Reklama

Patroni stołecznych ulic

Bł. Wincenty Kadłubek

Wojciech Świątkiewicz
Edycja warszawska (st.) 1/2002

Ks. Adam Stachowicz
Relikwie bł. Kadłubka

Imię bł. Wincentego Kadłubka (ok. 1160-1223), biskupa i zakonnika, pierwszego dziejopisarza Polski, nosi ulica w Warszawie-Gołąbkach.

Wincenty Kadłubek pochodził z Karwowa pod Opatowem. Wywodził się z niższego rycerstwa. Po studiach odbytych w Paryżu i Bolonii został księdzem rozległej wówczas (sięgającej po Lublin, Siedlce i Sandomierz) diecezji krakowskiej. Przypuszcza się, że to właśnie on przyczynił się do sprowadzenia z Modeny do Krakowa relikwii św. Floriana. Zachęcony przez księcia Kazimierza Sprawiedliwego, rozpoczął pisanie w języku łacińskim zbeletryzowanej i udramatyzowanej Kroniki polskiej. "Napisał ją tak starannie i rozsądnie, że zyskał sławę równą pisarzom starożytnym, których przez tyle wieków podziwiamy" - pisał o dziele jego życia ks. Jan Długosz. Po śmierci księcia ( r. 1194) opuszcza Kraków i przybywa do Sandomierza, gdzie zostaje prepozytem miejscowej Kapituły. W r. 1208 został biskupem krakowskim. Konsekracja miała miejsce po 24 maja 1208 r., a konsekratorem był metropolita Henryk Kietlicz. Uczestniczył w synodach biskupich i książęcych, dbał o uposażenie Opactwa Cystersów w Koprzywnicy (dzisiejszym Jędrzejowie). W 1215 r. uczestniczył w IV Soborze Laterańskim. Dbał o rozwój kultu swojego poprzednika na stolicy biskupiej krakowskiej, św. Stanisława Szczepanowskiego. Był pierwszym polskim biskupem, który w Polsce zapalił wieczną lampkę przed Najświętszym Sakramentem. Oprócz katedry na Wawelu wieczne światło zapłonęło wówczas także w kolegiacie w Kielcach.

Po dziesięciu latach zarządzania diecezją krakowską złożył swój urząd i osiadł w klasztorze Cystersów w Brzeźnicy (Jędrzejowie), przy kościele, który sam konsekrował. Realizując znaną zasadę ascetyczną " Bogu wszystko - sobie nic" pozostawił swój majątek rodowy, bogactwo i splendor urzędu biskupiego, sławę, jaką cieszył się na dworze księcia krakowskiego i - jak podaje tradycja - boso i pieszo jako pokutnik udał się do klasztoru. W Jędrzejowie powstała ostatnia, czwarta księga jego kroniki. Zmarł w Jędrzejowie w 1223 r. (najprawdopodobniej 8 marca) i tam został pochowany. Jego relikwie znajdują się w kaplicy jemu poświęconej w kościele w Jędrzejowie.

Błogosławionym ogłosił Wincentego papież Klemens XIII. W rok później w Jędrzejowie odbyły się uroczystości beatyfikacyjne. W 1845 r. część relikwii przeniesiono do Sandomierza, a ubiegłym stuleciu do Krakowa. W 1962 r. rozpoczęto proces kanonizacyjny.

Prymas Tysiąclecia kard. Stefan Wyszyński w 200. rocznicę beatyfikacji bł. Wincentego, mówił: "Autor Kroniki polskiej stawia sobie jako cel uczyć cnoty, zwłaszcza miłości Ojczyzny, miłości własnego kraju, dziejów ojczystych, zachęcać do czynów rycerskich,do czynów wzniosłych. (...) Czegoś równie gorącego i żarliwego nie znajdziemy w piśmiennictwie polskim, bodajże dopiero w kazaniach sejmowych Piotra Skargi. Jest to księga ciekawa, niezwykła, bo jest pełna jakiegoś głębokiego szacunku dla dziejów narodu".

Tagi:
Kadłubek

Reklama

800 lat temu do Jędrzejowa przybył Wincenty Kadłubek

2018-08-21 12:27

Agnieszka Dziarmaga
Edycja kielecka 34/2018, str. I

Jędrzejów i archiopactwo cystersów przez cały rok świętują wyjątkowy jubileusz. 800 lat temu do Brzeźnicy (dzisiaj Jędrzejów) przybył wyjątkowy mąż stanu i wybitny hierarcha Kościoła w średniowiecznej Polsce – bp Wincenty Kadłubek, aby w mnisim habicie wieść skromny, cichy i pracowity żywot zgodnie z zakonną regułą. Wkrótce do jego grobu zaczęli pielgrzymować monarchowie i prości ludzie. Tak dzieje się do dzisiaj


Relikwiarz w kształcie dłoni, używany w specjalnych okolicznościach

Główne uroczystości jubileuszowe w Jędrzejowie zaplanowano na 26 sierpnia br. Niedzielny odpust poprzedzi triduum, z codziennymi Mszami św., Różańcem w alejach klasztornych, terenową Drogą Krzyżową i procesją do Kopca Spotkania, gdzie 800 lat temu mnisi witali biskupa Wincentego. O przewodniczenie odpustowej Sumie został poproszony abp Marek Jędraszewski. W uroczystości wezmą także udział biskupi z kilku diecezji, opaci, kapłani.

2018 r. bogaty w wydarzenia

8 marca 2018 r., w rocznicę śmierci bł. Wincentego, w Jędrzejowie odbyła się konferencja naukowa „Dziedzictwo Wincentego Kadłubka. Cystersi – miasto – region od średniowiecza do współczesności”, dedykowana patronowi miasta i duchowości cysterskiej. Poprzedziła ją Msza św., której przewodniczył bp Andrzej Kaleta.

Konferencję organizowali: Jędrzejowskie Towarzystwo Kulturalno-Naukowe oraz Urząd Miejski w Jędrzejowie. Pierwsza część poświęcona była roli, jaką odegrali cystersi w dziejach regionu. W programie m.in. miało miejsce wystąpienie dr. hab. Krzysztofa Ślusarka, pracownika naukowego Uniwersytetu Jagiellońskiego i prezesa JTKN, który mówił o cystersach z Jędrzejowa i Szczyrzyca w dobie kasat.

Druga część konferencji pt. „Wokół postaci Wincentego Kadłubka” zbudowana była z pięciu wystąpień; m.in. o pobycie autora „Kroniki polskiej” w jędrzejowskim klasztorze – mówił dr Maciej Zdanek z UJ, a dr Anna Ledzińska z Instytutu Języka Polskiego PAN przedstawiła nieznany wiersz ku czci mistrza Wincentego zachowany w aktach jego procesu beatyfikacyjnego.

W kolejnej części można było posłuchać m.in. wystąpienia ks. dr. hab. Janusza Królikowskiego z Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II o przebiegu procesu beatyfikacyjnego Wincentego Kadłubka w Świętej Kongregacji Obrzędów.

Inne ważne wydarzenie w roku jubileuszu to zmagania konkursowe. Uczniowie z 10 województw uczestniczyli w III Ogólnopolskim Konkursie Plastyczno-Literackim „Bł. Wincenty Mistrz Kultury Polskiej”, na który wypłynęło ponad 150 prac. – Wśród nadesłanych prac pojawiły się m.in. rzeźby oraz niemal wszystkie formy literackie. Uderzyła nas, członków komisji, dojrzałość młodych ludzi i udane próby uwspółcześnienia nauki i przesłania sprzed 800 lat – informuje o. Jakub Zawadzki, organizator i pomysłodawca konkursu. Z prac plastycznych powstała wystawa czasowa, po miesiącu przeniesiona do tętniących duchowo-kulturalnym życiem piwnic klasztoru.

Mieszkańcy Jędrzejowa i goście licznie stawili się na wystawie bazującej na cennych wydawnictwach, przypominających patrona ich miasta. Wernisaż miał miejsce 8 maja br. w jędrzejowskim Centrum Kultury w Galerii „Na piętrze”. Atrakcją ekspozycji stały się m.in.: najstarsze wydanie „Kroniki polskiej” bł. Wincentego Kadłubka z 1612 r. oraz biografia błogosławionego z 1642 r.

Wystawę swoim patronatem objął prezydent RP Andrzeja Duda. Kilka tysięcy widzów zgromadził Tryptyk o św. Wincentym – widowisko teatralne pokazano 1 czerwca br., a odbyło się ono w nocnym klimacie archiopactwa cystersów. Dzieje mistrza Wincentego zostały przypomniane w monumentalnym spektaklu, łączącym elementy teatru, sztuki filmowej, recytacji, partie chóralne i solowe. Aktorom towarzyszył Jędrzejowski Chór Miejski. Widzowie mogli także obejrzeć fragmenty filmów o Błogosławionym. Reżyserem spektaklu był Ireneusz Ślusarczyk, instruktor teatralny Centrum Kultury w Jędrzejowie.

No i wakacyjne, sobotnie koncerty, w tym roku już po raz 24. Tegoroczna edycja Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Organowej i Kameralnej, przypominała w wielu artystycznych odsłonach mistrza Wincentego.

Autorytet przez stulecia

Bł. Wincenty Kadłubek właśnie tu spisywał „Kronikę”, czyli jedno z najstarszych dzieł dotyczące dziejów Polski, ale także traktat o patriotyzmie i umiłowaniu godności przez wolnych obywateli. Bł. Wincenty Kadłubek to jedyny polski dziejopis wyniesiony na ołtarze. Nazywany jest ojcem kultury polskiej. Biskup – a od czasu przybycia do Jędrzejowa także mnich cysterski – był największym autorytetem swoich czasów i takim pozostał przez następne stulecia. Do jego grobu w klasztorze pielgrzymowali królowie i książęta, dlatego kościół i klasztor stały się jednym z najważniejszych centrów polskiego życia patriotycznego. Przybywali tu m.in Kazimierz Wielki, Władysław Jagiełło, Kazimierz Jagiellończyk wraz z matką królową Zofią, Władysław IV Waza, Jan Kazimierz. Król Jan III Sobieski zatrzymał się w archiopactwie w drodze pod Wiedeń. W maju 1794 r. przez pewien czas w klasztorze stacjonował Tadeusz Kościuszko, przygotowując się do kolejnych walk, w klasztorze przebywał też książę Józef Poniatowski. Mieszkańcy Jędrzejowa i okoliczne ziemiaństwo brali udział w powstaniu listopadowym. W 1861 r. na uroczystości ku czci Wincentego Kadłubka do Jędrzejowa przybyła pielgrzymka z Kielc, a wydarzenie religijne spontanicznie przekształciło się w patriotyczną manifestację z pieśniami narodowymi i spotkaniem z wiernymi. Była to jedne z najważniejszych manifestacjach patriotycznych w okolicach Kielc.

Postać bł. Wincentego Kadłubka inspirowała duchowych przywódców Polaków w czasach powstań, wojen i w realiach komunistycznych, w archiopactwie cystersów bywali kard. Stefan Wyszyński Prymas i kard. Karol Wojtyła, uczestnicząc w ważnych uroczystościach i oddając się osobistej modlitwie.

Prawdziwy Europejczyk

Wincenty Kadłubek przyszedł na świat ok. 1150 r. w Karwowie k. Opatowa, w rycerskim rodzie Różyców. Uczył się w pobliskiej Stopnicy, w katedralnej szkole krakowskiej, a studia w Paryżu i Bolonii zakończył tytułem magistra. Był kapelanem i doradcą panujących, scholastykiem katedralnej szkoły krakowskiej i kolegiaty w Sandomierzu. W 1208 r. został biskupem krakowskim w czasach burzliwych walk sukcesyjnych. Był prawdziwym synem ówczesnej Europy, światłym, wykształconym historiografem i kronikarzem, zwolennikiem reform w Kościele polskim i w kraju. Brał udział w Soborze Laterańskim IV i wcielał jego reformy. Admirator św. Bernarda, czciciel św. Floriana i Stanisława Szczepanowskiego, był zarazem człowiekiem wielkiej maryjności.

Jego niespodziewana rezygnacja z biskupstwa, beneficjów i zaszczytów wzbudziła wiele emocji. Kadłubek znał opactwo w Brzeźnicy (Jędrzejowie), gdyż to on dokonał konsekracji kościoła (trzeciej z kolei) w 1210 r. Cystersi byli poruszeni jego decyzją. W miejscowości Sudół powitał go opat Teodoryk wraz z francuskimi współbraćmi. Miejsce to upamiętnia wspomniany Kopiec Spotkania.

Ostatnie lata, po złożeniu urzędu biskupiego, spędził w opactwie w Jędrzejowie. Tu zmarł 8 marca 1223 r. i tu przechowywane są jego relikwie, przeniesione w 1633 r. do specjalnie wzniesionego mauzoleum.

Bracia zaczęli szerzyć cześć dla Wincentego tuż po jego śmierci, czego wyrazem stał się wyjątkowy u cystersów osobny pochówek. W 1633 r. papież Urban VIII przyznał odpust zupełny za nawiedzenie świątyni. Właśnie wówczas odnotowywano prawdziwą „eksplozję cudowności”: przywracanie słuchu, wzroku, mowy, uzdrawianie paralityków. Wszelkie cudowne fakty spisywano w „Dzienniku zdarzeń”. Powstawały modlitwy i pieśni sławiące biskupa – cystersa. Został on beatyfikowany 18 lutego 1768 r.

A cysterskie opactwo i kościół należą do najstarszych w Polsce. Budowano je jeszcze za życia św. Bernarda przez mnichów z Morimond. W zachodnim murze zachowano fragmenty świątyni romańskiej sprzed 1140. W centrum późnobarokowej kaplicy bł. Wincentego znajduje się ołtarz grobowy (ok.1764). Na postumencie, wsparta na czterech srebrnych orłach, stoi trumienka z relikwiami. Właśnie stąd pobierane są relikwie – ostatnio dokonał tego bp Jan Piotrowski w marcu 2016 r. Relikwie znajdują się w ponad 140 kościołach i parafiach, m.in. w Norwegii, Francji, Stanach Zjednoczonych, we Włoszech czy na Białorusi.

Starania o kanonizację zostały wznowione w październiku 2012 r., w związku z przypadającą w 2014 r. 200. rocznicą beatyfikacji. W działania w tym kierunku włączyły się władze miasta. Burmistrz Jędrzejowa – Marcin Piszczek i o. Edward Stradomski w sprawie kanonizacji uzyskali wsparcie kard. Stanisława Dziwisza. W 2017 r. jeden z ojców został oddelegowany do Rzymu do odbycia studiów i monitorowania starań o kanonizację.

Cystersi szacują, że do sanktuarium bł. Wincentego w Jędrzejowie przybywa w skali roku ponad 20 tys. pątników. Kult trwa przez stulecia. Jak mówi opat o. Edward Stradomski, marzeniem wspólnoty cysterskiej jest, aby w „800-lecie narodzin dla nieba bł. Wincentego, czyli w 2023 r., był on już ogłoszony świętym”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dziś Poniedziałek Wielkanocny i Śmigus-Dyngus

2019-04-22 10:00

maj / Warszawa (KAI)

Z Poniedziałkiem Wielkanocnym - drugim dniem Świąt Zmartwychwstania Pańskiego - wiąże się tradycja Śmigusa-Dyngusa. Śmigus i Dyngus to dwa odrębne obyczaje, które praktykowane były jednego dnia. Dlatego z czasem ich nazwy się połączyły.

Ryan McGuire/Pixabay

Dyngusem nazywano datek dawany przez gospodynie mężczyznom chodzącym w Poniedziałek Wielkanocny po domach, składającym życzenia świąteczne i wygłaszającym oracje i wiersze o męce Pańskiej, czy też komiczne parodie. W zamian za to otrzymywali jajka, wędliny i pieczywo.

Śmigus z kolei to obyczaj polewania się wodą w Poniedziałek Wielkanocny. Stąd też nazwa "lany poniedziałek". Zwyczaj prawdopodobnie ma korzenie pogańskie i wiąże się z radością po odejściu zimy oraz z obrzędami mającymi zapewnić urodzaj i płodność.

Chrześcijaństwo dodało do tego oczyszczającą symbolikę wody, a także tradycję, zgodnie z którą oblewanie wodą jest pamiątką rozpędzania tłumów, które gromadziły się w poniedziałek, rozmawiając o Zmartwychwstaniu Chrystusa.

W Poniedziałek Wielkanocny gospodarze o świcie wychodzili w pola i kropili je wodą święconą, żegnali się przy tym znakiem krzyża i wbijali w grunt krzyżyki wykonane z palm poświęconych w Niedzielę Palmową, co miało zapewnić urodzaj i uchronić plony przed gradobiciem. Pola objeżdżano w procesji konnej.

Wodą oblewano jednak przede wszystkim młode dziewczęta. Nieoblana panna była zdenerwowana i zaniepokojona, gdyż oznaczało to brak zainteresowania ze strony miejscowych kawalerów.

Poniedziałek Wielkanocny to drugi dzień Świąt Zmartwychwstania Pańskiego. Największe święta chrześcijańskie, takie jak Wielkanoc czy Boże Narodzenie obchodzi się przez dwa dni, aby móc głębiej rozważać te tajemnice wiary.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

„Czy można ten dom poweselić?”

2019-04-22 16:14

Agnieszka Bugała

Agnieszka Bugała
Kard. Henryk Gulbinowicz

Codzienność Wielkiego Postu

Po szaleństwach karnawału, środa popielcowa na Wileńszczyźnie wnosiła w każdą rodzinę spokój i wielkopostne zamyślenie. Co wtedy robiono? Mogę opowiedzieć tylko o tym, jak wyglądało to w środowiskach szlacheckiego zaścianka. Przede wszystkim trzeba podzielić obowiązki, które miały panie, i te, które mieli panowie. Do dobrych tradycji wielkopostnych należało, aby panie się od czasu do czasu spotykały, i po cichu, bo spotkania oficjalne, np. imieninowe nie były w czasie Wielkiego Postu wskazane, zastanawiały się jaki to też typ mody będzie obowiązywał w czasie najbliższej wiosny albo lata. Drugą rzeczą, już nieco poważniejszą, którą w czasie tych spotkań się zajmowały, było sprawdzanie, czy też wędliny przygotowane w czasie adwentu przechowują się dobrze, czy też nie. To była trudna sprawa, bo przecież post, a tu trzeba próbować, ale jakoś sobie i z tym radziły. W tym czasie panowie planowali zasiewy, ich ilość, i ,zwłaszcza właściciele większych gospodarstw, planowali też nabywców tych dóbr. Tak wyglądał rytm życia codziennego.

Dom modlitwy

Jeśli chodzi o rytm życia religijnego, to on się przedstawiał dosyć ciekawie. Z okresów zaborów, a byliśmy pod zaborem Rosji carskiej, pozostały piękne tradycje –zwłaszcza z czasów powstań roku 1831 i 1863. Oddawanie hołdu tym, którzy polegli za ojczyznę, było zabronione, ale przecież pragnienia takie były żywe, stad urządzano rozmaite nabożeństwa. Miały one przypominać tych, którzy walczyli za Polskę. Zamawiano więc Msze a ksiądz umiał przemycić te treści, które były rzeczywistymi przyczynami. Ze względu jednak na duże odległości dzielące od kościoła, wiele nabożeństw odprawiano w domu. I tak w okresie Wielkiego Postu dzielono Gorzkie Żale: w jedną niedzielę jedna część, w drugą druga, itd. Jak to się odbywało? Musiała być cała rodzina. W saloniku, albo w innej przyzwoitej izbie, siadano i z książeczek do nabożeństwa wspólnie śpiewano. Traktowano to jako hołd pamięci składany tym, którzy oddali życie za ojczyznę. W mojej rodzinie wspominano stryja Ignacego, który poległ w 1920 r. pod Warszawą.

Wyścig ze święconym

Dwa tygodnie przed Wielkanocą wietrzono wszystkie ubrania. Wynoszono wszystko na zewnątrz. Prac polowych jeszcze nie było, bo zazwyczaj leżał śnieg, wyszukiwano więc sobie różne zajęcia. Po Niedzieli Palmowej zaczynało się sprzątanie domu: pastowanie podłóg, czyszczenie sztućców. Wszystko musiało być na glanc. W Wielką Sobotę typowano kto pojedzie do parafii ze święconym. I tu była wielka tajemnica: musiał to być bardzo sprytny kuczer, musiały to być dobre, zdrowe, sprawne konie. Dlaczego? Bo była dziwna tradycja, chyba trochę szlachecki zabobon, że kto przyjedzie pierwszy z kościoła ze święconym, ten będzie miał najlepsze zbiory. Dlatego wszyscy stali w kościele bliżej wyjścia. Potem gnano, na łeb na szyję do domu.

Czar wspólnego stołu

Po mszy rezurekcyjnej, gdy delegaci wracali do domu, stół był już zastawiony. Pisanki, które robiono od Wielkiego Piątku, szynki w całości, aby każdy mógł sobie ukroić wedle życzenia. Do stołu zasiadali wszyscy, służba też. Było w tym jakieś zrównanie ludzi. Dzielono się święconym jajkiem, składano życzenia. Co ciekawe, nie wolno było święconego jajka jeść widelcem, trzeba było sięgać po nie palcami. Jedzenie było obfite, długo siedziano przy stole. Po śniadaniu była więc sjesta.

Zaraz po rezurekcji

Między wyjazdem do kościoła a powrotem ze święconym przychodzili „Aniołowie Zmartwychwstania”. Byli to chłopcy między 14, a 18 rokiem życia, którzy wędrowali od domu do domu, mówili „Chrystus zmartwychwstał”, odpowiadało się „Prawdziwie zmartwychwstał” i wysłuchiwało się Ewangelii o zmartwychwstaniu. W darze otrzymywali pisanki. Mnie się to bardzo podobało, też chciałem być Aniołem Zmartwychwstania...Ale niestety, mama wyjaśniła mi, że to raczej nigdy nie będzie możliwe, ponieważ tak mogli wędrować tylko ludzie ubodzy.

Na drugi dzień, gdy była pogoda, Aniołowie zbierali się razem i grali w pisanki. Gra polegała na tym, że puszczano jajko w korytku – łubiance, lekko pochylonej. Jajko toczyło się i jeśli dotknęło innego, to puszczający je zabierał.

Wielkanocna Niedziela

Pierwszego dnia świąt, wieczorem, kawalerka, a więc nieżonaci, stukali w okno i pytali: „Czy można ten dom poweselić?”, i gospodarz odpowiadał: „Proszę bardzo”. Najpierw śpiewali pieśni wielkanocne, ale potem odśpiewywali piosenki inne, zwłaszcza, jeśli w domu była panna na wydaniu. Jeśli była miła, lubiana – śpiewano mile, jeśli nie była zbyt szanowaną –śpiewano też piosenki nie całkiem uprzejme w treści. Pamiętam dwuwiersz o takiej damie, która przez tę grupę śpiewającą nie była honorowana, bo nie dbała o porządek: „A talerze pod ławą zarosły murawą”. Za śpiewy trzeba było, oczywiście, wynagradzać. Na drugi dzień udawano się z wizytami, albo przyjmowano wizyty.

Grób pełen kanarków

Każdy kościół miał swój grób Pański. Do dobrego tonu należało, aby wszystkie te groby odwiedzić. W mojej świadomości gimnazjalisty, a więc mówimy o roku 1938 i 1939, zostały dwa groby: u franciszkanów i u bonifratrów. Franciszkanie zrobili taki grób: najpierw obłoki, obłoki, obłoki, obłoki, a na końcu, w dziurze, gdzie już niewiele było można zobaczyć –monstrancja. Takiego grobu nigdzie nie było, dlatego chodziliśmy go oglądać zdumiewając się bardzo.

Mieszkałem na Bonifraterskiej, pod numerem 14, stamtąd było blisko do ojców bonifratrów, i grób, który pewnego roku tam przygotowano również zapamiętałem. Ponieważ miejsca było mało, brat Włodzimierz, którzy wszystko przygotowywał, umieszczał grób zaraz przy głównym ołtarzu, w takim lochu. Figurę trudno było zobaczyć, ale za to monstrancja była widoczna dobrze. Zadziwiające jednak były klatki z kanarkami. One się darły w niebogłosy! Podglądaliśmy, w którym miejscu są te ptaki umieszczone, ale to nie było łatwe. Brat bonifrater chował je dobrze za skałami z papieru.

Ocalanie drzewa

Szczególnie utkwiła mi w pamięci troska o zmarłych. Oni nie przestawali być częścią rodziny, dlatego czwartego dnia delegacja jechała na cmentarz. Zawożono bazie, nawet pisanki, aby zmarłego poweselić. Ubierano się skromnie, raczej powściągliwie. Jednak ci, którzy zostawali w domu, nie mogli być bezczynni, szli do sadu. Były przygotowane przewiąsła ze słomy i trzeba było każdy pień takim przewiąsłem opasać. Wtedy tego nie rozumiałem, ale po wielu latach dowiedziałem się, o co chodziło. Nie znano żadnej chemicznej ochrony przed insektami, więc był to sposób, aby chronić drzewa. Kiedy wszystkie niepożądane owady wdrapywały się po pniu do góry i mogły uszkodzić koronę drzewa, po drodze natrafiały na słomę i w niej się zagnieżdżały. Dziadek powiedział mi tak: „Wybierz sobie drzewko, opasaj, a potem pilnuj, aby szkodniki go nie zniszczyły”. Było to ważne, ponieważ wierzono, że jeśli dziecku uda się ochronić drzewo przed szkodnikami, będzie to zapowiadać pomyślność w jego dalszym życiu, a jeśli nie, to pewnie jakieś trudności. Nie pamiętam, jak te moje starania wyglądały, ale chyba nie najgorzej – jeśli wierzyć wileńskim przepowiedniom.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem