Reklama

Toksyczna relacja - ks. Marek Dziewiecki [#8]

2019-02-21 11:32

salvenet.pl

Co robić, by zakochanie nie kończyło się tragicznie, tylko chwalebnie?

Tagi:
relacje międzyludzkie ks. dr Marek Dziewiecki

Reklama

Bożogrobcy pomagają chrześcijanom w Ziemi Świętej

2013-02-18 08:51

o. Stanisław Tomoń BPJG/ dr

ADAM WOJNAR
Bożogrobcy w Miechowie

Zakon Rycerski Świętego Grobu Bożego w Jerozolimie, czyli Bożogrobcy, przeżywali swoje doroczne rekolekcje wielkopostne na Jasnej Górze. Jasnogórskie spotkanie pod hasłem „Bożogrobcy w służbie nowej ewangelizacji” trwały w dniach 15-17 lutego.

„Te rekolekcje są szczególnym przeżyciem dla wszystkich członków Zakonu dlatego, że rozpoczynamy Wielki Post – tłumaczy komandor Janusz Kawecki, kanclerz Zakonu Zwierzchnictwa Polskiego – U progu Wielkiego Postu stajemy przy Pani Jasnogórskiej po to, aby pod przewodnictwem rekolekcjonisty wejść w sprawy Kościoła, te, które są przewidziane na najbliższy rok, ale wejść także w swoją własną duszę i rozważyć, co jeszcze możemy zrobić dla dobra Kościoła, dla dobra Ziemi Świętej, no i także ku naszemu zbawieniu”.

Zakon Rycerski Świętego Grobu Bożego powstał w 1099 roku w Jerozolimie, aby troszczyć się o najświętsze miejsca chrześcijaństwa i nieść pomoc pielgrzymom. Do Polski sprowadził go w roku 1163 Jaksa z Miechowa. Członkowie Zakonu noszą białe płaszcze z czerwonym krzyżem, symbolizujące pięć ran Chrystusa. W Polsce nazywano ich Bożogrobcami lub Miechowitami – od Miechowa, gdzie znajduje się ich główna siedziba (Bazylika Grobu Bożego w Miechowie).

Polskie Zwierzchnictwo Bożogrobców zostało reaktywowane 17 lat temu, liczy obecnie prawie 240 osób (są to osoby świeckie i duchowne - damy i kawalerowie), i ma charakter elitarny. „Trzeba być zaproszonym, trzeba przebyć okres takiego przygotowania, i w naszych rekolekcjach dzisiejszych również uczestniczy grupa kandydatów, którzy będą dopiero w przyszłym roku przyjęci po wszystkich zatwierdzeniach – tu, i także w Rzymie u Wielkiego Mistrza” – wyjaśnia Komandor Janusz Kawecki.

Głównym zadaniem Bożogrobców jest pomoc dla Ziemi Świętej i chrześcijan, którzy ją zamieszkują. Bożogrobcy z całego świata dotują budżet patriarchy łacińskiego Jerozolimy, utrzymują i prowadzą w Ziemi Świętej blisko 100 szkół podstawowych i zawodowych, do których mogą uczęszczać dzieci niezależnie od pochodzenia i wyznawanej wiary. „Jest to wielkie zobowiązanie, bo wiemy, że wielkiej pomocy potrzebują chrześcijanie w Ziemi Świętej, a Zakon ma na celu pomoc Ziemi Świętej i chrześcijanom, którzy tam zamieszkują. A jest ich coraz mniej ze względu na sytuację społeczno-polityczną” – mówi Lidia Dudkiewicz, dama Zakonu Bożogrobców, zastępca red. naczelnego Tygodnika Katolickiego „Niedziela”. „Są to ratunkowe wręcz sytuacje, w których możemy pomóc, aby oni mogli żyć. Oni nawet emigrują, opuszczają Ziemię Świętą, z braku możliwości do życia” – dodaje Stanisław Abrahamowicz, komandor w Zakonie.

Członkowie Zakonu Rycerskiego Świętego Grobu Bożego w Jerozolimie wyjeżdżają w tym roku na pielgrzymkę do Ziemi Świętej z racji 850-lecia fundacji miechowskiej. To właśnie w Miechowie, przy Bazylice Mniejszej Grobu Bożego, mieści się siedziba Polskiego Zwierzchnictwa Zakonu. „Ten rok, Rok Wiary mobilizuje nas do szczególnego uczestnictwa już nie tylko w grupkach mniejszych, ale przede wszystkim w pielgrzymce naszego Zwierzchnictwa, która odbędzie się na początku kwietnia – mówi Komandor Janusz Kawecki – Do niej się przygotowujemy też podczas bieżących rekolekcji. To jest szczególne nawiedzenie Grobu Pańskiego, ale także spotkanie się z naszym Wielkim Przeorem Zakonu Patriarchą Jerozolimskim. Mamy także w Polsce repliki Grobu Pańskiego, chociażby w Miechowie, ale i w innych miastach, które też można nawiedzać. I przy nich, szczególnie tej miechowskiej, modlimy się w czasie Wielkiego Piątku”.

„W Polsce mamy ten przywilej, że w Miechowie mamy replikę Grobu Bożego, duchowo zawsze możemy być obecni przy Pustym Grobie, który jest najważniejszym miejscem dla Bożogrobców, i najważniejszą dla nas relikwią” – podkreśla Lidia Dudkiewicz, dama Zakonu. „Ja miałem szczęście być już trzykrotnie w Jerozolimie przy Grobie Pańskim. Każdy z tych pobytów był inny – stwierdza Stanisław Abrahamowicz – Wiele miejsc odwiedziliśmy w świecie, ale nie ma innego tak godnego miejsca. Zawsze do Ziemi Świętej wraca się w sposób szczególny, i te przeżycia nie dają się porównać z innymi”.

Nauki rekolekcyjne głosił bp Kazimierz Ryczan, biskup diec. kieleckiej, komandor z Gwiazdą Zakonu, od 1996 roku należący do Bożogrobców. Ks. biskup obchodzi w tym roku 50-lecie kapłaństwa i 20-lecie sakry biskupiej. Te szczególne jubileusze uczczono podczas Mszy św. w drugim dniu rekolekcji, w sobotę, 16 lutego o godz. 12.00 w Kaplicy Matki Bożej.

„Nasza modlitwa ma miejsce na Jasnej Górze, w Kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej. Tutaj po raz czwarty gromadzimy się podczas rekolekcji – mówił ks. prał. Jerzy Bielecki, kawaler Zakonu Rycerskiego Grobu Bożego i organizator rekolekcji we wstępie do Mszy św. – Za każdym razem był i jest z nami biskup Kazimierz, z posługą słowa i darem Eucharystii. Dzisiaj z uczuciem wdzięczności chcemy się modlić w intencji dostojnego Jubilata, prosząc o zdrowie i siły w dalszej posłudze dla dobra Kościoła i Zakonu”.

W rekolekcjach uczestniczą członkowie Zakonu wraz z rodzinami, w sumie ponad 100 osób. Obecny jest Karol Szlenkier, zwierzchnik w Polsce Zakonu Rycerskiego Świętego Grobu Bożego w Jerozolimie, komandor z Gwiazdą.

Kazanie w czasie południowej Mszy św. w Kaplicy Matki Bożej, poświęcone głównie osobie Jubilata bpa Kazimierza Ryczana, wygłosił ks. inf. Ireneusz Skubiś, redaktor naczelny Tygodnika Katolickiego „Niedziela”, kawaler Zakonu.

Na zakończenie Mszy św. Zwierzchnik Karol Szlenkier, w imieniu uczestników rekolekcji, podziękował ks. biskupowi Ryczanowi za wieloletnią służbę w Zakonie i przewodniczenie tegorocznym rekolekcjom. Wręczyli również replikę miecza średniowiecznego z wyrytym zawołaniem biskupim i zawołaniem Zakonu: Deus lo vult! (Bóg tak chciał!) z I wyprawy krzyżowej.

Nauki rekolekcyjne głoszone są w Domu Pielgrzyma. Codziennie pielgrzymi gromadzą się na Mszy św. odprawianej w Kaplicy Matki Bożej. W czasie piątkowej Eucharystii na rozpoczęcie rekolekcji, Bożogrobcy modlili się w intencji śp. kard. Józefa Glempa, Wielkiego Przeora Polskiego Zwierzchnictwa i Kawalera Komandora z Gwiazdą. Intencję tę przedstawił ks. prał. Jerzy Bielecki. Zebranych witał w imieniu Jasnej Góry o. Łukasz Buzun, podprzeor klasztoru. Homilię wygłosił bp Kazimierz Ryczan.

W sobotę wieczorem uczestnicy rekolekcji w strojach zakonnych wzieli udział w modlitwie o pokój w Ziemi Świętej oraz w Apelu Jasnogórskim. Rozważania apelowe poprowadził ks. prał. Jerzy Bielecki. W programie rekolekcji zaplanowano również niedzielną Eucharystię w intencji Zwierzchnika Karola Szlenkiera z racji rozpoczęcia drugiej kadencji oraz w intencji nowej Rady Polskiego Zwierzchnictwa. Mszy św. odprawionej godz. 9.30 przed Cudownym Obrazem przewodniczył bp Kazimierz Ryczan.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ojciec dziecka z Zespołem Downa: życie z takim dzieckiem może być piękniejsze

2018-03-21 18:23

Rozmawiał Dawid Gospodarek / Warszawa (KAI)

Dziecko z zespołem Downa to nie tragedia i koniec świata, a przeciwnie, daje ogrom radości i miłości, a życie z takim dzieckiem może być piękniejsze – mówi w rozmowie z KAI Krzysztof Bilinski, ojciec 2,5-rocznego Stasia. Dziś przypada Światowy Dzień Osób z Zespołem Downa.

Joni Hofmann/pl.fotolia.com

Publikujemy treść rozmowy:

Dawid Gospodarek (KAI): Jak przyjął Pan wiadomość o tym, że Pańskie dziecko ma zespół Downa?

Krzysztof Biliński: Dowiedzieliśmy się z żoną o tym, że dziecko będzie niepełnosprawne dopiero tuż po porodzie. W pierwszym momencie był na pewno szok i pewnego rodzaju strach, ponieważ do tej pory w ogóle nie wiedziałem, co to znaczy dziecko z zespołem Downa, jak może wyglądać wychowanie i przyszłość takiego dziecka.

– Otrzymaliście jakąś pomoc?

– Mogę powiedzieć, że na szczęście w szpitalu otrzymaliśmy dobrą pomoc od personelu medycznego, duże wsparcie od lekarzy i szereg konkretnych informacji, jak dalej postępować. Jednak był to zdecydowanie ciężki czas. W szpitalu ze względu na różne problemy dziecka spędziliśmy znacznie więcej czasu niż planowaliśmy. Pojawiła się wada serca i problemy z odpornością, z układem immunologicznym. Ten czas przedłużającego się pobytu w szpitalu był trudny. Szczególnie dla mojej żony, która była cały czas w szpitalu na tym oddziale. Dla niej atmosfera na porodówce, gdzie ciągle rodzą się zdrowe dzieci, a ona swojego dziecka nawet nie mogła za bardzo widzieć, bo cały czas było na oddziale neonatologii w inkubatorze, była raczej depresyjna. Wiadomo, jak to też wygląda w naszych szpitalach. Można się naprawdę nabawić depresji.

– A po tych dwóch tygodniach w szpitalu?

– Było już dużo łatwiej. Jak już byliśmy nakierowani, wiedzieliśmy, co nas czeka, zaczęliśmy z pełnym zapałem i energią szukać pomocy u wielu różnych specjalistów, których musieliśmy odwiedzić, oraz szukać dla dziecka rehabilitacji. Tu znów pojawił się problem, taka ściana niemal nie do przejścia. Dostać się do specjalisty – okazuje się to niemożliwe. Dostać się na rehabilitację – za dwa lata. Jedynym wyjściem jest załatwiać wszystko prywatnie.

– Czy jeśli prywatnie się załatwia takie rzeczy, są możliwości jakichś dofinansowań?

– Niestety nie, jedyną możliwością jest to założenie subkonta 1% i poszukiwanie osób, które zechciałyby nas wesprzeć tym swoim procentem od podatku. Jednak powiem szczerze, że mimo iż odzew mieliśmy ogromny, to pieniądze z 1% wystarczają na jakieś 3 miesiące w roku rehabilitacji naszego dziecka.

– Państwo nie pomaga?

– Ja nie oczekiwałbym żadnej pomocy od państwa, oczekiwałbym tylko tego, żeby państwo nie przeszkadzało. Wspomniałem, że problemem jest dostać się do lekarzy specjalistów, i to jest naprawdę mordęga. Trzeba prywatnie. Kardiolog to wydatek rzędu 300 zł, a my co miesiąc musimy być u kardiologa. Rehabilitacja – godzina to od 80 do 100 zł. Rehabilitacja w ramach NFZ to jedne zajęcia tygodniowo, a tych zajęć musi być codziennie kilka, żeby były dla dziecka rozwojowe, owocujące samodzielnym funkcjonowaniem. A do tego właśnie przecież dążymy, żeby dziecko mogło samodzielnie funkcjonować. I takie problemy są, że na rehabilitację się czeka 2 lata, a jak się już ją dostanie, to tylko raz w tygodniu.

– Z jakimi kosztami się to wiąże?

– W naszym przypadku jest to ok. 2-3 tys. zł miesięcznie na rehabilitację. My z żoną na szczęście mamy ten komfort, że oboje pracujemy i możemy sobie na to pozwolić. Ale z drugiej strony czujemy się źle, kiedy wiemy, że można dostać dofinansowanie np. z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, a okazuje się, że ponieważ oboje pracujemy, dofinansowanie nam się nie należy. To jest frustrujące, że nie promuje się w naszym kraju pracowitości, tego, że ludzie chcą normalnie funkcjonować... Pomocy od państwa nigdy nie otrzymaliśmy, ani grosza. Ale powtórzę – nie oczekuję grosza, oczekuję tego, że będę mógł pójść np. do lekarza w ramach NFZ, za płacone na to podatki. Tymczasem nie mam takiej możliwości, poza podstawową opieką pediatryczną.

– Czy poza kwestiami medycznymi spotkali się Państwo z jakimiś problemami, np. w reakcjach społeczeństwa?

– Nie, odbiór społeczny, jeśli chodzi o moje środowisko, był bardzo pozytywny. Ludzie, wiadomo, czasem nie wiedzą, jak się zachować na wiadomość o tym, że dziecko urodziło się z zespołem Downa. Taką przykrą sytuację mieliśmy już na początku, w szpitalu, kiedy w czasie obchodu przyszedł znajomy kapłan. Mówiąc szczerze, byliśmy bardzo rozczarowani jego postawą, bo kompletnie nie wiedział, jak się zachować i w zasadzie uciekł z oddziału, nie udzielając żadnej pomocy, żadnego wsparcia. A był to dla nas okres bardzo depresyjny, kiedy tego wsparcia potrzebowaliśmy. Natomiast co do reakcji innych ludzi, mam pozytywne odczucia. Raczej chcą wesprzeć, dopytują jak mogą pomóc. Jednak wiem od rodziców starszych dzieci, że problem zaczyna się w szkole. Środowisko dzieci jest bardzo różne, czasem ma miejsce po prostu prześladowanie, dzieci są gnębione. Nad tym wszyscy musimy pracować, żeby dzieci lepiej odbierały inność.

– Czy szkoły integracyjne spełniają dobrze swoją rolę?

– Uważam, że szkoły integracyjne są bardzo dobrym pomysłem. Nasz Staś chodzi do przedszkola integracyjnego. To wszystko oczywiście pod warunkiem, że kadra pedagogiczna potrafi odpowiednio dzieci przygotować. Wiem, że zdarzają się w różnych miejscach w Polsce – nieliczne oczywiście – przykłady, że nauczyciele o takich dzieciach potrafią wypowiadać się z pogardą, więc tym bardziej inni uczniowie. Doświadczamy tego, że kontakt ze zdrowymi dziećmi jest bardzo istotny dla dzieci z zespołem Downa. One dzięki temu mogą się znacznie szybciej rozwijać niż będąc tylko we własnym, zamkniętym środowisku. My widzimy u naszego dziecka, że kiedy trafił do przedszkola i miał kontakt ze zdrowymi dziećmi, wykonał dostrzegalny skok rozwojowy.

– A jak dzieci w przedszkolu? One są przygotowane do kontaktu z rówieśnikami z zespołem Downa?

– Nasze przedszkole, do którego chodzi Staś, jest przedszkolem prywatnym. Są tam różne dzieci, też z różnymi schorzeniami, z autyzmem, zespołem Downa, dzieci zdrowe. Tam dzieci nie są po prostu w żaden sposób rozróżniane, wzajemnie się pozytywnie odbierają.

– Wspomniał Pan o przykrym doświadczeniu z kapelanem szpitalnym. Czy widzi Pan jakieś większe możliwości zaangażowania Kościoła w pomoc rodzinom z niepełnosprawnymi dziećmi?

– Wydaje mi się, że najbardziej potrzebna jest pomoc duchowa. Mam wielu przyjaciół kapłanów i wiem, że często się skarżą na braki w formacji. Brakuje przekazu, jak rozmawiać z takimi ludźmi. Kapłan jest osobą zaufania i często poszukuje się u niego wsparcia. Ja sam u księży takiego wsparcia szukałem i niestety wielu z nich nie wie, co powiedzieć, jak wesprzeć. Wydaje mi się, że zdecydowanie brakuje przygotowania księży.

– A przekaz Kościoła w kazaniach, oddziaływanie na społeczeństwo?

– Wydaje mi się, że pozytywny przekaz jest obecny, zauważam mocny głos i to mi się podoba.

– Jak ocenia Pan aktualne dyskusje wokół problemu aborcji?

– To co mi się nie podoba i co bardzo chciałbym zaznaczyć, a wiem, że wielu kapłanów, nawet hierarchów pod tym się podpisuje, to mianowicie to, że w Polsce w tej dyskusji o aborcji są wykorzystywane przez obydwie strony sporu głównie dzieci z zespołem Downa. Ja oczywiście jestem gorącym przeciwnikiem aborcji i jak najbardziej jednoznacznie opowiadam się za życiem, jednak to, co radykalnie mi się nie podoba, wręcz napawa mnie ohydą, to kiedy niektóre z organizacji pro life wykorzystują zdjęcia martwych płodów. To jest dla mnie paskudne i jak pan słyszy, jestem roztrzęsiony jak o tym mówię. To jest dla mnie skandaliczne i Kościół powinien się całkowicie odciąć od tego typu działań, bardzo bym tego oczekiwał. Naprawdę, te kampanie są dla mnie przykre. Przypomnę katolicką zasadę, że cel nie uświęca środków. Mnie jako rodzica dziecka z zespołem Downa, kiedy widzę martwe dziecko z zespołem Downa, bardzo to boli i jest okropne.

– Jak już po tych ponad dwóch latach ze Stasiem widzi Pan siebie? Czy bycie ojcem dziecka z zespołem Downa zmienia?

– Z pewnością rodzi się inna skala problemów. Człowiek przestaje się martwić pewnymi drobnostkami, które mu zaprzątały głowę do tej pory. Stałem się przed wszystkim człowiekiem bardziej empatycznym, lepiej rozumiem różne ludzkie problemy. Wydaje mi się, że do tej pory byłem bardziej obojętny, ale kiedy sam doświadczyłem w życiu tego, że musiałem się zaopiekować dzieckiem niepełnosprawnym, wzrósł we mnie poziom empatii, zmalał egoizmu. To otwiera na innych ludzi i ludzkie problemy.

– Co by powiedział Pan rodzicom, którzy dowiedzieli się, że spodziewają się dziecka z zespołem Downa, mają dużo lęku...

– Przede wszystkim bym zachęcał, żeby się mimo wszystko nie bali. Paradoksalnie trochę się cieszę, że mieliśmy taki komfort, iż nie wiedzieliśmy, że Stasiu będzie dzieckiem z zespołem Downa. Mam wrażenie, że rodzicom w ciąży się nie pomaga. Jedyny przekaz, z jakim się spotykają, to aborcja. On płynie zewsząd. Rozmawialiśmy o roli Kościoła – można dodać, że poradnie rodzinne przy parafiach mogłyby prowadzić też dla takich osób punkty z pomocą np. psychologa. Bo strach towarzyszący takiemu problemowi rodzi często nie do końca racjonalne decyzje. Takim rodzicom radziłbym poszukania pomocy, porozmawiania z kimś, kto ma dziecko z zespołem Downa, spotkania się z taką rodziną. To pozwoli się przekonać, że to nie tragedia i koniec świata, a przeciwnie – że takie dziecko daje ogrom radości i miłości, a życie z takim dzieckiem może być piękniejsze.

***

Krzysztof Biliński, ojciec 2.5 rocznego Stasia z Zespołem Downa. Tych, którzy chcą lepiej poznać życie dziecka z ZD zapraszamy na facebookowy profil Stasiowy Świat.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież o świadomej turystyce, która nie jest jedynie konsumpcją

2019-03-22 17:00

vaticannews.va / Watykan (KAI)

Do promowania turystyki, która nie ogranicza się jedynie do konsumpcji i zaliczania kolejnych doświadczeń, ale promuje spotkanie z ludźmi i zamieszkiwanym przez nich terytorium zachęcił papież Franciszek kierownictwo i członków Młodzieżowego Centrum Turystycznego we Włoszech. Obchodzi ono właśnie 70-lecie powstania. Ponad tysiąc osób związanych z centrum Ojciec Święty przyjął na specjalnej audiencji w Auli Pawła VI.

Grzegorz Gałązka

Franciszek przypomniał, że powstanie ośrodka było pomysłem, który zrodził się w czasie podróży pociągiem wśród członków Młodzieżowej Akcji Katolickiej wraz z ich odpowiedzialnym ks. Carlo Caretto. Inicjatywa szybko nabrała konkretnych kształtów promując świadomą turystykę, która nie jest jedynie czystą konsumpcją.

„Gdy zwiedzam jakieś miasto, ważne jest bym nie tylko poznał jego zabytki, ale zdał sobie sprawę z jego historii, odkrył, jak obecnie żyją jego mieszkańcy i jakim wyzwaniom stawiają czoło – mówił Franciszek. – Gdy zdobywam jakiś górski szczyt, muszę nie tylko respektować własne możliwości fizyczne, ale też podziwiać i szanować przyrodę, łącząc w ten sposób element poznania, wdzięczności i docenienia. Taki sposób podróżowania mądrze nazwaliście «powolną turystyką» przeciwstawiając ją turystyce masowej, ponieważ promuje wartość doświadczenia, solidarności i zrównoważonego rozwoju”.

Franciszek nawiązał do maskotki centrum, którą jest żółw. Podkreślił, że powolność, jeśli nie jest owocem lenistwa, generuje zatracone przez świat zwracanie uwagi na miejsce i ludzi, a także wierność i oddanie ziemi. Papież wezwał też członków Młodzieżowego Centrum Turystycznego we Włoszech, by byli przykładem i motywacją dla swych rówieśników często rozczarowanych życiem i pozbawionych jakiejkolwiek motywacji, którzy zamiast realizować pasje wegetują stając się „młodymi emerytami”.

„Bazując na waszej duchowości wykutej w Centrum możecie stać się towarzyszami podróży dla waszych rówieśników: możecie im pomóc rozbudzić na nowo entuzjazm, gdy go już nie doświadczają ponieważ został pogrzebany pod gruzami rozczarowań i nieprzeniknionym pyłem złych wzorców – mówił Franciszek. – Dzielenie czasu wolnego jako czasu wysokiej jakości może stać się doskonałym kluczem do otwarcia serc wielu młodych, tworząc więzy przyjaźni zdolne do przekazywania autentycznych wartości i samej wiary”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem