Reklama

Rektor KUL odpowiada bp. Meringowi ws. gender studies

2013-06-20 10:24

lk, ks. an / Lublin/KAI

wikipedia

"Zgodnie z katolickim charakterem uczelni, podejmujemy badania naukowe nad współczesnymi zjawiskami kulturowymi, a wśród nich także badania nad ideologią „gender”. (...) Obowiązkiem uniwersytetu, zwłaszcza uniwersytetu katolickiego, jest analizowanie ważnych wątków dyskursu publicznego w sposób zorganizowany i usystematyzowany" - napisał rektor KUL ks. prof. dr hab. Antoni Dębiński w oświadczeniu opublikowanym 18 czerwca na stronach uczelni. Odniósł się w ten sposób do listu biskupa włocławskiego Wiesława Meringa, który publicznie zapytał rektora KUL o wyjaśnienie, dlaczego w programie studiów lubelskiej uczelni znalazł się wykład na temat ideologii gender.

W liście do rektora KUL bp Wiesław Mering prosił o wyjaśnienie na temat oferty wykładu pt. „GENDER: feminizm, queer studies, men’s studies”, "a zwłaszcza o odpowiedź, czy program został przygotowany we współpracy z ośrodkiem Brama Grodzka – Teatr NN, czyli środowiskiem bliskim „Krytyce Politycznej” i skrajnej lewicy". Poinformował, że poruszy tę kwestię na zbliżającym się zebraniu plenarnym Konferencji Episkopatu Polski w Krakowie.

Poniżej publikujemy odpowiedź rektora KUL, ks. prof. dr hab. Antoniego Dębińskiego:

Reklama

Lublin, 18 czerwca 2013 r.

Oświadczenie Rektora KUL

Odpowiadając na pojawiające się pytania informuję, że KUL nie otwiera kierunku pod nazwą „Gender studies”. Zgodnie z katolickim charakterem uczelni, podejmujemy badania naukowe nad współczesnymi zjawiskami kulturowymi, a wśród nich także badania nad ideologią „gender”. Wyniki tych badań prezentowane są w ramach konferencji naukowych i wykładów monograficznych. Obowiązkiem uniwersytetu, zwłaszcza uniwersytetu katolickiego, jest analizowanie ważnych wątków dyskursu publicznego w sposób zorganizowany i usystematyzowany. W ten sposób przygotowujemy naszych studentów do krytycznego i dojrzałego uczestniczenia w życiu społecznym.

ks. prof. dr hab. Antoni Dębiński

Rektor KUL

Tagi:
KUL gender

Gender to zradykalizowana postać marksizmu

2017-10-31 11:27

Mateusz Wyrwich
Niedziela Ogólnopolska 45/2017, str. 38-39

Archiwum „Ordo Iuris”
Ostatnie tzw. czarne marsze były niczym innym, jak manifestacją kobiet wymierzoną w kobiecość – mówi dr Joanna Banasiuk

MATEUSZ WYRWICH: – Krąży w mediach wiele definicji na temat pojęcia „gender”. Jedni mówią, że nie ma w tym nic złego – ot, kolejny prąd, inni nie dopowiadają, kolejni zaś bałamucą bądź wręcz kłamią, opisując tę niebezpieczną i coraz bardziej rozpowszechniającą się w Polsce ideologię. Co się za tym pojęciem kryje? Jaka jest jego definicja?

DR JOANNA BANASIUK: – Prosta definicja wskazująca, że „gender” to angielskie oznaczenie gramatycznego rodzaju rzeczowników lub przymiotników, niewiele nam jeszcze wyjaśni. Po pierwsze – warto sobie uświadomić, że wbrew narracji mówiącej o „gender” jako o „płci społeczno-kulturowej” angielski termin „gender” oznacza nie płeć, ale gramatyczny „rodzaj”. Oczywiście, ten gramatyczny rodzaj nawiązuje jakoś do płci, jednak rodzaj w przeciwieństwie do płci (ang. sex) nie ma charakteru przyrodzonego, ale jest pewnym zjawiskiem kulturowym. Dlatego w polszczyźnie „Kościół” jest rzeczownikiem rodzaju męskiego, ale w łacinie i językach romańskich jest rodzaju żeńskiego, stąd też „Mater Ecclesia”. Owo pojęcie rodzaju, któremu w jego gramatycznym znaczeniu nie sposób nic zarzucić, zostało współcześnie użyte do ataku na ludzką płciowość. Ponieważ zaś ludzka egzystencja jest nierozerwalnie związana z płciowością, atak na płciowość jest tak naprawdę atakiem na człowieka. Pojęcia „gender” używa się zatem po to, by (dzięki naturalnym skojarzeniom z płcią) wprowadzić zamieszanie w pojmowanie ludzkiej płciowości („destabilizować płeć”). Wykorzystując oczywiste, kulturowe zróżnicowania między sposobami wyrażania się kobiecości i męskości, ludzką płciowość zaczyna się relatywizować przez kwestionowanie jej przyrodzonego charakteru. W efekcie pojęcie „gender” służy do dezintegracji płciowej człowieka – zasiania wątpliwości w odniesieniu do naszej płciowości. W rzeczywistości zatem rodzaj ma nas wyobcować względem naszej płciowości jako esencjonalnego elementu człowieczeństwa. Wiąże się to nierozerwalnie z indywidualistyczną wizją człowieka. Jednostka nie ma płci, jest pojedyncza, jest wolna względem innych i jest względem nich równa, jednak nie ma płci. W tym kontekście płeć przedstawia się jako coś mało ludzkiego, jako pewne „zabrudzenie” czystej indywidualnej egzystencji, wprowadzenie rozróżnienia między jednostkami, które w dalszej kolejności skutkuje nierównościami, dyskryminacją i przemocą. Termin „rodzaj” znakomicie nadaje się do takiego właśnie przedstawienia człowieka, u którego płciowość jest czymś narzuconym przez otoczenie, a nie czymś naturalnym i pozwalającym mu w pełni być człowiekiem.

– A zatem nie warto, a może nawet nie powinniśmy posługiwać się w języku polskim pojęciem „płci społeczno-kulturowej” na oznaczenie terminu „gender”...

– Właśnie. Takie tłumaczenie bowiem pogłębia konfuzję i ułatwia destabilizację płciowości. Termin „gender” powinniśmy pozostawiać bez tłumaczenia lub tłumaczyć jako rodzaj, by zdawać sobie sprawę ze sztuczności tego terminu, gdy jest używany poza kontekstem gramatycznym. Stosowanie pojęcia płci w polskim tłumaczeniu Konwencji Stambulskiej na oznaczenie „sposobu wyrażania się różnic płciowych w zróżnicowaniu praktyk społecznych” jest zatem nieuprawnione, w tym wypadku chodzi bowiem o termin „gender”, który należy tłumaczyć jako „rodzaj”. Opisując istotę gender, nie można nie wskazać analogii między teorią rodzaju a marksizmem. Dokonawszy niezbędnych skrótów, można powiedzieć, że tak jak marksizm upatrywał źródeł wszelkiego zła w życiu społecznym, we własności prywatnej, której zniesienie miało położyć kres wyzyskowi, niesprawiedliwości społecznej i przemocy, tak na gruncie teorii rodzaju panprzyczynę wszelkiego zła umiejscawia się w ludzkiej płciowości, czyli w fakcie, że człowiek egzystuje jedynie jako kobieta bądź jako mężczyzna, czyli – płciowość jest niezbywalną formą ludzkiej egzystencji.

– Pisze Pani w jednym ze swoich tekstów, że ideologia gender to wyjątkowo niebezpieczna manipulacja. Dlaczego? Proszę nam to przybliżyć.

– Ideologia gender jest zradykalizowaną postacią marksizmu. O ile ten ostatni atakował warunki ludzkiej egzystencji (własność prywatną, w dalszej kolejności małżeństwo i rodzinę), o tyle gender atakuje bezpośrednio człowieka, generując u niego zachowania autoagresywne (przez destabilizację jego tożsamości płciowej). Ideologia rodzaju służy formułowaniu postulatów natury politycznej. Leży ona obecnie u podstaw opracowywania i realizacji polityk antydyskryminacyjnych i walki z przemocą – gender stanowi podstawowy paradygmat działań administracji publicznej w wielu krajach UE. Skoro uznaje się, że źródłem wszelkiej dyskryminacji, nierówności i przemocy jest zróżnicowanie na to, co męskie i żeńskie, to walka z patologiami społecznymi musi oznaczać konieczność zniesienia różnic między kobietami a mężczyznami. To oznacza radykalną inżynierię społeczną. Tylko jeżeli uznajemy, że człowiek w swojej ontycznej konstrukcji może bytować wyłącznie jako kobieta albo jako mężczyzna, to egalitarystyczny ruch „wyzwolenia z płci” stanowi brutalny atak na naturę człowieka, jego egzystencję. Prowadzi to nie tylko do atrofii społeczeństwa, ale też do autodestrukcji. Jednocześnie utwierdza się społeczeństwo w przekonaniu, że owo wyobcowanie czyni ludzi bardziej wolnymi, tak jakby stopień mojej wolności zależał od ilości wątpliwości co do tego, czy rzeczywiście jestem kobietą. W praktyce skutki owej inżynierii społecznej widoczne są w kwestionowaniu naturalnej tożsamości małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny, w antagonizowaniu kobiet i mężczyzn przez przedstawianie tych pierwszych jako ofiar, a drugich jako oprawców, i w kontestowaniu ich komplementarności. Koncepcja rodzaju to agenda środowisk feministycznych, de facto skrajnie antykobiecych, i subkultur LGBT.

– Polska ratyfikowała Konwencję Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, zwaną Konwencją Stambulską. Parlament Europejski, wywierając presję na inne kraje członkowskie, by ratyfikowały tę konwencję, domaga się jednocześnie uznania prawnej ochrony dzieci przed urodzeniem za przemoc wobec kobiet!

– W zasadzie nie powinno to dziwić, skoro twórcy Konwencji Stambulskiej operują paradygmatem rodzaju (genderowym) i nakazują uwzględniać perspektywę rodzaju we wdrażaniu i ocenie realizacji konwencji. Jeżeli teoria rodzaju przyczyn przemocy wobec kobiet upatruje w ich kobiecości, to radykalny gwałt na kobiecości, jakim jest aborcja, musi być przedstawiany jako droga do wyzwolenia kobiety. W świetle ideologii rodzaju wszystko, w czym wyraża się kobiecość, a zatem w szczególny sposób macierzyństwo, musi zostać wyeliminowane – jako droga do likwidacji wszelkich form przemocy. Komitet ONZ monitorujący konwencję o przeciwdziałaniu wszelkim formom dyskryminacji kobiet (CEDAW) w dokumencie skierowanym do Polski wyrażał już zaniepokojenie „utrzymywaniem się głęboko zakorzenionych uprzedzeń i stereotypowych postaw w odniesieniu do tradycyjnego podziału ról i obowiązków kobiet i mężczyzn w rodzinie, jak i całym społeczeństwie”. W ocenie komitetu, stereotypy te utrwalają dyskryminacje? kobiet i generują przemoc względem nich. Nie trzeba dodawać, że w tym kontekście za stereotypowe uznaje się macierzyństwo. W tym kontekście uznanie prawnej ochrony dziecka na prenatalnym etapie jego rozwoju za przemoc wobec kobiety staje się już tylko czystą konsekwencją przyjętych na gruncie Konwencji Stambulskiej ideologicznych założeń.

– Studia gender w Polsce to zagrożenie, a może wyjaśnienie, czym w istocie jest gender?

– Studia gender służą przekonaniu swoich adeptów, że płciowość jest tak bardzo uwikłana kulturowo, że właściwie jest całkowicie konwencjonalna i plastyczna. Chodzi zatem o ową destabilizację płciowości, dokonującą się przez ideologiczne przedstawienie rzeczywistości społecznej. Ma być ona uwikłana w rozróżnienia między tym, co męskie i żeńskie, a ma to służyć powstawaniu kulturowych struktur przemocy. W tym sensie studia gender stanowią intelektualne przysposobienie do rewolucji społecznej, polegającej na walce z manifestowaniem męskości i kobiecości w życiu społecznym. Cele „gender studies” są zatem w istocie polityczne, tymczasem rolą uniwersytetu jest tworzenie przestrzeni do odkrywania prawdy i jej umiłowania. Ideologia rodzaju prowadzi do zanegowania prawdy o człowieku – do destabilizacji i dekonstrukcji jego tożsamości. I nie ma przy tym znaczenia, w jak oględny i sprytny semantycznie sposób przedstawi się program nauczania.

– W jakim stopniu Polska jest już zainfekowana tą ideologią?

– Wciąż w znacznie mniejszym stopniu niż inne kraje UE, ale już bardzo poważnie. Trzeba pamiętać, że tak jak marksizm miał w sobie niezwykle uwodzicielski intelektualny urok, tak samo jest w przypadku neomarksistowskiej ideologii rodzaju. Dziewczyny na studiach socjologicznych chłoną tę ideologiczną wizję rzeczywistości jak gąbka brudną wodę. Dodatkowo pojawiają się zagrożenia instytucjonalne. Ratyfikując Konwencję Stambulską, Polska przyjęła za poziom krajowego porządku prawnego jeden z najbardziej ideologicznie zaawansowanych instrumentów wprowadzania ideologii gender. Konwencja nakazuje, by wszystkie organy administracji publicznej kierowały się perspektywą rodzaju i umożliwia organom monitorującym jej wykonywanie oraz wydawanie Polsce zaleceń i wytycznych do wdrażania polityk genderowych. Dotyczy to także wszystkich poziomów edukacji, zarówno formalnej, jak i nieformalnej, w tym w zakresie informacji o niestereotypowych rolach genderowych. Na poziomie szkół spotykaliśmy się z zajęciami z zakresu antydyskryminacji czy równości, w trakcie których dzieciom tłumaczono nieistotność rozróżnień między tym, co męskie i kobiece, oraz zachęcano je do eksperymentowania w obszarze płciowości. Eksperymenty takie rozpoczyna się już w przedszkolu, m.in. w postaci tych głośnych przebieranek chłopców za dziewczynki i na odwrót, malowania chłopcom paznokci i wręczania dziewczynkom samochodzików zamiast lalek. Instytut „Ordo Iuris” oferuje rodzicom możliwość anonimowego sprawdzenia, jakie organizacje prowadziły w szkołach zajęcia dla ich dzieci i czego one dotyczyły. Dziś na rodzicach spoczywa ogromna odpowiedzialność. Koncepcja gender stanowi też podstawę ruchów feministycznych. Ostatnie tzw. czarne marsze były niczym innym jak manifestacją kobiet wymierzoną w kobiecość.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież przyjął dymisję biskupa zbuntowanej diecezji

2018-02-19 13:43

st (KAI) / Watykan

Ojciec Święty przyjął rezygnację z rządów pasterskich diecezją Ahiara w południowe-wschodniej Nigerii złożoną przez bpa Petera Ebere Okpaleke, pochodzącego z innego plemienia niż dominujące na tym obszarze. Jednocześnie jej administratorem apostolskim sede vacante et ad nutum Sanctae Sedis mianował ordynariusza diecezji Umuahia, Luciusa Iwejuru Ugorji.

Mazur/episkopat.pl

Liczący niemal 55 lat biskup Peter Ebere Okpaleke został mianowany ordynariuszem diecezji Ahiara 7 grudnia 2012 roku, jeszcze przez Benedykta XVI. 21 maja 2013 przyjął sakrę biskupią. Ze względu na waśnie etniczne większość księży, osób zakonnych i świeckich odrzuciła tę nominację, nie dopuszczając do ingresu nowego biskupa. 8 czerwca ub. roku Papież Franciszek przyjął na specjalnej audiencji przedstawicieli tej diecezji. Zażądał, aby każdy z należących do diecezji kapłanów osobiście w ciągu 30 dni napisał do niego list, w którym poprosi o wybaczenie, wyrazi pełne posłuszeństwo Papieżowi oraz gotowość przyjęcia biskupa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Pjongczang: Sport, muzyka i modlitwa

2018-02-19 18:13

Rozmawia Anna Wyszyńska

Z dr n. med. Markiem Krochmalskim, członkiem Polskiej Misji Medycznej na XXIII Zimowej Olimpiadzie w Pjongczang rozmawia Anna Wyszyńska

Archiwum Marka Krochmalskiego

– Cieszymy się wynikiem konkursu drużynowego naszych skoczków, ambitnie wywalczonym brązowym medalem, cieszymy się złotym medalem Kamila Stocha na dużej skoczni. Ale pozostanie w pamięci gorycz tamtej soboty, kiedy w indywidualnym konkursie na skoczni normalnej nasi zawodny zostali poza podium.

– Tamtej soboty było bardzo zimno, temperatura odczuwalna wynosiła chyba minus 25 stopni. Były duże porywy wiatru i czekaliśmy, że organizatorzy przerwą zawody, ale tak się nie stało. To nie nasze decyzje. Taki jest sport. To prawda, że po pierwszej serii już witaliśmy się z gąską, i spotkał nas bolesny zawód. Natomiast dobrze, że w kolejnych startach nasi skoczkowie pokazali swoje możliwości.

– Dzięki Panu możemy też dowiedzieć się trochę o tym, co dzieje się poza zawodami.

– Niedawno mieliśmy na igrzyskach Dzień Polski. W Gangneung odbył się koncert fortepianowy pod patronatem honorowym Agaty Kornhauser-Dudy, żony prezydenta RP Andrzeja Dudy. Obecni byli przedstawiciele polskiej ambasady, przedstawiciel prezydenta RP odczytał w jego imieniu list. W tym wydarzeniu uczestniczył bp Marian Florczyk – duchowy opiekun sportowców. Był też koncert fortepianowy w wykonaniu Łukasza Krupińskiego. W programie – muzyka Fryderyka Chopina i Ignacego Jana Paderewskiego. W koncercie uczestniczyli przedstawicieli Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, narodowych komitetów olimpijskich, goście koreańscy, misja olimpijska, medyczna, trenerzy, zawodnicy. Nasi goście dowiedzieli się trochę o Polsce, o naszej historii i kulturze, o przypadającym w tym roku 100-leciu odzyskania niepodległości.

– W środę 14 lutego przypadał Popielec.

– W Środę Popielcową były odprawione trzy Msze św. w języku polskim w Pjongczang, w Gangneung oraz w miejscowości, gdzie mieszkają sponsorzy igrzysk. Oczywiście była również Msza św. w niedzielę 18 lutego, na którą przyszli wszyscy skoczkowie, a także inni sportowcy. To zawodnicy odczytali przypadające na ten dzień czytania liturgiczne. Mszę św. odprawił ks. Edward Pleń, bardzo lubiany i dzięki swojej serdeczności i otwarciu na innych, bardzo pomocny kapłan. Wręczał zawodnikom medaliki poświecone przez papieża Franciszka, natomiast bp Marian Florczyk, który opuścił już Pjongczang, wcześniej wręczył zawodnikom obrazki z relikwiami św. Jana Pawła II.

– Żałujemy, że nasi zawodnicy wywalczyli dotąd tak mało medali.

– Te igrzyska nie są naszym sukcesem pod tym względem, ale mimo wszystko było wiele sportowych emocji, jak chociażby ambitna rywalizacja naszych skoczków. Pięknie wystartowali nasi olimpijscy debiutanci w łyżwiarstwie figurowym, para taneczna Natalia Kaliszek i Maksym Spodyriew. Warto wiedzieć, że ich trenerką jest była polska zawodniczka w tej dyscyplinie Sylwia Nowak, która obecnie cały swój czas poświęca naszej parze tanecznej i młodemu narybkowi. Patrząc na ich występy, nie zawsze zdajemy sobie sprawę jak dochodzi się do olimpijskiego startu. To są tysiące godzin ćwiczeń i żelazna dyscyplina.

– Media piszą o niewielkiej liczbie kibiców na zawodach.

– To zależy od konkurencji. Tam, gdzie startują Koreańczycy np. w konkurencjach łyżwiarskich, jak jazda figurowa, short track, publiczności jest bardzo dużo. A z kolei skoki narciarskie, które dla nas były tak ważne, nie były transmitowane przez koreańską telewizję, bo nie było tam zawodników koreańskich. Faktem jest, że kibiców z Europy nie ma tutaj zbyt wielu. To zapewne sprawa odległości. Z Polski do Seulu leci się 8 godzin, z Europy Zachodniej jest to jeszcze dłuższy dystans. Z Korei Północnej przyjechała dużą grupa czirliderek, które pięknie dopingowały swoich zawodników. Dodam też, że nic się nie zmieniło, jeżeli chodzi o najwyższą ocenę igrzysk od strony organizacyjnej: świetne jedzenie, które chwalą wszyscy nasi sportowcy, czystość, punktualność. To wszystko jest naprawdę znakomite.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem