Reklama

S. Borkowska OSB: ci, którzy wykorzystywali nieletnich, nie traktowali poważnie Boga

2018-10-10 13:35

md / Kraków (KAI)

YouTube.com
Małgorzata Borkowska OSB

Wymiar kontemplacyjny naszego życia obejmuje zarówno modlitwę, jak i działanie – mówiła s. Małgorzata Borkowska OSB do wyższych przełożonych zakonnych, którzy obradują w Krakowie pod hasłem „Jeśli nie płoniemy, nie zapalamy”. Mniszka podkreślała, że ci, którzy „narobili w Kościele tyle szkody” nadużyciami seksualnymi, żyli wyłącznie w swoim świecie, w którym najważniejsze były ich własne potrzeby, a Bóg nie był „poważnie traktowany”.

S. Borkowska zauważyła, że najlepszym opisem życia kontemplacyjnego są słowa z Listu do Hebrajczyków „Wytrwał, jakby widział Niewidzialnego”. Jej zdaniem, świeccy i młodzież zakonna mają wzniosłe pojęcie o kontemplacji, jest ono jednak zupełnie nieżyciowe. „My wiemy już, że Bóg jest niewidzialny. Cały sens i radość naszej służby polegają na tym, abyśmy Mu siebie ofiarowali w mroku wiary, a nie w blasku widzenia” – mówiła do wyższych przełożonych polskich zakonów.

Jej zdaniem, życie kontemplacyjne zaczyna się tam, gdzie kończy się „żądanie widzenia” i poszukiwanie wzniosłych uczuć na modlitwie. „Życie dla Boga to coś więcej niż modlitwa. Wymiar kontemplacyjny życia polega na świadomości, że żyjemy w cudzym świecie, który służy Bożym, a nie naszym celom. Każda nasza najmniejsza decyzja wzmacnia lub osłabia tę świadomość” – wyjaśniała benedyktynka.

S. Borkowska uważa, że człowiek, który na modlitwie poszukuje tylko doznań, choćby doświadczał najpiękniejszych i najbardziej wzniosłych uczuć, „odkonsekrowuje” swoje życie, bo przestaje traktować poważnie Boga. Według niej, im większej słabości doświadcza, tym usilniej szuka siły tam, gdzie jest jej źródło – u samego Boga.

Reklama

Mniszka podkreślała ponadto, że w życiu kontemplacyjnym chwile „radosnego widzenia” są rzadkie, występują zwykle na początku drogi, i dlatego należy cenić i przyjmować to, co Bóg już nam powiedział o sobie samym i o nas. „Jeżeli katechetka uczy dzieci, jak używać dusz czyśćcowych jako budzika, to one nigdy nie nauczą się cenić objawienia Boga. Uczą się traktować Go utylitarnie. Jeśli kaznodzieja w kółko mówi o demonach, to tylko im robi reklamę. Tacy ludzie idą za własnymi zainteresowaniami, a nie za głosem Boga” – oceniła prelegentka.

Dodała, że specyfiką życia konsekrowanego jest oddanie się Bogu na własność i wierność temu ofiarowaniu. Osoby konsekrowane prędzej czy później doświadczają bezradności i pustki wewnętrznej, której niczym nie można wypełnić: ani aktywnością apostolską, ani wyobraźnią, ani odchodzeniem od ślubów. Dodała też, że dużo szkody czynią w Kościele „piewcy sztucznej młodości”, którzy „czarują rzekomym zapałem”. Tymczasem potrzeba przede wszystkim szacunku do prawdy Bożej o nas samych, często bolesnej i gorzkiej. „Od tej goryczy rozpoczyna się życie kontemplacyjne, które zmierza do syntezy naszej goryczy z Bożą słodyczą” - stwierdziła.

Istotą życia kontemplacyjnego jest więc „wybór między rozpaczą a zaufaniem w ciemno”. „Jest to wybór prosty i głęboki, jak gregoriańskie Credo, a nie gitarowe śpiewki” – tłumaczyła mniszka, uwrażliwiając, że uczuciowa pobożność często zasłania samego Boga, bo gdy uczucia stają w centrum kontemplacji, Bóg i Jego prawda „stają w kącie”.

Benedyktynka podkreślała, że wymiar kontemplacyjny życia dotyczy zarówno modlitwy, jak i działania. „Ci, którzy narobili w Kościele tyle szkód nadużyciami seksualnymi, czyż nie istnieli tylko w swoim świecie? Nasz wybór Bożej perspektywy powinien być wciąż na nowo ponawiany, w przeciwnym razie dochodzić będzie do tak drastycznych wydarzeń” – ostrzegała.

Raz na cztery lata cztery konferencje wyższych przełożonych zakonów w Polsce spotykają się po to, aby stworzyć forum wymiany myśli, jak aktualizować różnorodne charyzmaty we współczesnej, dynamicznie zmieniającej się rzeczywistości. W spotkaniu, które odbywa się w Centrum Jana Pawła II „Nie lękajcie się!” w Krakowie, uczestniczy blisko 500 osób życia konsekrowanego, w tym ok. 90 przedstawicieli męskich zakonów i instytutów życia konsekrowanego i ponad 70 sióstr życia klauzurowego. Pozostali to przedstawiciele różnych innych form życia konsekrowanego i instytutów świeckich. Krakowskie sympozjum odbywa się pod hasłem „Jeśli nie płoniemy, nie zapalamy”.

Tagi:
zakonnica

Reklama

Najstarsza zakonnica w 115. urodziny: niech się skończą wojny

2019-02-11 16:03

pb (KAI/franceinter.fr) / Tulon

Chciałabym, żeby skończyły się wojny - mówi w swe 115. urodziny s. André Randon, najstarsza zakonnica świata. Choć porusza się na wózku inwalidzkim, niedowidzi i niedosłyszy, to jej umysł jest wciąż żywy.

La Vie
s. André Randon

Siostra Andrzeja urodziła się jako Lucile Randon 11 lutego 1904 r. w Alès koło Nîmes w departamencie Gard. Jest najstarszą żyjącą Francuzką. Była guwernantką w Marsylii i nauczycielką w Wersalu, w tym u rodziny Peugeot, właścicieli fabryki samochodów. W wieku 40 lat wstąpiła do zgromadzenia sióstr szarytek, przyjmując zakonne imię Andrzeja. Przez 28 lat pracowała w szpitalu w Vichy, opiekując się sierotami i osobami starszymi, a następnie w departamencie Drôme. Już na emeryturze przez 30 lat mieszkała w domu starców w Sabaudii, a gdy skończyła 105 lat przeniesiono ją do podobnej placówki w Tulonie.

W urodzinowej rozmowie z rozgłośnią France Inter s. Andrzeja przyznała, że w wieku 115 lat trzeba znosić wiele niedogodności. - Nie jest się już wolnym. Nie mogę chodzić, nie mogę sama jeść, jestem całkowicie zależna. Nie podoba mi się to, bo byłam bardzo niezależna. To bardzo gorzka pigułka do przełknięcia. Poza tym nie śpię dobrze, bo ciągle coś boli. Nie mogę już zbyt wiele rozmawiać z opiekunkami i ludźmi wokół, bo wspomnienia niekoniecznie przychodzą mi głowy. Ale znalazłam tu dom i bez względu na te niedogodności mam tu raj, bo są tu ludzie niewyobrażalnej dobroci - wyznała sędziwa zakonnica.

Odnosząc się do faktu, że jest najstarszą Francuzką i trzecią w kolejności wśród najstarszych osób na świecie, stwierdziła, że nie czuje z tego powodu żadnej dumy i wolałaby być najmłodszą, żeby jeszcze móc pracować. Doskwiera jej „bezczynność, niemożność czytania, haftowania, robienia na drutach”. - Brakuje mi tego. A nie jest możliwe, by cały czas ktoś mi dotrzymywał towarzystwa, tyle jest tu pracy. Jestem więc trochę samotna. Nie jest zabawne siedzieć samej w pokoju ze swoimi dolegliwościami - dodała s. Andrzeja.

Pytana o tajemnicę swej długowieczności, podkreśliła, że nie ma żadnej tajemnicy. Co więcej, trzykrotnie już była na krawędzi śmierci i udało jej się jej uniknąć, „nie wiadomo, dlaczego i jak”.

Kiedyś lubiła swe urodziny, gdyż oprócz Mszy św., na którą ją zawożono, był świąteczny posiłek z udziałem rodziny i przyjaciół. - Ale teraz jestem zbyt zmęczona. Ciężko mi uśmiechać się do wszystkich przez cały dzień, zamienić z każdym słowo. 115 lat to nie jest spełnienie marzeń, zwłaszcza gdy powie się jakieś głupstwo, bo są chwile, gdy nie jest się już zbyt przytomnym - zwierzyła się najstarsza zakonnica.

Za najpiękniejszy dzień swego życia uznała ten, gdy dwaj jej bracia wrócili do domu z I wojny światowej, choć jeden z nich był ciężko ranny. Dzisiejszy świat uważa za „okropny”. - Myślę, że ludzie się nie kochają, nie znoszą się nawzajem, szuka się zaczepek, zamiast kochać się i sobie wzajemnie pomagać - oceniła s. Andrzeja.

Na pytanie, czego można jej życzyć na 115. urodziny, odparła: „przede wszystkim tego, żeby skończyły się wojny”. Wspomniała, że gdy pracowała w szpitalu w Vichy, przywieziono z wojny w Algierii młodego murarza, obok którego wybuchła wojna. Stracił rozum, nie poznawał nikogo. - Przystojny, uroczy, 22-letni chłopak. To było bardzo bolesne - dodała s. Andrzeja.

Drugim jej życzeniem jest, by Bóg zabrał ją wkrótce do siebie, aby ulżyć ludziom, którzy się nią zajmują i aby mogła tam spotkać swoją rodzinę i przyjaciół. - 115 lat wystarczy. Mam nadzieję, że dobry Bóg zabierze mnie w tym roku - zakończyła jubilatka.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Czy naród żydowski współpracował z nazistami?

2019-02-15 18:37

Artur Stelmasiak

Przykład Hotelu Polskiego bardzo dobitnie ukazuje niezwykłą historię, jak polska Armia Krajowa wkracza do akcji, aby bronić Żydów przed Żydami. W tym miejscu kolaborujący z Gestapo Żydzi sprzedawali za grube pieniądze swoich rodaków.

Archiwum

Tak się składa, że warszawska redakcja tygodnika "Niedziela", w której pracuje, mieści się w dawnym budynku Hotelu Polskiego. Podczas II wojny światowej wydarzyła sie tu straszna i bolesna historia dla narodu Żydowskiego, bo w aferę Hotelu Polskiego zamieszani byli dwaj żydowscy kolaboranci Gestapo – Leon „Lolek” Skosowski i Adam Żurawin.

Zgodnie z zabiegami dyplomatów ze Szwajcarii i USA, części Żydów z getta warszawskiego zezwolono wydać paszporty, żeby mogli wyemigrować do Ameryki Południowej. Przesłane na przełomie 1942 i 1943 roku dokumenty nie trafiły jednak do ich właścicieli, a do rąk Skosowskiego i Żurawina. Sprzedawali ukrywającym się Żydom paszporty, których cena dochodziła nawet kilkuset tysięcy złotych za sztukę. Chętnych nie brakowało. Żydzi, którym udało się zakupić paszport, zostali internowani w Hotelu Polskim przy ulicy Długiej 29 w Warszawie. Oczywiście wszystko odbywało się pod bacznym okiem Niemców, którzy pewnie także czerpali profity z tego zyskownego procederu. Wiosną 1943 r. urządzili nalot na Hotel Polski i prawie wszystkich rozstrzelano. Później to miejsce traktowano jako pułapkę warszawskiego gestapo, które w ten sposób wywabiało Żydów z kryjówek po aryjskiej stronie, by ich zamordować w obozach zagłady.

Według Żydowskiego Instytutu Historycznego spośród ponad 2500 Żydów, którzy zgłosili się na Długą, przeżyło zaledwie 260 osób. "Lolkiem" i jego zbrodniczą działalnością zajęła się Armia Krajowa. Leon Skosowski został zabity 1 listopada 1943 roku przez żołnierzy kontrwywiadu Okręgu Warszawskiego AK. Tego dnia do Gospody Warszawskiej przy Nowogrodzkiej o godzinie 17-tej wkroczyło czterech żołnierzy polskiego podziemia uzbrojonych w pistolety i granaty. Zebranym kazano podnieść ręce do góry, a Lolka Skosowskiego zastrzelił podchorąży „Janusz”. Strzelał z bliska – AK chciało mieć pewność, że zlikwidowano tego groźnego agenta Gestapo.

Takich historii, gdy Żydzi współpracowali ze swoimi oprawcami można znaleźć więcej. Parafrazując skandaliczne słowa premiera Izraela Benjamina Netanjahu wypadałoby zapytać: Czy naród żydowski współpracował z nazistami? Odpowiedź jest oczywista. Naród Żydowski był ofiarą, a nie oprawcą, choć tak jak w każdym narodzie zdarzały się czarne charaktery. To nie Polacy, ani nie Żydzi byli oprawcami i zbrodniarzami w czasie II wojny świtowej. Oba narody były ofiarami zbrodniczego niemieckiego nazizmu. Oczywiście Żydzi byli brutalniej traktowani przez Niemców, ale nie jest to w żadnym wypadku wina narodu polskiego.

Przykład Hotelu Polskiego bardzo dobitnie ukazuje sytuację, jak polska Armia Krajowa wkracza do akcji, aby bronić Żydów przed Żydami. "W związku z ustaleniem tego ohydnego zbrodniczego procederu [afera hotelu Polskiego], szef kontrwywiadu AK Okręgu Warszawa, kpt. Bolesław Kozubowski, uzyskał od płk. Chruściela, późniejszego dowódcy Powstania Warszawskiego, zgodę na natychmiastowe zlikwidowanie całej szajki bez oczekiwania na wyrok sądowy, aby ratować jak największą liczbę kandydatów na tak organizowany przez Skosowskiego wyjazd do obozów zagłady" - czytamy we wspomnieniach podporucznika AK Janusza Cywińskiego ps. "Janusz", który wykonał wyrok na Skosowskim.

Kilkadziesiąt metrów od Hotelu Polskiego jest maleńka uliczka im. Bohaterów Getta. Często widzę tam kręcące się wycieczki z Izraela. Dlaczego nie widzę takich wycieczek stojących przed Hotelem Polskim? Przecież to miejsce mogłoby być ważną dla narodu Żydowskiego lekcją historii. Pewne jest także, że taka lekcja bardzo przydałby się premierowi Izraela.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Częstochowscy teologowie o duszpasterskiej odpowiedzialności proboszcza za katechizację

2019-02-19 20:57

Ks. Mariusz Frukacz

Zagadnienie obecności katechezy w szkole i konieczność katechezy parafialnej były przedmiotem naukowej refleksji członków Częstochowskiego Oddziału Polskiego Towarzystwa Teologicznego. Teologowie spotkali się 19 lutego w siedzibie PTT przy Wyższym Seminarium Duchownym w Częstochowie.

Ks. Mariusz Frukacz/Niedziela

W spotkaniu wzięli udział członkowie Częstochowskiego Oddziału PTT na czele z Ks. dr hab. Pawłem Maciaszkiem, kierownikiem PTT Oddziału w Częstochowie. Punktem wyjścia do dyskusji był referat ks. mgr. lic. Bartłomieja Bardelskiego na temat: „Duszpasterska odpowiedzialność proboszcza za katechizację w świetle obowiązujących dokumentów Kościoła”.

Ks. Mariusz Frukacz/Niedziela

Prelegent mówiąc o duszpasterskiej odpowiedzialności proboszcza za katechizację przypomniał, że katecheza należy do posłannictwa i misji Kościoła – Zadaniem katechezy jest wprowadzenie człowieka w znajomość prawd wiary i w rzeczywistość Kościoła – mówił prelegent i dodał: „Proboszcz odpowiada za katechezę szkolną i parafialną”.

Ks. Bardelski dużo miejsca poświęcił katechezie młodzieży i podkreślił znaczenie „wspierania inicjatyw młodzieżowych”.

Ks. Mariusz Frukacz/Niedziela

- Ważne miejsce w misji Kościoła zajmuje również katecheza parafialna. Nauczanie wiary w parafii jest ściśle związane ze sprawowaniem sakramentów. Parafia jest właściwym i pierwszoplanową przestrzenią katechizacji. Szczególne znaczenie ma prowadzenie katechezy dorosłych – kontynuował ks. Bardelski.

- Bardzo ważna jest katecheza chrzcielna, katecheza przed pierwszą spowiedzią i komunią świętą. Ogromne znaczenie ma właściwie przeprowadzona katecheza przed bierzmowaniem i katecheza przedślubna. Tutaj również ważna jest troska o nowopowstające rodziny, a zwłaszcza doprowadzenie młodych ludzi do przekonania, że łaska sakramentalna nie jest chwilowa – podkreślił prelegent.

- Istotna w misji Kościoła i w dziele katechizacji jest jedność środowiska szkolnego, parafialnego i rodzinnego – zaznaczył ks. Bardelski.

W trakcie dyskusji członkowie PTT zwrócili uwagę m. in. na konkretne problemy w katechezie szkolnej, jak usytuowanie katechezy na ostatnich godzinach lekcyjnych, wypisywanie się młodzieży z katechezy, jak również wpływ kultury masowej i mody na to, że niewielki procent młodych ludzi podziela nauczanie moralne Kościoła, zwłaszcza w zakresie nierozerwalności małżeństwa.

Na zakończenie spotkania omówiono kwestie związane z przygotowaniem i przebiegiem Ogólnopolskiej Konferencji Naukowej nt. „Aktualne wyzwania teologii”, która odbędzie się 9 maja 2019 r. w Wyższym Seminarium Duchownym w Częstochowie.

Polskie Towarzystwo Teologiczne zostało założone przez profesorów Wydziału Teologicznego Uniwersytetu im. Jana Kazimierza we Lwowie, w 1924 r. Ogromną rolę u jego początków odegrał ks. prof. Aleksy Klawek. Zadaniem PTT było ożywienie obumarłego w czasie zaborów ruchu naukowo-teologicznego i zainteresowanie nim najszerszych kręgów duchowieństwa.

Ks. Mariusz Frukacz/Niedziela

Oddział PTT w Częstochowie istnieje od 1997 roku. Skupia duchownych i świeckich, wykładowców Wyższego Seminarium Duchownego Archidiecezji Częstochowskiej i Instytutu Teologicznego w Częstochowie, pracowników Kurii Metropolitalnej, duszpasterzy parafialnych, katechetów oraz inne osoby świeckie. W ramach swej działalności oddział organizuje okolicznościowe odczyty, sympozja i sesje naukowe. Specyficzną formą działalności częstochowskiego oddziału są organizowane co pewien czas Zaduszki Teologiczne poświęcone pamięci zmarłych członków PTT w Częstochowie.

Pierwszym kierownikiem Oddziału PTT w Częstochowie był ks. dr Teofil Siudy. Następnie funkcję tę pełnił ks. dr Jerzy Bielecki, a obecnie jest nim ks. dr hab. Paweł Maciaszek.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem