Reklama

Arche Hotel

Parafia pod lupą - czyli wizytacja biskupia

Agnieszka Bugała
Edycja wrocławska 17/2007

Wszyscy znamy życie toczące się w parafii. Ludzie przychodzą, modlą się, pomagają w upiększaniu świątyni, poświęcają swój czas, angażując się w różne prace, zbierają pieniądze, podejmują trud współodpowiedzialności za dobra Kościoła, czasem narzekają. Są członkami Rad Parafialnych, różnych grup modlitewnych. W ten rytm codziennego życia co pięć lat wpisuje się jedno słowo: wizytacja. Co się wtedy dzieje? Poruszenie. Do parafii przyjeżdża biskup. Głosi Słowo Boże, spotyka się z wiernymi, ale też zapoznaje się z kondycją finansową parafii, ze stanem świątyni i wszystkich parafialnych dóbr. Jak to wygląda w praktyce opowiadają trzej kapłani, którzy w naszej archidiecezji poprzedzają wizytę biskupa.

Ks. Adam Drwięga, proboszcz parafii katedralnej:

Jeszcze 35 lat temu wizytacja w naszej archidiecezji wyglądała tak, jak w innych diecezjach. Najpierw była wizytacja katechetyczna, potem przyjeżdżał biskup, ale nie było tzw. wizytacji gospodarczej. Do 1971r. kościoły i cmentarze były własnością państwa, tzw. mienie poniemieckie. Nie miały osobowości prawnej. Potem zmieniła to ustawa. i Kiedy w 1972r. zostałem przyjęty do Kurii przez kard. Kominka, zacząłem jeździć z pracownikami Wydziału Wyznań i oglądać, które z kościołów archidiecezja przyjmie. Wtedy okazało się, że w dokumentach jest odnotowana wizytacja, wszystko niby wygląda dobrze, a tu nagle, na strychach wielki bałagan, próchniejąca więźba dachowa itd. Doszliśmy do wniosku, że ktoś musi się tym zająć, bo biskup nie może się wspinać na strychy i oglądać stanu pokrycia dachu. Poddałem pomysł, aby przyjazd biskupa poprzedzała wizytacja gospodarcza. I tak to się zaczęło. Od 1974 r. jeździłem z inżynierem, który fachowym okiem mógł wszystko ocenić, przy okazji sprawdzałem wtedy osobowość prawną kościołów, księgi wieczyste itd. To były takie czasy. Ale minęły 33 lata i system, który wypracowaliśmy, bardzo dobrze się sprawdza. Zresztą, był czas, że z innych diecezji księża przyjeżdżali podpytywać nas, w jaki sposób to wszystko zorganizowaliśmy. Wizytacja gospodarcza i dziś polega na tym, że najpierw umawiamy się z proboszczem na konkretny termin, to nie jest działanie z zaskoczenia, on przygotowuje wszystkie potrzebne dokumenty, i sprawdzamy, jakie prace wykonano od ostatniej wizytacji, co uległo pogorszeniu i wymaga szybkiej naprawy itd. Oględziny dotyczą stanu dachu, ścian, instalacji, również odgromowej, ale też stanu budynku plebanii. Tej wielkiej troski o plebanie uczył nas przez lata kard. Gulbinowicz. Podpowiadał, aby wizytując patrzeć też, w jakich warunkach mieszka ksiądz i pomagać mu te warunki zmieniać. Bo często bywało tak, że kapłan troszczył się o świątynię, ale na plebanii, w miejscu swojego codziennego życia, nie miał nawet ogrzewania. Staramy się, aby nie wymagać rzeczy niemożliwych dla danej parafii, wiele prac sugerujemy rozkładać na lata, aby ich sfinansowanie było możliwe. Podpowiadamy, jakich fachowców zatrudniać. Ale zalecenia są różne. Żyjemy w specyficznych czasach, więc w kościołach zabytkowych namawiamy do zakładania alarmów. One rzeczywiście odstraszają, a w kościołach stojących na uboczu, mogą być bardzo pomocne. Trzeba przyznać jedno: księża robią bardzo dużo. Mimo trudności finansowych podejmują się prac trudnych, często bardzo kosztownych. Rzadko zdarza się tak, że od ostatniej wizytacji nic się nie zmieniło, zalecenia z protokołu nie zostały wypełnione.
Nie ma takiej parafii na Dolnym Śląsku, w której bym przynajmniej pięć razy nie był. W niektórych byłem nawet pięćdziesiąt razy.

Ks. Czesław Mazur, proboszcz parafii pw. Ducha Świętego we Wrocławiu:

Wizytuję kościoły Dolnego Śląska od 1987r. Oglądam ich wnętrza, podpowiadam w jaki sposób chronić zabytki i przeprowadzać ich konserwację. Nie ma to tylko charakteru kontroli, choć też, ale przede wszystkim jest to spotkanie po to, aby pomóc proboszczowi w opiekowaniu się świątynią i dbaniu o jej wygląd estetyczny. Zawiadamiając o terminie wizytacji prosimy, aby proboszcz odpowiednio się przygotował. Chodzi o zgromadzenie wszystkich dokumentów dotyczących zabytków i ich ochrony, zezwolenia na prace konserwatorskie, jeśli takowe były przeprowadzane, projekty dotyczące estetyzowania wnętrza. Każdą pracę, jaką proboszcz zamierza wykonać, musi przedstawić w Komisji Sztuki Kościelnej, w Kurii. Ta Komisja jest władna zatwierdzić pomysły na prace upiększające, zmieniające wygląd świątyni. I takie zezwolenia proboszcz winien posiadać.
Oczywiście, ja mam w ręku protokół z poprzedniej wizytacji i jestem w stanie sprawdzić, jakie prace od tego czasu wykonano, a jakie z zaleconych nie, jednak na ogół księża dobrze się przygotowują. Coraz mniej jest też przypadków, kiedy księża wykonują jakieś prace bez zezwolenia. Ale to nie koniec. Ta wizytacja dotyczy także sposobu przechowywania szat liturgicznych i naczyń, jest sprawdzeniem spisu inwentarza zabytków i podpowiedzią, w jaką stronę powinno pójść estetyczne wykończenie świątyni. Te wskazówki są księżom potrzebne, ponieważ wciąż jeszcze zdarza się, że piękny, barokowy ołtarz, zasłania w czasie uroczystości I Komunii św. wielka, styropianowa hostia. Wystarczyłyby tylko kwiaty, bo sam ołtarz jest bardzo piękny, ale ktoś uznał, że ze styropianowym kołem będzie ładniej. I tu właśnie jest też pole dla tej wizytacji: aby podpowiadać, aby pokazywać kierunek. Na naszym terenie, gdzie tyle jest kościołów zabytkowych, wymagających szczególnej troski, prace sugerowane do wykonania są bardzo kosztowne. Nowa malatura zabytkowej świątyni to naprawdę duży wydatek. Ale bardzo często okazuje się, że łatwiej o taką zmianę, niż np. o rezygnację z kolejnego obrazu Matki Boskiej w kościele. Wystarczyłaby jedna kopia, ale jest już pięć. I wszystkie wiszą obok siebie. Dlatego staramy się służyć rzeczywistą pomocą, również w takich sprawach. Kiedy przyjeżdżamy, nie zajmujemy się tylko samą świątynią. Oglądamy również wszystkie kaplice, które do danej parafii należą, figury. Spotkanie z proboszczem kończy sporządzenie protokołu zawierającego wszystkie wnioski, zalecenia i sugestie. Ten protokół otrzymuje biskup, który udaje się na wizytację kanoniczną. W połączeniu z protokołem z wizytacji gospodarczej i katechetycznej ma już komplet wiedzy, zna potrzeby i trudności danej parafii, wie, co się udało.

Reklama

Ks. Jerzy Rasiak, wizytator katechetyczny:

Katecheza to nie tylko działania duszpasterskie w parafii, ale również działania duszpasterskie w szkole. Odkąd religia wróciła do szkół i obejmuje wszystkie poziomy, od klasy zero aż do końca liceum, wizytacja katechetyczna wygląda inaczej niż dawniej. Wizytator jest oficjalnym przedstawicielem biskupa ordynariusza i zgłasza się w parafii, u księdza proboszcza. Proboszcz otrzymuje formularz, który wypełnia jeszcze przed przybyciem wizytatora. Pierwsza rozmowa to rozmowa z proboszczem, rozeznanie sytuacji. Jakie szkoły istnieją na terenie parafii, ilu jest katechetów, katechetek, jak układają się stosunki między szkolną młodzieżą, a prowadzącymi katechezę, wreszcie jakie grupy działają w parafii, ponieważ wizytacja katechetyczna również podejmuje weryfikację działania tych grup. Później, wraz z księdzem proboszczem, wizytator spotyka się z dyrekcją szkoły i z katechetami. Wreszcie uczestniczy w katechezie, w czasie tzw. hospitacji. Przygląda się metodom pracy, analizuje tematy, sprawdza zgodność katechezy z programem nauczania. Kolejny krok, to sprawdzanie zaangażowania katechetów w życie duszpasterskie parafii, ale już poza szkołą. Tu chodzi głównie o udział w nabożeństwach, dziecięcych i młodzieżowych Mszach św., przygotowanie do I Komunii itd. Życie w szkole toczy się swoim rytmem, jednak parafia stawia swoje wymagania wobec katechetów i przyglądamy się, jak te wymagania są wypełniane. Katecheta jest dużą pomocą w życiu duszpasterskim parafii. Warto, by zdawał sobie z tego sprawę i by ze swoich możliwości korzystał. Zebrany w czasie tych spotkań, rozmów i obserwacji materiał pozwala na ocenę merytoryczną pracy katechety lub całego dorobku. Opinię przesyła się do dyrekcji szkoły i do Wydziału Katechetycznego. Odpis tego rozpoznania otrzymuje również biskup, który udaje się na wizytację kanoniczną.
Wizytacja brzmi groźnie, ale tak naprawdę są to spotkania bardzo potrzebne i pełne wzajemnego zrozumienia. W ostatnich latach obserwują wielką zmianę w podejściu środowiska szkoły, władz szkolnych, do wizytowania pracy katechetów. W terenie widać, że ta współpraca przebiega na kilku płaszczyznach. Angażują się środowiska władz lokalnych, rodzice, grono pedagogiczne. Obserwuję też jak ważną rolę ma w tym środowisku do spełnienie właśnie katecheta. Radość płynie z tego, że nasi katecheci są bardzo chwaleni przez dyrekcje szkół. Często pytają, co my takiego robimy, że to są ludzie niezwykle kompetentni, korzystają z nowoczesnych środków audiowizualnych, są dobrze przygotowani do pracy. I choć wciąż wiele jest do zrobienia, to jednak obserwuję rzeczywistą, ciągłą poprawę.

Wizytacja biskupia w diecezjach należy do bardzo starożytnych praktyk, a jej potrzebę oficjalnie wyeksponował Sobór Trydencki (1545-1563), zobowiązując biskupa do osobistego działania. Obowiązek wizytacji przynajmniej co pięć lat polecił prawodawca w poprzednim kodeksie z 1917 r.
Termin wizytacja kanoniczna jest ściśle powiązany z uprawnieniami i zobowiązaniami urzędu biskupa diecezjalnego, którego prawodawca postrzega jako pasterza własnego Kościoła partykularnego, integrującego powierzoną jemu cząstkę Ludu Bożego przez nauczanie, sprawowanie kultu Bożego oraz realizację posługi rządzenia (kan.375 KPK).
Instytucja wizytacji kanonicznej została wpisana przez prawodawcę kościelnego do ścisłych obowiązków biskupa diecezjalnego, w myśl których został on zobowiązany do wizytowania każdego roku swojej diecezji, tak w całości lub w części, aby przynajmniej w ciągu pięciu lat zwizytował wszystkie parafie, a więc całą diecezję (kan. 396§1). Warto zauważyć, że biskup diecezjalny ten prawny obowiązek może wykonać osobiście, może skorzystać z posługi biskupa pomocniczego, który jest wikariuszem generalnym lub biskupim, a także może zlecić ten obowiązek wybranemu kapłanowi (kan. 396§1).
Dobrze jest pamiętać, że wizytacja kanoniczna jest również czynnością apostolską biskupa. Okolicznościowe posługiwanie biskupa - pasterza (głoszenie Słowa Bożego i udzielanie sakramentów) w parafii, jako najmniejszej cząstce Kościoła lokalnego, daje mu wyjątkową możliwość utrzymywania osobistych kontaktów z duchowieństwem i wiernymi. Kontakty te służą samemu poznaniu wiernych, zaznajomieniu się z ich problemami, co w rezultacie prowadzi do bardziej skutecznego kierowania diecezją. Biskup może się bezpośrednio przekonać o skuteczności realizowania jego planów duszpasterskich. Wizytacja stwarza dobrą okazję do odkrywania Kościoła w całej głębi, obecności w Nim Jezusa Chrystusa, jak również umocnienia kapłanów i wiernych. Może też służyć do wypowiedzenia braterskich upomnień, w imię budowania jedności wiary całej wspólnoty eklezjalnej.
Utrwalona już praktyka wizytacji pasterskiej może obejmować następujące czynności liturgiczne i paraliturgiczne biskupa, a mianowicie:

Wysłuchanie sprawozdania proboszcza o stanie wspólnoty parafialnej. Proboszcz powinien wskazać na aktualny stan parafii, kondycję wiary i moralności, sukcesy i niedomagania wspólnoty.

Odprawienie Mszy Świętej i wygłoszenie Słowa Bożego. Może celebracja eucharystyczna być połączona z uroczystym udzieleniem bierzmowania, specjalną homilią dla młodzieży czy też spotkaniem w młodzieżą parafii.

Spotkanie z katechizowanymi w parafii: dzieci przedszkolne i szkolne.

Indywidualne spotkania biskupa z proboszczem, wikariuszami czy też duchownymi zatrudnionymi w parafii, jak również z osobami konsekrowanymi pracującymi w parafii.

Spotkania z radami parafii, grupami parafialnymi i stowarzyszeniami, grupami parafian (np. z nauczycielami itp.), czy też z duszpasterskimi wspólnotami.

Odwiedzanie chorych w domach, szpitalu lub przewodniczenie Mszy Świętej z uroczystą celebracją sakramentu chorych oraz okazyjne spotkanie z członkami Parafialnej Caritas.

Spotkanie biskupa z indywidualnymi wiernymi świeckimi, którzy pragną osobistego kontaktu z pasterzem diecezji.

Ks. prof. Wiesław Wenz, prorektor PWT we Wrocławiu

Czy naród żydowski współpracował z nazistami?

2019-02-15 18:37

Artur Stelmasiak

Przykład Hotelu Polskiego bardzo dobitnie ukazuje niezwykłą historię, jak polska Armia Krajowa wkracza do akcji, aby bronić Żydów przed Żydami. W tym miejscu kolaborujący z Gestapo Żydzi sprzedawali za grube pieniądze swoich rodaków.

Archiwum

Tak się składa, że warszawska redakcja tygodnika "Niedziela", w której pracuje, mieści się w dawnym budynku Hotelu Polskiego. Podczas II wojny światowej wydarzyła sie tu straszna i bolesna historia dla narodu Żydowskiego, bo w aferę Hotelu Polskiego zamieszani byli dwaj żydowscy kolaboranci Gestapo – Leon „Lolek” Skosowski i Adam Żurawin.

Zgodnie z zabiegami dyplomatów ze Szwajcarii i USA, części Żydów z getta warszawskiego zezwolono wydać paszporty, żeby mogli wyemigrować do Ameryki Południowej. Przesłane na przełomie 1942 i 1943 roku dokumenty nie trafiły jednak do ich właścicieli, a do rąk Skosowskiego i Żurawina. Sprzedawali ukrywającym się Żydom paszporty, których cena dochodziła nawet kilkuset tysięcy złotych za sztukę. Chętnych nie brakowało. Żydzi, którym udało się zakupić paszport, zostali internowani w Hotelu Polskim przy ulicy Długiej 29 w Warszawie. Oczywiście wszystko odbywało się pod bacznym okiem Niemców, którzy pewnie także czerpali profity z tego zyskownego procederu. Wiosną 1943 r. urządzili nalot na Hotel Polski i prawie wszystkich rozstrzelano. Później to miejsce traktowano jako pułapkę warszawskiego gestapo, które w ten sposób wywabiało Żydów z kryjówek po aryjskiej stronie, by ich zamordować w obozach zagłady.

Według Żydowskiego Instytutu Historycznego spośród ponad 2500 Żydów, którzy zgłosili się na Długą, przeżyło zaledwie 260 osób. "Lolkiem" i jego zbrodniczą działalnością zajęła się Armia Krajowa. Leon Skosowski został zabity 1 listopada 1943 roku przez żołnierzy kontrwywiadu Okręgu Warszawskiego AK. Tego dnia do Gospody Warszawskiej przy Nowogrodzkiej o godzinie 17-tej wkroczyło czterech żołnierzy polskiego podziemia uzbrojonych w pistolety i granaty. Zebranym kazano podnieść ręce do góry, a Lolka Skosowskiego zastrzelił podchorąży „Janusz”. Strzelał z bliska – AK chciało mieć pewność, że zlikwidowano tego groźnego agenta Gestapo.

Takich historii, gdy Żydzi współpracowali ze swoimi oprawcami można znaleźć więcej. Parafrazując skandaliczne słowa premiera Izraela Benjamina Netanjahu wypadałoby zapytać: Czy naród żydowski współpracował z nazistami? Odpowiedź jest oczywista. Naród Żydowski był ofiarą, a nie oprawcą, choć tak jak w każdym narodzie zdarzały się czarne charaktery. To nie Polacy, ani nie Żydzi byli oprawcami i zbrodniarzami w czasie II wojny świtowej. Oba narody były ofiarami zbrodniczego niemieckiego nazizmu. Oczywiście Żydzi byli brutalniej traktowani przez Niemców, ale nie jest to w żadnym wypadku wina narodu polskiego.

Przykład Hotelu Polskiego bardzo dobitnie ukazuje sytuację, jak polska Armia Krajowa wkracza do akcji, aby bronić Żydów przed Żydami. "W związku z ustaleniem tego ohydnego zbrodniczego procederu [afera hotelu Polskiego], szef kontrwywiadu AK Okręgu Warszawa, kpt. Bolesław Kozubowski, uzyskał od płk. Chruściela, późniejszego dowódcy Powstania Warszawskiego, zgodę na natychmiastowe zlikwidowanie całej szajki bez oczekiwania na wyrok sądowy, aby ratować jak największą liczbę kandydatów na tak organizowany przez Skosowskiego wyjazd do obozów zagłady" - czytamy we wspomnieniach podporucznika AK Janusza Cywińskiego ps. "Janusz", który wykonał wyrok na Skosowskim.

Kilkadziesiąt metrów od Hotelu Polskiego jest maleńka uliczka im. Bohaterów Getta. Często widzę tam kręcące się wycieczki z Izraela. Dlaczego nie widzę takich wycieczek stojących przed Hotelem Polskim? Przecież to miejsce mogłoby być ważną dla narodu Żydowskiego lekcją historii. Pewne jest także, że taka lekcja bardzo przydałby się premierowi Izraela.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 1/2 2019

Pan Bóg chce od nas czegoś więcej! O spotkaniach przygotowujących do bierzmowania

2019-02-17 16:44

Joanna Folfasińska/Archidiecezja Krakowska

W podkrakowskiej Skawinie, w parafii Świętych Apostołów Szymona i Judy Tadeusza, kilka lat temu zmieniono formę przygotowania do Sakramentu Bierzmowania. Głównym celem tego nowatorskiego pomysłu jest nawiązanie osobistej relacji z Jezusem i doświadczenie Żywego Kościoła.

Joanna Adamik/Archidiecezja Krakowska

– O przygotowaniu do bierzmowania myślałam przez wiele lat. Może niekoniecznie pragnęłam pisać program, ale myślałam o sposobie, który stanie się atrakcyjny dla młodzieży. Uczyłam w gimnazjum, gdzie uczniowie nieustannie skarżyli się na to, ile mają zadań do wykonania i jak rygorystycznie egzekwuje się od nich ich wykonanie. Dostrzegałam, że w żaden sposób nie buduje to ich wiary. Rozmawiałam z katechetami, którzy narzekali na młodzież, na ich podejście, brak zaangażowania, a czasami wręcz pogaństwo. Moje doświadczenia były z kolei takie, że w tych gimnazjalistach jest bardzo dużo dobra, radości chęci do pracy. Tylko nasze propozycje są bardzo nieatrakcyjne. Pomyślałam wtedy: jestem za to odpowiedzialna! Nie mogę bezradnie patrzeć jak wszyscy się męczą i tracą szansę na coś niezwykłego. Pan Bóg chce od nas czegoś więcej niż biadolenie! – mówi Elżbieta Szymańska, nauczyciel religii i członek Rady Katechetycznej, jedna z pomysłodawczyń nowego sposobu przygotowywania młodzieży do sakramentu dojrzałości wiary.

– To oddolna reforma, wynikająca z doświadczeń katechetycznych. Zaczęło się od rozmów z katechetami z mojego rejonu. Na spotkaniach podsumowujących roczną pracę, zawsze wypływał temat bierzmowania. Wszyscy narzekali na formę spotkań, słabe zainteresowanie młodzieży i byli ogólnie zniechęceni. – wyjaśnia ks. Andrzej Wciślak, wizytator katechetyczny, inicjator zmian.

– Kolejnym bardzo ważnym problemem, który widziałam na katechezie, był zły obraz Kościoła, a także brak więzi ze wspólnotą i parafią. – dodaje Elżbieta.

W nowej formule spotkania do bierzmowana rozłożono na trzy lata. W pierwszym roku gimnazjaliści spotykają się z Żywym Słowem, w drugim zgłębiają Sakramenty, a w trzecim – dotykają tajemnicy Żywego Kościoła.

– W związku z reformą edukacji, w spotkaniach do bierzmowania uczestniczą teraz uczniowie 7 i 8 klasy szkoły podstawowej. Dzień, w którym wszystko się rozpoczyna jest liturgicznym wspomnieniem św. Stanisława Kostki, patrona dzieci i młodzieży. Głoszę wtedy dla nich konferencję, które rok po roku skupiały się na trzech zagadnieniach: Serce Jezusowe, Eucharystia i Kościół. – wyjaśnia wizytator i tłumaczy, że chciał, aby spotkania z młodzieżą miały charakter dialogu i nie przypominały lekcji religii ze szkoły.

– Czymś innym jest katecheza w szkole, czymś innym przy parafii. Gromadzimy się nie tylko w grupach, ale też w Kościele, gdzie mamy celebracje i spotkania ze świadkami wiary.

– Forma, którą wypracowaliśmy w Skawinie jest wypadkową ścierania się wielu poglądów, sposobów i różnych praktyk podejmowanych dotychczas w duszpasterstwie. – precyzuje Elżbieta. – Jednego byliśmy pewni – musimy odejść od formy wykładu, który kończy się egzaminem oraz od „zaliczania” praktyk religijnych. Postawiliśmy na doświadczenie wiary we wspólnocie małej i stałej grupy oraz nawiązanie osobistej relacji z Bogiem. Zaczynamy od ewangelizacji, idziemy przez praktykę osobistej modlitwy, czytania Słowa Bożego, szczerego i pobożnego przyjmowania sakramentów świętych aż do spotkania z żywym Kościołem przez świadectwa osób wierzących różnych stanów.

Skawińskie spotkania prowadzą księża, katecheci i ludzie świeccy – studenci, osoby pracujące, rodzice.

– Chcę dzielić się z nimi tym, co we mnie jest najlepsze i co uważam za swój skarb – moją wiarą. – mówi Jakub, ojciec trójki małych dzieci, jeden z przygotowujących młodzież do bierzmowania. – Doskonale pamiętam jeszcze siebie z tamtego okresu: energia, burza hormonów i próba znalezienia swojego miejsca w świecie. W moim domu do kościoła chodziło się ze względu na tradycję. Jezusa poznałem tak naprawdę dopiero wtedy, kiedy zrobiłem krok do przodu i wstąpiłem do Grupy Apostolskiej. Każdemu przydałaby się wspólnota, bo wtedy łatwiej jest odkryć Boga.

– Nawróciłem się dwa lata temu – przyznaje Oskar, uczeń III klasy gimnazjum i uczestnik skawińskich spotkań do bierzmowania – Pojechałem na harcerski Kurs Alpha i byłem przekonany, że będzie on dotyczył wojskowości. Sam się zdziwiłem, dlaczego przyszedłem na drugie spotkanie, potem na trzecie i jakoś tak się potoczyło, że zostałem do końca. Wokół mnie są teraz ludzie, którzy mówią i pokazują mi, dlaczego warto trwać przy Bogu. Wiara na pierwszy rzut oka to zasady i paragrafy. Początkowo to nie zachęca, ale ostatecznie się opłaca. Nie nabrałem jeszcze pełnego zaufania, nadal się staram, ale stare życie kusi. Upadam i podnoszę się. Wiem, że jest to możliwe tylko dzięki łasce. Gdybym polegał tylko na sobie, to po tygodniu byłoby po mnie. – dodaje z uśmiechem.

Oskar wybrał już swojego Patrona. Będzie nim św. Maksymilian Kolbe.

– Nie żył tak dawno, jak np. św. Franciszek i bardzo dużo zrobił! Sam jeden zaprojektował gazetę, wydawał ją, założył klasztor. Zbierało się wokół niego wielu ludzi, a on nawet się o to nie starał! Był niesamowity!

Na zakończenie rozmowy, Oskar przyznaje, że bierzmowanie będzie dla niego doświadczeniem dojrzałości wiary, a Duch Święty to Ruah, tchnienie, działanie i życie.

Sakrament Bierzmowania przyjmuje się tylko raz. Nie ma natomiast jednej drogi i ściśle określonego sposobu, który narzuca konkretne przygotowanie się do niego.

– Doświadczamy współcześnie zjawisk, które bardzo wpływają na życie duchowe. Wielu młodych w XXI w. czuje się samotnie przez całkowity zanik relacji rówieśniczych i rodzinnych. Fakt ten sprawia, że Kościół jako wspólnota staje się zbyt trudnym doświadczeniem, dlatego młodzi często nie rozumieją i odrzucają go. Mają również duże trudności z doświadczeniem świętości czy łaski sakramentów. Chcemy to zmienić i pokazać im Żywy Kościół! – oświadcza Elżbieta.

– Do tego sakramentu trzeba wiary! Trzeba również zastanowić się, po co on jest i odkryć, że bierzmowanie jest kontynuacją chrztu świętego. Bierzmo to przecież poprzeczka, belka, która utrzymuje konstrukcję domu. Zgłębiajmy naszą wiarę i budujmy duchowy dom na chwałę Pana! – zachęca ks. Andrzej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem