Reklama

Wielki Post, czyli pytam Cię o talenty

Beata Pieczykura
Edycja częstochowska 8/2005

Archiwum ks. kan. Ludwika Nikodema
Ks. kan. Ludwik Nikodem ofiarowuje Ojcu Świętemu własnoręcznie wyrzeźbioną szopkę

„Każdy człowiek otrzymuje «talenty», które wzbogacają jego tożsamość i których owoce powinien pomnażać. Bóg chce, by każdy otrzymywał od drugiego to, czego potrzebuje, i by ci, którzy posiadają poszczególne «talenty», udzielali dobrodziejstw tym, którzy ich potrzebują” (Katechizm Kościoła Katolickiego 1880, 1937)

Bóg dał mnie, bym dawał tobie

Bóg obdarował człowieka talentami, które wymagają odkrycia oraz pokornego uznania i wdzięczności. Stanowią one kapitał złożony przez Stwórcę w ręce człowieka, który jest odpowiedzialny za otrzymane uzdolnienia i ich rozwój. Talenty ubogacają nie tylko konkretną osobę, lecz także służą dobru wspólnemu. Takiego obdarowania, o jakim naucza Katechizm Kościoła Katolickiego, w sposób szczególny doświadcza ks. kan. Ludwik Nikodem. Czyni to z wielką pokorą i radością. Rozwijając swoje uzdolnienia, wypracował styl dekoracyjny, skłaniający się ku rzemiosłu artystycznemu. Już istniejące dzieła, takie jak obrazy czy krzyże, ujął w ramy stylizowane w drewnie.
Zamiłowanie do snycerstwa (rzemiosło artystyczne, sztuka rzeźbienia w drewnie) odkrył w wieku 12 lat. Wtedy też powstała jego pierwsza praca, prezentowana na wystawie w Wieluniu. Z biegiem lat jego kolekcja stawała się coraz większa. Tworzą ją rzeźby (m.in. Chrystusa Frasobliwego, kapliczki św. Antoniego, Piety, krzyże, lampki wieczyste, sarkofag św. Marii Goretti) i ramy z bogatą ornamentyką do obrazów (np. Świętej Rodziny, Matki Bożej) oraz portretów papieży (Jana Pawła II, Pawła VI, Piusa X, Jana XXIII). Do największych prac Księdza Kanonika należy wystrój kaplicy w Domu Rekolekcyjnym „Święta Puszcza” w Olsztynie k. Częstochowy. Jego ornamenty zdobią drogę krzyżową, krzyż, tabernakulum oraz obrazy Matki Bożej Częstochowskiej i Miłosierdzia Bożego. Obecnie w Wyższym Seminarium Duchownym jest prezentowana wystawa jego prac.
Twórczość Księdza Kanonika ukazuje ważne wydarzenia w jego życiu oraz w historii naszego narodu. Autor podkreśla, że jego prace nie tracą na aktualności. Z okazji odbywającego się w Polsce Kongresu Eucharystycznego powstała Ostatnia Wieczerza, która w przeżywanym obecnie Roku Eucharystii, przypomina rzeczywistą obecność Chrystusa pod postaciami chleba i wina. 1000-lecie chrztu Polski upamiętnia chrzcielnica - szczególne dzieło, w którym wykorzystane zostały naturalna struktura dębu i wrośnięty w drewno kamień. W latach pobytu ks. Nikodema w częstochowskim Wyższym Seminarium Duchownym, klerycy byli studentami Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Jagiellońskiego. Stąd, z okazji jubileuszu 600-lecia tej uczelni, powstała szopka, prezentowana na wystawie w Krakowie.
W czasie II wojny światowej Ksiądz Ludwik spędził 2 lata w obozie pracy. Artystyczny powrót do tamtych wydarzeń stanowi obraz św. Maksymiliana, otoczony stylizowanym w drewnie drutem kolczastym. I jeszcze dzieło szczególne - najstarsza, wykonana w 1951 r. ramka, zdobiąca obraz Chrystusa. Patrząc na swoje rzeźby, autor mówi: „Całe życie oddałem Bogu. Kapłaństwo jest dla mnie największym darem i niezgłębioną tajemnicą. Miałem wielu serdecznych przyjaciół i pomoc z ich strony. Niech wolno mi będzie wspomnieć inż. Wacława Witkowskiego i inż. Andrzeja Pakułę, z którymi byłem związany ponad 20 lat «miłością do drewna». Niech dobry Bóg im za wszystko wynagrodzi. Swoje przemyślenia wyraziłem w drewnie. Każdą wolną chwilę wykorzystywałem na rzeźbienie, poświęciłem tej pracy tysiące godzin. Była ona moją wielką radością. Jestem jednym z tych «dziwaków», który przeżył życie bez telewizora. Jest tak wiele ważniejszych i piękniejszych zajęć”.
Ksiądz Kanonik miał szczęście dwukrotnie spotkać się z Ojcem Świętym. Podczas pierwszej wizyty Papieża do Ojczyzny podarował mu szopkę, a pielgrzymując do Rzymu - kapliczkę. Ks. Nikodem podkreśla, że niezapomnianym przeżyciem było koncelebrowanie Mszy św. z Janem Pawłem II.
Ksiądz Ludwik wie, jak wielkie dary Bóg złożył w jego ręce, dlatego utrwalił w drewnie prośbę, będącą dewizą jego życia: „Panie, racz hojnie policzyć prace, trudy i udręki, abym nie zmarnował życia. Liczę na Ciebie, Matko”. A wszystkim oglądającym jego prace pozostawił artystyczny testament, który zawiera się w słowach Hymnu o miłości: „Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest” (1 Kor 13, 4).
Spojrzenie ks. Nikodema jest pełne pokoju i dobroci. To spojrzenie człowieka, który całą ufność złożył w Bogu, ofiarował Mu swoje kapłańskie życie i nie szczędził sił, by pomnażać talenty. Podczas rozmowy z nim odkrywam na nowo, że służba dobru, pięknu i prawdzie też może być talentem.
Na początku Wielkiego Postu przypominamy sobie, że życie ma przynieść ewangeliczne owoce na miarę otrzymanych darów, i pytamy: Czy rozwijamy swoje talenty? Czy przyniesiemy plon trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny czy stukrotny? Szukając odpowiedzi na te pytania, sięgnijmy do słów Ojca Świętego: „Doświadczacie w sposób szczególny prawdy, że zostaliście wyposażeni w wielorakie dary i talenty. Nie przestawajcie za nie dziękować. Odkrywajcie w sobie te zdolności, cieszcie się nimi i rozwijajcie je z Bożą pomocą. Nieście je jako dary Ducha Świętego wszystkim, którzy potrzebują waszego miłosierdzia” (Jan Paweł II, 7 czerwca 2003 r.).

Reklama

Papież w Loreto: trzeba odkryć na nowo plan Boga dla rodziny

2019-03-25 15:21

Vatican Media

Vatican Media
Papież na modlitwie w Świętym Domku Maryi

Oby Loreto stało się uprzywilejowanym miejscem, gdzie młodzi mogliby przyjść, aby w szkole Maryi odkrywać swoje powołanie. To pragnienie, które wyraził Papież w rozważaniu poprzedzającym modlitwę „Anioł Pański”, jaką odmówił z wiernymi zgromadzonymi na placu przed sanktuarium Świętego Domku.

Franciszek odniósł się do sceny Zwiastowania jako przykładu powołaniowej dynamiki. Jest w niej bowiem najpierw słuchanie Bożego słowa, bo to przecież Bóg podejmuje inicjatywę powołania ingerując w życie człowieka, aby ofiarować mu dar Swojej miłości. Trzeba się wsłuchać w to, co mówi schodząc w głąb swojego „ja”, gdzie działają siły moralne i duchowe. Nie da się bowiem rozeznać powołania pozostając na powierzchi.

Za słuchaniem idzie rozeznanie, aby pojąć wszystkie wymagania Bożego planu współpracując z bezinteresowaną inicjatywą Boga. I wreszcie podjęcie decyji, która niesie ze sobą całkowite powierzenie własnego życia Panu Bogu. Papież wskazał na Maryję, jako wzór wszelkiego powołania oraz oredowniczkę pomagającą rozeznać Boży plan i dająca siłę, aby się na niego zgodzić.

Święty Domek w Loreto to nie tylko miejsce rozeznawania Bożego powołania, ale także dom rodziny. W dzisiejszym niełatwym świecie – stwierdził Franciszek – małżeństwo oparte na mężczyźnie i kobiecie nabiera fundamenalnego znaczenia i podstwowej misji.

Wspaniała i niezastępowalna rola rodziny w służbie życiu

Trzeba odkryć na nowo plan Boga dla rodziny, będącej podstawową komórką społeczeństwa, aby podkreślić jej wspaniałość i niezastępowalną rolę w służbie życiu. W nazaretańskim domu Maryja przeżywała wiele relacji rodzinnych jako córka, narzeczona, oblubienica i matka. Z tego względu każda rodzina w jej różnych elementach znajduje tutaj gościnę, inspirację aby przeżywać swoją tożsamość – mówił Ojciec Święty. - Doświadczenie domowe Najświętszej Dziewicy wskazuje, że rodzina i młodzi nie mogą być dwoma równoległymi sektorami duszpasterstwa naszych wspólnot, ale muszą podążać ściśle ze sobą złączone, ponieważ bardzo często ludzie młodzi są tym, co rodzina im dała w okresie dorastania. Taka perspektywa przekształca w jedność duszpasterstwo powołaniowe, które stara się wyrazić oblicze Jezusa w jego wielu aspektach, jako kapłana, oblubieńca, jako pasterza. ”

Franciszek zaznaczył, że Domek Maryi jest także domem chorych. To w domu i rodzinie winni oni znaleźć podstawową opiekę i być otoczeni szczególną miłością. Papież zwrócił się do chorych całego świata zapewniając ich, ze są w centrum zbawczego dzieła Jezusa, bo w bardzo konkretny sposób niosą krzyż każdego dnia postępując za Nim.

Franciszek zwrócił się także do wszystkich związanych z sanktuarium, aby stawali się apostołami współczesnych czasów.

Zanieść Ewangelię pokoju i życia współczesnym

" Wam i osobom związanym z tym sanktuarium, Bóg przez Maryję powierza misję w naszych czasach: by zanieść Ewangelię pokoju i życia naszym współczesnym, często nieuważnym w obliczu znaków Boga, pochłoniętym interesami doczesnymi lub zanurzonym w klimacie obojętności duchowej – zachęcał Franciszek. - Trzeba osób prostych, ale mądrych, pokornych, ale odważnych, ubogich, ale hojnych. Krótko mówiąc, ludzi, którzy w szkole Maryi przyjmują bez zastrzeżeń Ewangelię w swoim życiu. W ten sposób, poprzez świętość ludu Bożego, nadal z tego miejsca w całym narodzie będą szerzyć się świadectwa świętości w każdym stanie życia, aby odnowić Kościół i ożywić społeczeństwo zaczynem królestwa Bożego. ”

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Prymas Polski: w sprawie wykorzystania osób małoletnich przez duchownych najważniejsze są osoby wykorzystane

2019-03-26 07:24

„Tylko przez otwarte zmierzenie się z tym problemem, wrażliwość na osoby skrzywdzone, a także ukaranie sprawców, Kościół może pokazywać drogę do rozwiązania tego problemu w skali globalnej” – mówi Prymas Polski abp Wojciech Polak w wywiadzie dla najnowszego Przewodnika Katolickiego.

Episkopat.news

Publikujemy pełny tekst rozmowy:

Piotr Jóźwik, „Przewodnik Katolicki”: Zacznę nietypowo. Chciałem podziękować za to, że podczas prezentacji wyników badań na temat wykorzystania seksualnego nieletnich w Kościele przypomniał Ksiądz Prymas, że w tej sprawie najważniejsza powinna być dla nas nie obrona instytucji, a ofiar.

Abp Wojciech Polak: Nie mam co do tego żadnych wątpliwości. W sprawie wykorzystania osób małoletnich przez duchownych najważniejsze są osoby wykorzystane. To z ich punktu widzenia powinniśmy do tego problemu podchodzić. Mówimy tutaj o dramacie człowieka, który został wykorzystany i skrzywdzony w swojej niewinności. Stąd też słowa, które powiedziałem na konferencji prasowej, że w moim sercu są ból, rozgoryczenie, wstyd i jednocześnie poczucie winy, że do czegoś takiego doszło w Kościele, wobec osób, które są naszymi siostrami i braćmi.

PK: W taki sposób myśli chyba wiele osób. To dlatego wśród nich pojawił się duży opór wobec słów, które wcześniej padły na tej konferencji – że wykorzystanie nieletnich jest problemem globalnym, że stworzono taką zbitkę słowną jak „pedofilia w Kościele”. Żeby było jasne: zgadzam się z tymi tezami. Ale nie mogę zgodzić się z tym, żeby prowadzona w taki sposób obrona instytucji miała pierwszeństwo przed ofiarami.

– Taką szeroką perspektywę też trzeba zakreślać, ale powinniśmy zacząć z drugiej strony, od człowieka. Chrystus stał się człowiekiem po to, abyśmy w każdym człowieku widzieli Jego oblicze. To dlatego Kościół mówi, że powinniśmy okazywać szacunek każdemu. Dlatego ten problem wewnątrz Kościoła jest tak bardzo bolesny. Jest jak krwawiąca rana. Tylko przez otwarte zmierzenie się z tym problemem, wrażliwość na osoby skrzywdzone, a także ukaranie sprawców, Kościół może pokazywać drogę do rozwiązania tego problemu w skali globalnej.

PK: Pomocniczy biskup z Krakowa Damian Muskus OFM powiedział: „ogarnia nas gniew na duchownych i przywódców Kościoła i na zawiedzione zaufanie, jakie w nich pokładamy”. Taki gniew może być „ślepy”, ale może być też „słuszny”. Czy taki „słuszny” gniew może być dla nas krokiem w stronę poważnego zmierzenia się z problemem, w którym – mam takie wrażenie – świeccy jak dotąd tylko przyglądali się temu, co zrobią biskupi?

– Papież Franciszek w sierpniowym liście do ludu Bożego pisze o odpowiedzialności nas wszystkich, nie tylko biskupów, ale całego Kościoła. Oby ten gniew nie był tylko dowodem pewnej bezradności, ale żeby pokazał, że przejmujemy się tym problemem i chcemy pomóc w jego rozwiązaniu. Jak? Chociażby przez podejście do osób skrzywdzonych, które boją się powiedzieć o swojej traumie nawet najbliższym i cierpią w samotności. Jeśli ten „słuszny gniew” otworzy na nich nasze serca, jeśli ich wysłuchamy i przyjmiemy, to może być to początek drogi ku uzdrowieniu.

PK: Ostatnio w Warszawie grupa świeckich uruchomiła telefon zaufania „Zranieni w Kościele”, pod który mogą dzwonić osoby, które zostały skrzywdzone przez duchownych. Za tą inicjatywą stoją fachowcy. A co w tej sprawie może zrobić zwykły człowiek?

– Wrócę do wrażliwości, o której przed chwilą rozmawialiśmy. Postarajmy się ją przełożyć na konkretne zachowania: zdolność słuchania, niekwestionowania tego, co ktoś do nas mówi, nawet jeśli opowiada o wydarzeniach, które miały miejsce lata temu. Pamiętajmy, że nie jest łatwo przełamać lęk i wstyd. Nie jest łatwo wyjść ze skorupy bólu i samotności.

PK: Modlitwa? Post?

– Jak najbardziej. Papież Franciszek mówi, że nie odbierając odpowiedzialności poszczególnym sprawcom, mamy tutaj do czynienia z działaniem Złego. A innej drogi niż modlitwa, post, przebłaganie i zadośćuczynienie nie ma, by przełamać to działanie. Innym sposobem jest też wspieranie duchownych, by dojrzewali na swojej kapłańskiej drodze i żeby budowali relacje z wiernymi w taki sposób, żeby wszyscy czuli, że razem odpowiadamy za to, co dzieje się w Kościele.

PK: Czy powinniśmy się modlić także za sprawców?

– Tak, ta modlitwa w pierwszym rzędzie dotyczy tego, żeby uznali oni zło, które popełniają, i żeby podjęli drogę nawrócenia i pokuty.

PK: Duży opór wywołały słowa o tym, że musimy być miłosierni dla sprawców…

– W miłosierdziu nie chodzi o pobłażliwość czy tanie współczucie. Prawdziwe miłosierdzie to stawanie w prawdzie i przyjęcie konsekwencji, które z prawdy płyną, niekiedy bardzo poważnych.

PK: Przejdźmy do zebranych danych. Co Księdza Prymasa najbardziej w nich uderzyło?

– Po pierwsze, choć mieliśmy świadomość istnienia tych wykroczeń, to mogliśmy zobaczyć ich skalę w Kościele w Polsce. Za danymi statystycznymi kryją się twarze konkretnych osób, które zostały skrzywdzone. Jestem przekonany, że nie jest to zbiór zamknięty. Istotna wydaje się również informacja, że wielu sprawców dopuszcza się tych czynów w wieku 30–40 lat, a więc już po kilku lub kilkunastu latach kapłaństwa. Musimy więc pracować nad stałą formacją księży i dbać o to, by dobrze przeżywali swoje kapłaństwo. To już się dzieje, zarówno w seminariach, jak i potem.

PK: A konkretniej?

– Dziś już standardowo w procesie rekrutacyjnym do seminariów przeprowadzamy screening psychologiczny, czyli szereg badań, w których jesteśmy w stanie wykluczyć takich kandydatów, których niedojrzałość nie pozwala na przyjęcie do seminarium. Ten test powinien jednak jeszcze bardziej zwracać uwagę na stronę psychoseksualną człowieka. Druga sprawa to ocena rozwoju i dojrzewania, także od strony ludzkiej kandydatów do kapłaństwa, podczas której nie tylko obserwuje się sam rozwój przyszłych duchownych, ale również go weryfikuje. Podobne badania powinniśmy przeprowadzać już po święceniach. Oczywiście z pomocą fachowców.

PK: Czy problemem nie są też codzienne relacje panujące w Kościele? Mówię tu o relacjach księży ze swoimi przełożonymi, czyli biskupami, kolegami, czyli innymi duchownymi i wreszcie świeckimi. Wydaje się, że tu mogłoby być dużo lepiej.

– To prawda. Te relacje muszą być przede wszystkim dojrzałe. Można to osiągnąć na dwa sposoby. Pierwszy to stworzenie warunków sprzyjających budowaniu takich relacji. A więc po kolei. Księża powinni mieć zaufanie do swoich biskupów, żeby nie bali się im mówić nawet o najtrudniejszych sprawach. Tego nie da się zadekretować, to trzeba zbudować. Dalej, księżą nie powinni odcinać się od swoich kolegów – ktoś, kto zostaje z boku i żyje sam, będzie słabł. Wreszcie świeccy – oni nie powinni traktować księdza jedynie jako szafarza pewnych usług religijnych, ale powinni wchodzić z nim w relacje. I to takie, w których ksiądz jest jednym z członków wspólnoty. Dzięki temu w takiej wspólnocie można poruszać nawet trudne tematy i mówić prawdę prosto w oczy.

Drugi sposób budowania właściwych relacji to korzystanie z zasad, które pokazują, jak tworzyć dobrze działające i bezpieczne środowiska. Z takich reguł korzystają instytucje świeckie. Również Kościół powinien takie zasady przyjąć, jak choćby ta, by bez naprawdę ważnych powodów nie przyjmować dziecka w prywatnym pokoju. Takie i tym podobne wskazania będą zawarte w przygotowywanych w diecezjach programach prewencji.

PK: Uda nam się wyjść z tego kryzysu?

– Wszystko zależy od tego, jak do niego podejdziemy. Jeżeli będziemy realizować to, o czym wcześniej mówiliśmy – gotowość zmierzenia się z tym problemem, wrażliwość duchownych i świeckich na skrzywdzonych i troszczyć się o nich – to nam się uda. Ale jeśli uciekniemy w jakieś obronne reakcje albo zamkniemy się na ten problem, mówiąc na przykład, że trzeba go przeczekać, to skutek będzie opłakany. Mówiąc ewangelicznie: przyszycie nowej łaty do starego sukna nic nie da, spowoduje tylko jeszcze większe rozdarcie.

Piotr Jóźwik, „Przewodnik Katolicki” / Gniezno

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem