Reklama

Klauzurowa krata nie oddziela nas od życia

Z s. Bonawenturą z kęckiego Klasztoru Klarysek o modlitwie, zakonnym życiu i jubileuszu 100-lecia Wieczystej Adoracji Najświętszego Sakramentu rozmawia ks. Piotr Bączek
Edycja bielsko-żywiecka 1/2010

Ks. Piotr Bączek: - Spędzanie połowy życia na klęczkach przed Najświętszym Sakramentem przez wielu współczesnych może być odbierane jako strata czasu. Co jest fascynującego w takiej czynności?

Siostra Bonawentura: - Dla klaryski to jest dopiero prawdziwe życie, sens istnienia, istota powołania, najważniejsza przygoda życia, coś, co niezasłużenie ją spotkało, bezcenny dar, niczym zakup drogocennej perły, dla której warto sprzedać wszystko, co się posiada.
Wbrew pozorom modlitwa adoracyjna, chociaż w najwyższym stopniu odnosi się do Boga, daje modlącemu się wiele korzyści, człowiek się wycisza, odnajduje pokój, wewnętrzną równowagę, wyzwala się z zamknięcia w sobie, nabiera duchowych sił, a przede wszystkim upodabnia się do Tego, kogo adoruje, jest trochę tak, jak się czasem mówi: z kim przestajesz takim się stajesz. Wydaje mi się, że współczesnemu człowiekowi, tak bardzo zabieganemu i często rozbitemu wewnętrznie, jest ona bardzo potrzebna, i wielu kętczan dość systematycznie przychodzi do naszego kościoła na prywatną adorację Najświętszego Sakramentu. Klasztor był i jest duchowym centrum miasta i diecezji.

- Ktoś może powiedzieć, że zamknięcie się w klasztorze to jakaś forma ucieczki przed skomplikowanym dzisiejszym światem. Czy za drzwiami furty kontemplacyjnego klasztoru jest mniej problemów niż w przeciętnym polskim domu?

- Klauzurowa krata nie oddziela nas od życia i problemów ludzi, nie przyszłyśmy też tutaj, by mieć święty spokój, człowiek wszędzie nosi siebie, i od samego siebie nie ucieknie... Więc to nie są dobre argumenty na nasze wycofanie się z aren świata, czy czołówek gazet. Każda z nas odkryła najważniejszy cel życia, jakim jest Bóg, odpowiedziałyśmy na Jego szczególne zaproszenie do życia zakonnego, bo trzeba pamiętać, że to zawsze jest inicjatywa Boga, Jego dar, a my pragniemy tylko o tym świadczyć. Pomagamy też innym poprzez modlitwę i pokutę być blisko Boga i odkryć Jego obecność w ich życiu, po prostu dzielimy się tym, czym żyjemy. Jesteśmy jak naczynia połączone, nie bez wpływu na siebie; to tak, jak grzech jednego człowieka uderza we wszystkich, sprowadzając ciemność, tak dobre czyny czy modlitwa jednych sprowadzają światło, pomagają otworzyć się i przyjąć łaskę drugim. Modlimy się za Kościół, kapłanów, wiernych i wszystkich ludzi, za cały świat, jesteśmy, jak to powiedziała św. Tereska, sercem Kościoła, a od zdrowego serca wiele w organizmie zależy.
Problemy i trudności nas nie omijają, nie jesteśmy kimś uprzywilejowanym, lecz staramy się je rozwiązywać po Bożemu.

- Wobec powyższego, czy to nie jest trochę tak, że można się poczuć współczesnemu światu niepotrzebnym - dziś niektórzy powiedzieliby: bezproduktywnym? A może jest dokładnie odwrotnie - macie wiele dowodów, że świat Was potrzebuje?

- Czujemy się potrzebne Bogu i kochane przez Niego, choć jak wiemy, to my bardziej Jego potrzebujemy i istniejemy tylko dzięki Jego miłości, która podtrzymuje cały świat w istnieniu.
My jej doświadczamy na każdym kroku, chociażby w sprawach materialnych, Jego Opatrzność nad nami czuwa. Posługuje się oczywiście ludźmi i to oni bardzo często są wobec nas narzędziami Jego troski. I to oni mówią nam, że jesteśmy im potrzebne, zwłaszcza, kiedy dziękują nam za nasze modlitwy, i dzielą się z nami niekiedy ostatnim groszem.

- Jak wygląda codzienność w kęckim klasztorze. Czym oprócz modlitwy siostry się zajmują?

- Codzienność jest normalna... Wstajemy o 5 rano, rozpoczynamy od porannej modlitwy obejmującej medytację, liturgię godzin i najważniejszą część dnia, Eucharystię. Po śniadaniu każda udaje się do wyznaczonej pracy, jak szycie, pranie, sprzątanie, haft, gotowanie czy inne obowiązki domowe. W południe przerywamy pracę modlitwą południową i różańcem. Po obiedzie i rekreacji znów powracamy do swoich obowiązków, by dzień zakończyć wspólną modlitwą brewiarzową. Szczegółowo nasz dzień i charyzmat naszego zgromadzenia jest opisany na naszej stronie internetowej www.klaryski.odnowa.org.pl, więc bardziej zainteresowanych tam odsyłam. Trzeba jednak przede wszystkim podkreślić, że przez cały czas, w dzień i w nocy trwa u nas nieustająca adoracja Najświętszego Sakramentu. Według wskazań naszych założycieli odbywa się ona w duchu dziękczynienia, często używamy takich słów: Bogu niech będą dzięki przez Jezusa w Przenajświętszym Sakramencie. W ciągu dnia przed Panem Jezusem czuwają dwie siostry, zmieniające się co godzinę, a w nocy zmieniamy się co dwie godziny.
Przez długi czas znane byłyśmy z szycia kołder, ale po śmierci sióstr, które je szyły, nie prowadzimy już tej działalności, natomiast zajmujemy się nadal haftem, głównie sztandarów. Szyjemy także szaty liturgiczne i bieliznę kielichową.

- Czynne zakony czy zgromadzenia w czas jubileuszu mogą otworzyć kronikę i podsumować swoją działalność np. wyliczając dzieła, które na przestrzeni lat dokonano. Czy w wypadku klasztoru kontemplacyjnego można też tak uczynić? Czy można wskazać jakieś widzialne owoce obecności klarysek w Kętach?

- Do naszej kroniki też można zajrzeć i wyczytać np. że siostry do 1949 r. prowadziły ochronkę dla sierot, co oczywiście nie jest zgodne z naszym charyzmatem, ale z wielu przyczyn miało miejsce. Można prześledzić rozwój klasztoru i neogotyckiego kościoła, które niewątpliwie stanowią cenny architektoniczny zabytek Kęt. Dowiemy się, że nasza siostra zewnętrzna s. M. Teresa przez kilkanaście lat katechizowała w Kętach i okolicy, że haftowane przez nas sztandary posiadają szkoły nie tylko w okolicach Kęt, ale nie to jest najważniejsze.
W centrum jest zawsze Bóg i adoracja. Naszą misją jest uwielbienie i modlitwa przed Eucharystycznym Panem. W różnych zapiskach odnotowywano ważniejsze wydarzenia w historii powszechnej i polskiej, ale zawsze jako wyraz duchowej troski o ludzki los i przedmiot modlitwy. Nasz apostolat jest więc przede wszystkim apostolatem modlitwy i kontemplacji. Modlitwa przekracza granice czasu i przestrzeni. Jak siostry opowiadają, tylko dzięki modlitwie Kęty i klasztor uniknęły zniszczeń zarówno w czasie I jak i II wojny światowej. Sam fakt, że nasz ordynariusz bp Tadeusz Rakoczy podniósł nasz kościół do godności lokalnego Sanktuarium Wieczystej Adoracji Najświętszego Sakramentu jest także wymownym znakiem, świadczącym o wadze tego miejsca, jego wyjątkowości i znaczeniu dla diecezji. Widzialnym owocem tego 100-lecia jest także święte życie sióstr: mamy kandydatkę na ołtarze, sł. Bożą Matkę Marię Łempicką, Fundatorkę klasztoru i kościoła i wiele cichych sióstr, które żyły święcie i pobożnie. Nasza najstarsza siostra żyjąca obecnie w klasztorze adoruje Pana Jezusa już 60 lat.

- Czy mogłaby Siostra podać jakieś przykłady szczególnej skuteczności Waszej modlitwy. (Może istnieje jakaś księga, gdzie ludzie zapisują podziękowania itp.).

- Mamy Księgę łask za przyczyną sł. Bożej Matki Marii Łempickiej, w której są podziękowania za np. znalezienie pracy, uratowanie rodziny od rozbicia, powrót do zdrowia, ale wielokrotnie więcej jest łask, tych nie zapisanych, wymodlonych przez nas przed Najświętszym Sakramentem: wiele nowych powołań, powrotów do Boga i wiary. Doświadczamy namacalnie, że Pan wybrał to miejsce, by tu wysłuchiwać ludzkich próśb. Taką spektakularną łaskę zanotowano np. w miesięczniku „Głos Eucharystyczny” wydanym w Krakowie w 1918 r. Rodzina Kasprzyków z pobliskich Bulowic zamówiła w naszym kościele Mszę św. w intencji śmiertelnie chorej córki. Podczas Podniesienia dziewczynka doznała uzdrowienia.

- Czy można na przestrzeni tych stu lat obecności Sióstr w Kętach wyznaczyć jakieś ważniejsze momenty w tej długiej historii? Jak wyglądała w tym czasie sprawa powołań?

- Wszystko zaczęło się od sł. Bożej Matki Marii Łempickiej (1833-1918), która na początku 80. lat XIX wieku przybyła do Kęt i rozpoczęła budowę kościoła i klasztoru. 10 września 1893 r. konsekrowano kościół Świętej Trójcy. 6 lutego 1910 r. zaprowadzono tu wieczystą adorację. Od tego momentu takie ważniejsze daty to m.in.: 24 stycznia 1918 r. - śmierć Matki Fundatorki, 1947 r. - rozpoczęcie fundacji w Słupsku, jako wotum za ocalenie klasztoru z pożogi wojennej. Kolejne daty i wydarzenia dotyczą już ostatnich lat: w 1993 r. obchodzono uroczyście pod przewodnictwem bp. Tadeusza Rakoczego jubileusz 100-lecia konsekracji naszego kościoła, a w 1999 r. miejsce to stało się lokalnym Sanktuarium Wieczystej Adoracji Najświętszego Sakramentu. 7 lutego 2006 r. rozpoczęto proces beatyfikacyjny sł. Bożej Matki Marii Łempickiej, w styczniu 2009 r. nastąpiło jego zakończenie w diecezji, w czerwcu zaś otwarto proces w Kongregacji do Spraw Świętych w Rzymie. Od 8 grudnia 2008 r. sł. Boża Matka Maria Łempicka ma w Kętach swoją ulicę.
Z powołaniami bywało różnie, liczba sióstr wahała się w granicach 20-43. Najwięcej powołań było po II wojnie światowej. Obecnie kilka naszych sióstr wspomaga nasze wspólnoty za granicą, w Austrii i we Francji. Aktualnie mamy jedną nowicjuszkę na pierwszym roku, ale mogłoby być więcej.

- Jak wyglądało przygotowanie do tego jubileuszu?

- Od maja 2009 r. trwamy w 9-miesięcznej nowennie, podczas której pielgrzymują do nas poszczególne parafie kęckiego dekanatu na wspólną Eucharystię i adorację. Wspólnotowo przygotowujemy się poprzez dni skupienia i konferencje, a przede wszystkim modlitwę.
Staramy się, by osobistym darem każdej z nas było poprawienie jakości naszej modlitwy i adoracji, większa gorliwość, święte życie.

- Jaki przebieg będą miały jubileuszowe uroczystości?

- Zapraszamy wszystkich do włączenia się wraz z nami w przeżywanie tego pięknego jubileuszu. 21 stycznia 2010 r. czeka nas jeszcze pielgrzymka z rodzimej parafii Świętych Małgorzaty i Katarzyny w Kętach i od franciszkanów. 6 lutego 2010 r. (sobota) - centralne uroczystości jubileuszowe, w ramach których o godz. 10 będzie miało miejsce modlitewne czuwanie prowadzone przez zmartwychwstanki, a po nim, o godz. 11 dziękczynna Msza św. pod przewodnictwem bp. Tadeusza Rakoczego.

- Jak rysuje się przyszłość klasztoru klarysek w Kętach? Od czego ona będzie zależeć?

- Przyszłość jest w rękach Opatrzności Bożej, to Bóg jest tym, który był, jest i przychodzi, był z nami w ciągu tych 100 lat i ufamy, że będzie nadal nas wspierał, prowadził, oświecał, wysłuchiwał naszych próśb i że skieruje tu wiele ofiarnych dusz gotowych poświecić Mu swe życie, bo to m.in. od nowych powołań zależy istnienie klasztoru.

Zielona Góra: Wyjątkowa korespondencja

2019-03-20 09:30

Katarzyna Krawcewicz

Wielu osobom znana jest praktyka pisania listów do św. Józefa. Takich prawdziwych, na papierze, w których opisuje się dokładnie swoją intencję, problem, pragnienie. Po napisaniu listu rozpoczyna się modlitwę, a sam list można włożyć np. za obraz z wizerunkiem św. Józefa czy Świętej Rodziny. Czcicieli św. Józefa z pewnością zainteresuje fakt, że powstały specjalne skrzynki na tę wyjątkową korespondencję.

Facebook/ListydoJozefa

- To nie jest żaden zabobon. Nie chodzi o to, że wykonamy szereg czynności, a życzenie się spełni. To taki zewnętrzny znak powierzania naszych problemów świętemu patronowi i sposób budowania wiary – mówi Magdalena Stachowska, która razem z mężem Adamem rozpoczęła produkcję skrzyneczek.

Oboje doświadczyli orędownictwa św. Józefa, żartują nawet, że święty ma ich chyba dosyć, bo ciągle zawracają mu głowę. - Odkąd jesteśmy małżeństwem, piszemy takie listy. W różnych sprawach, nawet banalnych. To były kwestie mieszkania, samochodu, pracy i wielu innych naszych pomysłów. Zawsze po napisaniu listu zaczynaliśmy odmawiać nowennę i do dziewiątego dnia pojawiała się odpowiedź. Nie zawsze taka, jakiej oczekiwaliśmy, ale działo się wiele dobrych rzeczy. Znamy też świadectwa wielu osób, które opowiadały, że np. św. Józef pomógł załatwić kredyt, chociaż sprawa wydawała się beznadziejna – opowiada Magdalena. - Listy wkładaliśmy za ikonę Świętej Rodziny i szybko zaczęły stamtąd wystawać różne kartki. Więc na własne potrzeby wymyśliliśmy skrzynkę. Wiesza się ją na ścianie, jest zamykana na kluczyk. Na pierwszy rzut oka wygląda niepozornie, bo nie widać, że tam w środku są listy. Najpierw zrobiliśmy parę sztuk dla znajomych, a teraz postanowiliśmy rozszerzyć działalność i wystartowaliśmy w same imieniny św. Józefa.

Brzmi ciekawie? Warto przyjrzeć się bliżej skrzyneczkom, tym bardziej, że prawdopodobnie nikt wcześniej nie wpadł na taki pomysł i są czymś oryginalnym. Skrzynki są dostępne w trzech rozmiarach – trochę większa niż A4, trochę mniejsza niż A5 i średnia, pomiędzy tymi dwoma rozmiarami. Ponieważ jest to rękodzieło, może się zdarzyć, że na realizację zamówienia trzeba będzie poczekać ok. 2 tygodni. Już niedługo ruszy strona internetowa, a na razie można kontaktować się przez Facebooka: www.facebook.com/ListydoJozefa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież nie spotka się z migrantami

2019-03-20 20:07

vaticannews / Tanger (KAI)

Relacje między katolikami i muzułmanami w Maroku są bardzo dobre. Kraj ten jest tradycyjnie tolerancyjny dla mniejszości. Co więcej spotykam się tu z większym szacunkiem i otwarciem niż na przykład w Hiszpanii – powiedział arcybiskup Tangeru Santiago Agrelo Martinez na 10 dni przed papieską podróżą do tego kraju.

Wojciech Łączyński

Ten hiszpański biskup misyjny pełni swoją funkcję od 11 lat. Zapewnia, że współpraca z muzułmanami układa mu się dobrze i stale się rozwija. To nie ona będzie więc głównym tematem tej podróży, choć, jak zaznaczył, zarówno w świecie chrześcijańskim, jak i muzułmańskim trzeba wyciszać wzajemne resentymenty, bo to może prowadzić tylko do złego.

Głównym problemem Kościoła w Maroku są obecnie migranci. Bardzo często znaleźli się oni w ślepym zaułku: ani nie mogą przedostać się do Europy, ani nie mogą wrócić do domu. Mówi abp Martinez.

"Tym, co najbardziej leży mi na sercu, jest więc nie tyle relacja ze światem muzułmańskim, co sytuacja migrantów. Tu napotykamy najwięcej trudności. Ci młodzi ludzie, zarówno tu w Maroku, jak i w Libii, znajdują się w bardzo trudnej sytuacji. Nie mają żadnej przyszłości. Wszystkie drogi są dla nich zamknięte. Polityka zamyka im drogę. Mam nadzieję, że Papież zajmie się tym problemem. Ci młodzi ludzie mają wielkie oczekiwania względem wizyty Ojca Świętego w Maroku. Oni sami nie będą mogli się spotkać z Franciszkiem, bo nie mają dokumentów, nie mają zameldowania. Nie będą mogli być blisko Papieża, ale mam nadzieję, że Papież będzie blisko nich i że oni to poczują – powiedział Radiu Watykańskiemu abp Martinez.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem