Reklama

Moje pismo Tęcza - 1/2 2019

Quo vadis Polsko?

2019-02-12 09:21

Ks. Mariusz Sztaba

Jakub Szymczuk/KPRP

W dziwnej sytuacji znalazła się Polska od ostatnich parlamentarnych wyborów w 2015 roku. Z jednej strony jesteśmy widoczni i doceniani w świecie m.in. za zrównoważony rozwój gospodarczy, za prospołeczne działania państwa na rzecz rodziny i potrzebujących, czy wreszcie za stabilne bezpieczeństwo.

Z drugiej strony Polska jest oskarżana przez przedstawicieli Brukseli i totalną opozycję za brak praworządności, tolerancji i demokracji. W przestrzeni publicznej sporo jest mowy nienawiści – obrażania, etykietowania, agresji oraz zwykłego chamstwa. Są pewni ludzie i organizacje, którym zależy na sztucznym podsycaniu „wojny polsko-polskiej”, sianiu niepokoju i tworzeniu wyimaginowanych podziałów oraz problemów.

Tragiczne wydarzenie w Gdańsku sprowokowały pytanie, czy Polacy są w stanie przerwać te spiralę chamstwa oraz słownej - a nawet coraz częściej - fizycznej agresji. Kto to może/powinien to zrobić? Odpowiedź na to pytanie jest zaskakująco prosta. Problem leży w rozumieniu i stylu uprawianiu polityki. Od kilku lat (od ostatnich parlamentarnych wyborów i przegranej koalicji PO-PSL) jesteśmy świadkami ścierania się na polskiej scenie politycznej dwóch wizji rozumienia i uprawiania polityki. Pierwsza wizja związana jest z rozumieniem polityki jako roztropnej troski o dobro wspólne. Druga zaś pojmuje politykę jako walkę o zdobycie i utrzymanie władzy. Problem polega na tym, że wizje te realizowane są w przeciwstawnych obozach politycznych. Partia rządząca optuje za polityką rozumianą jako troska o dobro wspólne, natomiast opozycja realizuje politykę utożsamianą z walką o zdobycie władzy i utrzymanie jej. Ścieranie się tych dwóch wizji polityki generuje problemy - często sztuczne - z którymi borykamy się w kraju i za granicą.

W związku z tą sytuacją, należy odpowiedzieć na podstawowe pytanie: jakiej polityki potrzebuje Polska, która chce być krajem nowoczesnym i liczącym się na arenie międzynarodowej oraz Polacy, którzy chcą zachować swoją narodowość i rodzimą kulturę? Aby wskazać sposób rozwiązania tego problemu, przyjrzymy się obecnie wspomnianym koncepcjom polityki.

Reklama

Pierwsza z przywołanych wizji polityki ma rodowód klasyczny. Wskazuje ona na potrzebę kierowania się w działalności politycznej roztropnością i troską. Roztropność - jak uczył o. Jacek Woroniecki jest „cnotą dobrze wychowanego sumienia”. Roztropność, to o wiele więcej niż posługiwanie się „czystym”rozumem, który może nieraz być używany pragmatycznie, czy wprost utylitarnie. Roztropność pełni funkcję miary w odniesieniu do wszystkich cnót moralnych człowieka (sprawiedliwości, wstrzemięźliwości, męstwa i innych). Dlatego starożytni nazywali ją auriga virtutum – woźnicą cnót. Poznanie roztropnościowe realizuje się w trzech zasadniczych etapach: a) namysł nad środkami do celu, którego usprawnieniem jest rozwaga; b) rozmysł do wyboru środka najodpowiedniejszego, którego usprawnieniem jest rozsądek, c) nakaz powzięty z chwilą decyzji woli, który roztropności otwiera drogę do realizacji konkretnych celów. Dla własnej skuteczności cnota roztropności wymaga wyćwiczenia i umiejętnego zastosowania jej części składowych, które tworzą: a) pamięć (memoria) – zgromadzone już w uprzednim działaniu doświadczenie, b) pojętność (intelligentia) – polegająca na znajomości obowiązujących zasad moralnych; c) pouczalność (docilitas) – otwartość na rady innych; d) zapobiegliwość (sollertia) – polegająca na szybkiej zdolności znajdowania właściwego środka do celu; e) opatrzność (providentia) – zdolność do przewidywania przyszłości w zakresie środków prowadzących do celu życia; f) oględność (circumspectio) – zdolność pozwalająca dostrzec okoliczności czynu i ujęcia planu działania w konkretnych warunkach; g) ostrożność (cautio) - zdolność polegająca na takim pokierowaniu działaniem, które pozwala uniknąć ewentualnych trudności lub je pokonać; h) rozum (ratio) – zdolność pozwalająca właściwie ujmować to wszystko, co składa się na działanie w zmieniających się okolicznościach.

Pierwsza wizja rozumienia i uprawiania polityki, domaga się od polityka kierowania się zasygnalizowaną przed chwilą cnotą roztropności, a następnie wykazania troski, która jest uczuciem niepokoju wywołanym trudną sytuacją lub przewidywaniem takiej sytuacji, prowadzącym do dbałości o kogoś lub o coś. W przypadku polityki chodzi o troskę o dobro wspólne, którym jest naród oraz ojczyzna i to wszystko, co je stanowi: kultura rozumiana klasycznie (nauka, etyka, sztuka i religia) oraz kraj z jego ziemią i bogactwami, zwyczaje i obyczaje, historia, język, itd.

Jak można zauważyć na podstawie tej krótkiej charakterystyki, tak rozumiana i realizowana polityka służy rozwojowi całego i każdego człowieka, zarówno w jego wymiarze osobistym, jak i społecznym. Liczy się ona z konkretną osobą, ale także z narodem i ojczyzną. Jest ona trudna, bo wymaga zaangażowania rozumu, woli oraz sumienia. Dla skuteczności i owocności potrzebuje ona nieustannego kontaktu z rzeczywistością, to znaczy m.in. z realnymi, a nie wyimaginowanymi potrzebami konkretnego człowieka, rodziny, a nawet całego narodu. Roztropna troska potrzebuje czasu na namysł, atmosfery powagi, konstruktywnego dialogu i współpracy wszystkich. Osłabiają ją natomiast, a w długiej perspektywie niszczą - chaos i pseudoproblemy oraz kreowana atmosfera sztucznego niepokoju i wewnętrznej walki.

Druga wizja polityki związana jest z osobą dyplomaty florenckiego Nicolo Machiavellego (1469–1527), który swoją koncepcję działalności politycznej opisał w dziele pt. Książe. Koncepcja ta ma swoich zwolenników także dzisiaj. Uobecnia się w Europie w trzech postaciach: makiawelizmu, zasady „racji stanu” oraz legalizmu. Istota polityki pojmowanej przez Machiavellego oraz mniej lub bardziej świadomych jego kontynuatorów polega na walce o zdobycie i utrzymanie władzy za wszelką cenę. Kluczowym działaniem w tak rozumianej polityce jest walka. Wpierw jest to walka o władzę z każdym, kto ją posiada, lub do niej dąży. W tej walce nie liczą się argumenty rozumowe, ani żadna troska, ani roztropność, ani dobro wspólne. Najważniejsza jest walka o zdobycie, a później o utrzymanie władzy według zasad - „cel uświęca środki” . W tak realizowanej polityce wszystkie chwyty są dozwolone (np. kolaboracja, donos, mowa nienawiści, sianie społecznego niepokoju, tworzenie atmosfery wojny. itd.), po to, aby walka została wygrana. A skoro polityka jest walką o zdobycie władzy, to przeciwnik polityczny, członek innej partii nie jest partnerem do dyskusji, ale tylko i wyłącznie wrogiem, którego należy zniszczyć rożnymi sposobami i za wszelka cenę.

Dla zakamuflowania, czy może nawet bardziej osłabienia negatywnego wydźwięku tej wizji polityki, często używa się innego jej określenia, mówiąc o polityce jako „sztuce rządzenia państwem”. Politycy chcą rządzić państwem. Analiza tego sformułowania brzmiącego dość sympatycznie wskazuje jednak na jego podstawowe i niebezpieczne w konsekwencji braki. W definicji tej akcent jest położony na państwo, a nie na społeczeństwo, a więc na stronę administracyjno-instytucjonalną, a nie na wspólnotę ludzi. Poza tym, w tej definicji brakuje wyodrębnienia celu: jaki jest cel polityki? Jaki jest nadrzędny cel państwa? Jaki jest cel rządzenia? Ten podstawowy brak stawia pod znakiem zapytania zasadność tej definicji, jak i działalności politycznej bez celu. Chociaż historia pokazuje, że polityka tak definiowana ma swój ukryty cel: jest nim zdobycie, utrzymanie i powiększanie władzy za wszelka cenę! Politycy realizujący tę wizję chcą władzy dla niej samej. Społeczeństwo/naród jest dla nich tylko materiałem, który oni jako władza, urabiają odpowiednio do swojej woli. Na tym polega owa „sztuka”, która jest urabianiem/wytwarzaniem. W tej koncepcji polityki, najważniejsza jest władza i pośrednio struktury, które ją zapewniają – a więc państwo. Władza ma dać prestiż, immunitet, koneksje i finansowe zaplecze. W ten sposób polityk może rozwijać swoją karierę i realizować różne plany. A co z narodem? W tej wizji polityki naród jest nie potrzebny, a nieraz przez swoje tożsamościowe roszczenia i domaganie się szacunku dla swoje historii wprost staje się balastem. Dlatego politycy tej opcji są w stanie zgodzić się na powolną, a w końcu nawet całkowitą utratę suwerenności narodowej, aby tylko istniała struktura państwa zapewniająca im władzę. Z tego też powodu zdolni są do kolaboracji z innymi państwami i organizacjami międzynarodowymi, wyrzekając się własnej historii, tradycji, zwyczajów i obyczajów, zdrowej moralności, suwerenności gospodarczej (wysprzedaż narodowego dóbr i przemysłu), a w końcu politycznej. Ten styl rozumienia i uprawiania polityki jest charakterystyczny również dla populistów (i sezonowych partii), którzy przed i w trakcie kampanii wyborczej obiecują „gruszki na wierzbie”, byle zyskać jak najwięcej wyborców, a w gruncie rzeczy chodzi im tylko o zdobycie, a później utrzymanie władzy, aby realizować swoje partykularne interesy.

Naród polski stoi dziś przed fundamentalną decyzją, ważną dla własnej tożsamości, integralnego rozwoju i ogólnej atmosfery w kraju. Albo opowie się za polityką rozumianą jako roztropna troska o dobro wspólne, którym jest Polska, albo pozwoli na dalsze sianie zamętu, kreowanie sztucznych problemów, epatowanie mową nienawiści, fałszowanie wizerunku Ojczyzny przez tych, którym zależy tylko na zdobyciu i utrzymaniu władzy za wszelka cenę.

Jeżeli chcemy, aby polityka uprawiana w parlamencie, klubach poselskich, partiach, samorządach, była autentycznie roztropną troską o dobro wspólne i tym samym służyła poszczególnemu człowiekowi i całemu narodowi, to zdecydowanie musimy powiedzieć: NIE tym partiom i politykom, którzy działalność polityczną rozumieją tylko jako walkę o zdobycie oraz utrzymanie władzy, nie przedstawiając żadnego realnego i pro rozwojowego programu dla narodu i ojczyzny.

Uprawianie skutecznej polityki rozumianej jak roztropna troska o dobro wspólne wymaga atmosfery namysłu, powagi, współpracy i lojalności oraz zdrowej krytyki (która nie jest tym samym, co krytykanctwo i awanturnictwo). Polityka wrażliwa na poszczególnego człowieka i cały naród musi być w ciągłym kontakcie z rzeczywistością. A to znaczy, że musi być zdolna do ciągłych reform – również w sferze prawa, aby podążało ono za realnymi problemami.

Po owocach poznaje się drzewa, a ludzi po ich słowach, a jeszcze bardziej po ich czynach. Quo vadis Polonia?

ks. Mariusz Sztaba, doktor nauk humanistycznych w dziedzinie pedagogika, pedagog społeczny, członek Towarzystwa Naukowego KUL.

Tagi:
Polska Polska

Wytwarzanie bożej żywności

2019-01-08 11:58

Rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 2/2019, str. 36-37

Grzegorz Boguszewski
Jan Krzysztof Ardanowski

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Jakie będzie polskie rolnictwo w niedalekiej przyszłości, Panie Ministrze? Czy zgodnie z globalnymi trendami będzie nastawione na wielkoformatową produkcję taniej żywności, czy może zachowa swą obecną specyfikę, bardziej sprzyjającą ekologii i klimatowi?

JAN KRZYSZTOF ARDANOWSKI: – Na świecie rzeczywiście widzimy dziś silną tendencję do powiększania gospodarstw, do wykorzystania tzw. efektu skali. Mamy do czynienia już nie tylko z mechanizacją, ale nawet z robotyzacją rolnictwa, rolnictwem precyzyjnym, wykorzystaniem satelity czy drona. Ale tak krawiec kraje, jak materii staje. Polskie rolnictwo jest inne, co bynajmniej nie powinno być dla nas obciążeniem.

– A może być atutem?

– Jak najbardziej tak! Zupełnie nie zgadzam się z oceną, że rozdrobnione polskie rolnictwo jest barierą nowoczesności, że jest zawalidrogą, kulą u nogi. Mamy dziś taką strukturę rolnictwa, jaką otrzymaliśmy w spadku po zaborach; w niektórych rejonach Polski są gospodarstwa duże, w innych mniejsze, a nawet bardzo małe. Nie stanowi to jednak trudności w rozwijaniu rolnictwa. Są w Europie kraje i regiony o wysoko postawionym rolnictwie, gdzie dominują gospodarstwa wcale nie większe od polskich – np. Bawaria, Austria, niektóre regiony Włoch, Francji – a nikt nie śmiałby powiedzieć, że te drobne gospodarstwa są tam jakąkolwiek przeszkodą. Nie należy więc w Polsce wykonywać jakichś „rugów pruskich”, nie można na siłę wymuszać poprawy – tak niektórzy to nazywają – struktury agrarnej, bo przy okazji można wyrządzić wiele krzywdy rodzinom rolniczym i samemu rolnictwu.

– I tylko tak po prostu rozsądniej i pełniej wykorzystać to, co mamy?

– Dokładnie tak. W tym, co proponuję, każde gospodarstwo ma dla siebie miejsce. Duże gospodarstwa mają się zajmować prostymi uprawami rolniczymi, mają dostarczać tańszej żywności, bo w społeczeństwie zawsze jest na nią zapotrzebowanie. Natomiast gospodarstwa mniejsze powinny się zajmować bardziej specyficzną produkcją, rolnictwem ekologicznym, które pozwala uzyskiwać przyzwoite dochody. Wspieramy tego rodzaju gospodarstwa, by wytwarzały jak najwięcej tej Bożej żywności, której ludzie coraz częściej potrzebują. Zaczyna się też liczyć rozpoznawalna już na polskim rynku żywność regionalna, a w związku z jej wytwarzaniem ożywają dawne dobre polskie tradycje, obyczaje. Tego typu rolnictwo staje się elementem polskiej kultury. Dobrze by było, aby takie podejście do rolnictwa stało się naszą polską specjalnością.

– Tego rodzaju rolnictwo to jednak ciężki kawałek chleba, bo wyklucza drogę na skróty, zastosowanie ułatwień, mechanizacji, chemii. Nie każdy z tzw. drobnych rolników się na to decyduje. „Za dużo roboty, nie opłaca się” – mówią.

– No właśnie, trzeba ich do tego wszelkimi sposobami zachęcać. Jedną z ważniejszych spraw, którą udało mi się przeprowadzić w ciągu tych kilku miesięcy, od kiedy jestem ministrem, jest umożliwienie i maksymalne ułatwienie tzw. bezpośredniej sprzedaży produktów rolnych. Do tej pory rolnik był karany za to, że próbuje coś sprzedać, były mandaty, nakładanie kar, wypędzanie sprzedających z miejskich chodników. Nasz rząd stworzył prawo, chyba najbardziej liberalne w całej Europie, aby polski rolnik mógł całą swoją produkcję, zarówno nieprzetworzoną, jak i przetworzoną, sprzedać na małych targowiskach – apeluję do samorządów, żeby im to umożliwiały i nie pobierały drakońskich opłat – ale też do restauracji, gospodarstw agroturystycznych, stołówek, lokalnych sklepów, jak to od dawna ma miejsce w wielu innych krajach.

– Jak Pan Minister sądzi, czy polscy rolnicy są naprawdę chętni do tego rodzaju aktywności? Czy może trzeba będzie ich w jakiś sposób pobudzić, zachęcić?

– To trudne pytania. Bo rzeczywiście w ciągu ostatnich kilkunastu lat coś niedobrego się tu wydarzyło, szczególnie po wejściu do Unii Europejskiej... Polscy rolnicy byli zawsze bardzo zaradni, twardzi, nie dawali sobie w kaszę dmuchać i zawsze ciężko pracowali. Wiedzieli, że jeśli nie zasieją, to nie zbiorą. Były lata lepsze i gorsze, musieli wytrwać, gdy nikt im nie pomagał. W tej chwili natomiast wielu rolników oczekuje pomocy zewnętrznej – unijnej, krajowej – i tylko wyciąga ręce: daj, daj, daj...

– Bo wystarczy żyć z dotacji?

– Obawiam się, że tak bywa... Oczywiście, często bierze się to z trudnej sytuacji gospodarstwa, ale czy rolnicy sami naprawdę chcą, czy robią wszystko, by mieć produkty dobrej jakości, by je sprzedawać nie na końcu świata, lecz jak najbliżej siebie, bez pośredników?

– Często wystarczy powiedzieć, że to się nie opłaca...

– Mam nadzieję, że się przekonają, iż jednak warto coś robić, bo zapotrzebowanie na produkty prosto od rolnika jest przecież ogromne. W Polsce zaczynamy już bardzo doceniać dobrą, zdrową żywność, dobre warzywa, owoce, mięso, wędliny niepochodzące z wielkich „fabryk żywności”.

– Zachęcenie polskich rolników do drobnego przetwórstwa będzie chyba bardzo trudne, Panie Ministrze...

– Sądzę, że wkrótce i do tego zaczną się przekonywać. Bardzo tu liczę na wiedzę kobiet, które na użytek domowy potrafią robić znakomite wędliny, sery, soki, powidła. Ta wiedza przecież nie zginęła. Ponadto mamy cały system szkoleń, ośrodki doradztwa rolniczego.

– I Koła Gospodyń Wiejskich!

– Bardzo na nie liczę. Dostały teraz osobowość prawną, której nigdy przedtem nie miały, zyskały więc zdolność do prowadzenia działalności gospodarczej, z maksymalnie uproszczoną rachunkowością. Mogą rozwijać naprawdę bardzo szeroką, nieopodatkowaną działalność – od sfery gospodarczej po kulturalną. Wierzę, że to KGW przywrócą Polsce naszą wyjątkowo bogatą i różnorodną kulturę kulinarną, że to właśnie one ożywią tę drobną wiejską sprzedaż bezpośrednią, a ludzie z miasta zaczną przyjeżdżać do konkretnych miejscowości po konkretne produkty.

– A tymczasem to ludność wiejska jeździ do supermarketów miejskich po tzw. wysoko przetworzone produkty zagranicznych gigantów przetwórstwa, które zawładnęły polskim rynkiem. Czy jest jakakolwiek szansa na ukrócenie tej dominacji?

– Niektórych zjawisk nie da się już odwrócić. Polska jest w Unii Europejskiej i o jakimkolwiek rugowaniu kogokolwiek z rynku nie może być mowy. Państwo może jednak w jakiś sposób pomagać tym drobnym wytwórcom, którzy nie są w stanie sprostać potężnej konkurencji. Może nie pozwolić na to, aby te rekiny, które kiedyś niezbyt rozważnie wpuszczono do Polski, często na bardzo preferencyjnych warunkach, trzymały polskich rolników za gardło.

– W jaki konkretnie sposób?

– Gdy w minionym roku mieliśmy wielki urodzaj owoców miękkich i jabłek, niemieckie firmy kontrolujące w Polsce ten rynek wymuszały na rolnikach bardzo niskie ceny. Wprowadziliśmy więc dodatkowe możliwości kontrolowania odbiorców żywności przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, żeby sprawdzić, czy nie wykorzystują swej przewagi w obrocie kontraktowym, za co grożą teraz ogromne kary. Wszyscy dostawcy towarów do supermarketów, do wielkich zakładów przetwórczych powinni korzystać z możliwości anonimowego zgłaszania do UOKiK wszelkich przejawów praktyk monopolistycznych.

– A tymczasem, Panie Ministrze, Polacy wciąż są skazani na byle jaką żywność zagraniczną – np. chińskie kurczaki i wieprzowinę – zamiast delektować się dobrą polską żywnością.

– Aby ograniczyć napływ marnej jakościowo żywności zagranicznej, wprowadziliśmy obowiązek znakowania żywności. Na każdym etapie obrotu żywnością wymagane są dokumenty, z których jasno wynika, z jakiego kraju ta żywność pochodzi, co w dużym stopniu zapobiega jej przepakowywaniu. Konsumenci muszą mieć wybór, czy kupią tzw. tanią chińszczyznę, czy droższy, ale dobry polski produkt.

– Czy wobec licznych zaszłości możliwe jest jeszcze, Panie Ministrze, odzyskanie polskiego rynku dla produktów pochodzących z polskiego rolnictwa?

– Podejmujemy próbę odzyskania tego, co zostało głupio zniszczone w latach 90. ubiegłego wieku. Mam nadzieję, że znów zaczną się pojawiać małe masarnie, piekarnie itp. Na tych „dużych” natomiast zawsze będziemy mieli odpowiedni bat. Z tego, co zostało, z tych marnych resztek, których nasi poprzednicy nie zdążyli sprzedać – winię za to szczególnie PSL, partię chłopską, która zamiast dbać o interes wsi, dbała o interes wielkiego przetwórstwa i może swoich działaczy... – tworzymy Krajową Grupę Spożywczą złożoną z państwowych i wspieranych przez państwo prywatnych zakładów przetwórstwa. Zakładamy, że w ten sposób uda się ukrócić dotychczasowe monopolistyczne praktyki zagranicznych potentatów.

– Na jakie wsparcie ze strony państwa mogą zatem liczyć polscy przetwórcy płodów rolnych?

– Wprowadziliśmy absolutne ułatwienia w zakresie zakładania tzw. MOL-i (Małe, Ograniczone, Lokalne), czyli średniego przetwórstwa, jeszcze nie przemysłowego, ale już nie bezpośrednio w gospodarstwie. Do tej pory tego rodzaju działalność była hamowana wieloma barierami, teraz znieśliśmy konieczność uzyskiwania jakiegokolwiek zezwolenia; rolnik może inwestować i budować, a kontroli będzie podlegała tylko wytwarzana przez niego żywność, przede wszystkim pod kątem czystości.

– Podczas IV Kongresu Rolników, który odbywał się w grudniu 2018 r., z pewną goryczą zadał Pan pytanie: „Co zrobić, żeby świat rolniczy starał się nie tylko mówić tym mitycznym jednym głosem, ale też zrozumieć złożoność spraw stojących przed polską wsią, polskim rolnictwem?”. Czy to było pytanie retoryczne?

– To wyrażające moją szczerą troskę rozgoryczenie bierze się stąd, że moim naturalnym środowiskiem są organizacje rolnicze. Byłem jednym z założycieli Izb Rolniczych, jestem również członkiem Solidarności Rolników. Chciałbym, żeby wszystkie organizacje rolnicze były teraz moimi partnerami, z którymi uzgadniałbym wszystkie ważne dla polskiego rolnictwa sprawy.

– Nie da się dojść do porozumienia?

– Nie da się, bo każdy sobie rzepkę skrobie. Drobiarze mówią, że nie obchodzi ich to, co uprawia ich sąsiad, bo chcą mieć soję amerykańską, gdyż ich kurczak jest najważniejszy... Itd., itp. Bardzo ubolewam nad tym, że nie ma wspólnego zrozumienia interesu rolnictwa, a przecież rolnictwo jest systemem naczyń połączonych: bez produkcji roślinnej nie będzie zwierzęcej, nie można być wielkim producentem drobiu i świń wyłącznie w oparciu o paszę importowaną z innych kontynentów! Dlatego chciałbym, aby organizacje rolnicze były partnerem, z którymi mógłbym uzgodnić kierunki rozwoju polskiego rolnictwa, abym mógł przedstawiać racje polskich rolników przed polskim parlamentem i w Brukseli, abym mógł ich bronić. Ale do tego droga jeszcze daleka, bo zbyt częste jest podejście wyłącznie roszczeniowe.

– Można się więc spodziewać kolejnych protestów, blokad dróg?

– Rzeczywiście, pojawiają się tacy, którzy krzyczą, że nie obchodzą ich żadne ustalenia, żadna polityka europejska, bo „jak nie dostaniemy tego, co się nam, rolnikom, należy, to zablokujemy wszystko”... W demokratycznym państwie, o które kiedyś sam walczyłem, jest miejsce na protesty, ale przede wszystkim powinno być miejsce dla wzajemnego zrozumienia i ustalenia możliwości. Postawa wyłącznie roszczeniowa do niczego dobrego nie doprowadzi.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Ks. Skubiś protestuje przeciwko użyciu słów: „Ruch «Europa Christi»” do nazwania partii politycznej

2019-02-15 17:32

mp / Częstochowa (KAI)

Sprzeciw wobec "zawłaszczenia" przez nową partię polityczną nazwy Ruch Europa Christi wyraził ks. inf. Ireneusz Skubiś. "Od początku Ruch „Europa Christi” jest Ruchem apartyjnym zwracającym uwagę na obronę chrześcijańskich korzeni Europy" - pisze w przekazanym KAI oświadczeniu ks. Skubiś, moderator Ruchu "Europa Christi".

Monika Książek/Niedziela

Publikujemy treść oświadczenia:

Pragnę poinformować, że Ruch „Europa Christi” od samego początku był apartyjny. Wyrażam swoje zaskoczenie, że nazwa Ruch „Europa Christi” został zawłaszczony przez nowo utworzoną partię polityczną. Przecież zawsze publicznie o tym mówiłem.

Od początku Ruch „Europa Christi” jest Ruchem apartyjnym zwracającym uwagę na obronę chrześcijańskich korzeni Europy. Takie cele miały dotychczasowe Międzynarodowe Kongresy Ruchu „Europa Christi”.

Ruch „Europa Christi” musi być ruchem jednoczącym, ma zadanie łączyć i nie ma celów partyjnych. Pragnę zwrócić uwagę na to, że nazwa Ruchu zawiera w sobie Europa Christi – Europa Chrystusa, a nie tylko Europa Chrześcijańska. Nazwa chrześcijańska - przypomina partie chadeckie, które w Europie zdradziły Chrystusa. Chodzi o przywrócenie właściwego miejsca Chrystusowi w Europie.

Po pierwszych sygnałach o utworzeniu nowej partii w grudniu 2018 r. Fundacja „Myśląc Ojczyzna” jako właściciel Ruchu „Europa Christi” wysłała protest do Sądu Okręgowego Rejestrującego, by nie doszło do rejestracji partii pod naszą nazwą – Ruch Europa Christi. Dlatego z bólem przyjąłem wiadomość o rejestracji partii, która całą naszą nazwę użyła do nazwy swojej partii bez zgody Fundacji.

Ks. inf. Ireneusz Skubiś – Moderator Ruchu „Europa Christi”

oraz Zarząd Fundacji Fundacja „Myśląc Ojczyzna” im. ks. inf. Ireneusza Skubisia

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wrocław pamięta o Powstańcach Wielkopolskich

2019-02-16 21:13

Anna Majowicz

W 100. rocznicę zakończenia Powstania Wielkopolskiego (16.02.2019), w sali kolumnowej Dolnośląskiego Urzędu Wojewódzkiego spotkali się przedstawiciele rodzin Powstańców pochowanych na Dolnym Śląsku. Spotkanie odbyło się w ramach działań związanych z projektem ,,Ocalamy” realizowanego przez Wojewodę Dolnośląskiego oraz Oddział Instytutu Pamięci Narodowej we Wrocławiu.

Anna Majowicz
pamiątkowe zdjęcie uczestników spotkania

- 100 lat temu Wielkopolanie stanęli do walki o wolność i niepodległość. Solidarnie, ramię w ramię, ponad podziałami. Dziś jesteśmy tu, by oddać im hołd – rozpoczął spotkanie Wojewoda Dolnośląski, Paweł Hreniak.

Następnie głos zabrała wicedyrektor wrocławskiego oddziału IPN, dr Katarzyna Pawlak – Weiss. Przypomniała wydarzenia, które miały miejsce 20 lat po zakończeniu zwycięskich walk w Powstaniu Wielkopolskim. – Kiedy rozpoczęła się II wojna światowa, esesmani aresztowali Powstańców i osadzali ich w obozie. Tam okrutnie ich torturowano. W jaki sposób? Wyprowadzano ich z cel na dziedziniec, by w kurzu i błocie, do utraty sił, wykonywali trudne ćwiczenia. Mało tego. Aresztantów zimą wysyłano w Karpaty, gdzie musieli wdrapywać się na górę, którą wcześniej polewano wodą. Gdy już udało im się dotrzeć na szczyt, strącano ich, by w bólu i z połamanymi kończynami zaczynali trud ponownie. Świadectwo wielkiego patriotyzmu Powstańców nie zakończyło się więc w 1919 r. – zaznaczyła dr Katarzyna Pawlak – Weiss.

Dowódca Garnizonu Wrocław, płk Dariusz Krzywdziński, zwrócił się do rodzin Powstańców: - Szanowni Państwo, wasi przodkowie dają wam ogromny powód do dumy. Niezależnie od stopnia, jaki nosili na pagonach. Pamiętajcie, że w waszych żyłach płynie krew bohaterów i nie zapomnijcie tej dumy i wiedzy przekazywać kolejnym pokoleniom. To zaszczyt i obowiązek wobec przodków i polskiej historii. Chwała bohaterom, część ich pamięci.

Zobacz zdjęcia: Wrocław pamięta o Powstańcach Wielkopolskich

„Ocalamy” to projekt symbolicznego znakowania grobów bohaterów walk powstańczych i wyzwoleńczych, pochowanych na terenie Dolnego Śląska, specjalnym insygnium.

Poniżej przedstawiamy nazwiska osób, których groby zostały uhonorowane:

Anton Cebulski - ur. 20.02. 1896 r. w miejscowości Nowiny. Weteran armii niemieckiej oraz Legionów Polskich. Podczas powstania Wielkopolskiego został ciężko ranny i dostał się do niewoli. Leczył się w szpitalu w Leśnicy oraz w lazarecie fortecznym Twierdzy Wrocław. Zmarł 03.02.1919r. Pochowany został we Wrocławiu, na Cmentarzu Grabiszyńskim.

Bogusław Ćwikła – ur. 19.07.1901 r. w Paterku (gm. Nakło nad Notecią). Żołnierz Kompanii Nakielskiej. Brał udział w walkach o Nakło, Czerwonak, Kcynię, Szczepice, Studzienki, Tur i Szubin. Po powstaniu pełnił służbę w 4. Pułku Strzelców Wielkopolskich w Gnieźnie. Odznaczony Wielkopolskim Krzyżem Powstańczym.

Jan Dzierżykraj-Morawski – ur. 01.12.1900 r. w Jurkowie. Od 1915 r. działacz konspiracyjnego Towarzystwa im. Tomasza Zana. W 1918 r. członek Tajnego Komitetu Wojskowego. Żołnierz Pułku Wielkopolskiej Jazdy Ochotniczej i uczestnik walk pod Szubinem. W wojnie 1920 r. walczył jako podporucznik w 26. Pułku Ułanów. W latach 1923-1926 pełnił funkcję zastępcy dyrektora generalnego Rady Naczelnej Przemysłu Cukrowniczego. Od 1924 r. do 1936 r. był członkiem Zarządu i dyrektorem Biura Ekonomicznego Izb i Organizacji Rolniczych Zachodniej Polski. W 1931 r. wszedł w skład polskiej delegacji na rokowania gospodarcze z Niemcami. W 1939 r. był członkiem polskiej delegacji działającej przy Lidze Narodów. Od 1938 r. był Prezesem Wielkopolskiej Izby Rolniczej. Po wojnie został dyrektorem Jeleniogórskiego Okręgu Państwowych Nieruchomości Ziemskich z siedzibą w Legnicy. Później przeniósł się do Wrocławia, gdzie został dyrektorem Biblioteki Głównej Wyższej Szkoły Rolniczej. Odznaczony m.in. Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, Krzyżem Orderu Polonia Restituta (dwukrotnie), Złotym Krzyżem Zasługi. Zmarł 22.06.1997 r. we Wrocławiu. Pochowany na Cmentarzu św. Wawrzyńca.

Jan Gibasiewicz – ur. 24.10.1900 r. w Sulmierzycach. Członek Polskiej Organizacji Wojskowej, żołnierz ochotniczej Kompanii Sulmierzyckiej pod dowództwem sierżanta Stanisława Kamińskiego, później 12. Pułku Strzelców Wielkopolskich oraz 8. Pułku Strzelców Wielkopolskich. Uczestnik walk pod Sulmierzycami, Kobylą Górą i Granowem. W wojnie w 1920 r. służył w 62. Pułku Piechoty ze składu 15. Dywizji Piechoty, z którą wziął udział m.in. w wyprawie kijowskiej. Latem 1920 r. został ranny w walkach nad Berezyną. Po wojnie służył jeszcze w 14. Pułku Artylerii Ciężkiej w Poznaniu. Do rezerwy przeszedł w 1922 r. W latach 30-tych prowadził przedsiębiorstwo transportowe. Zmobilizowany jako kierowca w 56. Pułku Piechoty wziął udział w walkach we wrześniu 1939 r. Po zakończeniu walk dostał się do niewoli, z której uciekł i zatrzymał się w Krotoszynie. Stamtąd razem z rodziną, w 1944 r. został wywieziony do Milicza. Był aktywnym członkiem Zarządu Weteranów Powstań Narodowych RP oraz Związku Powstańców Wielkopolskich. Odznaczony m.in. Wielkopolskim Krzyżem Powstańczym oraz Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Zmarł 11.01.1984 r. w Miliczu. Pochowany jest na Cmentarzu Parafialnym przy ul. Kasztanowej.

Stanisław Gierusz – ur. 04.05.1900 r. w Bączylasie (pow. Gostyń). Uczestnik Powstania Wielkopolskiego i walk w rejonie Janiszewo, Sowiny, Gostyń, Miechcin, Leszno w składzie Kompanii Ochotniczej chorążego Kazimierczaka. Od 1919 r. służył w 60. Pułku Piechoty, z którym walczył m.in. w Międzychodzie, Toruniu, Gniewkowie, Bydgoszczy, Koronowie oraz w Lasach Tucholskich. Po wojnie przeniósł się na Kresy Wschodnie, służąc jako policjant w miejscowości Rozłucz w woj. lwowskim. W 1939 r. drogą przez Węgry, Jugosławię, Grecję i Turcję dotarł do Syrii, wstępując w skład tworzącej się tam Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich, z którą walczył pod Tobrukiem. Później przeszedł szlak bojowy kampanii włoskiej II. Korpusu gen. Andersa, z bitwą pod Monte Cassino włącznie. Po zakończeniu wojny powrócił do kraju. Zmarł 27.11.1976 r. we Wrocławiu. Pochowany jest na Cmentarzu Komunalnym na Osobowicach. Odznaczony m.in. Wielkopolskim Krzyżem Powstańczym, Krzyżem Walecznych, Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, Krzyżem Monte Cassino, Krzyżem Ziemi Świętej, Gwiazdą Afryki, Gwiazdą Italii, Brytyjskim Medalem Obronnym oraz Brytyjskim Medalem Wojny.

Wojciech Grodzki – ur. 09.04.1898 r. w Parzęczewie (Jarocin). Żołnierz 1. Kompanii Jarocińskiej. Uczestnik Walk o Krotoszyn, Ostrów Wielkopolski, Zakrzew, Łaszczyn, Rawicz, Zołnicę, Sarnówkę i Kawcze. W wojnie 1920 r. walczył na Wileńszczyźnie podczas zmagań nad rzeką Wilejką. Po wojnie mieszkał w Jaroczewie, a w latach 60. przeniósł się Dolny Śląsk. Zmarł 01.10.1976 r. w Oleśnicy. Pochowany na Cmentarzu Komunalnym przy ul. Wojska Polskiego.

Piotr Jarysz – ur. 23.06.1897 r. w Chorzępowie (pow. Międychód). Uczestnik walk powstańczych w szeregach kompanii piechoty starszego sierżanta Michalskiego, a później podporucznika Kostrzewskiego. Brał udział w bojach o miejscowości: Wrzeszczyna, Rosko oraz Romanów. Odznaczony Wielkopolskim Krzyżem Powstańczym. Zmarł 16.07.1973 r. we Wrocławiu. Pochowany jest na Cmentarzu Komunalnym przy ul. Grabiszyńskiej.

Franciszek Klein – ur. 25.11.1886 r. w Laskach (pow. Kępno). Uczestnik Powstania w rejonie Kórnik k. Poznania. W czasie II Wojny Światowej, w celu uniknięcia niemieckiej represji przeniósł się na Kielecczyznę. Zmarł 25.04.1955 r. w Oleśnicy.

Antoni Rosik – Rosiński – ur. 02.10.1899 r. w Pońcu (pow. Gostyń). Żołnierz 4 kompanii ponieckiej batalionu gostyńskiego sierżanta Kaźmierczaka . Uczestnik walk pod Lesznem, Pońcem, Miechocinem, Waszkową, Gościejewicami oraz Kąkolem. W wojnie 1920 r. walczył w składzie 60. Pułku Piechoty pod Mińskiem i nad Berezyną. Brał udział w Bitwie Warszawskiej w szeregach 15. Dywizji Piechoty w jej ofensywie na Mińsk Mazowiecki i Łomżę. Po zakończeniu konfliktu pozostał w wojnie jako podoficer zawodowy. Służył w batalionach Korpusu Ochrony pogranicza w Ludwikowie oraz Suwałkach. We wrześniu 1939 r. dowodził obroną strażnicy KOP Nowa Różana przed wojskami radzieckimi. W czasie II wojny światowej był członkiem Armii Krajowej. Odznaczony m.in. Krzyżem Walecznych (trzykrotnie), Medalem Niepodległości, Wielkopolskim Krzyżem Powstańczym. Zmarł 22.10.1964 r. w Obornikach Śląskich. Pochowany jest na Cmentarzu parafialnym przy ul. Siemianickiej.

Józef Wojtkowiak – ur. 03.02.1899 r. w Poznaniu. Żołnierz 2. batalionu Poznań – Wilda, pod dowództwem majora Hądzilka. Uczestnik walk pod Wielkim Grójcem, Małym Grójcem i Kargową. W Wojsku Polskim służył zawodowo do 1927 r. Po zakończeniu służby rozpoczął pracę w PKP, która trwała do momentu przejścia na emeryturę w 1959 r. Odznaczony m.in. Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski oraz Wielkopolskim Krzyżem Powstańczym. Zmarł 25.03.1982 r. w Bierutowie. Pochowany jest na Cmentarzu Komunalnym, przy ul. Wrocławskiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem