Reklama

Dom na Madagaskarze

Prymas Polski przewodniczył Mszy św. w 100. rocznicę Powstania Wielkopolskiego

2018-12-28 14:55

bgk / Gniezno (KAI)

poznan.pl

Dokładnie w rocznicę wyzwolenia Gniezna, 28 grudnia, w katedrze gnieźnieńskiej modlono się w intencji powstańców wielkopolskich. „Pragniemy dziękować Bogu za ofiarę ich życia i miłości do Ojczyzny” – mówił w homilii Prymas Polski abp Wojciech Polak.

Przypominając krótko okoliczności wybuchu Powstania Wielkopolskiego metropolita gnieźnieński podkreślił, że choć impulsem był przyjazd Ignacego Paderewskiego do Poznania, to jednak zryw ten niósł na sobie wszystko to, co wiązało się z wielkim pragnieniem niepodległości oraz konkretnymi działaniami, które od dłuższego czasu podejmowano. Był więc naturalną konsekwencją długotrwałej pracy patriotyczno-narodowej.

„W tym wszystkim ujawniało się z pewnością noszone w sercach przekonanie, że nie można przecież, że nie wolno nam pozostać obojętnym na dziejącą się niesprawiedliwość i krzywdę” – mówił abp Polak, przypominając dalej słowa ówczesnego arcybiskupa gnieźnieńskiego i poznańskiego Edmunda Dalbora, który w odezwie do diecezjan pisał, że „aby okazać się godnym lepszej przyszłości, jaką nam Bóg gotuje, muszą się wszystkie warstwy ludności złączyć silnym ogniwem miłości braterskiej, opartej na niezachwianej podstawie religii chrześcijańskiej”.

„Sukces i powodzenie nadciągającej pomału insurekcji widział więc ówczesny Prymas Polski jako owoc wspólnego wysiłku i działania oraz rzeczywistej odpowiedzialności wszystkich warstw ludności” – dodał abp Polak przypominając, że powstanie nie było działaniem grupki zapaleńców, ale angażowało wielu.

Reklama

„Oddając dziś wspólnie hołd uczestnikom Powstania Wielkopolskiego na naszej Ziemi Gnieźnieńskiej i modląc się w ich intencji w naszej bazylice prymasowskiej, pragniemy dziękować Bogu za ofiarę ich życia i miłości do Ojczyzny” – mówił Prymas dopowiadając, że pamięć o powstańczym wysiłku daje niewątpliwie siłę i rodzi poczucie wewnętrznego pokoju, wciąż musi jednak także budzić pytanie o to, co z tej odwagi i zaangażowania naszych przodków staje dziś przed nami jako wyzwanie.

Rocznicowa Eucharystia zgromadziła w bazylice prymasowskiej gnieźnieńskich duchownych, przedstawicieli władz samorządowych i miejskich, poczty sztandarowe i młodzież. Wspólnie z Prymasem Polski Eucharystię celebrowali m.in.: bp Krzysztof Wętkowski, abp senior Henryk Muszuński, bp senior Bogdan Wojtuś, ks. infułat Jerzy Stefański oraz proboszcz i kustosz katedry ks. infułat Jan Kasprowicz.

Powstanie Wielkopolskie wybuchło z narastającego niepokoju o przyszły los Wielkopolski. Panowało przeświadczenie, że jest ona pomijana w geopolitycznych planach dotyczących przyszłej, powojennej Polski. Działacze polityczni i społeczni obawiali się, że region ten znajdzie się w granicach nowych Niemiec. Iskrą był przyjazd Ignacego Paderewskiego do Poznania wieczorem 26 grudnia 1918 roku.

Dzień później 27 grudnia przez miasto przeszły dwie manifestacje – polska i niemiecka. Lotem błyskawicy rozeszła się wieść, że Niemcy zrywają z balkonów polskie i koalicyjne flagi, demolują polskie kawiarnie. Przed 17.00 padły pierwsze strzały. Zryw ten nie był jednak całkowicie spontaniczny i niezaplanowany. Organizacje patriotyczne i konspiracyjne przygotowywały się do niego od wielu miesięcy. Tyle, że zaczęło się wcześniej niż planowano.

Do Gniezna wieść o powstaniu dotarła jeszcze 27 grudnia wieczorem. Nazajutrz powstańcy zajęli koszary, pocztę, dworzec i inne kluczowe miejsca. Miasto było wolne, choć wciąż zagrożone przez siły niemieckie sprowadzone pod Zdziechowę z Bydgoszczy i Koszalina. Doszło do walki, która ostatecznie zakończyła się zwycięstwem sił powstańczych. Gniezno pozostało w rękach Polaków.

Do 15 stycznia 1919 roku, czyli w ciągu nieco więcej niż dwóch tygodni polskie oddziały wyzwoliły prawie całą Wielkopolskę, z wyjątkiem części obrzeży na północnym zachodzie i południu. W tym samym czasie co Gniezno, wyzwoliło się Witkowo, a później ruszył powstańczy marsz na Kujawy.

Transmisję Mszy św. z katedry gnieźnieńskiej obejrzeć można nas tronach www.archidiecezja.pl oraz www.prymaspolski.pl.

W niedzielę 30 grudnia w kościele parafialnym w Zdziechowie abp Wojciech Polak odprawi Mszę św. z okazji jednej z największych bitew Powstania Wielkopolskiego. Eucharystia będzie transmitowana na powyższych stronach i kanale YouTube archidiecezji gnieźnieńskiej.

Tagi:
prymas Polski abp Wojciech Polak Powstanie Wielkopolskie

Prymas Polski z Panamy: dziękujemy Ojcu Świętemu! Do zobaczenia w Portugalii!

2019-01-27 19:37

bgk / Gniezno (KAI)

„Dziękujemy Ojcu Świętemu Franciszkowi za wspaniałe spotkanie tutaj, w Panamie. Do zobaczenia w Polsce i do zobaczenia w Portugalii!” – mówi Prymas Polski abp Wojciech Polak w krótkim filmiku nagranym bezpośrednio po zakończeniu Mszy św. posłania i opublikowanym w mediach społecznościowych archidiecezji gnieźnieńskiej.

B. Kruszyk/archidiecezja.pl

„Teraz jesteśmy powołani do realizowania naszego powołania i teraz jesteśmy wszyscy zaproszeni do Portugalii na kolejne Światowe Dni Młodzieży. Bądźmy razem, niech to będzie dla nas kolejne święto wiary” – mówi w nagraniu abp Wojciech Polak.

Prymas Polski towarzyszył młodym w Panamie od samego początku, czyli od rozpoczęcia dni w diecezjach. Wspólnie z młodymi spędził je w diecezji Chitré, mieszkając, jak oni, u jednej z miejscowych rodzin i wspólnie z pielgrzymami biorąc udział z przygotowanym przez gospodarzy programie.

W czasie wydarzeń centralnych w Panama City, razem z pozostałymi biskupami z Polski głosił katechezy, zachęcając w nich młodych, by byli cierpliwi w odkrywaniu swojego powołania i konsekwentni w jego późniejszej realizacji. Do powołania bowiem – jak tłumaczył – trzeba dorastać, dojrzewać i droga ta wymaga czasu i cierpliwości. Nic nie dzieje się w jednym momencie, w jednej chwili. W jednej chwili można się zapalić, można doświadczyć czegoś pięknego, czegoś wspaniałego, ale musi to być kontynuowane w codzienności.

Metropolita gnieźnieński przewodniczył też Mszy św. celebrowanej na rozpoczęcie polskiego świętowania przy centrum handlowym Albrook Mall, a później razem z młodzieżą bawił się na koncercie z udziałem muzyków z Polski. Wspólnie z bp. Markiem Solarczykiem i zespołem „Siewcy Lednicy” zaśpiewał też ze sceny pieśń „Abba Ojcze”, zapraszając w ten sposób młodych na spotkanie, które odbędzie się 1 czerwca pod Bramą Rybą, i które już dziś nazywane jest polską Panamą.

Pytany, które ze słów papieża Franciszka zapamiętał w szczególności przyznaje, że każde z przemówień miało swoje przesłanie i wyjątkowy „ciężar gatunkowy”. Papież mówił językiem młodych o tym, co bezpośrednio dotyka ich życia, co jest ich codziennym doświadczeniem. Wybrzmiało to szczególnie w czasie nocy czuwania i podczas homilii Mszy św. posłania, w której z mocą tłumaczył młodym, że nie są przeszłością, nie tkwią w międzyczasie, ale są „Bożym teraz”.

„Z wcześniejszych przemówień, zwłaszcza z ceremonii otwarcia ŚDM, utkwiły mi w pamięci słowa o tym, że jesteśmy jednością w różnorodności, że trzeba budować mosty, a nie wznosić mury i jeszcze zachęta, by tworzyć kulturę spotkania i wzrastać w miłości Chrystusa, miłości, która – jak pięknie ujął to Ojciec Święty – nie pyszni się i nie przytłacza, nie marginalizuje i nie ucisza, nie upokarza i nie zniewala, ale jest miłością codzienną, dyskretną, która leczy, uwzniośla i więcej wie o powstaniach niż o upadkach” – przyznał abp Polak.

W najbliższych dniach pielgrzymi z Gniezna wrócą do Polski i do swoich domów. Tak, jak abp. Wojciech Polak młodzi już dziś zapowiedzieli, że w Lizbonie ich nie zabraknie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Akcja dom

Św. Walenty - patron zakochanych i chorych na padaczkę

Ks. Paweł Staniszewski
Edycja łowicka 7/2005

seyed mostafa zamani / Foter.com / CC BY

Początek lutego. Gdzie nie spojrzeć, tam króluje kolor czerwony - kolor miłości, kolor walentynek. Na sklepowych półkach, wystawach, a nawet na prowizorycznych straganach pojawia się „nowy produkt” - miłość. Opakowana w pluszowe misie, mrugające serduszka, zakochane mysie parki i tysiące innych zmyślnych cudeniek, mających tylko jedno zadanie - powiedzieć: „kocham Cię”. A wszystko z powodu jednego dnia - Dnia Zakochanych czyli walentynek.
Walentynki to dla Polaków zupełnie nowe święto. Popularność zdobyło sobie przede wszystkim w ciągu ostatnich 10 lat i to do tego stopnia, że dzisiaj wielu ludzi, niezależnie od wieku, czeka na ten dzień, by serdeczniej niż na co dzień wyrazić uczucia do najbliższej osoby. Istnieje zwyczaj rozsyłania specjalnych kartek, tzw. walentynek - zwykle anonimowych, których motywem przewodnim są amorki, serca, kwiaty, czułe wyznania miłości. Powszechnym stało się także, iż tego dnia zakochani wręczają sobie kwiaty i upominki, które mają potwierdzać ich wzajemne uczucie. Tradycja ta zwraca uwagę na wartość i wymiar uczuć, na niezaprzeczalną konieczność ich istnienia, na to, że są niezbędne, że są łaską i stanowią nieodłączny element ludzkiego bytu. Umiejętność ich nazwania, to, że odczuwamy je względem drugiej osoby lub stajemy się obiektem cudzych uczuć i dysponujemy możliwością ich odwzajemniania, czynią nas ludźmi. Nie można tego problemu traktować jednostronnie, jednowymiarowo i poddawać zaciekłej krytyce - co niektórzy czynią, ignorując pozytywne aspekty całości.
Walentynki niewątpliwie skłaniają do uwalniania dobrych emocji, zachęcają do okazywania uczuć, ośmielają i ułatwiają takie inicjatywy. Motywują do tego, by nie kryć się z tym, co czujemy do drugiej osoby, by nie zatajać tego, że ktoś jest nam bliski, ponieważ staje się to źródłem radości i siły, zarówno dla samego autora, jak i adresata takiej deklaracji. Korzystając z tych sprzyjających refleksjom okoliczności, należy zdać sobie sprawę, że ukrywanie własnych uczuć, tłumienie ich w sobie, znacznie zubaża nasze życie i wzajemne kontakty.

Skąd ten zwyczaj?

Pochodzenia zwyczajów związanych z walentynkami należy poszukiwać w luperkaliach - rzymskim święcie płodności, które w związku z ekspansją Cesarstwa Rzymskiego pojawiło się również na Wyspach Brytyjskich. Stąd w przyszłości walentynki rozprzestrzeniły się na cały świat. W czasach, gdy zastępowano święta pogańskie chrześcijańskimi, uznano, że św. Walenty, który zginął 14 lutego, w (przeddzień luperkaliów) może godnie objąć pieczę nad świętem budzącej się wiosny, kiedy przyroda pomału otrząsa się z zimowego snu, zwierzęta zaczynają łączyć się w pary, a ludzie chętniej szukają swoich drugich połówek. Na zachodzie Europy święty patronuje zakochanym co najmniej od XV wieku.



Co wiemy o św. Walentym?

Św. Walenty, patron Dnia Zakochanych, to postać dość zagadkowa. Był biskupem Terni pod Rzymem. Za czasów cesarza Klaudiusza II Gota (ok. 269 r.) poniósł śmierć męczeńską.
Legenda mówi, że św. Walenty zajął się popieraniem zakochanych jeszcze za swego życia, kiedy wystąpił przeciwko edyktowi cesarza, zakazującemu zawierania małżeństw. Cesarz Klaudiusz II Gocki z rozczarowaniem zauważył, że żonaci mężczyźni chętniej zostają w domach, zamiast ochoczo uczestniczyć w wojnach i dzielnie walczyć za Rzym. Św. Walenty zignorował ów zakaz i w tajemnicy udzielał ślubów młodym, zakochanym parom. Niestety, sekret się wydał, a Święty został pojmany, wtrącony do więzienia, a następnie stracony.
Według drugiej wersji okoliczności śmierci św. Walentego były zgoła inne: jako człowiek świątobliwy Biskup Terni w III wieku został obdarzony przez Boga niezwykłą mocą uzdrawiania. Wieść o tym dotarła do rzymskiego filozofa Kratona, którego syn był ciężko chory na padaczkę i czekało go życie pełne cierpienia. Św. Walenty zgodził się pomóc rodzinie Kratona pod warunkiem, że ten się nawróci. I rzeczywiście, przekonany cudem dokonanym przez Świętego, Filozof ochrzcił się, a wraz z nim jego bliscy i uczniowie. Niechętnie jednak przyjął to senat rzymski - uznano św. Walentego za osobę niebezpieczną dla państwa, aresztowano go i skazano na śmierć.
Kult Świętego rozwijał się dość szybko. W miejscu, w którym Męczennik został pochowany, już w IV wieku papież Juliusz I kazał wznieść bazylikę. Ponieważ padaczka, a także wszelkiego rodzaju choroby nerwowe, były wówczas w Europie bardzo częste, Święty znalazł licznych czcicieli na całym kontynencie. Do Polski jego sława dotarła dopiero w XV wieku. Ma tu św. Walenty wiele kościołów poświęconych jego imieniu, wiele ołtarzy i wizerunków. Ciekawe, że do niedawna żadne z tych miejsc nie cieszyło się specjalnym zainteresowaniem zakochanych. Sytuacja zmieniła się od chwili, gdy postać Świętego zaczęto łączyć z tym stanem serca.
Tak czy inaczej, historyczne przekazy dotyczące osoby św. Walentego w Dniu Zakochanych stają się rzeczą zupełnie niezauważalną, albo przynajmniej drugorzędną. Mało kto dziś pamięta, że św. Walenty, zanim zaczął patronować uczuciom, zanim stał się wzorcem dla wszystkich zakochanych i podkochujących się, był patronem chorych na epilepsję (padaczkę). Ci, którzy nie pamiętają już co to miłość, lubią złośliwie przyrównywać ją do stanu podobnego tej chorobie.
To tłumaczy, dlaczego właśnie św. Walenty jest patronem wszystkich zakochanych.
Św. Walenty patronuje nie tylko chorym na epilepsję, ale i na choroby nerwowe. Jest opiekunem chorych psychicznie, ludzi ogarniętych mrokiem umysłu. Ikonografia przedstawia tego męczennika najczęściej w stroju kapłańskim, w momencie uzdrawiania chorego.
Święty, dziś nieco zapomniany, miał w dawnej Polsce wiele świątyń, obrazów i cieszył się wielkim kultem. Obecnie w liturgii Kościoła 14 lutego na pierwszym miejscu wymienia się św. Cyryla i Metodego, słowiańskich patronów Europy, a dopiero w dalszej kolejności św. Walentego. Dawniej do kościołów, gdzie znajdował się ołtarz z wizerunkiem tego Świętego, 14 lutego matki przynosiły chore dzieci, aby za jego wstawiennictwem uprosić Boga o zdrowie dla dziecka. Najczęściej przynoszono dzieci chore na padaczkę lub przestraszone. Kapłan odprawiał w intencji osoby chorej Mszę św., następnie odczytywał fragment Ewangelii o uzdrowieniu przez Jezusa i kładąc Księgę Świętą na głowę chorego, udzielał błogosławieństwa. Po tych modlitwach wielu chorych, szczególnie dzieci, miało powracać szybko do zdrowia. Może warto w dniu 14 lutego przywrócić ten piękny zwyczaj pamiętając, iż św. Walenty to także patron chorych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bądźmy dumni z Armii Krajowej

2019-02-17 20:32

J. i M. Kamińscy

14 lutego 1942 r. w Londynie rozkaz Wodza Naczelnego i Premiera Rzeczypospolitej Polskiej – generała broni Władysława Sikorskiego – przemianował działający od 1939 r. Związek Walki Zbrojnej w Armię Krajową.

J. i M. Kamińscy

Z okazji 77 rocznicy powstania AK, w kościele pw. Najświętszego Imienia Jezus przy ul. Sienkiewicza 60 w Łodzi, została odprawiona uroczysta Msza święta. Żołnierzy AK, przedstawicieli wojska, poczty sztandarowe oraz wiernych powitał superior o. Remigiusz Recław SJ.

- Armia Krajowa uznana za główną i najbardziej ofiarną część Polskich Sił Zbrojnych była fenomenem walczącej Europy – powiedział Henryk Żebiałowicz prezes Środowiska Wilno – Nowogródek, Szlaku Okręgu Łódzkiego i zarządu Okręgu Łódzkiego – Największa podziemna ochotnicza armia liczyła w okresie planu „Burza” w 1944 r. około 380 tysięcy żołnierzy. Prezes Żebiałowicz podkreślił, że AK była zwalczana zarówno przez hitlerowski Wermacht jak i sowiecką Armię Czerwoną, czego wymownym dowodem są walki m.in. na Wołyniu, o Wilno oraz Lwów. W latach powojennych żołnierze AK byli mordowani, więzieni i prześladowani przez komunistyczny aparat terroru w Polsce. Czyniono wszystko, aby zohydzić i zatrzeć imię Armii Krajowej.

Eucharystii w intencji poległych, zamordowanych, zaginionych, zmarłych a także żyjących żołnierzy AK przewodniczył bp senior Adam Lepa. Ksiądz Biskup przypomniał, że zginęło około 100 tysięcy żołnierzy, a 60 tys. zostało deportowanych przeważnie do Związku Sowieckiego. – Postawa żołnierzy AK jest powodem do naszej wielkiej dumy. Zdali oni egzamin nie tylko jako żołnierze, ale także jako członkowie narodu polskiego. Ile razy spotykam się z żołnierzami AK z okazji opłatka gratuluję im tej postawy, że nigdy nie nosili w sobie nienawiści wobec wroga, potrafili przebaczać, bo my Polacy tacy jesteśmy – powiedział bp Adam Lepa.

J. i M. Kamińscy

Celebrans zwrócił się z prośbą do nauczycieli, rodziców, dziadków, aby przekazywali młodzieży dokonania naszego narodu. Powinniśmy być dumni z historii naszej Ojczyzny, z naszego narodu i z tej Armii Krajowej.

Uroczystość religijno-patriotyczną zakończyło złożenie kwiatów pod tablicą upamiętniającą pomysłodawcę powstania duszpasterstwa żołnierzy AK o. Stefana Miecznikowskiego SJ.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 1/2 2019

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem