Reklama

Abp Głódź: modlitwa za ofiary Grudnia 1970 to nasz obowiązek

2018-12-16 14:58

pgo / Gdańsk (KAI)

Grzegorz Jakubowski/KPRP
Abp Leszek Sławoj Głódź

„Modlitwa za ofiary Grudnia 1970 to nasz obowiązek. „Chrześcijański i narodowy. Obowiązek wobec teraźniejszości i przyszłości. Wobec współczesnych, wobec pokoleń, które po nas przyjdą”– powiedział bp Sławoj Leszek Głódź podczas Mszy św. w Bazylice św. Brygidy w Gdańsku z okazji rocznicy Wydarzeń Grudniowych oraz poświęcenia pszenicznych łanów zbóż w Bursztynowym Ołtarzu Ojczyzny.

Publikujemy pełną treść homilii:

Homilia Księdza Arcybiskupa Metropolity Gdańskiego Sławoja Leszka Głódzia z okazji rocznicy Wydarzeń Grudniowych oraz poświęcenia pszenicznych łanów zbóż – symboli Eucharystii – w Bursztynowym Ołtarzu Ojczyzny wygłoszona w Bazylice św. Brygidy w Gdańsku 16 XII 2018

Oto Bóg jest moim zbawieniem! Jemu zaufam i bać się nie będę” Ps 12, 2

Reklama

Bracia Kapłani z Księdzem Kanonikiem Proboszczem Parafii pw. Świętej Brygidy Szwedzkiej! Weterani Grudnia 1970 roku i Wy, Czcigodne Rodziny ofiar tamtej zbrodni! Przedstawiciele Państwa Polskiego i samorządów gdańskiego regionu! Bracia z Solidarności, uczestnicy jej historycznej drogi w służbie wolności Ojczyzny i godności ludzi pracy! Czcigodne poczty sztandarowe! Umiłowani diecezjanie przygotowujący się na zbliżającą się radość Świąt Bożego Narodzenia!

Dziś trzecia niedziela Adwentu. Niedziela Gaudete. Niedziela radości. Szczególna stacja na adwentowych drogach. Gaudete in Domino. Tak w języku łacińskim – przez wieki języku Kościoła – rozpoczyna się antyfona mszalna, radosne oznajmienie zaczerpnięte z listu świętego Pawła do Filipian: „Radujcie się zawsze w Panu, raz jeszcze powiadam: radujcie się! Pan jest blisko” (Flp 4, 4n).

Zapowiedź dnia Narodzenia Pańskiego, kiedy – to słowa św. Łukasza – „Nawiedzi nas Słońce Wschodzące z wysoka, by zajaśnieć tym, co w mroku i cieniu śmierci mieszkają, aby nasze kroki zwrócić na drogę pokoju” (Łk 1 78 – 79).

Znakiem tego zbliżającego się zbawczego wydarzenia, którego radosną pamiątkę będzie niebawem celebrował Kościół, jest różowy kolor szat liturgicznych. Budzi skojarzenia z widokiem jesiennego nieba o brzasku. Symbolizuje światło Chrystusa, które rozbłyśnie w noc Bożego Narodzenia. Jedyne światło, które nie zna zmierzchu!

I. Radujcie się w Panu! Czytania dzisiejszej niedzieli eksponują mesjańską radość, zapowiadają nadchodzącego Zbawiciela, wzywają do nawrócenia, do oczyszczenia i pokoju serc. Sofoniasz, prorok dawnego Izraela, żyjący w VII wieku przed Chrystusem, zapowiada swemu ludowi zbawczą bliskość Boga, „Mocarza, który zbawia”.

Powtórne nadejście Pana głosi z rzymskiego więzienia św. Paweł Apostoł w liście do Filipian, świadek Zmartwychwstałego Chrystusa, który przynosi nam „pokój Boży, który przewyższa wszelki umysł”.

Rychłe nadejście Mesjasza głosi nad Jordanem święty Jan Chrzciciel, wielki prorok nawrócenia. Oznajmia swym współczesnym, że oczekiwany przez pokolenia Mesjasz będzie chrzcił Duchem Świętym i ogniem Bożej Miłości. A w dniu Paruzji, na końcu dziejów, w wiekuistym spichlerzu wieczności umieści pszenicę dobra, a plewy grzechu i nieprawości spali „w ogniu nieugaszonym”

Umiłowani! Radujcie się zawsze! Radujcie się w Panu! W niedzielę Gaudete rozbrzmiewa to szczególne przykazanie – przykazanie radości. Radujcie się, drodzy Bracia i Siostry – przygotowując się na spotkanie z Królem Wieków narodzonym w Betlejem. Wraz z Kościołem, wraz ze wspólnotą katolickiej wiary głoście w tych świętych dniach, które się zbliżają, „prawdziwą Światłość i Prawdę, Chrystusa Pana (św. Jan Paweł II, bulla Incarnationis Mysterium, 1998).

W niedzielę Gaudete przyszliśmy do św. Brygidy Szwedzkiej. Do tego Domu Bożego, który jest także naszym gdańskim, pomorskim domem Ojczyzny. Od lat płynie stąd modlitwa waszych serc w intencji polskiego narodu. W intencji naszych Braci i Sióstr, których czyny, służba, ofiara współtworzyły to, co w naszej dziejowej drodze, wielkie, szlachetne, twórcze. Ojczyźnie ofiarowane. Bogu miłe. Zasługujące na pamięć i wdzięczność.

Nad Bursztynowy Ołtarz Ojczyzny – nasze gdańskie wotum za Niepodległą, poświęcone rok temu wzlatuje orzeł. Znak ojczyzny. Symbol drogi narodu z Bogiem w Trójcy Świętej Jedynym, z Chrystusem i Jego Matką, z Kościołem. W symboliczny sposób trzyma straż nad tym świętym miejscem eucharystycznej celebracji, gdzie przychodzi do nas Chrystus, „chleb żywy, który zstąpił z nieba” (J 6, 51) i „utożsamia nas z Jego Sercem, podtrzymuje nasze siły w czasie ziemskiej pielgrzymki” (por. KKK 1419).

II. Oddali życie za chleb i wolność Przyszliśmy na spotkanie z Chrystusem Obecnym, na nasze niedzielne dziękczynienie. Dziś, 16 grudnia, gromadzi nas tu także szczególna intencja – modlitwa w intencji ofiar Grudnia 1970 roku. 38 lat temu miało miejsce to tragiczne wydarzenie w powojennej historii Ojczyzny i narodu. Niewinnie przelana polska, robotnicza krew 44 czterech zamordowanych lub zmarłych z odniesionych ran, 1165 rannych. Wstrząsające żniwo tamtej zbrodni. Pomorze Gdańskie o niej pamięta. I Polska pamięta!

Czynimy to w niedzielę Gaudete, kiedy – jak mówiłem – w Kościele Świętym rozbrzmiewa przykazanie radości: Radujcie się zawsze! Radujcie się w Panu! W radość tego dnia, włączamy naszą modlitewną pamięć, nasze wspomnienie tamtej tragedii. Kierujemy je ku Jezusowemu Sercu. Otwartemu dla tych, których do końca umiłował. O każdej porze. Na każdej stacji liturgicznego roku. Serce Jezusa – źródło wszelkiej pociechy. Sprawiedliwości i miłości skarbnica. Hojne dla wszystkich, którzy Go wzywają. Gorejące ognisko miłości – przywołuję wezwania litanii do Najświętszego Serca Pana Jezusa. Serce niezmierzonego miłosierdzia! Ku Niemu kierujemy naszą modlitwę w intencji tych, którzy 48 lat temu oddali życie: „za chleb i wolność i nową Polskę”.

Umiłowani! „Co mamy czynić? Takie pytanie – utrwalone w Łukaszowej Ewangelii zadawali św. Janowi Chrzcicielowi przychodzący po chrzest nad Jordan. Możemy i my je postawić wobec Chrystusa Eucharystycznego. Możemy też sami spróbować na nie odpowiedzieć.

Cóż więc mamy czynić z tą bolesną, krwawą, tragiczną datą w kalendarzu polskiej historii – tragedią Grudnia 1970 roku? Mamy się modlić o życie wieczne dla jej ofiar. O wieniec sprawiedliwości. O radość nieba. O godne miejsce w społeczności zbawionych.

O tragedii Grudnia 1970 roku mamy pamiętać. To nasz obowiązek. Chrześcijański i narodowy. Obowiązek wobec teraźniejszości i przyszłości. Wobec współczesnych, wobec pokoleń, które po nas przyjdą.

Nie trzeba wam, Bracia i Siostry, uczestnicy dorocznych uroczystości ku czci Ofiar Grudnia 1970 roku, przypominać jak brzemienne znaczenie ma to tragiczne wydarzenie dla powojennej historii naszej Ojczyzny.

W roku, który mija, do wielu zdarzeń polskiej historii, do postaw i czynów ludzi przykładaliśmy miarę stulecia odzyskania niepodległości. Miarę tego nieśmiertelnego nurtu, co biegł przez czas niewoli narodowej, aby w listopadzie 1918 roku rozbłysnąć jutrzenką wolności. Nurtu, który jednoczył tak wiele polskich serc. Szli ku Niepodległej przodkowie nasi drogami walki, modlitwy, edukacji, rozpłomienianego z pokolenia na pokolenie narodowego ducha. Szli z wiarą, że z ich trudu i znoju Polska powstanie, by żyć. Zawierzali Bożej Opatrzności pragnienie, że przyjdzie Polska w Imię Pana. I przyszła – w listopadowy dzień, przed stu laty. „Dał nam Bóg na nowo ziemię wielką bogatą i piękną i wzywa nas, byśmy się co prędzej jęli duchowej budowy naszej Ojczyzny” – apelowali Biskupi Polski Odrodzonej, w swym pierwszym pasterskim orędziu w grudniu 1918 roku. Wiemy, jak krótko, ledwie jedno pokolenie, Niepodległa istniała w swym realnym terytorialnym kształcie.

Ale przecież tego nieśmiertelnego nurtu wolności, niepodległości, tego podejmowanego przez polskie pokolenia dzieła jej duchowej budowy, o którym pisali Biskupi Odrodzonej Ojczyzny, nie zmogła agresja na Polską niepodległość pogańskich totalitaryzmów: niemieckiego narodowego socjalizmu i sowieckiego komunizmu. Nie zmogły okupacje: czerwona i brunatna, ani jałtańska zmowa, ani to, co stało się jej konsekwencją – kleszcze powojennego komunistycznego systemu.

Płynął przez polskie serca, nie pozwolił, aby zgasły w nich niepodległościowe ideały. Nurt nieśmiertelny. Obecny na drogach Kościoła i Narodu. Wytyczający szlak pokoleń ku Niepodległej. Od Żołnierzy Wyklętych – po pokolenie Solidarności.

Grudzień 1970 roku. Jedna z tych polskich stacji na drodze ku wolności. Jedno z tych miejsc, gdzie to pragnienie, łączyło się z ofiarą krwi, rozlaną zbrodniczą ręką janczarów komunistycznego systemu.

Wtedy, na początku siódmej dekady ubiegłego wieku to był krzyk na trwogę. Usłyszany przez wielu. Alarmowy dzwon. Otworzył wielu oczy na istotę tamtego systemu, na kłamstwo i wiarołomstwo komunistycznej ideologii, którą wsączano na różne sposoby w tkankę narodu. Na strukturalne zło systemu, który zniewolił powojenną Polskę. Ukazał cynizm władzy, która mieniąc się przedstawicielem ludzi pracy, strzela do nich, jak to już miało miejsce w Poznaniu.

Już prawie pół wieku minęło od tej tragedii. Są dziś z nami członkowie rodzin, które wtedy straciły ojców, braci. Zawinili tym, że upomnieli się o swoje prawa. Zawinili tym, że jak każdego dnia wyruszyli do pracy, aby zarobić na chleb powszedni. A potem doszedł nowy wymiar bólu. Skryte nocne pogrzeby pod milicyjną kuratelą. Ostracyzm wobec rodzin poległych. Podejmowana w różny sposób walka ze społeczną pamięci o zbrodni, o ofiarach. Bolesna rana krwawiąca przez lata w tak wielu domach, w tak wielu rodzinach.

III. Pan da siłę swojemu ludowi (Ps, 29, 11) Dziś patrząc z perspektywy lat, które nadeszły, mamy pewność, że nie była to ofiara nadaremna. Wicher Solidarności, który w sierpniu 1980 roku ogarnął Polskę, pamiętał o tamtej ofierze Grudnia 70, włączył ją do swego etosu i ideowego fundamentu.

Przywrócenie do pracy ludzi zwolnionych po strajkach w 1970 roku znalazło się wśród postulatów Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego z 17 sierpnia 1980 roku, zostało ujęte w porozumieniach sierpniowych. W 10 rocznicę Grudnia 1970 roku na placu przed Stocznią Gdańska stanęły Trzy Krzyże Gdańskie – Pomnik Poległych Stoczniowców. „Pan da siłę swojemu ludowi, Pan da swojemu ludowi błogosławieństwo pokoju” (Ps, 29, 11) Ileż człowieczych oczu odczytywało przez 38 lat te słowa Psalmu 29. Słowa ufności, zawierzenia, także prośby polskich pokoleń, ku Bogu kierowanych.

Grudzień 1970. Stacja na polskich drogach ku wolności. Tkwi w niej bolesny cierń. Bo przecież nie udało się tej tragedii do końca wyjaśnić. Rozliczyć. Wskazać tych, którzy byli sprawcami zbrodni. Dotrzeć do sedna tamtych decyzji, działań, rozkazów. Nie udało się rozplątać i pokonać splotu tych mrocznych sił, co potrafią zaciemniać drogę do prawdy, mataczyć, zacierać ślady, unikać odpowiedzialności.

W rocznicę wprowadzenia stanu wojennego, podczas apelu pamięci, przypominano nazwiska jego ofiar. Jakże wielu z nich zginęło z rąk nieznanych sprawców. Do dziś nierozpoznanych. Nie osądzonych. Księża: Niedzielak, Zych, Suchowolec, mój podlaski rodak, wychowanek tak jak i ja Arcybiskupiego Seminarium Duchownego w Białymstoku. I tylu innych.

Wciąż trzeba nam o tym pamiętać. Dążyć do tego, aby prawdę o tamtym czasie utrwalać. Jej nierozpoznane załomy odkrywać. Protestować przeciwko jej wypaczaniu, relatywizowaniu, wręcz jej infantylizacji. Już nie raz słyszałem, że 13 grudnia 1981 roku, najmocniej kojarzy się z nieobecnością tego dnia programu Teleranek.

Z Warszawy, ze stołecznego ratusza, 13 grudnia dobiegła porażającą informacja o przekreśleniu decyzji – mimo apelu weteranów walk o Niepodległą – o dekomunizacji patronów warszawskich ulic. Mają zniknąć – nadane w ich miejsce – imiona bohaterów polskiej wolności wśród nich prezydenta Lecha Kaczyńskiego, Danuty Siedzikówny Inki, Anny Walentynowicz. Porażające świadectwo skamieniałych serc, znak hańby, atrofii sumień, tych, którzy taką decyzje zaakceptowali. Mówię o tym z największym bólem.

Umiłowani! Ale dziś w tym dniu pamięci o ofiarach Grudnia 1970, trzeba nam dziękować tym, którzy są stróżami pamięci, stróżami prawdy. Kilka dni temu, w historycznej sali BHP Stoczni Gdańskiej, obchodziliśmy jubileusz 25 lecia Stowarzyszenia Godność, skupiającego działaczy niepodległościowych, ludzi Solidarności. To dzięki nim w przestrzeni publicznej Trójmiasta w formie tablic, pomników utrwalony został m.in. św. Jan Paweł II, prezydent Ronald Regan, Józef Piłsudski, Anna Walentynowicz. Postacie, które zajęły trwałe miejsce w polskiej historii i naszych gdańskich sercach. Dlatego dziś Kapituła odznaczyła pierścieniem „Inki” Prezesa Stowarzyszenia Godność, Pana Czesława Nowaka.

Znakiem tej pamięci, drogowskazem na dalszą dobrą drogę, będzie też sztandar, który poświecę. Sztandar wspólnoty internowanych w obozie w Strzebielinku, gdańskich i pomorskich działaczy Solidarności. Znak ich wspólnoty. Niech im przewodzi w ich służbie ideałom, za które niegdyś byli represjonowani.

Umiłowani! Czas już kończyć. W Bursztynowym Ołtarzu Ojczyzny poświecę jego kolejny element. Pierwsze kłosy pszeniczne Symbol Eucharystii. Także symbol żyznej polskiej ziemi. Użyźniała ją krew bohaterów polskiej wolności. Pośród nich bohaterów Grudnia 1970. Nieście ich pamięć drogami polskiej ojczyzny. Zapraszajcie ich do duchowej obecności przy wigilijnym stole.

Drogami Adwentu idźmy na spotkanie „w mizernej cichej stajence lichej” Bożego Syna „co się narodził tej nocy by nas wyrwać z czarta mocy”. „Oto Bóg jest moim zbawieniem! Jemu zaufam i bać się nie będę” (Ps 12, 2). Amen.

Tagi:
abp Głódź

Abp Głódź: ustanowienie Biskupstwa Polowego znakiem zmartwychwstającej Rzeczypospolitej

2019-02-09 19:00

mip (KAI) / Warszawa

Abp Sławoj Leszek Głódź, metropolita gdański przewodniczył w katedrze polowej WP Mszy św. w intencji kapelanów oraz pracowników Ordynariatu Polowego. Abp Głódź był pierwszym biskupem polowym po przywróceniu Ordynariatu Polowego w 1991 r. Jak podkreślał w homilii „dzieje Biskupstwa Polowego i Ordynariatu splotły się nierozerwalnie z dziejami narodu i Ojczyzny”.

BP KEP

Publikujemy homilię arcybiskupa metropolity gdańskiego Sławoja Leszka Głódzia wygłoszoną podczas Mszy św. z okazji 100. rocznicy utworzenia Ordynariatu Polowego, 9 lutego 2019 roku w Katedrze Polowej w Warszawie.

Ekscelencjo, Księże Biskupie Generale! Księża Kapelani służby czynnej wszystkich stopni i godności! Księża Kapelani w stanie spoczynku, wielu z was to świadkowie pierwszych lat drogi odnowionego Ordynariatu Polowego! Kapłani Goście! Siostry zakonne! Cywilni pracownicy w służbie Ordynariatu Polowego! Drodzy Braci i Siostry radujący się jubileuszem stulecia Biskupstwa Polowego w Polsce!

Dziś Chrystus zachęca nas, abyśmy wzorem apostołów, zafundowali sobie czas wytchnienia, odpoczynku. Po to, aby zebrać myśli, spojrzeć na bieg własnych spraw, tych, co minęły, i tych, które mają nadejść. Biskup Józef zaproponował nam taki czas wytchnienia. Określił jego temat. Wskazał także na historyczną okoliczność przemawiającą za potrzebą naszego spotkania. Zamiast miejsca osobnego, pustynnego, miejscem spotkania uczynił tę szacowną katedrę Biskupów Polowych, która swym wezwaniem głosi cześć i chwałę Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski. Przyszliśmy na jego zaproszenie i pasterskie wezwanie. I jak przystało na uczniów Jezusa czas tego spotkania wypełnimy po części Eucharystią.

Ofiarę dziękczynienia składaną Bogu Ojcu przez Chrystusa i z Chrystusem za wszystkie Jego dobrodziejstwa. Dziś z tego plonu dobra, mającego swe źródło w Bogu, wydobywamy szczególnie nam bliski i ważny motyw. Ustanowienie przed stu laty Biskupstwa Polowego w Polsce i jego drogę. Splotła się nierozerwalnie z drogą Narodu, z dziejami Ojczyzny. Wpisana w misję Kościoła, który pokoleniom ofiaruje zbawienie dokonane przez Jezusa Chrystusa i dary chrześcijańskiego odkupienia.

I. Wiara święta umacnia naród

Jesteście, drodzy kapelani, przybyli na dzisiejsze jubileuszowe spotkanie, żywymi kamieniami tworzącymi cząstkę Kościoła powszechnego. „Bożą budowlę” (1 Kor 3, 9), którą Chrystus złączył ze sobą nierozerwalnym węzłem i nieustannie ją „żywi i pielęgnuje” (Ef 5, 29). Zwie się ta cząstka Ordynariatem Polowym, a u swego początku Biskupstwem Polowym. Z woli Ojca Świętego Benedykta XV została powołana 5 lutego 1919 roku do ewangelizacyjnej i uświęcającej posługi wobec tych, którzy służą w wojsku. Stanowi wymowny znak zmartwychwstającej do życia w wolności Rzeczypospolitej.

Na czele Biskupstwa Polowego w Polsce Ojciec Święty postawił biskupa Stanisława Galla. Młodego pasterskim stażem, ledwie kilkutygodniowym, ale przecież dojrzałego kapłańskim doświadczeniem.

Stanął przed wielkim wyzwaniem. Zbudowaniem podstaw organizacyjnych i pastoralnych Biskupstwa Polowego. Pierwszego w dziejach Polski. Wykonał je sprawnie. A czynił to w okresie niezwykłym. Rzeczpospolita zrywała pęta niewoli. Społeczne, prawne, strukturalne, także mentalne. Wstawała do życia w wolności. Wspierana entuzjazmem i pospólnym wysiłkiem swych obywateli. Niespełna tydzień przed ustanowieniem Biskupstwa Polowego Sejm Ustawodawczy, jeden z najważniejszych filarów odzyskanej wolności, zainaugurował swoją służbę narodowi i państwu.

Pod pieczę pastorału biskupa Galla garneli się księża kapelani. Towarzysze polskich żołnierskich dróg ku Niepodległej w latach Wielkiej Wojny. Z brygad legionowych. Korpusów Polskich w Rosji. Dywizji syberyjskich. Błękitnej Armii gen. Hallera. Wielkopolskiego powstania. Z reduty Orląt Lwowskich. W polskich formacjach podejmowali kapelańską służbę motywowani imperatywem miłości ojczyzny. Prawdę wiary o zmartwychwstaniu Pańskim z płaszczyzny teologicznej przenosili w wymiar narodowej nadziei – zmartwychwstanie Ojczyzny. Wielu z nich otwierało swe serca na słowa charyzmatycznego wskrzesiciela narodowego ducha, biskupa Władysława Bandurskiego, sufragana lwowskiego. Tego Pasterza, który „sycił patriotyzm wiarą, a wiarę zespolił z największym patriotyzmem”.

Przypomnę, że Katedra Polowa w 1996 roku stała się przystanią pamięci i chwały tego Hetmana Żołnierskich Serc. Spoczęła w niej jego trumna. Wydobyliśmy ją z krypt Archikatedry wileńskiej, niedostępną od powojennych czasów, zapomnianą. Spoczęła w nowej krypcie biskupów polowych – dziele waszego Pasterza, Księdza biskupa Józefa.

Kapłani pierwszego zaciągu Biskupstwa Polowego. Weterani Wielkiej Wojny lat 1914–1918. I kapelani ochotnicy. Jednym z ich był ks. Władysław Miegoń, kapelan Marynarki Wojennej II RP, ofiara misterium iniquitatis, dziś wyniesiony do chwały błogosławionych. Wielu ma trwałe miejsce w panteonie pamięci Kościoła, Wojska Polskiego, w niepodległościowej tradycji. Czas nie pozwala na ich wymienienie.

Stella Maris – Gwiazda Morza. Takie zawołanie obrał biskup Gall. Latem 1920 roku z wielu polskich serc, ku Niej Matce Chrystusowej – Gwieździe Morza – Królowej Korony Polskiej płynęła błagalna modlitwa: Pod Twoja obronę uciekamy się święta Boża Rodzicielko.

U wrót Warszawy rozpoczął się bój o polskie być, albo nie być. Naprzeciw najezdniczej, pogańskiej Armii Czerwonej stanęła zjednoczona „armia narodowego zbawienia”. Armia zwycięska. W tej świątyni bp Gall żegnał na drogę wieczności ks. Ignacego Skorupkę, kapelana Legii Akademickiej Kapłana, który stał się symbolem Bitwy Warszawskiej. „Za wpojoną miłość ojczyzny, płacę miłością serca”. Taki zostawił testament.

Za dar kapłaństwa, za posłanie na posługę duszpasterską do Wojska Polskiego odrodzonej Ojczyzny odpłacali się miłością serca księża kapelani. W garnizonach, w koszarach, na poligonach. W codzienności i w świątecznych dniach. W służbie Bogu i Rzeczypospolitej. Bo przecież wiara święta umacnia naród. Wtedy i dziś. Doskonali życie wspólnotowe. Tworzy jego duchowy fundament. Wiara święta i wsiewany w żołnierskie serca patriotyzm. Doskonalony, pogłębiany. Także przez posługę księży kapelanów.

Był tego świadom biskup Józef Gall - organizator struktur Biskupstwa Polowego. Niezłomny strażnik zasad życia chrześcijańskiego w szeregach Wojska Polskiego.

II. Był wszędzie tam, gdzie żołnierze

Także jego następca, Józef Gawlina „z Łaski Bożej i Zmiłowania Stolicy Apostolskiej Biskup tytularny Mariammeński i Biskup Polowy Wojsk Polskich”. Syn ziemi śląskiej, proboszcz robotników w Królewskiej Hucie, dzisiejszym Chorzowie, powołany w 1933 roku do biskupiej posługi Wojsku Polskiemu.

Znał realia wojskowej służby. Podczas Wielkiej Wojny, wtedy student teologii we Wrocławiu, dwukrotnie był wcielany do armii pruskiej. Polak z krwi i kości. Pasterz w najtrudniejszych dla Polski latach. Wielka postać wyrastająca ponad poziom swoich współczesnych. Od lat jestem zafascynowany jego życiem, posługą, przenikliwym oglądem współczesnych mu spraw i ludzi, ujętym po mistrzowsku na kartach jego Wspomnień. Jego oddaniem sprawie Bożej i sprawie polskiej.

Rozwijał i umacniał duszpasterstwo wojskowe w okresie politycznych napięć, nadciągającego nieuchronnie widma wojny. Porywający kaznodzieja. Pasterz wedle Serca Jezusowego i wedle serca Ojczyzny. „Ręce nasze są czyste. Nie z naszej winy wybuchła wojna […] Wojna nasza to wojna święta. Otwórzcie więc serca i uświęcajcie dusze wasze. Bądźcie godnymi bojownikami Boga i Polski – pisał 1 września 1939 roku w liście pasterskim.

Żołnierze września 39 okazali się nimi. Stawili czoła agresji dwóch bezbożnych systemów: niemieckiego narodowego socjalizmu i sowieckiego komunizmu, które sprzysięgły się na zgubę Polski. Bronili nie tylko polskiej Niepodległości. Także – pierwsi – fundamentalnych, chrześcijańskich wartości, stanowiących kościec Europy.

Byli z nimi wasi poprzednicy. Kapelani Wojska Polskiego. Umacniali ducha walczących, błogosławili, opatrywali, grzebali. Na mogiłach polowych cmentarzy stawiali krzyże. Znaki największej miłości Boga do człowieka. Drogowskazy ku zmartwychwstaniu.

Ileż lat upłynęło, kiedy Chrystusowe krzyże stanęły na miejscach kaźni: w Katyniu, Miednoje, Charkowie, Bykowni. Kaźni wielu obrońców Ojczyzny we wrześniu 39 roku, także kapelanów Wojska Polskiego. Pamiętaliśmy o nich. W 2002 roku poświeciłem w tej świątyni Kaplicę Pamięci. Wzniesioną w hołdzie: Vinctis, non victis – Zwyciężonym, ale niepokonanym. W jej centrum relikwia katyńska. Wizerunek Bożej Miłosierdzia wytrzebiony w obozie w Kozielsku.

Umiłowani! Wracam do „męża sprawiedliwego” – Józefa Gawliny. Biskup i mąż stanu. W latach wojny na służbie odradzającego się Wojska Polskiego i Rządu Rzeczypospolitej na uchodźstwie. Był wszędzie tam, gdzie polscy żołnierze. Na Środkowym Wschodzie, w Związku Sowieckim, w kampanii włoskiej. Pod Monte Cassino w fartuchu sanitariusza. Niekwestionowany autorytet dla tych, który podjęli walkę o Niepodległą. Przyswoili sobie Chrystusowe słowa: „Nigdy nie byliśmy poddani w niczyją niewole (J 8, 33).

Znał dobrze smak goryczy i zawodu. Bolesny finał sprawy polskiej u schyłku wojny. Słowami nabrzmiałymi bolesnym patosem pisał o tym w liście pasterskim po upadku Powstania Warszawskiego: „A może już pomieszany jest język nasz? Może już nie mamy wszyscy tego samego na myśli, gdy mówimy „wolność i niepodległość”. Pytał targany niepokojem: „Byłoby sprawiedliwością mimo poświęcenia się Warszawy i w zamian za to, żeśmy pierwsi stanęli w obronie sprawiedliwości oddać w niewolę połowę Ojczyzny naszej”.

Kiedy okazało się, że to prawda, nie zaprzestał głosić swego przesłania nadziei: „W Imię Boże walczymy, W Imię Boże zwyciężymy. Będzie Polska w Imię Pana”. Powtarzał te słowa polskim żołnierzy, których okrutnie zdradził świat. Zatrzymał ich w drodze ku ojczyźnie - ojcowiźnie, którą odrąbano od pnia Rzeczypospolitej. Zamiast radości zwycięstwa ofiarował gorzki emigracyjny chleb.

Posługę Biskupa Polowego pełnił do 1947 r. Z woli Ojca świętego Piusa XII, już jako arcybiskup, został Protektorem Emigracji Polskiej „bezdomnym Pasterzem najrozleglejszej diecezji na świecie – bo rozciągała się wszędzie tam, gdzie tylko nieszczęście Ojczyzny wygnało Polaków poza kraj”. Przez długie lata rozlegał się jego stanowczy głos przypominający o niezbywalnym prawie Polski do utraconej Niepodległości. „Wątpię – pisał śp. Kardynał Józefa Glemp – czy ktoś potrafi wskazać drugiego biskupa katolickiego, który w takim wymiarze zakosztowałby życia żołnierskiego, przemierzył tyle krajów, który – jako duszpasterz wojskowy—[...] rozmawiał z tyloma władcami, dowódcami, dyplomatami z całego świata, co arcybiskup Gawlina”. Do końca swoich dni głosił to zwięzłe, niczym żołnierska komenda, przesłanie nadziei: „Będzie Polska w Imię Pana”.

III. Wracała normalność

Umiłowani! W naszych czasach spełniło się przesłanie nadziei biskupa Gawliny. Przyszła Polska w Imię Pana! Wolna i Niepodległa. Wielki dar Bożej Opatrzności. Oczekiwany przez lata, wymodlony, zdobywany, wycierpiany, wywalczony. Dar dla Kościoła, który wierny swemu posłannictwo „nigdy nie opuścił Narodu, nigdy Polski nie opuścił (kardynał Stefan Wyszyński). Także dla Wojska Polskiego. Także dla duszpasterstwa wojskowego.

21 stycznia 1991 roku św. Jan Paweł II odnowił Ordynariat Polowy w Polsce. Ustanowił mnie, dawnego żołnierza kleryckiej jednostki, trzecim Biskupem Polowym Wojska Polskiego.

Powracają wspomnienia. Przylot z Rzymu, gdzie pracowałem 10 lat w służbie Stolicy Apostolskiej. Sakra na Jasnej Górze. Ingres do Katedry polowej, wtedy uporczywie nazywanej kościołem garnizonowym. Bo przecież, „był taki czas, że i same te mury zwątpiły, aby kiedykolwiek miał w nie wstąpić prawowity biskup Polowy Wojska Polskiego” – mówiłem w ingresowym kazaniu.

Wiedziałem, że w imię laickiej armii starano się wyrugować Chrystusa z Wojska Polskiego. Że był czas łamania sumień zawodowych wojskowych i ich rodzin. Że kadra wojskowa była angażowana w polityczne akcje wymierzone przeciw Kościołowi. Choćby podczas obchodów millenijnych.

W mej pamięci tkwiła bolesna zadra z czasów służby w kleryckiej kompanii. Powoływano nas z seminariów do wojska nie po to, aby wyszkolić na sprawnych żołnierzy, ale stłumić nasze powołanie. Trzeba było czasu, abym zrozumiał – tak jak pewnie wielu z was, dawnych żołnierzy – że naszą klerycką służbę winniśmy traktować jako błogosławioną winę. Dzięki niej poznaliśmy wojsko od podszewki.

Trzeba też było czasu, abym się dowiedział, że w tamtym trudnym okresie wielu ludzi wojska nie odstąpiło od swej przyjaźni z Chrystusem, uczestnictwa w życiu sakramentalnym. Choć musiało to czynić niczym ewangeliczny Nikodem w innej parafii, miejscowości.

Gdym rozpoczynał swą biskupią posługę już od półtora roku, trwał proces przekształcania PRL-u w demokratyczne państwo. Kruszyły się skamieliny dawnego systemu. Wracała – wydawało się na dobre – dawno zaniechana normalność. Także do wojska. Na żołnierskich przysięgach poczęli pojawiać się kapelani Generalnego Dziekanatu Wojska Polskiego. Struktury ustanowionej po wojnie bez zgody władz kościelnych. Traktowanej propagandowo jako wyraz wolności religijnej. W rzeczywistości używanej do realizowania ideologicznych zadań. Kardynał Józef Glemp, Prymas Polski, był pierwszym hierarchą, który począł odwiedzać instytucje wojskowe. Na Wybrzeżu czynił to ks. Henryk Jankowski, kapelan Solidarności. W Warszawie biskup Zbigniew Kraszewski, duszpasterz kombatantów. To on 9 września 1990 roku przewodniczył pierwszej po wojnie pielgrzymce kombatantów Armii Krajowej i żołnierzy Wojska Polskiego na Jasną Górę.

Bramy koszar i instytucji wojskowych uchylały się z wolna przed Chrystusem. W pierwszym posłaniu do Wojska Polskiego, apelowałem, aby otworzyły się szeroko. Bo Chrystus chce towarzyszyć żołnierskim trudom. Pragnie wejść do żołnierskich serc.

IV. Mój czas w ordynariacie polowym

Umiłowani! Są wśród nas kapelani pierwszej godziny. Ci, którzy o poranku weszli do winnicy Kościoła wojskowego. Pamiętacie pewnie wyraziście tamten czas. Do jednostek, do garnizonów nieśliście dar Niebios – Ciało Chrystusa. I Słowo, które pochodzi z ust Boga.

Rozpoczynał się pamiętny czas sprzężenia Kościoła z Wojskiem Polskim i Wojska Polskiego z Kościołem. Wiele przybrał form. Uzewnętrzniał się w różnych sytuacjach. Kościół uczył się Wojska i Wojsko uczyło się Kościoła. Już nie zdarzało się, jak to bywało na starcie, że tytułowano mnie: Wasza Ewidencja.

Ileż było tych spotkań. Przyjaznych rąk, gestów, rozmów. Powrotów do Kościoła. Do życia sakramentalnego. W katedrze polowej zawsze było zielono od mundurów. Zawiązywały się przyjaźnie. Jedność żołnierskich i kapłańskich serc.

Wspominam ze wzruszeniem mój czas w Ordynariacie polowym. Was, drodzy Kapelani, którzyście tworzyli jego fundament. Przychodziliście z rożnych diecezji i wspólnot zakonnych. Dziękowałem biskupom i władzom zakonnym, że was posyłali do duszpasterstwa wojskowego. Rozsyłałem was po terytorium Rzeczpospolitej. Mieliście pełne ręce roboty. Trwały budowy i przebudowy świetlic, stołówek, magazyny przeobrażały się w kaplice. Przyjeżdżałem, święciłem, błogosławiłem.

Poznawałem coraz to nowych ludzi wojska. Przyszły nowe zdania. Misje pokojowe i stabilizacyjne. Wyjazdy kapelanów do różnych krajów Europy i świata. Swoista duszpasterska przygoda. Ale przecież niekiedy naznaczona dramatem żołnierskiej śmierci. Ruszyły sierpniowe pielgrzymki na Janą Górę. Peregrynacje. Nawiedzenia.

Kolejny motyw. Warto go wydobyć. Odbudowa tradycji Wojska Polskiego. Tej niepodległościowej. Związanej z dziedzictwem II Rzeczypospolitej. W latach komunizmu zatraconej, fałszowanej, rugowanej. Wspartej o ten wątek tradycji Oręża Polskiego, co u Chrystusa stawał na ordynansach. Zespalający sprawy polskie ze sprawami Bożymi.

Pod niebo wolnej Ojczyzny z tułaczego emigracyjnego szlaku poczęły wracać doczesne szczątki najdzielniejszych z dzielnych: wodzów, generałów, mężów stanu. Aby w ojczyźnie swej oczekiwać chwały zmartwychwstania. Powtórne pożegnania w Katerze Polowej, m.in. Prezydenta Mościckiego, generałów Hallera, Bora- Komorowskiego, biskupa Bandurskiego. Liturgią żałobną. Celebrą biskupią. Z asystą wojskową. Udziałem przedstawicieli najwyższych instytucji życia narodu. W splendorze chwały i sławy.

Przychodzili do Katedry Polowej, matki świątyń wojskowej diecezji, kombatanci dróg ku Niepodległej. Niektórzy, po latach, gdy już skończył się czas żelaznej kurtyny. Bywało, że niejeden z nich przed alabastrową figurą Maryi Hetmanki Żołnierza Polskiego, przybieraną w hetmański płaszcz, składał jako wotum swe żołnierskie odznaczenia. Przychodzili kombatanci Powstania Warszawskiego w wigilię pamiętnego zrywu na doroczna celebrę na placu Krasińskich. Także, aby odprowadzać swych towarzyszy broni na wieczną wartę. W Wielki Czwartek umywałem nogi sędziwym kombatantom. Kiedyś do roli „Apostołów” zasiedli dawni więźniowie z wyrokami śmiercią. Z uroczystości na uroczystość przed prezbiterium na warcie pamięci stawał wyprężony jak struna śp. Romuald Bardzyński, z proporcem „Krysiaków”, oddziału z Ziemi Nowogródzkiej.

A jakże nie przywołać dnia 8 czerwca 1991 roku! Niespodziewane, niezaplanowane odwiedziny katedry przez św. Jana Pawła II. Zostawił słowa błogosławieństwa dla tych, którzy z duszpasterstwem polowym będą związani jako duszpasterze i jako świeccy. To błogosławieństwo Świętego Papieża jest wciąż aktualne. Skierowane także do was, Bracia i Siostry.

Trzeba przypomnieć o słynnych słowach św. Jan Pawła II o rezurekcyjnym odkryciu, jakiego doświadczył o poranku 2 czerwca 1991 roku w Zegrzu Pomorskim patrząc na tysięczne szeregi Wojska Polskiego, śpiewającego „Bogurodzicę” i „Błękitne rozwińmy sztandary”. Znaku „nowego początku”. Zmartwychwstania naszej Ojczyzny do życia w wolności. Związało się z Ojcem Świętym najmocniejszymi węzłami serca i miłości Wojsko Polskie i duszpasterstwo wojskowe. Było dumne, że jest synem polskiego oficera. Obecne na stacjach Jego pielgrzymek do Ojczyzny. W watykańskiej auli w Roku świętym 2000. Reprezentacyjny Zespół Artystyczny Wojska Polskiego przybył przed Klinikę Gemeli, w czasie rekonwalescencji Ojca Świętego i przywiózł polskie pieśni oraz żołnierskie melodie.

Okryło się żałobą, kiedy Papież odszedł do Domu Ojca. Cieszyło się radością Jego kanonizacji. A czy jest jeszcze wojsko w Zambrowie, pytał mnie święty Papież w czasie mej ostatniej u Niego wizyty.

V. Mroczna plama pleśni

Był wielkim promotorem polskiej wolności. I uważnym obserwatorem jak ta wolność jest utrwalana. Wtedy, podczas wiosny duszpasterstwa polowego wzywał do „strząśnięcia pleśni zwątpienia”, do tego „by ducha nie gasić”, by wielkich dzieł Bożych nie zapominać. Przestrzegał „nie dajcie się zwodzić złym duchom, które duchowi Ewangelii są przeciwne”.

Przyszedł taki czas, połowa lat 90., kiedy ta pleśń zwątpienia, zgorszenia, grzechu, także amnezji historycznej poczęła dawać o sobie znać w naszej Ojczyźnie. Spór o kształt nowej konstytucji niezbędnej w wolnej Polsce, o obecność Invocatio Dei w jej preambule. Długotrwały proces ratyfikacji konkordatu. Promocja ateistycznych form kultury. Poniżanie godności ludzi wiary. Trzeba było o tym głośno mówić. Nazywać po imieniu zło, które poczynało zamącać kształt życia publicznego. Podważało niewzruszone zasady moralne. Krzywdziło dobro wspólne. Uderzało w Prawdę objawiona przez Boga... Trzeba było przywoływać Pawłową przestrogę: „Nie poddawajcie się na nowo w jarzmo niewoli” (Ga 5,1). Czynił to Episkopat, czynił to Biskup polowy. Pamiętam, jak rzuciło się na mnie stado wilków, nie tylko tych medialnych, z żądaniem dymisji, kiedy w kazaniu w dniu Święta Niepodległości w 1996 roku, powiedziałem, że uchwalona wtedy ustawa liberalizująca możliwość przerywania ciąży „jest agresją na Polską niepodległość. Stawia pod znakiem zapytania sens żołnierskiej służby która ma chronić i osłaniać polskie życie – także o najmłodsze”.

I przez taki przechodziliśmy czas z duszpasterstwem wojskowym. Przypominam o tym dziś. Nie bez przyczyny. Mroczna plama pleśni – negacji dla negacji, kontestacji dla kontestacji, podważania wartości, dzięki którym Polska trwa, wciąż daje o sobie znać. Trzeba i dziś przypominać przestrogę św. Pawła Apostoła: „Nie poddawajcie się na nowo w jarzmo niewoli” (Ga 5,1).

VI. Dziękuję za wspólną drogę

Umiłowani! W 2004 roku zakończyło się włodarstwo moje w Ordynariacie polowym. Objąłem diecezję warszawsko-praską. Mego następcę, biskupa Tadeusza Płoskiego, podczas jego konsekracji zachęcałem, aby swą młodą dłonią trzymał mocno biskupi pastorał. Szedł z nim z odwagą drogami Ordynariatu polowego. Zostawiał mocny ślad swej dynamicznej biskupiej posługi.

Kolega i przyjaciel wielu z was. Potem wasz duchowy Ojciec. Wiemy co się stało 10 kwietnia 2010 roku na lotnisku pod Smoleńskiem. Tragiczna śmierć 96 braci i sióstr, delegatów Ojczyzny na czele z Panem Prezydentem Lechem Kaczyńskim w drodze do Katynia. Mieli tam złożyć wieniec narodowej pamięci. Wielka rana narodu. Jeszcze nie zakrzepła, choć już niebawem 9 lat minie. Zginął Biskup Tadeusz. Zginął ks. Jan Osiński, jego, a wcześniej mój, sekretarz.

Dziękowałem ci, Drogi biskupie Tadeuszu, podczas pogrzebu, za to między innymi, że „podejmowałeś klarownym kompetentnym słowem, walkę o polską pamięć, o sprawiedliwość i uznanie dla zepchniętych na margines bohaterów, że przypominałeś, że trzeba stawiać tamy temu, co wartości polskie rozmywa, deprecjonuje, często obraża. Dziękowałem za wspólne lata w biskupim domu, za Twoją obecność w moim życiu – ważną i potrzebną. Dziękuję i Tobie, księże Janie, za twoją kapłańską młodość ofiarowaną duszpasterstwu wojskowemu.

Pamiętam o kapelanach, pracownikach Ordynariatu, którzy przeszli już na drugą stronę życia. Należycie do wspólnoty, pamięci, i modlitwy prezbiterium ordynariatu polowego. Dołączmy do nich modlitwę w intencji Pana premiera Jana Olszewskiego. Wczoraj w śmierci Bóg powołał go do siebie. Prawy Polak. Wierny ideałom niepodległościowym, od harcerskiej służby w Szarych Szeregach w Powstaniu Warszawskim. Obrońca w procesach politycznych w latach PRL-u. Pamiętny premier rządu Rzeczypospolitej. Kawaler Orła Białego. Prawy, szlachetny Polak. Każdy, kto go znał lub śledził bieg jego życia powie o nim z czystym sercem, że dobrze zasłużył się ojczyźnie, jej niepodległości i wolności.

Umiłowani! Patrzę na wasze twarze. Tyle znajomych, bliskich, pamiętanych. Dziękuję Wam za wspólną drogę. Kapłanom, siostrom zakonnym, pracownikom ordynariatu, ludziom wojska i służb mundurowych. Posługa biskupa polowego. Jakże ważny czas mego życia. Powracają często obrazy z tamtej przeszłości, mocne, wyraźne. Przepojone sentymentem, powiewem tęsknoty za tym co minęło, bezpowrotnie, ale trwa w pamięci, w sercu. Pamiętajcie o mnie w waszej modlitwie. Drogi Biskupie Józefie! Przewodniku na drogach ku zbawieniu ludzi wojska i służb mundurowych powierzonych Twojej pasterskiej pieczy. Dziękuję za zaproszenie. Dziękuję za zorganizowanie tego jubileuszu. Za czas modlitwy i refleksji nad drogą stulecia kapelańskiej posługi. Jesteś już piątym Pasterzem, który tej wspólnocie przewodzi.

Prowadź ją dalej ręką pewną i miłującym pasterskim sercem drogami Chrystusa i Jego Matki – ku zbawieniu! Pogłębiaj i umacniaj swoją pasterską posługą wieź ludzi w mundurach z Chrystusem, Kościołem, także z Ojczyzną, która jest wielkim darem Boga. Bądź stróżem wartości Bożych i ojczystych, z których wyrasta piękno i sens żołnierskiej służby! Twej pasterskiej drodze niech błogosławi Hetmanka Żołnierza Polskiego – Matka Naszego Pana! Niech ją wspomagają z wyżyn nieba błogosławieni kapelani Wojska Polskiego.

A wam Bracia i Siostry, na ten czas refleksji nad drogą stulecia dedykuję fragment z dzisiejszego pierwszego czytania: „Bóg zaś pokoju, który na mocy krwi przymierza wiecznego wywiódł spomiędzy zmarłych Wielkiego Pasterza owiec, Pana naszego Jezusa, niech was uzdolni do wszelkiego dobra, byście czynili Jego wolę, sprawując w was, co miłe jest w oczach Jego, przez Jezusa Chrystusa, któremu chwała na wieki wieków!”

Amen.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Nowenna do Matki Bożej rozwiązującej węzły!

2016-12-26 23:12

Zachęcamy do odmawiania Nowenny do Matki Bożej rozwiązującej węzły. Już od dziś poświęć kilka minut w Twoim życiu i zwróć swą twarz ku Tej, która zdeptała głowę szatanowi.

Wiesław Podgórski
Obraz Matki Bożej Rozwiązującej Węzły

1. Znak krzyża

2. Akt skruchy – Ojcze nasz – Zdrowaś Maryjo

3. Trzy pierwsze dziesiątki różańca

4. Rozważanie na dany dzień nowenny

5. Dwie następne dziesiątki różańca

6. Modlitwa do Matki Bożej Rozwiązującej Węzły

7. Znak krzyża

Akt skruchy

Boże mój, bardzo żałuję, że Cię obraziłem, ponieważ Ty jesteś nieskończenie dobry i nie masz upodobania w grzechu. Zdecydowanie postanawiam, z pomocą Twojej świętej łaski, już więcej Cię nie obrażać i winy odpokutować.

Rozważanie na dany dzień nowenny

Pierwszy dzień

Święta Matko Ukochana, Przenajświętsza Maryjo, Ty, która rozwiązujesz węzły

pozbawiające oddechu Twoje dzieci, wyciągnij do mnie swoje ręce.

Oddaję Ci dzisiaj ten „węzeł” ...... (nazwać go, w miarę możności) i wszystkie jego negatywne konsekwencje w moim życiu.

Powierzam Ci ten dręczący mnie „węzeł”, który czyni mnie nieszczęśliwym i tak bardzo mi przeszkadza w zjednoczeniu się z Tobą i z Twoim Synem Jezusem, moim Zbawcą.

Uciekam się do Ciebie, Maryjo, która rozwiązujesz węzły, bo w Tobie pokładam nadzieję i wiem, że nigdy nie wzgardziłaś błaganiem grzesznego dziecka, proszącego Cię o pomoc.

Wierzę, że możesz rozwiązać ten „węzeł”, gdyż Jezus daje Ci wszelką moc.

Ufam, że zgodzisz się rozwiązać ten węzeł, gdyż jesteś moją Matką. Wiem, że to zrobisz. Dziękuję Ci, moja ukochana Matko.

Maryjo, która rozwiązujesz węzły, módl się za mną.

Kto szuka łaski, znajdzie ją w rękach Maryi.

Drugi dzień

Maryjo, Matko bardzo kochana, źródło wszystkich łask, moje serce zwraca się dzisiaj do Ciebie. Wyznaję, że jestem grzeszny, i że potrzebuję Twojej pomocy. Przez mój egoizm, urazy, brak wielkoduszności i brak pokory, bardzo często lekceważyłem łaski, jakie dla mnie wypraszasz.

Zwracam się do Ciebie dzisiaj, Maryjo, która rozwiązujesz węzły, abyś mi uprosiła u swego Syna czystość serca, oderwanie się od siebie, pokorę i ufność. Przeżyję dzisiejszy dzień, praktykując te cnoty. Ofiaruję je Tobie w dowód mojej miłości do Ciebie. Powierzam w Twoje ręce ten „węzeł”...... (nazwać go, w miarę możności), który mi przeszkadza być odbiciem chwały Boga.

Maryjo, która rozwiązujesz węzły, módl się za mną.

Maryja ofiarowała Bogu każdą chwilę swojego dnia.

Trzeci dzień

Matko Pośredniczko, Królowo Nieba, Której ręce otrzymują i przekazują wszystkie bogactwa Króla, zwróć ku mnie swoje miłosierne spojrzenie. Składam w Twoje święte ręce ten „węzeł” mojego życia.....,wszelką urazę, wszelki żal, którego on jest źródłem.

Boże Ojcze, wybacz mi moje winy. Pomóż mi teraz wybaczyć wszystkim, którzy świadomie lub nieświadomie, stali się sprawcami tego „węzła”. W takim stopniu, w jakim Tobie zawierzę, będziesz mógł go rozwiązać. Wobec Ciebie, Matko ukochana, i w imieniu Twojego Syna Jezusa, mojego Zbawiciela, który został tak zelżony, i który potrafił wybaczyć, wybaczam teraz tym wszystkim osobom......, i sobie samemu także wybaczam, na zawsze. Dziękuję Ci Matko, która rozwiązujesz węzły, za rozwiązanie w moim sercu węzła urazy, i tego oto węzła, który Ci powierzam. Amen.

Maryjo, która rozwiązujesz węzły, módl się za mną.

Ten, kto chce łask, zwraca się do Maryi.

Czwarty dzień

Święta Matko Ukochana, przyjmująca wszystkich, którzy Cię szukają, miej litość nade mną.

Składam w Twoje ręce ten „węzeł”..... Przeszkadza mi być w pokoju, paraliżuje moją duszę, przeszkadza mi iść na spotkanie mojego Pana i oddać w służbie dla Niego moje życie.

Rozwiąż Matko ten „węzeł” mojego życia. Poproś Jezusa, by uleczył z paraliżu moją wiarę, potykającą się i upadającą na kamieniach drogi. Idź ze mną, Matko ukochana, abym pojął, że te kamienie są w istocie moimi przyjaciółmi, abym przestał szemrać i bym nauczył się w każdym momencie składać dziękczynienie, uśmiechać się ufny w Twoją moc.

Maryjo, która rozwiązujesz węzły, módl się za mną.

Maryja jest słońcem i cały świat korzysta z Jej ciepła.

Piąty dzień

Maryjo, która rozwiązujesz węzły, wielkoduszna i pełna współczucia, zwracam się do Ciebie, by oddać w Twoje ręce, po raz kolejny, ten „węzeł”..... Proszę Cię o Bożą mądrość, abym działał w świetle Ducha Świętego, by rozwiązać wszystkie te trudności.

Nikt nigdy nie widział Cię zagniewaną, przeciwnie, Twoje słowa zawsze były tak pełne łagodności, że widziano w Tobie serce Boga.

Uwolnij mnie od goryczy, gniewu i nienawiści, jakie ten „węzeł” we mnie zrodził.

Matko Ukochana, daj mi Twoją łagodność i Twoją mądrość, abym nauczył się wszystko rozważać w ciszy mojego serca. I tak jak Ty to uczyniłaś w Dniu Pięćdziesiątnicy, wstaw się za mnie u Jezusa, bym otrzymał w moim życiu nowe wylanie Ducha Świętego. Duchu Boży, zstąp na mnie!

Maryjo, która rozwiązujesz węzły, módl się za mną.

Maryja jest bogata w moc u Boga

Szósty dzień

Królowo Miłosierdzia, oddaję Ci ten „węzeł” mojego życia.... i proszę byś mi dała serce,

które umie być cierpliwe, gdy Ty rozwiązujesz ten „węzeł”.

Naucz mnie zasłuchania w Słowo Twojego Syna, spowiadania się, Komunii św., na koniec zostań ze mną i przygotuj moje serce, by z aniołami świętowało łaskę jaką nieprzerwanie mi wypraszasz.

Maryjo, która rozwiązujesz węzły, módl się za mnie.

Cała jesteś piękna Maryjo i nie pokalała Cię żadna zmaza.

Siódmy dzień

Matko Przeczysta, zwracam się dzisiaj do Ciebie, błagam Cię byś rozwiązała ten „węzeł” w moim życiu... i uwolniła mnie spod panowania Złego. Bóg powierzył Ci wielką moc nad wszystkimi demonami. Wyrzekam się dzisiaj złych duchów i wszelkich związków, jakie mnie z nimi łączyły. Oświadczam, że Jezus jest moim jedynym Zbawicielem, moim jedynym Panem.

Maryjo, która rozwiązujesz węzły, zetrzyj głowę Kusiciela. Zniszcz pułapki, w których uwięzło moje życie. Dziękuję Ci Matko Ukochana. Przez Twą drogocenną Krew uwolnij mnie Panie!

Maryjo, która rozwiązujesz węzły, módl się za mnie.

Ty jesteś chwałą Jeruzalem, Ty jesteś dumą naszego narodu.

Ósmy dzień

Dziewicza Matko Boga, bogata w miłosierdzie, miej litość nad Twoim dzieckiem i rozwiąż ten „węzeł”... w moim życiu.

Potrzebuję, byś mnie nawiedziła, tak jak nawiedzałaś Elżbietę. Przynieś mi Jezusa, aby On przyniósł mi Ducha Świętego. Naucz mnie korzystać z cnoty odwagi, radości, pokory, wiary i spraw bym jak Elżbieta został napełniony Duchem Świętym. Chcę żebyś była moją Matką, moją Królową i moją przyjaciółką. Oddaję Ci moje serce i wszystko, co do mnie należy: mój dom, moją rodzinę, moje dobra materialne i duchowe. Należę do Ciebie na zawsze. Złóż we mnie Twoje serce, abym mógł czynić wszystko, co Jezus chce, bym czynił.

Idźmy więc, pełni ufności, do tronu łaski.

Dziewiąty dzień

Matko Przenajświętsza, nasza Orędowniczko, Ty, która rozwiązujesz „węzły”, przychodzę dziś, by Ci podziękować, że zechciałaś rozwiązać ten „węzeł” w moim życiu. Znasz ból, jaki mi sprawia. Dziękuję Matko, że osuszasz w swoim miłosierdziu łzy w moich oczach.

Dziękuję, że mnie przygarniasz w swoje ramiona i pozwalasz, bym otrzymał kolejną łaskę od Boga.

Maryjo, która rozwiązujesz węzły, moja Matko Ukochana, dziękuję Ci za rozwiązanie „węzłów” mojego życia. Otul mnie płaszczem Twej miłości, strzeż mnie, otaczaj swą opieką, napełnij światłem Twego pokoju.

Maryjo, która rozwiązujesz węzły, módl się za mną.

MODLITWA DO MATKI BOŻEJ ROZWIĄZUJĄCEJ WĘZŁY

Dziewico Maryjo, Matko pięknej Miłości, Matko, która nigdy nie opuściłaś dziecka,

wołającego o pomoc, Matko, której ręce nieustannie pracują dla Twoich ukochanych dzieci, gdyż przynagla je Miłość Boża i nieskończone Miłosierdzie, które wylewa się z Twojego serca, zwróć ku mnie Twoje współczujące spojrzenie. Wejrzyj na kłębowisko węzłów, w których dusi się moje życie.

Ty znasz moją rozpacz i mój ból. Wiesz jak bardzo te węzły mnie paraliżują.

Maryjo, Matko, której Bóg powierzył rozwiązanie „węzłów” życia Twoich dzieci, składam w Twoje ręce wstęgę mego życia.

Nikt, nawet Zły Duch, nie może jej pozbawić Twojej miłosiernej pomocy.

W Twoich rękach, nie ma ani jednego węzła, który nie mógłby zostać rozwiązany.

Matko Wszechmogąca, w swej łasce i mocy, z jaką się wstawiasz u Swojego Syna Jezusa, mojego Zbawcy, przyjmij dzisiaj ten „węzeł” ... (nazwać go w miarę możności).

Na chwałę Boga, proszę Cię, byś go rozwiązała, rozwiązała na zawsze. Pokładam w Tobie nadzieję

Jesteś jedyną Pocieszycielką, jaką dał mi Bóg, jesteś fortecą w mojej słabości, bogactwem w mojej nędzy, wyswobodzeniem ze wszystkiego, co mi przeszkadza być z Chrystusem.

Przyjmij moje wołanie.

Strzeż mnie, prowadź mnie, chroń mnie. Ty jesteś moim bezpiecznym schronieniem.

Maryjo, Ty, która rozwiązujesz węzły, módl się za mną.

EGZORCYZM

Potężna Niebios Królowo i Pani Aniołów

Potężna Niebios Królowo i Pani Aniołów,

Ty, która otrzymałaś od Boga posłannictwo i władzę, by zetrzeć głowę szatana, prosimy Cię pokornie rozkaż Hufcom Anielskim, aby ścigały szatanów, stłumiły ich zuchwałość, a zwalczając ich wszędzie, strąciły do piekła. Święci Aniołowie i Archaniołowie - brońcie nas i strzeżcie nas. Amen.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Odpust św. Józefa w Nasławicach

2019-03-19 07:33

Anna Majowicz

Dziś uroczystość św. Józefa, Oblubieńca Najświętszej Maryi Panny. Niektóre parafie diecezji wrocławskiej, którym święty patronuje, przeniosły liturgiczne obchody na niedzielę 17 marca.

Oliwia Musiał
Mszy św. przewodniczył ks. Adam Łopuszyński, proboszcz parafii

W Nasławicach uroczystości odpustowe rozpoczęły się o godz. 13.00. - Gromadzimy się w tej świątyni wpatrując się w postać św. Józefa, Oblubieńca NMP, ziemskiego opiekuna Jezusa Chrystusa. Człowieka, który zaufał Bogu i w tej ufności wypełniał Jego wolę troszcząc się o Bożego Syna i Jego Matkę –mówił w homilii ks. Łukasz Tokarczyk. Kapłan zauważył, że w Piśmie Świętym, nie znajdziemy ani jednego słowa wypowiedzianego przez św. Józefa, przez co, tak naprawdę niewiele o Nim wiemy. - Z samego Pisma Świętego odczytujemy kilka informacji, na podstawie których już możemy zarysować obraz Ojca i Opiekuna, jakim był. Ale nie wiemy, jak długo żył, jak wyglądała Jego codzienność, jaki miał charakter, co najbardziej lubił, jakie miał talenty i jakie słabości. Nie wiemy także jak i kiedy umarł. Ot, po prostu, kilka razy pojawia się w określonych sytuacjach, a potem już nic o Nim nie słyszymy. Tradycja dopowiada nam wiele różnych sytuacji i opisów. I to właśnie z tradycji czerpiemy podanie, jakoby Józef umierał otoczony swoją rodziną, na rękach swego przybranego Syna. Jak cicho żył, tak cicho odszedł! – zaznaczył kaznodzieja, dodając, że informacje, które o patronie posiadamy, mają być dla nas wzorem i zachętą do życia w świętości, w jakiej On sam żył. – Św. Józef uczy nas, aby całym sobą i wszystkim, co robimy, wskazywać na Jezusa i Jemu służyć. Wskazuje, że bardziej niż słów, potrzeba konkretnych czynów. Mniej zapewnień, mniej obietnic, mniej wyszukanych przemów i kunsztownych dywagacji, a więcej konkretnego działania – tego, jak się wydaje, bardzo dzisiaj potrzeba naszemu chrześcijaństwu. Święty uczy nas także zasłuchania w głos Boży i pełnienia woli Bożej nawet, jeżeli jest ona dla nas niezrozumiała. Chciejmy dziś, za przykładem naszego Patrona powierzać się Bogu i na Nim budować naszą codzienność. Trwając w Wielkim Poście jesteśmy zaproszeni przez Kościół do większej aktywności duchowej, aby siła tego ducha pomagała nam podejmować decyzje zgodne z wolą Boga, przepełnione Jego obecnością. Niech św. Józef czuwa nad nami, abyśmy pracując i troszcząc się o swoich najbliższych, kochali i tę miłość potwierdzali swoim życiem. Bądźmy jak św. Józef posłuszni Bogu, głęboko Jemu ufając i razem z Nim przeżywajmy każdą sekundę naszego życia. Życia które ma nas zaprowadzić do nieba – nauczał ks. Łukasz Tokarczyk.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem