Reklama

Kiedyś muzyka była na pierwszym miejscu

Z Violą Brzezińską rozmawia Agnieszka Bolewska-Iwaniuk
Edycja podlaska 36/2008

Agnieszka Bolewska-Iwaniuk: - Czym jest dla Ciebie muzyka?

Viola Brzezińska: - Muzyka jest dla mnie przede wszystkim pasją. Kiedyś była najważniejsza w życiu, dzisiaj na szczęście nie jest już najważniejsza. Zajmuje wysokie miejsce w mojej hierarchii, ale nie jest najważniejsza. Jest czymś, co przysparza mi (myślę, że nie tylko mi, co widzę na koncertach i wśród ludzi, którzy słuchają różnych wykonawców) bardzo wiele radości, refleksji. Dzięki niej świat i życie mogą być piękniejsze.

- Kiedy zaczynałaś swoją karierę, otarłaś się o wielki muzyczny show-biznes. Zrezygnowałaś z tego, dziś śpiewasz taką muzykę, jaką sama sobie wybrałaś. Czy nigdy nie żałowałaś?

- Nigdy nie żałowałam. Powiem więcej, ciągle mam takie propozycje. Wkrótce rusza duży show telewizyjny, takie skrzyżowanie „Idola” z „Big Bratherem”, zadzwonił do mnie mój znajomy, pytając, czy nie chciałabym przyjść na casting. Takie propozycje są, ale ja jestem szczęśliwa, że idę taką drogą, jaką idę. Nie wyobrażam sobie siebie w takim show. I naprawdę nie mogę narzekać, bo moje marzenia się spełniają. Pan Bóg pozwala mi je realizować.

- Czy uważasz, że śpiewając, występując na scenie, masz do spełnienia jakąś misję?

- Nie czuję się misjonarką. Niektórzy artyści mówią, że czują się posłani, czują się misjonarzami. Ja po prostu robię to, co kocham. To spełnienie moich marzeń, od dzieciństwa zawsze chciałam śpiewać, zawsze wiedziałam, że w tym będę najszczęśliwsza. A to, że wybrałam taką, a nie inną drogę, wynika też z egoizmu. Kiedy Pan Bóg przewartościował moje priorytety, to nie wyobrażałam sobie, że miałabym śpiewać rzeczy, które kłócą się z moimi wartościami.
A jeżeli przy okazji na koncertach czy przez słuchanie płyt, bo dostajemy takie informacje zwrotne, ktoś czuje się jakoś poruszony, jeśli nasze teksty poruszają serca innych, to po prostu jest cudowne, a jeszcze jeśli ktoś inny stanie na początku drogi swego nawrócenia - to nie ma nic piękniejszego.

- W twoich piosenkach bardzo ważne są słowa, bardzo ważna jest treść. Jak powstają te słowa, jak powstają te piosenki?

- 26 maja miała miejsce premiera mojej solowej płyty „Przystań”. Teksty i melodie na nią miałam już wcześniej, w szufladzie. Chłopaki z mojego zespołu, bardzo twórczy, zdolni, pokazali mi też swoje rzeczy. Tak powstała ta płyta. Ja najbardziej lubię pisać do konkretnej muzyki. Muzyka wyznacza pewną drogę, jeśli słyszę jakiś podkład, który mnie inspiruje, to automatycznie tworzę różne melodie. Często wożę ze sobą dyktafon i nagrywam.
Jeśli chodzi o teksty na płytę „Przystań”, to powstawały one po różnych przemyśleniach, na modlitwie, po modlitwie. Lubię obserwować ludzi i świat, więc niektóre teksty są wynikiem moich obserwacji. Ta płyta jest bardzo moja, bo nawet pod tekstami, które napisał dla mnie ktoś inny, ja też się podpisuję.

- Kiedy teksty dotykają spraw wyższych, wyższych wartości, to ich tworzenie wiąże się z dużą odpowiedzialnością. Czy boisz się tej odpowiedzialności?

- Nie boję się odpowiedzialności. To nie jest płyta stricte ewangelizująca. Wcześniej, współpracując z innymi zespołami, nagrywaliśmy płyty całkowicie ewangelizujące. Ta płyta od początku miała inne założenie. Grając wcześniej koncerty, zaobserwowaliśmy, że gramy dla ludzi, którzy już są chrześcijanami, i to był paradoks. Postanowiłam więc wychodzić do ludzi. Gramy na imprezach świeckich, na festynach. Uważam, że dziś chrześcijanie powinni wychodzić do innych, nie powinni zamykać się w swoim getcie.
Nie czuję brzemienia odpowiedzialności, bo robię to z potrzeby serca. Oczywiście, trzeba liczyć się z tym, jak się żyje, ale to każdy rozstrzyga we własnym sumieniu. Ja staram się na co dzień żyć tym, o czym śpiewam. Staram się, bo wiadomo, że jest różnie.

- XXI wiek to trudny czas dla Kościoła, zmienia się świat, ludzie żyją inaczej. Młodzi często przeżywają kryzysy wiary. Czy ty też miałaś takie problemy?

- Jasne, że miałam. Kiedy ja i moja siostra byłyśmy w szkole podstawowej, potem w liceum, to gdy mama wysyłała nas na Mszę św., chodziłyśmy z siostrą i znajomymi do cukierni na ciastko lub lody i „odbębniałyśmy tę godzinkę”. Miałam drogę jak większość ludzi; tradycyjna rodzina, tradycyjny model katolicki. Dopiero po śmierci mojego taty nawróciła się moja mama. Nawróciła się tak naprawdę - szczerze. Miałam i mam w niej wielkie oparcie modlitewne. Potem nawróciła się także moja siostra.
Miałam kryzys wiary, ale dzięki modlitwom mamy i siostry poznałam Pana Boga. Gdyby nie to, strach pomyśleć, gdzie byłabym dzisiaj.

- Do kogo zwracasz się w modlitwie w najtrudniejszych chwilach? Masz jakiegoś pośrednika w drodze do Boga, świętego, który się Tobą opiekuje?

- Oczywiście, że mam, ale najbardziej lubię adorację Najświętszego Sakramentu. Ostatnio bliskie są mi duchowość ignacjańska i cisza. Zahaczyłam też o Odnowę w Duchu Świętym. Od początku mojej drogi bliski jest mi św. Ojciec Pio, ale bardzo lubię też np. niezwykłą Włoszkę Giannę Berettę Molę czy św. Jana od Krzyża.

- Powiedziałaś, że dziś muzyka nie jest u ciebie na pierwszym miejscu. Co zatem jest na pierwszym miejscu?

- Każdego dnia walczę o to, żeby Pan Bóg zajmował pierwsze miejsce w moim życiu, i chciałabym bardzo, żeby tak było. Widzę, że kiedy tylko coś innego zaczyna zajmować to pierwsze miejsce, to On mi o tym przypomina, odczuwam niepokój w sercu i jest mi z tym źle. I zaraz staram się to zmienić.

- A jaka jest prywatnie Viola Brzezińska? Jakie książki lubisz czytać?

- Uwielbiam czytać i czytam bardzo dużo, lubię podróżować, więc czytam np. przewodniki. Zaczytuję się w tym. Lubię poezje, książki z pogranicza psychologii, duchowości, o kobiecości, o męskości. Ostatnio miałam też swój wkład w tworzenie książki „Polska według kobiet”. To z pewnością jest też prezent od Pana Boga, który znając moje zamiłowanie do podróży, pozwolił mi opisać moje ulubione miejsca.

- A jakie marzenia zostały jeszcze niespełnione?

- Każdy ma jakieś marzenia. Ja też je mam, i to dobrze, bo dzięki nim mamy do czego dążyć. Chcę być spełnioną kobietą, założyć szczęśliwą rodzinę. Mieć męża, który będzie mnie kochał - oczywiście z wzajemnością, mieć dzieci. Być dobrą, mądrą matką. Ale chcę też nagrywać i grać jak najwięcej. Rozwijać się w tym, co robię, na każdej płaszczenie, nie tylko muzycznej. Mam wiele pasji, lubię podróżować i chciałabym jak najwięcej zobaczyć.

- Czego można Ci życzyć?

- Bym była szczęśliwa, tak jak można być szczęśliwym tu, na ziemi. I tego Państwu również życzę.

Reklama

Abp Jędraszewski: Krzyż to nie drzewo hańby - to drzewo życia

2019-03-19 07:22

- Krzyż przedstawiony jako drzewo życia - nie hańby, nie potępienia, nie martwych belek niosących śmierć. Drzewo życia. Bo właśnie umierając na krzyżu, Chrystus dał tym wszystkim, którzy w Niego – Zbawiciela i Odkupiciela – uwierzyli, dał życie - mówił abp Marek Jędraszewski w kościele stacyjnym - Bazylice św. Michała Archanioła i św. Stanisława Biskupa Męczennika w Krakowie na Skałce.

Joanna Adamik/Archidiecezja Krakowska

Przeor klasztoru na Skałce o. Grzegorz Prus OSPPE wyjaśnił, że tradycja liturgicznego wędrowania papieża po kościołach stacyjnych w Rzymie trwała do początków XIV wieku, a po przerwie przywrócono ją w wieku XX. Wytłumaczył, że duchowość liturgii stacyjnej koncentruje się wokół elementu pokutnego i ukazuje miasto jako przestrzeń świętą, a przybycie biskupa do poszczególnych świątyń umacnia jedność Kościoła.

Przeor przywitał metropolitę krakowskiego i podkreślił duchowe połączenie z Bazyliką św. Klemensa w Rzymie, która w tym czasie jest świątynią stacyjną.

W homilii abp Marek Jędraszewski, odnosząc się do słów Ewangelii, zaznaczył, że mówi ona o miłosierdziu, które jako ludzie mamy sobie okazywać, by móc dostąpić go od Boga. Ewangelia ta zawiera dwa wezwania o charakterze negatywnym: nie sądźcie i nie potępiajcie oraz dwa o charakterze pozytywnym: dawajcie i odpuszczajcie.

– Oto pełna prawda o Bożym miłosierdziu, które domaga się także abyśmy i my byli miłosierni na wzór Ojca. Ta prawda znajduje swoje najbardziej głębokie urzeczywistnienie i swój wyraz w Krzyżu Pana naszego Jezusa Chrystusa.

Metropolita przypomniał, że równoległym kościołem stacyjnym w Rzymie jest Bazylika św. Klemensa papieża. To dom, w którym według tradycji mieszkał św. Klemens – czwarty z papieży. Św. Klemens zginął podczas prześladowań Domicjana pod koniec I wieku. Arcybiskup wyjaśnił, że w tej bazylice w niezwykły sposób przemawia mozaika krzyża umieszczona w apsydzie górnej bazyliki.

– Krzyż przedstawiony jako drzewo życia – nie hańby, nie potępienia, nie martwych belek niosących śmierć. Drzewo życia. Bo właśnie umierając na krzyżu, Chrystus dał tym wszystkim, którzy w Niego – Zbawiciela i Odkupiciela – uwierzyli, dał życie. I stąd te cudowne żywe gałązki, które odchodzą od filaru samego krzyża.

Arcybiskup tłumaczył, że wokół tego krzyża znajduje się 12 gołębi, które symbolizują 12 Apostołów. Widnieją tam także dwie postaci: Matki Najświętszej i św. Jana oraz zwierzęta zbliżające się do wody tryskającej z krzyża, która symbolizuje wody chrztu świętego. Metropolita wyjaśnił, że poniżej znajduje się bazylika dolna, a pod nią miejsce, gdzie mieszkał św. Klemens.

– Znajdujemy tam szczególny architektoniczny zapis wczesnego zmagania dwóch światów. Z jednej strony są tam fragmenty Mitreum – świątyni pogańskiej (…) a obok tego pozostałości domu, który zapewne służył jako schronienie, ale także jako pierwszy kościół dla grupki chrześcijan skupionych wokół św. Klemensa.

Następnie arcybiskup wspomniał wielkie prześladowania pierwszych chrześcijan, spalenie Rzymu przez Nerona czy pokazowe pozbawianie życia chrześcijan w Koloseum.

– Ileż trzeba było mieć wtedy wiary, że krzyż ostatecznie zwycięży, ile trzeba było męczeńskiej krwi chrześcijan, by mogły się rodzić nowe pokolenia, składające się na wielką wspaniałą historię Kościoła, Kościoła, który właśnie dzięki męczeńskiej krwi chrześcijan stawał się ciągle silny, młody na wzór Chrystusa. Wielka historia zwycięskiego krzyża, wielka historia prawdy, która z tego krzyża nieustannie płynie z pokolenia na pokolenie wszędzie tam, gdzie dociera Ewangelia. Prawda o miłosierdziu, o tym że ponad wstyd, upadek i upokorzenie jest gest miłości miłosiernej, dzięki której Bóg Ojciec w swoim Synu, mocą Ducha Świętego przygarnia nas do siebie i czyni nas na nowo swoimi dziećmi.

Na zakończenie homilii metropolita krakowski podkreślił, że dzisiejsze rozważanie krzyża jako drzewa życia, w kościele na Skałce łączy się ze wspomnieniem męczeńskiej śmierci św. Stanisława i wielu innych braci i sióstr, którzy za św. Andrzejem powtarzali: „Witaj krzyżu moja jedyna nadziejo”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież po raz pierwszy złoży wizytę władzom miejskim Rzymu

2019-03-19 13:48

ts (KAI) / Rzym

Papież Franciszek po raz pierwszy złoży wizytę władzom miejskim Rzymu. W czasie dwugodzinnej wizyty 26 marca na Kwirynale planowane jest też przemówienie papieża do władz Wiecznego Miasta, poinformowało Biuro Prasowe Stolicy Apostolskiej. Ponadto papież zwróci się z krótkim przemówieniem do mieszkańców miasta oraz do pracowników administracji miejskiej i ich rodzin, wpisze się też do złotej księgi Rzymu.

Grzegorz Gałązka

Według ogłoszonego dziś programu papież rozpocznie swoją wizytę na Kwirynale o godz. 10.30 rozmową za zamkniętymi drzwiami z panią burmistrz Rzymu Virginią Raggi. Po jej zakończeniu przywita się z zastępcą burmistrza, przewodniczącym Rady Miejskiej oraz kierownictwem administracji miejskiej. Franciszek przekaże im książkę „Ripensare il futuro” (Przemyśleć na nowo przyszłość), zawierającą jego przemówienia na temat Europy.

Przewidziana jest także przywitanie z radnymi miejskimi i przewodniczącymi władz 15 dzielnic Rzymu, po czym papież wygłosi przemówienie do władz Wiecznego Miasta. Na zakończenie burmistrz Raggi ogłosi nowy program stypendialny i nada Sali Pamięci na Kapitolu nazwę „Laudato si’” - encykliki papieskiej z 2015 r.

W południe, z loży Pałacu Senatorów na Kapitolu, Franciszek skieruje pozdrowienia do mieszkańców Rzymu, po czym w jednej z sal przemówi do pracowników i ich rodzin. Wyjazd do Watykanu planowany jest na godz. 12.30.

Franciszek jest czwartym papieżem, który odwiedzi władze miejskie Rzymu. Jako pierwszy uczynił to w 1966 r. św. Paweł VI. Kolejnym papieżem odwiedzającym Kapitol był św. Jan Paweł II w 1998 r., a w 2009 r. – Benedykt XVI.

40-letnia Virginia Raggi jest pierwszą kobietą na stanowisku burmistrza Rzymu. Wielokrotnie już spotkała się z papieżem w Watykanie i podczas uroczystości w mieście. Jest członkiem Ruchu Pięciu Gwiazd.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem