Reklama

Dom na Madagaskarze

Wszyscy patrzą na Księdza Biskupa

Z bp. Stefanem Cichym z okazji 10. rocznicy sakry biskupiej rozmawia Teresa Czarnecka
Edycja legnicka 36/2008

Teresa Czarnecka: - Od roku 1998 był Ksiądz biskupem pomocniczym archidiecezji katowickiej. W 2005 objął Ksiądz rządy w diecezji legnickiej jako biskup diecezjalny. Jaka jest różnica między biskupem pomocniczym a diecezjalnym?

Bp Stefan Cichy: - Biskup pomocniczy pomaga biskupowi diecezjalnemu. Czasem jest jeden, a czasami więcej - to zależy od wielkości diecezji. Wykonuje pewne zadania w imieniu biskupa diecezjalnego, ale to biskup diecezjalny kieruje całością. Oczywiście, ma doradców, ale decyzje musi podejmować sam. Łatwiej jest, gdy wśród doradców przeważa zdecydowanie jakaś opinia. Gorzej, gdy głosy rozkładają się równo: wtedy sam muszę podjąć decyzję.

- Podejmowanie tych decyzji łączy się z wielką odpowiedzialnością, która opiera się na wierze. Co znaczy dla Księdza Biskupa wierzyć?

- Wierzyć to przede wszystkim zawierzyć Bogu. Nie tylko wierzyć w Niego, ale zawierzyć Mu całe życie. Inaczej: wierzyć, to patrzeć na świat, na siebie i innych oczami Chrystusa Pana. To jest inna opcja - patrzeć nie tylko po ludzku, po swojemu. Jezus skarcił Piotra za to, że myśli po ludzku, nie po Bożemu. Trzeba patrzeć wzrokiem Chrystusa na wszystkie wydarzenia. Z takiej perspektywy one wyglądają inaczej, niż gdy się myśli o nich po swojemu.

- Każdy biskup ma swój herb. Skąd go bierze? Otrzymuje od przełożonych?

- Zawsze wybiera go sam biskup. Na ogół umieszcza się w herbie - taka jest zasada heraldyki kościelnej - symbol miejsca pochodzenia i symbol miejsca, do którego jest się skierowanym. Wielu biskupów wybiera herb ze względu na osobiste upodobania Zależało mi, żeby na moim herbie znalazła się myśl przewodnia, która towarzyszy mi od lat w życiu kapłańskim. Kiedyś odprawiałem Drogę Krzyżową w Ziemi Świętej. Przy jednej ze stacji mówiłem o drodze „przez krzyż do światła” - „per crucem ad lucem”. Potem często do tego powracałem w homiliach i artykułach. W moim herbie są także inicjały „M” i „J”, które symbolizują postaci Maryi i św. Jana.

- Młodzież poznaje Księdza Biskupa na ogół przy okazji wizyt w parafii, ale nie wie, „skąd on się wziął”. Kto powołuje biskupa na gospodarza diecezji?

- Kandydatury biskupów pomocniczych przesyłają do Stolicy Apostolskiej przez nuncjusza biskupi diecezjalni. Metropolici przedstawiają nuncjuszowi kandydatów na biskupów diecezjalnych i pomocniczych. Nuncjusz przekazuje propozycje do watykańskiej Kongregacji ds. Biskupów. O wyborze kandydatów decyduje sam papież. Jego decyzję nuncjusz przedstawia kandydatowi i czeka na wyrażenie zgody. Potem wyznacza datę święceń i ingresu, a w przypadku już wyświęconego biskupa datę ingresu.

- Jak to jest - być następcą Apostołów?

- Biskupi są w prostej linii, dzięki trwającej nieprzerwanie od dwóch tysięcy lat sukcesji apostolskiej, następcami Apostołów. Gdy ogłoszono moją nominację na biskupa pomocniczego w Katowicach, otrzymałem wykaz tych biskupów, którzy przez nałożenie rąk tworzą łańcuch mojej sukcesji. Taki wykaz można prześledzić na stronie internetowej: www.catholic-hierarchy.org, gdzie jest wykazana sukcesja apostolska poszczególnych biskupów. Po święceniach biskupich poczułem się następcą Apostołów. To wielka radość, ale i wielka odpowiedzialność. Biskup nie tylko jest następcą Apostołów: ma być też pierwszym apostołem Jezusa w diecezji.

- Na czym polega współpraca między biskupami?

- Kiedy Ojciec Święty, który jako następca św. Piotra ma najwyższą władzę w Kościele, mianuje biskupa, włącza go w ten sposób do kolegium biskupów. Biskupi wysyłają do niego życzenia, wyrażają radość, że dołączył do ich grona. Ja także dostałem gratulacje z różnych stron. Biskupi współpracują ze sobą: odbywają się spotkania całego Episkopatu, biskupów diecezjalnych, biskupów metropolii. W ramach konferencji Episkopatu działają komisje i rady biskupów. Odbywają się też synody biskupów całego świata albo jednego kontynentu. Kontaktujemy się także stale z Ojcem Świętym, spotykamy się z nim osobiście, a raz na pięć lat zdajemy w Stolicy Apostolskiej sprawozdanie z rządów diecezją.

- Zarządzanie czy służba? Czy takie rozróżnienie jest właściwe?

- Gdy zostałem rektorem Śląskiego Seminarium Duchownego, zauważyłem, że na tablicy ogłoszeń są wypisane „urzędy” alumnów, czyli funkcje osób odpowiedzialnych np. za bibliotekę, kleryków itp. Zaproponowałem, żeby słowo „urząd” zamienić na „służbę”, bo zadaniem każdego urzędu jest służenie innym i Panu Bogu. Urząd nie jest dla samego urzędu. Kiedyś pewien ksiądz prosił mnie o coś, czego nie mogłem spełnić. Powiedział: „Przecież Ksiądz Biskup jest tu panem i rządzi”. Odparłem: „Ja przyszedłem po to, żeby służyć. Moje urzędowanie polega na służbie. Gdybym spełnił to życzenie, pokazałbym, że jednak rządzę, nie służę”. W drugiej modlitwie eucharystycznej są słowa: „Ofiarujemy Tobie, Boże, chleb życia i kielich zbawienia i dziękujemy, że nas wybrałeś, abyśmy stali przed Tobą i Tobie służyli”. I tak rozumiem każdą chwilę mojego życia: jako służbę Panu Bogu i ludziom.

- Może to jest recepta na szczęście: służyć innym?

- Myślę, że tak. Matka Boża też była szczęśliwa, bo potrafiła służyć. Powiedziała: „Oto ja służebnica Pańska”. A to służenie prowadzi do królowania z Chrystusem. W dokumentach Kościoła znajdujemy zdanie: „Służyć Bogu - znaczy królować”. Służebnica Pańska jest Królową!

- Do kogo Ksiądz Biskup czuje się bardziej posłany: do księży, osób konsekrowanych czy do świeckich w diecezji?

- Jestem duszpasterzem wszystkich: i tych wierzących, i niewierzących, i tych inaczej myślących... Naturalnie moimi najbliższymi współpracownikami są księża. Spotykam się także z zakonnicami i zakonnikami, np. podczas dni skupienia. Ale to przez księży trafiam wszędzie. Byłoby jednak niedobrze, gdybym spotykał się tylko z księżmi i mówił im: „wy wszystko załatwcie ze świeckimi”. Mam wiele okazji do spotkań z wiernymi w czasie różnych uroczystości parafialnych i diecezjalnych, ale korzystam także z innych możliwości.

- To znaczy, że Ksiądz Biskup może także ludzi integrować?

- Tak widzę swoją rolę. Odwiedzam także zakłady pracy. Byłem w kilku kopalniach, w hucie miedzi. Spotykam się z młodzieżą i nauczycielami w szkołach, bywam w szpitalach. Wtedy czuję się z ludźmi związany.

- Kościół ma za zadanie pomóc człowiekowi w osiąganiu świętości. Co może ojciec diecezji, jakim jest biskup ordynariusz, zrobić w tej dziedzinie?

- Świętości nie osiągnie się bez łączności z Panem Bogiem, bez modlitwy. Dlatego jako biskup modlę się za swoich diecezjan. We wszystkie niedziele i święta nakazane sprawuję Mszę św. w ich intencji. To jest moje pierwsze zadanie - biskup ma być pierwszym modlącym się w diecezji. W czasie spotkań z wiernymi zachęcam ich do modlitwy i dobrych czynów, zapraszam na pielgrzymki, np. na Jasną Górę, do Krzeszowa. Moim zadaniem jest też nauczanie. Piszę listy pasterskie, w których poruszam aktualne problemy diecezji. W liście na Wielki Post 2006 r. zachęcałem do niesienia nadziei przez dobre czyny, a w 2007 r. do życia własnym chrztem. Z wieloma ludźmi rozmawiam osobiście.

- Jak wygląda dzień Księdza Biskupa?

- Często pytają mnie o to dzieci i młodzież. Inaczej wygląda dzień powszedni, inaczej świąteczny, a jeszcze inaczej jest, gdy podróżuję czy wizytuję parafie. Wstaję zwykle 10 minut przed piątą, w niedzielę trochę później. Po krótkiej modlitwie i porannej gimnastyce przy otwartym oknie, słucham w Programie Pierwszym Polskiego Radia „Myśli na dobry dzień” i wiadomości. Dzięki temu wiem, co się dzieje w Polsce i w świecie. Potem włączam komputer i odbieram pocztę. Na ogół nie odbieram poczty wieczorem, żeby mieć „noc spokojną i śmierć szczęśliwą” (śmiech...). Sprawdzam także w Internecie, jaki jest patron dnia: przypominam sobie postać świętego. Potem przygotowuję sprawy, które mnie czekają danego dnia. O godz. 6 w kaplicy razem z księdzem kapelanem i siostrami odmawiamy Liturgię Godzin: jutrznię i godzinę czytań, potem rozmyślanie. O godz. 7 jest Msza św., a po niej śniadanie. Po śniadaniu do godz. 9 odpowiadam na najpilniejsze listy. Następnie idę do Kurii. Mam przygotowany harmonogram spraw: przychodzą do mnie księża i ludzie świeccy, proszą o radę, pomoc, podjęcie decyzji, zapraszają na uroczystości. Po modlitwie „Anioł Pański”, którą odmawiam z pracownikami Kurii, wracam do domu. Przygotowuję kolejne partie materiału potrzebnego do pracy, czytam, odpowiadam na pozostałe listy. Około godz. 13-14 jest obiad i odpoczynek, np. krótki spacer w ogrodzie. Potem znowu pracuję: piszę, redaguję, przygotowuję dokumenty. Po południu zwykle słucham Radia Watykańskiego i przeglądam w Internecie wiadomości z życia Kościoła: stronę watykańską i stronę Katolickiej Agencji Informacyjnej. Czasami oglądam Teleexpress, a czasami Wiadomości TV. O godz. 18.30 jest kolacja, potem krótki spacer i modlitwa wieczorna. Pracuję jeszcze do godz. 22.

- Niewiele jest czasu na aktywny wypoczynek… Właśnie: czy ma Ksiądz Biskup czas na osobiste przyjaźnie, prywatne pasje?

- Na to jest mało czasu. Niektórzy narzekają, że ich nie odwiedzam albo odwiedzam rzadko. Gdy dzwonią, przeważnie jestem zajęty albo mam wyłączony telefon. Czasem słucham muzyki: w mieszkaniu poważnej, w samochodzie - piosenek religijnych.

- Wróćmy do laptopa. „Biskup z laptopem” - tak nazywają Księdza Biskupa. Jaka jest, zdaniem Księdza Biskupa, rola Internetu i innych środków przekazu informacji oraz technicznych możliwości komunikowania się ludzi w szerzeniu Ewangelii?

- Trzeba widzieć w nich to, co jest dobre i unikać tego, co może szkodzić. Według mnie, Internet jest czymś dobrym, ale trzeba umieć z niego korzystać. Sam papież Jan Paweł II podkreślał ważność współczesnych środków przekazu. Gdy nie mógł pojechać do Australii, żeby tam podpisać dokument dotyczący synodu Kościoła Australii i Oceanii, przekazał podpis przez Internet: wystarczyło, że nacisnął „enter”. Obecny Papież także korzysta z nowoczesnych środków informacji. Umożliwiają one szybki kontakt z Kościołem na całym świecie. Diecezje mają swoje strony internetowe... Ja odwiedzam ponad 600 ulubionych stron internetowych, które dotyczą głównie modlitwy, Pisma Świętego, życia Kościoła, dokumentów kościelnych.
Ale jeśli ktoś uzależni się od Internetu albo korzysta z niego w złych celach, sięga np. do stron satanistycznych czy pornograficznych, to nie służy dobru, tylko złu. Trzeba być czujnym, by nie poddać się manipulacji. Trzeba także mieć samodyscyplinę w korzystaniu z Internetu, bo można „dać się wpuścić w maliny”. Gdy np. szukam czegoś pilnie i natrafię na interesujące strony, zaczynam je przeglądać, czytać... a czas mija. Ale tak to jest, jeśli nie potrafi się powiedzieć sobie: szukam tylko tego.

- Co jest potrzebne biskupowi do wypełniania swojej misji: środki materialne, techniczne czy raczej ludzie, którzy by go w tej misji wsparli?

- Jedne Kościoły mają środki bogate, inne - środki ubogie. I na ogół te Kościoły, które mają środki ubogie, rozwijają się lepiej niż te, które mają środki bogate. Naturalnie do funkcjonowania potrzebne jest jedno i drugie, ale myślę, że trzeba mieć właściwą hierarchię wartości. Nie można stawiać środków materialnych na pierwszym miejscu. One są potrzebne, ale nie najważniejsze. W tej hierarchii ważniejsi są ludzie. Dlatego biskup czeka na apostolstwo wszystkich wiernych: księży i ludzi świeckich.

- Mówi się o parafii: „rodzina parafialna”. W parafiach jak w rodzinach bywa różnie: czasem dramatycznie, czasem pięknie, czasem trudno. Jakie problemy widzi Ksiądz Biskup w parafiach?

- Parafia to wspólnota wspólnot, a najmniejszą wspólnotą jest rodzina. Podstawowym zadaniem rodziny jest właśnie być tą najmniejszą cząstką Kościoła, Kościołem domowym i wychować młode pokolenie na dobrych ludzi Kościoła. Rodzina powinna być Bogiem silna, czyli Bóg powinien być w życiu rodzinnym na właściwym miejscu. Rodzina, która ma więź z Kościołem przez udział w Eucharystii i przez zaangażowanie w życie wspólnoty, buduje Kościół. Gdy są w parafii takie rodziny, funkcjonuje ona lepiej. Dobre rodziny są po prostu gwarancją dobrej wspólnoty parafialnej. Ale w każdej parafii znajdują się też rodziny z problemami. I jeśli parafia funkcjonuje dobrze, potrafi tym rodzinom pomóc - przez wzajemne kontakty, bezpośrednią pomoc, zachęty. Często mówię: słowa proboszcza, słowa katechety czy katechetki, słowa biskupa podczas wizytacji nie odniosą skutku, jeśli wy nie będziecie zachęcać się wzajemnie do inicjatyw, do pójścia do kościoła, do zrobienia czegoś dobrego... Wtedy jest nadzieja na przyszłość.

- Co chciałby Ksiądz Biskup przekazać młodzieży?

- Chciałbym, żeby widzieli biskupa takim, jakim jest on z woli Chrystusa i Kościoła, czyli jako sługę Chrystusa i szafarza Bożych tajemnic. Żeby wiedzieli, że nie przychodzę do nich jako prywatny człowiek, ale przychodzę w imieniu Chrystusa po to, żeby im udzielać zbawczych darów, sakramentów świętych. Że traktuję ich jednocześnie po przyjacielsku, bo tworzymy ten sam Kościół. Osobista więź z nimi jest dla mnie ważna. Chciałbym też powtórzyć za Janem Pawłem II: „Jesteście nadzieją całego Kościoła. Musicie od siebie wymagać, choćby inni od was nie wymagali”. Młodzi! Jesteście nadzieją każdego biskupa. Życzę wam, żebyście poznawali prawdy wiary i żyli według jej zasad.

Czy naród żydowski współpracował z nazistami?

2019-02-15 18:37

Artur Stelmasiak

Przykład Hotelu Polskiego bardzo dobitnie ukazuje niezwykłą historię, jak polska Armia Krajowa wkracza do akcji, aby bronić Żydów przed Żydami. W tym miejscu kolaborujący z Gestapo Żydzi sprzedawali za grube pieniądze swoich rodaków.

Archiwum

Tak się składa, że warszawska redakcja tygodnika "Niedziela", w której pracuje, mieści się w dawnym budynku Hotelu Polskiego. Podczas II wojny światowej wydarzyła sie tu straszna i bolesna historia dla narodu Żydowskiego, bo w aferę Hotelu Polskiego zamieszani byli dwaj żydowscy kolaboranci Gestapo – Leon „Lolek” Skosowski i Adam Żurawin.

Zgodnie z zabiegami dyplomatów ze Szwajcarii i USA, części Żydów z getta warszawskiego zezwolono wydać paszporty, żeby mogli wyemigrować do Ameryki Południowej. Przesłane na przełomie 1942 i 1943 roku dokumenty nie trafiły jednak do ich właścicieli, a do rąk Skosowskiego i Żurawina. Sprzedawali ukrywającym się Żydom paszporty, których cena dochodziła nawet kilkuset tysięcy złotych za sztukę. Chętnych nie brakowało. Żydzi, którym udało się zakupić paszport, zostali internowani w Hotelu Polskim przy ulicy Długiej 29 w Warszawie. Oczywiście wszystko odbywało się pod bacznym okiem Niemców, którzy pewnie także czerpali profity z tego zyskownego procederu. Wiosną 1943 r. urządzili nalot na Hotel Polski i prawie wszystkich rozstrzelano. Później to miejsce traktowano jako pułapkę warszawskiego gestapo, które w ten sposób wywabiało Żydów z kryjówek po aryjskiej stronie, by ich zamordować w obozach zagłady.

Według Żydowskiego Instytutu Historycznego spośród ponad 2500 Żydów, którzy zgłosili się na Długą, przeżyło zaledwie 260 osób. "Lolkiem" i jego zbrodniczą działalnością zajęła się Armia Krajowa. Leon Skosowski został zabity 1 listopada 1943 roku przez żołnierzy kontrwywiadu Okręgu Warszawskiego AK. Tego dnia do Gospody Warszawskiej przy Nowogrodzkiej o godzinie 17-tej wkroczyło czterech żołnierzy polskiego podziemia uzbrojonych w pistolety i granaty. Zebranym kazano podnieść ręce do góry, a Lolka Skosowskiego zastrzelił podchorąży „Janusz”. Strzelał z bliska – AK chciało mieć pewność, że zlikwidowano tego groźnego agenta Gestapo.

Takich historii, gdy Żydzi współpracowali ze swoimi oprawcami można znaleźć więcej. Parafrazując skandaliczne słowa premiera Izraela Benjamina Netanjahu wypadałoby zapytać: Czy naród żydowski współpracował z nazistami? Odpowiedź jest oczywista. Naród Żydowski był ofiarą, a nie oprawcą, choć tak jak w każdym narodzie zdarzały się czarne charaktery. To nie Polacy, ani nie Żydzi byli oprawcami i zbrodniarzami w czasie II wojny świtowej. Oba narody były ofiarami zbrodniczego niemieckiego nazizmu. Oczywiście Żydzi byli brutalniej traktowani przez Niemców, ale nie jest to w żadnym wypadku wina narodu polskiego.

Przykład Hotelu Polskiego bardzo dobitnie ukazuje sytuację, jak polska Armia Krajowa wkracza do akcji, aby bronić Żydów przed Żydami. "W związku z ustaleniem tego ohydnego zbrodniczego procederu [afera hotelu Polskiego], szef kontrwywiadu AK Okręgu Warszawa, kpt. Bolesław Kozubowski, uzyskał od płk. Chruściela, późniejszego dowódcy Powstania Warszawskiego, zgodę na natychmiastowe zlikwidowanie całej szajki bez oczekiwania na wyrok sądowy, aby ratować jak największą liczbę kandydatów na tak organizowany przez Skosowskiego wyjazd do obozów zagłady" - czytamy we wspomnieniach podporucznika AK Janusza Cywińskiego ps. "Janusz", który wykonał wyrok na Skosowskim.

Kilkadziesiąt metrów od Hotelu Polskiego jest maleńka uliczka im. Bohaterów Getta. Często widzę tam kręcące się wycieczki z Izraela. Dlaczego nie widzę takich wycieczek stojących przed Hotelem Polskim? Przecież to miejsce mogłoby być ważną dla narodu Żydowskiego lekcją historii. Pewne jest także, że taka lekcja bardzo przydałby się premierowi Izraela.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 1/2 2019

Kraków: prof. Bogdan Chazan laureatem Nagrody im. Jerzego Ciesielskiego

2019-02-15 19:37

led / Kraków (KAI)

Prof. Bogdan Chazan, znany ginekolog i położnik, został tegorocznym laureatem Nagrody im. Sługi Bożego Jerzego Ciesielskiego. Redakcja Tygodnika Rodzin Katolickich "Źródło" i fundacja "Źródło" przyznaje wyróżnienia osobom, które w szczególny sposób zasłużyły się w działalności na rzecz umacniania rodzin. Nagrodę wręczono dziś na Politechnice Krakowskiej.

Joanna Adamik/Archidiecezja Krakowska

Ogłoszenie postanowienia Kapituły nastąpiło w sali senackiej Politechniki Krakowskiej, której absolwentem i pracownikiem był sługa Boży Jerzy Ciesielski.

Abp Marek Jędraszewski powiedział podczas uroczystości, że człowiek nie może zapominać, że jego życie jest oddaniem czci Bogu. Zwracał uwagę, że jako ludzie jesteśmy stróżami życia drugiego człowieka. - Jeżeli czuję odpowiedzialność za los drugiego, to dopiero wtedy jestem prawdziwie człowiekiem - mówił.

Metropolita krakowski podkreślił, że współczesna kultura wymusza na człowieku postawę obojętności, a to dzieje się już na przestrzeni języka i słów, które określają go jako „zlepek komórek”, „zygotę”, czy „płód”.

Zwracając się do laureata, arcybiskup podziękował mu za bycie świadkiem życia. – Sfera obojętności na los drugiego człowieka poszerza się. Dlatego dziękuję Panu za to, że uczy nas Pan nieobojętności, a dla wielu środowisk jest Pan wyrzutem sumienia - powiedział abp Jędraszewski.

Prof. Chazan podkreślił, że przyjmuje nagrodę również w imieniu wszystkich młodych pracowników medycznych – lekarzy, pielęgniarek i położnych, którzy niestrudzenie walczą o ludzkie życie, przypłacając to wieloma trudnościami i przykrościami. Dodał, że na dyrektorów szpitali i na ordynatorów oddziałów spadła odpowiedzialność za dobre imię placówek, w których pomaga się chorym i broni się każdego życia.

– Po co lekarzowi sumienie? Po to, aby w codziennej pracy wyraźnie odróżnić dobro od zła. Po to, aby widzieć problemy takie, jakie w rzeczywistości są. Aby skutecznie wybronić się przed zniewalającym działaniem i zawieraniem kompromisów, godzących w wolność sumienia - mówił prof. Chazan.

Profesor przypomniał, że przedmiotem troski lekarza powinno być również sumienie pacjenta. Podał przykład rodziców starających się o dzieci, na których często wywiera się wpływ, proponując im niezgodne z sumieniem metody leczenia niepłodności. Zauważył, że zmieniła się relacja lekarza z pacjentem, która w dzisiejszych czasach bardziej przypomina kontrakt.

Prof. Bogdan Chazan to ginekolog i położnik, obrońca życia człowieka od poczęcia aż do naturalnej śmierci, a także promotor zmian w polskim położnictwie, ukierunkowanych na potrzeby rodziny. Przez wiele lat pracował w Instytucie Matki i Dziecka, a w latach 2004-2014 kierował ginekologiczno-położniczym Szpitalem Specjalistycznym im. św. Rodziny w Warszawie.

Był członkiem Rządowej Rady Ludnościowej i członkiem Komitetu Nauk Demograficznych PAN. Przewodniczył radzie ginekologów katolickich MaterCare International. Jest zastępcą prezesa Katolickiego Stowarzyszenia Lekarzy Polskich i konsultantem w dziedzinie położnictwa i ginekologii w Województwie Świętokrzyskim, a także dyrektorem medycznym Centrum Zdrowia Rodziny Caritas Archidiecezji Przemyskiej.

W uroczystości uczestniczyła żona Jerzego Ciesielskiego - Danuta, której złożono życzenia z okazji 90-tych urodzin.

Nagroda im. Jerzego Ciesielskiego przyznawana jest od 1997 roku przez redakcję i czytelników tygodnika "Źródło" co roku na początku stycznia, w rocznicę powstania pisma. Redakcja przyznaje wyróżnienie osobom, które swoim zaangażowaniem zawodowym, działalnością społeczną i osobistym świadectwem wyrażają szacunek dla wartości życia. Wśród laureatów nagrody są m. in. Wanda Półtawska, prof. Gabriel Turowski, Czesław Ryszka i Marek Jurek.

Jerzy Ciesielski, inżynier budownictwa i profesor Politechniki Krakowskiej, żył w latach 1929-1970. Działał aktywnie w krakowskim duszpasterstwie akademickim, gdzie zaprzyjaźnił się z Karolem Wojtyłą. Zginął wraz z dwójką swych dzieci w katastrofie statku na Nilu w Chartumie (Sudan), gdzie też pracował jako tzw. visiting professor. Jego proces beatyfikacyjny rozpoczął się w 1985 r. W styczniu 2014 r. papież Franciszek uznał heroiczność cnót sługi Bożego Jerzego Ciesielskiego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem