Reklama

Psycholog wychowawczy: potrzebą dziecka jest budowanie więzi

2019-01-23 16:45

Rozmawiała Maria Czerska / Warszawa (KAI)

Photographee.eu /fotolia.com

- Małe dziecko potrzebuje budowania bezpiecznej więzi z podstawowym opiekunem – podkreśla Jarosław Żyliński, psycholog wychowawczy, jeden z sygnatariuszy „Listu otwartego w sprawie opieki nad dziećmi do lat 3” skierowanego do władz RP. – Najkorzystniejsza z perspektywy potrzeb dziecka jest w tym czasie opieka sprawowana bezpośrednio przez bliskich. Gdyby rodzice mieli większą świadomość, jak ważna jest tego rodzaju „inwestycja” w pierwsze 3 lata dziecka, być może z większą determinacją szukaliby innych rozwiązań niż żłobek – zaznacza psycholog.

KAI: W jakich sytuacjach poleciłby Pan rodzicom małego dziecka żłobek?

JŻ: Może nie tyle polecił, co zrozumiałbym ten wybór. Wiele rodzin, a zwłaszcza samotnych rodziców, ma różnego rodzaju problemy. Żłobek jest dla nich strategią na rozwiązanie problemów finansowych. Żłobek może pomóc rodzicom, gdy zmagają się oni z silnymi problemami zdrowotnymi, psychicznymi czy emocjonalnymi – wówczas potrzebują odciążenia i żłobek może być dla nich rozwiązaniem. W sytuacji gdy w rodzinie dochodzi do poważnych problemów, gdy sytuacja staje się patologiczna – wtedy także dla dziecka jest lepiej, gdy nie przebywa całego dnia w domu.

- Tylko wówczas?

- JŻ: Żłobki są bardzo różne, ale zasadniczo to trudna forma opieki, która nigdy nie jest równie skuteczna co prawidłowo opiekujący się dziećmi rodzice. W sytuacji, gdy rodzice mają pełen wybór, żłobek - z perspektywy rozwoju dziecka - nie byłby dla mnie opcją pierwszego wyboru. Zdecydowanie lepsza w okresie 0-3 jest opieka „jeden na jeden”.

- Dlaczego?

- JŻ: Przede wszystkim dlatego, że w tym okresie, zgodnie z teorią przywiązania Johna Bowlby’ego, zasadniczym mechanizmem rozwoju jest bezpieczna więź z podstawowym opiekunem, najczęściej z matką. Dziecko czując się przy niej bezpiecznie rozwija się w innych kierunkach. Nie musi tracić czasu i energii na szukanie bezpieczeństwa. Wie, że matka jest blisko, może „robić swoje”, wracając do niej wtedy kiedy potrzebuje.
Matka i ojciec są pierwszymi wzorcami relacji i poziom zaufania, jaki zbudują, będzie potem przechodził na kolejne bliskie relacje, więc wpływa to na rozwój społeczny. Dziecko ma czas na rozwijanie innych umiejętności - wpływa to na rozwój poznawczy. Łatwiej rozwija kolejne umiejętności, bo skupia na sobie większą uwagę niż dzieci, które muszą się dzielić wychowawcą z innymi dziećmi.
Nade wszystko ważne jest jednak poczucie bezpieczeństwa, które pozwala dziecku na spokojne przechodzenie kolejnych etapów rozwojowych.

- Czy żłobek to utrudnia?

- JŻ: Żłobki są bardzo różne. Niektóre bardzo poważnie podchodzą do problemu więzi dziecka z rodzicem, przeprowadzają bardzo długą adaptację, wymagającą także wysiłku rodzica, po to, by przejście pod opiekę instytucjonalną było płynne i nie zagrażało dziecięcemu poczuciu bezpieczeństwa. Natomiast żłobek jest po prostu bardzo trudną formą opieki. Zwłaszcza w naszych polskich warunkach, gdzie na jednego opiekuna przypadać może nawet ósemka dzieci. Nie jest łatwo w takiej sytuacji odpowiednio zadbać o każde z nich. Nierzadko zdarza się też łączenie grup i sytuacje, gdzie w jednej sali pod opieką 4 dorosłych przebywają 32 maluchy. Wówczas jest to arcytrudne!
Problemem żłobków jest też wyszkolenie kadry. Od pedagogów przedszkolnych oczekuje się studiów pedagogicznych, od kadry żłobkowej nie. Czasem wystarcza szkolenie internetowe. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Moim zdaniem jest to absolutne zaniedbanie.

- Sytuacja, w której jedna osoba dorosła opiekuje się kilkorgiem małych dzieci, może się jednak też zdarzyć w opiece rodzinnej. Jest to sytuacja częsta w rodzinach wielodzietnych. Czy w takich rodzinach też trudniej budować więź z dzieckiem?

- JŻ: Czasem tak. Natura sobie pięknie radzi, bo karmienie piersią ogranicza płodność kobiety i sprawia, że między kolejnymi dziećmi pojawia się najczęściej naturalny odstęp ok. 2-3 lat. Relacje między noworodkiem i dwulatkiem bywają trudne. Rodzicom łatwiej jest opiekować się jednym małym dzieckiem, niż dwoma, nie mówiąc już o bliźniakach. A jednak łatwiej zajmować się dwojgiem lub trojgiem dzieci do 3 roku życia niż pięcioma lub nawet ośmioma.

- Jakiego rodzaju problemy mogą się pojawić u dzieci chodzących do żłobka?

- JŻ: Po pierwsze – zaburzenia więzi. Po drugie – kłopoty z zachowywaniem granic. Po trzecie – może to być problem z osobistym poczuciem bezpieczeństwa.
Zaburzenia więzi wynikają z rozstań, których dzieci nie rozumieją i z którymi jest im ciężko. Mają takie doświadczenie rodzica, że raz jest, raz go nie ma i tak w kółko. Dziecko żłobkowe tej sytuacji nie rozumie, nie ogarnia i czasem zdaje się, że dość płynnie w nią wchodzi. Właśnie problemem tych dzieci w wieku 0-3 jest to, że one nie do końca pokazują, co się rzeczywiście w nich dzieje. Zaburzenia więzi ujawniają się zwykle w późniejszych momentach. Dziecku trudno jest zaufać nowym dorosłym, np. podczas adaptacji przedszkolnej, trudno rozstać się z mamą, wejść w nową przestrzeń. Takie dzieci są często mocno kontrolujące wobec rodzica, nie pozwalają wyjść, nie puszczają do toalety itp. Trudności z adaptacją mogą się pojawić później również w szkole a kontrola drugiej osoby – przenieść na relacje koleżeńskie i przyjacielskie. Dzieci a potem młodzi ludzie i dorośli wciąż testują relacje, sprawdzają. W przypadkach skrajnego zaburzenia więzi – po prostu nie ufają relacjom, wchodzą w nie bardzo płytko, ciężko też im jest zdecydować się na posiadanie własnego dziecka, bo to wymaga dużego zaufania wobec partnera. Problemy z zachowaniem granic wynikają z tego, że dziecko około drugiego roku życia uczy się swojej samodzielności i swoich granic. Uczy się je stawiać, czasami bardzo nieporadnie. Dużej cierpliwości i uwagi dorosłego potrzeba, by dziecko nauczyło się, które granice są jego, a które należą do drugiej osoby. W dużej grupie trudniej dziecku pozwolić na budowanie własnego zdania, ponieważ swoje zdanie równocześnie budują inne dzieci i dochodzi do konfliktów. Wobec tego dorosły musi „zarządzać” i często nie może brać pod uwagę zdania dziecka. Do tego dziecko budując relację z tym dorosłym czasami nie ma odwagi stawiać swoich granic tak mocno, jak wobec zaufanej matki, przy której na więcej może sobie pozwolić. Wobec wychowawcy, w obawie, czy ten będzie je lubił, może rezygnować z własnych granic na rzecz bezpieczeństwa.
Kolejna sprawa to budowanie poczucia bezpieczeństwa, co dotyczy dzieci, które szczególnie wcześnie poszły do żłobka – przed ukończeniem roku. Jeśli żłobek niedostatecznie reagował na potrzeby dziecka, może ono wchodzić w dalsze życie bez wiary, że jego potrzeby będą spełniane. „To się nie uda” może być dość częstym zdaniem w ustach takiego dziecka, gdy będzie starsze.
Oczywiście, trzeba zdecydowanie podkreślić, że zupełnie inna jest sytuacja dziecka, które od drugiego roku życia przebywa w żłobku 6 godzin tygodniowo, np. 2 razy po 3 godziny i tego, które od piątego miesiąca życia spędza tam 50 godzin, codziennie od godz. 7 do godz. 17. W tym pierwszym przypadku ma to niewielki wpływ na jego rozwój. W drugim – zwłaszcza, gdy do długiego pobytu w placówce dojdzie jeszcze duża zmienność wychowawców, co się często w żłobkach zdarza i również powoduje rozbijanie nawiązywanej przez dziecko więzi – na pewno będzie miało wpływ.

- W powszechnym mniemaniu dzieciom po żłobku łatwiej zaadaptować się w przedszkolu.

- JŻ: To, że dzieciom po żłobku jest łatwiej jest absolutnym mitem. Natomiast dzieci, które w okresie 0-3 mają relację tylko z rodzicem, bezpieczną relację, w wieku 3 lat mają „naładowane baterie”, wiedzą, że z mamą jest „wszystko ok”, że mogą na nią liczyć. Skoro moja relacja z mamą jest bezpieczna, nie muszę wciąż na nią patrzeć, mogę iść zająć się czymś innym, bo mama przyjdzie. Bardzo często takie dzieci rozstają się z rodzicami na zasadzie „pa pa!” i ich adaptacja trwa dwa 2 dni.
Rozstanie ze żłobkiem to także doświadczenie zerwania więzi, którą się zbudowało z wychowawcą żłobkowym. Ta więź znika, dziecko traci ufność w budowanie więzi z nowymi osobami i trudniej wchodzi w nową więź z wychowawcami przedszkolnymi. Pracuję z dziećmi, które rozpoczynają edukację przedszkolną. Poznaję ich historię i zwykle mogę przewidzieć, czy adaptacja w przedszkolu będzie trudna, czy nie. I zwykle się nie mylę. Dzieci po prostu tak z więzią mają.

- Czy zaletą żłobka nie jest jednak to, że umożliwia lepszy kontakt z rówieśnikami?

- JŻ: Małe dziecko jest skoncentrowane na sobie i na rodzicu. Uczy się poczucia bezpieczeństwa, samodzielności i więzi z dorosłymi. Dobrze, jak ma trochę kontaktu z rówieśnikami, czy to na placu zabaw, czy w klubiku itp. Te dzieci jednak nie są do końca sobą zainteresowane. Bywają zaciekawione, czasami trenują różne rzeczy na sobie nawzajem, ale to jeszcze nie są te relacje, które się pojawiają u 3-latków: „on mnie lubi”, „on mnie nie lubi”, „zaproszę cię”, „nie zaproszę” itp.

- Rzadko kiedy można w mediach usłyszeć, by jakiś psycholog tak jednoznacznie opowiadał się za opieką indywidualną nad małymi dziećmi. Zwykle żłobek przedstawiany jest jako wybór tak samo dobry, choć posiadający również swoje wady. Czasem przedstawiany jest wręcz jako wybór lepszy, gdyż umożliwia mamie pracę, rozwój i samorealizację, a przecież „szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko”.

- JŻ: Wiem, że tak się mówi. To prawda, że mama musi czuć się dobrze. Jest takie powiedzenie, że do wychowania dziecka jest potrzebna cała wioska. „Cała wioska” powinna wspierać matkę. Boli mnie, że w naszych warunkach tego wsparcia tak często brakuje. Jeśli mama przez 3 lata jest „uwiązana” we własnym domu, bo to jest jedyne miejsce, gdzie może tak naprawdę bezpiecznie i spokojnie z tym dzieckiem przebywać – to jest to sytuacja trudna. Ważne jest by – jak to się dzieje przecież na Zachodzie – dostosowywać świat do potrzeb mam z małymi dziećmi. By one mogły wyjść, spotkać się, pójść do muzeum, biblioteki, kawiarni; by były też miejsca, gdzie można pracować z dziećmi. W Amsterdamie czy w Londynie, jest tak wiele opcji, że czasem nie wiadomo, co wybrać. Wtedy jest po prostu łatwiej.
Jeśli chodzi o opinie psychologów – to jest opowieść o całym naszym zawodzie. Psychologów jest gigantyczna ilość. Wiele osób idzie na psychologię chcąc poznać siebie. Potem te studia kończą, robią różne rzeczy. Psychologia ma wiele specjalizacji. Tymczasem psychologów zajmujących dziećmi jest dość niewielu. Ktoś, kto nie zna się na dzieciach, może nie mieć świadomości psychologii więzi, o której mówiliśmy, może nie wiedzieć wiele o teorii przywiązania Bowlbiego, o stylach przywiązania Mary Ainsworth. Tę wiedzę na psychologii wychowawczej czy rozwojowej zdobywa się w niewielkim zakresie. Zgłębia się ją już podczas pracy i praktyki z dziećmi.
Tymczasem zdarza się, że media pytając psychologa o opinię nie zwracają uwagi na to, czy ten ktoś specjalizuje się w psychologii dziecięcej. Problemem jest też to, że wiedza psychologiczna ostatnio bardzo się „zmedializowała” i mówimy to, co nośne a nie to, co jest prawdziwe.

- To znaczy?

- JŻ: Psychologowie występujący w mediach, w rozmaitych programach parentingowych itp. często prezentują metody, które przynoszą szybki, bezpośredni efekt. Oparte są na karach i nagrodach, na które dzieci reagują bardzo szybko. Zdaje się, że problem jest rozwiązany, ale ma to negatywny wpływ na więź z rodzicem. Natomiast psychologia więzi nie przynosi efektu „na dziś”. Efekty widoczne są po latach.
Warto też przypomnieć, że media mówią do dorosłych. Mówią więc o potrzebach dorosłych i niekoniecznie chcą wspominać o potrzebach dziecka, które utrudniają łatwe osiąganie potrzeb rodziców. Odbiorcy wolą tego nie słyszeć, więc media nie chcą o tym mówić. Jedni i drudzy chętniej wybiorą psychologa, który powie o szczęśliwej mamie i szczęśliwym dziecku.
Wyobraźmy sobie matkę, która potrzebuje zadbać o siebie. Wiara w hasło „Żłobek jest dobry dla twojego dziecka” daje jej mnóstwo ulgi. Powiedzenie, że potrzeby jej dziecka mogą być w konflikcie z jej własnymi, jest trudne. Tymczasem bywa tak, że jesteśmy w konflikcie potrzeb. Połączenie potrzeb dziecka i potrzeb rodzica wymaga bardzo dużo pracy, uwagi i budowania odpowiedniej strategii. To właśnie w tym momencie ta "cała wioska" jest niezwykle cenna, ale w postaci innego wsparcia niż żłobek.
Nasza opowieść o wyborze między żłobkiem a domem to opowieść o wyborze między potrzebami dorosłego i dziecka. Małego dziecka, które o swoich potrzebach jasno nie powie, bo nie umie mówić. Dlatego nie ujmując wadze potrzeb dorosłych chcemy mówić również o potrzebach dziecka. Bardzo też byśmy chcieli, by rodzice zamiast mówić o „wyborze między” potrzebami mogli mówić o połączeniu potrzeb.

- Jak łączyć te potrzeby?

- JŻ: Bardzo wiele zależy od wiedzy i nastawienia rodziców. Gdyby rodzice mieli większą świadomość, jakie korzyści w przyszłości daje inwestycja w pierwsze trzy lata dziecka, wówczas z większą determinacją szukaliby innych rozwiązań niż żłobek. Oczywiście niezbędna do tego jest też finansowa możliwość dokonania takiego wyboru – dlatego zależy nam, by pomocą państwa objąć nie tylko rodziny żłobkowe, ale także tych rodziców, którzy chcieliby sami opiekować się dzieckiem w okresie 0-3, wspierając jego rozwój.
Chciałbym wsparcia finansowego dla takich rodzin, ale także wyrozumiałości, bo czasami matki zostające trzy lata z dziećmi zderzają się z ostracyzmem społecznym. Chciałbym rozwiązań, które pomogłyby matkom w dobry sposób przeżyć te trzy lata, a nie w domowym zamknięciu. Do tego trzeba Klubów Mam, zajęć dedykowanych dla małych dzieci z rodzicami, sal w różnych miejscach, dostosowanych dla rodziców z dziećmi.
Chciałbym rozwiązań na rynku pracy, które pozwoliłyby na przykład na większą równowagę w pracy między ojcem i matką. Teraz zwykle jest „wszystko albo nic”. Chciałbym, żeby więcej rodzin mogło wybrać model z ojcem pracującym np. na ¾ etatu i matką na ¼. Pomysły mogą być bardzo różne, ale do tego trzeba najpierw otwartej głowy i zrozumienia potrzeb dziecka. A także tego, że poszukiwanie innych rozwiązań niż żłobek to gra warta świeczki.
***
Jarosław Żyliński – psycholog wychowawczy. Przybliża rodzicom i nauczycielom zagadnienia związane z wychowaniem i edukacją. Opowiada o nich w mediach i książkach oraz podczas konsultacji i warsztatów. Na stałe związany z Fundacją "Wolna Szkoła" na warszawskim Ursynowie, Związkiem Dużych Rodzin "Trzy plus" i punktem przedszkolnym "Smyki ze Smyczkowej".

Tagi:
dziecko psychologia

Azyl dla Silje Garmo oficjalnie potwierdzony

2019-02-13 16:36

ordoiuris.pl

Urząd do Spraw Cudzoziemców oficjalnie ogłosił przyznanie przez Polskę azylu Silje Garmo i jej córce. Decyzja jest potwierdzeniem grudniowego postanowienia Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Przed polskimi władzami Norweżkę reprezentowali prawnicy Ordo Iuris. Petycje w sprawie udzielenia ochrony azylowej podpisały tysiące Polaków.

Twitter

Silje Garmo uciekła wraz córką z Norwegii, gdyż groziło jej niesłuszne odebranie dziecka ze strony urzędu Barnevernet. W styczniu ubiegłego roku Urząd do Spraw Cudzoziemców uznał, że przyznanie azylu dla Norweżki i jej córki jest uzasadnione ze względu na zagrożenie życia rodzinnego. Inną decyzję podjęło jednak MSZ stwierdzając, że udzielenie ochrony azylowej „nie leży w interesie Rzeczypospolitej”. Instytut Ordo Iuris złożył wtedy wniosek o ponowne rozpatrzenie sprawy przez Ministerstwo.

W grudniu MSZ ogłosiło, że wyraża zgodę na azyl dla Silje i Eiry Garmo. Do przyznania ochrony potrzebna była tylko formalna akceptacja ze strony Urzędu do Spraw Cudzoziemców. Urząd potwierdził tę decyzję uwzględniając w całości żądanie pełnomocnika Norweżki – adw. Jerzego Kwaśniewskiego, Prezesa Ordo Iuris.

„Wydana decyzja o przyznaniu azylu Silje Garmo i jej córeczce wpisuje się w międzynarodową krytykę urzędu Barnevernet i jest doskonałą pointą sprawy polskiego konsula w Norwegii. Cieszymy się, że po półtorarocznym postępowaniu Silje i Eira mogą czuć się już bezpieczne w naszej Ojczyźnie" - skomentował Jerzy Kwaśniewski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Czy naród żydowski współpracował z nazistami?

2019-02-15 18:37

Artur Stelmasiak

Przykład Hotelu Polskiego bardzo dobitnie ukazuje niezwykłą historię, jak polska Armia Krajowa wkracza do akcji, aby bronić Żydów przed Żydami. W tym miejscu kolaborujący z Gestapo Żydzi sprzedawali za grube pieniądze swoich rodaków.

Archiwum

Tak się składa, że warszawska redakcja tygodnika "Niedziela", w której pracuje, mieści się w dawnym budynku Hotelu Polskiego. Podczas II wojny światowej wydarzyła sie tu straszna i bolesna historia dla narodu Żydowskiego, bo w aferę Hotelu Polskiego zamieszani byli dwaj żydowscy kolaboranci Gestapo – Leon „Lolek” Skosowski i Adam Żurawin.

Zgodnie z zabiegami dyplomatów ze Szwajcarii i USA, części Żydów z getta warszawskiego zezwolono wydać paszporty, żeby mogli wyemigrować do Ameryki Południowej. Przesłane na przełomie 1942 i 1943 roku dokumenty nie trafiły jednak do ich właścicieli, a do rąk Skosowskiego i Żurawina. Sprzedawali ukrywającym się Żydom paszporty, których cena dochodziła nawet kilkuset tysięcy złotych za sztukę. Chętnych nie brakowało. Żydzi, którym udało się zakupić paszport, zostali internowani w Hotelu Polskim przy ulicy Długiej 29 w Warszawie. Oczywiście wszystko odbywało się pod bacznym okiem Niemców, którzy pewnie także czerpali profity z tego zyskownego procederu. Wiosną 1943 r. urządzili nalot na Hotel Polski i prawie wszystkich rozstrzelano. Później to miejsce traktowano jako pułapkę warszawskiego gestapo, które w ten sposób wywabiało Żydów z kryjówek po aryjskiej stronie, by ich zamordować w obozach zagłady.

Według Żydowskiego Instytutu Historycznego spośród ponad 2500 Żydów, którzy zgłosili się na Długą, przeżyło zaledwie 260 osób. "Lolkiem" i jego zbrodniczą działalnością zajęła się Armia Krajowa. Leon Skosowski został zabity 1 listopada 1943 roku przez żołnierzy kontrwywiadu Okręgu Warszawskiego AK. Tego dnia do Gospody Warszawskiej przy Nowogrodzkiej o godzinie 17-tej wkroczyło czterech żołnierzy polskiego podziemia uzbrojonych w pistolety i granaty. Zebranym kazano podnieść ręce do góry, a Lolka Skosowskiego zastrzelił podchorąży „Janusz”. Strzelał z bliska – AK chciało mieć pewność, że zlikwidowano tego groźnego agenta Gestapo.

Takich historii, gdy Żydzi współpracowali ze swoimi oprawcami można znaleźć więcej. Parafrazując skandaliczne słowa premiera Izraela Benjamina Netanjahu wypadałoby zapytać: Czy naród żydowski współpracował z nazistami? Odpowiedź jest oczywista. Naród Żydowski był ofiarą, a nie oprawcą, choć tak jak w każdym narodzie zdarzały się czarne charaktery. To nie Polacy, ani nie Żydzi byli oprawcami i zbrodniarzami w czasie II wojny świtowej. Oba narody były ofiarami zbrodniczego niemieckiego nazizmu. Oczywiście Żydzi byli brutalniej traktowani przez Niemców, ale nie jest to w żadnym wypadku wina narodu polskiego.

Przykład Hotelu Polskiego bardzo dobitnie ukazuje sytuację, jak polska Armia Krajowa wkracza do akcji, aby bronić Żydów przed Żydami. "W związku z ustaleniem tego ohydnego zbrodniczego procederu [afera hotelu Polskiego], szef kontrwywiadu AK Okręgu Warszawa, kpt. Bolesław Kozubowski, uzyskał od płk. Chruściela, późniejszego dowódcy Powstania Warszawskiego, zgodę na natychmiastowe zlikwidowanie całej szajki bez oczekiwania na wyrok sądowy, aby ratować jak największą liczbę kandydatów na tak organizowany przez Skosowskiego wyjazd do obozów zagłady" - czytamy we wspomnieniach podporucznika AK Janusza Cywińskiego ps. "Janusz", który wykonał wyrok na Skosowskim.

Kilkadziesiąt metrów od Hotelu Polskiego jest maleńka uliczka im. Bohaterów Getta. Często widzę tam kręcące się wycieczki z Izraela. Dlaczego nie widzę takich wycieczek stojących przed Hotelem Polskim? Przecież to miejsce mogłoby być ważną dla narodu Żydowskiego lekcją historii. Pewne jest także, że taka lekcja bardzo przydałby się premierowi Izraela.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 1/2 2019

Tomasz Kozłowski: obraz Matki Bożej Jasnogórskiej pochodzi z Bełza na Ukrainie

2019-02-17 09:13

pab / Warszawa (KAI)

O Madonnach dawnej archidiecezji lwowskiej mówił Tomasz Kuba Kozłowski z Domu Spotkań z Historią w Warszawie podczas prelekcji wygłoszonej w Muzeum Narodowym Ziemi Przemyskiej. Badacz historii Kresów przytoczył dzieje obrazów, które przez lata przyjmowały kult na terenie dawnej Rzeczpospolitej. Przypomniał, że czczony na Jasnej Górze słynny wizerunek Matki Bożej pochodzi z Bełza, znajdującego się obecnie na Ukrainie, zaledwie 4 km od granicy z Polską.

Prelekcja Tomasza Kozłowskiego byłą swego rodzaju pielgrzymką do dawnych miejsc kultu maryjnego na Kresach wschodnich. Rozpoczął od obrazu Matki Bożej Łaskawej z katedry lwowskiej. To przed jej obliczem król Jan Kazimierz 1 kwietnia 1656 r. złożył śluby, oddając Rzeczpospolitą pod opiekę Matki Boskiej, którą nazwał Królową Korony Polskiej. Wzorując się na tym wydarzeniu, prymas Polski kard. Stefan Wyszyński napisał tekst Ślubów Jasnogórskich, które episkopat Polski wraz z wiernymi złożył 26 sierpnia 1956 r.

Obecnie oryginał tego obrazu znajduje się w skarbcu na Wawelu, natomiast jego dwie wierne kopie przyjmują cześć w konkatedrze w Lubaczowie i w archikatedrze we Lwowie.

Następnie Kozłowski przedstawił obraz Matki Bożej Jasnogórskiej, który – jak przypomniał – pochodzi z Bełza, jednego z najstarszych grodów Ziemi Czerwieńskiej. – Książę Władysław Opolczyk w 1382 roku wywiózł, już wówczas słynący cudami obraz Czarnej Madonny, umieszczony na bełskim zameczku, na Jasną Górę. Od tego czasu kojarzymy go niemal wyłącznie z Częstochową i Jasną Górą – mówił. – Gdybyście przeprowadzili państwo ankietę na ulicach polskich miast, to nikt by nawet nie wpadł, że Czarna Madonna gdzieś z Kresów pochodzi – dodał.

– Jeszcze na początku XX wieku na ryngrafach, medalikach, pamiątkowych medalach umieszczano informację o bełskiej proweniencji obrazu Matki Bożej Częstochowskiej. Ale od roku 1951, odkąd Bełz nie znajduje się już w granicach Rzeczypospolitej, związek terytorialny Matki Bożej Częstochowskiej z tą częścią ziem dawnej Rzeczpospolitej, była nader rzadko przypominana – przyznał.

Prelegent przypomniał też legendę, według której namalowanie obrazu przypisuje się św. Łukaszowi Ewangeliście, który wizerunek Maryi miał wymalować na blacie stołu w Jej domu w Nazarecie. Dopiero potem obraz został przeniesiony do Konstantynopola, a potem na Ruś Halicką i do Bełza, a stąd wreszcie na Jasną Górę.

Koordynator programu Warszawska Inicjatywa Kresowa opowiedział także o Matce Bożej Sokalskiej, który był jednym z najstarszych wizerunków maryjnych czczonych w Polsce. Oryginalnie namalowany na desce cyprysowej na wzór obrazu częstochowskiego, powstał w latach 90. XIV wieku. Przed nim modlił się m.in. król Jan III Sobieski. 8 września 1724 r. obraz Matki Bożej Sokalskiej został ukoronowany. W 1843 r. oryginalny obraz spłonął w pożarze kościoła i zabudowań klasztornych. Oficjalna kopia została koronowana i obecnie znajduje się w Hrubieszowie, gdzie erygowano Sanktuarium Marki Bożej Sokalskiej.

Kozłowski mówił także o Jazłowcu, gdzie marmurowy posąg Matki Bożej koronowano w lipcu 1939 roku; klasztorze dominikanów w Podkamieniu, w którym przed wizerunkiem Matki Bożej Śnieżnej klękali polscy królowie i świątyni dominikanów w Czortkowie, gdzie znajdował się obraz Matki Bożej Różańcowej. Opowiedział także o wizerunku Matki Dobrej Drogi czczonej w Kochawinie koło Stryja oraz Matki Boskiej Łaskawej, będącej kopią Madonny Częstochowskiej, z kościoła ormiańskiego w Stanisławowie.

Wszystkie te obrazy cieszyły się dużym kultem do XX wieku. Najtragiczniejsza w skutkach była II wojna światowa. Po zmianie granic, wizerunki maryjne z dawnej archidiecezji lwowskiej zostały przewiezione do Polski i umieszczone w kościołach w różnych regionach kraju.

Spotkaniu towarzyszyła wystawa Stanisława Szarzyńskiego pt. „Pamięć i Wiara. Kościoły na Kresach dawnej Rzeczypospolitej”.

Organizatorami prelekcji byli: Muzeum Narodowe Ziemi Przemyskiej, Stowarzyszenie Pamięci Polskich Termopil i Kresów oraz Klub Inteligencji Katolickiej w Przemyślu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem