Reklama

Podhale: abp Jędraszewski na X Rekolekcjach Góralskich

2018-11-17 10:33

jg / Stare Bystre k. Ludźmierza (KAI)

Joanna Adamik/Archidiecezja Krakowska

Pod hasłem "Bóg, honor, ojczyzna" w Starem Bystrem na Podhalu odbywają się X Rekolekcje Góralskie. Z ich uczestnikami 16 października spotkał się metropolita krakowski abp Marek Jędraszewski. Przybył także europoseł Marek Jurek.

Metropolita krakowski przewodniczył uroczystej Mszy św. na rozpoczęcie X Rekolekcji Góralskich. Eucharystia sprawowana była w koncelebrze wielu kapłanów w kościele św. Stanisława Biskupa w miejscowości Stare Bystre koło Ludźmierza. - Patriotyzm jest szczególną formą miłości ojczyzny. Nie możemy pomylić go z kosmopolityzmem, zatracając tym samym poczucie wartości ojczyzny, a także z nacjonalizmem i szowinizmem. Obowiązek miłości bliźniego należy przenieść także na grunt miłości ojczyzny - podkreślił abp Marek Jędraszewski.

Hierarcha mówił także o wolności, która jest darem i zmaganiem. Przypomniał bolesną historię z XVIII w., gdy zdradzano Polskę za obce pieniądze, doprowadzając do utraty niepodległości. - Na szczęście znalazło się wielu, którzy byli gotowi zapłacić za wolność wysoką cenę. Polska jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli, a troska o jej przyszłość jest obowiązkiem każdego Polaka. W tym celu potrzebne jest dobrze ukształtowane sumienie. Ponadto trzeba nam wracać do fundamentów naszej chrześcijańskiej wiary - zaznaczył arcybiskup, wielokrotnie odwołując się do tekstów papieża Jana Pawła II.

Przed Mszą św. metropolitę krakowskiego w imieniu wszystkich uczestników rekolekcji powitał ks. Jan Gacek, kapelan Związku Podhalan - ta organizacja jest głównym organizatorem wydarzenia. Wcześniej górale w asyście banderii konnej, orkiestry dętej z Łapsz Niżnych oraz strażaków z OSP powitali księdza arcybiskupa na podhalańskiej ziemi.

Reklama

Liturgia była pełna symboli góralskich. Kapłani Eucharystię sprawowali w góralskich ornatach, przygrywała kapela regionalna. Nie zabrakło także śpiewu podhalańskiego w wykonaniu zespołu regionalnego "Turnie".

Pierwszy dzień rekolekcji zakończył się w Rogoźniku, gdzie w jednej z tamtejszych restauracji była uroczysta kolacja, a po niej okolicznościowy tort z racji jubileuszu rekolekcji i setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Pierwszy kawałek ukroił abp Marek Jędraszewski. Ostatnim punktem programu I dnia rekolekcji było spotkanie z europosłem Markiem Jurkiem i koncert Hanki Rybki z zespołem.

X Rekolekcje Góralskie potrwają do niedzieli 18 listopada. W ich ramach odbędzie się jeszcze spotkanie z ks. prof. Andrzej Zwolińskim, ks. dr. hab. Leszkiem Łysieniem, drem Stanisławem Budą. Wykład wygłoszą także ks. dr Wojciech Węgrzyniak, prof. Krzysztof Wieczorek. Podejmie on temat tischnerowskich refleksji o patriotyzmie.

"Śtyry tysiące chłopców góroli...!" – pamięci gen. Andrzeja Galicy i jego Strzelców Podhalańskich - to tytuł wieczornicy historycznej w wykonaniu uczniów i absolwentów Szkoły Podstawowej im. św. Stanisława Kostki w Krauszowie z towarzyszeniem Podhalańskiej Grupy Rekonstrukcji Historycznych BŁYSKAWICA im. J. Kurasia "Orła-Ognia". Wieczornica odbędzie się w sobotni wieczór 17 listopada. II dzień rekolekcji zakończą posiady z zespołem regionalnym "Turnie".

W ostatnim dniu rekolekcji, w niedzielę 18 listopada Mszę św. dla uczestników odprawi bp Bronisław Dembowski. Będą też wykłady dra Bogumiła Szczupaka (Patriotyzm ekonomiczny) i dra Stanisława Bogaczewicza.

Tagi:
abp Marek Jędraszewski górale

Bliżej Boga Pielgrzymowałam z góralami

2018-08-21 12:26

Agnieszka Czajkowska
Niedziela Ogólnopolska 34/2018, str. 13-15

Do gatunku truizmów należy stwierdzenie, że niezbywalnym elementem góralskiej tożsamości jest głęboka i otwarcie manifestowana wiara katolicka. Ceprom bardzo łatwo się ogląda nie tak dawne przecież obrazki z pożegnań św. Jana Pawła II, podczas których mieszkańcy Podhala rzewnie grają swoje tradycyjne melodie do słów bezpośrednio i bardzo konkretnie wyrażających miłość, tęsknotę i żal za Ojcem Świętym. Niejednemu z nas kręci się w oku łza, niejeden zachwyca się oryginalną barwą głosów czy ekspresją amatorskich często wykonawców. Gorzej przychodzi nam publicznie okazywać swoje przywiązanie do katolicyzmu. Religijność nie sprzedaje się łatwo w mediach, toteż nie bardzo jest w cenie we współczesnym świecie

Krzysztof Świertok
Górale wkroczyli na Jasną Górę w uroczystych strojach i zanieśli Królowej Polski „papieskie” róże

Znana z teorii kulturowych semantyka góra – dół, która porządkuje rzeczywistość pod względem wartości, i w przypadku geografii Polski ma znaczenie. Kto obserwuje wejście pielgrzymki góralskiej na Jasną Górę, może nabrać przekonania, że na południu naszego kraju łatwiej kochać Boga. Spod Gubałówki czy Babiej Góry jest przecież do Niego bliżej.

Barwne i dźwięczne widowisko, które można było 31 lipca tego roku oglądać w Alejach, jest jak „finis coronat opus” – wieńczy dzieło trudnej, wielodniowej wędrówki podejmowanej rokrocznie przez około tysiąc osób, które z urzędników, nauczycieli, lekarzy, budowlańców czy uczniów i studentów na osiem letnich dni stają się jasnogórskimi pielgrzymami. To status zupełnie odmienny od pozycji, którą zajmujemy na co dzień. Na pielgrzymce nie liczą się wykonywane obowiązki, zajmowane stanowisko, stan majątkowy, pozycja społeczna. Kto chce podjąć trudną wędrówkę, musi pożegnać się z pielęgnowanym cały rok wyobrażeniem na swój temat, z normalnie noszonym strojem czy makijażem i fryzurą, osiąganymi niemałym trudem i kosztem. Od 23 do 31 lipca wszyscy jesteśmy równi sobie – mamy przepisowe skromne ubrania, ważna staje się wygoda, a ułożenie włosów samo się zniszczy pod wpływem potu czy ulewy.

W doborowym towarzystwie

Tradycyjnie na góralską pielgrzymkę do Matki Bożej Częstochowskiej wyruszają cztery grupy. Trzy: niebieska nowotarska, żółta bachledówczańska i zielona orawska zaczynają wędrówkę 23 lipca. Czwarta, rabczańska, z białymi chustami, rusza dzień później. Razem z dziewięciorgiem częstochowian z parafii pw. św. Siostry Faustyny Dziewicy, pod wodzą weterana góralskich pielgrzymek – ks. Wojciecha, dołączam do grupy rabczańskiej. Czuję się wyróżniona. Nie każdy może wędrować w tak doborowym towarzystwie!

W przeddzień pielgrzymki jedziemy do miejsca wymarszu, by tam zanocować. To przedsmak tego, co nas będzie czekać po drodze. Przez osiem dni nieznajomi ludzie będą otwierać przed nami swoje domy, dzielić się tym, co mają, traktować jak wyczekiwanych gości. W Rabce, zanim jeszcze podjęłam trud wędrówki, znalazłam otwartych i serdecznych gospodarzy, doświadczonych pielgrzymów, którzy wiedzą, co dla piechura jest najważniejsze. W ich domu nocuję już drugi raz. I tym razem czekało na mnie wygodne łóżko, czyściutka toaleta, znakomity posiłek i przede wszystkim przyjacielska rozmowa.

Ci, którzy chodzą w kompanii od kilku bądź kilkudziesięciu lat, na całej trasie mają „swoje” noclegi. Długo na to pracowali – odwdzięczając się modlitwą, życzeniami świątecznymi słanymi po pielgrzymce, kontaktami utrzymywanymi nie tylko okazjonalnie. Czasem, by zyskać serce gospodarzy i ich zaproszenie na przyszły rok, wystarczy nie zostawić po sobie bałaganu i uśmiechać się.

Wędrówkę rozpoczynamy 24 lipca rano, po Mszy św., na którą przychodzi, kto może – rodziny pielgrzymów, ich znajomi, koledzy z pracy. Kościół pw. św. Marii Magdaleny w Rabce huczy od głośnych śpiewów i natchnionych modlitw o szczęśliwy przebieg peregrynacji, o opiekę Matki Bożej i patronów kolejnych dni, szczególnie św. Jakuba i św. Krzysztofa, o bogate owoce podejmowanych przez nas rekolekcji w drodze. O ósmej bagaże już załadowane do ciężarówki, która będzie je wozić do miejsc noclegu, a ja przypominam sobie, że nie wzięłam żelaznego wyposażenia pielgrzyma – kubka i łyżki! Śpiwór i karimatę mam, stare wygodne buty i pelerynę przeciwdeszczową spakowałam, pocieszam się, że kubek na razie nie będzie potrzebny. Gościnni gospodarze pierwszych postojów i noclegów zadbają, by nie brakowało nam niczego. Garnuszek ze św. Teresą od Dzieciątka Jezus kupię podczas odpoczynku w Kalwarii Zebrzydowskiej. Przyda się na dalsze dni wędrówki i będzie pamiątką z tego niezwykłego miejsca.

Kto podejmuje wędrówkę po raz pierwszy, dziwi się wszystkiemu – wszechobecnemu uśmiechowi i życzliwości obcych osób, które idą obok; modlitewnemu skupieniu, które osiąga się z łatwością mimo hałasu przejeżdżających obok ciężarówek; liczbie kilometrów, które przechodzi się bez większych problemów podczas spiekoty czy ulewnych deszczy. Ja idę drugi raz i wiem, na co się piszę – na wysiłek, trudności, zmęczenie, ciążenie plecaka z podręczną karimatą i wodą do picia podczas drogi, tuby, przez którą słychać głoszone konferencje, różańce, koronki i piosenki wykonywane przez grupę muzyczną, na niepewność noclegu, którego na bieżąco szukają nam kwatermistrzowie i... na niewymowne szczęście, które buduje wędrowna wspólnota ludzi oraz niezwykła jedność w ponawianej co dnia modlitwie.

Pielgrzymkowy reżim

Podczas drogi trzymam się kabelka, tak jest łatwiej zachować stałe miejsce w marszu. Przeciągnięty od pierwszej tuby po ostatnią, czwartą, nie tylko umożliwia zachowanie łączności między głośnikami, ale też zapewnia bezpieczeństwo. Niesiony przez pielgrzymów, odgradza ich od środka jezdni, pilnuje, by nikt nie wchodził na część przeznaczoną dla jadących z przeciwka samochodów (wielu kierowców trąbi z aprobatą, tylko niektórzy krzywią się na nas, powodujemy w końcu utrudnienia w ruchu). Prawo do przemieszczania się poza kolumną mają jedynie osoby funkcyjne – wyposażony we wszelkie możliwe uprawnienia przewodnik – u nas brat Krzysztof – i porządkowi. To oni kierują ruchem, zatrzymują samochody na skrzyżowaniach, dbają, byśmy się zbytnio nie rozwlekali, poganiają, gdy tempo marszu słabnie. Ubrani w pomarańczowe odblaskowe kamizelki i wyposażeni w krótkofalówki i lizaki często biegają tam i z powrotem wzdłuż idącej pielgrzymki, jakby zmęczenie wcale ich nie dotykało. Patrzymy na to z podziwem, zwłaszcza podczas pierwszych dni, kiedy droga najczęściej wiedzie pod górę i nogi jeszcze nie przyzwyczaiły się do prawie trzydziestokilometrowych dystansów, które trzeba pokonać.

Porządek dnia na pielgrzymce jest stały. Wymarsz zaczynamy wczesnym rankiem, czasem nawet o szóstej. Do tego czasu nasze bagaże muszą się znaleźć na ciężarówce, a my mamy mieć pełne żołądki i załatwione potrzeby czystości. O posiłki dbają gospodarze, którzy zgodzili się przyjąć nas na noc. Najczęściej jesteśmy zaskoczeni sytym i smacznym jedzeniem i najlepszym miejscem w domu, które dla nas szykują do spania. Odwdzięczamy się zapewnieniem o modlitwie w określonych intencjach, a także rozmową. Wielu z goszczących nas ludzi ma wielką potrzebę konfrontacji doświadczeń, nieraz chcą się najzwyczajniej podzielić z nami swoimi troskami. Pogaduszki często trwają do późnej nocy. Ofiarujemy swoją uwagę i czas, wiedząc, że jest to dziś towar najbardziej deficytowy. Krótkie noce będziemy odsypiać na postojach – koc na trawniku obok kościoła jest najlepszym miejscem wypoczynku. W żadnej innej sytuacji nie zdobędziemy się na bezkarne wylegiwanie się na ziemi w miejscu publicznym...

W pielgrzymkowe poranki, kiedy ważna jest punktualność i dyscyplina, a także uczestnictwo w modlitwie, nieobowiązkowy jest jedynie uśmiech – w regulaminie nie ma o nim mowy. Mimo to pojawia się każdego dnia u wszystkich. Towarzyszy wymienianiu uwag na temat odbytego noclegu, rachunkowi pęcherzy i odcisków, przewidywaniom na temat pogody. Łagodzi niedogodności i sprzyja nawiązywaniu kontaktów ze współuczestnikami wędrówki. Sprawia, że po kilku dniach czujemy się w grupie dobrze i prawie rodzinnie.

Niezliczone są prośby do Bożej Matki

Każdego dnia rano wyruszamy z modlitwą, po pacierzu przychodzi czas na Godzinki ku czci Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Śpiewamy je „kiedy ranne wstają zorze” i jest to jeden z najprzyjemniejszych elementów wędrówki. Kto nie lubi domniemanej monotonii Godzinek i gubi się w ich kolejnych strofach, powinien spróbować pielgrzymki. Nie ma lepszego akompaniamentu do pospiesznych kroków, stawianych z rana, po przespanej nocy, i nie znajdzie się lepszego wykładu na temat roli i znaczenia Maryi w naszej wierze.

Po kolejnych postojach przychodzi czas na konferencje, które od lat głosi ks. Bartłomiej, Koronkę do Bożego Miłosierdzia i Różaniec, kierowanych przez towarzyszących nam księży – Wojciecha i Pawła. Każda z dziesiątek poprzedzona jest długą listą intencji, w których się modlimy. Wcześniej piszemy je na karteczkach, nazywając wprost potrzebę lub skrywając ją pod mniej lub bardziej abstrakcyjnym hasłem. Ileż rozbitych rodzin czeka na pojednanie, ileż problemów alkoholowych otrzymuje Matka Boża do rozwiązania, ile panien szuka dobrego męża i ilu kawalerów liczy na oddaną żonę! Niezliczone są prośby o opiekę nad dziećmi, współmałżonkami, majątkiem i sprawami na miarę życia i śmierci. Wszyscy solidarnie przyłączamy się do modlitwy w wyczytywanych intencjach, w końcu sami też prosimy współpielgrzymów o pomoc w uzyskaniu Matczynego wstawiennictwa u Boga. Najważniejszą częścią naszego dnia jest Msza św. Sprawowana jest w miejscach postojów lub przed wymarszem. Dodaje nam siły i budzi nieopisane wzruszenia, integruje i przypomina o celu wędrowania – łączności z Bogiem.

Nieoceniona rola humoru

Każdego dnia końcówka drogi przeznaczona jest na zabawę i żarty. Dopiero wtedy można poznać humor szefa grupy muzycznej i rezolutność jego synka, który po raz pierwszy dzieli z nami pielgrzymi trud. Jest to też okazja, by posłuchać góralskich piosenek i przyśpiewek. Bardzo się to nam, ceprom, podoba.

Już po przybyciu na miejsca noclegów chętni mogą potańczyć na wieczorkach. Nawet kiedy mamy za sobą czterdziestokilometrowy odcinek drogi, zwykle znajduje się ich naprawdę wielu!

Z każdym kolejnym dniem czas biegnie coraz szybciej. Niedawno był pierwszy nocleg w Makowie Podhalańskim, drugiego dnia minęliśmy Kalwarię Zebrzydowską, a już za nami sanktuarium w Czernej i Płokach. Już umiemy na pamięć większość piosenek, które z zapałem śpiewamy, przechodząc przez kolejne miejscowości. Ostatni nocleg przypada w Przymiłowicach. Zanim tam dotrzemy, uczestniczymy w porannej Mszy św., odprawianej przez biskupa pomocniczego archidiecezji częstochowskiej ks. Andrzeja Przybylskiego w Leśniowie. Tu już czujemy bliskość Jasnej Góry, wszak w klasztorze mieszkają ojcowie paulini. Bp Przybylski przywita nas również w Alejach. Będzie czekał na nas obok kurii. Szczególnie ciepło uśmiechnie się do nas – wędrujących z Rabki częstochowian!

Finał

W dniu wejścia na Jasną Górę, zanim przemaszerujemy przez Aleje, mamy postój przy kościele Ojców Bernardynów. Tam nasi górale przebierają się w swoje stroje. Nieważne, że upał sięga trzydziestu stopni Celsjusza, trzeba założyć grube wełniane portki i suto haftowane serdaki! Nikt nie marudzi i na niczyjej twarzy nie widać zniecierpliwienia czy zmęczenia. Po ośmiu dniach szybkiego marszu, po piętnastu kilometrach pokonanych od świtu, tryskamy entuzjazmem. Przed nami upragniony cel wędrówki – Matka Boża na Jasnej Górze! Z każdą minutą przybywa nam sił i radości. Przed Szczytem na pielgrzymów czeka abp Marek Jędraszewski. Pozdrawia każdego z osobna, uśmiechając się i błogosławiąc. Czekają też rodziny. Bliscy przyjechali specjalnie z Rabki, Nowego Targu i innych miejsc Podhala, by powitać swoich bohaterów. Są przejęci i stęsknieni. Razem z nami będą uczestniczyć w Mszy św.

Kiedy już się znajdziemy w Bazylice Jasnogórskiej, niektórzy z nas będą płakać. Ze wzruszenia, z radości, ze szczęścia. Doszliśmy, cali, umocnieni trudem i modlitwą, odmienieni! Wcześniej zachodzimy do Kaplicy Matki Bożej. Widok Cudownego Wizerunku wzbudza prawdziwą falę emocji, wszyscy upadamy na kolana i korzymy się przed Królową. To najpiękniejszy dzień całej pielgrzymki. Wielka radość jeszcze nie pozwala myśleć, że to już koniec naszej tegorocznej wędrówki...

Podczas Eucharystii sprawowanej przez abp. Jędraszewskiego ci bardziej zmęczeni śpią na klasztornej posadzce. W kościele jest chłodno i przyjemnie. Nie przeszkadza im grana i śpiewana z mocą muzyka. Duch Święty swymi skrzydłami muska drzemiących na równi z tymi, którzy słuchają homilii głoszonej przez pasterza archidiecezji krakowskiej. Dotyk gołębich skrzydeł będziemy czuć na twarzach jeszcze wieczorem podczas Apelu. Ślady pielgrzymki w sercu wystarczą nam na cały rok.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Czy Ośrodek dla niepełnosprawnych przetrwa?

2019-02-23 01:26

Agnieszka Bugała

Agnieszka Bugała
Dolnośląski Kurator Oświaty Roman Kowalczyk w rozmowie z rodzicami i nauczycielami Ośrodka

W piątek (22.02) trzy godziny trwało spotkanie rodziców, dyrekcji i nauczycieli z Dolnośląskim Kuratorem Oświaty Romanem Kowalczykiem, dyrektorem Departamentu Edukacji Jarosławem Delewskim i ks. Robertem Sitarkiem szefem Fundacji Ewangelickiego Centrum Diakonii i Edukacji im. Ks. M. Lutra. Do zainteresowanych o los Ośrodka dołączyli radni Piotr Uhle z Nowoczesnej i Piotr Pieńkowski z PiS.

Uhle podkreślał, że przyszedł, bo chciał wysłuchać, o co walczą rodzice i nauczyciele, chciał zrozumieć ich stanowisko. W krótkim wystąpieniu podkreślił, że wrocławscy radni mieli za mało czasu i za mało danych przed sesją Rady Miasta (odbyła się 21.02. – przyp. red.), na której przegłosowano likwidację Ośrodka, aby odnieść się właściwie do sytuacji.

(Piotr Uhle nie oddał głosu w czasie głosowania, pozostali radni Nowoczesnej zgodnie głosowali za likwidacją)

– Teraz jestem mądrzejszy, dziękuję, że mogłem Państwa wysłuchać – mówił.

Robert Pieńkowski apelował o wypracowanie stanowiska, z którym zgodzą się obydwie strony – miasto i walczący o placówkę rodzice i nauczyciele.

Spotkanie zostało zorganizowane na prośbę Dolnośląskiego Kuratora Oświaty, który – przed wydaniem opinii na temat decyzji podjętej przez Radę Miasta – chciał zapoznać się z sytuacją w miejscu, którego ona dotyczy.

Pełna relacja ze spotkania już wkrótce.

Fotorelacja ze spotkania tutaj: http://wroclaw.niedziela.pl/zdjecia/2710/Czy-Osrodek-dla-niepelnosprawnych


CZYTAJ DALEJ

Reklama

Watykan: konferencja o ochronie małoletnich w Kościele - dzień 3.

2019-02-23 19:57

tom, st, kg (KAI) / Watykan

Transparentność wobec seksualnego wykorzystywania nieletnich w Kościele była tematem drugiego dnia watykańskiego „szczytu” na temat ochrony małoletnich. Wysłuchano świadectw ofiar pedofilii i trzech referatów wprowadzających. Ostatni dzień obrad zakończyła liturgia pokutna w Sala Regia Pałacu Apostolskiego.

JuergenM /pixabay.com

Pełna przejrzystość w sprawach nadużyć

Nie ukrywajmy już tego rodzaju faktów z obawy przed popełnieniem błędu. Zbyt często chcemy zachować spokój, dopóki burza nie przejdzie. Ale ta burza nie przejdzie – powiedziała nigeryjska zakonnica Veronica Openibo, przełożona generalna sióstr Towarzystwa Świętego Dzieciątka Jezus w swoim wystąpieniu pt. „Otwartość – posłani do świata” poświęconym zagadnieniu „przejrzystości”.

-Niepokoi fakt, że dziś tak wielu ludzi oskarża Kościół o zaniedbanie – stwierdziła siostra Openibo. Jej zdaniem Kościół musi odnowić się oraz powołać nowe systemy i praktyki, aby wspierać swe działania, nie lękając się popełnienia błędów. Przyznała, że „obecnie przeżywamy stan kryzysu i wstydu”, dodając, że „ciężko przysłoniliśmy łaskę misji Chrystusa”. Zwróciła uwagę, że w sprawie nadużyć seksualnych niektórzy biskupi coś robili, inni nic - ze strachu lub aby ukryć te czyny. Wyraziła przekonanie, że „lepiej odważnie rozmawiać z innymi niż nic nie powiedzieć, aby uniknąć popełnienia błędu”.

Jako pierwszy krok na drodze do wyjścia ku prawdziwej przejrzystości zakonnica wskazała uznanie aktów przemocy a następnie upublicznienie tego, co się stało od czasów Jana Pawła II, aby uzdrowić sytuację. Następnymi krokami winny być, według niej, na przykład skuteczniejsze i sprawniejsze procesy, jasne wytyczne, które należy wypracować w parafiach i ogłosić w sieci, „lepsze rozpatrywanie zaistniałych przypadków za pośrednictwem bezpośrednich rozmów w cztery oczy, szczerych i odważnych, zarówno z ofiarami, jak i ze sprawcami, a także z zespołami śledczymi”.

Za niedopuszczalne uznała niedostrzeganie problemu w przypadku tych księży winowajców, którym skądinąd należy się szacunek ze względu na ich zaawansowany wiek lub pozycję w hierarchii kościelnej.

Zakonnica z Afryki wyraziła też przekonanie, że w każdej diecezji winna powstać „komisja wspólna”, złożona ze świeckich, osób zakonnych i księży, która „będzie dzielić się doświadczeniem w zakresie procedur dokumentacyjnych i protokołów, prawnych i finansowych skutków ujawnionych przypadków oraz co do koniecznych kanałów odpowiedzialności i karalności”.

Transparencja wśród wierzących

Na konieczność przejrzystości i możliwości prześledzenia procedur administracyjnych jako decydującego czynnika wiarygodności Kościoła zwrócił uwagę w swoim wystąpieniu kard. Reinhard Marx. Arcybiskup Monachium zauważył, że przed Kościołem stoi w tej dziedzinie szereg wyzwań, w tym określenie celu i granic tajemnicy papieskiej, ustanowienie przejrzystych norm proceduralnych, wyraziste ukazanie statystyk i przebiegu postępowania procesowego.

Kard. Marx podkreślił, że w życiu Kościoła nie można lekceważyć wszystkich podstawowych zasad dobrego społeczeństwa i organizacji służących ludziom. Należy do nich potrzeba dobrze funkcjonującej administracji, która musi być ukierunkowana na cel Kościoła, oraz działać w oparciu o zasadę sprawiedliwości.

Zwrócił uwagę, że władza administracji może również być źle wykorzystana, co jest wyraźnie widoczne w obecnym kryzysie. „Wykorzystywanie seksualne dzieci i młodzieży w dużej mierze sprowadza się do nadużyć w administracji” - zaznaczył kard. Marx i wskazał na szereg wykroczeń administracyjnych do jakich doszło w przypadku nadużyć seksualnych wobec nieletnich. "Administracja wręcz przeciwnie - utrudniała, dyskredytowała i uniemożliwiała wypełnienie misji Kościoła. Akta, które miały dokumentować straszliwe czyny i wskazać nazwiska odpowiedzialnych za nie, zostały zniszczone lub nigdy nie powstały. To nie sprawcy, ale ofiary były ograniczane i milczały. Określone procedury i procesy ścigania przestępstw celowo nie były wdrażane, lecz anulowane lub uchylane. Prawa ofiar były deptane i zdane na samowolę jednostek. Sankcjonowano nie sprawców, lecz ofiary, zmuszając je do milczenia. Wszystko to stoi w rażącej sprzeczności z tym, co Kościół powinien wspierać" - zaznaczył kard. Marx.

Zauważył istniejące zastrzeżenia i obawy związane z naruszaniem tajemnicy papieskiej, a także niszczenie reputacji niewinnych kapłanów, czy kapłaństwa i Kościoła jako całości poprzez rozpowszechnianie fałszywych oskarżeń. „Zasady domniemania niewinności i ochrony dóbr osobistych oraz potrzeba przejrzystości nie wykluczają się wzajemnie” – stwierdził przewodniczący niemieckiego episkopatu.

Kardynał Marx wskazał także na potrzebę publicznego ogłoszenia statystyk dotyczących liczby spraw i w miarę możliwości ich szczegółów, bowiem nieufność prowadzi do teorii spiskowych i tworzenia mitów na temat Kościoła.

Kard. Marx zaznaczył, że procedury administracyjne są przejrzyste, kiedy można określić i zrozumieć, kto, kiedy, dlaczego i w jakim celu podjął jakąś decyzję. Dzięki temu można wskazywać błędy i przed nimi się bronić.

Kard. Marx powiedział, że w aktualnych okolicznościach trzeba jasno zdefiniować cele i granice tajemnicy papieskiej. Nie ma powodów, by stosowano ją w sprawach przestępstw przeciwko nieletnim. Zaznaczył też, że przejrzystość jest najlepszym mechanizmem, by chronić się przed pomówieniami i przywrócić dobre imię fałszywie oskarżonym.

Na pierwszym miejscu ofiary

Rozpatrując sprawy seksualnego wykorzystywania małoletnich, Kościół musi zawsze stawiać na pierwszym miejscu ofiary, słuchać ich i troszczyć się o ich dobro - powiedziała meksykańska dziennikarka-watykanistka Valentina Alazraki. Jej wystąpienie było pełne surowej krytyki pod adresem hierarchii kościelnej, zarówno za ukrywanie takich przypadków, jak i ciągle jeszcze dużej, według niej, nieufności Kościoła wobec mediów.

Alazraki na wstępie powiedziała m.in., że ma za sobą ponad 40 lat (od 1974) pracy korespondentki w Watykanie, podczas której obsługiwała pontyfikaty 5 papieży, począwszy od Pawła VI po obecny i 150 podróży papieskich. Wychodząc od tego bogatego doświadczenia zawodowego podzieliła się z zebranymi licznymi spostrzeżeniami, dodając do tego jeszcze swe osobiste doświadczenie kobiety, żony i matki trójki dzieci.

Wychodząc od tej ostatniej uwagi zauważyła, że dla matki nie ma dzieci "pierwszej lub drugiej kategorii:", ale są jedynie te, które są silniejsze i słabsze i tym drugim trzeba poświęcić szczególną uwagę. Również w Kościele nie ma osób pierwszej i drugiej klasy, ale silniejsi i słabsi i najbardziej narażeni. I w tym kontekście zapytała: "Który syn w Kościele jest słabszy, bardziej narażony na krzywdę? Ksiądz, który wykorzystywał seksualnie, biskup, który też wykorzystywał i ukrywał te fakty czy ofiara?".

"Zapytajcie sami siebie: czy jesteście wrogami tych, którzy dopuszczali się nadużyć lub tych, którzy ich ukrywali?" - powtórzyła swe pytanie dziennikarka, zwracając się do biskupów. "My wybraliśmy stronę, po której mamy stać" - odpowiedziała. I dodała: "A czy wy uczyniliście to naprawdę czy tylko słowami?". Zapewniła, że "jeśli jesteście [biskupi] przeciw tym, którzy wykorzystują seksualnie lub ich ukrywają, to jesteśmy po tej samej stronie".

Możemy być sojusznikami, nie wrogami - podkreśliła Alazraki. Zapewniła, że ludzie mediów będą pomagać im w znajdowaniu złych jabłek i w przezwyciężaniu oporu wobec oddzielania ich od zdrowych. "Ale jeśli nie zdecydujecie się w sposób radykalny stanąć po stronie dzieci, matek, rodzin, społeczeństwa obywatelskiego, to macie powód, by bać się nas, ponieważ my, dziennikarze, którzy chcemy dobra wspólnego, będziemy waszymi najgorszymi wrogami" - przestrzegła Meksykanka.

Przypomniała, że wielokrotnie miała okazję usłyszeć, że skandal wykorzystywania seksualnego jest "winą prasy, spiskiem pewnych środków przekazu mającym na celu dyskredytację Kościoła, że stoją za tym ukryte potęgi, chcąc położyć kres tej instytucji [Kościołowi]". I w tym kontekście przywołała słowa Benedykta XVI, iż "największe prześladowania Kościoła pochodzą nie od wrogów zewnętrznych, ale rodzą się z grzechu w jego wnętrzu".

"Jako dziennikarka, ale też jako kobieta i matka, chcę wam powiedzieć, że myślimy, iż wykorzystywanie nieletnich jest równie odrażające, jak ukrywanie tych czynów" - podkreśliła z mocą. Oświadczyła z przekonaniem, że biskupi wiedzą lepiej od niej, iż owe postępki były ukrywane systematycznie, od najniższego szczebla po najwyższy. "Ale im bardziej będziecie je ukrywać, tym skandal będzie większy" - dodała. Walkę z rakiem prowadzi się nie przez ukrywanie go czy przemilczanie, ale przez radykalną walkę z nim - przypomniała.

Wymiana informacji z wiernymi to podstawowy obowiązek Kościoła, podobnie jak powołanie profesjonalnych służb informacyjnych w każdej diecezji - dodała na zakończenie meksykańska watykanistka.

Nabożeństwo pokutne

Wieczorem w Sali Regia Pałacu Apostolskiego Ojciec Święty przewodniczył nabożeństwu pokutnemu za grzechy wykorzystywania małoletnich z udziałem patriarchów, przewodniczących episkopatów oraz innych uczestników watykańskiego spotkania na temat ochrony małoletnich w Kościele. Homilię wygłosił abp Philip Naameh, przewodniczący episkopatu Ghany.

Nabożeństwo rozpoczęło się od pozdrowienia liturgicznego oraz odśpiewania psalmu 50. Następnie odczytano fragment Ewangelii o synu marnotrawnym (Łk 15,11-32). Po dłuższej chwili milczenia głos zabrał abp Naameh.

Kaznodzieja przypomniał, że Ewangelia o synu marnotrawnym przypomina zgromadzonym, iż powinni głosić ją nie tylko innym, ale zastosować do samych siebie, dostrzec samych siebie jako synów marnotrawnych. „Podobnie jak syn marnotrawny, domagaliśmy się również naszego dziedzictwa, otrzymaliśmy je, a teraz je marnujemy. Obecny kryzys wykorzystywania jest tego wyrazem” - powiedział.

„Nazbyt często zachowywaliśmy milczenie, odwracaliśmy wzrok, unikaliśmy konfliktów – byliśmy nazbyt zadowoleni, by stawić czoła ciemnym stronom naszego Kościoła. W ten sposób roztrwoniliśmy zaufanie, jakie w nas pokładano - zwłaszcza w odniesieniu do nadużyć w zakresie odpowiedzialności Kościoła, która jest naszym głównym obowiązkiem. Nie daliśmy osobom ochrony, do której miały prawo, niszczyliśmy nadzieje, a osoby były poważnie pogwałcone, zarówno w swoich ciałach, jak i duszach” – stwierdził abp Naameh.

Przewodniczący episkopatu Ghany zauważył, że syn marnotrawny stracił wszystko - nie tylko majątek, ale także status społeczny, czyste sumienie, reputację. „Nie powinniśmy się dziwić, jeśli doznajemy tego samego losu, jeśli ludzie mówią o nas źle, jeśli istnieje nieufność wobec nas, jeśli niektórzy grożą wycofaniem swego materialnego wsparcia. Nie powinniśmy narzekać, ale raczej zadać sobie pytanie, jak powinniśmy działać inaczej” – powiedział, zaznaczając, że biskupi ponoszą odpowiedzialność za wszystkich członków wspólnoty Kościoła i za ludzkość jako całość.

Afrykański hierarcha przypomniał, że punktem wyjścia do przemiany sytuacji, jest podobnie jak w przypadku syna marnotrawnego pokora, wykonywanie bardzo prostych zadań i nie domaganie się jakichkolwiek przywilejów. Ponadto zastanowienie się, przyznanie do błędu, wyznanie winy i gotowość zaakceptowania konsekwencji. Podkreślił, że watykańskie spotkanie wskazało, iż chodzi przede wszystkim o podjęcie przez biskupów odpowiedzialności, zdania sobie sprawy i wprowadzenie przejrzystości.

„Mamy przed sobą długą drogę, aby wdrożyć to wszystko w sposób trwały w odpowiednim środowisku ludzkim. Dokonaliśmy różnych postępów przy różnych prędkościach. Obecne spotkanie było jedynie jednym z wielu etapów. Nie możemy sądzić, że tylko dlatego, iż zaczęliśmy coś razem zmieniać, wszystkie trudności zostały w ten sposób wyeliminowane. Podobnie jak w przypadku syna, który w Ewangelii zastanowił się nad sobą, nie wszystko jest jeszcze dokonane. Musi jeszcze przekonać swojego brata. Musimy uczynić to samo: przekonać naszych braci i siostry w zgromadzeniach i wspólnotach, odzyskać ich zaufanie i przywrócić chęć współpracy z nami, aby przyczynić się do ustanowienia królestwa Bożego” – powiedział podczas nabożeństwa pokutnego abp Philip Naameh.

Następnie, po chwili milczenia wysłuchano świadectwa jednej z ofiar, młodego człowieka z Ameryki Łacińskiej, który doznał wykorzystywania przez osobę duchowną. Mówił o swoich udrękach, ale także znaczeniu wysłuchania swoich cierpień.

Po krótkim fragmencie muzycznym Ojciec Święty wprowadził do rachunkowi sumienia – podkreślając konieczność podejmowania odpowiedzialnych decyzji, w obliczu sytuacji jakie powstały w poszczególnych krajach.

Pytania wypowiedziane po angielsku dotyczyły postawy wobec przestępstw wykorzystywania małoletnich, odpowiedzialności za działania w tej dziedzinie, zapewnienie sprawiedliwości ofiarom, postawy wobec osób, których wiara się załamała – rodzin ofiar i innym wiernych, jakie działania podjęto, by zapobiegać tym tragediom.

Następnie miało miejsce wyznanie grzechów i win, w tym przestępstw wobec nieletnich, ich ukrywania, zaniedbań a także innych braków. Proszono też o łaskę odnowy. Modlitwę zakończyło odśpiewanie „Ojcze nasz”, przekazania sobie znaku pokoju, śpiew hymnu Magnificat oraz papieskie błogosławieństwo. Kto zagraża małoletnim, nie może pełnić posługi w Kościele

Kto zagraża małoletnim, nie może pełnić posługi w Kościele – wskazywano na konferencji prasowej w trzecim dniu watykańskiego spotkania nt. ochrony dzieci w Kościele. Jego moderator, o. Federico Lombardi, zaznaczył, że wytyczne konferencji episkopatów powinny być opublikowane na ich stronach internetowych i wskazywać adresy, pod którymi ofiary mogłyby zgłaszać swe oskarżenia. Jest to punkt wyjścia procedury reagowania – zaznaczył włoski jezuita.

Zastępca sekretarza Kongregacji Nauki Wiary abp Charles Scicluna wskazał, że proponowane przez uczestników spotkania vademecum dla biskupów powinno w formie pytań i odpowiedzi wyjaśniać, co biskup ma konkretnie zrobić w kolejnych krokach reagowania na doniesienie o przypadku wykorzystania seksualnego.

Podkreślił, że każda konferencja episkopatu powinna zorganizować miejsce dla wysłuchania ofiar. Muszą one bowiem istnieć nie tylko na szczeblu diecezjalnym, ale także krajowym. Byłby to punkt odniesienia dla ofiar, którym często brakuje podstawowych informacji o kościelnych procedurach. Zdarza się, że sprawca został już osądzony przez sąd kościelny, a ofiara nic o tym nie wie i oskarża Kościół o bezczynność. Brakuje komunikacji z ofiarami - zaznaczył maltański hierarcha.

Podczas konferencji podkreślano znaczenie wysłuchanych przez uczestników spotkania świadectw ofiar. O. Lombardi jest zdania, że stanowi to „ważny krok naprzód”, gdyż dzięki temu, pomimo krótkości spotkania, zmieniają się postawy jego uczestników.

Generał zakonu jezuitów o. Arturo Sosa zwrócił uwagę, że spotkanie daje nadzieję nie tylko na wysłuchanie ofiar, ale także na ich uzdrowienie, naprawienie wyrządzonych im szkód i stworzenie struktur rozliczania odpowiedzialnych za reagowanie na przypadki wykorzystania seksualnego, bo „nie zawsze reagowaliśmy właściwie”. Wskazał na znaczenie uznania całej prawdy o wykorzystywaniu seksualnym i przyjęcia faktów takimi, jakie są. Zauważył przy tym, że aby podjąć właściwe działania w reakcji na przypadki wykorzystywania, trzeba rozumieć ich przyczynę, a w ramach zapobiegania im towarzyszyć dojrzewaniu uczuciowemu wiernych, aby ich relacje były zdrowe.

Również dzisiejsza referentka s. Veronica Openibo z Nigerii zwróciła uwagę na zdolność do słuchania, empatię i współczucie wobec ofiar. Jej zdaniem doprowadzenie do jak najpełniejszej ochrony dzieci w Kościele wymaga współpracy biskupów, osób konsekrowanych i świeckich w duchu synodalności.

Abp Scicluna wyraził nadzieję, że słuchanie opowieści ofiar nie zakończy się wraz z watykańskim spotkaniem, lecz będzie nadal trwało, gdyż jest to istotny element odpowiedzi Kościoła na zjawisko wykorzystywania seksualnego. Ujawnił, że niektórzy uczestnicy spotkania po obradach spotykali się jeszcze z ofiarami, przebywającymi w Rzymie. Według hierarchy świadectwa wykorzystanych kobiet i wystąpienia relatorek wniosły „mądrość, której potrzebujemy”.

Zarówno abp Scicluna, jak i kard. Reinhard Marx proponowali zastanowienie się – w imię przejrzystości kościelnych procedur – nad rezygnacją z tajemnicy papieskiej, jaką obwarowane są procedury kanoniczne w sprawach związanych z wykorzystywaniem seksualnym. Ich zdaniem do zachowania godności i dobrego imienia uczestników postępowania wystarczyłby stopień poufności, właściwy procesom świeckim.

Z kolei prefekt Dykasterii ds. Komunikacji, Paolo Ruffini, przedstawił niektóre propozycje, zawarte w raportach z prac grup językowych. Znalazły się wśród nich m.in. nieprzyjmowanie do seminariów duchownych osób usuniętych z innych seminariów; przeciwdziałanie temu, by kandydaci do kapłaństwa i życia zakonnego padali ofiarą rozpowszechnionej pornografii i indywidualizmu; korzystanie z testów psychologicznych, które obrazowałyby ich dojrzałość uczuciową; zorganizowanie w każdej diecezji nabożeństwa Godziny Świętej w intencji ofiar, połączonego z wypowiedzeniem prośby o przebaczenie; objęcie opieką duszpasterską rodzin ofiar.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem