Reklama

Studia na UKSW - pielęgniarstwo

Temat numeru: Przemoc w szkole

Szkoła bez klasy Gimnazjum

Małgorzata Terlikowska
Edycja warszawska 40/2005

Przemoc, agresja, kradzieże i alkohol. Sytuacja w wielu gimnazjach nie wygląda różowo. Bicie kolegów, demolowanie sprzętów, obrzucanie nauczycieli wyzwiskami - to smutna codzienność szkół, które mają przygotowywać młodzież do dorosłości. Być może lekarstwem na te bolączki jest zwrot ku szkołom męskim i żeńskim?

W Warszawie pięć gimnazjalistek zmusiło koleżankę do zjedzenia szyszki i podpaliło jej włosy. Czterej uczniowie wałbrzyskiego gimnazjum przez kilka miesięcy terroryzowali swoich kolegów. Policja szacuje, że na koncie mają prawie 130 rozbojów. Takich przykładów można niestety przytaczać wiele. O tym, że praca w gimnazjum, to ciężki kawałek chleba doskonale wiedzą nauczyciele. - Jeśli znajdę pracę w podstawówce lub liceum, to z ulgą odejdę - opowiada zastrzegająca swoją anonimowość nauczycielka informatyki z jednej z podwarszawskich szkół. Nierzadko to właśnie słabi psychicznie nauczyciele padają ofiarą swoich uczniów. Pracę w gimnazjum nie najlepiej wspomina też nauczyciel historii z Gozdowa w Wielkopolsce. Przez cały semestr uczniowie obrzucali go wyzwiskami, straszyli podpaleniem oparami z dezodorantu, ciągnęli za brodę i włosy. - W gimnazjum zamiast nauczycieli przydaliby się więzienni klawisze, może oni zaprowadziliby porządek - proponuje Dariusz Murawski, nauczyciel z podwarszawskiego Raszyna. Z nim uczniowie, nawet ci najbardziej agresywni, wolą nie zadzierać. Jego wzrost - ponad dwa metry - budzi respekt. - Policja w naszym gimnazjum była niemal codziennie - wspomina Mariusz, dziś już licealista. - Przyjeżdżali wtedy, gdy były bójki, gdy ktoś rozpylił gaz w szkole, a nawet wtedy, gdy nauczyciele złapali kogoś z papierosem. Ola, uczennica III klasy gimnazjum w Piasecznie pod Warszawą nie raz widziała na szkolnym korytarzu kolegów, którzy w czasie przerw raczyli się piwkiem.

Stołeczny Ośrodek Komunikacji i Dialogu Społecznego opublikował w tym roku raport, z którego wynika, że ponad połowa warszawskich gimnazjalistów tylko w zeszłym roku szkolnym piła alkohol. Co szósty młody warszawiak zadeklarował, że miał już kontakt z narkotykami. Warszawskie gimnazja to kuźnia młodych przestępców - wynika z raportu.

Skąd się biorą takie zachowania? Skąd tyle przemocy i agresji właśnie w gimnazjach? - W tych szkołach uczą się uczniowie w bardzo specyficznym i trudnym wieku, tzw. „cielęcym”. Moment buntu jest normalnym etapem rozwoju każdego człowieka - wyjaśnia psycholog i pedagog, dr Katarzyna Krasoń. Bunt dorastającego człowieka przeradza się w skłonności do niszczenia tego, co pozostawiają po sobie poprzednie pokolenia. Przemoc wobec słabszych, moda na niezależność, to także zaprzeczanie ideom wpajanym przez dorosłych.

Reklama

Między dzieciństwem a dorosłością

Gimnazjaliści chcą za wszelką cenę zwrócić na siebie uwagę rówieśników, bo często brakuje im jej ze strony rodziców. - Młodzi ludzie, szczególnie ci w okresie dojrzewania, nie powinni się nudzić. Staramy się angażować naszych uczniów w rozmaite przedsięwzięcia - twierdzi Grzegorz Baran, dyrektor katolickiego gimnazjum im. Ks. Jerzego Popiełuszki w Warszawie. Uczniowie z jego szkoły wystawiają sztuki, które sami napisali. Wspólnie redagują też szkolne czasopismo Prymus. Okazuje się, że to ludzie, którzy mają ambicje i zainteresowania, trzeba im tylko stworzyć odpowiednie warunki, by mogli je rozwijać. Dyrektor Baran podkreśla, że wiele zależy także od nauczycieli. Jeśli poświęca on uczniom swój czas, również ten prywatny, ma szansę być dla nich autorytetem.
Twórcy reformy oświaty, która w 1999 r. przywróciła gimnazja, wyszli z założenia, że potrzebna jest szkoła, która będzie pomostem między dzieciństwem a dorosłością. Bo trzynastolatki niewiele mają wspólnego z siedmiolatkami. Nowy typ szkoły ma kształcić już „na młodzieżowym poziomie”, ale zarazem w „dziecięcy” sposób rozwijać umiejętność poszukiwania i wykorzystywania informacji. - Gimnazja to symbol reformy oświaty. W nich młodzież ma decydować, co chce robić w życiu - mówił w Gnieźnie przed sześcioma laty ówczesny minister edukacji Mirosław Handke. Dlatego uczniowie dostali nowe programy, a w nich mniej suchej wiedzy, więcej umiejętności; rozbudzanie zainteresowania światem, zamiast wkuwania encyklopedii. Do szkół mieli przyjść nauczyciele, przygotowani do pracy z młodzieżą w okresie dojrzewania. Praktyka pokazała, że część z nich zupełnie nie umiała poradzić sobie z wyzwaniami nowej szkoły. - Ich wiedza dotycząca rozwoju ucznia, umiejętności radzenia sobie z agresją i przemocą okazały się niewystarczające - mówi dr Krasoń.

Koniec koedukacji?

Pobożne życzenia mają to do siebie, że raczej się nie spełniają. Tak było i w przypadku gimnazjów. Nie wszystkich, większości. Bo na przemoc i agresję wśród uczniów nie narzekają nauczyciele pracujący w gimnazjach przy renomowanych liceach. Być może receptą na bolączki polskich gimnazjów byłaby rezygnacja z koedukacji na rzecz szkół - albo tylko klas - męskich i żeńskich. Na całym świecie takie szkoły przestały być postrzegane jako przeżytek przeszłości. Z roku na rok przybywa tego typu placówek nie tylko w Europie, ale też w Stanach Zjednoczonych i w Australii. Francuski socjolog Michel Fize w swojej książce Pułapki szkoły mieszanej przypomina, że kobiety i mężczyzn cechuje inne tempo dojrzewania i zdobywania wiedzy. Dziewczynki szybciej dojrzewają i biologicznie i psychicznie. Wyprzedzają swoich kolegów średnio o dwa lata. Zatem koedukacja, zamiast łagodzić obyczaje, nierzadko je brutalizuje. Na szkołach lub klasach żeńskich korzystają dziewczęta, bo mogą bardziej skupić się na nauce niż na kibicowaniu wygłupom kolegów. Badania amerykańskie, przeprowadzone na grupie 1331 dziewczynek ze szkół koedukacyjnych wykazały, że poświęcano im na lekcjach znacznie mniej czasu, a to dlatego, że większość lekcji upływała na dyscyplinowaniu rozrabiających chłopaków. Oczywiste jest, że chłopców w trudnym okresie dojrzewania trzeba traktować nieco inaczej niż dziewczęta. Koedukacja sprzyja eskalacji zachowań patologicznych. Alkoholizm, wandalizm, narkotyki, trudności z dyscypliną i nadmierna aktywność - to zjawiska, na które najbardziej narażeni są dojrzewający młodzieńcy. Kanadyjscy badacze uczennic ze szkół koedukacyjnych zauważyli, że u dziewcząt dominował brak pewności siebie, poczucie niższości, a nawet zdarzały się przypadki anoreksji.

Gimnazjum jako choroba

Zwolennicy jednopłciowych szkół czy klas podkreślają, że taki system wyraźnie pomaga w procesie dojrzewania. Procentuje również w dorosłym życiu. Robert Mazelanik, dyrektor szkoły męskiej prowadzonej przez Stowarzyszenie „Sternik” w Warszawie Międzylesiu, przyglądał się działalności tego typu placówek za granicą. Przekonuje, że absolwenci takich szkół częściej osiągają sukces. - I nie chodzi tu tylko o sukces zawodowy, ale przede wszystkim rodzinny. Są dobrymi mężami i ojcami, zakładają szczęśliwe rodziny - mówi Mazelanik. Respektowanie biologii i fizjologii dojrzewających uczniów, stosowanie odpowiednich metod wychowawczych przynosi oczekiwane efekty. W Anglii i Walii z 20 najlepszych szkół publicznych i prywatnych, ponad połowa to szkoły niekoedukacyjne. - Dzięki zróżnicowanej edukacji możemy zapewnić uczniom program odpowiedni do ich rozwoju. Uczymy ich szacunku do pracy. Dzięki temu, nasi uczniowie czas w szkole wykorzystują w pełni na naukę, a nie na wygłupy - zapewnia dyrektor Mazelanik. W Polsce przeciwnicy obecnych gimnazjów na zmianę obecnego sytemu nie mają co liczyć. Raczej nie jest możliwy powrót do poprzedniego podziału szkolnej nauki na podstawówkę i szkołę średnią. Gimnazjum należy więc potraktować jak „chorobę wieku dziecięcego”. Tak jak od ospy i świnki się nie ucieknie, tak nie ma już ucieczki od gimnazjum.

Tajemnice radosne

Ks. Robert Strus
Edycja zamojsko-lubaczowska 40/2003

Ojciec Święty Jan Paweł II w encyklice „Redemptoris Mater”, poświęconej Najświętszej Maryi Pannie pisze, że Maryja, „szła naprzód w pielgrzymce wiary”. Dzisiaj Maryja jako nasza najlepsza Matka uczy nas wiary. Biorąc więc do rąk różaniec i rozważając tajemnice radosne chcemy uczyć się od Maryi prawdziwej wiary.

Jiri Hera/fotolia.com

1. Tajemnica zwiastowania.

Anioł rzekł do Maryi: Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. (…) Na to Maryja rzekła do anioła: Jakże się to stanie, skoro nie znam męża? Anioł Jej odpowiedział: Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. (…) Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego. Na to rzekła Maryja: Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa (Łk 1, 30-38).
Każdy z nas ma swoje zwiastowanie. Tak jak do Maryi i do nas Bóg posyła anioła ze wspaniałą wiadomością. Ta wiadomość to prawda, że Bóg nas kocha, że ma wobec nas wspaniały plan swej miłości. Nieraz nie bardzo rozumiemy to zwiastowanie. Jakże się to stanie, to niemożliwe, dlaczego ja? - pytamy Boga i samych siebie. Maryja, mimo tego, że też nie wszystko rozumiała, odpowiedziała Bogu „niech mi się stanie według twego słowa”. Rozważając tę tajemnicę prośmy Boga, abyśmy tak jak Maryja zawsze z radością odpowiadali „tak” na Jego propozycje.

2. Tajemnica nawiedzenia św. Elżbiety.

W tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w [pokoleniu] Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę (Łk 1, 39-41).
Nawiedzenie św. Elżbiety przez Maryję to doskonały wzór takich spotkań, których celem jest pogłębienie wiary, przybliżenie się do Boga. Elżbieta w czasie tego spotkania została napełniona Duchem Świętym i zaczęła wielbić Boga. Tak jak do Elżbiety przyszła Maryja i umocniła jej wiarę, tak i my spotykamy się z ludźmi, dzięki którym przybliżamy się do Boga. W tej tajemnicy dziękujmy Bogu za tych wszystkich ludzi, dzięki którym nasza wiara została umocniona.

3. Tajemnica narodzenia Pana Jezusa.

Kiedy tam przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie (Łk 2, 6-7).
W czasie rozważania tej tajemnicy staje przed nami obraz stajenki betlejemskiej. Przedziwny pokój i radość z niej promieniują. Chociaż na świecie panują jeszcze legiony rzymskie, a król Herod już czyha na życie Nowonarodzonego, Maryja, Józef i Jezus czują się bezpieczni w ubogiej stajence. Tak też będzie, kiedy prawdziwie Jezus narodzi się w naszych sercach, kiedy nasze serca staną się betlejemskimi stajenkami. Nawet jeżeli na świecie będzie wiele niepokoju, nawet jeżeli będziemy doświadczać różnych problemów, to będziemy szczęśliwi szczęściem, które da nam Nowonarodzony. Prośmy zatem, aby Jezus prawdziwie narodził się w naszych sercach.

4. Tajemnica ofiarowania Pana Jezusa w świątyni.

Gdy potem upłynęły dni ich oczyszczenia według Prawa Mojżeszowego, przynieśli Je do Jerozolimy, aby Je przedstawić Panu. Tak bowiem jest napisane w Prawie Pańskim: Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu (Łk 2, 22-23).
Maryja i Józef ofiarowali Bogu to, co było dla nich najcenniejsze - ukochane Niemowlę. Uczynili to nie tylko dlatego, żeby spełnić przepis prawa, ale również dlatego, ponieważ byli przekonani, że wszystko, co człowiek posiada, pochodzi od Boga i trzeba to odnosić do Boga, przedstawiać Panu Bogu. Trudne jest to do zrozumienia dla współczesnego człowieka, który często zapatrzony w siebie, wszystko odnosi do siebie - stawiając siebie w centrum wszechświata. Rozważając tę tajemnicę uczmy się od Maryi i Józefa, że wszystko powinniśmy ofiarować Panu Bogu.

5. Tajemnica odnalezienia Pana Jezusa w świątyni.

Rodzice Jego chodzili co roku do Jerozolimy na Święto Paschy. Gdy miał lat dwanaście, udali się tam zwyczajem świątecznym. Kiedy wracali po skończonych uroczystościach, został Jezus w Jerozolimie, a tego nie zauważyli Jego Rodzice (Łk 2, 41-43).
Jak łatwo jest zgubić Chrystusa. Wystarczy chwila nieuwagi, pokusa, grzech i Chrystus schodzi na dalszy plan naszego życia. Może nam się nawet wydawać, że jesteśmy blisko Jezusa, że jesteśmy dobrymi chrześcijanami i nie dostrzegamy tego, iż Go zgubiliśmy, tak jak Maryja i Józef nie dostrzegli tego, że Jezus został w Jerozolimie. Maryja, która z bólem serca szukała swego Syna, dzisiaj pomaga nam powracać do naszego Pana i Zbawiciela. Prośmy Maryję, abyśmy szli przez życie zawsze z Jej Synem, a gdy Go zgubimy, aby pomagała nam Go odnajdywać.

Maryjo, ukochana Matko, nasza pielgrzymka wiary ciągle trwa. Prosimy Cię, bądź z nami, kiedy pielgrzymujemy do Twego Syna po drogach XXI wieku. Spraw, aby nasza wiara każdego dnia stawała się coraz bardziej żywa, prawdziwa i konsekwentna.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Papież pragnie jedności w ruchu charyzmatycznym

2018-11-12 17:24

vaticannews.va / Watykan (KAI)

To sam papież Franciszek pragnie większej jedności w katolickim ruchu charyzmatycznym. Stąd powołanie przy Stolicy Apostolskiej instytucji CHARIS, która zastąpi istniejące dotąd dwa różne międzynarodowe organizmy koordynacyjne – powiedział ks. Miguel Delgado Galindo, który w watykańskiej Dykasterii ds. Świeckich, Rodziny i Życia jest odpowiedzialny za ruchy i wspólnoty kościelne.

BOŻENA SZTAJNER

Podkreśla on, że ta zjednoczeniowa tendencja w Odnowie w Duchu Świętym wynika również z samego rozumienia charyzmatu. Z założenia jest darem przeznaczonym dla całego Kościoła – mówi ks. Delgado.

- CHARIS ma służyć bardzo zróżnicowanej rzeczywistości Odnowy w Duchu Świętym. Bo istnieją w niej stowarzyszenia wiernych świeckich, szkoły ewangelizacji, grupy modlitewne… Ta różnorodność jest bardzo duża i stąd potrzeba specyficznej posługi ze strony Kościoła, na przykład na polu formacji. W tym względzie wkład tego nowego organizmu CHARIS będzie bardzo ważny. Chociaż i do tej pory już coś takiego robiono – powiedział Radiu Watykańskiemu ks. Delgado. – A zatem jest to narzędzie innowacyjne, ale nie całkiem nowe. Ta instytucja powołana z inicjatywy Papieża ma służyć przede wszystkim zjednoczeniu, zgodnie z tym, o co apelował Franciszek w ubiegłym roku podczas spotkania z Odnową Charyzmatyczną w Rzymie na Circo Massimo: niech nastanie jedność w tej zróżnicowanej rzeczywistości charyzmatycznej.

CHARIS zastąpi dwie dotychczas istniejące instytucje: International Catholic Charismatic Renewal Service i Catholic Fraternity of Charismatic Covenant Communities and Fellowships. 8 grudnia mają zostać zatwierdzone jej statuty na okres próbny. Wejdą one w życie w uroczystość Zesłania Ducha Świętego 9 czerwca 2019 r. i wówczas obie wspomniane instytucje przestaną istnieć. CHARIS obejmie więc wszystkie formy Odnowy w Duchu Świętym. Nie będzie jednak ich organem władzy. Każda forma Odnowy pozostanie pod jurysdykcją kościelną, jakiej dotychczas podlega i z zachowaniem własnej tożsamości. Będzie mogła natomiast swobodnie korzystać z pomocy CHARIS w pełnieniu swojej misji.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem