Reklama

Nagroda Orła Jana Karskiego wręczona żonie i córce Pawła Adamowicza

2019-01-21 07:53

Patryk Małecki, Gdańsk

Wikipedia, Towarzystwo Jana Karskiego
Tablica nagrobna w Bazyylice Mariackiej w Gdansku i statueta Orła Jana Karskiego

W niedzielę, w Europejskim Centrum Solidarności w Gdańsku wręczona została Nagroda Orła Jana Karskiego przyznana pośmiertnie zamordowanemu prezydentowi miasta Pawłowi Adamowiczowi.

W wydarzeniu uczestniczyli rodzice zamordowanego Ryszard i Teresa Adamowiczowie, jego małżonka Magdalena i córka Antonina oraz brat Piotr. Towarzyszyli im najbliżsi przyjaciele zmarłego – Aleksander Hall i ks Krzysztof Niedałtowski, dyrektor Centrum Basil Kerski oraz pełniąca obowiązki prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz.

Laudację nagrodową wygłosiła doktor Wiesława Kozielewska-Trzaska, wiceprzewodniczaca Towarzystwa Jana Karskiego, bratanica i córka chrzestna legendarnego emisariusza Państwa Podziemnego. Przypomianjąc okolicznosci ustanowienia w 2000 roku Nagrody przez Jana Karskiego jej motto: „dla tych, którzy godnie nad Polska potrafią się zafrasować” oraz laureatów, przy jednym z nich zatrzymała się dłużej mówiąc:

Reklama

„. W 2008 roku, doktorat honoris causa Uniwersyteu Gdańskiego został przyznany Profesorowi Elie Wieslowi, ikonie pamięci Holocaustu, laureatowi Pokojowej Nagrody Nobla i… laureatowi nagrody orła Jana Karskiego.

Był to pierwszy doktorat honorowy, jaki otrzymał z Polski w galerii ponad 140 z całego świata. Fakt ten dostrzegły media na całym świecie. W 2009 roku przypadała 70. rocznica wybuchu II wojny i planowane na Westerplatte miedzynarodowe upamiętnienie. Prezydent Paweł Adamowicz z determinacją zaangażował się w gest, jaki nadałby wydarzeniu wymiary symbolicznego w skali globalnej. Miało się tym stać zaproszenie na Westerplatte Noblisty i gdańskiego doktora honorowego Elie Wiesela oraz to, co mógłby jako wiezień Auschwitz i Buchenwaldu, ale także światowy autorytet moralny – powiedzieć.

Niestety do tej wizyty nie doszło. Ani dlatego, że Prezydent Gdańska zmienił zdanie. Ani dlatego, że zdanie zmienił Noblista.

Dziś Paweł Adamowicz symbolicznie łączy się z nieżyjącym od dwóch lat Elie Wieselem poprzez tę samą Nagrodę Orła Jana Karskiego. Uważamy to za godne i sprawiedliwe.

Uzasadnienie przyznania Nagrody brzmi „za dzieło dobra, które życiem przepłacił”

Nic więcej nie musi być dopowiedziane.

Jesteśmy przekonani, że Jan Karski, z Nieba, ten wybór gorąco wspiera.

Wierzymy, Drogi Laurecie Pawle, że trafiasz w godne i zacne Towarzystwo.”

Następnie wręczyła statuetkę Orła Magdalenie, a dyplom Antoninie Adamowicz.

Obie z nieukrywanym wzruszeniem dziękowały za wyróżnienie podkreślając, że ich mąż i ojciec dołączył do grona zacnych i zasłużonych postaci, jakie przed nim Nagrodą zostały uhonorowane.

Tagi:
Jan Karski

Reklama

Medal Misji Jana Karskiego dla abp. Grzegorza Rysia

2019-04-14 18:34

Patryk Małecki, Waszyngton

Prestiżowy Medal 75-lecia Misji Jana Karskiego trafi w godne ręce. Jak informuje Towarzystwo Jana Karskiego honoruje on księdza arcybiskupa Grzegorza Rysia Metropolitę Łódzkiego.

Towarzystwo Jana Karskiego
Medal 75-lecia misji Jana Karskiego projektu znanego artysty-plastyka Janusza Kapusty z Nowego Jorku wykonany przez równie znanego polskiego artystę-medaliera Wiesława Kuleja.

Jak stanowi komunikat informujący o decyzji medalowej hierarcha jest honorowany za:

Po pierwsze, jako Arcypasterz Kościoła Łódzkiego, który uformował duchowo przyszłego bohatera ludzkości ku postawie, że ratunek Żydów z Holocaustu jest nakazem każdego Katolika

Po drugie, jako Hierarchy Polskiego Kościoła dowodzącego słowem i czynem, iż dla braterstwa Żydów i Chrześcijan nie ma alternatywy, zaś – jak nauczał Święty Jan Paweł II, antysemityzm jest i na zawsze pozostanie grzechem wymagającym bezwzględnego potępienia.

Po trzecie, za wszelkie gesty pamięci wobec Jana Karskiego, którego postawa życiowa powinna dla każdego Polaka i Katolika być drogowskazem i ‘mapą drogową”.

Termin wręczenia Medal zostanie niebawem ustalony. Jeżeli nie będzie kolidowało to z obowiązkami duszpasterskimi Wyróżnionego, wręczenie Medalu mogłoby nastąpić w Łodzi z

udziałem Rodziny Jana Karskiego i w Dniu Yom Ha’Shoah, Pamięci Holocaustu, jaki naród żydowski w swym kraju i całej diasporze obchodzi w tym roku w dniach 1 i 2 maja.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Chrystus Zmartwychwstał - Prawdziwie Zmartwychwstał!

Abp Józef Michalik, Metropolita Przemyski
Edycja przemyska 17/2011

Drodzy Archidiecezjanie!

Tegoroczne święta Wielkiej Nocy przeżyjemy w pełnym rozkwicie wiosny, a wiosna to piękno nowego, budzącego się życia jeszcze utrwala, prowadzi do zwycięskiego owocowania.
Wielkanoc to najważniejsze święta chrześcijańskie, wyrosłe z Mojżeszowego przymierza z Bogiem, przymierza, które znalazło swe szczególne wypełnienie w męce, śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa, Bożego Syna, naszego Zbawiciela. Pascha oznacza przejście - z niewoli do wolności, ze śmierci do życia, z trudności i załamań do nadziei zwycięskiej, twórczej. I to są właśnie moje życzenia i moje pragnienie, aby obudziły się realne nadzieje na zmartwychwstanie wiary w możliwości odrodzenia - przywrócenia do życia - godności naszego narodu, gotowości do podjęcia walki o codzienną uczciwość, dobroć i życzliwość, o większą miłość do bliskich i do nieprzyjaciół, do obcych, innych, słabych i załamanych, aby nie zabrakło im pomocnych dłoni. Bardzo pragnę, aby obudziły się sumienia omdlałe, zmęczone, uśpione i dały dowody życia. Ojczyźnie i narodowi naszemu potrzebni są ludzie odważnego myślenia i gorącego serca, ludzie kochający prawdę aż do oddania za nią życia. Polska potrzebuje dziś gigantów ducha, którzy w prostocie i pokorze serca opowiedzą się za prawem do życia dziecka poczętego, za wiernością prawu naturalnemu w życiu społecznym, za kulturą słowa w życiu prywatnym i publicznym. Po raz kolejny widzimy, jak trudno jest przyjąć prawdę o sobie, o naszej historii, prawdę o naszej słabości i grzechu - niekiedy nawet wykreślamy ją z pamięci i sumienia.
Duszpasterski program zachęca nas do większej bliskości z Bogiem - do takiej jedności, która jest Komunią - aby razem z Nim, Panem życia i Zwycięzcą śmierci, przeżywać doświadczenia, szukać sukcesów i zwyciężać trudności. Warto sobie uświadomić, że na drodze promocji dobra i piękna nie jesteśmy sami, jest z nami Chrystus, który śmiercią pokonał grzech, nie czyjś grzech - mój własny grzech, grzech we mnie.
Całym sercem życzę wierzącym w Chrystusa, aby pogłębiali wiarę, aby odczuli Jego obecność w codziennym życiu, aby Go życiem głosili innym, ubogacając ich pokojem i radością.
Szukającym wiary - aby ją znaleźli. Pan znajdzie sposób!
Niewierzącym - aby dobrocią i życzliwością swojego szczerego serca ubogacali nas wszystkich i radowali się z odwzajemnionych życzliwości.
Uczniowie z Emaus spotkawszy Pana wrócili do Jerozolimy, by podzielić się tą radością i obdarzyć innych swoim świadectwem. To moje życzenia na dni, które nas czekają po radosnym przeżywaniu tegorocznych Świąt. Niech one trwają w darze naszego świadectwa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

„Czy można ten dom poweselić?”

2019-04-22 16:14

Agnieszka Bugała

Agnieszka Bugała
Kard. Henryk Gulbinowicz

Codzienność Wielkiego Postu

Po szaleństwach karnawału, środa popielcowa na Wileńszczyźnie wnosiła w każdą rodzinę spokój i wielkopostne zamyślenie. Co wtedy robiono? Mogę opowiedzieć tylko o tym, jak wyglądało to w środowiskach szlacheckiego zaścianka. Przede wszystkim trzeba podzielić obowiązki, które miały panie, i te, które mieli panowie. Do dobrych tradycji wielkopostnych należało, aby panie się od czasu do czasu spotykały, i po cichu, bo spotkania oficjalne, np. imieninowe nie były w czasie Wielkiego Postu wskazane, zastanawiały się jaki to też typ mody będzie obowiązywał w czasie najbliższej wiosny albo lata. Drugą rzeczą, już nieco poważniejszą, którą w czasie tych spotkań się zajmowały, było sprawdzanie, czy też wędliny przygotowane w czasie adwentu przechowują się dobrze, czy też nie. To była trudna sprawa, bo przecież post, a tu trzeba próbować, ale jakoś sobie i z tym radziły. W tym czasie panowie planowali zasiewy, ich ilość, i ,zwłaszcza właściciele większych gospodarstw, planowali też nabywców tych dóbr. Tak wyglądał rytm życia codziennego.

Dom modlitwy

Jeśli chodzi o rytm życia religijnego, to on się przedstawiał dosyć ciekawie. Z okresów zaborów, a byliśmy pod zaborem Rosji carskiej, pozostały piękne tradycje –zwłaszcza z czasów powstań roku 1831 i 1863. Oddawanie hołdu tym, którzy polegli za ojczyznę, było zabronione, ale przecież pragnienia takie były żywe, stad urządzano rozmaite nabożeństwa. Miały one przypominać tych, którzy walczyli za Polskę. Zamawiano więc Msze a ksiądz umiał przemycić te treści, które były rzeczywistymi przyczynami. Ze względu jednak na duże odległości dzielące od kościoła, wiele nabożeństw odprawiano w domu. I tak w okresie Wielkiego Postu dzielono Gorzkie Żale: w jedną niedzielę jedna część, w drugą druga, itd. Jak to się odbywało? Musiała być cała rodzina. W saloniku, albo w innej przyzwoitej izbie, siadano i z książeczek do nabożeństwa wspólnie śpiewano. Traktowano to jako hołd pamięci składany tym, którzy oddali życie za ojczyznę. W mojej rodzinie wspominano stryja Ignacego, który poległ w 1920 r. pod Warszawą.

Wyścig ze święconym

Dwa tygodnie przed Wielkanocą wietrzono wszystkie ubrania. Wynoszono wszystko na zewnątrz. Prac polowych jeszcze nie było, bo zazwyczaj leżał śnieg, wyszukiwano więc sobie różne zajęcia. Po Niedzieli Palmowej zaczynało się sprzątanie domu: pastowanie podłóg, czyszczenie sztućców. Wszystko musiało być na glanc. W Wielką Sobotę typowano kto pojedzie do parafii ze święconym. I tu była wielka tajemnica: musiał to być bardzo sprytny kuczer, musiały to być dobre, zdrowe, sprawne konie. Dlaczego? Bo była dziwna tradycja, chyba trochę szlachecki zabobon, że kto przyjedzie pierwszy z kościoła ze święconym, ten będzie miał najlepsze zbiory. Dlatego wszyscy stali w kościele bliżej wyjścia. Potem gnano, na łeb na szyję do domu.

Czar wspólnego stołu

Po mszy rezurekcyjnej, gdy delegaci wracali do domu, stół był już zastawiony. Pisanki, które robiono od Wielkiego Piątku, szynki w całości, aby każdy mógł sobie ukroić wedle życzenia. Do stołu zasiadali wszyscy, służba też. Było w tym jakieś zrównanie ludzi. Dzielono się święconym jajkiem, składano życzenia. Co ciekawe, nie wolno było święconego jajka jeść widelcem, trzeba było sięgać po nie palcami. Jedzenie było obfite, długo siedziano przy stole. Po śniadaniu była więc sjesta.

Zaraz po rezurekcji

Między wyjazdem do kościoła a powrotem ze święconym przychodzili „Aniołowie Zmartwychwstania”. Byli to chłopcy między 14, a 18 rokiem życia, którzy wędrowali od domu do domu, mówili „Chrystus zmartwychwstał”, odpowiadało się „Prawdziwie zmartwychwstał” i wysłuchiwało się Ewangelii o zmartwychwstaniu. W darze otrzymywali pisanki. Mnie się to bardzo podobało, też chciałem być Aniołem Zmartwychwstania...Ale niestety, mama wyjaśniła mi, że to raczej nigdy nie będzie możliwe, ponieważ tak mogli wędrować tylko ludzie ubodzy.

Na drugi dzień, gdy była pogoda, Aniołowie zbierali się razem i grali w pisanki. Gra polegała na tym, że puszczano jajko w korytku – łubiance, lekko pochylonej. Jajko toczyło się i jeśli dotknęło innego, to puszczający je zabierał.

Wielkanocna Niedziela

Pierwszego dnia świąt, wieczorem, kawalerka, a więc nieżonaci, stukali w okno i pytali: „Czy można ten dom poweselić?”, i gospodarz odpowiadał: „Proszę bardzo”. Najpierw śpiewali pieśni wielkanocne, ale potem odśpiewywali piosenki inne, zwłaszcza, jeśli w domu była panna na wydaniu. Jeśli była miła, lubiana – śpiewano mile, jeśli nie była zbyt szanowaną –śpiewano też piosenki nie całkiem uprzejme w treści. Pamiętam dwuwiersz o takiej damie, która przez tę grupę śpiewającą nie była honorowana, bo nie dbała o porządek: „A talerze pod ławą zarosły murawą”. Za śpiewy trzeba było, oczywiście, wynagradzać. Na drugi dzień udawano się z wizytami, albo przyjmowano wizyty.

Grób pełen kanarków

Każdy kościół miał swój grób Pański. Do dobrego tonu należało, aby wszystkie te groby odwiedzić. W mojej świadomości gimnazjalisty, a więc mówimy o roku 1938 i 1939, zostały dwa groby: u franciszkanów i u bonifratrów. Franciszkanie zrobili taki grób: najpierw obłoki, obłoki, obłoki, obłoki, a na końcu, w dziurze, gdzie już niewiele było można zobaczyć –monstrancja. Takiego grobu nigdzie nie było, dlatego chodziliśmy go oglądać zdumiewając się bardzo.

Mieszkałem na Bonifraterskiej, pod numerem 14, stamtąd było blisko do ojców bonifratrów, i grób, który pewnego roku tam przygotowano również zapamiętałem. Ponieważ miejsca było mało, brat Włodzimierz, którzy wszystko przygotowywał, umieszczał grób zaraz przy głównym ołtarzu, w takim lochu. Figurę trudno było zobaczyć, ale za to monstrancja była widoczna dobrze. Zadziwiające jednak były klatki z kanarkami. One się darły w niebogłosy! Podglądaliśmy, w którym miejscu są te ptaki umieszczone, ale to nie było łatwe. Brat bonifrater chował je dobrze za skałami z papieru.

Ocalanie drzewa

Szczególnie utkwiła mi w pamięci troska o zmarłych. Oni nie przestawali być częścią rodziny, dlatego czwartego dnia delegacja jechała na cmentarz. Zawożono bazie, nawet pisanki, aby zmarłego poweselić. Ubierano się skromnie, raczej powściągliwie. Jednak ci, którzy zostawali w domu, nie mogli być bezczynni, szli do sadu. Były przygotowane przewiąsła ze słomy i trzeba było każdy pień takim przewiąsłem opasać. Wtedy tego nie rozumiałem, ale po wielu latach dowiedziałem się, o co chodziło. Nie znano żadnej chemicznej ochrony przed insektami, więc był to sposób, aby chronić drzewa. Kiedy wszystkie niepożądane owady wdrapywały się po pniu do góry i mogły uszkodzić koronę drzewa, po drodze natrafiały na słomę i w niej się zagnieżdżały. Dziadek powiedział mi tak: „Wybierz sobie drzewko, opasaj, a potem pilnuj, aby szkodniki go nie zniszczyły”. Było to ważne, ponieważ wierzono, że jeśli dziecku uda się ochronić drzewo przed szkodnikami, będzie to zapowiadać pomyślność w jego dalszym życiu, a jeśli nie, to pewnie jakieś trudności. Nie pamiętam, jak te moje starania wyglądały, ale chyba nie najgorzej – jeśli wierzyć wileńskim przepowiedniom.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem