mówił stale i konsekwentnie wierzył w to, co mówi: jesteście nadzieją Kościoła – zaznaczył.

Reklama

- Myślę, że to właśnie trafia do młodzieży, bo młodzież nie lubi malkontentów i ludzi narzekających. Gdyby młodzi popatrzyli na przeżywanie młodości przez niego samego, jako ucznia liceum, jako studenta polonistyki, studenta teologii, a potem jako profesora i jego kontakt z młodym człowiekiem, to rzeczywiście może być on wzorem i patronem dla młodzieży – dodał.

Dzień Papieski, który już po raz osiemnasty obchodzony będzie w Polsce i w środowiskach polonijnych na całym świecie w tym roku przypada na 14 października. Poprzez szereg wydarzeń duchowych i kulturalnych przypominane będzie wówczas nauczanie Jana Pawła II. Odbędzie się również zbiórka na „żywy pomnik” Papieża – Polaka: stypendia dla zdolnej młodzieży z ubogich rodzin. Organizatorem Dnia Papieskiego jest Fundacja „Dzieło Nowego Tysiąclecia”.

W ramach centralnych obchodów Dnia Papieskiego 13 października br. na zamku Królewskim w Warszawie odbędzie się także gala nagrody TOTUS TUUS 2018. Nagrody – tzw. „katolickie Noble” – wręczone zostaną w kategoriach: „Promocja godności człowieka”, „Osiągnięcia w dziedzinie kultury chrześcijańskiej”, „Propagowanie nauczania Świętego Jana Pawła II” oraz „TOTUS TUUS medialny im. bp. Jana Chrapka”. Przyznana zostanie także „Nagroda specjalna TOTUS TUUS”.

Tagi:
kard. Kaziemierz Nycz Dzień Papieski

Kard. Nycz: Jesteście młodością Kościoła! - Diecezjalny Dzień Młodzieży w Warszawie

2019-04-13 17:17

Biuro prasowe archidiecezji warszawskiej / Warszawa (KAI)

Cztery i pół tysiąca młodych wzięło udział w sobotę w Diecezjalnym Dniu Młodzieży w Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie. - Jesteście młodością Kościoła! - powiedział kard. Kazimierz Nycz. Zachęcał uczestników spotkania organizowanego w łączności z papieżem Franciszkiem, do czytania jego adhortacji „Christus vivit”. - To do was i o was – zachęcał metropolita warszawski.

Łukasz Krzysztofka/Niedziela

Tegoroczny Diecezjalny Dzień Młodzieży odbywał się pod hasłem „Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa Twego” i było to - jak mówił ks. Tomasz Zaperty – „przedłużone świętowanie Światowych Dni Młodzieży w Panamie”. Młodzi poznali bliżej ośmiu patronów ŚDM Panama 2019. Przywieźli wykonane przez siebie ich wizerunki.

Zobacz zdjęcia: Diecezjalny Dzień Młodzieży w Warszawie

Gimnazjaliści i licealiści z różnych stron archidiecezji warszawskiej przywieźli też hasła trzech ostatnich Światowych Dni Młodzieży, które stanowiły tzw. „Drogę Maryi”, jaką zaproponował młodzieży papież Franciszek po ŚDM w Krakowie. – Dziś ten etap dopełnia się. Przed nami decyzja! Czy chcemy jak Maryja pełnić wolę Bożą w naszym życiu? – zachęcał młodych do dania Bogu odpowiedzi ks. Marek Przybylski, dyrektor wydziału duszpasterstwa dzieci i młodzieży warszawskiej kurii.

Spotkanie młodych prowadzone przez zespół „Mocni w Duchu” i wspólnotę „Młodość. Lubię to!” było okazją do dzielenia się wiarą, żywiołowego śpiewu, uwielbienia Boga i poznawania rówieśników. Bóg daje życie o jakim marzysz! śpiewali „Mocni w Duchu”. Od was zależy, jaki smak ma wasze życie, od waszych decyzji – przekonywali swoich rówieśników młodzi ze wspólnoty ewangelizacyjnej „Młodość. Lubię to!”.

W czasie Diecezjalnego Dnia Młodzieży był też czas na adorację Najświętszego Sakramentu. Młodzież otoczyła ołtarz i powierzała Bogu swoje sprawy, bo dzisiaj – jak mówił w homilii do młodych bp Rafał Markowski - trzeba mieć dużo odwagi, żeby powiedzieć: jestem człowiekiem wierzącym - mówił do młodych bp Rafał Markowski.

Biskup pomocniczy archidiecezji warszawskiej zwrócił uwagę młodym, że każdy przeżywa „swoje małe zwiastowanie”. - Bóg mówi przez wydarzenia, różne osoby, na modlitwie. Mówi, że chce z nami iść przez życie. Czy chcemy tego samego? Siła naszej odpowiedzi tkwi w naszej wolności Bóg jest wyjątkowo delikatny nikogo nie zmusza i nie zniewala – podkreślił bp Markowski

Zachęcał młodych, aby wkraczając w dorosłe życie, gdy zastanawiają się nad sensem codziennych trudów, pracy, walki ze słabościami – w wolności mówili Bogu „tak”. To On nadaje sens naszej codzienności i trudnym chwilom – dodał.

Kulminacją spotkania była Msza św. koncelebrowana przez duszpasterzy młodzieży pod przewodnictwem kard. Kazimierza Nycza. Metropolita warszawski zabrał dopiero na koniec. Podziękował księżom za ich zaangażowanie. Zauważył jednak, że dziś nie wystarczy już tylko zapraszać młodych do grup parafialnych i wspólnot. - Wy młodzi musicie szukać księży, żeby realizować swoje pomysły; księży, który byliby dla was duszpasterzami – zachęcał kard. Nycz.

Metropolita warszawski podkreślił, że Kościół jest ciągle młody dlatego, że zawsze żyje w nim Jezus. - Kościół jest młody młodzieżą. Już jesteście Kościołem, a nie dopiero w przyszłości - przypomniał uczestnikom spotkania.

- Na ten dzień łączności z papieżem, Franciszek daje wam szczególny dokument – posynodalną adhortację „Christus vivit”, która jest listem do młodych. Każdy może go wziąć do ręki, kawałek po kawałku przeczytać. To list do was i o was – zachęcał do lektury.

Światowe Dni Młodzieży w wymiarze diecezjalnym organizowane są w Niedzielę Palmową lub poprzedzającą ją sobotę. To inicjatywa papieża Jana Pawła II.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież zasmucony zamachami w Sri Lance

2019-04-21 14:16

pb / Watykan (KAI)

Swój smutek z powodu krwawych zamachów na kościoły i hotele w Sri Lance wyraził papież Franciszek przemawiając po udzieleniu wielkanocnego błogosławieństwa „Urbi et orbi” na placu św. Piotra w Watykanie. W serii eksplozji w trzech kościołach i trzech pięciogwiazdkowych hotelach zginęło tam co najmniej 185 osób, a 470 jest rannych.

AP Photo

Ojciec Święty zwrócił uwagę, że do zamachów doszło w dniu Wielkanocy, powodując „żałobę i ból”. Dał wyraz swej „serdecznej bliskości” wobec wspólnoty chrześcijańskiej, którą zaatakowano podczas modlitwy i wobec „wszystkich tak ofiar okrutnej przemocy”. Powierzył Bogu wszystkich tragicznie zmarłych oraz modlił się „za rannych i wszystkich, którzy cierpią z powodu tego dramatycznego wydarzenia”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

„Czy można ten dom poweselić?”

2019-04-22 16:14

Agnieszka Bugała

Agnieszka Bugała
Kard. Henryk Gulbinowicz

Codzienność Wielkiego Postu

Po szaleństwach karnawału, środa popielcowa na Wileńszczyźnie wnosiła w każdą rodzinę spokój i wielkopostne zamyślenie. Co wtedy robiono? Mogę opowiedzieć tylko o tym, jak wyglądało to w środowiskach szlacheckiego zaścianka. Przede wszystkim trzeba podzielić obowiązki, które miały panie, i te, które mieli panowie. Do dobrych tradycji wielkopostnych należało, aby panie się od czasu do czasu spotykały, i po cichu, bo spotkania oficjalne, np. imieninowe nie były w czasie Wielkiego Postu wskazane, zastanawiały się jaki to też typ mody będzie obowiązywał w czasie najbliższej wiosny albo lata. Drugą rzeczą, już nieco poważniejszą, którą w czasie tych spotkań się zajmowały, było sprawdzanie, czy też wędliny przygotowane w czasie adwentu przechowują się dobrze, czy też nie. To była trudna sprawa, bo przecież post, a tu trzeba próbować, ale jakoś sobie i z tym radziły. W tym czasie panowie planowali zasiewy, ich ilość, i ,zwłaszcza właściciele większych gospodarstw, planowali też nabywców tych dóbr. Tak wyglądał rytm życia codziennego.

Dom modlitwy

Jeśli chodzi o rytm życia religijnego, to on się przedstawiał dosyć ciekawie. Z okresów zaborów, a byliśmy pod zaborem Rosji carskiej, pozostały piękne tradycje –zwłaszcza z czasów powstań roku 1831 i 1863. Oddawanie hołdu tym, którzy polegli za ojczyznę, było zabronione, ale przecież pragnienia takie były żywe, stad urządzano rozmaite nabożeństwa. Miały one przypominać tych, którzy walczyli za Polskę. Zamawiano więc Msze a ksiądz umiał przemycić te treści, które były rzeczywistymi przyczynami. Ze względu jednak na duże odległości dzielące od kościoła, wiele nabożeństw odprawiano w domu. I tak w okresie Wielkiego Postu dzielono Gorzkie Żale: w jedną niedzielę jedna część, w drugą druga, itd. Jak to się odbywało? Musiała być cała rodzina. W saloniku, albo w innej przyzwoitej izbie, siadano i z książeczek do nabożeństwa wspólnie śpiewano. Traktowano to jako hołd pamięci składany tym, którzy oddali życie za ojczyznę. W mojej rodzinie wspominano stryja Ignacego, który poległ w 1920 r. pod Warszawą.

Wyścig ze święconym

Dwa tygodnie przed Wielkanocą wietrzono wszystkie ubrania. Wynoszono wszystko na zewnątrz. Prac polowych jeszcze nie było, bo zazwyczaj leżał śnieg, wyszukiwano więc sobie różne zajęcia. Po Niedzieli Palmowej zaczynało się sprzątanie domu: pastowanie podłóg, czyszczenie sztućców. Wszystko musiało być na glanc. W Wielką Sobotę typowano kto pojedzie do parafii ze święconym. I tu była wielka tajemnica: musiał to być bardzo sprytny kuczer, musiały to być dobre, zdrowe, sprawne konie. Dlaczego? Bo była dziwna tradycja, chyba trochę szlachecki zabobon, że kto przyjedzie pierwszy z kościoła ze święconym, ten będzie miał najlepsze zbiory. Dlatego wszyscy stali w kościele bliżej wyjścia. Potem gnano, na łeb na szyję do domu.

Czar wspólnego stołu

Po mszy rezurekcyjnej, gdy delegaci wracali do domu, stół był już zastawiony. Pisanki, które robiono od Wielkiego Piątku, szynki w całości, aby każdy mógł sobie ukroić wedle życzenia. Do stołu zasiadali wszyscy, służba też. Było w tym jakieś zrównanie ludzi. Dzielono się święconym jajkiem, składano życzenia. Co ciekawe, nie wolno było święconego jajka jeść widelcem, trzeba było sięgać po nie palcami. Jedzenie było obfite, długo siedziano przy stole. Po śniadaniu była więc sjesta.

Zaraz po rezurekcji

Między wyjazdem do kościoła a powrotem ze święconym przychodzili „Aniołowie Zmartwychwstania”. Byli to chłopcy między 14, a 18 rokiem życia, którzy wędrowali od domu do domu, mówili „Chrystus zmartwychwstał”, odpowiadało się „Prawdziwie zmartwychwstał” i wysłuchiwało się Ewangelii o zmartwychwstaniu. W darze otrzymywali pisanki. Mnie się to bardzo podobało, też chciałem być Aniołem Zmartwychwstania...Ale niestety, mama wyjaśniła mi, że to raczej nigdy nie będzie możliwe, ponieważ tak mogli wędrować tylko ludzie ubodzy.

Na drugi dzień, gdy była pogoda, Aniołowie zbierali się razem i grali w pisanki. Gra polegała na tym, że puszczano jajko w korytku – łubiance, lekko pochylonej. Jajko toczyło się i jeśli dotknęło innego, to puszczający je zabierał.

Wielkanocna Niedziela

Pierwszego dnia świąt, wieczorem, kawalerka, a więc nieżonaci, stukali w okno i pytali: „Czy można ten dom poweselić?”, i gospodarz odpowiadał: „Proszę bardzo”. Najpierw śpiewali pieśni wielkanocne, ale potem odśpiewywali piosenki inne, zwłaszcza, jeśli w domu była panna na wydaniu. Jeśli była miła, lubiana – śpiewano mile, jeśli nie była zbyt szanowaną –śpiewano też piosenki nie całkiem uprzejme w treści. Pamiętam dwuwiersz o takiej damie, która przez tę grupę śpiewającą nie była honorowana, bo nie dbała o porządek: „A talerze pod ławą zarosły murawą”. Za śpiewy trzeba było, oczywiście, wynagradzać. Na drugi dzień udawano się z wizytami, albo przyjmowano wizyty.

Grób pełen kanarków

Każdy kościół miał swój grób Pański. Do dobrego tonu należało, aby wszystkie te groby odwiedzić. W mojej świadomości gimnazjalisty, a więc mówimy o roku 1938 i 1939, zostały dwa groby: u franciszkanów i u bonifratrów. Franciszkanie zrobili taki grób: najpierw obłoki, obłoki, obłoki, obłoki, a na końcu, w dziurze, gdzie już niewiele było można zobaczyć –monstrancja. Takiego grobu nigdzie nie było, dlatego chodziliśmy go oglądać zdumiewając się bardzo.

Mieszkałem na Bonifraterskiej, pod numerem 14, stamtąd było blisko do ojców bonifratrów, i grób, który pewnego roku tam przygotowano również zapamiętałem. Ponieważ miejsca było mało, brat Włodzimierz, którzy wszystko przygotowywał, umieszczał grób zaraz przy głównym ołtarzu, w takim lochu. Figurę trudno było zobaczyć, ale za to monstrancja była widoczna dobrze. Zadziwiające jednak były klatki z kanarkami. One się darły w niebogłosy! Podglądaliśmy, w którym miejscu są te ptaki umieszczone, ale to nie było łatwe. Brat bonifrater chował je dobrze za skałami z papieru.

Ocalanie drzewa

Szczególnie utkwiła mi w pamięci troska o zmarłych. Oni nie przestawali być częścią rodziny, dlatego czwartego dnia delegacja jechała na cmentarz. Zawożono bazie, nawet pisanki, aby zmarłego poweselić. Ubierano się skromnie, raczej powściągliwie. Jednak ci, którzy zostawali w domu, nie mogli być bezczynni, szli do sadu. Były przygotowane przewiąsła ze słomy i trzeba było każdy pień takim przewiąsłem opasać. Wtedy tego nie rozumiałem, ale po wielu latach dowiedziałem się, o co chodziło. Nie znano żadnej chemicznej ochrony przed insektami, więc był to sposób, aby chronić drzewa. Kiedy wszystkie niepożądane owady wdrapywały się po pniu do góry i mogły uszkodzić koronę drzewa, po drodze natrafiały na słomę i w niej się zagnieżdżały. Dziadek powiedział mi tak: „Wybierz sobie drzewko, opasaj, a potem pilnuj, aby szkodniki go nie zniszczyły”. Było to ważne, ponieważ wierzono, że jeśli dziecku uda się ochronić drzewo przed szkodnikami, będzie to zapowiadać pomyślność w jego dalszym życiu, a jeśli nie, to pewnie jakieś trudności. Nie pamiętam, jak te moje starania wyglądały, ale chyba nie najgorzej – jeśli wierzyć wileńskim przepowiedniom.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem